APSA Posted October 16, 2010 Author Posted October 16, 2010 Czyli jednak tytuł wątku nie jest przesadą :-( Jeśli chodzi o jakość operacji wykonywanych w schronisku, to niestety przypadek Krecika nie jest odosobniony :shake: Może w takim razie jakieś leki przeciwbólowe - jeśli ma apetyt, ma ochotę na spacerki i ogólnie nie wygląda, jakby już chciał umierać. Quote
migdalena Posted October 16, 2010 Posted October 16, 2010 Może w takim razie jakieś leki przeciwbólowe - jeśli ma apetyt, ma ochotę na spacerki i ogólnie nie wygląda, jakby już chciał umierać. No właśnie , wyniki to jedno, a zachowanie psa może jeszcze nie wskazuje na natychmiastowe podjęcie decyzji... Quote
APSA Posted October 16, 2010 Author Posted October 16, 2010 Ja miałam już dwa psy "do eutanazji" - jedna z tym wyrokiem żyła jeszcze pół roku, drugi od ponad roku wygląda jak szkielet, ale wcale nie ma zamiaru przestać chodzić czy przestać jeść nie mówiąc już o umieraniu. I nie mówię tu o trzymaniu psa przy życiu na siłę. Same wyniki to jeszcze nie wszystko, a wetka, choćby i najlepsza, nie wie, jak pies się czuje na co dzień. Tu Twoja Mama będzie miała najlepsze wyczucie. Czy numer stacjonarny, który mi kiedyś podawałaś, z końcówką 135, to Twojej Mamy? Quote
Jaaga Posted October 16, 2010 Posted October 16, 2010 Nie, to mój, mamy końcówka 28. mama i tak żadnego psa nie potrafi uśpić. Teraz ma dwa psy, którym ja pomogłabym już odejść, ale ona nie jest w stanie podjąć decyzji. Quote
Dada M Posted October 18, 2010 Posted October 18, 2010 Jak się czuje Krecik ? Co konkretnie jest nie tak, jeśli chodzi o wyniki badań ? Posypała się wątroba, nerki ? Quote
Jaaga Posted October 18, 2010 Posted October 18, 2010 Dostałam wyniki na maila. Wstawiam: KRECIK 15.X.2010 L 32 400 Hb 9,2 Ht 32% Erytrocyty 4 660 000 Rozmaz : pał.18, seg.41, mono.12,eoz.11, limfo.15, mielocyt 1, metamielocyt 2 AspAT 187 U/l AlAT 231 U/l Mocznik 17,4 mmol/l kreatynina 237,8 umol/l AP 372 U/l Ze względu na duży, bolesny guz w kanale pachwinowym, bardzo zły stan ogólny psa, jego cierpienie, trudności w poruszaniu się, wiek - 17 lat kierując się dobrem psa powinno się go poddać eutanazji. Opłata za badanie 53,50 Quote
emilia2280 Posted October 18, 2010 Posted October 18, 2010 Ekhem, a moze ktos podac normy zeby móc porównac z wynikami Krecika? Quote
Dada M Posted October 18, 2010 Posted October 18, 2010 Jeśli chodzi o jednostki dla kreatyniny i mocznika - w badaniach moich psów są zawsze mg/dl. Wtedy norma wynosi: kreatynina - 1,0-1,7 mocznik - 20-45 Ale wydaje mi się, że w wynikach Krecika zarówno kreatynina, jak i mocznik 2-krotnie przekraczają górną granicę normy. Jeśli chodzi o AIAT - moja suka rok temu miała w wynik 482, czyli prawie 10-krotność górnej granicy normy (norma 3-50 U/I). Żyje i ma się dobrze. Ale widzę, że Krecik ma też podwyższone AspAT - norma dla AspAT to chyba 5-37 U/I i AP - norma dla AP - do 155 U/I. Czyli i wątroba, i nerki są w kiepskim stanie. Jak się czuje Krecik ? Widać po nim, że cierpi ? Quote
jkp Posted October 18, 2010 Posted October 18, 2010 Wg ludzkich norm: kreatynina i mocznik 2x podwyzszone to dośc wysoko, Aspat ALAT duzo ale to sie zdarza tez w stanach ostrego zab funkcji watroby i sie moze cofac), AP to pewnie fosfataza zasadowa - tez wysoko ( zwykle to swiadczy albo o chorobach kosci lub nowotworach lub uszkodzeniu funkcji dróg żółciowych= cholestaza) ALe brak mi tu poziomu BILIRUBINY - jest zoltaczka czy nie ma ? Te wyniki moczniak to oze byc ucisk w pachwinie na drogi moczowe.Wyniki te ogolne ,ktore opisałam powyzej nie zawsze mowia jak jest naprawde - moj Lampacynek odzszedł z powodu guza nowotworowego przewodu pokarmowego