BasiaD Posted September 22, 2006 Posted September 22, 2006 Dziewczyny i chłopaki nie można dopuścić do takiej sytuacji, bo w końcu na tym wszystkim najbardziej będą cierpiały psy. Wy naprawdę robicie kawał dobrej roboty i jak dotąd wszystko się udawało. Tak dalej trzymać! Ja niestety mogę Was wspomagać tylko finansowo, ale za wszelką cenę trzeba załagodzić sytuację i wyjść z twarzą wobec "biura", żeby dalej można było pomagać psom. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki żeby nikt nie pojechał do M. Proszę również o podanie konta i namiarów właściciela na pw. Na pomoc finansową z mojej strony możecie liczyć nawet na 200 % Quote
syla00 Posted September 22, 2006 Posted September 22, 2006 ja rozumiem, że komuś moga się zawalić sprawy i wszystkie plany, ale nie żyjemy na końcu świata!! Od czego są telefony, e- maile, mogła zadzwonić, poinformować, a tu nic! No, przepraszam, jedno lakoniczne zdanie na wątku Mojżesza: "szukajcie mu domu" - faktycznie tak postępuje dorosła osoba, której zależy na losie psa! Quote
Kiniusia Posted September 22, 2006 Posted September 22, 2006 SylaOO - może trzeba też widzieć człowieka? Może to Dorothy potrzebuje pomocy? Psychicznej i duchowej? Nie można "wieszać psów" na człowieku który być może sam tej pomocy potrzebuje!!! A w wątku tylko czytam: zabrać psa, uregulować dług....... Tak nie można!!!!. Dorothy pisze, że jest przemęczona, nie radzi sobie, jest załamana i wyczerpana fizycznie. Wydaje się, że trzeba ją wesprzeć, przynajmniej duchowo. Ludzie w trudnych sytuacjach potrzebują też pomocy, nie tylko zwierzęta. Quote
pixie Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 [quote name='Azyl_Zory WebAdmin'] bedzie dobrze, juz raz odbiles sie od dna... teraz masz juz pomoc nie martw sie..w zyciu bywa roznie, wszyscy maja zle ji dobre chwile , nie tlko psy, ludzie takze wiem czekasz na swojego czlowieka, piekny sie stales Noe Quote
oktawia6 Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 [quote name='Alfa i Zuzia'] przepraszam czy "nagonka" to twoje ulubione słowo? Przeczytaj uwżnie kilka stron tego wątku, najlepiej od ostatniego postu Dorothy. Ze 2 razy przeczytaj zanim oskarżysz kogoś o nagonkę, szlag mnie trafia jak czytam takie coś:angryy: . Dorota się nie odzywa mimo że prosiłam ją o telefon, podałam namiary do biura już dawno temu. Przeczytaj jej wypowiedź na załączonym linku kilka postów wcześniej. Dla mnie to jest umywanie rąk, bez względu na to co robiła wcześniej. Powtarzam po raz 10: Pies miał być odebrany w połowie sierpnia a rachunki uregulowane. Potem Dorothy przesunęła ten termin (przynajmniej tak to zrozumiałam). Niech dzwoni do biura, dowie sie ile i napisze na dogo. Jeśli nie ma tych pieniędzy, zorganizujemy jakąś zbiórkę. Zachowuje się niedojrzale i stawia nas w bardzo przykrej sytaucji. Dług rośnie z każdym dniem (kilka postów wcześniej marmar mniej więcej policzyła ile już jest), Dorothy doskonale sobie zdaje z tego sparwę. Dlaczego my mamy odpowiadać za jej zachowanie? Bo jej sie psy gryzą? To niech zadzwoni do azylu i powie im dlaczego nie może odebrać psa który czeka na nią od kwietnia! Powinna mieć choć tyle odwagi jeśli z nami nie chce rozmawiać. Jeśli masz nią konatakt i jest miła to porozmawiaj z nią i jej przekaż pozdrowienia, proszę. ale kwas:grab: :grab: Quote
