BeataU Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Przenoszą z tematu adopcji. Temat dotyczy malej suczki (ok. 10 kg), która przybłakała się do mojego ogrodu ok. miesiąc temu. Najpierw z psiaka bojącego się potwornie ludzi wyprowadziłam ją (jak mi się wydawało) na prostą, a potem mała stała się krwiożerczym potworem Ponieważ mała miała cieczkę, a ja mam na podwórku 2 niewykastrowane psy, suczka siedziała przez cały jej okres w kojcu (ok.3 tygodnie). Codziennie kilka razu do niej zachodziłam, bawiłam się z nią, dotykałam, karmiłam, itp. Mała była wobec mnie i taty, który mnie zastępował w tych czynnościach podczas moich wyjazdów, bardzo miła i juz się nas nie bała. Jakieś 3 dni temu na stałe wypuściłam ją z kojca, bo było to już bezpieczne. Niestety mała zaczęła się rzucać na moją mamę i brata (już z kojca po kilku dniach zaczęła na nich szczekać). Oni w ogóle się nią nie zajmowali przez te kilka tygodni, które spędziła w kojcu i oboje się jej od początku bali. 2 dni przed wypuszczeniem małej spowrotem na ogród zauważyłam też, że sąsiad kopie w płot przy kojcu i straszy małą (być może trwało to przez cały czas, kiedy w nim siedziała, a ja nie zauważyłam wcześniej). Jej napady agresji wyglądały jak ujadanie psa zza płotu. Dobiegała do oszczekiwanej osoby, przypadała przednimi łapami do ziemii i wściekle ujadała a na nagly ruch odskakiwała. Próbowaliśmy małą nauczyć spokoju przy mamie i bracie. Kucali przy niej, dawali psie ciasteczka. Co prawda niezbyt chętnie się za to brali, ale próbowali mimo lęku. Niestety ich zdenerwowanie a także niechęć do suki (która trwa od początku jej pobytu u nas) były bardzo widoczne. Suka do tej pory w obecności mojej lub taty uspakajała się i spokojnie chodziła koło mamy i brata. Wczoraj zrobiło się gorzej, bo tak szczekała na mamę, że musiałam ją blokować własnym ciałem i głosem, żeby nie mogła jej dopaść. Podobnie zachowuje się mój DON, też blokuje małą i szczeka na nią, gdy atakuje kogoś z domowników. Ostatecznie musiałam wczoraj zamknąć małą w kojcu, żeby mama mogła wyjść z domu. To jeszcze było do przełknięcia przez rodzinę. Dziś jednak miarka się przebrała. Kiedy mój brat wyszedł z domu, najpierw go tracycyjnie oszczekała. On oczywiście już był mocno wkurzony. Kiedy na ogród wyszłam ja, mała się uspokoiła i już była spokojna, a po chwili rzuciła się bez ostrzeżenia na brata. Tym razem nie zdążyłam jej zablokować ciałem i drasnęła go zębami w nogę. Lekko, ale odrobina krwi się pojawiła, więc brat zamiast na ważne spotkanie w pracy musiał jechać do lekarza, bo nie wiadomo, co pies ma w pysku i czy nie przenosi w nim jakiejś choroby. Zaraz w stronę psa poleciały jakieś buty a pies w długą (jakoś już nie szczekał, tylko uciekał przed latającymi obiektami). Suka trafiła do kojca i już z niego nie wyjdzie. Nie wiem, jakie są procedury w przypadku ugryzienia przez psa, ale pewnie zostanie pod obserwacją jakiś czas. Potem najlepsze co ją moża spotkać, to trafienie do kieleckiego schroniska. Co do jej uśpienia, to jeszcze taki pomysł nie padł, ale nie wykluczam, że ktoś na to wpadnie i zrealizuje. O zatrudnieniu jakiegoś szkoleniowca czy psiego psychologa nie ma mowy. Nikt mi nie da już kasy na psa, który za okazane mu serce i poświęcony czas i pieniądze odwdzięcza się gryzieniem domowników. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale chciałam dość dokładnie pokazać sytuację i stosunki psio-ludzkie w moim domu. Chciałam zapytać Was o opinię. Jak myślicie, dlaczego sunia stała się taka agresywna do konkretnych osób a innych uwielbia. Dodam, że na mojego chłopaka, którego widzi raz na kilka dni, w ogóle nie reaguje. ja ciągle myślałam, że to agresja lękowa, ale moja mama stwierdziła, że suka poczuła się pewnie na terenie ogrodu i chce ich zdominować, a mnie i taty nie rusza, bo my jej dajemy jeść. Ja już zgłupiałam. Myślałam, że robię dobrze, ale coś mi nie wyszło. Mała nie była agresywna od początku, to przyszło z czasem, kiedy była w kojcu. Nie wiem, czy ja popełniłam jakiś błąd, czy może to domownicy coś zepsuli. Może sąsiad rozbudził w niej agresję. Do tej pory nie miałam doczynienia z agresywnymi psami i widzę, że nie zapanuję nad małą, bo współpraca z rodziną w kwestii jej wychowania z niminalnej spadła po dzisiejszym