Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Mała suczka szuka domu pełnego miłości. Waży ok. 10 kg. Kilka dni temu wbiegła na moje podwórko z ulicy, dostała jeść i postanowiła zostać na dłużej. Nie mogę jednak jej zatrzymać. Z początku była bardzo lękliwa, bała się i nie dało się do niej podejść bliżej niż na kilka kroków. Teraz jest intensywnie uczona ufności wobec człowieka. Dzięki okazaniu jej miłości i podaniu pełnej miski, w ciągu tygodnia ze zwierzątka płochliwego i unikającego ludzi stała się pieskiem pragnącym kontaktu z człowiekiem. Przybiega przywitać się z domownikami, radośnie podskakuje i pozwala na coraz intensywniejsze pieszczoty. Je z ręki i jest łakoma, co ułatwia jej pozytywną naukę. Jest suczką radosną, energiczną, kochającą szaloną zabawę z piłeczką. Bardzo dobrze dogaduje się moimi psami: zarówno z małym jak i z dużym. Jej charakterystyczną cechą jest spory tyłozgryz. Została już odpchlona. Teraz czekam aż oswoi się na tyle, abym mogła jej założyć obrożę i zabrać ją do weterynarza. W najbliższych dniach zostanie więc dokładniej zbadana, bo niepokoi mnie jej skóra wokół oczu, a także odrobaczona i zaszczepiona.


Telefon do tymczasowej opiekunki suczki: 888 999 566.
E-mail shtrooxick@o2.pl











  • Replies 74
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Jestem załamana :( Suczka prawdopodobnie na dniach trafi do schroniska w Kielcach, bo już i tak jest u mnie dużo dłużej niż miała być ;(((((
Suczka zrobiła ogromne postępy, ale wciąż jest dość lękliwa i nie jestem w stanie założyć jej obroży. Do pogłaskania czy po smakola chętnie podejdzie, ale jak już zacznę coś z obrożą kombinować, to ucieka. Nie wiem, czego doświadczyła w życiu, ale pewnie niczego dobrego. Już od paru dni próbuję przełamać jej lęk, ale nic nie mogę zrobić.
Sprawa stała się o tyle pilna, że suczka dostała cieczki (od wczoraj zostawia krwawe ślady) a ja nawet nie mam jak jej skutecznie odizolować od moich dwóch niekastrownych samców. Nie wiem, czy ON jest w stanie coś technicznie na niej zdziałać, ale drugi jest jej wielkości, więc spokojnie mogą sobie szczeniole zrobić. A ze względu na to, że suczka nie da się zapiąć, to i do weterynazra jej nie zabiorę ani na sterylkę, ani na zastrzyk.
Mimo ogłaszania jej w różnych miejscach, nie miałam ani jednego telefonu w jej sprawie. Nikt nie chce jej nawet na tymczas. Jeśli nic nie zdziałam, to jeszcze w tym tygodniu będę musiała zadzwonić do schroniska, żeby ktoś ją odłowił i zabrał, bo u mnie zostać nie może :( Zrobiłam dla niej, co mogłam, poświęciłam mnóstwo energii, ale więcej nie jestem w stanie :( A szkoda, bo to piesek, który ma duży potencjał i przy odpowiednim podejściu i cierpliwości można ją wyprowadzić na ludzi. W schronisku się zmarnuje.

PS: Pytanie do osób bardziej obeznanych w temacie. Jaką macie opinię o kieleckim schronie? Faktycznie jest to miejsce, gdzie pies dostanie schronienie i ma jakąś szansę, czy to raczej umieralnia?

Bardzo proszę o odpowiedź przynajmniej na ostatnie pytanie, bo chcę wiedzieć, jaki realnie los czeka sunię. Nie ma innego wyjścia, bo zupełnie nikt się nią nie interesuje.

Posted

Podobno kielecki schron to umieralnia, dlatego m.in. Piksel z mojego podpisu bardzo potrzebował DT.
Napisz do użytkowniczki dycha, ona oferuje DT dla szczeniaka lub małego psa.

