Jump to content
Dogomania

KTO MIAŁ LUB MA PSA CHOREGO NA NERKI ?


Recommended Posts

Posted

Istnieją - tylko nie mają kasy na specjalistyczny sprzęt!!
Bo leczą sercem, nie skarbonką !!
Ale cieszę się z wieści od Gadzika, moja suńka ma się lepiej - wyciągnięta jest już chyba z ostrego stanu -jutro badania, więc się okaże!! Ale "na oko" jest super :)
Teraz tylko trzeba znaleźć przyczynę :)

Posted

przyczyna moze byc wrodzona:(((urodzila sie z zamartwica, a mysmy ja ratowaly-pewnie niepotrzebnie:(((nauczka na przyszlosc-nie ratowac:(((((i sadze, ze z powodu niedotlenienia moglo sie tak stac:(((

Posted

Dzięki dziewczyny ale to, że mamy dobrego weta nie zmienia faktu, że jak pies w zeszłym tygodniu się przeziębił, dostał groaczki i się trząsł cały czas zaczynałam świrować, bo nigdy nie wiadomo jaka jest przyczyna. Na szczęście moi weci mają całodobowe dyżury i już zdażało mi się dzwonić po 22, bo Czaruś zagorączkował. To bardzo pomaga.
Także Kenduś istnieją ale trzeba na nich trafić Na szczęście mnie się udało, moi maja fantastyczne podejście do psiaków i widać, że pracują z zamiłowania a nie dla kasy.
Madziara oby suńce poprawiło się jeszcze bardziej. :kciuki: za dobre wyniki małej.

Posted

cieszę się za Was Kochani... ja muszę ciągnąć dalej, bez mego Gomesia, tak to jest w moim regionie, może gdzieś jest dobry wet...muszę takiego znaleźć, ale już tylko dla Kendusia...

Posted

Madziara napisał(a):
Istnieją - tylko nie mają kasy na specjalistyczny sprzęt!!
Bo leczą sercem, nie skarbonką !!
To troszeczkę chyba błądzą, bo sercem nie prześwietlą, nie zbadają krwi, nie zrobią USG - słowem, bez dobrego sprzętu nie będą mieli możliwości leczyć naszych zwierząt tak, jak ja chcę mieć mojego psa leczonego. Samo serce nie wystarczy - rozum też potrzebny i umiejętność podejmowania odpowiedzialnych decyzji i na temat leczenia, i na temat tego, ile za to leczenie liczyć tak, żeby można było leczyć najlepiej jak się da, a nie tak, jak "leczyło" się 100 lat temu.

Posted

Flaire - po pierwsze nie szkodzić - co mi po lekarzu, który ma full wypas sprzęt, skoro nic nie chce robić poza wyłudzaniem kasy na następne badania! Mój wet nie ma sprzętu, jak czegoś nie wie - mówi, a przede wszystkim toleruje "moje leczenie" - nie obraża się, nie stroi fochów jak wynajdę coś, co może pomóc.
Dlatego właśnie go tak cenię.

Babsko, które robiło nam badania postawiło na małej krzyżyk, jednocześnie proponowała kolejne badania, które nic konkretnego do diagnozy by nie wniosły oraz inne zabiegi w celu ewidentnego wyłudzenia kasy!

Posted

Madziara napisał(a):
Flaire - po pierwsze nie szkodzić - co mi po lekarzu, który ma full wypas sprzęt, skoro nic nie chce robić poza wyłudzaniem kasy na następne badania!
Madziara, nie zrozumiałaś mnie. Ja nie twierdzę, że sam sprzęt wystarczy, tylko że samo serce na pewno nie wystarczy. Poza sercem, wiedza i sprzęt są niezbędne do prawidłowego leczenia i weci którzy oszczędzają na jednym (nie kupując sprzętu) czy drugim ( nie doszkalając się) i leczą samym "sercem" żeby oszczędzić klientowi kasy moim zdaniem są niewiele warci. Ale to moja prywatna opinia - jeśli Ty uważasz, że sprzęt diagnostyczny to zbędny wydatek, to na pewno łatwo znaleźć weta, który go nie ma i sercem prześwietla. :wink:

