mysza 1 Posted March 17, 2011 Posted March 17, 2011 Kurczę, z mieszkania do kojca to będzie szok :( może znajdzie się jakieś domowe miejsce... Quote
Florentynka Posted March 17, 2011 Author Posted March 17, 2011 Mam nadzieję, że to nie Pucek jest trudnym przypadkiem, tylko jego właściciele. Pucek spędził u mnie około miesiąca, jeśli nie więcej. Potem 3 miesiące siedział u Ulki ( fakt, że okoliczności sobie zafundował specyficzne). To jednak wystarczy, żeby trochę poznać psa. Nie poznaję tego opisanego w mailu Pucka. To jakby o innym psie. Chcę najpierw mieć komplet informacji, a potem się będziemy zastanawiać, gdzie biedaka upchnąć. Quote
Florentynka Posted March 17, 2011 Author Posted March 17, 2011 Ulka - odpowiedź na maila ok. Na wątek państwo Pucka chyba nie zaglądają, nie wiem, czy usuwać tego maila od nich, w końcu to tylko informacje dotyczące psa - dla nas w tym momencie istotne. Ale jak masz mieć dyskomfort z powodu umieszczenia maila tu to usuń, wyekstrahuj tylko z tego może skrótowo opis tych problemowych zachowań psa. Mam nadzieję, że zgodzą się na wizytę Asi i Kociejbandy i że dziewczyny będą nam mogły coś konkretnego powiedzieć. Quote
ULKA12 Posted March 17, 2011 Posted March 17, 2011 Dokładnie tak jak pisze Florentynka. Pucek był a mam nadzieję, że ciągle jest radosnym i otwartym psem. Po wypadku miał całe łapy w bandażach musiał siedziec w klatce wytrzymywał to, nic nie niszczył, nawet opatrunków sobie nie zdejmował mimo, że potem to nawet bez kołnierza siedział. Był zrównoważony i kochany. Nie zaobserwowałam jakichkolwiek lęków przed kimkolwiek kobietami,mężczyznami, dziećmi, otwarty na nowe sytuacje i ludzi takiego psa oddawałam. Quote
Kociabanda2 Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 ULKA12 napisał(a): Po wypadku miał całe łapy w bandażach musiał siedziec w klatce wytrzymywał to, nic nie niszczył, nawet opatrunków sobie nie zdejmował mimo, że potem to nawet bez kołnierza siedział. Jak ja byłam na wizycie poadopcyjnej to Państwo mówili, że mieli problem ze ściąganiem sobie przez Pucka opatrunków. Zastosowali jakieś specjalne bandaże czy coś, które trudniej zdjąć i efekt był taki, że Pucek próbując to ściągnąć zacisnął je sobie mocno i zatamował krążenie. Więcej więc ich nie stosowali. Quote
ULKA12 Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 Takiego maile dostałam dzisiaj: "Pani Urszulo, być może Pucek u Pani nie zachowywał się w ten sposób, ale proszę wziąć pod uwagę, że u Pani Pucek miał duży plac do biegania luzem, miał towarzystwo innych psów i również siedział w klatce, więc nie miał okazji do takich zachowań. Zresztą na pobyt 4 miesięcy u Pani, miesiąc leżał połamany i wycieńczony po przygodzie w lesie. U nas takie zachowanie zaczął pokazywać jakoś niecały miesiąc po wizycie po adopcyjnej, a później zaczęło się to nasilać, aż zaczęliśmy zamykać go w jednym z pokojów. Pomogło to niestety na krótko. Tak jak wcześniej pisaliśmy, stosowaliśmy się do porad behawiorystów (dawaliśmy smakołyki na czas nieobecności, dawaliśmy zabawki jak nas nie było, a jak wracaliśmy to mu je zabieraliśmy itd.). Z tego co nam mówili sąsiedzi to Pucek zachowuje się cicho jak nie ma nas w domu. Agresji też nie wykazuje, ale