Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

znam dokładnie tak samo umaszczonego fila.
Wiesz - lepiej ludziom co mają adoptować przedstawić i taką mozliwość niz potem mieć problem jak będą mieć pretensje że wyrósł potwór.
Pod Radomiem jest hodofla fila, a to nie jest tak daleko....

  • Replies 4.3k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

panbazyl napisał(a):
znam dokładnie tak samo umaszczonego fila.
Wiesz - lepiej ludziom co mają adoptować przedstawić i taką mozliwość niz potem mieć problem jak będą mieć pretensje że wyrósł potwór.
Pod Radomiem jest hodofla fila, a to nie jest tak daleko....


Dokładnie, biorą bo szczeniak i bedzie duży z ciekawym umaszczeniem. Nie interesuje ich na co to wyrosnie....:shake:

Posted

Dla mnie ten maluch to ewidentnie jest fila. Znam trochę rasę, rzeczywiście wymaga stanowczości i konsekwencji w prowadzeniu. To są duże, mocne psy, jednak prawidłowo prowadzone są fajnymi psami. Są kochające w stosunku do swoich ludzi, lecz ostre dla intruzów na ich terenie, którego bronią. Moi znajomi mieli sunię filę, kochała ich bardzo :lol:. Właściwe prowadzenie psa to podstawa.

Posted

No i przyszłam sobie tu sobie zaproszona przez PanaBazyla, poczytać co tu piszecie na temat "mojego" ukochanego szczeniaczka.
I przy okazji przepraszam PanaBazyla, że na wątku bialskiego schroniska wzięłam Cię za mężczyznę. Ten nick jest bardzo mylący :cool3:

panbazyl napisał(a):
no mnie też, ale nie chcialam o tym wcześniej pisać, bo to porypana psychicznie rasa. Żeby nie powiedzieć zwalona totalnie.... Tylko dla ludzi doswiadczonych. Mam nadzieję, ze nie i ze z niego wyrośnie normalny ludzki kundel najpiękniejszy pod słoncem!

Ja myślę, że filia to też nie jest. On jest duży, ale ma drobniutką kosteczkę. Myślę że jak urośnie to będzie wysokim, smukłym pieseczkiem. Psychikę też ma fajną. Pierwszego dnia był bardzo przerażony, siedział wbity w kąt i bał się ruszyć na widok człowieka - cały drżał. Dzisiaj jest piąty dzień w schronisku - kiedy mnie zobaczył podbiegł cały rozmerdany, wzięty na ręce przytulał się, rozdawał buziaczki. No po prostu cudo szczeniaczek!
Wychodzi więc na to, że cudak jest do niczego niepodobny. Przychylam się więc do opinii, że wyrośnie z niego najpiękniejszy kundelek pod słońcem - jedyny w swoim rodzaju :loveu:

Posted

Mi się wydaje, że to nie fila. Ten schroniskowy maluch widać, że nie ma aż tak grubych łap, a i szczeniory fili na zdjęciach mają... dużo skóry, że się tak wyrażę ;) pomarszczone pyszczki i całe ciało, a ten taki gładziutki i bardziej smukły.
Mi w pierwszej chwili to umaszczenie skojarzyło się z bokserem, znałam jednego miksa, który odziedziczył umaszczenie, a charakterystycznego pycha już nie :)
Niemniej jednak maluch jest cudny i jest nim duże zainteresowanie i na pewno niedługo trafi do nowego domu (nie powiem, sama się zaczęłam nad nim zastanawiać, ale, że ostatnimi czasy spędzam większość dnia w pracy, to może nie byłby najlepszy pomysł)

Posted

Ja też tu weszłam,żeby poczytać Wasze opinie,bo w końcu to ja rozmawiałam z potencjalnym Domkiem...
Uprzedzę Państwa,rzecz jasna,o podejrzeniu,że mały to może być fila,chociaż wydaje mi się,że jest zbyt drobny i nie ma fałdów skórnych ,o których ktoś już tu pisał.
Fakt-umaszczenie ma niesamowite ,no i te filowate uszy... Ale mordka jest drobniutka...

Posted

ze zdjęcia ciężko stwierdzić co to za rasa, zwłaszcza jak jest tylko jedna fota a psiak przestraszony. Dlatego milion domysłów i pomysłów.
Jest niesamowity. I miejmy nadzieję, ze jakieś jego foty będziemy mogli obejrzeć za pół roku - z nowego domu oczywiście :)

Posted

A file to już są takie popularne, że szczeniaki można w schronisku znaleźć?
Czytałam kiedyś, że czasem (czasem przez duże CZ, bo to przecież nie jest rasa super popularna?) ludzie pozbywają się dorosłych fila - właśnie ze względu na to, że nie udało im się zapanować nad psem no i charakterek zrobił się taki niezbyt gościnny delikatnie mówiąc, ale szczeniątko?