wydarzeniu poniżej zera. Moja mama twierdzi, że suka jest po prostu wredna. Ja uważam, że pies nie może być wredny a każde jego agresywne zachowanie ma jakąś przyczynę. Moim zdaniem 99% ugryzień to wina czlowieka. Tylko czyja konkretnie? Teraz wszyscy domownicy twierdzą, że moja, bo się ulitowałam nad suką i nie dałam zadzwonić od razu po hycla. I tereaz to ugryzienie spadło na moją odpowiedzialność. Sama mam już dość tej sytuacji i nie będę już małej bronić przed schroniskiem. W tej chwili będzie tam miała lepiej niż u mnie, gdzie wszyscy są na nią wściekli. Z ogłoszeń nie zadzwonił do mnie nikt, więc jej szanse na dom i tak są minimalne a u mnie dłużej nie zostanie Jeśli ktoś z Was ma doświadczenie z psami, może ją jeszcze ode mnie przejąć i spróbować pomóc. Moim zdaniem ona nie jest z natury agresywna, a jej zachowanie musiało zostać czymś wywołane. Do psów nie ma cienia agresji. Ja mogę jej odebrać żarcie i gmerać w misce bez warknięcia. U mnie niestety mała straciła dziś szansę na normalne, szczęśliwe psie życie. Tym razem ostatecznie i nieodwołalnie. Jest mi strasznie przykro z tego powodu, bo włożyłam wiele wysiłku, żeby mała wyszła na prostą. Jestem zła, że mi się nie udało. Quote
Nemi Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Mam nadzieję, że mimo wszystko, sytuację uda się jakoś rozwiązać. Niestety nie umiem poradzić - ale wydaje mi się, że psy nie gryzą bez powodu... nie są też wredne :roll: Zastanawiam się dlaczego Twój Brat i Mama od początku się suni bali ... napisałaś, że waży około 10 kilo. Jak można się bać psa wielkości sporego kota ? W każdym razie trzymam kciuki za pojawienie się mądrych rad :lol: Quote
BeataU Posted August 27, 2010 Author Posted August 27, 2010 Nemi, niektórzy tak już mają, że boją się obcych psów. Wielkość nie ma znaczenia, bo każdy pies ma zęby i może dziabnąć. Niektórzy boją się przecież myszy, pająków, nisko latających gołębi, ciemności, zamkniętych pomieszczeń, otwartych przestrzeni, lekarzy... możnaby tak wymieniać w nieskończoność. W mojej rodzinie padło na lęk przed obcymi psami. Swój pies 6-letni, ważący prawie 40 kg DON jest ok, bo jest swój i znane są jego reakcje, ale obcy pies, nawet 10 kg to już inna kategoria. To jest nieznane zwierzę. Ja to sobie tłumaczę tak, że strach człowieka powoduje, że zachowuje się on inaczej, dziwnie i pewnie niezrozumiale dla psa. Tworzy się napięcie. Taka osoba spodziewa się ataku ze strony psa, którego nie zna, więc odruchowo przyjmuje obronną pozycję. Moja mama np. dziwnie się skrada, a brat nerwowo porusza. Lękliwy pies wyczuwa ten stan i stresuje się, bo odbiera to jako agresję. Widzi zdenerwowanie i gotowość do (kontr)ataku takiego człowieka, więc boi się go jeszcze bardziej. Pies staje się nerwowy i zaczyna odpędzać takiego dziwnie zachowującego się według niego człowieka szczekaniem. Dla człowieka szczekanie oznacza, że pies jest agresywny i chce ugryźć. Zdenerwowanie rośnie jeszcze bardziej i człowiek robi się w oczach psa jeszcze bardziej nieprzewidywalny. Pies denerwuje się jeszcze bardziej i błędne koło się zamyka. Nie jestem żadnym psim psychologiem, ale dla mnie taki scenariusz trzyma się kupy. Czy to rzeczywiści ma według Was sens? Quote
ulvhedinn Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Gorzej. To nawet nie to, że ludzie uwazaja psa z obcego, tylko, że nie daliście szansy psu na poznanie stada. zamknęeta w kojcu, miała kontakt tylko sporadyczny, z określonymi osobami. Cała reszta jest dla niej nieznana, a więc obca. Sory, ale psu nie wystarczy powiedzieć "to jest moja mama", żeby zaliczył człowieka w poczet swoich przyjaciół. Drugi błąd, to narzucanie sie, być może zbyt nachalne zdenerwowanemu psu. Od podawania smaczków przez zdenerwowanych ludzi juz lepsze byłoby ignorowanie. Byle na spokojnie, bez panikownia, dac psu czas na obejrzenie sobie człowieka z daleka i zakodowanie że nie jest zagrozeniem, a znana część stada akceptuje go. A tak, pies dostaje sprzeczne sygnały i zaczyna się czuć zagrożony. Więc atakuje. Powiem tak, zamykając sukę na stałe w kojcu tylko pogorszycie sytuację, az w końcu pies stanie sie chodzaca bombą zegarową..... ....pytanie, czy chcesz pracowac z psem, czy szukasz pomocy w znalezieniu mu domu (na co, biorąc pod uwage sytuację kieleckich psów bardzo szybko bym nie liczyła, jesli wogóle). A schron kielecki w zasadzie to gorsze wyjscie nizw wykopanie psa na ulicę..... Quote