jak już wcześniej pisałam, panicznie boi się Adriana mimo, że nie dzieje mu się żadna krzywda, ale to już chyba siedzi w jego psychice. Dlaczego więc nie chcemy pomocy behawiorystów? Ponieważ z tego co wyczytaliśmy na różnych forach i co również sami uważamy, kosztuje to ogromne pieniądze, których nie zamierzamy wydawać oraz nie przynosi to żadnych skutków długotrwałych. Dlaczego nie chcemy klatki? Bo po pierwsze jest to dla nas poroniony pomysł, a po drugie nie jest to nasz wymarzony mebel do mieszkania. Dlaczego jest to dla Pani ważne, aby ktoś obcy przychodził i oglądał Pucka? Czy to co piszemy jest dla Pani niewiarygodne, a może uważa Pani, że Puckowi dzieje się krzywda? Po czym wywnioskowała Pani, że chcemy się go od razu pozbyć? My napisaliśmy tylko, że prosimy o pomoc. Ale z tego co Pani pisze, to chyba decyzję sama już Pani za nas podjęła?" A tak odpowiedziałam: "Ja osobiście nie podjęłam żadnej decyzji ale skoro Państwo wykluczają najbardziej oczywiste formy pomocy nie rozumiem w jaki jeszcze inny sposób mogłabym pomóc oprócz zabrania psa? Bardzo proszę o jasne sprecyzowanie swoich wymaganiach jakiej konkretnej pomocy Państwo potrzebują aby Pucek mógł u Państwa zostać? Jeśli chodzi o wizytę osób postronnych to nie chodzi o to, że nie wierzę Pani słowom. Chodzi o to aby ktoś nie związany emocjonalnie z Puckiem oraz z Wami, ocenił sytuacje. Musi się Pani ze mną zgodzić, że zachowanie psa wpłynęło w jakiś sposób na Pani emocje a tym samym na ocenę sytuacji. Mnie chodzi głownie o to, że jeśli Pucek nie będzie mógł mieszkać u Państwa trzeba mu znaleźć odpowiedni dom, myślę, że Państwu również na tym powinno zależeć. Tym bardziej, że pisze pani o bardzo niepokojących objawach, które mogą w późniejszym czasie znacznie utrudnić adopcję" Quote
Florentynka Posted March 18, 2011 Author Posted March 18, 2011 Wiadomo, że psy próbują zawsze kombinować przy opatrunkach. Patrzę na te zdjęcia które Kociabanda wrzuciła - nie widać na nich, żeby Pucek bał się swojego pana. Pies wygląda na wyluzowanego i zadowolonego. Coś się musiało stać, że stosunek psa do właściciela tak się zmienił.:shake: Najważniejsza dla nas jest wiedza o tym, czy problemy Pucka wynikają z jego złych relacji z właścicielami ( w takich przypadkach wystarczy zmiana warunków i pies się prostuje) czy też coś się w psychice Pucka pozmieniało. Moim zdaniem to nie był trudny pies! To był pies aktywny i ciekawski, ale psychikę miał w najlepszym porządku - był otwarty, chętny do współpracy i uczenia się, próbował zrozumieć, czego się od niego wymaga, wykazywał się inteligencją. Nie bał się ludzi, chociaż na początku pobytu u nas rzeczywiście reagował kuleniem się na krzyk i wymachiwanie rękami. Przypuszczałam, że mógł być bity zanim do nas trafił. Jednak po paru dniach zrozumiał, że nas się nie musi obawiać - zachowywał się normalnie. Quote
malawaszka Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 ależ niemiło się czyta takie coś... z tego maila wyzierają same pretensje i żale, a każda możliwa forma pomocy z góry jest skreślona - :shake: nie ma tu serca do psa Quote
