Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 272
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='alive']witamy :)
z tego co widać na zdjęciach to Atena robi się podobna do mamy :). Zapraszamy któregoś dnia na spacerek pod las kabacki!!!!

Witam u nas :)
Atenka to klon swojej mamusi i jestem z tego bardzo dumna i zadowolona :loveu:
Podobno las kabacki nie jest zbyt blisko nas... :roll:


Zdjęcia będą później, wczoraj wróciłam w nocy. Dziś to w zasadzie nic mi się nie chce.

Posted

[quote name='Imanca']Atenka to klon swojej mamusi i jestem z tego bardzo dumna i zadowolona :loveu:
Podobno las kabacki nie jest zbyt blisko nas... :roll:




yyy jak to las kabacki nie jest blisko??? przecież nie musicie iśc na piechotę hehe

Posted

Wiesz skoro mamy wybór, że na pola mokotowskie dochodzimy na piechotkę... A tu trzebaby ponoć ładny kawałek dojechać, to nie jest blisko :evil_lol:

Chyba się poświęcę i jakieś jeszcze stare zdjęcia wrzucę, bo nowe wciąż w aparacie i nikomu nie chce się zczytać do komputera, nie mówiąc o przerabianiu...


Ps. Zdjęć nie będzie w najbliższym czasie, dopóki luby nie naprawi komputera. W tej chwili odmawia współpracy i wgrywania zdjęć. Zero jakiejkolwiek dobrej woli ze strony kompa :(

Posted

[quote name='Imanca']Wiesz skoro mamy wybór, że na pola mokotowskie dochodzimy na piechotkę... A tu trzebaby ponoć ładny kawałek dojechać, to nie jest blisko :evil_lol:




No jak uważasz, ale pierwszy raz spotykam się z reakcją kogoś z mokotowa, że ursynów jest daleko :lol: to 15 minut samochodem i 10 metrem! Zakładam, że stosunkowo niedawno przeprowadziłaś się do W-wy i stąd to "ponoć".
Nie chcę się czepiać i broń boże już nie namawiam skoro to problem, ale jak można mieć wyżła i nie zabierać go nigdzie do natury? Jak można z psem myśliwskim chodzić na długie spacery jedynie do parku w centrum miasta? :crazyeye: Widziałaś kiedyś z jaką pasją i szczęściem psy myśliwskie biegają wsród wysokich traw, trzcin, węszą, łapią wiatr? Dla nich naturalnym środowiskiem są pola, łąki i lasy a nie park z przystrzyżoną trawą otoczony z 4 stron bardzo ruchliwymi ulicami! Wyżła nie powinno sie kupować tylko dla jego pięknego wyglądu. Te psy mają duże potrzeby i dużą pasję i jeśli się chce aby były szczęśliwe trzeba im umozliwiać spełnianie się. Nie poznałam jeszcze żadnego własciciela psa mysliwskiego, który myślał by w taki sposób jak ty. Zazwyczaj ludzie przez to, że są to rasy dośc wymagające, dla swoich psów całkiem zmieniają życie. Na wakacje wyjeżdża się w całkiem inne miejsca, wieczorem po pracy i obowiązkowo a w weekendy to już obowiązkowo wsiada się w samochód i jedzie z psem za miasto aby ten miał możliwość kilkugodzinnego wybiegania się tam gdzie sprawia mu to największą radość. Decydując się świadomie na takiego przyjaciela należy dostowować życie do jego potrzeb.

Posted

[quote name='alive']No jak uważasz, ale pierwszy raz spotykam się z reakcją kogoś z mokotowa, że ursynów jest daleko :lol: to 15 minut samochodem i 10 metrem! Zakładam, że stosunkowo niedawno przeprowadziłaś się do W-wy i stąd to "ponoć".
Nie chcę się czepiać i broń boże już nie namawiam skoro to problem, ale jak można mieć wyżła i nie zabierać go nigdzie do natury? Jak można z psem myśliwskim chodzić na długie spacery jedynie do parku w centrum miasta? :crazyeye: Widziałaś kiedyś z jaką pasją i szczęściem psy myśliwskie biegają wsród wysokich traw, trzcin, węszą, łapią wiatr? Dla nich naturalnym środowiskiem są pola, łąki i lasy a nie park z przystrzyżoną trawą otoczony z 4 stron bardzo ruchliwymi ulicami! Wyżła nie powinno sie kupować tylko dla jego pięknego wyglądu. Te psy mają duże potrzeby i dużą pasję i jeśli się chce aby były szczęśliwe trzeba im umozliwiać spełnianie się. Nie poznałam jeszcze żadnego własciciela psa mysliwskiego, który myślał by w taki sposób jak ty. Zazwyczaj ludzie przez to, że są to rasy dośc wymagające, dla swoich psów całkiem zmieniają życie. Na wakacje wyjeżdża się w całkiem inne miejsca, wieczorem po pracy i obowiązkowo a w weekendy to już obowiązkowo wsiada się w samochód i jedzie z psem za miasto aby ten miał możliwość kilkugodzinnego wybiegania się tam gdzie sprawia mu to największą radość. Decydując się świadomie na takiego przyjaciela należy dostowować życie do jego potrzeb.

