Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

"grunt to patrzec na wszystko z odpowiedniego Punktu widzenia"... motto kurdupli z przerosniętym ego...



"z odpowiedniego punktu mówisz? iiii hoop!"



"ii HOP!"



"hop?"
"ty Aron, a co Ty tu takie hop-hop trenujesz?"



"co? eee.. a nie bo... eee... tam ... Ty weź zobacz to wiewiórka chyba była?"
"wiórka? gdziee?!"

Posted

jestesmy z wami i trzymamy kciuki!!!
zdjecia bardzo pikne i wlazenie na dzrewa tyz znam , jakie to jednak dziwaczne ze mamy tyle podobnych wspomnien
sciskamy i drapaj czarne od nas zwlaszcza tego macho hihihi

Posted

Ahhh Ty to musisz miec kupe smiechu z tym swoim klanem :D Historyjka jak zwykle genialna :)

A dziekuje za ten specjal :) Z tym, że to chyba ciepło było wtedy... raczej wiosna? Wnioskuje po opitolonych futrach :D A Tazz mi sie wykapał w styczniu :D

Posted

http://img823.imageshack.us/img823/9279/imag0110p.jpg hmmm tylko mi nie mów, że ta psina sama tam wlazła, bo nie uwierzę, a jak ją tam ktoś wsadził to nie wiem czy to pod dręczenie zwierzątek nie podchodzi, a za to to już tylko :mad:

PS. Chciałam Cię Kasieńko jeszcze dopytac w kwestii kastracji, w jakim tempie Aron doszedł do siebie po zabiegu?
Bo normalnie temu mojemu Głupkowi jak nie wytnę jajek, to mi wybzyka całe wyposażenie mieszkania :evil_lol::shake:

Posted

[quote name='Fides79']

PS. Chciałam Cię Kasieńko jeszcze dopytac w kwestii kastracji, w jakim tempie Aron doszedł do siebie po zabiegu?
Bo normalnie temu mojemu Głupkowi jak nie wytnę jajek, to mi wybzyka całe wyposażenie mieszkania :evil_lol::shake:


Padłam normalnie:mdleje::roflt::roflt::roflt::roflt:

Posted

Saththa napisał(a):
Padłam normalnie:mdleje::roflt::roflt::roflt::roflt:

no a Ta znowu się ze mnie śmieje :mad:
zaraz się pośmieje z Ciebie i kąpieli Taziorka :eviltong:

Posted

Fides79 napisał(a):
no a Ta znowu się ze mnie śmieje :mad:
zaraz się pośmieje z Ciebie i kąpieli Taziorka :eviltong:



Ajjjj ja przepraszam, ale ja sie nie smieję z jego zachowania tylko z tego stwierdzenia... :)

Posted

Fides79 napisał(a):

PS. Chciałam Cię Kasieńko jeszcze dopytac w kwestii kastracji, w jakim tempie Aron doszedł do siebie po zabiegu?
Bo normalnie temu mojemu Głupkowi jak nie wytnę jajek, to mi wybzyka całe wyposażenie mieszkania :evil_lol::shake:


ja nie Kasieńka, ale Ci powiem, że Drops po kastracji dochodził do siebie jeden dzień :lol: tyle żeby sie porządnie z narkozy wybudzic - miał tak fajnei zrobione, że nic nie spuchło, nie gmerał sobie nic! jedyne co to smyrały go ogolone włoski i przysiadał :lol:


a zdjęcia cuuudneeee :loveu: ach chcę lato!!!

Posted

malawaszka napisał(a):
ja nie Kasieńka, ale Ci powiem, że Drops po kastracji dochodził do siebie jeden dzień :lol: tyle żeby sie porządnie z narkozy wybudzic - miał tak fajnei zrobione, że nic nie spuchło, nie gmerał sobie nic! jedyne co to smyrały go ogolone włoski i przysiadał :lol:


a zdjęcia cuuudneeee :loveu: ach chcę lato!!!

dzięki Waszko za opinię, dyskusja o wycinaniu jajek przeniosła się już do Felkowego wątku, więc zapraszamy serdecznie, przy okazji też mamy dużo zdjęć :lol:;)