Posted

Flaire - znów się nie rozumiemy.
Jedno i drugie potrzebne - sprzęt i wiedza - no i przede wszystkim dobre chęci, bo bez niech.... hmmm
Ale jak widzę ile u nas wykańczają psów w najstarszej i "najlepszej" klinice ze sprzętem to słabo mi się robi - mając tak dobre warunki diagnostyczne wykańczać tyle psów???
A nawet za głupie szczepienie na wściekliznę kasują 50% drożej niż gdzie indziej.
Chęci i wiedza bez sprzętu - jeszcze da radę (da się obejść jego brak) - można zrobić wyniki tam gdzie go mają, w drugą stronę nie da rady!

Posted

Madziara napisał(a):
Ale jak widzę ile u nas wykańczają psów w najstarszej i "najlepszej" klinice ze sprzętem to słabo mi się robi
A mnie się robi słabo, gdy czytam ile psów jest leczonych "na oko", bez żadnej diagnozy, marnując pieniądze właścicieli na niepotrzebne lub niewłaściwe leki. Widzę również, jak właściciele się chwalą, że ich wet oszczędził im pieniędzy nie robił "niepotrzebnych" badań. Niewątpliwie wymazy i biogramy taki wet właśnie sercem robił. Ja osobiście widzę tego dużo, dużo więcej niż na odwrót. Spróbuj nie uogólniać z przykładu jednej kliniki, której nie lubisz.

Osobiście chodzę do weta, który nie leczy na oko, ma dobrze wyposażony gabinet i to wyposażenie niejednokrotnie uratowało życie zwierzęciu, którego już by z nami bez tego wyposażenia najprawdopodobniej nie było - na odsyłanie zwierzęcia tam, gdzie sprzęt jest nie zawsze jest czas, nie mówiąc już o tym, że jest to zdecydowanie droższa metoda leczenia.

W dobrze wyposażonych klinikach niewątpliwie ginie więcej psów niż u wetów nie mających wyposażenia, między innymi z ww powodu - do takich klinik odsyłane są bardzo trudne przypadki z innych miejsc, często niestety w momencie, gdy jest już za późno.

Posted

orsini napisał(a):
Madziara a to ciekawe-bo wscieklizna ma swoja cene urzedowa=15zl



Hahaha - ja płacę 20 PLN-ów (może w sezonie mają promocję, ale ja zawsze po :P)
A tam 30 PLN-ów :P
20 to standartowa cena u nas :P

Posted

Flaire, może u Ciebie jest dużo spoko lecznic - to fajnie.
Ja mieszkam w Gdańsku i co rusz słyszę, jak wyciągnęli od człowieka kasę a z psem i tak nie dało się nic zrobić :( Ale "leczą" do ostatniego tchu zwierzęcia przedłużając mu tym samym mękę.

Posted

Madziara napisał(a):
Ale "leczą" do ostatniego tchu zwierzęcia przedłużając mu tym samym mękę.
To to chyba jest decyzją właściciela... :niewiem:

Jak już pisałam niejednokrotnie w tym i innych topikach, gdy ja mam ciężko chorego psa, zawsze radzę się więcej niż jednego weta i dopiero potem podejmuję decyzję co do leczenia. Lub nie. Nigdy nie zwalałabym odpowiedzialności za "przedłużanie męki" na jedną lecznicę.

Posted

Wiesz co, mam znajomą - starsza kobieta, wdowa - miała psa - boksera x-lat. Kochała go strasznie, tylko on jej pozostał.
Chodzi tylko do profesora, on nawet dla niej specjalnie przyjeżdża, nawet jak w ten dzień nie przyjmuje - nie da sobie powiedzieć, że profesor z niej zdziera, a psa ratowała do samego końca, pomimo, że tak naprawdę nie było już "co" ratować.
Dla mnie ten "profesor" to ostatnia szuja, cham i świnia.
Widział, że starsza Pani ma kasę i zdzierał do końca.
Ręce by mu uciąć za to - złodziej i tyle!
U mnie w Gdańsku takich przypadków na pęczki!