Florentynka Posted March 18, 2011 Author Posted March 18, 2011 ULKA12 napisał(a):Takiego maile dostałam dzisiaj: "Pani Urszulo, być może Pucek u Pani nie zachowywał się w ten sposób, ale proszę wziąć pod uwagę, że u Pani Pucek miał duży plac do biegania luzem, miał towarzystwo innych psów i również siedział w klatce, więc nie miał okazji do takich zachowań. Zresztą na pobyt 4 miesięcy u Pani, miesiąc leżał połamany i wycieńczony po przygodzie w lesie. U nas takie zachowanie zaczął pokazywać jakoś niecały miesiąc po wizycie po adopcyjnej, a później zaczęło się to nasilać, aż zaczęliśmy zamykać go w jednym z pokojów. Pomogło to niestety na krótko. Tak jak wcześniej pisaliśmy, stosowaliśmy się do porad behawiorystów (dawaliśmy smakołyki na czas nieobecności, dawaliśmy zabawki jak nas nie było, a jak wracaliśmy to mu je zabieraliśmy itd.). Z tego co nam mówili sąsiedzi to Pucek zachowuje się cicho jak nie ma nas w domu. Agresji też nie wykazuje, ale jak już wcześniej pisałam, panicznie boi się Adriana mimo, że nie dzieje mu się żadna krzywda, ale to już chyba siedzi w jego psychice. Dlaczego więc nie chcemy pomocy behawiorystów? Ponieważ z tego co wyczytaliśmy na różnych forach i co również sami uważamy, kosztuje to ogromne pieniądze, których nie zamierzamy wydawać oraz nie przynosi to żadnych skutków długotrwałych. Dlaczego nie chcemy klatki? Bo po pierwsze jest to dla nas poroniony pomysł, a po drugie nie jest to nasz wymarzony mebel do mieszkania. Dlaczego jest to dla Pani ważne, aby ktoś obcy przychodził i oglądał Pucka? Czy to co piszemy jest dla Pani niewiarygodne, a może uważa Pani, że Puckowi dzieje się krzywda? Po czym wywnioskowała Pani, że chcemy się go od razu pozbyć? My napisaliśmy tylko, że prosimy o pomoc. Ale z tego co Pani pisze, to chyba decyzję sama już Pani za nas podjęła?" A tak odpowiedziałam: "Ja osobiście nie podjęłam żadnej decyzji ale skoro Państwo wykluczają najbardziej oczywiste formy pomocy nie rozumiem w jaki jeszcze inny sposób mogłabym pomóc oprócz zabrania psa? Bardzo proszę o jasne sprecyzowanie swoich wymaganiach jakiej konkretnej pomocy Państwo potrzebują aby Pucek mógł u Państwa zostać? Jeśli chodzi o wizytę osób postronnych to nie chodzi o to, że nie wierzę Pani słowom. Chodzi o to aby ktoś nie związany emocjonalnie z Puckiem oraz z Wami, ocenił sytuacje. Musi się Pani ze mną zgodzić, że zachowanie psa wpłynęło w jakiś sposób na Pani emocje a tym samym na ocenę sytuacji. Mnie chodzi głownie o to, że jeśli Pucek nie będzie mógł mieszkać u Państwa trzeba mu znaleźć odpowiedni dom, myślę, że Państwu również na tym powinno zależeć. Tym bardziej, że pisze pani o bardzo niepokojących objawach, które mogą w późniejszym czasie znacznie utrudnić adopcję" Mhm...Znaczy ma wyjść na to, że to Ty chcesz im psa odebrać? No i teraz nie bardzo wiem jak to ugryźć. Wniosek, że chcą się go pozbyć można było wyciągnąć z pierwszego maila, moim zdaniem dość jednoznacznie. Nie wiem, co teraz. Trochę tak to wygląda, że nie chcą mieć problemu i równocześnie nie chcą nic zrobić, żeby nie mieć problemu. Teoretycznie - na moje wyczucie - jedyne sensowne wyjście ( przy założeniu, że Pucek u nich zostaje) to praca z psem. A oni jak rozumiem nie chcą z nim pracować, więc co tu można zrobić? Quote