Widzę, że masz dar wyciągania daleko idących wniosków z mojego jednego zdania wynikającego z mojej znajomości miasta a nie aktywności jaką zapewniam moim psom. Ja napisałam tylko, że to nie jest blisko. Warszawy nie znam praktycznie wcale, choć mieszkam tu 2 lata, a przyjeżdzam od ponad 10. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie jest lasek kabacki, na Ursynowie byłam kilka razy...
Widzę też, że się bardzo zastanowiłaś zanim napisałaś te wszystkie conajmniej niemiłe uwagi. Znasz mnie i moje podejście do psów lepiej, niż ja sama. Dobrze, że znasz moje myśli! Musisz być bardzo negatywnie do mnie nastawiona, nie znając mnie wcale z góry pisząc po jednym zdanie tego typu elaboraty.
Skoro już odkryłaś moje tajemnice i całkowitą nieznajomość ras jakie mam w domu, to niech wszyscy wiedzą, że wzięłam najpierw Nelkę a potem Atenkę, bo mam mieszkanie 3 pokojowe i chciałam mieć jakieś oryginalne ozdoby. Rzeźby może mieć każdy, więc wzięłam duże, piękne psy, bardzo aktywne psy, żeby je przykuć do kaloryfera jako dzieła sztuki. A aktywne, żeby nie leżały bez ruchu jak goście przyjdą. Ty byś widziała jak ładnie wyglądają pod tymi kaloryferami i jak się nimi ludzie zachwycają! Jeszcze jeden kaloryfer wolny został tam planuję umieścić jeszcze jednego psiaka. Oczywiście nie ma mowy o wychodzeniu na spacery, a napewno nie w taką pogodę jak teraz - żeby się nie pobrudziły. Mają kuwetki przy kaloryferach, z których korzystają jak koty. Dlatego biorąc pod uwagę warunki jakie zapewniam moim, jakby nie było, dwóm myśliwskim psom - nie widziałam w życiu, żeby w ogóle biegały, nie mówiąc już wśród traw. Jedyna natura jaką oglądają, to kwiatki na parapecie, pod którym stoją!

Skoro nie jeżdzę do lasku kabackiego, to napewno znaczy, że nie zabieram moich psów na wybieganie! (Pomijając, że lasek kabacki to podobno niezbyt ciekawa okolica, ale co tam. Jedyne co słyszałam o tym lasku to, że jest pełny złodzieji!) Nie pozwalam im nigdzie
pędzić, tropić i wystawiać, węszyć z wiatrem zarówno górnym jak i dolnym - jeśli się odważą czeka je kara chłosty.
Oczywiście gdy Atenka idzie na spacer na Pola Mokotowskie to tylko dla szpanu ją tam zabieram i wygląda na wybitnie nieszczęśliwą, że zmuszam ja do biegania
z psami w tym ogrodzonym ulicami, okropnym parku z przyciętą trawą. Ale na szczęście chodzi tam tylko od święta.
Za to na przeszczęśliwszą wygląda, gdy każę jej jeździć jakimikolwiek środkami lokomocji (na parogodzinny spacer) gdzie zaczyna wymiotować, bo ma chorobę lokomocyjną!
Już nie mówiąc o Neli, która nieszczęsna nawet na Pola nie może chodzić - ale Ty pewnie też znajdziesz wytłumaczenie dlaczego! Neli nigdy nie jeździ nad wodę, nasze zdjęcia to fotomontaż. Jako pies dowodny ma miskę wody i tym powinna się zadowolić!

Dobrze, że uświadomiłaś mnie jakie potrzeby mają moje psy. Choć trochę poniewczasie, bo już świadomie zdecydowałam się na takiego przyjaciela. To by było wszystko o moim dostosowywaniu życia do moich psów.

Pozdrawiam serdecznie ja i moje najnieszczęśliwsze, niewybiegane, niewybawione, niewypływane i niewyżyte (w lasku kabackim) psy na świece!


Ps. Pojechać pobiegać za miasto to już ponad najśmielsze oczekiwania!