BeataU Posted August 28, 2010 Author Posted August 28, 2010 To nie tak, że suka od początku siedziała tylko w kojcu, bo cieczki dostała, jak już była u mnie jakiś czas. Przed nią biegała swobodnie z moim psem po całym ogrodzie. Na początku mała po prostu uciekała od osób, których nie znała, na bezpieczną odległość. Ode mnie również. Nikt jej nie zmuszał do kontaktów, każdy żył własnym życiem, chodził po ogrodzie. Ona mogła podejść lub nie do poszczególnych osób. Jedyną osobą podrzucającą jej smaczki, ciumkającą itp. byłam ja, dzięki czemu mnie pierwszej zaczynała ufać. W kojcu została zamknięta na okres cieczki, bo była jeszcze na tyle dzika, że nie byłam w stanie sama jej złapać i zawieźć do weta na sterylizację czy zastrzyk. Uznałam, że lepsze takie wyjście niż namnażanie niechcianych kundelków (no ale mogę się mylić). Poza tym kojec nie stoi gdzieś w kącie ogrodu w odosobnieniu, tylko tuż przy domu, więc sunia mogła cały czas patrzeć, kto wchodzi i wychodzi. Obok kojca przechodzi też ścieżka, którą często ktoś przechodził. Ja spędzałam z nią codziennie dużo czasu. Niestety właściwie tylko ja. Tata zastępował mnie czasem, jak wyjeżdżałam na weekend. Brata i mamę sunia widziała z kojca wiele razy w ciągu dnia. Nie zwracali na nią uwagi, ale ona coraz bardziej szczekała na nich już z kojca, choć na pewno oni jej nie dokuczali ani nie przekraczali granic jej prywatności. Suka za to zawsze podbiegała do granicy kojca na ich widok (na mój i taty zresztą też tylko bez jazgotu). Wypuściłam sukę z kojca dopiero, gdy minęło niebezpieczeństwo ciąży. Do mnie i taty zachowywała się nadal przyjaźnie. Mama i brat z początku zupełnie ignorowali sukę, bo nie przepadają za kontaktem z psią sierścią, śliną, łapami, itp. Być może dawali małej jakieś nieświadome sygnały, ale tym razem suka zamiast oddalić się na komfortową dla niej odległość, jak to robiła wcześniej, zaczęła dobiegać do nich i wściekle szczekać. Co dla mnie jest dziwne, przybiegała nawet z drugiego końca ogrodu, żeby ich oszczekać. Wiem, że pies nie zachowuje się w taki sposób bez powodu, ale na początku oboje byli nastawieni obojętnie do suki i starali się nie wchodzić z nią w żadne interakcje. Niepokoi mnie to, że mała biegała po ogrodzie i gdy tylko zauważyła, że drzwi domowe się otwierają, przybiegała. Jeśli to ja lub tata, witała się wesoło. Jeśli mama lub brat - jazgot. Po takiej psiej reakcji na zwykłe wyjście z domu to w sumie każdy zacząłby się denerwować i czuć u siebie jak więzień, więc ja się nie dziwię, że każde następne wyjście z domu już nie było takie obojętne tylko o wiele ostrożniejsze. Podawanie smaczków przez mamę i brata zastosowaliśmy dopiero gdy ignorowanie nie przyniosło efektu. Nie było to nachalne, sunia sama podchodziła po jedzenie i wtedy zachowywała się raczej spokojnie. Nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy. Dlaczego widziani codziennie domownicy wzbudzają w małej agresję a mój chłopak, którego widzi raz na kilka dni i jest dla niej zdecydowanie bardziej obcy, jest przez nią tolerowany i biega koło niego spokojnie? Zdaję sobie sprawę, że zamknięcie suki w kojcu nie polepszy sytuacji, ale nie mogę dopuścić do tego, żeby dalej stwarzała zagrożenie dla rodziny. Dziś lekko drasnęła zębami, a może jutro wbije kły i zacznie szarpać? Nie mogę tak ryzykować. Czy chcę z suką pracować? Robiłam to przez ostatni miesiąc czy nawet dłużej. Pewnych rzeczy nie można nauczyć psa samemu. Rodzinka podjęła ze mną jakąś tam współpracę, jednak po dzisiejszym wydarzeniu nie ma szans na ciąg dalszy. Teraz boją się jeszcze bardziej. Szczególnie brat, czemu nie ma się co dziwić. Jedyne, co mi teraz pozostało, to znaleźć dla suni dom, gdzie zajmie się nią ktoś doświadczony, kto będzie miał czas i ochotę podarować jej nowe życie. U mnie zostanie tylko do końca obserwacji i ani dnia dłużej. Nie będę spierać się z rodziną w tej kwestii, bo rozumiem, że boją się i nie chcą mieć agresywnego zwierzęcia na podwórku. Jesli nikt jej nie weźmie, to nie wiem, co z nią będzie, ale pewnie tak czy inaczej nic dobrego. Jest mi przykro, bo włożyłam w sunię wiele pracy i serca :( Quote