  • 4 weeks later...
Posted

Dziś los suczki został przesądzony

Najpierw z psiaka bojącego się potwornie ludzi wyprowadziłam ją (jak mi się wydawało) na prostą, a potem mała stała się krwiożerczym potworem

Ponieważ mała miała cieczkę, a ja mam na podwórku 2 niewykastrowane psy, suczka siedziała przez cały jej okres w kojcu (ok.3 tygodnie). Codziennie kilka razu do niej zachodziłam, bawiłam się z nią, dotykałam, karmiłam, itp. Mała była wobec mnie i taty, który mnie zastępował w tych czynnościach podczas moich wyjazdów, bardzo miła i juz się nas nie bała.

Jakieś 3 dni temu na stałe wypuściłam ją z kojca, bo było to już bezpieczne. Niestety mała zaczęła się rzucać na moją mamę i brata (już z kojca po kilku dniach zaczęła na nich szczekać). Oni w ogóle się nią nie zajmowali przez te kilka tygodni, które spędziła w kojcu i oboje się jej od początku bali. 2 dni przed wypuszczeniem małej spowrotem na ogród zauważyłam też, że sąsiad kopie w płot przy kojcu i straszy małą (być może trwało to przez cały czas, kiedy w nim siedziała, a ja nie zauważyłam wcześniej).

Jej napady agresji wyglądały jak ujadanie psa zza płotu. Dobiegała do oszczekiwanej osoby, przypadała przednimi łapami do ziemii i wściekle ujadała a na nagly ruch odskakiwała.

Próbowaliśmy małą nauczyć spokoju przy mamie i bracie. Kucali przy niej, dawali psie ciasteczka. Co prawda niezbyt chętnie się za to brali, ale próbowali mimo lęku. Niestety ich zdenerwowanie a także niechęć do suki (która trwa od początku jej pobytu u nas) były bardzo widoczne. Suka do tej pory w obecności mojej lub taty uspakajała się i spokojnie chodziła koło mamy i brata.

Wczoraj zrobiło się gorzej, bo tak szczekała na mamę, że musiałam ją blokować własnym ciałem i głosem, żeby nie mogła jej dopaść. Podobnie zachowuje się mój DON, też blokuje małą i szczeka na nią, gdy atakuje kogoś z domowników. Ostatecznie musiałam wczoraj zamknąć małą w kojcu, żeby mama mogła wyjść z domu. To jeszcze było do przełknięcia przez rodzinę.

Dziś jednak miarka się przebrała. Kiedy mój brat wyszedł z domu, najpierw go tracycyjnie oszczekała. On oczywiście już był mocno wkurzony. Kiedy na ogród wyszłam ja, mała się uspokoiła i już była spokojna, a po chwili rzuciła się bez ostrzeżenia na brata. Tym razem nie zdążyłam jej zablokować ciałem i drasnęła go zębami w nogę. Lekko, ale odrobina krwi się pojawiła, więc brat zamiast na ważne spotkanie w pracy musiał jechać do lekarza, bo nie wiadomo, co pies ma w pysku i czy nie przenosi w nim jakiejś choroby. Zaraz w stronę psa poleciały jakieś buty a pies w długą (jakoś już nie szczekał, tylko uciekał przed latającymi obiektami).

Suka trafiła do kojca i już z niego nie wyjdzie. Nie wiem, jakie są procedury
w przypadku ugryzienia przez psa, ale pewnie zostanie pod obserwacją jakiś czas. Potem najlepsze co ją moża spotkać, to trafienie do kieleckiego schroniska. Co do jej uśpienia, to jeszcze taki pomysł nie padł, ale nie wykluczam, że ktoś na to wpadnie i zrealizuje. O zatrudnieniu jakiegoś szkoleniowca czy psiego psychologa nie ma mowy. Nikt mi nie da już kasy na psa, który za okazane mu serce i poświęcony czas i pieniądze odwdzięcza się gryzieniem domowników.

Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale chciałam dość dokładnie pokazać sytuację i stosunki psio-ludzkie w moim domu. Chciałam zapytać Was o opinię. Jak myślicie, dlaczego sunia stała się taka agresywna do konkretnych osób a innych uwielbia. Dodam, że na mojego chłopaka, którego widzi raz na kilka dni, w ogóle nie reaguje. ja ciągle myślałam, że to agresja lękowa, ale moja mama stwierdziła, że suka poczuła się pewnie na terenie ogrodu i chce ich zdominować, a mnie i taty nie rusza, bo my jej dajemy jeść. Ja już zgłupiałam. Myślałam, że robię dobrze, ale coś mi nie wyszło. Mała nie była agresywna od początku, to przyszło z czasem, kiedy była w kojcu. Nie wiem, czy ja popełniłam jakiś błąd, czy może to domownicy coś zepsuli. Może sąsiad rozbudził w niej agresję.

Do tej pory nie miałam doczynienia z agresywnymi psami i widzę, że nie zapanuję nad małą, bo współpraca z rodziną w kwestii jej wychowania z niminalnej spadła po dzisiejszym wydarzeniu poniżej zera. Moja mama twierdzi, że suka jest po prostu wredna. Ja uważam, że pies nie może być wredny a każde jego agresywne zachowanie ma jakąś przyczynę. Moim zdaniem 99% ugryzień to wina czlowieka. Tylko czyja konkretnie? Teraz wszyscy domownicy twierdzą, że moja, bo się ulitowałam nad suką i nie dałam zadzwonić od razu po hycla. I tereaz to ugryzienie spadło na moją odpowiedzialność. Sama mam już dość tej sytuacji i nie będę już małej bronić przed schroniskiem. W tej chwili będzie tam miała lepiej niż u mnie, gdzie wszyscy są na nią wściekli. Z ogłoszeń nie zadzwonił do mnie nikt, więc jej szanse na dom i tak są minimalne a u mnie dłużej nie zostanie

Jeśli ktoś z Was ma doświadczenie z psami, może ją jeszcze ode mnie przejąć i spróbować pomóc. Moim zdaniem ona nie jest z natury agresywna, a jej zachowanie musiało zostać czymś wywołane. Do psów nie ma cienia agresji. Ja mogę jej odebrać żarcie i gmerać w misce bez warknięcia. U mnie niestety mała straciła dziś szansę na normalne, szczęśliwe psie życie. Tym razem ostatecznie i nieodwołalnie. Jest mi strasznie przykro z tego powodu, bo włożyłam wiele wysiłku, żeby mała wyszła na prostą. Jestem zła, że mi się nie udało.

Posted

Po pierwsze, skontaktuj się np. z użytkowniczką o nicku erka. Ona jest z Kielc, może na miejscu będzie mogła więcej pomóc.

Co do agresji, specjalistą nie jestem, ale ona atakuje ze strachu. Nie ma czegoś takiego jak dominacja psa nad człowiekiem. Niestety w Twoim domu brakuje akceptacji dla tego psa, a to nie jest komfortowa sytuacja dla psa z lękami. Chcąc nie chcąc pokazujemy psu wiele sygnałów niewerbalnych, które pies doskonale odczytuje. Napięcie, jakie czuć w obecności Twojej mamy i brata, czujesz pewnie w powietrzu nawet Ty, a co dopiero pies.

Niestety zamknięcie w kojcu, choć rozumiem, że było konieczne w okresie cieczki, jedynie pogorszyło sprawę. Pies czuje się osaczony, nie ma możliwości ucieczki i broni się, atakując. To działa tak: pies widzi brata, boi się, szczeka, warczy, pokazuje zęby (czyli mówi "boję się, nie podchodź, bo będę się bronił"), a następnie... brat odchodzi. Tym samym pies uczy się, że takie zachowanie popłaca, bo nieprzyjaciel znika.

