Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

rzeczywiście w drodze powrotnej była dużo spokojniejsza i chyba masz rację Moriaaa, że tak zamyślona ..cały czas patrzyła mi w oczy jakby chciała uzyskać odpowiedzi "dlaczego" i "co dalej"... i tylko wzdychała wystawiając pyszczek do słoneczka :-(
Mam nadzieję, że chociaż wspomnienie spacerku brzegiem Wisłoka jest dla niej miłe... Strasznie trzymam za nią kciuki.

  • Replies 191
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

I co dalej z suńką,czy jest jakiś transporcik do lavinii?
Lavinia kiedy można Ci dostarczyć psiaka?
W sumie Wyszogród nie jest tak daleko więc mogłabym psiaka dotransportować,tylko dopiero w piątek i mam wielka prośba do dziewczyn o jakąś składkę na benzyne bo u mnie niestety z kaską strasznie marnie i nie dam rady zasponsorwać jej tej podróży:roll:

Posted

Myślimy z Radkiem, zeby pojechać tam w weekend tzn w sobotę, bo chcielibyśmy się chociaż na dwa dni wyrwać i trochę odpocząć, ale jeszcze się jakoś umówimy, dobrze?
Jeśli będzie jakiś problem, zeby Mikę aż do soboty trzymać u Ciebie, daj znać;)

A co u niej? Jak się czuje?

Posted

U Mikusi wszystko w dobrze,właściwie cały czas śpi, jak się budzi to już wiadomo że na dworek trzeba wyjść,a po spacerku na posłanko i znowu zasypia.Straszny z niej śpioszek:)

Posted

Moriaaa napisał(a):
U Mikusi wszystko w dobrze,właściwie cały czas śpi, jak się budzi to już wiadomo że na dworek trzeba wyjść,a po spacerku na posłanko i znowu zasypia.Straszny z niej śpioszek:)


powyprzytulaj ją od ciotek :razz:

Posted

kochana psina :lol:
Właśnie sobie wczoraj przypomniałam, że bunia dała jej jakieś recepty ale oddłam je bonice i nie dostałam z powrotem. :shake: Tam był jakiś antybiotyk i coś przeciwbólowego...
Ja też ściskam Mikusię :loveu:

Posted

W takim razie trzeba bedzie sie skontaktowac z Bunia bo Mikusi na pewno przydałoby sie jakieś leczenie no i oczywiście coś przeciwbólowego (przeszkadza jej ten guz na mordce,wylizuje go ,drapie,i te na łapkach też chyba zaczynają się trochę "odzywać" bo też wylizuje) I jeszcze ta pomyślałam,że warto byłoby chyba jej to oczko czymś zakraplać bo strasznie łzawi,może czymś przeciwzapalnym.

A tak z pozytywnych wieści to Mikusia dzisiaj obszczekała sąsiada:p

Posted

Własnie przeczytałam ze lalka przyjeżdża do nas w weekend. Mnie nie ma ale mam nadzieję, że nasza Pani pracownik co będzie wprowadzi jakoś Morii.

Posted

Ufff... przebrnęłam :shake: słów mi brak...
Dziewczyny jesteście WSPANIAŁE !!! :loveu: Od razu człowiekowi lżej, jak wie, że są tacy ludzie jak Wy :lol:
A sunieczka jest przesłodka i z tego co piszecie - przekochana :loveu:

Posted

Ja też muszę napisać jak było.

Gdy spytałam o Mikę - Wolontariuszki mówiły, że ma ona guza, że Bunia myślała, że może to ropień - próbowała coś z tym zrobić, ale że chyba jest to guz.
Potem Bunia napisała, że trzeba zrobić rtg aby się dowiedzieć co to jest na pewno.
Wysłałam pieniążki, zrobiono rtg i dostałam informacje, że to "stary" ropień. Sunie wzięto na zabieg.
Zadzwoniła do mnie Bunia, że na zabieg nie zabrano zdjęcia, podano środek nasenny, zaczęto operować i zrezygnowano bo że guz jest rozlany i nie nadaje się do operacji.
Spytałam Bunię co dalej - powiedziała, że trzeba zrobić biopsję i wtedy będziemy wiedzieć czy jest to nowotwór złośliwy czy nie i że jeżeli nie jest złośliwy to można sunię leczyć chemią i wtedy będziemy prosić na Dogo o zebranie pieniążków na leczenie.

Powiedziałam Buni jakie warunki mogę zapewnić suni i że nie będę miała pieniędzy na jej leczenie i że z dowozem do weta w przypadku chemii może być kłopot - spytałam Bunię czy sunia nie może zostać w schronisku a ja będę wysyłała pieniążki na nią.

