Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

w jego przypadku to najlepiej by było od razu zbroję ;) będzie moim rycerzem, teraz jak tylko na smyczy łazi to jest podekscytowany ciągle na spacerze, ciągnie, a ja go nie chcę szarpać żeby mu krzywdy nie zrobić...a ten gupol świruje, szczeka na wszystko i wszystkich...ma zbyt dużo energii ;)

costa lata jak oszalała z a ptaszyskami... i dziś się nawet puściła samopas za sarenką... ale szybko wróciła... tak jakby chciała powiedzieć"już Ci pucuszku lecą po tą sarenkę" i chyba zdziwiła się , że on nie leci z nią, a my z mamą z Puckiem górą wału, ten jak wypatrzył ta sarnę to normalnie utrzymać psychola nie mogłam ;)

schodzi ładnie po schodach i wchodzi... nawet mu to dość szybko idzie, ale nadal nie chodzi jeszcze normalnie na tej łapce... trzyma ją podwiniętą...

Ulka... takie pytanie, czy jak łaziłaś z nim do weta wtedy rok temu te giry leczyć czy też się tak wydzierał w niebogłosy?? ;) chyba cała lecznica nas słyszała... a wet mu tylko przemył rankę i psiknął wtedy znieczuleniem miejscowym... nie wiem co go opętało, chyba ze strachu...

weterynarz nawet stwierdził, że on chyba rozumie po polsku, albo wie, że jednak nie będzie szyty bo się nagle uspokoił... a musieliśmy go we trzech trzymać ;)

aaa... pisałam już ze pół opatrunku sobie zdjął dziś?? mama niedopilnowała z rana jak spała... bo ogólnie jak się mu powie "fe" to przestaje sie inetresować i sobie np.śpi ;) bardzo dużo teraz śpi i bardzo chyba się męczy tym skakaniem na jednej łapce z przodu... bo dyszy jak pod schody podejdzie , ale sama bym też była wyczerpana jakbym na jednej nodze się po schodach przechadzała... myślicie, że lepiej mu zdjąc go całkowicie czy lepiej ma być jak najdłużej aby nie dotykał podłoża ta łapką...?? lub czekać, aż sam sobie zdejmie do końca?? i czy jak już zdejmiemy opatrunek lepiej, żeby sobie lizał tą łapkę, czy lepiej ,żeby nie lizał??

a wszyscsy na osiedlu się pytają "co się stało?" bo bidulek kuśtyka... i ma skarpetkę założoną na stópkę... ;)

Posted

Pucek w czasie leczenia był najkochańszym pacjentem pod słońcem, dał ze sobą zrobić wszystko, nawet nie mruknął. Potem w domu opatrunków sobie tez nie zrywał, fakt na początku siedział w kołnierzu, ale potem już nie, i dalej nie kombinował przy łapkach. Ja mu te łapy zawijałam najpierw normalnym bandażem a potem takim, nie wiem jak to nazwać, samoprzylepnym?, tylko trzeba uważać aby go za bardzo nie dociągać.

Posted

to teraz się wydarł jakby nie wiadomo co mu lekarz zrobilł, ale może dlatego, że wet był jakby oschły ;) na pewno bardziej byłby Pucek zadowolony gdyby lekarką była kobieta bo jak już wszyscsy wiedzą woli kobiety ;) zresztą jak każdy facet... ;)

dziś zdjęliśmy opatrunek do końca, mi też dał majstrować przy swoich łapkach ;) a teraz jak czuł zapach tej zaschniętej krwi to chciał koniecznie lizać tam , ale na spokojnie dał mi poprzecinać bandaż nożyczkami i się nie bał , ani nie panikował...

chyba mu sie ładnie zasklepiło, ale ma jeszcze taką szramę więc pewnie jeszcze go będzie pobolewać przez parę dni... musiał oczywiście sobie wylizać tą ranę ;) Costa tylko co chwilę podchodzi i daje mu buzi jak widzi jego pyszczek ;) a Pucek na spacerach chce lecieć za nią bo jest puszczona luzem, a on na smyczy i to krótkiej... i coraz bardziej mu zaczyna odwalać ;) za dużo energii ma i nie ma na co spożytkować więc szczeka przeraźliwie na wszystko i na wszystkich, Costę jak za daleko odbiegnie też nawołuje szczekaniem ;)