Posted

heh eleboratem swojej wypowiedzi bym nie nazwała ale Twoja juz pod niego lekko podchodzi! :)
Nie przeczę, może faktycznie zbyt daleko wysunięte były moje wnioski ale czy były aż tak straszne, żeby unosić się do tego stopnia? Nie rozumiem dlaczego uważasz, że jestem nagatywnie do Ciebie nastawiona? Przecież to ja zapraszałam Cię na spacer, więc raczej nie chciałabym spotkać się z osobą którą skreślam od początku! Nie zrozumiałyśmy się i tyle. Nie rób za mnie potwora :).
"Nieco" wyolbrzymiłaś to co napisałam, bo w mojej wypowiedzi nigdzie nie było napisane, że masz niewybiegane i nieszczęśliwe psy. No a z kaloryferami, rzeźbami i kuwetami to fantazja nieźle Cię poniosła!! To, że dla szpanu chodzisz z psem na pola tez jest dobre! Ja bym na to nie wpadła! :p
Swoje wnioski owszem wyciągnęłam z jednego Twojego zdania "Wiesz skoro mamy wybór, że na pola mokotowskie dochodzimy na piechotkę... A tu trzebaby ponoć ładny kawałek dojechać, to nie jest blisko :evil_lol:".Dla mnie jego przekaz jest jednoznaczny: skoro masz pod nosem pola mokotowskie to po cholerę chodzić na spacery na pola. Nie wiem, może tak nie myslisz ale z tego zdania niestety to wynika... Stąd mój wniosek, że nie zabierasz psa na pola bo skoro nie chce Ci się dojechać 10 minut metrem albo samochodem to dalej by Ci się chciało? Nie znam Cię, może co drugi dzień jeździsz z psami poza miasto ale niestety z tego zdania wynika całkiem co innego i na nim się oparłam.
Co do "lasku kabackiego"... nie jest to lasek tylko las. Coś co ma bez mała 1000 ha laskiem chyba nie jest... nie wiem skąd opinie, że jest to nieciekawe miejsce - nieciekawe miejsce raczej nie zostają rezerwatami przyrody... poza tym las kabacki leży w jednej z lepszych dzielnic Warszawy, więc nie sądzę aby towarzystwo z osiedli gdzie metr mieszkania kosztuje 10000 chodziło do lasu okradać ludzi. Ponadto ponieważ las kabacki to rezerwat przyrody nie należy tam spuszczać psów. Z psami chodzi się pod las kabacki, który z 3 stron otoczony jest pieknymi polami. Z dwóch stron te pola mają po ładnych parę tysięcy ha i są pełne bażantów, kuropatw i zajęcy.
Nadal zachęcam do odwiedzenia tych terenów bo naprawdę warto.
Reasumując (w elaboracie dobrze jest używać mądrych słów :)) przyznaję, że być może zbyt pochopnie Cię oceniłam ale wyżej przytoczone zdanie trudno zrozumieć inaczej niż zrozumiałam. Ty za to tak puściłaś wodze fantazji, że aż mi szczena opadła hehe. Odrobinę dystansu proponuję!!!

