Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Tez lubie ten watek,wystarczy mi popatrzec na usmiechnietego Serwo i mam lepszy dzien (wieczor :)

Szkoda,ze Serwo nie moze nam opowiedziec swojej historii.

Wiecie,tak jakos mi sie przypomina owczarek,5 cioletni,ktory wyladowal w schronie z ogromnym wodobrzuszem;mily,ale schorowany pies.Okazalo sie,ze ma chipa.Wlasciciele zgosili sie po niego po naszym telefonie,ale totalnie zszokowani,bo pies im zaginal...3 lata temu!czyli osoba,ktora go znalazla nie dosc,ze nie szukala prawowitych wlascicieli,to jeszcze bezlitosnie i bezczelnie oddala go,gdy pojawily sie problemy.

To ciekawe,co by nam opowiedzial Serwo...

Posted

Irma zapewne aby wzmocnic efekt metamorfozy przetrzymuje wszystkich, zeby potem pokazac nam psa po odnowie "biologicznej(?)"
Serwo Supermann.

A ja mam nastepna pare butow dla niego. Chcecie, a moze kto inny potrzebuje?

Posted

a co to jest URLOP
bo może nie wiem, że jestem na jakimś URLOPie
ja w domu 7 psów pilnuję i czekam na ósmego, karmię, czeszę, wyprowadzam, sprzątam po dwu szczeniakach, zasypują dziury w ogrodzie i tym podobne
więc jeżeli to URLOP to i owszem

Posted

eurydyka napisał(a):
wiedzialam, ze haslo o urlopie tu Irme sciagnie:)


a pewnie
siedzę sobie w moim biurze nic nie robie tylkocoś tam na klawiaturze postukam
a to do banku pojadę
a to do urzędu
albo gdzieś jeszcze gdzie mi ochota przyjdzie
kilka telefonów odbiorę
do kilku osób zadzwonię
a jak mi się znudzi to się zbiorę i do domku pojadę
przygotuję sześć misek z jedzeniem
dla adulta ras dużych
dla adulta ras małych
dla seniora ras dużych
dla seniora ras małych
dla szczeniaków ras maleńkich
i dla Serwa czyli dla trzustkowca ras dużych i czasowo łysych
posprzątam co pogryzione i rozwleczone
czasem nawet podłogę umyję
a dzisiaj jeszcze sobie pojadę na dworzec głóny i przywiozę TEOSIA
a może nawet coś ugotuję
a może nawet z TZ pogadam bo on coś ma pretensje, że mało czasu mu poświęcam
dziwni Ci faceci

Posted

komletna nuda
Oliwka śpi
TZ wyjechał
Teoś zasnął
Lotnik wylizuje łapy
Jaskier chrapie i łypie okiem na donicę z Teosiem
suki w kojcu z Serwem
szczeniaki 'pilnują' Oliwki
Rufus na obchodzie ogrodu
Saba wylizuje brzuszek za moimi plecami
nuuuuuuuuuuuuuda

Posted

Czekaj, czekaj....... bo się pogubiłam. Teoś, który śpi w donicy :crazyeye: - kto to?
Szczeniaki - ile ich masz? A ten co dzisiaj przyjechał?

Jakbyś dalej się nudziła :eviltong: , zrób trochę zdjęć.


A tak serio, Irmo. Podziwiam i szczerze gratuluję pasji i serca do psiaków, wyrozumiałego TZ, ślicznej i słodkiej Oliwki.