Posted

zaraz spojrzę. Wiecie, że ja i mój komputer ostatnio mamy na bakier. Być może on moherowy jest albo cóś.


zobaczcie co dostałam na FB. Książka jest z 1903 roku - tylko ciut musicie sobie przesunąc z linku na dół strony, bo najpierw jakieś inne linki a dopiero potem tekst i zdjęcia. Jak dla mnie niesamowite.

http://chestofbooks.com/animals/dogs/British-Dog-Shows/Chapter-XXX-The-Labrador.html#.ULJ6tuQsDSk#ixzz2DGcBoTKX


a z nowości - zachipowałam dziś Gryzliego. W koncu sama to zrobiłam. I choc nie wiem ile zastrzyków dawałam psom to chipowanie wymaga wielkiej siły bo mialam wrażenie, że skora na szyi u Gryzoni ma co najmniej 3 cm grubości i ze w jabłko bym łatwiej wbiła igłę, ale jaka gruba ta igła!!!!! matulu. To jakby ziarnko ryżu do igly wpakować - taka gruba, grubsza od ziarnka ryżu....
Tascha - dzięki :) :) :)

Posted

;)
faktycznie - Gryzoń ma skóre gruba jak byk, albo raczej żubr (bardziej po staropolsku i do ogara pasi ) :D wbic sie tam ta grubasna igla do chipów to jakby przebic skórzany but zimowy gwozdziem...

Panbazyl robi swietne ogórki kiszone- zezarłam wszystkie z talerzyka hi hi ;)

Posted

na szczęście weci nie maja monopolu na część spraw :) :) :) istnieje coś takiego jak hodowle i możliwość nabycia dla hodowli różnych rzeczy związanych z hodowlą psów czy kotów (oczywiście wcześniej "przetrzepią" czy hodowla rejestrowana i takie tam - np aby dostać wyprawkę dla szczeniąt trzeba przedstawić skany kart ze Związku gdzie są wypisane szczeniaki). Bardzo wiele firm też ma mniejsze ceny karm dla hodowców - co jest akurat bardzo miłe, tylko że ja jak kupie raz na rok 1 czy 2 worki suchych bobków to wszystko, ale dla kotów kupuję dużo.
a zabiegi typu iniekcja to wolę robić sama, bo odkąd zrobiłam jednemu z moich psów badania w kierunku przeciwciał wścieklizny i wyszło mu dużo poniżej normy to od tego czasu sama wolę psu czy kotu wpakowac igłę bo wiem że wpakowałam i gdzie a nie że szczepionka leci poza futro. Moi weci wiedzą o tym i to, ze potrafię dawać zastrzyki (ludzie na wsi też to wiedzą i mam czasem kolejkę sąsiadów z psami czy kotami i strzykawkami z antybiotykiem).
Ale skora Gryzonia w polowie szyi i jej grubość po prostu mnie zwaliła z nóg... Dawałam mu wcześniej nie raz zastrzyki, tyle, że tak w okolice łopatki - tam miał jako szczeniak bardzo cienka skórę, jak papier. Ale to dobrze, że mu tak zgrubiała, bo ogary to psy na dziki i powinny mieć twardą skórę. Pewnie skóra rośnie też na grubość razem ze wzrostem psa.

Posted

a ogórki fakt - w tym roku jakos wyszły i dadzą sie jeść. Bo do tej pory bywało różnie. To były ogórki z cyklu - i tak nic z nich nie będzie więc zrobię tylko kilka słoików, bo i tak nie wyjdą. I jak na złość - udały się popisowo. :)

Posted

dała byś radę :) albo mogłaś ja do mnie przywieźć - zero stresu dla kota przy zastrzyku.
za to nie lubię podawać kotom tabletek od robali. grrry! Teraz coś innego od robali dla kotów wezmę, bo 3 osoby to mało aby podać kotu rozwodnioną tabletkę w strzykawce bez igły do dzioba....