Trudno będzie cokolwiek zrobić bez akceptacji ze strony rodziny. W dodatku trzymanie jej w kojcu pogorszy sprawę. Nie wspomnę o zawiezieniu do schroniska, to już będzie dla niej wyrok...

Sytuacja patowa, spróbuj skontaktować się z ludźmi z dogomanii z Twojego miasta, może na miejscu będą potrafili coś poradzić.

Posted

Na razie suka musi przejść obserwację. Nie wiem, czy ma być w tym czasie u nas, czy u weterynarza. Tata dzwonił do lecznicy, ale jest cały czas poza domem i powiedział mi tylko tyle, że musimy sukę dowieźć na miejsce. Nie wiem, jak to zrobimy, bo mała nie jeździła jeszcze samochodem i nie wiem, jak zachowa się na miejscu, kiedy się zestresuje. Teraz to się boję że w końcu zacznie gryźć też mnie i tatę, bo to, co robi, jest nieprzewidiwalne.

Wiem, że przebywanie w kojcu tylko pogarsza sytuację, ale nie miałam i teraz też nie mam innego wyjścia. Nie rozumiem tylko, czemu zamiast uciec, czy po prostu się nie zbliżać, suka wściekle atakuje ludzi. Dla niej niestety takie zachowanie w moim domu to wyrok ;(

Posted

Niestety nie jestem w stanie nic pomóc, to co się u nas dzieje przekroczyło juz dawno możliwości kilku osób.
Kielecki schron jest to tak potworne miejsce,że humanitarniej by było sunie od razu uśpić, niż by tam miała umrzeć w cierpieniach z głodu , stresu i chorób . Tym bardziej,że nie ma jakichkolwiek szans na adopcje , wiemy coś o tym , bo teraz wyciagamy z tej umieralni piękne, miłe , ktorych też nikt nie chce.

Jezeli oddasz ja teraz na obserwację trafi na 3 tyg. do małej klatki na terenie PIWet-u , gdzie psychicznie sie wykończy , gdzie nie ma pewności czy wogóle będzie karmiona, po prostu koszmar.
Czyli bezmiar bólu, strachu i cierpienia przed nią,jeżeli ja oddasz.
To juz lepiej ja zosatwic w tym kojcu na ten czas, bo w przeciwnym razie będzie tysiąc razy gorzej dla niej.
A jeżeli przez ten czas obserwacji /musiałby wet przychodzic raz w tyg, ja zobaczyc/ nic się dla niej nie znajdzie, to wg mnie hunanitarniej będzie podjąć ostateczna decyzję niż dac do schronu.

Ponadto sunia może mieć nużycę /obwódki wokól oczu/, w warunkach schronu, bez leczenia nie ma żadnych szans, bo tam dojdą jeszcze inne zagrożenia.

Posted

dostałam pw, ale niestety nie mam jak pomóc, znalezienie u nas dt graniczy z cudem..nie mamy gdzie umieścić młodziutkiej, malutkiej suczynki na kilka godzin..a co dopiero psa z którym trzeba popracować :shake:

tak jak pisała Erka, oddanie jej do schroniska wcale nie będzie tym co najlepsze...a wręcz przeciwnie, będzie to dla niej powolna śmierć.:-( w schronie ona nie ma żadnych szans na adopcje.

Posted

dostałam Twoją wiadomość...cóż, bardzo trudna sytuacja. Zgadzam się z przedmówcami- schron, to będzie dla niej wyrok...smutne, ale prawdziwe. Jedyne, co przychodzi mi w tej chwili do głowy, to to,aby może sunia mogła pozostać u Ciebie w tym kojcu....może zadzwonić po wet, który przyjedzie na wizytę domową, skoro nie ma możliwości zawieźć jej tam...Wiem,że Ci trudno, tym bardziej,że to sunia z przeszłością, problemowa...ale może przekonasz rodzinę, która da jej jeszcze szansę...Ogromnie dużo dla niej zrobiłaś i czas jaki poświęciłaś na pewno nie poszedł na marne. Ona potrzebuje jak widać jeszcze dużo czasu na socjalizację, jest nie ufna - to na pewno,musiała zostać bardzo skrzywdzona przez człowieka-to na pewno. Pozdrawiam i trzymam mocno kciuki!!!