marmar Posted September 23, 2006 Author Posted September 23, 2006 Istotna sprawa,Dorothy musi sie odezwac,ucierpia psy na tym-niestety -niewinne psy,juz raz ,a moze niejednokretonie skrzywdzone przez nas-przez "człowieka" Quote
marmar Posted September 23, 2006 Author Posted September 23, 2006 :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: Quote
syla00 Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 [quote name='Kiniusia']SylaOO - może trzeba też widzieć człowieka? Może to Dorothy potrzebuje pomocy? Psychicznej i duchowej? Nie można "wieszać psów" na człowieku który być może sam tej pomocy potrzebuje!!! A w wątku tylko czytam: zabrać psa, uregulować dług....... Tak nie można!!!!. Dorothy pisze, że jest przemęczona, nie radzi sobie, jest załamana i wyczerpana fizycznie. Wydaje się, że trzeba ją wesprzeć, przynajmniej duchowo. Ludzie w trudnych sytuacjach potrzebują też pomocy, nie tylko zwierzęta. Kiniusia ja to doskonale rozumiem!! Pytam tylko dlaczego nie zadzwoniła, nie poinformowała bo chyba nie dzieje się u niej źle od dwóch dni? Mogła powiedzieć: słuchajcie u mnie jest źle, nie daje sobie rady, nie mam siły aby zabrać następnego psa. Przeciez każdy by to zrozumiał, wypadki chodza po ludziach i życie czasem układa sie nie po naszej mysli. Tu chodzi o zupełnie cos innego...o brak informacji, milczenie. Jezeli wolontariuszom z Żor nie udaje sie skontaktować z Dorotą to może komuś z was się uda?? Tu potrzebna jest rozmowa z Dorotą, jakieś decyzje co robić dalej i jak wyjść z tej sytuacji aby psy na tym nie ucierpiały i jak jej pomóc. Milczenie Doroty działa tu na niekorzyść i zrozumcie że wolontariat na tym ucierpi. Quote
Halo (Alfa i Zuzia) Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 kiniusia my też jesteśmy ludźmi i potrzebujemy pomocy, chociaż gestu dobrej woli Dorothy albo kogoś z jej bliskich znajomych. Niech wyjaśnią sprawę i uregulują niemałą należność. Albo napiszą jaka jest sytuacja i co proponują. Niech zadzwonią do azylu i wyjśnią, poszukają psu domu choć tymczasowego, spłacanie długu nic nie da bo on wciąż rośnie. Jeśli pies zostanie przyjęty z powrotem do azylu to pojedzie do schroniska, a to będzie dla niego wyrok. Nie sądzę żeby z dorothy było aż tak źle żeby nie mogła zadzwonić, napisać. Przynajmniej z jej postów to nie wynika. Przypominam że pies jest zarezerwawny na Dorthy i ona jest jego właścicielką, musi się go zrzec. Najlepiej było by go zabrać i szukać mu domu. Razem z nim pojadą do schroniska 4 psy. Prawda jest taka że mamy problem a dorothy ma to w nosie. Quote