Posted

Wtedy zastrzykami zajmował się mój mąż, ale też różnie mu to szło.
Zdecydowanie wolę tabletki podawać. Ja trzymam kota, T. wciska tabletkę, zamyka ryjka i masuje przełyk i po chwili tabletka znika ;) Choć niestety zdarzyło się i tak, że tabletka wracała wraz z treścią żołądka :eviltong:
Wet nauczył nas jak przytrzymać kota, żeby nie mógł się wyrwać, a polega to na złapaniu skóry na grzbiecie i przyciśnięciu do podłogi, choć my tego nie stosujemy.

Posted

A ja otworzyłam te pikle w zalewie octowo-musztardowo-miodowej, które zrobiłam na skutek Twojej, Panbazyl, inspiracji - i pycha wyszły :) Za rok powtarzam na bank.
**
Trochu inne były te labradory w 1903 roku :)
**
Też nie umiem robić zastrzyków psu. Jak jeździmy w góry, to mamy ze sobą zastrzyki przeciwwstrząsowe na wypadek ukąszenia przez żmiję - mam nadzieję, że w obliczu takiej sytuacji jednak się przemogę (tfu tfu, odpukać w niemalowane, obym nie musiała), ale tak na zimno to nie potrafię i ze wszystkim biegam do weta.

Posted

to się cieszę, ze ogóry wyszły. U mnie w domu to od 2 lat przebój :) normalnie nie lubię nic prawie w occie a te są pyszne i zjadamy je na kilogramy.
Moje koty są jakieś bardzo waleczne - zwłaszcza jeden - ma pazury bardzo ostre i mocne i podać cos jemu to masakra - dla podawacza, bo i tak jak nie podrapie to ugryzie. A na bank wypluje lub zwróci.
A zastrzyki - pamiętam swój pierwszy na psie. Pół dnia zbieranie się w sobie, potem telepawki że sie nie uda, potem zasłanianie ręką oczu psa, aby nie widział (teraz tego nie robię, bo tak załatwiam robotę, że nie widac prawie nic), a potem - o jejku, jak sie wbić?????? Pierwsze nakłucie - z jaką siłą? Nie zrobic krzywdy nikomu, strach po uszy. A potem się okazuje, że skóra wcale taka cienka nie jest, że igłę trzeba trochę pod kontem wbijać i że wszystko da radę zrobić jak człowiek musi to zrobić (te zastrzyki na śp Mambie musielismy robić, bo coś pożarła i się zatruła ale walczyliśmy o nia do końca). Więc moja pierwsza ofiara zastrzyków nawet nie miała siły uciekać. Przez 2 tyg o nia walczyliśmy. Nie udało się, ale dzięki Mambie bez lęku robię juz zastrzyki. Człowiekowi bym się raczej obawiała zrobić, a jeśli juz to tylko taki "zwykły" bo dożylny to nie - to juz trzeba umieć a ja nie na tym poziomie wtajemniczenia.

Posted

Ee tam, Panbazyl - i człowiekowi byś zrobiła ;)
podskórny prosty, domięsniowy w pupe tez ale trzeba wiedzić gdzie wtykac iglę, bo mozna w nerw trafic i delikwenta zamiast uleczyc to uszkodzic i to sporo...dozylny technicznie łatwo sie robi, zastrzyk trzeba wpuszczac powoli, a jesli to jest np wapno to baaardzo powoli /coby na tamten świat kogos nie przenieśc/- je niestety tylko podskórne i domięsniowe moge robic, bo z moimi telepiacymi sie rekami to bym sitko z zyły zrobiła...choc i tak nasz koński wet kazał mi sie nauczyc dozylnych bo czsami trzeba naprawde szybko cos podac, a zanim kilkanascie lub kilkadziesiat km do nas ktos dojedzie to zeby za póxno nie było.

Ludziom/ niektórym sąsiadom/ robiłam w tyłek zastrzyki i podobno lepiej je robie niz np panowie z pogotowia hi hi -tzn tak przynajmniej mówili ;) na koniach sie wyszkolilam w tym, żeby tak dziabnąc igłe w mięsien coby koń nie poczuł - i zdaje sie działa to :)
a w jakie miejsce wbijac igłe w pupe pokazała mi kolezanka pielegniarka :)

Posted

Nasz wet tak robi szczepionki, że pies nawet nie drgnie - czasem się zastanawiam, czy w ogóle zauważył - więc nie miałabym odwagi konkurować. Natomiast instrukcja zastrzyku domięśniowego u psa to by mi się przydała na wszelki wielki wypadek. Wet pokazywał mi jak chwycić udo i w które miejsce wbijać, ale nie wiem, co by z tego wyszło, gdyby przyszło co do czego.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...