Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Oj, znam ten "ból". Też mam karton ciuchów - i to bardzo "chodliwych", bo dla większych kobitek. Nawet fotki już mam! Ale w ten długi weekend już sobie obiecałam, że pomierzę i pomolestuję Gosię o wystawienie. W razie czego krzycz, bo mogę się podzielić książkami i pluszakami! :)

  • Replies 187
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Kochana, Ty masz dla kogo zbierać. W sumie Tośka, kociaki, Kajuś, Emi, Misio, Sonia i masa innych - to wszystko przecież nasze psy, prawda? jak zbierzesz dla Tośi, to ja będę miała spokojniejszy sen i dla Yumi uzbieram;-)

  • 1 month later...
Posted

Ale długo tu nie zaglądałam... Mam jednak ważną informację, że 2 stycznia jedziemy z Neigh na wizytę przedadopcyjną do domku, który bardzo chce przyjąć Yumi do Rodziny. Pani z córką były dzisiaj u Yumi, udało się im nawet namówić ją do krótkiej zabawy i są nią zachwycone:-)
Teraz tylko my sie musimy zachwycić nimi i Yumi pojedzie do nowego domku! Pani Dorota - Anioł, który Yumi przygarnął ma bardzo mieszane uczucia. Bo z jednej strony Panie jej sie bardzo podobały, z drugiej zaczęła traktować Yumi jak swoją trzecie kocie dziecko. Powiedziala jednak, że rozsądek mówi, żeby dać jej szansę na nowy domek.
Ja przyznam uczucia też mam mieszane, bo u Pani Doroty Yumi ma dwa kocury, które ją pokochały i dwie wspamniałe kobiety, które swoją cierpliwością i miłością pozwoliły Yumi uwierzyć, że człowiek może być dobry.
Zobaczymy w niedzielę, co z tego wyjdzie...

Posted

O rety! To ja mocno zaciskam kciuki! Pewnie, że trzeba wszystkim dać szanse - i Yumi, i domkowi i Pani Dorocie, której serce jest tak ogromne, że z pewnością kolejny biduś będzie mógł u niej szukać pomocy... Ewuś - kolejny raz się przekonujemy, że nie ma rzeczy niemożliwych! :)

Posted

Ewa Marta napisał(a):
Ale długo tu nie zaglądałam... Mam jednak ważną informację, że 2 stycznia jedziemy z Neigh na wizytę przedadopcyjną do domku, który bardzo chce przyjąć Yumi do Rodziny. Pani z córką były dzisiaj u Yumi, udało się im nawet namówić ją do krótkiej zabawy i są nią zachwycone:-)
Teraz tylko my sie musimy zachwycić nimi i Yumi pojedzie do nowego domku! Pani Dorota - Anioł, który Yumi przygarnął ma bardzo mieszane uczucia. Bo z jednej strony Panie jej sie bardzo podobały, z drugiej zaczęła traktować Yumi jak swoją trzecie kocie dziecko. Powiedziala jednak, że rozsądek mówi, żeby dać jej szansę na nowy domek.
Ja przyznam uczucia też mam mieszane, bo u Pani Doroty Yumi ma dwa kocury, które ją pokochały i dwie wspamniałe kobiety, które swoją cierpliwością i miłością pozwoliły Yumi uwierzyć, że człowiek może być dobry.
Zobaczymy w niedzielę, co z tego wyjdzie...


Ja też trzymam kciuki, żeby się udało!!

Posted

Nutusia napisał(a):
Spokojna głowa - Neigh ma swoją - skądinąd słuszną teorię, że co 2 koty to nie jeden, więc kto wie - może Yumi wcale nie będzie samotna! :)


Zebyś wiedziała dzis do nowego domu odwiozłam Heksę i w pakiecie Bagera:-). A że były momenty kiedy dosłownie walczyłam o życie i zastanawiałam po jaką cholerę przyjechałam na to oblodzone Zadupie to insza inszość........