kiwi Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 ludzie, czy 1 raz ktos wam nie zbaral psa ktorego rezerwowal? mnie stalo sie tak wiele razy i trudno trzeba bylo sobie jakos radzic dalej, stawac na glowie zeby pies dom mial dorota, to osoba o wielkim sercu- czesto wiekszym niz mozliwosci ale przynajmniej w jej przypadku wiadomo, ze nie jest to zwykłe dranstwo, tylko styuacja ktora ja przerosła i w takim momencie wygrazanie nic nie da - po prostu dziewczyna wiecej sie tu nie doezwie nie mozna tez obwiniac jej za los pozostałych 5 psow pzreciez ona rezerwowala 1 a ze sytuacja w schroniskach jest jaka jest wszyscy wiemy i tak sie dzieje nie jej wina ze psow jest za duzo, "przez" nia jest za duzo o 1 ludzie proponuja konkretna pomoc, ale to dla was nie wazne, wazne tylko jest pastwienie nad dorota. sytuacja jest jaka jest, wiec tzreba sie wziac za naprawe - przykre ale prawdziwe i zmiast wieszsac na kims psy rozwiazac problem znalezienie domu dla mojzesza nie jest niemozliwe, wszystkie psy moga znalezc dom, tylko trzeba je dobrze zareklamowac oblepcie plakatami miasto, ktos zadzwoni Quote
paros Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 Wczoraj rano umieściłam Mojżesza w necie na kilku forach :lol: On nie powinien tak czekać bez końca :shake: już za dużo przeszedł Quote
Halo (Alfa i Zuzia) Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 [quote name='marmar']Na dzien dzisiejszy koszt(mniej wiecej,za pożniej znajde dokladne rozliczenie) jedzonka,szczepien to:212zł dwa worki puriny+80zł szczepienie+20 zł wykup z Azylu+23zł leki na stawy+ok.55zł obroża=390zł.Przesłane przez Dorothy pieniązki to 250 zł,teraz dochodzi koszt pobytu Moska w hotelu,czyli połowa pobytu z jedzeniem(5.50zł) i druga połowa bez jedzenia(czyli doba 9.50zł)=525zł na dzien dzisiejszy.Koszty z kazdym dniem rosną.Brakuje ok.140 zł+525zł=665zł Wszystkie sprawy związane z Moskiem załatwiałam ja i to ja będę pociągana do odpowiedzialności. Tak mniej więcej przedstawiają się koszty. Kto z żorłaków może podać numer konta? Quote
supergoga Posted September 23, 2006 Posted September 23, 2006 kiwi napisał(a):ludzie, czy 1 raz ktos wam nie zbaral psa ktorego rezerwowal? mnie stalo sie tak wiele razy i trudno trzeba bylo sobie jakos radzic dalej, stawac na glowie zeby pies dom mial dorota, to osoba o wielkim sercu- czesto wiekszym niz mozliwosci ale przynajmniej w jej przypadku wiadomo, ze nie jest to zwykłe dranstwo, tylko styuacja ktora ja przerosła i w takim momencie wygrazanie nic nie da - po prostu dziewczyna wiecej sie tu nie doezwie nie mozna tez obwiniac jej za los pozostałych 5 psow pzreciez ona rezerwowala 1 a ze sytuacja w schroniskach jest jaka jest wszyscy wiemy i tak sie dzieje nie jej wina ze psow jest za duzo, "przez" nia jest za duzo o 1 ludzie proponuja konkretna pomoc, ale to dla was nie wazne, wazne tylko jest pastwienie nad dorota. sytuacja jest jaka jest, wiec tzreba sie wziac za naprawe - przykre ale prawdziwe i zmiast wieszsac na kims psy rozwiazac problem znalezienie domu dla mojzesza nie jest niemozliwe, wszystkie psy moga znalezc dom, tylko trzeba je dobrze zareklamowac oblepcie plakatami miasto, ktos zadzwoni Boje się że ten optymizm jest wielki. W azylu jest kilka psów pięknych, młodych - i bezdomnych. Tez grozi im schron. Mosiek młody nie jest, choć to śliczny i dzielny pies. Ale tak prędko dom - to raczej trudne. Ja w zasadzie rozumiem Dorotę, znam jej zaangażowanie. Tylko szkoda, że to wszystko nie zostało wyjasnione wcześniej, juz od m-ca można szukac domu. Boje sie, że nie damy rady. Quote
