Diegula Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Pocieszające jest że w tych trudnych dniach jest Czarodziejka przy nim. Quote
Czarodziejka Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Całkowicie nas zasypało, odcinają prąd i znika net dlatego ostatnio mało piszę. Portosek słabiutki, ale stabilny. Oko już w porządku, w pysku zgrubienie jest mało wyczuwalne. Chudziutki aż płakać się chce, ale nie je - tylko kiedy podaję mu na dłoni. Je tak delikatnie i z takim namaszczeniem, że myślę, że robi to tylko dla mnie, bo jestem i proszę. Karmię go nadal samym mięsem - kurczak z wołowiną. Nie rusza nic z warzywami, nawet ze startą marchwią. Pije w normie, wypróżnia się, ale ma zatwardzenie, układ wydalniczy siada - tak jak krążenie a z nim cały organizm...Kupa wychodzi pół dnia. Ma wyścielane ciepło, a pod doopką gazety, żebym mogła szybko sprzątnąć te kilka mizernych bobków. Antybiotyk już wybrany i nie ma potrzeby kontynuować. Podaję mu tylko strzykawkę syropu na pobudzenie apetytu i zastrzyk witaminowy wzmacniający. Co jakiś czas kładę mu termofor, żeby się nie wychłodził. Nie ma mrozu, ale on wciąż leży. Masuję go całego i przewracam z boku na bok utrzymując w pozycji na brzuchu, bo na boku to już jakby na śmierć, a tak to widzę, że jeszcze ma siłę się utrzymać i podnosi głowę na mój widok. Dziś machnął ogonem - raz tylko i przytulił się do mojej nogi, kiedy go masowałam. Opuchlizna z jednej łapy zeszła, ale pojawiła się na drugiej...:( Patrzę mu w oczy, a tam kosmiczna przestrzeń, dosłownie w nią wpadam. Portos powoli odchodzi. Quote
bela51 Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Dobrze, ze ma Ciebie Czarodziejko Czytam to wszystko z wielka klucha w gardle...:-( To takie smutne, ze nie zdazył nacieszyc sie pobytem u Ciebie...:-( Quote
Czarodziejka Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Belu, on się cieszył. Terroryzował mi tu całe stado, prześladował Arona, wzdychał do Miśki i Carmen, był przytulany, kochany, dawał mi łapę, siedzieliśmy sobie czasem blisko i masowałam jego wielki łeb, który opierał o moje czoło. Był najedzony, nieco wyczesany, bo tak do końca to się jednak nie dał - pozostał sfilcowanym indywidualistą zaraz po skołtunionym Aronie, który też dredy zapuszcza i liczy, że tym razem mu się jednak uda. Był najedzony - zawsze pierwszy dostawał swój gar, bo inny model nawet nie wchodził w grę, gnaciki prawie codziennie, miejsce na kocyku w garażu, do tego pilnował budy, żeby Aron nie mógł w niej spać, czasem sypiał w niej z Carmisią i Rafim wtulonych jeden w drugiego. Rafi z podwiniętą łapką zresztą zawsze spał przy Portosie. Teraz leży sam, ale i psy nie wchodzą do niego. Stają na progu, patrzą i wąchają, po czym odwracają się i odchodzą. Widocznie w świecie zwierząt śmierć - przejście w inny stan skupienia - jest procesem intymnym i każdy go szanuje. Nasz terrorysta agresor leży teraz taki bezbronny... Quote
Basia1968 Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 matko moja - starość ............... Portosku wszyscy tutaj bardzo bardzo cię kochamy brak mi słów.... Quote
Monika_tbg Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Trafiłam całkowicie przypadkiem na ten wątek, a tu okazuję się że Portosika miałam okazje poznać przy powodzi.. trzymaj się psiaku! Quote
katarzyna09 Posted December 11, 2010 Posted December 11, 2010 Jestem Portosku...jestem....Tak mi smutno. Quote
Diegula Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Portosku i jak tam niedzielny poranek u ciebie? Quote
Czarodziejka Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Cud się nie wydarzył. Portosek bez zmian. Zjadł z ręki troszkę mięska, popił i tak się zmęczył, że wbił się nosem w moją otwartą dłoń całym ciężarem starego łba...:( Nagotowałam psom gnacików do obgryzania i Portos również dostał swój. Patrzy na niego, liże, trzoszkę nadgryza przednimi ząbkami, kładzie na nim pysk i więcej nie daje rady, ale chociaż tyle. Jest z dużą ilością mięsa, więc może coś wyskubie. Dostał kompleks witamin w zastrzyku i syrop na poprawę apetytu - ostatni, bo się skończył. Witamin mam jeszcze na 3 dni. Quote
Diegula Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Czarodziejko jak dobrze że on jest u ciebie Quote
