Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ogłaszam wszem i wobec, że Kudłatka zostaje w Tarnobrzegu. Ma dom u babci mojej koleżanki /tej koleżanki, którą widziała Divia_gg/ która ją wiozła. Babcia zakochana na zabój. Kudłatka ma kolegę - nie pamiętam imienia malutki piesek w wieku około 13 lat - babcia wczoraj była już dwa razy w sklepie nakupować smakołyczków dla suni. W poniedziałek niuśka idzie do weta i do fryzjera. Poddana zostanie sterylce.
Ja wiedziałam, że tak będzie. Jak sunieczka przejdzie metamorfozę wstawię je zdjęcia.

Posted

Jaka super wiadomość. Nie ma sie jednak co dziwic, sunia jest śliczna.
Erko, napisz mi, o co chodzi z tymi kociętami od pani H.? Czy one są u niej w domu, czy tylko je dokarmia? Ile w końcu potrzebuje domów? Na zdjęciu była sliczna, zadbana koteczka, ale na zewnatrz, więc nie bardzo wiem, jak wyglada sytuacja.

Posted

Basia1968 napisał(a):
ogłaszam wszem i wobec, że Kudłatka zostaje w Tarnobrzegu. Ma dom u babci mojej koleżanki /tej koleżanki, którą widziała Divia_gg/ która ją wiozła. Babcia zakochana na zabój. Kudłatka ma kolegę - nie pamiętam imienia malutki piesek w wieku około 13 lat - babcia wczoraj była już dwa razy w sklepie nakupować smakołyczków dla suni. W poniedziałek niuśka idzie do weta i do fryzjera. Poddana zostanie sterylce.
Ja wiedziałam, że tak będzie. Jak sunieczka przejdzie metamorfozę wstawię je zdjęcia.

O jaka expresowa adopcja:) A jak kocinka?

Wczoraj na wątek szczeniaczkowy wrzuciłam foty szczeniorki po wypadku. Jej matka jest bezdomna, koczuje w ruinach jakiegoś opuszczonego domu w Bodzentynie. Jest dokarmiana przez ludzi mieszkających w pobliżu. Ma sztywną przednią prawą łapkę, nie używa jej, pewnie też była potrącona przez samochód. Szczeniaki ma co cieczkę. Ostatnio były 4. Dwa zostały zabrane przez okolicznych ludzi, jeden zginął pod kołami samochodu, jeden potrącony przebywa w lecznicy. Suka jest niewielka ma ok. 30 cm w kłębie i niestety jest nieufna wobec ludzi. Sterylkę moglibyśmy zrobić, tylko co potem, nie mamy kasy na hotelik. Zdjęcie tylko takie przysłane mms-em. Jak dostanę więcej to wkleję.

Posted

Czy adopcje tych psiaków z dogo muszą przebiegać wg schematu:wizyta przedadopcyjna+zobowiązanie do przysyłania fotek+zobowiązanie do przyjmowania psich "kuratorek"?Rzeczywiście tak to przebiega?Czy tylko ta wizyta przedadopcyjna?
Pytam,bo na dogo są fajne psiaki,ale z kimkolwiek nie rozmawiam (a dotyczy to także mnie),nikt się nie zgadza na wizyty poadopcyjne,czyli w skrócie mówiąc-żeby mieć na głowie kuratora psiego.Ludzie cenią sobie prywatność,nie lubią być kontrolowani i oceniani-myślę,że nikt tego nie lubi.Poza tym,żeby mieć kuratora sądowego na głowie,to trzeba w życiu porządnie "narozrabiać",a tutaj każdy,nawet człowiek kochający zwierzęta jest brany pod lupę jak przestępca.I mimo rozmowy,zapewnień,że się będzie opiekował zwierzakiem-nikt mu nie wierzy.Tak jakby z każdego robi się sadystę lub szaleńca.
Poza forum dogo są ludzie kochający zwierzaki (np.tak jak ja-na wiele lat przed zalogowaniem się tutaj-po cichu,bez show ratowałam wiele zwierząt,a na osiedlu byłam już znana z tego,więc często na wycieraczce znajdowałam zwierzaki lub dzieci znosiły je do mnie).Znam też wielu takich,którzy od zawsze mają psy po przejściach.
Osobiście myślę,że lepszą selekcją kandydatów na DS jest cena za psa wysterylizowanego jaką są gotowi zapłacić.Nie powinno się psów oddawać za darmo,a za to kontrolować jak przestępcę,ale wyceniać psa na choćby 30-40% wartości wszelkich zabiegów jakie zostały poniesione (nie mówię o kosztach hotelu,tylko odrobaczeń,szczepień,sterylizacji).Pierwszy lepszy szaleniec nie da za psa kilkadziesiąt zł-nawet nie zadzwoni,ale człowiek,który zwierzęta kocha i dba o nie,wie,że i tak poniósłby dużo większe koszty za te zabiegi,więc zapłaci te 50-150zł.A pieniądze się przydadzą na ratowanie kolejnych zwierzaków.Ja za mojego pospolitego kundelka odrobaczonego,zaszczepionego,wysterylizowanego zapłaciłam w przytulisku 50zł (mimo,że kierowniczka powiedziała,że psy oddaje za darmo),bo wiem,że gdybym sama płaciła za każdy zabieg,to wszytko razem zamknęło by się w kwocie 350zł.A tak to będzie na pomoc kolejnym:-)