Posted

Wiesz co, nie znam przypaku, nie znam tej Pani, nie znam profesora. Ale znam wiele przypadków, gdy ludzie nie dadzą sobie powiedzieć, że powinni już przestać psa leczyć i gdy im tak jakiś wet mówi, to piszą, że przestali tam chodzić, bo wet był bez serca, przestał psa leczyć, postawił na niego krzyżyk. Spójrz wstecz nawet w tym topiku... nawet nie bardzo daleko.

Decyzja, kiedy ciągnąć dalej, a kiedy nie jest bardzo trudną decyzją i zależy nie tylko od stanu zdrowia psa, ale również od psychiki i życzeń właściciela. Weci nie są Bogiem, a często właśnie tego od nich wymagamy.

Posted

Madziara napisał(a):
Flaire, może u Ciebie jest dużo spoko lecznic - to fajnie.
Ja mieszkam w Gdańsku i co rusz słyszę, jak wyciągnęli od człowieka kasę a z psem i tak nie dało się nic zrobić :( Ale "leczą" do ostatniego tchu zwierzęcia przedłużając mu tym samym mękę.

A może naprawdę próbują leczyć?
Madziara, wiem, że jesteś rozżalona, byc może masz rację krytykując konkretną sytuację, ale nie należy uogólniać. Ja przez wiele lat leczyłam swoje zwierzęta w skromnej, "osiedlowej" lecznicy, gdzie nie było za wiele specjalistycznego wyposażenia, zwierzaki nie chorowały zbyt poważnie, to mi wystarczało.
Jednakże z moim obecnym psem Leonem nie zwojowałabym wiele w tamtej lecznicy. Leczę go gdzie indziej, tam, gdzie jest sprzęt wysokiej jakości i 24 godzinny dyżur. Psiur już 2 razy miał okazję przespacerowac się za tęczowy most, życie uratowały mu specjalistyczne badania i możliwość pozostawienia go w lecznicy na noc, czy nawet (ostatnio) na kilka dni. To wszystko kosztuje, ale nie wszędzie mogę przywieźć słaniającego się na nogach psa o godz. 22 lub w niedzielę czy inny dzień wolny od pracy. Takie zdarzenia miałam i dlatego doceniam zalety lecznicy czynnej na okrągło i dobrze wyposażonej.
Nie wypowiadam się na temat "wyciągania" pieniędzy, bo nie miewam takich odczuć w kontaktach z "moimi" wetami, może faktycznie miałaś taką sytuację, to może wkurzyć, wierzę w to.
Jednakże Trójmiasto to nie wiocha zabita dechami, na pewno jest więcej dobrze wyposażonych lecznic, zajrzyj na topik, na którym ludzie polecają dobrych wetów. Szkoda by było, aby jedna lecznica miała psuć opinię wszystkim innym. I wierz mi, prawidłowa diagnoza (sprzęt!) niejednemu psu życie uratowała, wiem to z autopsji.

Posted

Może zbyt lakonicznie opisałam sytuację.
Pojechałam na badania, wyniki - ostra mocznica.
Za badania skasowano mnie 10 razy tyle niż one kosztowały realnie (gdyby chodziło o 2 złote razy 10 byłoby to w jakiś tam sposób uzasadnione lekarz, też człowiek, też musi zarobić, ale nie 200, nawet morfologii nie zrobili, bo aparatura się spsuła, a komu się dziś chce coś robić "na piechotę".
Pani powiedziała, że strasznie współczuje, ale nerki nie działają - to już koniec.
Później zaproponowała USG nerek za 100 zł i przetaczanie krwi za 150 (z marszu), pierwszy mój odruch - robić wszystko, by ratować psa, po chwili się pozbierałam, pomyślałam i zapytałam, co mi to da?
Bo skoro nerki nie pracują, bo jest uszkodzony miąższ, to co mi da USG? i na ile przedłużę cierpienia psa przetaczaniem?
ODP. no wsumie nic nie da, zobaczymy tylko czy z zewnątrz nie są uszkodzone, a przetaczanie poprawi stan ogólny psa na jakieś dwa dni!