Posted

Pucek już staje na 4 łapki;) i już widać po nim ozdrowienie bo jest dużo weselszy i skory do zabawy;) ociera sie znów jak kocur o fotele z radochy i zaczepia Costę do zabawy ;) ale w tym wszystkim bilans jest taki, że jedna uszkodzona psia łapa = 3 zgubione skarpetki ;)

a tu macie uśmieszek Pucusza ;)


a tu z Costuszką w jednym łózku się wcisnęli ;)


Costa w nowej fryzurze ;)


i mój pacjent ;) ale już na 3dzień także bardziej żywiołowy ;)



biedna mordinka

Posted

Cudny ten Pucuch jest, nawet w wersji obolałej ... ;)

Alexandra, skoro tak dobrze sobie radzicie z dwoma psami i Pucek lubi towarzystwo, to może pomyślicie o "rodzeństwie" dla Pucka?:cool3:

Posted

ooo nie ;) co to to nie, na więcej niż jeden pies to ja nie mam siły raczej ;) te dwa diabły dają nam się we znaki... teraz jedynie Costa tolerowała to, że Pucek był uszkodzony i niezbyt skory do zabaw... jak wszedł po schodach na drugie piętro to dyszał bidulek... i później cały dzień przesypiał w swoim legowisku ... Costa tylko co jakiś czas podchodziła i sprawdzała jak czuje się jej narzeczony ;) całowała czasami w mordkę i próbowała zaczepiać ;)

a tu macie jeszcze trochę fotek ;)


i znów uśmieszek




a tu uszkodzona łapinki, ale już zagojona prawie...




P.S. ale chętnie obejrzę dziewczynkę ;)

Posted

Alexandra20 napisał(a):

P.S. ale chętnie obejrzę dziewczynkę ;)


To zapraszam do linku w moim podpisie - Szira - moja nowa tymczasowiczka :)
A zresztą - jakbyś chciała czekoladową labradorkę to też mamy na stanie ;) Nuri - z banerka ;)

Posted

obie panienki ślicznotki ;)

Szirkę już kiedyś sobie oglądałam ;) a czekoladka jak się czuje w nowym domku?? ;) już do Was przywykła??
jak dajecie radę wychodzić z takimi licznymi stadami psów na raz ??

a tu macie jeszcez trochę fotek Puciastego ;) dziś byliśmy po południu na długaśnym spacerku bo ładnie słońce świeciło więc musieliśmy to wykorzystać z Puczim ;)



i Costuszka jako półeczka ;)



a wczoraj wieczorem siedziałam na necie, a Pucek w tym czasie przyniósł mi do pokoju w zębach kapcia, którego nosiła moja mama jak tu była ;) chyba się stęsknił ;)

Posted

Alexandra20 napisał(a):

Szirkę już kiedyś sobie oglądałam ;) a czekoladka jak się czuje w nowym domku?? ;) już do Was przywykła??
jak dajecie radę wychodzić z takimi licznymi stadami psów na raz ??


Szira jest u mnie na DT - w Warszawie, a czekoladka u aikowo - pod Warszawą :) Obydwóm się chyba w DT podoba, ale to nie to samo co DS...
Razem z tymczasowiczami mamy teraz pięć psów, ale aikowo często w weekend odwiedzają też psiolubni znajomi, więc czasem stado ma 7 lub 8 ogonów na spacerze :)
I to jest dopiero spacer! :D

Posted

ale nadal nie wiem, jak dajecie radę to wszytsko ogarnąć , całą bandę ;) my przy dwóch sztukach w jakiś dziwny sposób to organizowałyśmy, te nasze wyjścia ;) mieliśmy utrudnione zadanie bo Pucek był uszkodzony i nie chciałam, żeby Costa go potrąciła, czy nadepnęła na tą chorą łapkę jak byli podekscytowani moimi powrotami po pracy ;) dziś Pucek tak odsypia nasz długaśny spacerek, że nieprzytomny jest ;) wykorzystałam sytuację i poobcinałam troszkę pazurków ;) boję się ruszać czarne... ;)