Posted

Suczka podczas obserwacji (15 dni) zostanie u mnie. Dostanie jak do tej pory regularnie jeść i pić, ale nie będzie już w ogóle wypuszczana z kojca. Wiem, że to dla jej psychiki i lęków niezbyt ciakawa opcja, ale nie mogę liczyć na współpracę rodziny, bo mama i brat boją się suczki i uważają, że mała jest złośliwa i niepoczytalna. Poza tym nie przyjmują do wiadomości, że powodem jej agresji może być lęk, bo mała mogłaby przecież uciec, a woli zaatakować. Bez ich pomocy przecież suce nie wytłumaczę, jak się ma w stosunku do nich zachowywać. To nie dziecko, z którym się usiądzie i pogada. Ja też nie chcę narażać nikogo na niebezpieczeństwo ani narażać ich na bycie więźniami we własnym domu. Zdrowie ludzi (również psychiczne), szczególnie jeśli chodzi o rodzinę, jest dla mnie ważniejsze od psa. O drugiej szansie nie ma mowy, straciła ją po tym zachowaniu bezpowrotnie. Rodzina od początku nie jest zadowolona z jej obecności, a po tym ataku wszyscy są do niej nastawieni wręcz wrogo. Mimo trudu, czasu i ogromu cierpliwości, jaki włożyłam w oswojenie jej, muszę się zgodzić z ich decyzją. W tej chwili mama nawet nie pozwala mi do niej chodzić, bo boi się, że coś jej odbije i mnie też zaatakuje, choć w stosunku do mnie zawsze była przyjazna. To tata teraz ma ją karmić, bo jego też akceptuje. Nie wiem jeszcze, co się stanie z suką. Pewne jest tylko to, że za 15 dni ma zniknąć z naszego podwórka.

Posted

Dobrze,że chociaz na ten czas obserwacji zostanie u was, bo to oszczędzi jej wiele stresu. Niestety pobyt w kojcu i to w izolacji tylko pogłębi jej problemy,ale wyjścia nie ma. Szkoda,że Ty nie będziesz mieć z nia kontaktu.

Ale po tym czasie, jeżeli nie znajdzie sie ktoś z doświadczeniem, kto jej pomoże, to nie wiem, co będzie.

Porozsyłaj może ten wątek po osobach spoza naszego rejonu, bo tu jest tak trudna sytuacja,że nie ma mozliwości jej pomóc .

Posted

ehh , tak jak napisałam na forum białych...zawiezienie jej do schronu w Kielcach to powolne umieranie , lepiej zrobić to humanitarnie samemu...
Może zmień tytuł wątku na bardziej dramatyczny- za 14 dni umrze , czy coś takiego...- żeby to zrobić musisz wejsc w sówj pierwszy post w zaawansowaną edycje i wtedy zmienić;)

Posted

Jeśli znalazłby się dla małej dom, to myślę, że udałoby mi się zorganizować jakoś dowóz. Na razie nie myślałam o transporcie, bo domu ani widu, ani słychu.

Posted

na tym drugim wątku np. Ulv ci trochę wyjasnila...mowisz, że suka zaczęla się tak zachowywać właśnie po zamknieciu jej w kojcu - biorąc pod uwagę tą izolację, wariacje hormonów w okresie cieczki, udział sąsiada w tym wszystkim - nie dziwię się, że sunia, ktora wcześniej była wycofana i powoli przyzwyczajala się do ludzi - widać miała z nimi zle skojarzenia - reaguje obecnie w ten a nie inny sposob:(

u ciebie nie jest akceptowana i najlepszym wyjsciem to znalezienie dla niej innego dt, gdzie powoli doszlaby do siebie i miala kontakt z czlowiekiem...