Posted

[quote name='alive']heh eleboratem swojej wypowiedzi bym nie nazwała ale Twoja juz pod niego lekko podchodzi! :)
Nie przeczę, może faktycznie zbyt daleko wysunięte były moje wnioski ale czy były aż tak straszne, żeby unosić się do tego stopnia? Nie rozumiem dlaczego uważasz, że jestem nagatywnie do Ciebie nastawiona? Przecież to ja zapraszałam Cię na spacer, więc raczej nie chciałabym spotkać się z osobą którą skreślam od początku! Nie zrozumiałyśmy się i tyle. Nie rób za mnie potwora :).
"Nieco" wyolbrzymiłaś to co napisałam, bo w mojej wypowiedzi nigdzie nie było napisane, że masz niewybiegane i nieszczęśliwe psy. No a z kaloryferami, rzeźbami i kuwetami to fantazja nieźle Cię poniosła!! To, że dla szpanu chodzisz z psem na pola tez jest dobre! Ja bym na to nie wpadła! :p
Swoje wnioski owszem wyciągnęłam z jednego Twojego zdania "Wiesz skoro mamy wybór, że na pola mokotowskie dochodzimy na piechotkę... A tu trzebaby ponoć ładny kawałek dojechać, to nie jest blisko :evil_lol:".Dla mnie jego przekaz jest jednoznaczny: skoro masz pod nosem pola mokotowskie to po cholerę chodzić na spacery na pola. Nie wiem, może tak nie myslisz ale z tego zdania niestety to wynika... Stąd mój wniosek, że nie zabierasz psa na pola bo skoro nie chce Ci się dojechać 10 minut metrem albo samochodem to dalej by Ci się chciało? Nie znam Cię, może co drugi dzień jeździsz z psami poza miasto ale niestety z tego zdania wynika całkiem co innego i na nim się oparłam.
Co do "lasku kabackiego"... nie jest to lasek tylko las. Coś co ma bez mała 1000 ha laskiem chyba nie jest... nie wiem skąd opinie, że jest to nieciekawe miejsce - nieciekawe miejsce raczej nie zostają rezerwatami przyrody... poza tym las kabacki leży w jednej z lepszych dzielnic Warszawy, więc nie sądzę aby towarzystwo z osiedli gdzie metr mieszkania kosztuje 10000 chodziło do lasu okradać ludzi. Ponadto ponieważ las kabacki to rezerwat przyrody nie należy tam spuszczać psów. Z psami chodzi się pod las kabacki, który z 3 stron otoczony jest pieknymi polami. Z dwóch stron te pola mają po ładnych parę tysięcy ha i są pełne bażantów, kuropatw i zajęcy.
Nadal zachęcam do odwiedzenia tych terenów bo naprawdę warto.
Reasumując (w elaboracie dobrze jest używać mądrych słów :)) przyznaję, że być może zbyt pochopnie Cię oceniłam ale wyżej przytoczone zdanie trudno zrozumieć inaczej niż zrozumiałam. Ty za to tak puściłaś wodze fantazji, że aż mi szczena opadła hehe. Odrobinę dystansu proponuję!!!

Ja mam wyobraźnie, Ty za to coś czego bardzo zazdroszczę, bo całe życie o tym marzyłam - zdolnośc telepatii. Nawet nie wiesz, co bym dała, żeby umieć czytać innym w myślach.

Co do rozumienia słów pisanych -
"Wiesz skoro mamy wybór, że na pola mokotowskie dochodzimy na piechotkę... A tu trzebaby ponoć ładny kawałek dojechać, to nie jest blisko :evil_lol:"
Nie sądzisz, że to zdanie można zinterpretować też inaczej, w najprostrszy sposób, zwracając szczególną uwagę na słowo ponoć - że w porównaniu do pól jest to daleko, skoro w jedno miejsce idę a w drugie muszę jechać? Z założenia skoro dojść nie mogę, wyciągam prosty logiczny wniosek, że jest dalej. To wszystko co miałam na myśli. Nie napisałam, że nie wychodzę nigdzie dalej z psami. Te pola to też nie są za moim oknem, a muszę tam dojść też wcale nie najmniejszy kawałek. Poza tym ja muszę dostosować możliwość spacerów do obydwu suń. Neli jest niestety problemowym psem, którego wzięłam bardzo świadomie z prawie wszystkimi możliwymi nerwicami. Do tej pory ma agresję lękową i nie pozwala do siebie podchodzić obcym psom. Żeby zabrać je na wybieganie razem muszę mieć oczy dookoła głowy. A nie mogę chodzić na spacery i umawiać się z psami tylko z Atenką, bo Neli też potrzebuje mnóstwo ruchu.
Nie wiem jaką powierzchnię ma las kabacki i jakie są pod nim pola. Nie wiem ile kosztują mieszkania w jego okolicy i jacy ludzie tam mieszkają. Tu też nie zrozumiałaś określenia "nieciekawa okolica". U mnie używa się go nie tylko w sensie estetyki. A słyszałam, że tam złodzieje się bardzo panoszyli. Może już tak nie jest.

W konkluzji (jak już używamy mądrych słów) - skąd wiesz, że mnie poniosła fantazja?? :diabloti:

Posted

[quote name='Imanca']Ja mam wyobraźnie, Ty za to coś czego bardzo zazdroszczę, bo całe życie o tym marzyłam - zdolnośc telepatii. Nawet nie wiesz, co bym dała, żeby umieć czytać innym w myślach.


Nie rozumiem czemu nadal brniesz w zdolnośc telepatii skoro wytłumaczyłam Ci skąd u mnie takie wnioski i powtarzać się nie będę. Nigdzie nie napisałam, że Ty coś myślisz...

Posted

[quote name='alive'] (...) Nie poznałam jeszcze żadnego własciciela psa mysliwskiego, który myślał by w taki sposób jak ty. (...)


Nigdzie nie napisałam, że Ty coś myślisz...