Martens Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 BeataU napisał(a): Ja to sobie tłumaczę tak, że strach człowieka powoduje, że zachowuje się on inaczej, dziwnie i pewnie niezrozumiale dla psa. Tworzy się napięcie. Taka osoba spodziewa się ataku ze strony psa, którego nie zna, więc odruchowo przyjmuje obronną pozycję. Moja mama np. dziwnie się skrada, a brat nerwowo porusza. Lękliwy pies wyczuwa ten stan i stresuje się, bo odbiera to jako agresję. Widzi zdenerwowanie i gotowość do (kontr)ataku takiego człowieka, więc boi się go jeszcze bardziej. Pies staje się nerwowy i zaczyna odpędzać takiego dziwnie zachowującego się według niego człowieka szczekaniem. Dla człowieka szczekanie oznacza, że pies jest agresywny i chce ugryźć. Zdenerwowanie rośnie jeszcze bardziej i człowiek robi się w oczach psa jeszcze bardziej nieprzewidywalny. Pies denerwuje się jeszcze bardziej i błędne koło się zamyka. Dla mnie to jak najbardziej ma sens, nie żadne tam wymysły, że suka kogoś zdominowała. Jak miałaby zdominować kogoś, kogo w ogóle nie uważa za stado, a za niebezpiecznych wrogów, obcych, których ewidentnie się boi? Twojego chłopaka nie boi się prawdopodobnie dlatego, że on zachowuje się normalnie, nie boi się jej no i prawdopodobnie miała z nim jakiekolwiek przyjazne kontakty. Może byłoby inaczej, gdyby cała rodzina od początku brała choć niewielki udział w oswajaniu suczki - ale w obecnej sytuacji to tylko gdybanie, nikt nie wiedział, ze dojdzie do aż takich problemów. Przy tym jaki stosunek ma do suczki rodzina, ja widzę tylko jedno wyjście, znaleźć inny dom, a najlepiej tymczas z doświadczeniem, gdzie ktoś suczkę oswoi; Ona z każdym dniem w kojcu coraz bardziej dziczeje, utwierdza się w swoich lękach. Pozwalaliście, żeby tygodniami narastała jej niechęć i strach; na koniec jeszcze jak piszesz w suczkę poleciały buty - tu już nie ma sensu oswajanie z tymi ludźmi, skoro się jej boją i czują do niej niechęć - a wiem o czym piszesz, bo moja matka ma wypisz wymaluj identyczne podejscie do psów, z tym że ona nawet moich własnych nie trawiła. Im szybciej sunia znajdzie nowy dom, tym lepiej dla niej. Quote
Erica Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Taa, wczoraj powiedziałam sobie, że nie będę tu pisać "na gorąco", tylko poczekam aż emocje opadną. Skutek był taki, że biedna sucz mi się śniła :shake: Nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy. Dlaczego widziani codziennie domownicy wzbudzają w małej agresję a mój chłopak, którego widzi raz na kilka dni i jest dla niej zdecydowanie bardziej obcy, jest przez nią tolerowany i biega koło niego spokojnie? Bo on też w stosunku do niej zachowywał się normalnie. Może też, nawet o tym nie wiedząc, wysyłał jej sygnały uspokajające ( bardzo istote w kontaktach z agresją lękową!) takie jak np. ziewanie, mruganie oczami, patrzenie w bok, przechylanie głowy etc. Dla psów te wszystkie mikro-gesty są bardzo istotne; ich przeciwieństwa też: patrzenie prosto w oczy, zadzieranie głowy do góry, mówinie b.stanowczym tonem, zamaszyste gesty, tupanie... Brata i mamę sunia widziała z kojca wiele razy w ciągu dnia. Nie zwracali na nią uwagi, ale ona coraz bardziej szczekała na nich już z kojca, choć na pewno oni jej nie dokuczali ani nie przekraczali granic jej prywatności. Ty i psy macie zupełnie różne definicje 'prywatności'. Kiedy suczka była 'luzem' po prostu czuła się na tyle bezpiecznie, że ucieczka była dla niej korzystniejszym rozwiązaniem. Kiedy została zamknięta w kojcu poczuła się osaczona, przyparta plecami do muru, bez wyjścia. Dodaj do tego sąsiada, który kopał kojec dla zabawy, potęgując u niej panikę, dodaj hormony ( o tym więcej za chwilę) i poczuła, że nie ma innego wyjścia tylko pokazać, że w grazie potrzeby będzie się bronić. Klasyczna agresja lękowa. Kwestia cieczki - pomijam już fakt, że można ją było 'odłowić' sedalinem i na śpiąco zawieżć do weta na zastrzyk czy chociażby wypuszczać z kojca izolując psa. :roll: Nie wolno lekceważyć wpływu cieczki i związanej z nią burzy hormonów ( a czasem i bólu), imbalans hormonalny u jednej suki może powodować pogłębianie się leków, wzrost agresji, napady niszczycielstwa; takie cieczkowe PMS. Do tego dochodzi jeszcze kwestia ograniczenia ruchu, co samo z siebie