a wyniki miał prawie idealne :(. ALE KRECIK MA 32 TYS LEUKOCYTOW TO NAPRAWDE DUZO - albo ciężki stan zapalny albo nowotwór, Jesli nie mozna usunąc tego guza w pachwinie -(jednak w tym wieku to pewnie nowotwor ) co by pewnie na trochę chociaz pomogło Krecikowi to chyba nie ma co go meczyć . U ludzi robi sie teraz rozne operacje " paliatywne " ( tj nie leczace tylko przedłuzające zycie) ale psiak to co innego nie ma determinacji takiej i oswajania cierpienia jak człowiek ,że "zniose operacje a dodam troche jeszcze dni życia". Jesli wet nie widzi szansy na zbieg to cieszmy sie dniami ,ktore Krecik dostał od Mamy Jaagi i dajmy mu odejśc , jakkolwiek byłoby to trudne . Quote
Jaaga Posted October 18, 2010 Posted October 18, 2010 Wkleiłam to, co dostałam. Miałam porównanie z wynikami innego, cukrzycowego staruszka mojej mamy, który był tego samego dnia badany. On ma dobre wyniki. Mocznik ma ponad 7, a wiem, że norma to własnie ok. 8. Krecikowe ponad 17 to bardzo dużo. Tylko raz kiedys mocznicowy 18-letni kot mojej mamy przed śmiercią miał mocznik 18. Kreatyninę ma 119, co przy krecikowych 237 stanowi ogromną róznicę. Po dotykaniu p. doktor stwierdziła, że go boli, zresztą, tam tak wszystko jest koszmarnie naciągnięte, ze nie ma szans, żeby nie bolało, pominąwszy guza. jak nie spi, to ciągle chodzi i ma trudności z siedzeniem, czy położeniem sie. Przysiada i znowu wstaje, krąży w koło. Trudno cokolwiek powiedziec o samopoczuciu Krecika, bo z nim nie ma praktycznie żadnego kontaktu. On żyje jakby w swoim świecie i interesuje go tylko jedzenie. Też wydaje mi się, ze operowanie w takim stanie byłoby niepotrzebnym męczeniem, bo zabiłaby go narkoza. P. doktor powiedziała, że on jest już w takim wieku, że przeżył swoje. Do tego teraz ma ciepło, dobre jedzenie, więc chyba nie ma sensu maltretować go operacjami, podtrzymywaniem zycia na siłę i lepiej dac mu godnie odejść. Mama ma stare zwierzęta, ale absolutnie żadne nie jest tak zdemenciałe, jak Krecik. Przy tak wysokim moczniku potrzebne byłyby regularne przepłukiwania, dieta nerkowa, a z mocznicą i tak nikt nie wygrał, tylko przedłuzył zycie. Niestety, mama absolutnie nie da rady go nawadniać, bo ma własnie swoja sukę z mocznicą, której co kilka dni jeździ zmieniac wenflony i spedza pół dnia na kroplówkach. Tamta nie ma zdiagnozowanego przewlekłego zapalenia nerek, więc ma szansę, jesli to stan nagle wystepujacy, który można wyleczyć. Moze, gdyby Krecik był u kogoś, kto miałby czas tylko dla niego, to dłużej pożyłby bez cierpienia, ale z drugiej strony, jak znaleźć kogoś, kto poświęci pól dnia na nawadnianie psa, kontrolowanie wyników, sprzątałby po nim siuśki i kupę, rozniesione wkoło n kilka metrów, wyprowadzał ciągle na spacery? Quote
Nutusia Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 Przykre to wszystko strasznie :( Zwierzęta, w przeciwieństwie do ludzi, mają jednak ten "komfort", że można im skrócić cierpienia. Ja po wczorajszej wizycie u weta z moją Tośką też jestem załamana. Kręgosłup jest w tak masakrycznym stanie, że są już uciski na nerwy. Ledwo łazi, boi się położyć, nie może wstać, zatacza się, przewraca, wpada na meble i ściany. Tosia też, jak już wstanie, chodzi jak nakręcona - lekarz twierdzi, że to z bólu :( Dostała leki (serię zastrzyków), ale jeśli stan się nie poprawi, a dojdzie do porażenia - nie będzie wyjścia. Będę miała powtórkę sprzed 3 miesięcy, kiedy to z tego samego powodu skróciliśmy męki naszego Oskara... Takie życie - starość się Panu Bogu ewidentnie nie udała :( A Krecik i tak farciarz, że choć przez te ostatnie tygodnie żył jak Pies, a nie jak nikomu niepotrzebny kłopot... Quote