Danka

Posted

o Serwie Wam na razie nic nie napisze - musicie poczekać
ale jeśli chcecie przeczytajcie koniec opowieści o Malwie i początek opowieści o Soni
'niestety w życiu nie wszystko układa się tak jak bysmy sobie tego życzyli.Moje córki dorastały, były coraz mądrzejsze, samodzielne, rosły na fajne dziewczyny i kobiety. Dziewczyny zdały matury. Starsza wyprowadzila się z domu i zamieszkała w wyjanętym mieszkaniu - zaczęła samodzielne życie (choc jeszcze za pieniądze rodziców) i studia. Młodsza studiowała mieszkając w domu rodzinnym.Ale moje życie zaczęło sie rozpadac o komplikowac. I pewnego dnia zostałam sama w wynajętym malenkim mieszkaniu. psy mieszkały z mężem, który ich nie chciał i wtedy moja córka zabrała je do siebie. przychodziłam do nich prawie codziennie. malwa witala mnie radośnie a gdy wychodzilam patrzala z wyrzutem. czułam, że je porzuciłam. jak zawsze ludzie podejmują decyzje a zwierzęta za nia płacą. Psy mieszzkały ze swoja młodszą panią nic nie rozumiały ale było im dobrze. niestety malwa była coraz starsza i zaczynała chorować. przyszedl dzien, w którym przestała chodzić. leżała w swoim legowisku, obolała i wymęczona. nasz wet przyjeżdzał do niej i robił co w jego mocy. I nadszedł dzien , w którym powiedzial "jeżeli ten zastrzyk nic nie zmieni, dziewczyny nie męczce jej". i zastrzyk nic nie zmienił a sunia z bólu ugryzła moja córkę. Jaskier chodził po domu spłoszony, przerażony i cichutki. Przyjechał pan psidoktor. Usiadłam na podłodze, wzięłam jej głowę w ręce i cichutko do niej mówiłam rózne takie tam, żeby wiedziała kim dla nas byla i jak bardzo wraz z nią cierpimy. I sunia zasnęła. Jaskier bał sie wejść do pkoju w którym leżała i zupełnie pogubił się sam na świecie/ Pojechaliśmy do lasu i tam pochowaliśmy suczkę - w miejscu, które bardzo lubiła, gdzie często jeździlismy z nia na spacery, gdzie Jaskier nauczył sie pływac. Wśród drzewów i innej zieleni. Jeżdze tam czasami i choc minęło kilka lat zawsze sprawdzam, czy nikt nic nie rozkopał. U mojej córki został Jaskier. minęło trochę czasu i kupiłam sobie mieszkanie ale razem z moja córka zdecydowałysmy, ze Jaskier zostanie u niej, że nie będziemy mu w glowie mieszać. Zreszta mieszkałam sama i pracowłam od 7 do 21 więc psu było lepiej z 'młodymi'. czas płynął a mnie brakowalo jakiegos ogona. Kiedys czytając gazetę znalazlam ogloszenie, że jedna z trójmiejskich spółek odda suke ze mszczeniakiem. Doszlam do wniosku, że jeszcze nie, jeszcze za wczesnie. Ale gdy po raz trzeci trafiłam na to ogłoszenie pomyslalam, że to znak. Pokazalam je mojej wspólniczce - przeczytała i powiedziała'jedziemy'. Pjechałyśmy - był piątek, ok. 15.00 następnego dnia miałam zjazd absolwentów - impreza na którą przygotowywałam się kilka ładnych tygodni. Z trudem znalazłyśmy portiernie na której była psy. Suka przywiązana drutem do słupka i biegający luzem szczeniak. Do dzisiaj nie mogę sobie darować, że zostawiłam tam szczeniaka, ale portoer powiedził, że tyko suka jest do wydania a oddaja ją bo zarząd nie chce dawać pieniędzy na dwa psy. Własciwie to trwało kilka chwil. Portier wniósł sunię do bagażnika samochodu - była przerażona. Najpierw ustaliłam z moja wspólniczką że sunia będzie ze mną chodziłam do pracy. Pojechałysmy z powrotem do biura - sunia nie chciała wysiąść z samochodu - przykleiła się do ściany bagażnika mi udawała, że jej nie ma. Zostawiłam ja i poszlam po swoje rzeczy. Pojechałam do domu. Przed domem czekali moi znajomi z Olsztyna - nocowali u mnie z okazji zjazdu. Sonia, bo tak właśnie nazywała się suczka, za nic najpierw nie chciała wysiąść z samochodu a potem wejść do