powoduje frustrację u większości cieczkujących. Czy chcę z suką pracować? Robiłam to przez ostatni miesiąc czy nawet dłużej.Rozumiem to, że teraz jest już po ptokach, ale miesiąc to naprawdę niewiele. Dla porównania, od 3mies mam u siebie baaardzo bojaźliwe szczenię; Freya do tej pory na mojego ojca reaguje tak jak 'twoja' suczka na Twoją mamę i brata. I wiesz co? Bardzo cieszy nas fakt, że Freya pozwala mu się zbliżyć na odległość ok 8m zanim zareaguje; kiedyś było 30m. "Plan pracy" mam wstępnie oszacowany na jeszcze 5miesięcy, ten czas pewnie się wydłuży. Coś jeszcze mnie zastanowiło: Dobiegała do oszczekiwanej osoby, przypadała przednimi łapami do ziemii i wściekle ujadała a na nagly ruch odskakiwała. Zaproszenie do zabawy? O nacłych ruchach już pisałam. A miałam już sobie darować :shake: Pies jest u Ciebie od ponad miesiąca, a z Twojego postu wynika, żę nie byłaś z nią u weta. Ja to uważam za skrajną nieodpowiedzialność. Chodzi przecież nie tylko o zdrowie tej suczki, ale też o zdrowie i bezpieczeństwo i Twojego psa i całej rodziny. edit: Dla mnie to jak najbardziej ma sens, nie żadne tam wymysły, że suka kogoś zdominowała. Jak miałaby zdominować kogoś, kogo w ogóle nie uważa za stado, a za niebezpiecznych wrogów, obcych, których ewidentnie się boi? Fisher wiecznie żywy :roll: Quote
Nemi Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 [quote name='BeataU']U mnie zostanie tylko do końca obserwacji i ani dnia dłużej. Nie będę spierać się z rodziną w tej kwestii, bo rozumiem, że boją się i nie chcą mieć agresywnego zwierzęcia na podwórku. Jesli nikt jej nie weźmie, to nie wiem, co z nią będzie, ale pewnie tak czy inaczej nic dobrego. Jest mi przykro, bo włożyłam w sunię wiele pracy i serca :( Masz rację - o ludzkich lękach nie pomyślałam. Chyba dlatego, że napisałaś, że już macie psy ... Z tego co dalej napisałaś - wynika, że suni trzeba na gwałt szukać domu tymczasowego, bo być może grozi jej eutanazja. Czy dobrze się domyślam ? Quote
Martens Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Ciekawe czy ktokolwiek z jadących po Beacie osób zrobił cokolwiek w kierunku pomocy w znalezieniu DT :evil_lol: Sorry, ale może troszkę inaczej powinno się traktować osobę, która niespodziewanie wzięła przerażonego psa z ulicy, niż kogoś kto z pełnym przygotowaniem i warunkami na to bierze psa na DT lub adoptuje. Łatwo kogoś skrytykować - a ciekawe kto z tu obecnych wziąłby przerażoną sukę z ulicy do domu z innymi psami i rodziną nie znoszącą, bojącą się obcych psów... Morał z tego taki, że lepiej było psa zostawić na pastwę losu, bo nie dość że w rodzinie klimat pewnie teraz niczego sobie, psu stała się wielka krzywda, to jeszcze i krytyka niemiłosierna... Quote
Erica Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 No tak, rozpisałam się i posta zżarło... Łatwo kogoś skrytykować - a ciekawe kto z tu obecnych wziąłby przerażoną sukę z ulicy do domu z innymi psami i rodziną nie znoszącą, bojącą się obcych psów... Ja. W różnych wariantach, coś około 5-6razy :evil_lol: Mojego pierwszego psa znalazłam na progu własnego domu; domu gdzie nie było zwierząt i zawsze miało nie być. Ja mam ciężką astmę, moja mama panicznie bała się wszystkich psów, a ojcu i bratu zwyczajnie się nie podobało. Lara od samego początku wykazywała silną agresję lękową do wszystkiego i prawie wszystkich. Ja wtedy o psach wiedziałam guzik, z wyjątekime tego, że chciałam mieć jednego. Zaparłam się zadnimi łapami, że sucz u nas zostanie i zaczęłam czytać wszystko co mi wpadło w ręce, rozmawiać z ludźmi, znalazłam Dogo... Potem był Tosiek ( od urodzenia dziki, mordujący kury - miał być odstrzelony), Rubens wyrwany z łańcucha, bojący się ludzkiej ręki. Do tego w maju doszły szczeniaki wzięte na DT, też lękliwe, przez pierwsze dni sikające pod siebie na sam widok ludzi :p To żebyśmy się mogły zrozumieć - ja nie "jadę" po Beacie bo mam taki humor, ja wiem jak trudne mogą być takie sytuacje, ale też nie podoba mi się kiedy ktoś idzie po najmniejszej linii oporu i potem jest zdziwiony, że mu nie wyszło. :roll: Ciekawe czy ktokolwiek z jadących po Beacie osób zrobił cokolwiek w kierunku pomocy w znalezieniu DT :evil_lol: Wczoraj podałam link do wątku na kilku wątkach, gdzie zaglądają osoby, które być może mogą pomóc i zaczęłam rozsyłać PW. Zastanawiam się też czy nie zaproponować jej miejsca u siebie, ale: 1. W grę wchodziłoby płatne DT. 2. Odstrasza mnie możliwość nużycy Quote