syla00 Posted September 24, 2006 Posted September 24, 2006 a ja ponawiam prośbę do osób, które mają kontakt z Dorotą. Formalnie właścicielem psa jest Dorota i nawet jeśli jakimś cudem uda nam się znaleść inny dom dla Mojżesza to i tak Dorota musi sie go zrzeknąć. Żory to nie Warszawa czy Kraków, tylko mała mieścina o dużym bezrobociu. Od prawie miesiąca w azylu są 4 piękne i młode psy i jakoś chętnych brak, a ogłoszenia o nich są już niemal wszędzie. Poza tym, co z tego że uda nam sie uzbierac kasę na zapłatę hotelu skoro i tak nie ma gdzie umieścić Mojżesza. A może ktoś z was oferuje tymczas - konkretna pomoc o której tu piszecie?? Najlepiej byłoby gdyby Dorota skontaktowała się z azylem i wyjaśniła sprawę - chyba nie rządamy wiele? Quote
Dorothy Posted September 24, 2006 Posted September 24, 2006 syla00 napisał(a):a ja ponawiam prośbę do osób, które mają kontakt z Dorotą. Formalnie właścicielem psa jest Dorota i nawet jeśli jakimś cudem uda nam się znaleść inny dom dla Mojżesza to i tak Dorota musi sie go zrzeknąć. Żory to nie Warszawa czy Kraków, tylko mała mieścina o dużym bezrobociu. Od prawie miesiąca w azylu są 4 piękne i młode psy i jakoś chętnych brak, a ogłoszenia o nich są już niemal wszędzie. Poza tym, co z tego że uda nam sie uzbierac kasę na zapłatę hotelu skoro i tak nie ma gdzie umieścić Mojżesza. A może ktoś z was oferuje tymczas - konkretna pomoc o której tu piszecie?? Najlepiej byłoby gdyby Dorota skontaktowała się z azylem i wyjaśniła sprawę - chyba nie rządamy wiele? obiecalam ze zaplace pobyt Moska w Azylu i koszty z tym zwiazane. Mozliwe ze bedzie to w 2 ratach, sama nie mam najlepszej sytuacji finansowej ale poradze sobie, to jest bardzo wazne zeby zwrocic dlug. Co do praw i zrzekania sie, to czy to jest glowny problem? Glownym problemem jest dom. Kontakt moj z dogo jest sporadyczny ale jest, zagladam tu czasem. RZadko, bo kto lubi aby go opluwano? Moglam miesiac temu napisac ze nici z domu dla Moska, ale ja wciaz mialam wielka nadzieje, ze uda mi sie opanowac sytuacje. Niestety, ona stale sie pogarsza. Wklejam fragmenty listu do Alfy i Zuzi, na wiecej mnie w tej chwili nie stac. Szkoda, bardzo szkoda, ze nawet tu czlowiek dobrego serca jak sie potknie to zawisnie na krzyzu oskarzen. Nie dziwcie sie ze nie czytam, nie wchodze, nie tlumacze sie. Nie mam szans wobec oskarzen. A Wy nie macie pojecia jak jest u mnie w domu. List do Alfy Zuzi. " Po co mam czytac te oskarzenia....? Juz od dziewczyn slyszalam ze nie zostawiono na mnie suchej nitki. Mam bardzo trudna sytuacje i czytanie dobijajacych postow i oskarzen od osob, ktore nawet w polowie tyle nie zrobily dla zwierzat co ja sa dla mnie nie do udzwigniecia. Niech ktoras z tych pyskujacych osob zabierze Moska, skoro jest taka madra. Oskarzac krzyczen obrazac i linczowac jest latwo, zwlaszcza w ukryciu za internetowym nickiem, ruszyc dupe i cos zrobic (zabrac Moska z azylu choc na tymczas?) duzo trudniej, jak widze. Ja zrobilam duzo w temacie psow, wiekszosc z tych osob jedynie siedzi przed monitorem i nadaje w klawiature. Zycze im choc jednego dnia w moim domu. Domu ktory mial byc rajem dla mnie i psow, a stal sie pieklem w ktorym utonelam bo psy przestaly sie tolerowac. A moze mam