to jest mały pies a wszyscy traktują ją co najmniej jak bestie parodziesięciokilową...a to po prostu wystraszony, maly pies:(

Posted

Andzia69, wiem, że taka izolacja źle na nią podziałała, ale nie mogłam dopuścić do pojawienia się na świecie kilku-kilkunastu kolejnych kundelków. Nie miałam innych warunków, a cieczka przyszła nagle. Starałam się, żeby ze mną suczka miała jak najwięcej kontaktu i powolutku się przyzwyczajała. Nie mogłam zmusić innych domowników do kontaktów z nią, bo jak już pisałam, mama i brat boją się obcych psów niezależnie od ich gabarytów, a tata zastępował mnie w opice nad małą, tylko kiedy wyjeżdżałam na weekend z domu.
Jak już ktoś napisał to pies wielkości wyrośniętego kota. Poza tym ma spory tyłozgryz, więc nawet gdyby chciała, nie może zbyt dotkliwie ugryźć. Mojego brata ledwo drasnęła zębem. Ja nawet nie widziałam krwi, ale skórę lekko mu uszkodziła. "Rana" jest taka, że właściwie jej nie ma, ale u mnie w domu liczy się fakt, że mała ma "napady agresji".
Niestety ile razy próbuję tłumaczyć, że to przez jej lęk i że pies nigdy nie gryzie bez powodu a wina jest zawsze po stronie człowieka, tyle razy mam zaraz kłótnię, że absolutnie nie mam racji i bronię agresywnego, rzucającego się na rodzinę zwierzęcia. Nie mam już sił na kolejne próby tłumaczenia, bo to bezcelowe. I tak rodziny nie przekonam do swoich racji, bo oni wiedzą lepiej, mimo że ich wiedza o psach jest zerowa. Niestety u mnie nie ma już szans na wypuszczenie małej z kojca przez te 2 tygodnie a potem jest postanowione, że ten kojec i cały nasz ogród opuści bezpowrotnie. Najpewniej trafi do schroniska. Tam na pewno jej stan psychiczny się nie poprawi. Nie mogę jej też ogłosić i dać komukolwiek, bo jeśli ten ktoś miałby w domu osoby z takim podejściem do psów jak moja mama czy brat, to też byłąby tragedia dla suki, bo nie wiadomo, co by ten ktos z nią zrobił gdyby np. ugryzłą ze strachu jego małe dziecko. Ona potrzebuje kogoś, kto zna się choć trochę na psach, ma cierpliwość i jest opanowany. Nie mogę nikogo takiego znaleźć, ale szukam i wierzę jeszcze w cud. Sunia na prawdę potrafi się odwdzięczyć za okazane jej serce.

Posted

Elinka, dzięki za link. Dodałam sunię, ale boję się, że ta pani szuka trochę innego psiaka. Moja mała może się nie wpasować w podane kryteria. No ale kto wie.

Posted

Słuchajcie, zaświtał mi pewien pomysł. Może głupi, może niewykonalny, może niezgodny z prawem. Nie wiem i dlatego chcę Was zapytać o opinię. Słyszałam, że kieleckie schronisko to tragedia i być może lepiej małą uśpić niż tam odwozić. Ponieważ czasu mam mało a mała nie podbiła niczyjego serca, to pomyślałam, że może lepiej sunię zawieźć do schroniska w innym mieście. Nie wiem, jak to wygląda, może da się jakoś coś takiego załatwić. Usypianie takiego psa jest całkowicie niezgodne z moim sumieniem i wolałabym jednak tego nie robić. Czy są w ogóle jakieś przyzwoite schroniska w Polsce, gdzie mała miałaby lepsze warunki i większe szanse? Tylko jeśli to jest idiotyczne, to nie objeżdzajcie mnie za taki pomysł. Tak tylko pytam, bo chcę dla małej jak najlepiej.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...