Nemi Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Erica napisał(a):ale też nie podoba mi się kiedy ktoś idzie po najmniejszej linii oporu i potem jest zdziwiony, że mu nie wyszło. :roll: Tego to chyba nie można stwierdzić ... Beata chyba zrobiła to co mogła, w warunkach jakie miała. Erica napisał(a):Zastanawiam się też czy nie zaproponować jej miejsca u siebie, ale: 1. W grę wchodziłoby płatne DT. A czy zdarzają się w ogóle niepłatne DT ? Quote
Erica Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 [quote name='Martens']Masz psy z obniżoną odpornością? Odporność Rubensa od zasze jest kiepska, ale najbardziej boję sie o Freyię ( jedno ze szczeniąt, wstępnie zdiagnozowane z karłowatością przysadkową). Nemi - Są :) Ja po prostu nie mogę teraz wziąć na takie, bo z dwóch ostanich psów, które wziełam na niepłatne DT: Feya zostaje u mnie na stałe, a jej siostra ( mimo, że jest uroczym, zdrowym szczeniakiem) od 3mies nie może znaleźć dobrego domu :shake: Quote
Nemi Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 [quote name='Erica'] Nemi - Są :) No to chociaż jedna dobra wiadomość :lol: Więc chyba Beata powinna przenieść wątek do innego działu, uzupełnić pierwszy post, żeby było wiadomo, że suczka szuka domu i zmienić tytuł. Zaznaczyć ile suczka ma czasu. W tym dziale i z obecnym tytułem sugeruje, że szuka porad, co zrobić. Quote
Erica Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 BeataU założyła już wątek w PWP -> Świętokrzyskie, ale tam mało co się działo. :shake: BeataU - Koniecznie zmień tytuł tamtego wątku. Takie optymistyczne są dobre do ogloszeń, ale na dogo znikają w tlumie tych dramatycznych. Quote
BeataU Posted August 28, 2010 Author Posted August 28, 2010 Martens, widzę że tylko Ty rozumiesz, że rodzina faktycznie może stanowić przeszkodę w oswajaniu takiego lękliwego psa. I to niestety taką, której nie da się obejść czy przeskoczyć. Dzięki za próbę zrozumienia mojej sytuacji i za to, że nie wyskakujesz od razu z krytyką, jaka to ja jestem zła i nieodpowiedzialna i jak przeze mnie biedny pies teraz cierpi. Erica, rozumiem, że popełniłam pewne błędy, ale nie mam takiego doświadczenia z lękowymi psami jak Ty. Sporo czytam, mam jakąś tam wiedzę o psach, ale nie na tyle szeroką, żeby poradzić sobie gładko z psem, który ma problemy z psychiką. Do tej pory przygarniałam tylko szczeniaki, które zachowywały się normalnie a także koty i kocięta, które żyły na ogrodzie tak, jak im się podobało. Poza tym od dawna już mam tylko psy-samce, a tu nagle trafiła mi się dzika suka, która parę dni później dostała cieczki. Niestety mam tylko jeden kojec, który w dodatku musieliśmy z tatą dodatkowo zabezpieczyć, bo pręty w nim były przystosowane na psa ok. 4 razy cięższego i mała przeciskała się między nimi i wychodziła. Mój pies wylądował na ogrodzie bez budy, która została w kojcu. Na szczęście i tak rzadko z niej korzystał a w czasie deszczu mógł wejść pod dach, więc raczej nie cierpiał z tego powodu. Nie mogłam zamykać psa i wypuszczać małej w tym czasie, bo nie było gdzie psa zamknąć. Wyjście z psem na spacer poza ogród też nie wchodziło w grę, bo nie potrafię się rozdwoić i być w dwóch miejscach z dwoma psami jednocześnie. W warunkach, jakie miałam, uważam, że nie mogłam wiele więcej zrobić. Chodziłam do suki, kiedy tylko miałam wolną chwilę. Kojec jest dość spory, więc mogła też pobiegać w nim trochę za piłeczką. Co do odłowienia suczki na śpiocha, to w jej wątku pisałam, że nie jestem w stanie jej złapać i zawieźć do weta, bo jest zbyt dzika. Pisałam to w nadziei, że może ktoś, kto miał już do czynienia z takim przypadkiem, da mi jakąś konkretną radę lub zaoferuje pomoc w schwytaniu małej. Nie przyszedł mi taki pomysł do głowy, nikt mi go też nie podsunął. Nie mam doświadczenia z takimi psami, nie znam się na sposobach ich łapania. Przez pewien czas myślałam nad takim chwytakiem na sztywnym drążku, ale nie miałam skad go wziąć. Wiesz, jeśli ktoś mi pisze, że to co dla malęj robię jest skrajną nieodpowiedzialnością, to mi po prostu przykro, bo zrobiłam to, co mogłam i potrafiłam. Suka ogólnie