Czyżby? :evil_lol:

W nic nie brnę, a wyrażam swoją opinię, ale odpuśćmy sobie. Ani to przyjemne, ani niczego nie wnosi. Po prostu musimy uważać na słowa, bo tekst pisany łatwo pokrętnie zinterpretować :)
To gdzie ten las kabacki? Może się skusimy, tylko nie chcemy być samotne (na wypadek, gdyby Ci złodzieje jeszcze sobie nie poszli). I nie w ten weekend, bo mam szkołę.
Generalnie mogę codziennie, praktycznie całodobowo. Choć nie ukrywam, że narażanie Atenki na stres (i mnie jazdą w metrze) nie działa na mnie zbyt uspokajająco.

Posted

O 7 rano spotkałam nareszcie tego wyżełka -mojego sąsiada ale...nic nie wiem. Pani była wybitnie mało komunikatywna...a obydwie z Chocunią przeciez widzimy i stoimy obok sobowtóra Atenki. Wielkość chyba taka jak Atenki, piesek. Hodowla jakaś spod Warszawy.
Może ona rzeczywiscie nic nie wie i przypadkowo wyprowadza psa np. teściowa. Kiedyś może spotkam go z chłopakiem, którego zawsze widywałam.

Posted

Czoko ten chłopak z pól , co go widywałam z węgrem na rowerze ma taką sytuację, że jego matka mu wyprowadza psa. Ale to nie pasuje kompletnie, bo on ma napewno sprowadzanego z Węgier psa. No i jest troszkę starszy i większy od Atenki. Jeśli ten psiak jest jej wielkości i spod Warszawy to całkiem inny psiak. Zacznę dylać na spacerki pod Królikarnie - może kiedyś go spotkam :evil_lol: Choć to wcale nie tak daleko, ale tam nie ma gdzie puścić dziewczyn i ta straż i spacerowicze...

Wczoraj byłam z Nu porzucać frisbee (jak zwykle). Zawsze idziemy w 3 - z Atenką. Ale w poniedziałek było błotko i Atenka się troszeczkę nie wyrobiła i wróciła nie dość, że brudna na brzusi to jeszcze na bokach, aż do pleców. A że wczoraj miałyśmy jechać jeszcze na pola wolałam, żeby była czysta (Atenka wchodzi na kolanka w autobusie, bo jej niedobrze).
Wracając do tematu - poszłyśmy z Neli. Pieknie biegała jak zawsze. Aż w pewnym momencie biegła bardzo szybko i ja zamarłam. Nie śmiałam się nawet odezwać słowem - moja Nu tym razem nie wyrobiła i pojechaaaała brzusiem po polance. Przednie łapki miała prosto wyciągnięte przed siebie, tylne prosto do tyłu... jedynie głowa była w górze. Po jakichś 2 metrach jazdy na brzuchu wyhamowała...Stałam i czekałam przerażona myśląc "Oby tylko wstała, oby się podniosła". Ale co tam dla Nelki - co prawda oszołomiona, ale wstała dzielnie z frisbeekiem, postała chwilę i pomyślała nad tym co zaszło i przybiegła po kolejny rzut :) Brudna była, że się domyć w domu nie dało. Łapki miała dookoła brudne, brzuszek calutki, szyjkę i odbryzgujące błoto ochlapało jej plecy :evil_lol:

Dla Neli przy frisbeeku liczy się tylko rzut,pogoń, wyskok, złapanie i bieg powrotny i ...wyczekiwanie na kolejny rzut. Nie ma takich smakołyków, które byłyby cenniejsze od rzucenia. Smakołyki to zbędne marnowanie czasu przed kolejnym rzutem :evil_lol:
Jak chodzimy z Atenką, to biegnie dzielnie za Neli. Nunu wyskakuje i łapie, Atenka podpina sie pod aport - wyrywa Neli frisbee i pięknie przynosi pod same nogi... i czeka na smakołyka. Neli wtedy się denerwuje stratą czasu, cała napięta, przykucnięta i gotowa do biegu czeka na kolejny zamach...
Czasem Atenka wracając z frisbeekiem złapie jakiś trop, zobaczy ptaka i wtedy biegnie pół polany do swojego celu, potem zaczyna się skradać, wystawiać i czasem jej się przypadkiem buzia otworzy i wypluje talerz. Wtedy Neli biegnie przynieść i ma kilka rzutów tylko dla siebie, póki Atenka nie wróci jej towarzyszyć.
Kilka rzutów jest oczywiście tylko dla Atenki. Ostatnio Atenka miała swoje pierwsze frisbeekowe osiągnięcie - pierwszy raz wyskoczyła po talerz i złapała w locie :multi: Ależ była z siebie dumna :) A wszystkiego tego mój mały geniusz uczy się obserwując Nelutkę.

