Merenwen Posted April 28, 2010 Posted April 28, 2010 Cokolwiek się okaże - pamiętajcie, że padaczka to jeszcze nie wyrok. Lepiej nie martwić się na zapas. Ja wierzę całą sobą, że Tuptulec nie będzie się męczył :). Poza tym z taką porcją pozytywnych myśli od dogomaniaków musi być dobrze ;). Quote
Avec Moi Posted April 28, 2010 Posted April 28, 2010 Tuptusiu, Paulinko, jesteśmy z wami! Takie złe wieści, a tak się wszystko cudownie potoczyło po adopcji Tuptusia.... Widziałam wcześniej Tupta na kamerce, naprawdę nie jest dobrze, ataki mu nie dają spokoju, ale dziewczyny -same pozytywne myśli! Trzeba Tuptusiowi i Paulince dodać siły i otuchy. Musi być dobrze, oby noc minęła spokojnie i ataki ustały na dobre! Tuptusiu, przytulam cię w myślach! Quote
Yv1958 Posted April 28, 2010 Posted April 28, 2010 Duzo zdrowia Tuptus. Paulinka jestesmy z Toba! Quote
Paja Posted April 29, 2010 Author Posted April 29, 2010 Noc dla mnie nie była za łatwa jeszcze po północy miał dosyc silny atak i kilka razy nad ranem słabych.Chwilke przed kazdym atakiem wydaje dziwne dzwieki. Wczasie ataku nie trzyma moczu musze mu jakies pampersiki w aptece kupic bo mój pokój jak pobojowisko juz wyglada ... Quote
engelina_88 Posted April 30, 2010 Posted April 30, 2010 Kurcze, ale macie tu wsparcie :) Przy takim to niemożliwe, żeby mały nie wyzdrowiał. Ja też trzymam za was kciuki! Mam nadzieję, że dziś już lepiej. Quote
Avec Moi Posted April 30, 2010 Posted April 30, 2010 Tuptuś nadal bardzo słaby, ataki ustały, ale słoneczko nasze jest w nie najlepszym stanie, jest niekontaktowy, nie reaguje na bodźce z zewnątrz... Dziś była kolejna wizyta w lecznicy, Tuptuś leży pod kroplówką wzmacniającą (w domu), wieczorem ma dostać kolejną, następną jutro rano. Dziś pod wieczór będą wyniki morfologii krwi, Paulinka jak znajdzie chwilę napisze później od siebie więcej, ale z tego co usłyszałam, jak rozmawiałyśmy, nie jest za dobrze i następne 2/3 dni będą decydujące... Trzeba wierzyć, że będzie dobrze, same pozytywne myśli dla Tuptusia! Tuptusiu, wracaj do zdrowia maleńki, bo serducho pęka na myśl, że tak cierpisz :bigcry: Quote
Paja Posted April 30, 2010 Author Posted April 30, 2010 Avec Moi napisał(a):Tuptuś nadal bardzo słaby, ataki ustały, ale słoneczko nasze jest w nie najlepszym stanie, jest niekontaktowy, nie reaguje na bodźce z zewnątrz... Dziś była kolejna wizyta w lecznicy, Tuptuś leży pod kroplówką wzmacniającą (w domu), wieczorem ma dostać kolejną, następną jutro rano. Dziś pod wieczór będą wyniki morfologii krwi, Paulinka jak znajdzie chwilę napisze później od siebie więcej, ale z tego co usłyszałam, jak rozmawiałyśmy, nie jest za dobrze i następne 2/3 dni będą decydujące... Trzeba wierzyć, że będzie dobrze, same pozytywne myśli dla Tuptusia! Tuptusiu, wracaj do zdrowia maleńki, bo serducho pęka na myśl, że tak cierpisz :bigcry: Puki co bez zmian wiekszych: Quote
Avec Moi Posted April 30, 2010 Posted April 30, 2010 Tuptusiu, żebyś już wyzdrowiał, żebyś znowu biegał sobie radośnie po podwórku i kradł pączki z zaplecza! Quote
asiulek-85 Posted April 30, 2010 Posted April 30, 2010 Tuptusiu kochany zdrowiej szybko... Trzymaj się. Paulinko nie poddawaj się !!! Quote
akira Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Trzymamy kciuki za jak najszybszy powrót do zdrowia ! Quote
Paja Posted May 1, 2010 Author Posted May 1, 2010 Tuptusia już z nami nie ma Z trudem przychodzi mi poinformowanie was o tym, że Tuptuś przeszedł przez Tęczowy Most, teraz już biega po zielonych łąkach w Niebie i może kombinuje skąd tu ukraść pączka…? Nie czuje już bólu, wierzę, że zabrał ze sobą wspomnienie tych kilku dobrych chwil, które tu zaznał. Po atakach padaczki Tuptuś był zupełnie nie kontaktowy, niby nie nieprzytomny, ale bez świadomości, co się z nim dzieje, nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne. Wczoraj (30.04.2010) pojechałam z nim ponownie do lecznicy, założono mu wenflon i dostałam 3 kroplówki, do podania w domu. Tuptuś był słaby, odwodniony mimo podawania mu wody strzykawką, miał ściskoszczęk, źrenice nie reagowały na światło. W lecznicy została pobrana krew do badań, wczoraj wieczorem już były wyniki na