zalozyc Azyl Zory II? Z boksami z siatki i budami? Powoli zaczynam panowac nad stadem, co wymaga wiele czasu, zdecydowania, nieraz sily. Dom stal sie miejscem terroru, a mialo byc tak pieknie. Zamiast psow grzejacych mi nogi mam dom podzielony na sektory, z kazdego dochodzi szczekanie niezadowolonego z izolacji osobnika. Czasem rezygnuje z zejscia wieczorem na dol i zrobienia sobie herbaty, aby nie obudzic uspionego ktoregos psa by nie rozpoczal niekonczacego sie jazgotu i skomlenia, zdrapywania farby z drzwi i framug i demolowania scian, wraz z reszta asystujaca mu zza roznych drzwi. To jest dom? To jest wiezienie. Pogryzione, podrapane, obsikane przez znaczace suki, wiezienie- nowo zbudowany dom. Ani ja ani one nie sa szczesliwe. Suki sa na zastrzykach uspokajajacych, mimo to jak tylko sie spotkaja to chodza wokol siebie warczac a czasem sie gryza. Obie nosza blizny i strupy po walkach. Nie moge izolowac ich calkiem, bo zwariuje, nie mam kojca, nie mam budynkow gospodarczych, do dyspozycji mam jedynie garaz i wlasne mieszkanie. Przy czym za dnia wole wypuszczac je na dwor, bo co, mam ktoras wiezic w garazu w kennel klatce? W koncu piec psow w mieszkaniu to za duzo. Wypuszczam na zmiany, ale do cholery ja tez mam swoje zycie, mam konie, Julie, inne zajecia, a pedze do domu zmienic wypuszczone psy i zamknac inne, na przyklad. Posprzatac rozsiane po domu kupy i siku oraz resztki pogryzionych sprzetow. W tej chwili szukam dobrego domu dla szczeniaka, musze skupic sie na duzych, nie ma dla niego czasu a on zasluzyl na lepszy los. Zamierzam Hoske odgrodzic siatka i dac jej garaz ( w domu) a Sunie z drugiej strony i nocowac ja w mieszkaniu. Z Bertem. Zobaczymy jak dlugo to zafunkcjonuje. Szczerze mowiac mam najlepsze checi, ale moj maz jest wsciekly za moja glupote i powoli zaczyna zadac ode mnie drastycznych rozwiazan. Jestem uwieziona i ubezwlasnowolniona przez zwierzaki, w zyciu nie sadzilam ze tak bedzie. :-( A mam jeszcze Bunie, slepa glucha staruszke, nie ukrywam tez wymaga nieustannej troski, noszenia na spacerki pilnowania na kazdym kroku itd. Bert oszczekuje juz wszystko co sie rusza, suki, szczeniaka, Julie..... kochany ciapaty Bert stal sie klebkiem nerwow i warczacym na inne psy samcem, pokazujacym zeby i startujacym z nimi nawet do mnie. Kiedys Sunia mogla wyjadac mu z miski, teraz przy jedzeniu Bert musi byc izolowany bo chce zamordowac towarzystwo, wszelakie jakie sie nawinie. Lezac pod drzwiami do domu rzuca sie na kazde podchodzace do niego zwierze. Na szczeniaka (samiec) ze szczegolnym zacietrzewieniem. Na suki rowniez. Na Julie... takze. Jestem zaskoczona i zasmucona, okazalam sie ignorantka w sprawie psow, tak wiele chcialam zrobic dobrego, marzylam o wspanialym domu dla moich wszystkich psiakow, niestety sytuacja mnie przerosla, nie spodziewalam sie walk, nie radze sobie z nimi, wiem pewnie linczuja mnie na watku Moska, ale wprowadzenie go w to stado oznacza niechybna smierc ktoregos z nich, albo nie jednego. Mosiek stary i schorowany ma malo szans... Pozagryzaja sie i mnie przy okazji tez, o dziecko juz drze.... Nawet nie czytam watku Moska, jest mi tak trudno, tak przykro, nie mam