Bunia powiedziała, że sunia żyje tylko dlatego, że ktoś się nią interesuje czyli ja i że jest szansa na domek - powiedziała : że sunia żyje jeszcze tylko dla mnie. Spytałam Buni co to oznacza - kto decyduje o uśpieniu psa - tu Bunia niewyraźnie mówiła, że ona albo że ona otrzymuje takie polecenie.
Pytałam Buni czy nie ma innej możliwości ratowania suni bo to co ja jej mogę zapewnić to jedzenie i pokój dla niej w którym będzie musiała spędzać praktycznie cały dzień za wyjątkiem spacerów.

Bunia powiedziała, że nikt się sunią nie interesuje i jak tylko przestanie jeść zostanie uśpiona, a warunki u mnie będą dobre.

Nie byłam za bardzo przekonana, byłam prawdę mówiąc przerażona bo Bunia mówiła w taki sposób, że wynikało z tego, że to ja zdecyduję (biorąc sunię lub nie) o jej życiu lub śmierci - tak to Dziewczyny wyglądało i może tak było - nie wiem jak jest w schronisku w Łodzi czy trzyma się psa do końca czy jak się wie, że nie ma nadziei to się usypia ? Nie wiem w końcu bo Bunia raz mówiła, że się usypia jak przestaje pies jeść a raz, że jak by nie było szans na domek w przypadku Miki to zostałaby uśpiona.

Bunia powiedziała też, że opiekująca się Miką osaba mówi, że Mika nie je nic poza serem żółtym.

I tak sunia miała w takim razie przyjechać do mnie aby po prostu uniknąć śmierci. Z sunią miały przyjechać wyniki badań, umowa adopcyjna itd.
Wyniki Bunia miała przepisać i konsultować z lekarzem z Warszawy - czy jest jeszcze szansa na chemię.

Tuż przed przyjazdem Bunia napisała, że wszystkie papiery z sunią przyjadą.

Z sunią przyjechały tylko recepty. Myszon powiedziała, że ona tylko psa miała przywieźć i nie wie nic o papierach.

Dopiero wtedy też Bunia, jak do niej zadzwoniłam, powiedziała o wynikach badań.

Dodam, że nie wiedziałam, że Myszon jedzie specjalnie z Miką i po Pysia z Mielca. Przed wyjazdem proponowałam Myszon nocleg bo myślałam, że jedzie właśnie specjalnie z Miką i po Pysia - Myszon powiedziała, że oni jadą gdzieś "dalej" - nie dopytywałam więc bo pomyślalam, że może jadą albo do rodziny albo może spędzić święta gdzieś w gorach - to jak się mogłam wypytywać.

Myszon na miejscu powiedziała, że przyjechali specjalnie z psem.. Ale też, że się rozstawali też z jakimś psem ??? - Mika oczywiście "szalała", mój pies też. Myszon powiedziała, że muszą jeszcze jechać koło Rzeszowa i że są jeszcze Kika i zwierzaki w samochodzie to już ich nie zatrzymywałam.

Mika strasznie płakała za Myszon. Trochę się uspokoiła jak ją zaprowadziłam do pokoju i dałam na początek mleko

Następnie chciałam jej dać ser żółty - zupełnie go nie chciała jeść - natomiast łapczywie jadła gotowane mięso z kurczaka, ser biały, ciasto i piła mleko - podawałam jej co dwie godziny - nie wiem, ale moim zdaniem pies był głodzony w schronisku..

Mika na pewno była spokojniejsza jak ją Myszon zabierała bo - przynajmniej przez dwa dni wreszcie jadła.

A u mnie w domu zachowywała się jak normalny pies - nie chciała siedzieć sama w pokoju dłużej niż pół godziny i koniec. A ja jak mówiłam mogłam przygarnać ostatecznie tylko pieska starszego który by dużo spał - nic na to nie poradzę, że takie mam obecnie warunki, a Bunia uznała, że tak będzie dobrze i że jest to jedyna szansa na życie Miki.

Recepty Myszon chciałam przekazać razem z jedzeniem dla psiaków, ale ona nie wzieła bo mówiła, że psy nie jedzą w podróży, a w torbie były też recepty - zapomniałam wyjąć je i dać Myszon.

Do schroniska w Rzeszowie musiałabym rzeczywiście Mikę odwieźć, ale wiem, że tam tak jak w Mielcu zwierzęta trzymane są do końca. Nic nie poradze na to, że miałam dla Miki tylko takie warunki.