Posted

Nutusia napisał(a):
Spokojna głowa - Neigh ma swoją - skądinąd słuszną teorię, że co 2 koty to nie jeden, więc kto wie - może Yumi wcale nie będzie samotna! :)


Zgadza się, potwierdzam!! Moja mama zaczęła od jednego kota, a teraz jest ich już 5 :).

Posted

Ewa Marta napisał(a):
Ale długo tu nie zaglądałam... Mam jednak ważną informację, że 2 stycznia jedziemy z Neigh na wizytę przedadopcyjną do domku, który bardzo chce przyjąć Yumi do Rodziny. Pani z córką były dzisiaj u Yumi, udało się im nawet namówić ją do krótkiej zabawy i są nią zachwycone:-)
Teraz tylko my sie musimy zachwycić nimi i Yumi pojedzie do nowego domku! Pani Dorota - Anioł, który Yumi przygarnął ma bardzo mieszane uczucia. Bo z jednej strony Panie jej sie bardzo podobały, z drugiej zaczęła traktować Yumi jak swoją trzecie kocie dziecko. Powiedziala jednak, że rozsądek mówi, żeby dać jej szansę na nowy domek.
Ja przyznam uczucia też mam mieszane, bo u Pani Doroty Yumi ma dwa kocury, które ją pokochały i dwie wspamniałe kobiety, które swoją cierpliwością i miłością pozwoliły Yumi uwierzyć, że człowiek może być dobry.
Zobaczymy w niedzielę, co z tego wyjdzie...

Ewa jestem za:)
Yumi powinna miec swoj dom , bedzie dobrze:)

Posted

Nutusia napisał(a):
No i co? No i co?.........



No i nic. Byłyśmy - pani ma się zastanowić i odezwać. Chyba sie już nie odezwała.....

Ja nie byłam zachwycona, ale wiesz.....mnie nie jest łatwo zachwycić. W każdym razie dopuszczam do siebie myśl, ze nie zawsze mam rację. Ja bym tej Pani dała kota - ale akurat nie tego. Tylko dorosłego, spokojnego i łatwego w obsłudze. Spokojny nie będzie się niestety chciał bawić z dzieckiem ( a o to chodzi ). Niespokojny zaś będzie się chciał bawic także wolno biegajacym królikiem ( a tego nie wolno....).
Poza tym ja mam schizę na punkcie niezbezpieczonego balkonu. TAK WIEM nie wszyscy mają......Moja Osobista Znajoma też nie miała.........kota ( nie ode mnie ) też już nie ma.......
I nikt mnie nie przekona. Przykro mi......Ostatnio zadzwoniła pani , bo jej 7 letni kot wypadł z balkonu ( a nigdy nie wypadał....). No właśnie.....

Jestem niereformowalna - i taka pewnie już umrę.

Posted

Neigh napisał(a):
No i nic. Byłyśmy - pani ma się zastanowić i odezwać. Chyba sie już nie odezwała.....

Ja nie byłam zachwycona, ale wiesz.....mnie nie jest łatwo zachwycić. W każdym razie dopuszczam do siebie myśl, ze nie zawsze mam rację. Ja bym tej Pani dała kota - ale akurat nie tego. Tylko dorosłego, spokojnego i łatwego w obsłudze. Spokojny nie będzie się niestety chciał bawić z dzieckiem ( a o to chodzi ). Niespokojny zaś będzie się chciał bawic także wolno biegajacym królikiem ( a tego nie wolno....).
Poza tym ja mam schizę na punkcie niezbezpieczonego balkonu. TAK WIEM nie wszyscy mają......Moja Osobista Znajoma też nie miała.........kota ( nie ode mnie ) też już nie ma.......
I nikt mnie nie przekona. Przykro mi......Ostatnio zadzwoniła pani , bo jej 7 letni kot wypadł z balkonu ( a nigdy nie wypadał....). No właśnie.....