Jaaga Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 Nutusia, my jesteśmy na początku tej drogi z onkiem Oskarem. Nie dość, że ma gwoździowaną łapę po wypadku, miał usuwany śrut, to przy RTG wyszło że ma gigantyczne zmiany w kręgach, kolejne śruty do usunięcia. Jest teraz na metacamie i jest o niebo lepiej, ale nie wiem, co bedzie dalej. Śrut sie usunie, łapa się zrośnie, ale kręgów już nikt nie naprawi. Trudno patrzeć na cierpienie takiego dużego psa. Małemu łatwiej pomóc. Oskar jest niesamowicie mądrym psem, wszystko próbuje nam przekazać. Kto go poznał, to jest pod jego wrażeniem. Quote
Nutusia Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 Mój też był Oskar. Był z nami 10 lat. Wzięliśmy go jak miał półtora roku, które spędził... na łańcuchu przy budzie :( Do końca życia nadrabiał czas "uwięzienia", co objawiało się galopującym ADHD. I na koniec, gdy doszło do porażenia, Oskar był więźniem we własnym ciele. Głowa pracowała normalnie - przecież trzeba było biec pod bramę, bo przyjechał listonosz, pod płot, bo kolega sąsiad zaszczekał... a tu biec nie można było. Nie można było się nawet podnieść :( Teraz, po trzech miesiącach od odejścia Oskara, patrzymy na zataczającą się Tośkę i zimny pot zlewa nam plecy... Fakt, dużemu psu ciężej pomóc - nie można wziąć na ręce, do łóżka. Po prostu siedzę przy nich na posłaniach, głaszczę po głowie, mówię, uspokajam... a potem przekładam ręcznik pod brzuchem, podnoszę i wolniutko wyprowadzam na trawkę. Na szczęście mieszkamy w parterowym domku z ogródkiem... Quote
migdalena Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 Jaaga, Ty i mama jesteście z Krecikiem , patrzycie na niego , dotykacie ... Cokolwiek nie zostałoby tu napisane, Wasza decyzja będzie słuszna. Quote
Nutusia Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 migdalena napisał(a):Jaaga, Ty i mama jesteście z Krecikiem , patrzycie na niego , dotykacie ... Cokolwiek nie zostałoby tu napisane, Wasza decyzja będzie słuszna. Dokładnie tak. Quote
morisowa Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 Takie decyzje zawsze są trudne. Miałam pod opieką kilka psiaków branych "na dożycie", chorych śmiertelnie (głównie nowotwory). Póki pies korzysta z życia, póki leki uśmierzają ból... ale gdy znika radość a zostaje tylko cierpienie, trzeba psu pomóc. Wyczuć ten moment może opiekun zwierzaka. Ale to zawsze jest trudne. Naszym schorowanym geriatrykom należy się dom na ostatnie tygodnie/miesiące (by dożywały w godnych warunkach, by nie odchodziły niechciane w schronisku) i należy się podjęcie decyzji, gdy zajdzie taka potrzeba (gdy już nie ma możliwości, gdy leki nie działają). Quote
Jaaga Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 Dzis Krecik znowu zrobił brzydką luźną kupę do tego z krwią. Mama powiedziała, ze wcześniej tez mu się to zdarzało. Mój pies tak samo załatwiał się "na raty" i z krwią, jak miał przerzuty do jelit. Widziałam dziś Krecika na spacerze i zamiast iść na smyczy tak dziwnie podskakiwał. mama mówi, że tak czasem robi, chyba jak go za bardzo ciągnie blizna. Leki przeciwbólowe nie poluźnia mu tego, co ma na brzuchu, a zresztą jego wątroba i nerki nie zniosłyby chyba ich za wiele. On nie ma z życia radości. Całkiem inna jest sytuacja np. z Oskarem. Jest stary, ale ma szansę na normalne zycie po zaleczeniu. Biega, szaleje, jak ból mija po metacamie, pilnuje swojego terenu, ma cele w zyciu, jest otwarty na ludzi, a Krecik na nic nie reaguje. Żyje zamknięty w swoim świecie i wykazuje tylko podstawowe funkcje życiowe. Je, załatwia się, śpi, jak juz pokręci się w kółko i da radę się ułozyć. Ja osobiscie nie chciałabym tak zyć. Powoli moja mama oswaja się z myslą, że nie