Z pól mamy kilka zdjęć, ale zamieszczę jak mój komputer będzie naprawiony.

Posted

Czoko jeśli dałabys rade to wez od właścicieli agres mailowy, może uda sie ich sciagnac na zlot wegrów. :loveu:

Imanca mi Fortek kiedyś za czaplami w takie błocko wlazł, ze oprócz trójkąta pomiedzy nosem a oczami reszta była czarna i cuchnaca mułem. :angryy:
Co do choroby lokomocyjnej mój nie miał i całe szczęście bo my wszediz eautobusami, pociagami i samochodami docieramy. Ale Zorza (wegierka) też miała a w tej chwili jest już spokój, sunia ma 2 lata. Jola starała sie ja wozić na przyjemne spacery :) Od małych kawałków do dużych i pies ei przyzwycził, więc może i Antenie przjedzie :)

Posted

[quote name='sylrwia']Czoko jeśli dałabys rade to wez od właścicieli agres mailowy, może uda sie ich sciagnac na zlot wegrów. :loveu:


Rzeczywiście gdybym kiedyś spotkała tego chłopaka - nigdy go z bliska nie widziałam żeby zagadnąć, spróbuję wspomnieć o zlocie węgrów.

Chłopaka widziałam kilka razy przez moment po drugiej stronie ulicy gdy wracam z pracy – to równie dobrze mógłby być ten z pól – pani wyraźnie nabrała wody w usta i nic nie chciała powiedzieć.... od razu „co się stało?” i skraca smycz – może miała podobne obawy jak Ty kiedyś....Chocunia od razu grzecznie podeszła i jak z Ati chciała się bawić. Wielkość też już mogę mylić jakiś czas już jej nie widziałam.

Nigdy nie wspomniałaś o friesbee – od jakiegoś czasu myślę o takim zakupie dla małej, mojego strasznego gryzonia i baardzo zażartego rozdrabniającego wszystko. Trochę się boję bo mała podczas zabawy piłeczką bardzo szybko się nakręca i trzeba wszystko natychmiast przerywać. Żadne przeciąganie nie wchodziłoby w grę – będzie wisiała na piłce czy patyku a nie puści. Jedynie działa metoda wymiany. Dla niej czeka mnie zakup dwu sztuk czegoś bardzo wytrzymałego – słyszałam że Jawz K10 i Euroblend są takie tylko ze cena 50,- a w dodatku ich nie ma. Materiałowe bardzo jej się podoba ale w locie nic nie łapie – nawet na puszczonego rollera czeka az się przewróci i dopiero biegnie...boi się. Dlatego się wstrzymuję przed taakim zakupem.

Nasz park rzeczywiście się nie nadaje do żadnego spaceru – w niedzielę mąż mówił że na koronie stadionu będzie całkiem pusto a za chwilę pojawiło się dwu biegaczy w tym jeden zaczął się obok nas gimnastykować. Odeszliśmy ale nie było gdzie się ewakuować – musieliśmy przechodzić znowu obok niego a gdy tak szedł szybkim krokiem okazało się że najbardziej Choculkę zainteresował jego stan...wskazujący na spożycie.
I miałyśmy fajny spacerek na smyczy.

Pamiętasz jak w blogu opisywałam jakie miałyśmy problemy z podróżami?
To było całe zaślinione trzęsące się maleństwo!

Posted

Moja Nelutka wie, że pańcia marzy o czarnej labradorce. Kiedyś postanowiła ją dla mnie załatwić :evil_lol: Wpadła (z chęcią popływania) w lesie do takiego bajora bagiennego i jak się wynurzyła na zawołanie i wylazła, to miałam już dwa w jednym. W zasadzie mogłam sobie wyobrazić jak to jest mieć czarną - tylko kawałek głowy został biszkoptowy :evil_lol: W następnym już czystym bajorku wypłukałysmy czarną, błotnisto - smolną maź z cudnym zapaszkiem :roll: Nie było łatwo...