Posted

[quote name='Fides79']http://img823.imageshack.us/img823/9279/imag0110p.jpg hmmm tylko mi nie mów, że ta psina sama tam wlazła, bo nie uwierzę, a jak ją tam ktoś wsadził to nie wiem czy to pod dręczenie zwierzątek nie podchodzi, a za to to już tylko :mad:

ja nic o tym nie wiem! myślisz że to ... Aron??? :question: :scared:



jako rzekła malawaszka nie-Kasieńka - "dojście do siebie" po kastracji to 1 góra 2 dni - Aron drugiego dnia po zabiegu już kicał jak młody zając :) dzień zabiegu wiadomo - do doopy - bo to i otumaniony i pewnie coś tam pobolewa, ale następnego dnia już odbywaliśmy normalne spacerki. U psa kastracja to naprawde malutki zabieg! Polega na wycięciu gruczołu, robi sie małe nacięcie, wycina co trzeba i już - 15 minut :) niektórym psom nie podaje sie nawet narkozy, york znajomej miał kastracje tylko przy "głupim jasiu" i zajęło to tyle co krótki spacer pod kliniką i 2 papierosy - wiem bo z nią byłam :)
a co do dojścia do siebie - zobacz, Balbina miała znacznie poważniejszy zabieg - wycięcie całej macicy, jajników, oczyszczenie tego wszystkiego co zostało, a po kilku dniach już była jak nowa :lol:

a co do Arona - Aron wczoraj dokonał samoobsługi i dzieła zniszczenia - samodzielnie zdjął sobie opatrunek... po kolejnym prowizorycznym opatrunku wycieczka do weta - obejrzał, założył nowy, porządny, dał antybiotyk i chwile pogadaliśmy... ten wet z kolei odrzuca sugestie cushinga przy czym... powiedział coś takiego : "a jeśli nawet to co?" musze powiedzieć, że do tego weta mam duże zaufanie, to jeden ze starszych wetów w tej klinice, leczył mi jeszcze Joko, dlatego rozmowa z nim to nie była rozmowa ze 'zwykłym, pierwszym lepszym lekarzem" lecz z lekarzem do którego mam zaufanie. Pan Doktor stwierdził, że cała ta seria zaleconych badań raczej nie ma sensu w przypadku Arona... diagnostyka jest długotrwała, a nawet jeśli okazało by sie, że "cośtam" w psie siedzi to leczenie też nie zajmie chwile, lecz będzie długotrwałe. Dlatego w przypadku Arona, psa prawie 13-toletniego, podczas gdy średnia wieku sznaucerów olbrzymów to lat 10, zwyczajnie nie ma sensu...
ja wiem, że to może wydawać się okrutne... ale to nie znaczy że odpuszczamy wszystko - teraz najważniejsze są te jego stawy, tak aby poprawić mu komfort życia, aby jak najdłużej chodził, był sprawny. Bo ewentualne, nie zdiagnozowane choroby tak naprawde nie stanowią dla niego już dużego zagrożenia, a ewentualne leczenie nie przedłuży mu życia, a może wręcz zaszkodzić. Wet podsumował to tak "powiem pani szczerze, od serca, gdyby to był mój pies, odpuściłbym sobie, szkoda psa, czasu i pieniędzy, lepiej zająć się tym, co może mu teraz pomóc" Dziś konsultacja u chirurga.

Posted

i wedle mnie to sa bardzo madre slowa , ja jakos nauczylam sie wielkiego szacunku do starych wetow co to mieli wyczucie i wielka wiedze a nie diagnostyke, fakt napewno pomaga i wiele mozna wychwycic ale wlasnie ze starszymi psami to juz poprostu czasem nie ma sensu a wrecz jest meczace dla nich i stresujace.
i tez mysle ze nalezy mu poprawic komfort nie dac cierpiec ale nie przemeczac.
ten moj sentyment to jeszcze z bardzo dawnych czasow i od bardzo madrych wetow mi zostal, dzis czesto z modymi wetami ciezko mi sie porozumiec wiec se znalalzlam takiego co to potrafi mnie wysluchac podyskutowac i starac mnie przekonac do danej metody leczenia a nie narzucac a i potrafi zrozumiec moje podejscie i dostosowac metode .
trzymamy kciuki by bylo lepiej i tak dlugo jak sie da!!!!!

Posted

Tekla i włąśnie to jest to, doskonale to ujęłaś.
Młodzi weci często zlecają całą serie badań traktując danego psa jako "przypadek", który należy zdiagnozować, w oparciu o wszystkie możliwe sposoby, metody i badania. Chwała im za to, jednak, "starzy" weci podchodzą do tego chyba już troszke inaczej. We wczorajszej rozmowie z wetem ja sama na spokojnie do tego podeszłam, przyznałam mu racje, że gdyby to był 6-cioletni pies to jak najbardziej byśmy go diagnozowali, ale ja WIEM że sznaucery tyle nie żyją... on w kwietniu kończy 13 lat, to dużo. Zanim rozpoczęte by było leczenie i zanim to leczenie dało by jakiekolwiek efekty (o ile by dało, bo z tego co wet mówi mogłoby źle podziałać na inne "rzeczy") musiałoby minąc kilka miesięcy... wet powiedział jasno "nie przedłuży mu pani życia"
Zobaczymy co dziś powie chirurg, może jakieś zastrzyki, może tabletki, coś co mu pomoże chodzić i podnosić sie w miare sprawnie, bo teraz bez pomocy to często ani rusz... a najgorsze są te schody. My mieszkamy na 2 piętrze... zejść to jeszcze, ale wejść? metodą zamachową, szurając łapami, wbijając sie w schody żeby ten ciężki zad wciągnąć wyżej, i na każdym półpiętrze przystanek ciężko dysząc