warto go za dlugo męczyć. Tylko juz mi zapowiedziała, że nie weźmie żadnego staruszka, bo to za trudne psychicznie. Liczyła na to, że po wyjściu ze schronu Krecikowi bardzo się polepszy i będzie jeszcze normalnie zył. Całkiem podobnie do Krecika żyje Majka. Ona też nie cieszy sie, nie rozpoznaje, nie wykazuje żadnych reakcji oprócz chęci jedzenia. Jest jak autystyczna. Trzeba dac jej jeść, wynieść na spacer, wnieść z powrotem. Na żaden kontakt nie reaguje, nie nawiązuje relacji z psami, teraz chociaz przytomniej patrzy. Nie wiem, czy to zycie w tych samych warunkach spowodowało takie otępienie? Nigdy nie miałam podobnych psów. Były lękliwe, płochliwe, zywiołowe, szczekliwe, spokojne, nerwowe, czyli rózne, ale nie tak przeraźliwie obojętne i odcięte od rzeczywistosci. Quote
Secia Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 o matusiu kochana czytam tą historę Krecika już od paru dni i łzy same się leją jak groch. Quote
APSA Posted October 20, 2010 Author Posted October 20, 2010 Jaaga napisał(a):Całkiem podobnie do Krecika żyje Majka. Ona też nie cieszy sie, nie rozpoznaje, nie wykazuje żadnych reakcji oprócz chęci jedzenia. Jest jak autystyczna. Trzeba dac jej jeść, wynieść na spacer, wnieść z powrotem. Na żaden kontakt nie reaguje, nie nawiązuje relacji z psami, teraz chociaz przytomniej patrzy. Nie wiem, czy to zycie w tych samych warunkach spowodowało takie otępienie? Rok temu poszedł do adopcji pies po 9 latach w schronisku (ostatnie też w geriatrii, w pojedynczym boksie). I on niemal od pierwszego dnia po adopcji zrobił się domowym pieszczochem. Myślę, że to bagaż wszystkich psich doświadczeń, także tych sprzed schroniska, + wrodzone cechy charakteru. U Krecika też starcza demencja. W przypadku Majki myślę, że jej zabrakło socjalizacji w szczenięctwie. Miała tyle kontaktu z ludźmi, żeby nie być całkiem dzika, ale za mało, żeby sama dążyła do kontaktu. Mam nadzieję, że zrobi jeszcze trochę postępów - jak ją poznałyśmy, to wzięcie jej na ręce byłoby niemożliwe, spanikowałaby. Quote
kmurdz Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 o moj boze.. :( a tak sie cieszylam, ze Krecik i Majka, beda juz mieli cudowne zycie.. jestem z Wami i z nimi...zycie w mekach nie ma sensu.. przytulam mocno psiaczki.. :(( Quote
APSA Posted October 20, 2010 Author Posted October 20, 2010 Niestety nie zawsze się da pomóc :( Ale Krecik choć trochę skorzystał ze swojej szansy, jakiś czas temu Jaaga pisała, że uwielbia jej mamę, że sobie drepcze po ogrodzie. Nawet w jego postawie i spojrzeniu było widać różnicę. Szkoda tylko, że tak krótko mógł się tym cieszyć. A decyzje zawsze są trudne. Życzyłoby się tym wszystkim biedom, żeby odchodziły spokojnie we śnie, bez bólu. Nieliczne tylko mają to szczęście. Quote
Dada M Posted October 20, 2010 Posted October 20, 2010 Niestety, skoro Krecik cierpi i lekarze nie widzą szansy, by przeżył operację - decyzja może być tylko jedna :( Wszyscy mieliśmy nadzieję, że trochę dłużej będzie cieszył się swoim prawdziwym domem - ale przynajmniej zdążył poznać, czym jest dobry dom. Ogromnym przywilejem - jak źle by to nie brzmiało - jest możliwość skrócenia jego cierpień, w schronisku musiałby się męczyć do końca. Smutno mi bardzo, bo Krecik szczególnie zapadł mi w serce - może dlatego, że widać było po nim, że człowiek bardzo go skrzywdził i odebrał mu całą radość życia. Quote
Jaaga Posted October 21, 2010 Posted October 21, 2010 Cioteczki, Krecik jeszcze żyje. Dziś zapytam p. neurolog o mozliwość podania jakiś leków przeciwbólowych. Gdyby jego narządy nie były tak chore, to możnaby go operować, a tak :shake:. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.