Posted

Zuzka, zgadzam sie z Tobą. Jak mam szczeniaki, to wtedy proszę o zwrot za szczepienie. jesli ktos nawet tyle nie chce dać, to kiepsko rokuje na przyszłość i wole psa nie dać. Przecież sam tez musiałby to wszystko przy psie zrobić. Osoba rozsądna, sama zapyta czy coś ma płacic, albo nawet bez pytania zostawi jakieś pieniądze. Nie jest mi miło żebrać na wątkach, zeby nazbierać choćby na wirusówki. Przy szczeniakach przechodzi, bo jest nimi zainteresowanie.
Natomiast w przypadku psa dorosłego oczekiwanie, że ktos coś da jest niestety raczej marzeniem. W innych krajach nie ma tak, jak u nas i uważam, że bardzo dobrze to rozwiązują. Nauczylismy ludzi, że wszystko jest za darmo, łacznie z dowozem pod nos, a oni mają tylko oczekiwania. Tylko, co robić, skoro nikt nie kwapi sie do płacenia?
Kiedyś pewna rodzina wyjatkowo nie podobała mi sie. Bylo tam kilkoro dzieci, wszyscy mieszkali w 1 pokoju i chcieli dużego psa. Odmówiłam adopcji i zaproponowałam, że skoro koniecznie chcą psa, to niech sobie podejdą ode mnie 200 m do schroniska i dadzą jakiemuś biedakowi dom. usłyszałam, że tam nie pójdą, bo tam trzeba zapłacić, a ja mam za darmo. Ot, cała tajemnica.

Ludziom po prostu nie mieści sie w głowach, że te psy sa ratowane, leczone, maja profilaktykę z pieniedzy prywatnych osób. Oni myśla, ze ktoś - bliżej nieokreślone " państwo" czy fundacje na to wszystko dają. Pytanie, skąd fundacje maja brac pieniądze, skoro ci sami ludzie nigdy na zadna z nich nie przeznaczyli ani grosza?

Ta sytuacja jest tez powodem, że nie dowożę nigdzie psów. Jesli ktoś chce psa, który ma już zrobione wszystko, co potrzeba, to może wykazac minimum dobrej woli i przyjechać. Oczywiscie są sytuacje, że z jakiś przyczyn ludzie nie moga podjechać. Wtedy proponuję transport za zwrot kosztów.
Ludzie dziwią się, że mamy takie oczekiwania i wymagania względem nich. Tylko jak tu nie miec i mieć pewność, że pies trafi w odpowiednie ręce? Też uważam, że jak ktos zapłaci, to poważniej do tego podchodzi. Jeżeli ktos za psa da 50 zł, to go nie weźmie na smalec, bo na tym straciłby zamiast zarobić.
Zuzka, naprawdę tak, jak Ty, nie jestem w stanie zrozumieć osób, które nie pomyślą, ze same musiałyby za to wszystko zapłacic i jeszcze poświecić mnóstwo czasu.

Posted

Tylko z tego co wiem Jaaga Ty wydając psy ludziom ograniczasz się właśnie do rozmowy i umowy adopcyjnej,ale nie "nachodzisz" już ludzi,żeby mieć każdego na oku jak kuratorka.
Tak było z adopcją mojego psa-kierowniczka ze mną porozmawiała,poopowiadałyśmy sobie o psiakach i naszych doświadczeniach,dała do podpisu umowę,że będę o psa dbać,a jeśli już go nie będę chcieć-to jej go oddam i tyle.Śpię spokojnie,bo wiem,że "kurator"nie zapuka do drzwi.A o psa i bez umowy bym dbała jak o dziecko.Zapłaciłam za nią kwotę jak dla mnie bardzo dużą,ale skoro mogę wziąć tylko jednego psa,to innym chcę chociaż to jakoś wynagrodzić.Wydaje mi się,że ta kontrola ze strony wolontariuszy odstrasza ludzi od brania psów z dogo,a przecież sami dogomaniacy nie dadzą rady finansowo i lokalowo utrzymać wszystkich bezdomniaków.

