Mops9 Posted April 26, 2010 Posted April 26, 2010 Niestety życie zmusiło mnie do szukania pomocy w śród forumowiczów Dogmani Od sierpnia 2009 dokarmiam dzikie koty przed blokiem na Ul. Komandorskiej 151-161 we Wrocławiu. Do marca tego roku nie było żadnych skarg ze strony mieszkańców na temat dzikich kotów. Od marca zaczęły się "schody" ktoś notorycznie blokuje okienko piwniczne którym koty wychodziły z piwnicy na posiłek (nigdy nie karmiłam w bloku). Jedyna osoba która chciała mi coś wyjaśnić na ten temat powiedziała że ludzie mieszkający nad otwartym okienkiem piwnicznym nie życzą sobie kociego jedzenia pod ich oknem ani tego aby obcy ludzie kręcili się pod ich oknami. Kocia stołówka została przeniesiona w inne miejsce, nie ma już pod okienkiem piwnicznym żadnych miseczek. Na niewiele to się zdało okienko dalej jest blokowane. Najgorsze w tym wszystkim jest to że ten kto blokuje to okienko robi to za dnia kiedy koty smacznie śpią w piwnicy. Jak tylko udaje mi się odblokować okienko (wieczorem) w środku piwnicy czekają przestraszone koty. Rozumiem że mieszkańcy bloku mogą być przeciwni dzikim kotom w ich piwnicy ale czy nie mogli by do mnie podejść kiedy przychodzę na karmienie kotków i powiedzieć mi w twarz co o kotach myślą Przecież można by tą sprawę załatwić inaczej tzn. jeśli nie chcą kotów w budynku to niech ktoś przyjdzie wieczorem poczeka aż koty wyjdą z piwnicy na posiłek i w tedy niech sobie blokują wszystkie piwniczne okienka a koty.... będą musiały sobie jakoś poradzić wokół jest pełno bloków z piwnicami dostępnymi dla kotów. W końcu na zewnątrz budynku-na wolności mają niewspółmiernie większe szanse na przetrwanie niż w zamkniętęj piwnicy ( tam ich czeka śmierć głodowa ). Proszę może ktoś z forumowiczów mieszka w bramie na Ul. Kmandorskiej od 151 do 161 i wie co tam się naprawdę dzieje, jakie jest nastawienie do kotów. Czy to jest tak że nie ma w tym bloku ani jednej życzliwej kotom duszy? Kogo pytać o te sprawy,z kim rozmawiać? BŁAGAM POMOCY!!!!!!!!! Quote
Mops9 Posted April 27, 2010 Author Posted April 27, 2010 Wczoraj wieczorem okienko piwniczne było otwarte więc mogłam się zrelaksować ale ciągle boję się co zastanę w dniu następnym. Dodam tylko że w tej piwnicy mieszkają 3 kotki. Najstarsza jest wysterylizowana a dwie młodsze to siostry podrzucone akurat do tej piwnicy mają ok. 1 roku i są w zaawansowanej ciąży. Cały czas czekam na informacje. Quote
Isabel Posted April 27, 2010 Posted April 27, 2010 Przypuszczam, że założyłaś wątek również na forum miau, może tam jest więcej osób z Wrocławia, które mogłyby w jakiś sposób pomóc Quote
Mops9 Posted April 27, 2010 Author Posted April 27, 2010 To właśnie z forum miau pokierowano mnie tutaj. Próbuję szukać ratunku we wszystkich znanych mi miejscach. Quote
Isabel Posted April 27, 2010 Posted April 27, 2010 Może spróbuj porozmawiać z kimś z Administracji osiedla. Oby tylko była to osoba lubiąca koty! A na miau nikt się nie odezwał, nikt nic nie doradził? Quote