Co mi to da?!?!?! nie - dziękuję.
Poszłam do domu, nastrzykałam psa furosemidem oraz nawodniłam - i okazało się, że pies jest do uratowania - sika (to nic - ale wydala toksyny), w tej chwili biega, szczeka i warczy na strzykawki, zastrzyki i całą resztę związaną z zabiegami wzmacniającymi.
Kuracja kosztowała mnie jakieś 20 złotych + witaminki.
W przyszłym tygodniu jedziemy na specjalistyczne badania do Olsztyna, teraz wiem, że jest sens, bo może coś z psa będzie :)
Wydam na pewno troszkę kasy, ale wiem, że to ma sens i wiem, że zostanie dobrze zdiagnozowana i uda się ją wyciągnąć.

Posted

Znów, nie znam Twojego przypadku, ale z chorobami nerek zmagałam się wielokrotnie i USG to podstawowa diagnostyka przy chorobie nerek - główny nieinwazyjny sposób, żeby sprawdzić ich stan. Bez tego ani rusz.

Posted

Flaire - nie przy ostrej mocznicy - mocznik ponad 300 - pies powinienbył być w śpiączce. Najpierw trzeba psa odtruć a później coś próbować leczyć. Poza tym przy założeniu, że nerki nie pracują, co się da zrobić? Przeszczep?

Posted

Madziara odnośnie dobrze wyposażonej lecznicy zgadzam się z Flaire, ale też dużo zależy od weta. Z własnego doświadczenia wiem, że to nie zawsze idzie w parze. Dwaj weci leczyli przez 5 lat mojego psa, z czego 2 lata leczyli mu ropny wyciek z nosa "na oko" do czasu aż się wściekłam na dobre.
Teraz jeżdzę do lecznicy bardzo dobrze wyposażonej w niezbędny sprzęt, z laboratorium piętro wyżej. Weci mają doskonałe podejście do zwierząt i do właścicieli :wink: Nie mówią, że trzeba zrobić tak czy inaczej. Podają właścicielom alternatywne rozwiązania i ich skutki. Podpowiadają rozwiązania najlepsze dla zwierząt, żeby ich nie męczyć. W przypadku mojego Czarka oficjalnie powiedzieli, że jeśli chcę aby pies lepiej się czuł - dieta dla nerkowców ale nic więcej. Stwierdzili, że już lepiej nie ruszać zmian nowotworowych, bo zrobimy więcej szkody niż pożytku. W jego wieku każdy zabieg w narkozie to ogromne zagrożenie (17 lat). Bonga też wyleczyli ze wstrętnego świeżba ale na moje i ich ryzyko zastrzykami, których nie powinno się raczej stosować u psów ale nic innego nie pomagało. Ale to wszystko oparte szczegółowymi badaniami i pełną współpracą i konsultacjami ze mną.

Posted

Madziara napisał(a):
Flaire - nie przy ostrej mocznicy - mocznik ponad 300 - pies powinienbył być w śpiączce. Najpierw trzeba psa odtruć a później coś próbować leczyć. Poza tym przy założeniu, że nerki nie pracują, co się da zrobić? Przeszczep?
To zależy od tego, dlaczego nie pracują. A żeby pomóc to ustalić, trzeba zrobić USG.

Posted

gadzik, opisujesz dokładnie to, o co mi chodzi, czyli wet może efektywnie leczyć zwierzę tylko współpracując, tworząc niejako drużynę, z właścicielem i to właściciel podejmuje ostateczne decyzje - wet tylko i wyłącznie doradza i informuje.

Posted

Widzisz Flaire - po części się jednak ze mną zgadzasz - bo po co komu klinika z super sprzętem, skoro nikt nie umi się nim posługiwać lub zwyczajnie nie chce pomóc zwierzakowi :(
Zero współpracy i informacji - dobrze, że chociaż wyniki dali :) Przynajmniej wiem, co się dzieje :)
W czwartek jedziemy do Olsztyna na punkcję, to będzie coś więcej wiadomo.
A w 3Mieście nie zamierzam chodzić na badania - nie sądzę, żeby coś wniosły.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...