Posted

Zuzka2 napisał(a):
Wydaje mi się,że ta kontrola ze strony wolontariuszy odstrasza ludzi od brania psów z dogo,a przecież sami dogomaniacy nie dadzą rady finansowo i lokalowo utrzymać wszystkich bezdomniaków.


Zuzka, jeśli ktoś ma coś do ukrycia i obawia się - jak to nazwałaś- kuratora to niech spada na bambus. Ludzie są wspaniałymi aktorami, siedzimy w psach już troszkę lat i na pewno każda miała w swojej karierze, jeśli nie spotyka tego na codzień, popis doskonałej sztuki aktorskiej w wykonaniu chętnych na psa - powiedzą wszystko, czego w danej chwili oczekujemy.

Podam Ci tylko przykład naszej adopcji. Pani chętna z Łodzi, kontrola - doskonała "nota", doświadczona wolontariuszka daje głowę za dom i po pewnym czasie cisza i dziwne zeznania domku zaczynają nas niepokoić. Kontrola poadopcyjna i co ... okazuje się, że w domu nie ma psa - pani wydała ją na własną rękę - mimo, że w umowie jest wyraźny zapis, ze jeśli z jakiegokolwiek powodu zrezygnuje z posiadania zwierzęcia dostarcza go do nas na własny koszt. I co powiesz w takiej sytuacji ? Gdyby nie wizyta poadopcyjna, w życiu byśmy nie wiedziały co się stało i żyłybyśmy w błogiej nieświadomości i przekonaniu, że pies ma wspaniały dom.

Nasz schemat działania opiera się nie na wnioskach z kosmosu, tylko na życiu i codziennych doświadczeniach. Hołocie i doskonale markującym sie oszustom mówimy stanowcze nie. Jeśli ktoś ma nieczyste intencje, to się na to nie godzi - to jest pierwszy etap weryfikacji. Te psy są po przejściach i szukamy im ostatecznych, docelowych domów i choćbym miała kogoś sprawdzać z nr buta, to będę to robić, aby zapobiec w przyszłości takiej sytuacji, jak powyższa, a jeśli komuś to nie odpowiada, to znaczy, że nie jest wart czasu i uwagi, a tym bardziej mojego psa.

Posted

eliza_sk napisał(a):
Zuzka, jeśli ktoś ma coś do ukrycia i obawia się - jak to nazwałaś- kuratora to niech spada na bambus. Ludzie są wspaniałymi aktorami, siedzimy w psach już troszkę lat i na pewno każda miała w swojej karierze, jeśli nie spotyka tego na codzień, popis doskonałej sztuki aktorskiej w wykonaniu chętnych na psa - powiedzą wszystko, czego w danej chwili oczekujemy.

Podam Ci tylko przykład naszej adopcji. Pani chętna z Łodzi, kontrola - doskonała "nota, doświadczona wolontariuszka daje głowę za dom i ... cisza i dziwne zeznania domku zaczynają nas niepokoić. Kontrola poadopcyjna i co ... okazuje się, że w domu nie ma psa - pani wydała ją na własną rękę - mimo, że w umowie jest wyraźny zapis, ze jeśli z jakiegokolwiek powodu zrezygnuje z posiadania zwierzęcia dostarcza go do nas na własny koszt. I co powiesz w takiej sytuacji ? Gdyby nie wizyta poadopcyjna, w życiu byśmy nie wiedziały co się stało i żyłybyśmy w błogiej nieświadomości i przekonaniu, że pies ma wspaniały dom.

Nasz schemat działania opiera się nie na wnioskach z kosmosu, tylko na życiu i codziennych doświadczeniach. Hołocie i doskonale markującym sie oszustom mówimy stanowcze nie.