Jestem niereformowalna - i taka pewnie już umrę.


Co do balkonu to masz rację - nawet najspokojniejszy kot któregoś dnia wyjdzie i będzie próbował się z niego wydostać. Moja sąsiadka puszczała swojego kota na balkon. Kiedyś ją zaczepiłam i powiedziałam, żeby go pilnowała, bo wchodzi na daszek, z którego łatwo spaść - Pani wiedziała lepiej no i któregoś dnia kot zleciał z 5 piętra. Przeżył, ale się połamał :(

Posted

[quote name='Ewa Marta'] ...jedziemy z Neigh na wizytę przedadopcyjną do domku, który bardzo chce przyjąć Yumi do Rodziny. Pani z córką były dzisiaj u Yumi, udało się im nawet namówić ją do krótkiej zabawy isą nią zachwycone:-)

I zachwyt i dobre chęci prysły jak bańka mydlana... Z pewnością jednak z korzyścią dla Yumi :)

Posted

Tak a"propos upadków - najgorsze w nich nie jest wbrew pozorom połamanie. Tylko uszkodzenie mózgu. Tego bez tomografii stwierdzić się nie da ....bo jak?
Znam dwa przypadki, w których kot po wypadnieciu z okna ( jeden z 7 drugi raptem z 2 piętra ) wyszedł teoretycznie bez szwanku.......
Po mniej wiecej 1,5 roku w przypadku pierwszego kota - doszło do niesamowitych objawów. Kot nagle zaczął okazywać niezwykłą wrecz agresję, rzucił sie na swoje właścicielki drapiąc i gryzac,

Jak to sie skończło? Ano podczas jednego z ataków kiedy kot totalnie zwariował biegajac po domu jak oszalały i tłukac głową o drzwi pokoju w którym zabarykadowały się panie - wezwano W NOCY! lekarza, który na podbierak łapał kota, zeby go uspić.

Nie zrobiono sekcji....

Drugi przypadek niemal identyczny, tylko akcja zaczeła sie po dłuższym po wypadku czasie. Kota też uśpiono, ale zrobiono sekcję ( na prosbe weta, bo sam był ciekaw co jest ). I co się okazało? Ano krwiak mózgu.....zaczął się powiększać, uciskać i kot zachowywał sie jak szalony.


Ostatnio pani, która wzięła ode mnie Krówka opowiadała, ze miała kotkę znajdę - która od czasu do czasu dostawała ataków szału - nie mogła sobie z nią dać rady, wzięła ją wetka z pobliskiej lecznicy sądzac, ze pani może pani nie potrafi sie z kotem obchodzić czy coś......Też ja uśpiła. Jednego dnia kot był do rany przyłoż........drugiego dostawał szału..


Podobno na skutek upadku - nawet nie uderzenia głową u kotów dochodzi do właśnie takich zaburzeń.

Ja uważam, ze jeśli ktoś się decyduje na zwierzaka, to nie jest problemem zabezpieczenie balkonu ( jeśli okna uchylne ) choćby najtańszą siatką rybacką. Godzina roboty koszt ok 70 zł - wiec bez kurcze przesady......jak sie chce to mozna.

Posted

Nie pisałam nic, bo czekałam na jakis sygnal od Pani, ale się nie odezwała. Ja miałam mieszane uczucia, ale uczciwie powiedziałyśmy Pani, że Yumi nie jest kotem przewidywalnym, że nigdy nie żyła bez innych kotów, że niekoniecznie musi sie zaprzyjaźnnić z jej królikiem. No i nie jest kotką która wdrapie się na ręce i będzie się przytulała.
Ona nie do końca była zdecydowana na Yumi, mówiła uczciwie, że chciała innego kota, ale dostała telefon do Pani Doroty i pojechała zobaczyć małą. Yumi bardzo spodobala się córce, dlatego chciała ją adoptować. Pani dostała do przeczytania umowę adopcyjną, zdziwiła się, kiedy usłyszała, że coś takiego jak kontenerek musi mieć w domu, a nie pożyczać od znajomej. Nie przekreślałabym jej od razu, ale po wyjściu miałyśmy przeczucie, że nie zdecyduje się na Yumisię.