Frisbee rzucamy już dłuugo. Po pierwsze dlatego, że Neli kocha aport, po drugie dlatego, że patyki uważam za baardzo niebezpieczną zabawkę. Żeby się moje maleństwo nie uszkodziło podczas zabawy ma swoje frisbee. Mieliśmy specjalny podstęp, żeby w ogóle się nim zainteresowała :evil_lol: Ponieważ Neli na dworze uznawała tylko patyki, a zabawki były tylko i wyłącznie domowe. Nie było zabawki, którą Neli bawiłaby się na polanie. A patykami niestety bardzo się pokaleczyła a i to ją nie zraziło. Zawsze przynosiła badyla. I miałyśmy swoją kolekcję kijków, które wychodząc z polany do domu odkładałysmy do drzewka. Ona już o tym wiedziała i jak mówiłam, że wychodzimy mówiłam jej "idziemy do drzewka" i ona grzecznie badyla oddawała i patrzała, czy napewno dobrze schowałam. Pomysleliśmy, że można by to samo zrobić z frisbee - znaleźliśmy je na drzewku :multi: Przez kilka dni za każdym razem udawaliśmy, że wyciągamy je z drzewka i odkładamy wychodząc. Potem pozwoliliśmy jej zabrać do domu. Teraz jak chce iść na siku przynosi swojego frisbeeka :loveu:
Jak idziemy bez zabawki - przynosi badyla, ale jak jesteśmy na frisbeeku żaden patyk już się nie liczy :multi: A rzucanie to świetny sposób na wybieganie chociaż troszkę z jej energii :)

Kiedyś na polanie dziewczyna nas zaczepiła "Czy to jest labrador", odpowiadam, że tak. Na co ona bardzo wielce zdziwona "Ale to niemożlwie, przecież labradory nie lubia biegać i nie aportują":crazyeye: Haloo - to są retrievery :-o

Co do choroby lokomocyjnej - Neli nigdy nie miała żadnych objawów - od małego uwielbiała jeździć i teraz czeka, aż się tylko otworzy drzwi, żeby wskoczyć. Atenka do samochodu wchodzi bardzo chętnie, ale trzeba jechać baaardzo płynnie, żeby jej się nie zrobiło niedobrze. W samochodzie pół biedy, bo można się zatrzymać i zrobić jej przerwę. W autobusie siedzi zawsze na kolankach i się tuli wzbudzając zachwyt całego autobusu. Ciekawa jestem ich zachwytu, jakby zwymiotowała. Zresztą w drodze do Bydgoszczy niestety psinka nie wytrzymała a ja klęłam na tę wystawę i na pomysł tej podróży, która męczy mojego szczeniaczka. Oczywiście najpierw jest cała zapluta, mętne oczy itd.
Najlpiej w zasadzie toleruje jazdę pociągiem. Ma to wszystko po pańci. Jak mi się robi niedobrze w aucie/autobusie a jestem z nią, wiem, że wymioty nas nie ominą. Dobrze, że skupiam się wtedy na niej, bo sama też mam chorobę lokomocyjną i w moment robię się zielona - choć podobno większości dzieci przechodzi, jestem wyjątkowa :D

Przed chwilą wróciłam z troszkę ponad godzinnego spacerku i mam pełno nowych, pięknych zdjęć, a luby nie chce naprawić komputera. Dziś wieczorem go namówię!

Posted

Mamy zwykły talerz - gumową zabawkę. Jak kupowałam nawet najtańsze profesjonalne były strasznie drogie, a ja nie chciałam inwestować w ciemno. No i ja chciałam się nauczyć rzucać itd. itp. Neli talerza w zasadzie nie niszczy, Atenka też nie więc nie potrzebujemy jakichś super wytrzymałych. Taki jak mamy wystarcza nam jako wytrzymałość, ale przymierzamy się do profesjonalnych, coby lepiej rzucać. Tylko zdecydować się od pół roku nie mogę, bo to jednak wydatek. A Nelce to chyba wszystko jedno co łapie, profesjonalnie tego nie ćwiczymy. Materiałowych nigdy nie miałam.

Posted

Coby nasza galeryjka nie była taka zapomniana napiszę, że zdjęć nie będzie chyba nigdy w tym tempie lubego. Teraz obiecuje, że komputer naprawi w weekend :shake:
Pozostało mi tylko wierzyć.

A mam już straszne zaległości do wklejenia i ja w weekend nie nadąże z tym, bo mam szkołę...

Ależ ja lubię w taki mrozik ze śnieżkiem iść na dłuuugi spacer. Dziewczyny się tak pięknie bawią, a potem jeszcze piękniej zmęczone spią :loveu:
Mamy cudne, śnieżne zdjęcia...(chociaż się pochwalę, żeby było na co czekać:evil_lol:).