Mysza2 Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 ULKA12 napisał(a): Dlaczego więc nie chcemy pomocy behawiorystów? Ponieważ z tego co wyczytaliśmy na różnych forach i co również sami uważamy, kosztuje to ogromne pieniądze, których nie zamierzamy wydawać oraz nie przynosi to żadnych skutków długotrwałych. Dlaczego nie chcemy klatki? Bo po pierwsze jest to dla nas poroniony pomysł, a po drugie nie jest to nasz wymarzony mebel do mieszkania. Miłoś i troska o psa z każdego zdania aż tryska:( Oni po prostu go nie chcą:( Quote
malawaszka Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 Florentynka napisał(a):Teoretycznie - na moje wyczucie - jedyne sensowne wyjście ( przy założeniu, że Pucek u nich zostaje) to praca z psem. A oni jak rozumiem nie chcą z nim pracować, więc co tu można zrobić? chyba oczekują na jakiś czarodziejski sposób - pstryk palcami i pies naprawiony :niewiem: myślę, ze ktoś powinien porozmawiać przez tel, a najlepiej się spotkać, tylko propozycja spotkania tez została storpedowana :shock: Quote
ULKA12 Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 Ja proponuję zakup domu z dużym ogrodem, żeby pies się mógł wybiegać, bo skoro klatka się źle komponuje w mieszkaniu to ja nie widzę innego wyjścia:shake: To był taki żart, przepraszam ręce mi opadają i dostałam wisielczego humoru. Quote
Florentynka Posted March 18, 2011 Author Posted March 18, 2011 ULKA12 napisał(a):Ja proponuję zakup domu z dużym ogrodem, żeby pies się mógł wybiegać, bo skoro klatka się źle komponuje w mieszkaniu to ja nie widzę innego wyjścia:shake: To był taki żart, przepraszam ręce mi opadają i dostałam wisielczego humoru. Dobre, dobre. Może trzeba zacząć zbierać deklaracje na zakup willi? A klatka projektu jakiegoś modnego designera też by nie wchodziła w grę? Quote
majuska Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 ej...no ale psisko chyba nie po to tam pojechało, żeby w klatce przesiadywać...nie wiem kurcze o co wogóle tym ludziom chodzi...z tonu tego maila wynika, że jest tam pełno jakiś złych emocji Quote
asiaf1 Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 nie chcą behawiorysty=brak pracy z psem i jakichkolwiek zmian. Nie wiem na co liczą bo jeżeli tego nie zrobią pies się nie zmieni. Być może do tej pory nie trafili na dobrego behawiorystę. Szkoda, że nie chcą się spotkać, może chociaż porozmawiać tel? Ja nie jestem aż tak "zaangażowana" w Pucka emocjonalnie jak Ulka czy Florentynka więc może udało by mi się z nimi spokojnie porozmawiać. Chociażby ustalić co dalej. Z maila wynika że go nie chcą i ostatecznie mogą go przetrzymać do czasu jak się znajdzie inny dom. Tak sobie myślę, że może zaproponować im np. behawiorystę Piotra, który wyciągał z traumy np. Marleya który był u Gusi, żeby zdiagnozował psa (ja nawet za to zapłacę). Chodzi o to zeby obiektywnie stwierdził co tak naprwadę powoduje takie a nie inne zachowanie u psa. Bo jeżeli to co piszą jest prawdą to kolejny dom będize musiał o tym wiedzieć i jakoś się do tego przygotować. Ulka a Ty z nimi tel rozmawiałaś? albo Florentynka? Jeśli nie to podajcie mi nr ja dzadzwonię i ew. pogadam. Można też psa zabrać od razu tylko nie wiem jak on to zniesie. Quote