Posted

Mnie najbardziej przeraziła ta wizja szelek - pani chyba nie zrozumiała i myślała, ze Yumi była wyprowadzana na szelkach.......noo a to by w jej przypadku oznaczało szaleństwo.

Mnie zdzwiło Ewuś co innego - jeśli ktoś przez rok miał kota i to cięzko chorego......i chadzał z nim non stop do weta.....i nie ma PO NIM żadnego transportera??
To znaczy to pożyczała od koleżanki czy na rękach kota chorego nosiła?

Jeśli przez rok miał kota i nie zastanowił się nad zabezpieczeniem balkonu...Balkon miał żelazne żerdki, nawet nie poprzetykane niczym....


Ty jej nie przekreślałaś, bo traktowałaś jak dom chętny na kota - i nie doświadczony.......i taki który chce. Po przecież transporter można kupić, nad oknami się zastanowic......

A ja traktowałam, jak dom, który kota już miał. Bo tak w istocie było....rok to wystarczająco dużo czasu, by wydać 40 zł na najtańszy transporter, prawda?

To nie był dom świeży ( taki co np 2 dni przechowywał kota znajomych i też stwierdził ze chce ). To był dom, ktory ponoc kota kupił, ponoć leczył i ponoć dla jego dobra uśpił.....Rok to jest kupę czasu - na tyle dużo, ze można kotu coś kupić poza kuweta ( a tam nie było ani budki, ani nic .....). Rok to wystarczajaco dużo czasu by nabrać kociego doświadczenia, kontaktów.........Zwłaszcza jak się ma ciężko chore zwierzę - to się nabywa doświadczeń w trybie przyspieszonym....chcac nie chcąc.
Ale dom zachowywał się tak, jakby kota nigdy nie miał...wiec mnie coś tu nie pasuje. Ale ja mam manię prześladowczą, jak powszechnie wiadomo.

Posted

Mam nadzieję, że jednak transporter zostanie zakupiony i wszystko się ułoży, bo właśnie dowiedziałam się, że wczoraj wieczorem Yumi pojechała do nowego domu... Przyznam, że jest mi przykro, że dowiedziałam się dopiero dzisiaj, ale prawdą równiez jest, że powiedziałyśmy Pani Dorocie, że Pani może się do niej zgłosić i po podpisaniu umowy adopcyjnej, zabrać ją do domu.
Mam bardzo mieszane uczucia, ale ufam Pani Dorocie, która z Panią po naszej wizycie przegadała wiele godzin. Wyjaśniała jej nasze oczekiwania i w rezultacie powiedziała, że ten dom jej sie podoba, a na niczym jej tak nie zależy, jak na szczęściu Yumi. Dzisiaj wieczorem będą wiadomości. Wczoraj po przyjeździe do domu Yumi wyszła spokojnie z kontenerka i usiadła pod choinką. Nie uciekała rozpaczliwie, ale też nie chciała podejść do ludzi.
Nie pytajcie mnie co myślę, bo narazie jestem koszmarnie zestresowana i na dzisiaj wiem, że żadnego więcej kociaka nie wezmę pod opiekę. Za mało się znam na kotach, żeby szukać im domów, za mało wiem o opiece nad nimi, żeby wiedzieć czy dom jest dobry, czy nie:-( Trzymam mocno kciuki za to, żeby Yumi było dobrze...