byłą w dobrym stanie, poza tymi oczkami oraz masą pcheł i kleszczy, których już sie pozbyliśmy wyglądała zdrowo, więc nie było paniki. Oczka zresztą też wyglądają już o wiele lepiej. Może potrzebowała po prostu odżywienia. Na prawdę możesz się cieszyć, że Twój tata chce uczestniczyć w Twoim programie oswajania lękliwego psa i że nie zrażają go takie psie zachowania. U mnie w domu sprawa jest jasna. Pies agresywny nie ma prawa tu przebywać. Nie będę walczyła z całą rodziną. Wybacz, ale nie poświęcę dobrych stosunków z jej członkami dla psa, który ich gryzie. A z tym jej przypadaniem do ziemii podczas ataku. Też mnie początkowo zastanawiało, czy nie jest to zaproszenie do zabawy. Ale mam psy i wiem, jak takie zaproszenie powinno wyglądać. Wystarczyła mi chwila i jej zaciekłe szczekanie, warczenie i dopadanie do człowieka przekonało mnie, że to nie są przyjazne zamiary. Może jej sygnaly są nieco sprzeczne, ale niestety zdecydowanie domiuje w nich agresja i chęć gryzienia. Jeśli zastanawiasz się nad tym, żeby wziąć małą do siebie, zastanów się nad tym dobrze. Jeśli masz doświadczenie z jeszcze trudniejszymi przypadkami, być może jesteś jej jedyną szansą. Jeśli nie znajdzie się dla niej żadne miejsce w ciągu tych 2 tygodni, najprawdopodobniej trafi do schronu. Choć niektórzy radzą mi ją uśpić. Dla mnie każda z tych decyzji byłaby potwornie trudna, ale jeśli mała nie znajdzie domu, którąś z nich będę zmuszona podjąć. To nie jest mój kaprys i jechanie po najmniejszej linii oporu. Gdyby tak było, nawet raz nie dałabym małej miski i od razu przegnalabym ją w diabły. Albo pozbyłabym się jej zaraz po rozpoczęciu cieczki. Nemi, suczce grozi raczej schronisko, ale o eutanazji też mi kilka osób wspominało, że może to lepsze niż schron. Jeszcze nie mogę powiedzieć na pewno, co się z nią stanie. Dla mnie to trudna decyzja, dlatego zależałoby mi, żeby ktoś się nad nią zlitował i dał jej jakieś miejsce. I dzięki za próbę zrozumienia. I z jednym muszę się zgodzić, lepiej byłoby dla wszystkich, gdybym od razu wygoniła psa i wyrzuciła go na ulicę. Może zabiłby ją samochód (mieszkam przy trasie wylotowej z miasta, gdzie jest bardzo duży ruch i ginie mnóstwo zwierząt i ludzi), może zagryzłyby ją inne psy (których też tu nie brakuje), może zastrzeliłby ją jakiś "myśliwy" (niedaleko mam las z dziką zwierzyną), może by się oszczeniła i powiększyła populację bezdomnych psiaków w okolicy. Mógł mnie nie obchodzić jej los. Nie miałabym kłopotów, żyłabym sobie spokojnie ze swoimi psami. Sytuacja w rodzinie byłaby super, nikt nie miałby do mnie pretensji, że przyprowadziłam do domu agresywnego psa. Przepraszam, ale nie miałam sumienia tego zrobić. Wiedziałam, że łatwo nie będzie, ale pierwsze dni były obiecujące. Jeśli chodzi o kontakty ze mną, mała robiła z dnia na dzień postępy. Powoli, ale je robiła, bo nie chciałam nic na siłę. Nie miałam warunków, ale robiłam, co mogłam. Chciałam dla niej lepszego losu. Teraz tylko za to obrywam ze wszystkich stron. To, że ją wzięłam, było błędem. Ale czasu nie cofnę. Quote
BeataU Posted August 28, 2010 Author Posted August 28, 2010 Erica, a jak zmienić tytuł wątku? Już próbowałam w dziale adopcji, ale nie bardzo się orientuję na dogo, bo jestem tu od niedawna. Skierowano mnie na to forum właśnie w sprawie tej suczki. Quote
BeataU Posted August 28, 2010 Author Posted August 28, 2010 Erica, a jak zmienić tytuł wątku? Już próbowałam w dziale adopcji, ale nie bardzo się orientuję na dogo, bo jestem tu od niedawna. Skierowano mnie na to forum właśnie w sprawie tej suczki. Edit: Zdjęcia małej sprzed paru dni: Quote
toyota Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Boziu , jakie maleństwo :shake: Pewnie atakuje ze strachu. Mam nadzieję , że ktoś wymyśli coś mądrego , żeby jej pomóc . Ja mam też taką " agresywną " sunię w domu. Po miesiącu dokarmiania udało mi się ją złapać. Przez pierwszy miesiąc pobytu u mnie siedziała tylko pod stołem i wychodziła na dwór ze mną na flexi. Tz- owi dała się pogłaskać po 2 miesiącach pobytu u nas. Kilka osób ugryzła , ale niedotkliwie ( Tatę , sąsiadkę i in. ) , ale u nas wszyscy wyrozumiali na psią krzywdę i wiedzą , że suczka miała ciężkie życie i dlatego reaguje agresją. No nie powiem TZ trochę marudził , że przyprowadziłam agresywnego psa , ale już ją zaakceptował . Nie miał wyjścia :evil_lol: Quote