paniMysza Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 jejku. mi sie niedobrze robi jak czytam takie rzeczy. nie wiem, czym sie kieruja ludzie biorac do domu psiaki. czego od nich oczekuję? pies to nie jest mebel. Quote
Florentynka Posted March 18, 2011 Author Posted March 18, 2011 Wymodziłam taki straszny elaborat - Ulka, ustosunkuj się, jak uważasz że warto to im prześlij, możesz oczywiście zredagować wedle woli - starałam się łopatologicznie i spokojnie wszystko wyłuszczyć. W sytuacji przez Państwa opisanej możliwe są dwie opcje: Jeżeli oczekują od nas Państwo pomocy w poprawieniu relacji z psem i jego zachowania, to jest chyba oczywiste, że punktem wyjścia do jakichkolwiek naszych działań w tej sprawie musi być dokładne rozpoznanie sytuacji. Jedynie posiadając pełne informacje możemy zastanowić się nad tym, jak pomóc Puckowi i Państwu. Zachowania Pucka mogą wynikać z różnych przyczyn. Czasem potrzebna jest pomoc psiego psychologa lub szkoleniowca ( tu uwaga na marginesie – metody behawiorystyczne nie zawsze są skuteczne, a na pewno ich skuteczność jest tym bardziej wątpliwa, jeśli są to ogólne porady nie odnoszące się do konkretnego psa i konkretnych problemów, z rodzaju tych jakie można wyczytać w książkach lub w internecie). Istnieją różne metody pracy z psem i różne szkoły w podejściu do psich problemów. Pierwszym krokiem musi być rozpoznanie źródeł i charakteru problemów psa, co pozwoli dobrać najbardziej adekwatną metodę pracy z nim. W zależności od rodzaju i skali problemów – może się okazać, że konieczne jest szkolenie psa pod okiem doświadczonego szkoleniowca; lub że wystarczy jeśli ktoś kompetentny rozpozna charakter problemu i udzieli Państwu porad jak samodzielnie pracować z psem. Tak czy inaczej – w takim przypadku muszą się Państwo liczyć z koniecznością poświęcania psu dużych ilości czasu i uwagi, a także, prawdopodobnie, z poniesieniem pewnych kosztów. Nie wykluczone, że rozwiązanie jest proste – więcej spacerów, zabawy z psem, zapewnienia mu aktywności – może np. w postaci uczenia go nowych rzeczy. Ważne byłoby też – gdyby Pucek miał u Państwa zostać – odbudowanie pozytywnej relacji z Panem. Na zdjęciach z wizyty podopcyjnej widać, że Pucek czuł się w obecności Pana swobodnie i był zrelaksowany. Być może w którymś momencie nastąpiło coś, co Pucka wystraszyło, skojarzyło mu się z jakąś doznaną w przeszłości przykrością ( nie znamy jego historii, i nie wiemy jakie w nim siedzą wspomnienia). Jeżeli są Państwo gotowi na podjęcie wysiłku pracy z psem, to chętnie pomożemy w wyszukaniu osoby, która podejmie się szkolenia Pucka lub udzieli Państwu wskazówek jak z nim postępować. Jeżeli natomiast nie mogą Państwo zaangażować w pracę z psem koniecznych sił i środków, to jedyną propozycją z naszej strony może być szukanie dla Pucka nowego domu. W przeciwnym razie – bez pracy z psem – jego problemy będą się pogłębiać. Państwa irytacja zapewne też – co nie jest bez wpływu na zachowanie psa i kółko się zamyka. To do Państwa należy decyzja – czy chcą Państwo podjąć próbę poprawy zachowań psa i swoich z psem relacji ; czy szukać Puckowi nowego domu. Wszystko zależy od Państwa oceny sytuacji. Proszę odpowiedzieć sobie na pytania: Czy chcemy pracować z psem? Czy uważamy, że warto z nim pracować? Czy jesteśmy