mieszkania - trzecie piętro bez windy. Mój kolega wniósł ja na to trzecie piętro i połozył w moim 'gabinecie'. Sonia weszla pod biurko i tam leżała do niedzieli rano. W nocy wyszłam z nia na dwór ale nie chciała ani siusiu ani nic innego - tz trudem sama ją wniosłam do domu. Na cała sobotę wyszłam z domu a Sonia zostala z Magda i Asia córkami mojej znajomej. dziewczyny przyprowadziły swoją sunie i to troche poprawiło nastrój Soni - ale spod biurka nie wyszła. przez dom przwaliło się mnóstwo ludzi, znajomi, córka z dzieckiem i mężęm a Sonia leżała pod biurkiem i obserwowała. Był to czas, gdy nic nie wiedziałam o pozytwnych metodach szkolenia psów, o sygnałach uspakajających, o języku psów - ale instynkt mi nakazal zostawić suczkę sama sobie, nie zwrcac na nia uwagi izachowywać się normalnie jakby jej nie było i nic sie nie dzialo. W niedzielę przed poludniem wszyscy wyjechali. Zostałam sama i była wykonczona - balowałam do 5 rano. Leżałam na kanapie, czytałam jakąś książkę, ziewałam i oglądałam tv. I wtedy kątem oka zobaczyłam że Sonia leży na progu pokoju i patrzy na mnie. I w ten sposób Sonia weszła w moje życie. I juz nigdy i nigdzie nie byłam sama. Nikt nigdy mnie tak nie kochał, wręcz uwielbiał jak ten pies. dla nikogo nie byłam tak ważna jak dla niej. To było cudowne i przerażające zarazem. Pies żył tylko po to aby byc przy mnie. Rano leżala w drzwiach łazienki gdy się myłam, wieczorem też, Spała w mojej sypialni ale nigdy nawet nie próbowala, mimo mojego delikatnego zaproszenia, zbliżyć się do łóżka. Chodziła ze mną do pracy i tam leżała pod biurkiem z pyskiem na moich stopach. Nikt nawet nie domyslał się, ze ona tam jest. Nie mogłam jej na chwile zostawic w mieszkaniu bo od razu płakała. I nie zostawiałam. Na szczęście oprócz mnie kochała też Kasię. Kasia była druga osobą, która Sonia akceptowala - to jej córki właśnie pilnowały Soni gdy ja sobie balowałam na zjeździe. Sonia miała trzy miejsca, które traktowala jak legowisko- mieszknie, biuro i samochód. Powoli wszyscy przyzwyczajali się, że Sonia zawsze jest ze mną - w pracy, w domu, w tzw. 'gosciach'. Tam, gdzie nie mogłam iść z Sonia po prostu nie szłam. I powoli Sonia zmieniała się. Futro błyszczało, oczy błyszczały. Nauczyła się nawet bawic patyczkami w lesie. Nauczyła się tego od Jaskra. Sonia była psem pozbawionym dzicinstwa - nie umiała się niczym bawic, żadnych zabawek nie zauważała. Sonia wkroczyła do mojego życia wtedy, gdy chyba najbardziej tego potrzebowałam - dzięki niej nie zwariowałam i psychiatra nie był mi potrzebny. Może ja dałam jej psie szczęście ale ona uratowała moja psychike, moją normalność. Czas Soni był czasem cudownym i nigdy sobie nie wybacze, że tak szybko sie skonczyl. Ale o tym nastepnym razem"

Posted

eeehhh,nio niestetty życie nas nie ropieszcza,ale Irmo mając taką pańcię jak Ty pieski na pewno zapominają o złych chwilach przeżytych niedawno.
Irmo zapraszam teraz już do mojej galerki,uzupełniam powoli braki,niooo i robi sie tam coraz "ciekawiej"-powiedzmy
pozdrawiam i buziaczki dla ciebie :buzi::buzi::buzi::buzi:

Posted

a bardzo dziękuję za zaproszenie
zdjęcia są ale Piegus zeżarł kabelek więc nie mam jak zgrać
Serwo spotkał dziś małego Teosia i po dokładnym i dociekliwym obwąchaniu chyba uznał go za towarzysza w niedoli schroniskowej i wylizał dokładnie (moje ucho też) i wyraźnie 'opiekował' się maluchem

Posted

Ja bardzo, ale to BARDZO proszę, żeby umieszczać ostrzeżenie treści "DODATKOWE CHUSTECZKI POTRZEBNE BEZWZGLĘDNIE". Znowu klawiatura mi przemiękła... A opowieść... Ech, bez słów...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...