A ostatnio z moimi dziewczynami przeprowadziłam sympatyczną rozmowę. Rozmawiałyśmy zawsze na dwa głosy z Nelką, teraz rozmawiamy na trzy. I podkreślam, że jestem zdrowa psychicznie - jeszcze :razz:
Rozmowa wyglądała tak:
Ja: Moje ślicznotki pańcia Was kocha ponad życie. Nikogo Pańcia nie kocha mocniej, tylko Was. Pańcia nie kocha żadnego innego pieska...
Neli: Ale przecież pańcia mówiła, że może pokochać jeszcze inne pieski...
Ja: Nie, kocham tylko Was!
Neli: A Doksia?
Ja: No dobrze, kocham jeszcze Doksie.
Atenka: Ale pańcia mówi, że kocha wszystkie pieski świata i ma w sercu miłości jeszcze dla mnóstwa piesków...
Ja: No dobra! Niech Wam będzie ... ale Was kocham najmocniej!! :loveu:

Dziewczyny mnie zgasiły, a luby zaczął się ze mnie śmiać i wtedy się zorienowałam, że jest świadek naszej miłosnej rozmowy :)


A oprócz tego zastanawiałam się ostatnio w czym jesteśmy do siebie podobne. Neli ma po mnie oczywiście urodę, inteligencję i wredotę :diabloti:
Atenka ma urodę, inteligencję i chorobę lokomocyjną.
Hmmmm, może coś jeszcze...?

A w czym są Wasze psiaki podobne do Was, oprócz urody i inteligencji?

Posted

A ostatnio z moimi dziewczynami przeprowadziłam sympatyczną rozmowę. Rozmawiałyśmy zawsze na dwa głosy z Nelką, teraz rozmawiamy na trzy. I podkreślam, że jestem zdrowa psychicznie - jeszcze :razz:

Rozmowa wyglądała tak:
Ja: Moje ślicznotki pańcia Was kocha ponad życie. Nikogo Pańcia nie kocha mocniej, tylko Was. Pańcia nie kocha żadnego innego pieska...
Neli: Ale przecież pańcia mówiła, że może pokochać jeszcze inne pieski...
Ja: Nie, kocham tylko Was!
Neli: A Doksia?
Ja: No dobrze, kocham jeszcze Doksie.
Atenka: Ale pańcia mówi, że kocha wszystkie pieski świata i ma w sercu miłości jeszcze dla mnóstwa piesków...
Ja: No dobra! Niech Wam będzie ... ale Was kocham najmocniej!! :loveu:

Dziewczyny mnie zgasiły, a luby zaczął się ze mnie śmiać i wtedy się zorienowałam, że jest świadek naszej miłosnej rozmowy :smile:


Bardzo przyjemne są takie rozmowy... Oczywiście pod warunkiem, że przeprowadzający dyskusję jest - jak wspomniałaś - zdrowy psychicznie..!;)

Czy jutrzejszy spacer na Polach jest nadal aktualny? Chętnie byśmy się zobaczyli z Tobą i z Atenką! ;)
Mamy też nadzieję, że już niedługo zobaczymy nowe zdjęcia Twoich cudów!
Pozdrawiamy ;)

Posted

Wiesz z tym zdrowiem to jest ten problem, że psychiatra mnie nie diagnozował, a chory nigdy swej choroby nie widzi :evil_lol:

Na spacerku oczywiście będziemy, nawet zaraz się wybieramy :) Dotrzemy około 14-tej :)

Ja też mam nadzieję, że niedługo nowe zdjęcia zagoszczą. Komputer naprawiony, teraz trzeba wszystko od nowa poinstalować itd. itp. :)

Posted

[quote name='Asiaczek']Hm, moje wzięły po mnie apetyt...:oops:
Pzdr.


Dziś wracając z zakupów widziałam dziewczynę, która szła w krótkiej spódniczce (w śnieżycę) i jej kolana były jak moje łokcie :roll:
Wolę już mieć apetyt...!!!

A po tym jak zapłaciłam w tym (na szczęście kończącym się) miesiącu za: szkołę (za cały semestr), leczenie Atenki i wyjazd do Bydgoszczy zapowiada się krótka, przymusowa dieta. Zrobiłam zapasy dla dziewczyn za ostatnie pieniądze, sobie kupiłam cytryny i pieczywo :evil_lol: Grunt, że królowa i cesarzowa mają wałówkę :razz:
Przyznam, że ten miesiąc nas zruinował :shake:

Zdjęcia się kończą wgrywać na serwer, więc zaraz zacznę wklejać moje cuda :loveu:

Posted

Zaległe zdjęcia - z Bydgoszczy, z pól i ze śnieżnych zabaw będą później. Teraz wczorajsze i dziejsze.

Na początek Elvis - kocur lubego siostry.






Atencjał przeszkadza w zalotach...




















Inne psiaki:

Choco biegnie, w tle Jaszka.


Z nogą Atencjony :evil_lol:


Jaszka










Chocunia




Zuzanka z rozwianym włosem



Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...