Mops9 Posted April 28, 2010 Author Posted April 28, 2010 Piszę już na trzech forach w tej sprawie. Na miau było wiele ciekawych pomysłów niestety żadnego z ich nie mogę zrealizować ponieważ nie mam miejsca aby przetrzymać koteczki w ciąży. Co do spółdzielni to z tego co się orientuję nie jest przeciwna kotom ale też za kotami nie stoi. Po prostu jeśli lokatorzy bloku nie sprzeciwiają się aby udostępnić piwnicę kotom to spółdzielnia robi wejście we wskazanym okienku piwnicznym. Natomiast do mieszkańców bloku należy pilnowanie tego okienka i ewentualne użeranie się z osobami które blokują wejście do piwnicy. Jeśli ktoś z bloku zgłosi do spółdzielni prośbę o solidne zabezpieczenie okienka piwnicznego aby przez niego nie wchodziły koty to blokuje okienko na amen pod hasłem robię to ze spółdzielni. Najgorsze jest w tym wszystkim to że ja mieszkam w zupełnie innym bloku niż dokarmiam koty dla tego też szukam kogoś kto zna jakiegoś mieszkańca tego bloku abym mogła porozmawiać na temat co lokatorzy bolku myślą o kotach w piwnicy. Tak naprawdę to ja nie wiem jakie jest nastawienie lokatorów. Czy te próby blokowania okienka piwnicznego to wynik działania jednej osoby czy też większość lokatorów nie chce kotów w piwnicy? Tak naprawdę to ja nie wiem z kim walczę. Zdaję sobie sprawę że Wrocław to duże miasto ale czasami zdarza się że ktoś z rodziny lub znajomych mieszka w bloku gdzie potrzebna jest kocia pomoc. Quote
pirania15_15 Posted April 29, 2010 Posted April 29, 2010 Ja mieszkałam na Drukarskiej, w pobliżu. Babcia nadal mieszka na miejscu. Spytam - może kogoś zna. Nie wiem jak mogłabym pomóc. Mam uczulenie na koty,a więc DT odpada :( Narazie spróbuję się dowiedzieć czy babcia ma jakiś znajomych tam :-) EDIT: Niestety, babcia nie zna nikogo z tamtych okolic :( Proszę pisać jak można pomóc. Może jak będą już małe to się pomyśli nad jakimś DT? Hmmm... Kiedy kotki będą mniej więcej rodzić? Bo chyba one są najbardziej potrzebujące. mam nadzieję, że mieszkańcy nie będą zamykać okien. Jedyne wyjście to cały czas otwierać, ludziom uprzykrzanie życia innym z reguły się nudzi ;) Czy taką mamę kocią z kociętami można przetrzymać w piwnicy? Jakąś klatkę załatwić? Hm? To chyba zły pomysł by nie był. Kocięta pod opieką, stałe pożywienie miałyby zapewnione. Może coś takiego da się gdzieś załatwić? Nigdy kotów nie miałam, nie znam się... Jedyna moja wiedza opiera się na psach i gryzoniach :) Quote
Mops9 Posted April 30, 2010 Author Posted April 30, 2010 pirania15_15 dzięki za chęci. Kocią mamę najlepiej by było zamknąć w jakimś pomieszczeniu - nawet malutkiej piwnicy czy kanciapie. Lecz to pomieszczenie musi być odpowiednio zabezpieczone aby kot nie zwiał. Jeśli ktoś we Wrocławiu mógłby mi udostępnić takie miejsce z możliwością codziennych odwiedzin kotki to na pewno bym skorzystała. Na pewno jakimś problemem jest odległość ale pal licho. Nawet jeśli udostępnione pomieszczenie byłoby troszkę daleko ode mnie to jakoś bym sobie poradziła w końcu są tramwaje i autobusy. Najważniejsze to odpowiednie pomieszczenie tzn. bez dziur w ścianach i z pozamykanymi oknami.No i najważniejsze koteczka musiałaby tam przebywać co najmniej 2 miesiące aż odchowa swoje dzieci i będzie można je wydać w dobre ręce a koteczkę wysterylizować. Quote