BeataU Posted August 28, 2010 Author Posted August 28, 2010 Toyota, nawet nie wiesz, jak masz dobrze, że masz tak wyrozumiałą rodzinę. U mnie niestety nie ma takiej opcji. To pies przybłęda, więc też nie jest traktowany jak "swój", miał zostać na i tak znacznie krócej niż wyszło. U mnie w domu wygląda to tak, że pies ugryzł, czyli jest agresywny, czyli stanowi zagrożenie dla domowników, czyli należy się pozbyć przybłędy niewdzięcznej za okazane jej serce. Poza tym moja rodzina ma zerowe pojęcie o zachowaniu psów i dla nich pies lękliwy to taki, który ucieka, a jak szczeka i gryzie, to znaczy, że jest agresywny. Przy takim podejściu rodziny i lęku przed psem mamy i brata nie jestem w stanie mu sama pomóc i go wychować. Dla mnie sunia jest milutka i coraz bardziej kontaktowa. Szkoda byłoby zaprzepaścić tą poprawę i oddać ją do schroniska. Quote
Nemi Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Maleństwo jest piękne :-) Zmienić tytuł wątku możesz klikając 2 razy w "edytuj post", a następnie "opcje zaawansowane". Jakiś czas temu, edycja postów nie działała we wszystkich przeglądarkach, ale teraz chyba już nie ma takiego problemu. Quote
Nemi Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 BeataU napisał(a): A z tym jej przypadaniem do ziemii podczas ataku. Też mnie początkowo zastanawiało, czy nie jest to zaproszenie do zabawy. Ale mam psy i wiem, jak takie zaproszenie powinno wyglądać. Wiem, że psy to nie wilki, widziałam film z ataku wilków na stado kopytnych. Próbując oddzielić jednego zwierzaka od stada - przypadały do ziemi, właśnie w taki sposób. Myślę więc, że w tym psim przekazie liczy się więcej elementów, a nie tylko samo przypadanie do ziemi ;) Tak jak w machaniu ogonem, liczy się więcej niż tylko machanie :lol: Idę na poszukiwanie drugiego wątku :lol: Trzymam kciuki za malucha - będzie dobrze. Quote
toyota Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 BeataU napisał(a):Toyota, nawet nie wiesz, jak masz dobrze, że masz tak wyrozumiałą rodzinę. U mnie niestety nie ma takiej opcji. To pies przybłęda, więc też nie jest traktowany jak "swój", miał zostać na i tak znacznie krócej niż wyszło. U mnie w domu wygląda to tak, że pies ugryzł, czyli jest agresywny, czyli stanowi zagrożenie dla domowników, czyli należy się pozbyć przybłędy niewdzięcznej za okazane jej serce. Poza tym moja rodzina ma zerowe pojęcie o zachowaniu psów i dla nich pies lękliwy to taki, który ucieka, a jak szczeka i gryzie, to znaczy, że jest agresywny. Przy takim podejściu rodziny i lęku przed psem mamy i brata nie jestem w stanie mu sama pomóc i go wychować. Dla mnie sunia jest milutka i coraz bardziej kontaktowa. Szkoda byłoby zaprzepaścić tą poprawę i oddać ją do schroniska. Jak najbardziej to rozumiem. W końcu mieszkasz z rodzicami , musisz się liczyć z ich zdaniem i z innymi domownikami. Sądzę , że zachowanie suni wynika z tego , że doświadczyła ona dużo złego od ludzi i dlatego atakuje. Na szczęście potrafi też zaufać , bo Ciebie zaakceptowała. Dlatego sądzę, że trzeba jej pomóc i nie skazywać na śmierć. Quote
BeataU Posted August 28, 2010 Author Posted August 28, 2010 Ja właśnie widzę, że ona ma niesamowitą chęć do zaprzyjaźnienia się z jakimś człowiekiem. Przy dobrym podejściu i ręce pełnej psich ciasteczek sunia szybko zaufa. Kiedy ja zbliżam się do kojca, mała już skacze na ogrodzenie i piszczy, żeby do niej podejść, biegnie po piłeczkę. Gdyby inni domownicy potrafili ze mną współpracować, mała wyszłaby u mnie na prostą. Niestety nie mogę na to liczyć, szczególnie po wczorajszym wydarzeniu. Gdybym mieszkała sama i mogła się sama utrzymać, nie byłoby problemu, bo na mnie sunia się nie rzuca, reaguje wręcz przeciwnie. Dlatego właśnie tak mi szkoda oddać ją do schroniska, gdzie zmarnieje i pewnie prędzej czy później zdechnie. Uśpienie jej w celu uniknięcia losu psa schroniskowego też do mnie jakoś nie przemawia. Wiem, że jest to pies, który może być wspaniałym towarzyszem ludzko-psiej rodziny. Potrzebuje jedynie nieco cierpliwości i spokoju. Quote
Kociabanda2 Posted August 30, 2010 Posted August 30, 2010 zapiszę sobie i poczytam jak znajdę chwilkę. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.