w stanie poświęcić mu więcej czasu i uwagi, czy mamy na to ochotę i mamy motywację żeby to zrobić? - i podjąć decyzję. Propozycja, żeby ktoś się z Państwem spotkał i porozmawiał nie jest spowodowana ani brakiem wiary w to, co Pani pisze, ani podejrzliwością w stosunku do Państwa, tylko właśnie chęcią udzielenia realnej i konkretnej pomocy. Niezależnie od tego co Państwo zdecydują – obiektywna informacja na temat zachowań Pucka oraz relacji między Wami a psem jest bardzo istotna – czy to dla doboru metod pracy z psem, czy też dla szukania mu odpowiedniego nowego domu. Quote
Dzika_Figa Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 Ręce, nogi, biust z szelestem - wszystko mi opadło. Siostra, elaborat moim zdaniem idealny. Quote
malawaszka Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 dobrze napisane - ale... ech no zobaczymy - ciekawa jestem odpowiedzi Quote
asiaf1 Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 dla mnie elaborat wypasiony,można wysyłać :-) Quote
Florentynka Posted March 18, 2011 Author Posted March 18, 2011 asiaf1 napisał(a): Tak sobie myślę, że może zaproponować im np. behawiorystę Piotra, który wyciągał z traumy np. Marleya który był u Gusi, żeby zdiagnozował psa (ja nawet za to zapłacę). Chodzi o to zeby obiektywnie stwierdził co tak naprwadę powoduje takie a nie inne zachowanie u psa. Bo jeżeli to co piszą jest prawdą to kolejny dom będize musiał o tym wiedzieć i jakoś się do tego przygotować. Asiaf - dzięki za propozycję, jeśli się zgodzą na współpracę to pewnie ktoś taki bardzo się przyda. Natomiast NIE MA MOWY, ŻEBYŚ TY MIAŁA ZA TO PŁACIĆ!!! Bez przesady! To nie są ( o ile rozumiem) ludzie w skrajnej nędzy, którym brakuje grosza żeby psu coś do miski włożyć. Adopcja psa ma swoje konsekwencje, w tym konieczność finansowania psa - jeżeli ludziom szkoda na to pieniędzy to trudno, psa trzeba będzie od nich odebrać. Zapłacisz za wizytę behawiorysty, następnym razem okaże się, że "nie zamierzają wydawać pieniędzy" na szczepienie Pucka. Albo godzą się pracować z psem - ze wszystkimi konsekwencjami - i wtedy możemy pomóc np. polecając im konkretnych, sprawdzonych behawiorystów czy szkoleniowców; albo nie chcą z nim pracować - wtedy trzeba psa zabrać i we własnym zakresie ustalić na czym jego problem polega. Quote
Dzika_Figa Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 Po roz kolejny dochodzę do wniosku, że niegłupia z Ciebie baba, siostrzyczko! Quote
Andzike Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 Nie dość, że uzdolniona artystycznie, to jeszcze taka mądra... :) Ciekawa jestem co odpiszą, ale wydaje mi się, że oni decyzję już podjęli... :( Quote
Kociabanda2 Posted March 18, 2011 Posted March 18, 2011 ZAGINĘLI!! 3-4 letnia suka w typie owczarka niemieckiego długowłosego i szczeniak - rasowy ON. Jeśli znacie kogoś z Radziejowic, Mszczonowa, Żyrardowa, Grodziska Mazowieckiego, Nadarzyna, Skierniewic, Rawy Mazowickiej, Grójca, Raszyna, Sochaczewa, Łowicza... i okolic PROSZĘ ZAWIADOMCIE ICH O POSZUKIWANIACH. http://www.dogomania.pl/threads/204368-zaginieni-3-4-letnia-ON-ka-i-szczeniak-Radziejowice-Mszczon%C3%B3w-%C5%BByrard%C3%B3w-i-okolice! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.