Posted

Ewuś, myślę, że trzeba zaufać Pani Dorocie. Nikt inny nie znał Yumi tak dobrze jak ona i nikt nie chciał dla niej lepiej. Jestem zdania, że w miarę rozsądku, trzeba dawać ludziom szansę. Uczyć, uświadamiać, podpowiadać (ważne, żeby chcieli słuchać). Dwa lata temu nie miałam pojęcia o wizytach przedadopcyjnych, umowach, pseudohodowlach (sama miałam psy z "domowych pseudohodowli" - na szczęście od dobrych ludzi, a nie jakichś zwyrodnialców - choć może właśnie dlatego nie wiedziałam, że może być inaczej). Aga niech zaświadczy jakie oczy robiłam słuchając jej opowieści, gdy do mnie przyjechała na wizytę przedadopcyjną... Wiele osób tu na forum się przyznaje, że święcie wierzyło, iż każda sunia powinna mieć choć raz szczeniaki dla... zdrowia! Całe życie się człowiek uczy, i dobrze! Mocno wierzę, że jeśli Pani Dorota podjęła taką decyzję, to jest ona słuszna. O dobrej woli obecnej opiekunki Yumi niech świadczy fakt, że wiele godzin przegadała z Panią Dorotą, czyli chciała słuchać, uczyć się i postarać, żeby być dobrym domem.
A jeśli chodzi o Twoje deklaracje co do brania kociaków pod opiekę... Możesz sobie robić takie założenia, jeśli Ci z tym lżej. W każdym razie jeśli chodzi o zabranie kociaków z Helu - zawsze możesz na mnie liczyć! :)

Posted

Nutusiu, dzięki, że zawsze jesteś. Ja sama już nie wiem, co jest dobre dla Yumi. Pani Dorota mówi, że im ufa. Za kilka dni jedzie tam na kawę sprawdzić, jak ma sie Yumi. Ma przyrzeczone, że gdyby Yumi nie zaklimatyzowala się, to wróci do niej i tylko do niej. Mówi, że Yoru - jej kot spędził pół nocy pod drzwiami w przedpokoju i płakał do Yumi, że jej serce się rozdziera. Domyślam się, że jest jej trudniej niż mi, ale nie pociesza mnie to za bardzo.
Kupię w razie czego ten kontener, choć Aga mówi, że to nie jest rozwiązanie.
Komuś musiałam zaufać. Pani Dorota pokochała Yumi i nie oddałaby jej komuś, do kogo nie ma zaufania. Mam nerwówkę przez najbliższe dni:-(

Posted

Ewa Marta napisał(a):
Komuś musiałam zaufać. Pani Dorota pokochała Yumi i nie oddałaby jej komuś, do kogo nie ma zaufania.(


Dokładnie tak! A kontenera nie kupuj!!!! Myślę, że taki zakup przez nowy domek będzie kolejnym dowodem na to, że "nauka nie idzie w las" :) A Pani Dorota, będąc na kawie, sprawdzi czy kontener jest odpowiedni... Ewuś, nie denerwuj się, proszę. Tym bardziej, że jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, Yumi wróci do Pani Doroty.

Posted

Ty weź Ewa na narazie to wyluzuj. Moze dom jak zobaczy wokół siebie stado wariatek to pójdzie po rozum do głowy, a moze dojdzie do wniosku, że jesteśmy crazy i nie ma sie co przejmować naszymi wymysłami.

Moze dziewczynka dojdzie do wniosku, ze jednak nie chce kotka, który do niej nie podchodzi.

Ja niestety stawiam na wersję "ze pani nie chciała zawieźć dziecka i postanowiła ze sobie poradzi" Czy tak sie stanie? NIE WIEM
Ja biorę zawsze pod uwagę dobro kota ( niestety wyłącznie, bo taki jest cel wizyty i w istocie nie biorę pod uwagę czy dziecko dostanie ataku histerii ze kota nie dostało czy nie......).

Pozyjemy, zobaczymy. Teraz to już ja sie czuję zwolniona......wszystko w łapach Yumi i jej nowego domu.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...