z nikad fizycznie pomocy, Camara i Kinga kochane dziewczyny dzwonia czasem dla mnie, ale w tym domu jestem SAMA caly czas. Z dzieckiem. Czy ludzie nie rozumieja ze to niebezpieczna sytuacja? Dla mnie, dziecka, Moska, reszty psow, nas wszystkich. Latwo jest krzyczec, trudniej pomoc. Tylko pare osob dzwoni i pisze mowiac - rozumiem. Jestem im bardzo wdzieczna, naprawde tego potrzebuje..Nie uwazam ze zasluzylam na lincz. Chcialam dobrze, nie wyszlo mi. Linczuje sie tych ktorzy czynia zlo. Ja nigdy nie czynilam i nie czynie, nie jestem w stanie zrobic w tej chwili juz nic wiecej dobrego. Bardzo chcialam dac duzo serca, a dostalam w dupe i jeszcze ze tak powiem kopniaki dla lezacego od dogomaniakow na ktorych jak sadzilam zawsze mozna liczyc ze pomoga. Nie mam sily zagladac na dogo, nie mam sil czytac watkow i w pokorze chylic glowe pod ciegami, od samych mysli o Mosku samym w Azylu mam lzy w oczach i rycze, tak bardzo chcialam go miec u siebie, jego zdjecie stale wisi u mnie w komputerze jako tapeta. Ale kogo to obchodzi.... Kazdy telefon do Azylu skonczy sie pytaniem kiedy odbiore psa, co mam im powiedziec? Ze kiedy ? Jutro? Za miesiac? za dwa? a skad moge to wiedziec jak bedzie wygladalo moje zycie za miesiac? Prosilam o pomoc dogomanie, ktora jest najwspanialszym zrodlem ratunku dla psow w potrzebie, to dogomania na mnie pluje i mowi pomoz sobie sama. Wiec dokad mam pojsc? D Quote
Aga_Mazury Posted September 24, 2006 Posted September 24, 2006 Pamiętam jak dziś...jak znaleziona w lesie sunia po tygodniu tymczasu u mnie rzuciła się na moją maleńką staruszkę jamniczkę....jak lała się krew...jak myślałam, że ze stresu i przzerażenia urodzę...i te kolejne tygodnie gdy je musiałam izolować a mam maleńkie mieszkanie w bloku..gdzie jest nas "cała kupa psów..ludzi"...wiem jak nie spałam w nocy nasłu****ąc czy coś złego się nie dzieje między psami...jak sunia spała w kagańcu...jak raz przez to o mało się nie zadusiła bo zaczęła wymiotować a kaganiec miała na pyszczku......... Dorothy znam ten stres...znam tą bezsilność i DOŚĆ WSZYSTKIEGO....trzymaj się...oby to wszytsko się ułozyło...dobrze.. też się cieszyłam, że Mojżesz ma dom i głuchy szczeniaczek, ale w życiu róznie się układa i obysmy my nigdy nie musieli znaleźć się sami w takich sytuacjach..... pomyślmy teraz co tu można zrobić....cholerka... Quote
Halo (Alfa i Zuzia) Posted September 24, 2006 Posted September 24, 2006 Przykromi bardzo Dortohy że poczułaś sie urażona ale nie reagowałaś na wysyłane pw. (wysyłane miesiąc temu), nie odbierałaś telefonów. Co wg ciebie mamy o tym myśleć? Nikt nie kwestionuje twojej zasługi w ratowaniu psów ale milczeniem niczego nie rozwiążesz. Przykro mi że sobie nie radzisz - posłałam ci namiary do osób które mogą udzielić fachowej pomocy. Nie odzwywałaś się, kierownictwo azylu ma do nas pretensje o to że pies miał być odebrany a nie jest, mówią wprost że dzięki wolontariuszom jest więcej zamieszania niż wcześniej i lepiej żeby nas nie było. Nie dziw się więc naszej reakcji. Po raz setny pisze (skoro nie chcesz przeczytać tego co jest wcześniej, od strony 36): pies jest zarezerwowany na twoje nazwisko, musisz załatwić tę sprawę, jesteś jego właścicielką. Co do "opluwania, linczowania" itp. to może jednak przeczytaj ten wątek od strony 36. Wymagasz zrozumienia to zrozum nas. Jesteśmy przez to nieporozumienie w b. nieprzyjemnej sytaucji. Delikatnie mówiąc. Quote