pirania15_15 Posted April 30, 2010 Posted April 30, 2010 Nic nie obiecuję, zobaczę co da radę załatwić. Tylko teraz pytanie - kotki byłby zamknięte w jakiejś dużej klatce w tej piwnicy? Bo nie wyobrażam sobie ewentualnych odchodów w każdym możliwym miejscu pomiędzy moimi starociami w piwnicy :D Kwestia jeszcze do przegadania z rodziną. Nic nie obiecuję, postaram się jednak jakoś pomóc :) Quote
Mops9 Posted May 1, 2010 Author Posted May 1, 2010 Sprawa na dzień dzisiejszy wygląda następująco: Czarna jak smoła Węgielek nie bez trudu została złapana. Po czym została przewieziona do zaprzyjaźnionej osoby i oddana pod jej opiekę. Narazie będzie mieszkać w łazience. Co do jej dalszego losu....tym zajmie się weterynarz. Bierzemy razem z Martką :1luvu: która baardzo mi pomogła przy łapaniu Węgielka dwie możliwości. Pierwsza koteczka trafi pod opiekę weta który ją wysterylizuje a po wygojeniu rany wróci na "stare śmieci" w miejsce z którego została zabrana. Druga koteczka urodzi maluszki u zaprzyjaźnionej osoby. Ta część jest dla odważnych i niestrachliwych Kocie maluszki zaraz po urodzeniu zostaną uśpione a koteczka jak tylko dojdzie do siebie po porodzie zostanie szybciutko wysterylizowana i wróci skąd przyszła. Gorzej ma się sprawa z Dyziem :placz: :placz: :placz: niestety zdążyła się już okocić. Tylko dla odważnych Zabraliśmy jej kocie maluszki :placz: :placz: :placz: i muj TŻ zaniósł je na uśpienie (ja nie byłam wstanie tego zrobić). Uwierzcie mi to było mniejsze zło ale jednak zło :placz: Dobre jest z tego wszystkiego to że właściciel boksu piwnicznego w którym okociła się Dyzio obiecał że będzie codziennie zanosił jedzenie dla Dyzia i będzie kład w miejscu gdzie leżały jej dzieci :placz: :placz: :placz: Obiecał że zrobi wszystko co w jego mocy aby pomóc złapać Dyzia na sterylizację aby nigdy więcej biedna kotka nie musiała powtórnie tracić swoje małe koteczki :placz: :placz: Najpóźniej za dwa tygodnie z Martką planujemy obławę na Dyzia aby zabrać ją na sterylizację. Quote
pirania15_15 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Przecież można było zabrać kocicę z małymi i odchować ten ostatni miot! :( I wtedy kotkę wysterylizować i wypuścić na stare śmieci :( Szkoda, że nie poczekałaś trochę. Dałoby radę zorganizować pomoc dla maluchów aby znalazły szczęśliwe domy :( Zawsze warto spróbować pomóc, a nie iść na łatwiznę :( Quote
Agucha Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Bardzo dobrze zrobiłaś usypiając ślepy miot! Jest wiele zwierząt bezdomnych, które już są na tym świecie i potrzebuja pomocy... nie trzeba przywoływać na świat kolejnych bezdomniaków! Pirania, jeżeli dasz radę zorganizować domy dla -nastu kotków - znajdź je najpierw dla tych 3 koteczek, które już są, żyją, chodzą... Dlaczego nie szukacie dla nich domów tylko zamartwiacie się zamykaniem okienek piwnicznych? Jak wyobrażasz sobie znalezienie DT dla kocicy z miotem, skoro nie potrafisz znaleźć tymczasów dla 3 dorosłych już kociczek?:shake: Ja rozumiem mieszkańców, bo nie każdy koty lubi, może ktoś ma alergię, czy przeszkadza mu rozłożone jedzenie i odchody kocie pod oknem czy drzwiami piwnicznymi... Jestem jak najbardziej za tym, żeby koteczki ciachnąć, ale nie jestem za tym żeby je z powrotem wypuszczać komuś do piwnicy... Dlaczego, mopsie9 - nie zabierzesz kotów i nie zrobisz im kącika w swojej piwnicy? Pewnie prędzej dogadałabyś się ze swoimi sąsiadami niż z ludźmi, których nawet nie znasz. Zawsze możesz pójść do ludzi mieszkających nad tym okienkiem piwnicznym i osobiście z nimi porozmawiać a nie oczekiwać od nich, że wyjdą do Ciebie przed blok i przedstawią swoje obiekcje...Nie rozumiem Ciebie i twojej postawy... Administracja na pewno nie zrobi niczego! U nas na osiedlu też żył kocur przez dłuższy czas. Ludzie go dokarmiali i niejednokrotnie zgłaszali do administracji, żeby coś z nim zrobili bo szwenda się po klatkach i piwnicach... BEZSKUTECZNIE! W ubiegłą środę kot ten ugryzł moją córkę, gdy ta wyciągnęła rękę żeby go pogłaskać jak siedział na schodach pod drzwiami do klatki. Dziecko po długim weekendzie zaczyna serię bolesnych zastrzyków przeciwko wściekliźnie, kot poszedł na 16-dniowa obserwację do schronu i nikogo to nie obeszło, że przez 3 dni usiłowałam go sama złapać, bo jak Straż Miejska przyjeżdżała to go akurat nie było, a w schronie nie zrobią niczego dopóki nie dostaną zgłoszenia od Straży Miejskiej! Właśnie Ci sąsiedzi mi pomogli, którzy mieszkają w innym bloku i których również nie znam! ...ale poszłam do nich, zapukałam, poprosiłam o pomoc i przedstawiłam całą sytuację! Mopsie, powiedz może czego Ty w ogóle oczekujesz pisząc tutaj? Może warto znaleźć jakieś przytulisko dla kociaków, poszukać DT w okolicy? Quote
pirania15_15 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Koty z miast uważane są za koty wolno żyjące, dzikie. Administracja ma obowiązek apelować do mieszkańców o niezamykanie okienek piwniczych, udostępnianie im dostępu do piwnic i jako takie "dbanie" o koty "dzikie". Dlatego też organizuje się sterylizację dzikich kotów, aby jeszcze bardziej się nie rozmnażały. Kotki chowane od małego z człowiekiem mogą znaleźć domy, koty które żyją od dawna na dworze są przyzwyczajone do takich warunków i potrafią sobie poradzić. Zamartwiamy się zamykaniem okienek piwniczych, ponieważ dla kotów jest to jedyne i GŁÓWNE schronienie. Mopsie zapewne nie szuka przytulisk dla kotów, bo jak już wspomniałam są to koty dzikie i wg prawa powinno się je zostawić tam gdzie są :/ Martwi się o to żeby miały gdzie spać i swobodnie wychodzić na zewnątrz :) Na krzykach zawsze było mnóstwo bezpańskich kotów. Mieszkałam przez kilka lat na Drukarskiej i fakt. Są ludzie którzy stale dokarmiają koty. Są tacy którzy co jakiś czas coś im przyniosą - szczególnie gdy widać, że są maluchy. Jako dziecko zawsze mnie uczyli żeby nie głaskać obcych zwierząt - szczególnie tych bezpańskich. Mądre rady, bo przez to na szczęście nie miałam nigdy problemów. Nie mówię, że to Twoja wina że dziecko zostało pogryzione. Przykro mi z tego powodu... Ale to nie wina kota. On nikomu nic nie robił. Nie zaczepiony nie zaczepia. Proste Quote
Isabel Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Agucha, dzikie kotki po sterylizacji wypuszcza się na ich dotychczasowy teren. Tak się po prostu robi, bo dorosłego, dotąd wolno żyjącego kota już się raczej nie oswoi. Takie koty są w 99,9% nieadoptowalne! Quote