Posted

dlaczego rozbestwiony??? no może troszeczkę ;)

dziś zimnica u nas była, pełno śniegu...nareszcie więc wzięłam Pucucha na tą długaśną smycz treninogową i wzięliśmy pluszową kość klolorową ;) i mu rzucałam żeby się rozgrzał...ja przy okazji też ;) bo muszę z nim trochę biegać za czymś co rzucam bo Pucek średnio lata za zabawkami, czasem się weźmie całym sobą i roztrząsa jak normalny pies i się bawi i lata z nią , a czasem ewentualnie pobiegnie w jej stronę, ale widzę baaaaardzo duże postępy bo jesczez pół roku temu by raczej nie pobiegł za zabawką, w związku z tym, że tak zimno i że się nalatał to głodny dziś jak wilk i wciągał swoje kulki ;) a raczej kostki;)

od niedawna(czyli jakiegoś miesiąca) zauważyłam, że Pucek często się drapie... pcheł nie ma, łupieżu też nie, nic na skórze, nawet nie jest ona zaczerwieniona więc nie wiem, myślałam, że to od jednych przysmaków... kupiłam 3 opakowania bo się opłacało ;/ i teraz nie wiem czy to od tego, bo chyba nie od Josery??

Posted

no więc dziś byliśmy na dłuższym spacerku bo była u nas śliczna pogoda ;) śnieg, słoneczko i mróz więc nic się nie stopiło ;) wklejam zdjęcia z zimowego spaceru ;) intensywnego dośc bo szybko chodzimy, Pucek biegnie ;) ale dziaciaków dużo zjeżdżało na sankach więc na długaśnej smyczy ;) i ćwiczymy bieganie za pluszową kością dalej ;)



jak ukucnęłam to oczywiście pędził do mnie ;)








Posted

wiecie co, ale się wkurzyłam przed chwilą, byliśmy z Puczim za blokiem, na smyczy automatycznej oczywiśćie ;) latał, wariował i nagle przyleciał do nas labrador beżowy,a kilka dni wcześniej babka z czarnym labradorem powiedziała nam , że jej psa pogryzł w sylwestra labrador beżowy z tych bloków tutaj... a on mieszka blok obok, zlękłam się jak sobie przypomniałam bo on jednak dużo większy niż Pucuch, ale merdał cały czas ogonem, Puc w końcu też zaczął merdać (a jego "pan" go wołał cały czas...aż przylazł do nas i ostentacyjnie spytał "suka??" ja na to, że "nie , pies"), Puc chciał się też z nim bawić, gonić i latali chwilę, a koleś nie mógł złapać psa(chociaż osobiście się temu psu nie dziwie...) smyczy oczywiście nie miał bo i po co... w końcu skróciłam Pucowi smycz, żeby mógł go złapać, ale pies nie chciał podejść do niego...(gdybym wiedziała co będzie dalej to bym go nie skracała... albo nawet puściła co by sobie polatali...), w końcu go dorwał, wziął za obrożę, i kawałeczek dalej , za moimi plecami uderzył psa w głowę...idiota!!!!! myślał, że ja tego nie widzę... ale akurat na Puca patrzyłam bo coś tam wąchał... i żeby to jeden raz go uderzył, pies po tym jednym razie padł cały do ziemii... beidny merdający cały czas labrador... a ten go okładał po głowie...(pomyślałam sobie, że już wiem dlaczego ugryzł tamtego psa...) w końcu nie wytrzymałam i wrzasnęłam do kolesia " panie co pan robisz??!!" to wziął psa za obrożę i sobie z nim poszedł...

przyznam szczerze, że jesczez się z czymś takim nie spotkałam nigdy... ale tyle się tu już naczytałam na dogo, że coś się we mnie obudziło...
nie wiem co można zrobić w takiej sytuacji...?? straż miejska?? chyba nic to nie da...
żeby jeszcze w tyłek tego psa uderzył z raz... ale po głowie tyle razy... mam nadzieję tylko, że też mu ktoś kiedyś wpier... może się nauczy czegoś...

Posted

Ech... niestety, zdarzają się takie sytuacje. Ja się zawsze obawiam, że jak się wezwie policję czy straż miejską to tylko się pogorszy sytuację psa, bo taki idiota będzie się wyżywał na zwierzęciu... Zresztą wątpię, żeby straż miejska zechciała interweniować.
Przykre to, że każdy zakompleksiony kretyn może sobie sprawić psa. A jak źle traktowany pies w końcu nie wytrzyma i się odgryzie, to afera w mediach i wrzask o psiej agresji...

Posted

Ola, myślę, że jak jesteś w stanie się dowiedzieć co to za facet, to najlepiej sprawę zgłosić do lokalnego towarzystwa opieki nad zwierzętami.
Albo hmm poprosić TŻ, żeby facetowi na osobności w cienym zaułku wyjaśnił, że robi źle...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...