Halo (Alfa i Zuzia) Posted September 24, 2006 Posted September 24, 2006 [quote name='Dorothy'] zrobilam duzo w temacie psow, wiekszosc z tych osob jedynie siedzi przed monitorem i nadaje w klawiature. Zycze im choc jednego dnia w moim domu. to już przesada. :angryy: Quote
Blondella Posted September 24, 2006 Posted September 24, 2006 Dziewczyny nie kłóćcie się, bo to Mojżeszowi w niczym nie pomoże. Dorota sie przeprowadziła. Nowe miejsce to stres nie tylko dla niej, ale także dla zwierzaków. Myślę, że ta sytuacja sie unormuje, ale jeszcze trochę czasu upłynie zanim nastanie sielanka. Dorothy, zostań na dogomanii. Bardzo pomogłaś psom i takich ludzi te biedactwa potrzebują. Mieszkam w sumie niedaleko Ciebie, więc jeśli chcesz się spotkać i pogadać, to mój telefon i mail są na mapie Dogo. Quote
syla00 Posted September 24, 2006 Posted September 24, 2006 Dorothy tak jak pisałam wczesniej rozumiem twoją sytuację i to, że juz nie dajesz rady. Ja, gdybym była na twoim miejscu z pewnością też miałabym już dość, ale spróbuj zrozumiec tez nas. Zostawiłaś wolontariuszy z Żor z jedną lakoniczną wiadomością i się nie odzywałaś. Nie przedstawiłaś sytuacji. Całej tej dyskusji nie byłoby, gdybyś od początku przedstawiła jak cała sprawa wygląda. Napisał(a) Dorothy Ja zrobilam duzo w temacie psow, wiekszosc z tych osob jedynie siedzi przed monitorem i nadaje w klawiature. Zycze im choc jednego dnia w moim domu. :crazyeye: Pozostaje mi jedynie podziękować. Quote
marmar Posted September 25, 2006 Author Posted September 25, 2006 obiecalam ze zaplace pobyt Moska w Azylu i koszty z tym zwiazane. Mozliwe ze bedzie to w 2 ratach, sama nie mam najlepszej sytuacji finansowej ale poradze sobie, to jest bardzo wazne zeby zwrocic dlug. Co do praw i zrzekania sie, to czy to jest glowny problem? Glownym problemem jest dom. Kontakt moj z dogo jest sporadyczny ale jest, zagladam tu czasem. RZadko, bo kto lubi aby go opluwano? Moglam miesiac temu napisac ze nici z domu dla Moska, ale ja wciaz mialam wielka nadzieje, ze uda mi sie opanowac sytuacje. Dorothy -z dnia na dzien dlug rosnie,każda doba to9.5 dodatkowo,obecnie najlepszym wyjsciem z sytuacji jest zabranie psiaka na tymczas-chyba ze jest domek na stale,a z tym bedzie ciezko.Wszyscy wiemy jak malo jest osob ,ktore adoptuja psiaka chorego,starego,badz psa z problemami,z zasady to my dogomaniacy decydujemy sie na takiego psiaka.Zdorwe,piekne psy dlugo na domki nie czekaja. Nie oburzaj sie ,nie klocmy sie ,poprostu jak najszybciej trzeba zabrac Mojzesza z Azylu. Quote
kiwi Posted September 25, 2006 Posted September 25, 2006 marmar, czasem łatwiej znalezc dom dla starca niz dla mlodego - wzbudza litosc mlode zdrowe psy siedza nam w hotelu po 2 mmiesiace a staruchy ida jak woda i nie tylko w krakowie, bo oglaszamy w internecie i ida aukcja musi byc wyrozniona, bo skutek nieporownywalnie wiekszy Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.