Agucha Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 W takim razie, jaki jest sens odłowu kotów do schronisk i prób ich wyadoptowania skoro nikt nie jest pewien ich przeszłości? pirania - kot do tej pory dawał sie pogłaskać, ludzie go dokarmiali, sam zaczepiał dzieci do głaskania, Nikt nie mógł przewidzieć, że tak się zachowa. Moje dzieci doskonale wiedzą że zwierząt się nie zaczepia gdy tego nie chcą, jedzą, odpoczywają, śpią itp...Od urodzenia wychowywane są ze zwierzętami... Quote
pirania15_15 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Narazie na tym forum nie spotkałam się z opcją, że ktoś łapie dzikie koty próbując z nich zrobić domowe... Agucha - nie bierz do siebie tego co napisałam o atakowaniu przez zwierzęta :) ja po prostu twierdzę, że dzieci nie powinny, absolutnie, dotykać dzikich zwierząt. Różne choroby, nie szczepione przecież są to i nie wiadomo co się stanie... Dziecku życze powodzenia w wracaniu do zdrowia :) Quote
Agucha Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 pirania15_15 napisał(a):Narazie na tym forum nie spotkałam się z opcją, że ktoś łapie dzikie koty próbując z nich zrobić domowe... Agucha - nie bierz do siebie tego co napisałam o atakowaniu przez zwierzęta :) ja po prostu twierdzę, że dzieci nie powinny, absolutnie, dotykać dzikich zwierząt. Różne choroby, nie szczepione przecież są to i nie wiadomo co się stanie... Dziecku życze powodzenia w wracaniu do zdrowia :) Są różne domy,w tym "domy wychodzące". Ktoś może przygarnąć i udostępnić swoją piwnicę, garaż itp, ale kot zawsze będzie miał swojego człowieka i opiekę weterynaryjną w razie wu. Nikt nie mówi, żeby takiego piwnicznego kota udomawiac na siłę w mieszkaniu w bloku ;) Quote
pirania15_15 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 A mam pytanie - dlaczego jest podejścei ludzi, że kotki można utopić[ wiejskie myślenie] / uśpić a szczeniaki się ZAWSZE ratuje?! ( spotkałam się tylko z sytuacją aborcji suki). przygnębia mnie to ale i ciekawi.... Quote
Mops9 Posted May 1, 2010 Author Posted May 1, 2010 pirania15_15 mogłam zabrać kocicę aby urodziła małe? dokąd miałam ją zabrać? przecież jakbym miała wolne miejsce u siebie w domu to bym nie szukała pomocy przez internet. Poczekać aż kocica odchowa maluszki i je oddać w dobre ręce a kto mi zagwarantuje że uda mi się znaleźć dla nich dobre domki. Napisałaś że szkoda iż nie poczekałam trochę. Pytam się na co na pomoc? jedna jedyna dziewczyna która mi zaproponowała pomoc była z forum miau i to ona pomagała mi złapać jedną z koteczek, to ona znalazła jej domek tymczasowy, to ona była przymnie kiedy się bardzo denerwowałam całą sytuacją. Na co miałam jeszcze czekać? że może ktoś kiedyś (za dzień lub miesiąc) pomoże mi złapać małe kotki biegające koło bloku? Nie rozumiem Cię jeśli uważasz że zabranie kociej mamie małych kotów i skazanie je na śmierć to łatwizna to chyba nigdy nie zetknełaś się z tym problemem. Nie ma czegoś takiego jak nieprzepełnione przytulisko dla kotów. W przytuliskach z reguły mieszkają koty z dużym uszczerbkiem na zdrowiu które na wolności nie dały by sobie rady. Domki tymczasowe, teraz kiedy jest wysyp małych kotków? jest ich niewiele we Wrocławiu ciężko jest tam znaleźć miejsce