Posted

[quote name='bonika']J

"Nie byłam za bardzo przekonana, byłam prawdę mówiąc przerażona bo Bunia mówiła w taki sposób, że wynikało z tego, że to ja zdecyduję (biorąc sunię lub nie) o jej życiu lub śmierci"

Tak więc dość szybko zdecydowałaś się wybrać dla suni jednak to drugie wyjcie. GRATULUJĘ:crazyeye:


Mikusia śpi sobie słodko i mam nadzieję ,że jak najszybciej zapomni o tym co przytrafiło jej się w te nieszczęsne dla niej swięta.

Posted

Nie po 20 minutach - po paru sekundach - jak tylko zobaczyłam Mikę - że to jest normalnie zachowujący się pies a nie słaniająca się chora starowinka.

To jest niesamowite, ale mimo wieku i choroby to jest pełen życia pies i ja bym chciała aby może jednak zostało podjęte jakieś leczenie - może można usunąć część tego guza - Bunia mówiła, że będzie rósł, ale że poprawi to stan psa. A ja jeszcze myślę, że może jakieś naświetlania ?

Strasznie mi żal Miki - ona jest bardzo kochana i bardzo mądra - gdybym mieszkała sama to sunia mogłaby u mnie zostać, choć musiałaby i tak przez większośc dnia siedzieć w jednym pokoju bo ja mam sunię która nie toleruje innych suczek i kotki które muszę na zmianę brać do dużego pokoju aby się wybiegały - kotki wziełam w różnym czasie ze schroniska i większa atakuje mniejszą - zabraną później. Trzecia - bezdomna - dzika na stałe jest w jednym pokoju.

Posted

Pewnie - najlepiej komuś kto się zainteresuje losem jakiegoś zwierzaka - powiedzieć że już od tej osoby zależy jego życie.

A gdzie byli inni interesujący się losem psa ? Według tego co mowiła Bunia pies by już teraz tam nie żył.

A w schronisku w Rzeszowie Mika by nie była uśpiona.

Moriaaa napisał(a):
[quote name='bonika']J

"Nie byłam za bardzo przekonana, byłam prawdę mówiąc przerażona bo Bunia mówiła w taki sposób, że wynikało z tego, że to ja zdecyduję (biorąc sunię lub nie) o jej życiu lub śmierci"

Tak więc dość szybko zdecydowałaś się wybrać dla suni jednak to drugie wyjcie. GRATULUJĘ:crazyeye:


Mikusia śpi sobie słodko i mam nadzieję ,że jak najszybciej zapomni o tym co przytrafiło jej się w te nieszczęsne dla niej swięta.

Posted







A tak dzisiaj Mikusia zaprzyjazniała sie z mją sunieczką na spacerku w lesie.
Troszkę jej odbiło,Łajeczka wydała jej się bardzo interesującą suńką i Mikusia rozpoczeła zaloty:cool3:

Posted

Moriaaa bardzo proszę nie zagłaskać Mikusi na śmierć,co najwyżej poklepać po zadku ode mnie:lol:
Patrząc na te zdjęcia ,aż trudno mi uwierzyć,że to ta sama sunia którą widziałam 4 tygodnie temu w schronisku
Co Ty z nią zrobiłaś,że taka szczęsliwa:roll:
Wiecie co ja zawsze twierdziłam,że nie ma to jak przytułek lub dom opieki społecznej dla starszej,nieuleczalnie chorej osoby ,niż czuła opieka w domu wsród kochajacej rodziny:angryy:
Dzisiaj ponownie dzwoniłam do pana doktora od biopsji i obiecał,że jak znajdzie chwilkę to podjedzie z wynikiem pisemnym i po pieiążki,gdyż jeszcze nie miałam okazji się z nim rozliczyć:oops:
Dody ja i tak spróbuję konsultacji z dr Jagielskim przynajmniej telefonicznie,ale ...
Zawsze warto konsultować.
Moriaaa jeżeli tylko znajdziesz chwilkę czasu to bardzo proszę podjedź do mnie z Mikusią przed jej wyjazdem.
Dzisiaj adoptowałam trzy kolejne dalmatyńczyki.
Są sliczne ,miękkie i pachnące.
Zajęły honorowe miejsce na mojej kanapie .To taki miły zajączek:loveu:
Jak tylko znajdę chwilkę czasu to wstawię Wam zdjęcia z Liderem .
On kocha wszystkie pluszaki:loveu::loveu::loveu:

Posted

Mikusia wyjezdza prawdopodobnie w sobote wiec Bunia czy moge podjechac z nia do Ciebie w piątek popołudniu?
A po zadku poklepalam od cioci ale chciala wiecej i jakos sie nie moglam powstrzymac:eviltong:

Posted

Doddy zabij mnie ale nie wiem:shake::shake::shake:
Prawdopodobnie nie była szczepiona w schronisku.
Sam fakt,że żyje świadczy o wczesniejszym szczepieniu:lol:
Teraz trochę bała bym sie ją szczepić .

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...