lecznicy. Nie miałam jak zadzwonić, wszystko kręciło się wokół Tuptusia, zadzwoniła do lecznicy Iwonka. Wet miał same złe wieści, wyniki były fatalne. Oprócz nerek i poziomu glukozy, nic w organizmie Tuptusia nie funkcjonowało poprawnie, enzymy wątrobowe były podwyższone tak bardzo, że wet na podstawie morfologii wet stwierdził wstępnie nowotwór lub guz na wątrobie. Zasugerował USG jamy brzusznej, ale od razu zaznaczył, że wiezienie Tuptusia w takim stanie do Wrocławia jest jednoznaczne z wyrokiem, samej podróży mógłby nie przeżyć. W lecznicy w Kamieńcu Wrocławskim, gdzie jest najbliższa lecznica, nie było możliwości wykonania USG. Wcześniej, podczas wizyty w lecznicy wet powiedział, że dalszy los Tuptusia uzależniony jest od tych wyników, niestety potwierdziły się tylko najgorsze obawy… Przy okazji, podczas badania, wet stwierdził przerost prostaty oraz guz na jednym jądrze. Kastracji, która była by jedynym ratunkiem, Tuptuś prawdopodobnie by nie przeżył ze względu na padaczkę, która się ujawniła, a także wyniki badań nie pozwoliłby na podanie narkozy, z której Tuptuś by się nie wybudził… Ataki, które się pojawiły przedwczoraj wg weta spowodowały zmiany w mózgu, które sprawiły, że Tuptuś utracił świadomość; zakładając, ze wyniki były by w miarę, można by go leczyć, ale przy wynikach, jakie wyszły, wet powiedział szczerze, że będzie to tylko przedłużenie jego cierpienia, w jakim był przez ostatnie dwa dni. Wszystko sprowadziło się do tego, że nie było reakcji na leki przeciw padaczkowe, letarg, w jaki zapadł Tuptuś po atakach, i stan jego organów, które wykluczały powodzenie leczenia oraz szanse na operację. Stan jego organizmu i wiek sprawiały, że leczenie, ciąganie go po lecznicach w obecnym stanie byłoby dla niego męką… Nie chciałam się z tym pogodzić, jeszcze miałam nadzieję, że kroplówka postawi go na nóżki, ale dziś było jeszcze gorzej. Leżał bezwładny, nie reagował na nic, od wczoraj, mimo podania płynów, nie zrobił siusiu. Nie można było pozwolić, by się męczył… Szczęście Tuptusia trwało zaledwie 3 tygodnie, 20 dni… Pozostaje niewysłowiona pustka po Tuptusiu, który w takim krótkim czasie zawładnął moim sercem, oraz ból na myśl, że już go nie ma... Quote
Avec Moi Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Tuptusiu, mam Cię przed oczami, jak siedzisz nad miską jedzenia z ubrudzonym noskiem, jak maszerujesz dzielnie po podwórku z kromalem w pyszczku lub jak kradniesz tego sławnego pączka... Tam, gdzie teraz jesteś, niech ci nie zbraknie kochanie ani świeżej trawki do biegania, ani pączków. Pozostaje tylko straszny ból, że twoje szczęście trwało tak krótko i ból, że już cię nie ma... :bigcry: To tylko pies, tak mówisz, tylko pies... A ja ci powiem Że pies to czasem więcej jest niż człowiek On nie ma duszy, mówisz... Popatrz jeszcze raz Psia dusza większa jest od psa... My mamy dusze kieszonkowe Maleńka dusza, wielki człowiek... Psia dusza się nie mieści w psie I kiedy się uśmiechasz do niej Ona się huśta na ogonie A kiedy się pożegnać trzeba I psu czas iść do psiego nieba To niedaleko pies wyrusza Przecież przy tobie jest psie niebo Z tobą zostaje jego dusza... Choć na odległość, byłam myślami i sercem tych kilka dni cały czas z Tuptusiem i Paulinką. Zadzwoniłam dziś w jej imieniu do lecznicy, rozmawiałam z nią po odejściu Tuptusia, a właściwie płakałyśmy, bo co tu powiedzieć, gdy trzeba pozwolić odejść przyjacielowi, którego chciałoby się zatrzymać na zawsze przy sobie? Czekając na te wyniki, czekając na wiadomości od Pauliny, modliłyśmy się, by skończyło się na strachu. Minęło kilka najgorszych dni w życiu, a przecież my jesteśmy daleko, Paulina natomiast musiała przetrwać to wszystko sama, Tuptuś odszedł na jej rękach... Tuptusiu, na zawsze pozostaniesz w moim serduchu! Paulinko, myślami jestem z Tobą, przykro mi, że nie ma mnie na miejscu, że nie mogłam być z wami... Quote
asiulek-85 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Paulinko, myślami jestem z tobą. a Tupt był przynajmniej szczęśliwy Quote