a dodatkowo trzeba znać osoby które prowadzą domki tymczasowe. Między innymi dla tego napisałam na forum. Chciałam odnaleść osobę z wolnym domkiem tymczasowym. Niestety w Polsce jest kocie przeludnienie, cały czas w świadomości Polaków żyje przeświadczenie że pies jest lepszym towarzyszem dla człowieka niż kot. Dodatkowo pies jest mniej kłopotliwy w utrzymaniu. Jest coraz mniej chętnych ludzi do adopcji którzy umieliby się fachowo zaopiekować kotem a jednocześnie chcieliby mieć koty. Dla mnie bardzo ważne jest to gdzie trafią kotki - w czyje ręce. Agucha kot sam sobie wybiera gdzie chce żyć i mieszkać tym się różni od psa. To ludzie podążają za kotem. Napiszę to tylko raz. Wczoraj popołudniu jeden z lokatorów zadzwonił do schroniska z prośbą aby coś zrobili z kotką i jej małymi kociakami. Wiecie jaką otrzymała odpowiedź? przyjedziemy jutro i zabierzemy kociaki ze sobą. Kocia mama wogule ich nie interesowała. Nawet słowem nie wspomnieli o sterylizacji kociej mamy. Agucho koty to zwierzęta bardzo terytorialne nie da im się nakazać-zmusić aby mieszkała w miejscu przez nas, ludzi wskazanym. Co z tego że koteczki przeniosłabym do swojej piwnicy jeśli jej główna lokatorka Pini zaraz by je przegnała (zrobiło to już nie raz). W bloku w którym mieszkają koty nie ma otwartego jednego konkretnego okienka piwnicznego. Jak dziś jedno jest otwarte to jutro jest zabite a ktoś otwiera pierwsze lepsze jakie się nawinie obok. Co przyjdę to szukam czy jest otwarte chociaż jedno okienko piwniczne. Mam chodzić po6 bramach i rozmawiać z wszystkimi lokatorami z parteru? Quote
pirania15_15 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Mops - nie denerwuj się na mnie. Chciałam Ci pomóc, starałam się. Pytałam w jak zaawansowanej ciąży są kotki. Pytałam czy mogą być w dużym transposterze trzymane w piwnicy. Byłyby pod moją opieką, jedzonko zapewnione, weta też ( z Waszym wsparciem finansowym ). Do domu nie mogłabym ich wziąć ponieważ mam psa, który reaguje alergicznie na koty. Ja sama mam alergię, ale nie przeszkadza mi to w kontakcie z nimi :) Pytałam się koleżanki jak ona znajdowała domki swoim maluchom (kotka była niby wysterylizowana, ale jak się okazało wet zrobił błąd i operacja nie wyszła pomyślnie). Cieszę się, że dbasz o koty, bo wiem że we Wro jest ich b. dużo. Szczególnie w okolicach skąd jesteś. Ja mieszkam na Sępolnie - b. rzadko widzi się koty bezdomne. Większość jest czyjaś :) Chciałam pomóc, nie atakowałam Cię ani razu. Po prostu przeraża mnie, że małe kotki zawsze się uśmierca... Czy nie lepiej byłoby znaleźć im domy, a otkę wysterylizować? Quote
Agucha Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 pirania15_15 napisał(a):A mam pytanie - dlaczego jest podejścei ludzi, że kotki można utopić[ wiejskie myślenie] / uśpić a szczeniaki się ZAWSZE ratuje?! ( spotkałam się tylko z sytuacją aborcji suki). przygnębia mnie to ale i ciekawi....Tutaj się z toba nie zgodzę... Podejście takie dotyczy i kotów i psów. Ludzie znający temat i siedzący w psach czy kotach tez zazwyczaj usypiają slepe mioty albo przeprowadzają sterylkę aborcyjna, jeżeli stan suki na to pozwala. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.