bela51 Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Biedactwo, serce peka... Czarodziejko, nawiazujac do naszej rozmowy, jesli potrzebne pieniadze, to napisz. Quote
Czarodziejka Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Belu, napisałam już do Luizy, bo przecież Portos ma jakieś pieniądze. Wiem, że zbierasz na inne psy, a Portosa wspomagasz przez wzgląd na sytuację. Na razie wydałam na leki 2 x po 30 zł, teraz witaminy w zastrzyku na tydzień 50 zł. To wszystko. Quote
bela51 Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Czarodziejko wyslalam Ci PW, aby nie roztrzasac na watku spraw finansowych. Quote
Luzia Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Jak tylko wrócę do domu to wyślę przelew. Quote
bela51 Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 [QUOTE=Czarodziejka;15915174. Wiem, że zbierasz na inne psy, a Portosa wspomagasz przez wzgląd na sytuację. . Nie, nie zrozumialysmy sie. Zadzwonie:lol: Quote
Basia1968 Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 TO JA POZWOLĘ SOBIE TO WSZYSTKO TUTAJ UZUPEŁNIĆ I WKLEIĆ - bo niestety nie ma żadnych uaktualnień zbiorczych PAŹDZIERNIK ROZLICZONY NA ZERO. WPŁATY: 26.10.2010r. Wpłynęło 50 zł od Beli51 oraz 20 zł od FIGANADRZEWNA (za listopad i grudzień) 27.10.2010r. Wpłynęło 70 zł od "Baltazara Gąbki" - Łącznie pieniążków "Portosowych" mamy - 140 zł 29.10.2010r. Doszła wpłata od Katarzyny09 (20 zł) Łącznie Portos ma 160 zł Koszt kuracji /8.11.2010r./ 20 zł 10.11.2010r. /wpis Luiza/ Dziś poszedł przelew 160 zł dla Portosa. Czyli utrzymanie u Czarodziejki od 1-14.11 + 20 zł za leki. Na koncie Portosa obecnie jest 0 zł. opłacony pobyt Portosa od 1 do 14 listopada 2010r. 24.11.2010r. /wpis Luiza/ Wpłaty dla Portoska: Rencia42 - 40 zł Bela51 - 10 zł 28.11.2010r. /wpis Luiza/ Łącznie na kącie Portosa na dzień dzisiejszy jest 50 zł. Doszła wpłata od Katarzyny09 - 30 zł Czyli łącznie Portos ma na chwilę obecną na swoim koncie 80 zł. 7.12.2010r. /wpis Czarodziejka/ Koszt leczenia 30 zł 8.12.2010R. Bela51 – 100 zł wysłane na konto Czarodziejki Bela51 – przelew od Katarzyna09 120 zł /darowizna/ Stan finansów na dzień 10.12.2010r.: ŁĄCZNIE 80 zł /u Luizy/+ 100 zł Bela51 + 120 zł Katarzyna09 = 300 zł – 30 zł = 270 zł Opłacony pobyt Portoska od 15.11.2010r. do 30.11.2010r. /16 dni/ 270 zł - 160 zł = 110 zł MIESIĄC GRUDZIEŃ 2010R. OPŁACONY POBYT OD 1.12.2010R. DO 11.12.2010R. STAN NA DZIEŃ DZISIEJSZY TJ. 12.12.2010R. WYNOSI 0 ZŁ pomyliłam się /policzyłam miesiąc listopad jako 31 dni, a przeciez ma 30 - jednak wyszło na 0 Quote
bela51 Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 120 zł - to jest darowizna od Katarzyny09 dla Portosa. 100 zł - to wpłata z bazarku Quote
katarzyna09 Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Kurcze,psina nie ma żadnych juz pieniedzy?Tam chyba cos zostało jeszcze z bazarku,tak Belu?No,bida straszna.Czarodziejko,wyśle jeszcze na te witaminki,przeciez niedługo sie skończą i co wtedy...? Quote
bela51 Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Kasiu, ja rozmawialam z Czarodziejka dzisiaj. Quote
Czarodziejka Posted December 12, 2010 Posted December 12, 2010 Basiu - fachowe rozliczenie. Dziękujęmy! Witaminki mogę dokupić, o ile wet uzna, że jest to potrzebne. Na razie mam na 3 dni. Przyjdą też przecież pieniążki od minii, więc się nie martwmy. Do mnie wreszcie dotarło, że to bazarki na Portosa, a nie jak sobie gdzieś wbiłam do głowy na jakieś Beline biedy. Dziękuję, że jesteście przy nim, że nie umiera samotnie, że są osoby, któe myślą o jego psim losie. Tymczasem bez zmian. Wymasowałam Portoska i położyłam jednak na boku, bo chyba za długo na tym brzuchu leżał. Podłożyłam mu poduszkę pod głowę i termofor do grzbietu, żeby mu się ciepło rozchodziło, poza zamiecią śnieżną mrozu u nas nie ma i jest dość przyjemna temperatura. Wciąż jest pod grubym kocem złożonym na pół, więc na pewno ma ciepło. Zjadł sierotek niewiele, ugotowałam ryż i wodę odlałam do mięsa, żeby było kleikowate. Zjadł też 2 jajka i wypił pół litra mleczka - przez cały dzień - odgrzewałam. Po troszku pił i odwracał łeb. Je coraz wolniej i męczy się tym. Potem zapada w głęboki sen do czasu, kiedy znów nie przyjdę, wtedy podnosi i łepetynkę i patrzy, a jeśli jest zbyt słaby, to tylko podniesie na chwilkę i zaraz kładzie z powrotem. Łapka opuchnięta... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.