Posted

Bardzo dobrze lekarz powiedział :(. Trzeba się zająć tym co może poprawić Aronowi jeszcze komfort życia.
Trzymjcie się cieplutko:calus::calus::glaszcze:

Posted

z jednej strony się zgadzam, ale z drugiej - gdybym u Pepy nie zdiagnozowała i nie zaczęła leczyć Cushinga to ona by już nie żyła, a stara jest - tylko druga sprawa - tak naprawdę to nikt nie wie ile ona ma lat czy tak staro wygląda bo wyniszczona czy rzeczywiście ma tak dużo lat więc nie da sie porównywać z Aronem, którego wiek jest pewny i znany, no i trzecia czy któraś tam sprawa - małe gnojki jednak dłużej żyją - więc czasem warto u starego psa postawić dobrą diagnozę i leczyć, a czasem - jak w przypadku Arona faktycznie może to niewiele zmienić poza targaniem psa po lecznicach, badaniach itd... natury się nie oszuka

Posted

najlepszym przykladem na to jak trudno jest stwierdzic ile lat ma pies ze schroniska jest Borys wedle papierow wystawionych w schronisku ma on 15lat ale jego sposob poruszania bycia [jak jest normalny] szybkosc chec i mozliwosci zabawy zupelnie na to nie wskazuja!!!
i jak tak dalej pojdzie to bedzie rerkordzista psim mimo wszystkich swoich przypadlosci.
masz racje Malawaszko ze czasem nalezy postawic diagnoze szczegolowa ale sa przypadki ze nie jest to juz az tak istotne, a moze wlasnie Pepa ma tak samo jak Borys i wcale taka stara nie byla jak sie zaczelo leczenie?

Posted

jambi napisał(a):
Dlatego w przypadku Arona, psa prawie 13-toletniego, podczas gdy średnia wieku sznaucerów olbrzymów to lat 10, zwyczajnie nie ma sensu...

Znajomej olbrzymka żyła lat prawie 15, wiek nic nie przesądza. Sama nie wiem co o tym sądzić, ciężki temat.

Niektóre psy się lepiej trzymają i tyle. Znam kilka maluszków, które w wieku 10 lat były już po prostu stare i długo już nie pożyły. A taki gad Swiss, według papierów z którymi został oddany do schroniska w kwietniu będzie miał 14 lat. Ani mi, ani nikomu innemu się wierzyć nie chce. Jest zdrowy jak koń, on się dopiero zaczyna starzeć. A maluszek z niego nie jest. Jak nic wróżę mu ze 3 lata życia.

Posted

sama nie wiem, siejecie mi zamęt... jeszcze rok temu gdym dopiero co zbliżał się do lat 12, biegał, hasał, wogóle nie wykazywał oznak starości, rok wcześniej jako 11-tolatek biegał przy sankach, hasał po ośnieżonych polach; na forum sznaucerów jest taki temat "Nasze kochane staruszki", zeszłej zimy wklejałam tam jego zdjęcia , miał wtedy grube futro, i żadnych problemów zdrowotnych. W jego 12-te urodziny byliśmy na szkoleniu - jak zawsze, taka tradycja ;) - robił obrone, nikt sie nie mógł nadziwić, że w 12-to letnim psie, kastracie jest tyle ognia... wówczas- tak jak zerduszko przy Swissie, dawałam mu jeszcze lata życia... dopiero w okolicach lato zaczeło sie dziać gorzej.
Od wiosny podaje mu Artroflex, najpierw wspomagająco, potem leczniczo, z czasem dołączył do tego Rimadyl - okresowo; dopiero w lipcu zobaczyłam, że coś niedobrego dzieje sie z jego sierścią, wtedy go strzygłam, maszynka weszła jak w masło, od tamtej pory niestrzyżony - włos nie rośnie, jedynie na głowie ma czupryne jak za dawnych czasów. Z drugiej strony uzębienia mógłby mu pozazdrościć niejeden - nie tylko pies, zęby ma bieluteńkie, zero kamienia i wszystkie. To także przestroga dla oceniających wiek psa po zębach; Aron oceniony po zębach dostałby max 7 lat - wiem, bo tak go oceniali weci (pytanie kontrolne w ramach testów ;) )
Uwierzcie mi, jeszcze rok temu dawałam mu lata życia w pełnym zdrowiu! Weterynarze też. Zwłaszcza po oględzinach ogólnych i badaniach krwi i moczu. Rok temu weci mówili "zdrowy jak koń"...

z wizyty u chirurga nici - przełożona na czwartek bo wet-spec nie dojedzie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...