Yv1958 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Ostatnie dni- najpierw nadzieja, ze to minie, pozniej przerazenie, niedowierzanie, ze jest az tak zle. Dzisiaj - dzien pelen bolu, rozpacz. Mial to wszystko, o czym marzyl i na pewno snil siedzac samotnie w zimnej budzie: dom pelen milosci, czulosci, fantastyczna opieke do konca - dzien i noc! Serce boli, ze nie moglam byc i ze nie jestem w tym czasie z jego opiekunka, w tych jakze trudnych dla Niej chwilach. Nie zdazylam tez go zobaczyc. Zabraklo 2-3 dni.... Tuptus nigdy Ciebie nie zapomne! Mam nadzieje, ze tam tez bedziesz mogl podkradac paczki i wynajdywac sobie chlebek-bo to znalezione, to takie pyszne! Dziekuje losowi, ze na mojej drodze-dzieki Tuptusiowi poznalam kobiete o wielkim sercu, jaka jest Paulinka. Ciezko jest mi dzisiaj pisac. Czasem lepiej jest milczec..Tak.....lepiej milczec, kiedy serce tak boli. Quote
amensalizm Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Wielka szkoda Tuptusiu Ciebie :( :( :( Dobrze że chociaż ostatnie dni spędziłeś w domu pełnym miłości. BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ! Z tą kastracją to akurat nieprawda, ale to szczegół. Quote
Yv1958 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 amensalizm napisał(a):Wielka szkoda Tuptusiu Ciebie :( :( :( Dobrze że chociaż ostatnie dni spędziłeś w domu pełnym miłości. BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ! Z tą kastracją to akurat nieprawda, ale to szczegół. Zarzucasz nieprawde jesli chodzi o kastracje. Na jakiej podstawie? Czy mam moze przyjemnosc z lekarzem weterynarii, ktory moze badal Tuptusia, kiedy ten byl w Gryfinie???????? Quote
Avec Moi Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 A co takiego jest nieprawdą? Że pies nieprzytomny, wykończony atakami epilepsji, z wynikami tak fatalnymi że aż się weterynarz przeraził, mógł zabiegu nie przeżyć? Że na przerost prostaty w takim stopniu, jak u Tuptusia, i guz na jądrze, operacja byłaby jedynym wyjściem? Nie rozumiem... Miałam podobny przypadek z moim Misiem kilka lat temu, był w trochę lepszej formie niż Tuptuś ale zabieg był dużym ryzykiem i wet nie ukrywał, że może się nie obudzić z narkozy, a co dopiero u psa z padaczką, której ataki spowodowały zmiany w mózgu i straszne wycieńczenie organizmu.... Nie sądzę by jakiś wet odważył się podać narkozę i kastrować psa w tym wieku, w taki stanie. Quote
amensalizm Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Yv1958 napisał(a):Zarzucasz nieprawde jesli chodzi o kastracje. Na jakiej podstawie? Czy mam moze przyjemnosc z lekarzem weterynarii, ktory moze badal Tuptusia, kiedy ten byl w Gryfinie???????? Kastracja nie była jedynym wyjściem ;) Quote
Paja Posted May 1, 2010 Author Posted May 1, 2010 amensalizm napisał(a):Wielka szkoda Tuptusiu Ciebie :( :( :( Dobrze że chociaż ostatnie dni spędziłeś w domu pełnym miłości. BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ! Z tą kastracją to akurat nieprawda, ale to szczegół. Jest mi naprawde ciezko dzisiaj odpowieadac po stracie Tuptusia,ale zrobie to... Weterynarz z Kamienca Wrocławskiego powiedział,że ma guza,ale z jego latkami i zdrowiem bedzie ciężko wykonać zabieg pod narkoza.Powiedział, że musi dostać najpierw wyniki badań by oszacować, czy zabieg będzi emożliwy, a i tak dopiero po opanowaniu padaczki - po badaniach powiedział,że Tuptuś jest tak w fatalnym stanie ,że nie przeżył by narkozy, nie mógł by jej też podać choćby ze względu na stan wątroby. Zarówno Iza jak i Iwona też dzwoniły na lecznice i usłyszały to samo. p.s Czy to inne wyjscie to np. pozwolenie mu zyc przerostem prostaty i guzem na jadrze,i cierpiec ? Quote
Yv1958 Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 amensalizm napisał(a):Kastracja nie była jedynym wyjściem ;) Nie rozumiem, o co Tobie chodzi? Quote
amensalizm Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 Uważam ze dycyzja o eutanazji była słuszna. Ale w.w dolegliwości związane z układem rozrodczym dało sie leczyc farmakologicznie. Trzymajmy sie faktów ;) Quote
Nadziejka Posted May 1, 2010 Posted May 1, 2010 :candle::-(Tuptuniu najcudowniejsza istotko , badz szczesliwy i radosny za Mosteczkiem Z Teczy ....panciu Tuptusiowa dziekujemy pieknie i postokroc , ze mial Tuptus raj psi u ciebie Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.