Elizo_sk ludzie są różni,wiadomo,ale na pewno nie jestem hołotą ani maskującą się oszustką.Jestem człowiekiem.Od lat pomagam zwierzętom na własną rękę.Ale to,że pomagam zwierzakom nie oznacza,że obcym ludziom daję prawo wchodzenia w moje życie z butami.Te kontrole poadopcyjne są jak kuratela sądowa za przestępstwo np.wobec dziecka.Nie mam nic do ukrycia,bo nigdy psów na smalec nie przerabiałam,a i zabiciem muchy bym miała problem.Ale mam do ukrycia swoje życie prywatne,do którego każdy ma prawo.Nic nikomu nie zrobiłam,żeby być na cenzurowanym jak przestępca.Tym bardziej,że z doświadczenia zawodowego wiem,że np.kontrole faktycznych kuratorów w odniesieniu do rodzin patologicznych to bardzo często skrajny subiektywizm,brak doświadczenia,łamanie prawa przez pracowników socjalnych,choroba "władzy",uderzenie "wody sodowej" (przepraszam za wyrażenie)gówniar,które ani o pracy ani o życiu nie mają pojęcia,bardzo często stołek grzeją dzięki plecom,a nie dzięki wiedzy i umiejętnościom.I tak mnie ta kuratela psia i sądowa odstrasza.Wycenić psa po kosztach leczenia i nikt nie będzie taki chętny na branie pieska ot tak.

Posted

Eliza_sk, dzięki za zdjęcia:), a przede wszystkim za kontakt do tych państwa, bo to przecież spadek po Waszym ON-ku:loveu:.

Zuzka2, nie wiem, skąd masz takie przekonanie o działaniach wg przedstawionego przez Ciebie schematu, byc może ktos na dogo działa wg niego, nie wiem.
Ja moge mówic za siebie, nigdy nie trzymam sie żadnych sztywnych reguł. Wszystko uzależniam od rozmowy telefonicznej, również intuicji. Jeżeli nie mam żadnych wątpliwości, to nawet nie wspominam o żadnej wizycie przedaadopcyjnej, nie mówiąc juz o jakichs kontrolach poadopcyjnych .
Tak właśnie było w przypadku domu dla Nory, było kilka ofert domów dla niej, ale co do pozostałych miałam jakieś ale, a w przypadku wybranego żadnych wątpliwości .
Nawet nie trzeba było prosić nowych właścicieli o jakieś fotki z domu, bo sami powiedzieli,że będą zdawać relacje.
Nigdy tez nie mówię,że zdjęcia , to jakis wymóg, ale ,że miło bam bedzie , jezeli będziemy mogły zobaczyc szczęśliwego psa w nowym domu.

Jeżeli dom wydaje sie nie najgorszy, ale pozostaje jakiś cień wątpliwości wtedy mówię , o wizycie przedadopcyjnej, tylko nie nazywam tego żadna kontrolą, tylko rozmową przedadopcyjna.

Natomiast jeżeli kandydat wogóle wg mnie odpada, to mówię o kontroli przedaopcyjnej, potem poadopcyjnych, ale to tylko po to,żeby odstraszyc delikwenta i tak się zazwyczaj dzieje.

Posted

Zuzka, ale takie kontrolę zarówno przed jak i po..to wcale nic strasznego, nikt nie chodzi po domu sprawdzając ilość kurzu na szafkach, do owych szafek również się nie zagląda, nikogo nie interesuje z kim kto sie spotyka etc.etc taka kontrola to najzwyklejsza rozmowa wolontariusza z potencjalnym chętnym. w wizycie po miło jest zobaczyć relację psiaka z opiekunem, wtedy widać najlepiej wspólne zachowanie względem siebie.

Ale tak jak pisała Erka, czasem poprostu już przez tel wiadomo, że to jest to i z reguły tacy ludzie sami zapraszają do siebie gdy będziemy w pobliżu czy obiecują przesyłanie zdjęć.

Posted

Zuzka2 napisał(a):
Elizo_sk ludzie są różni,wiadomo,ale na pewno nie jestem hołotą ani maskującą się oszustką.Jestem człowiekiem.Od lat pomagam zwierzętom na własną rękę.Ale to,że pomagam zwierzakom nie oznacza,że obcym ludziom daję prawo wchodzenia w moje życie z butami.Te kontrole poadopcyjne są jak kuratela sądowa za przestępstwo np.wobec dziecka.Nie mam nic do ukrycia,bo nigdy psów na smalec nie przerabiałam,a i zabiciem muchy bym miała problem.Ale mam do ukrycia swoje życie prywatne,do którego każdy ma prawo.Nic nikomu nie zrobiłam,żeby być na cenzurowanym jak przestępca.Tym bardziej,że z doświadczenia zawodowego wiem,że np.kontrole faktycznych kuratorów w odniesieniu do rodzin patologicznych to bardzo często skrajny subiektywizm,brak doświadczenia,łamanie prawa przez pracowników socjalnych,choroba "władzy",uderzenie "wody sodowej" (przepraszam za wyrażenie)gówniar,które ani o pracy ani o życiu nie mają pojęcia,bardzo często stołek grzeją dzięki plecom,a nie dzięki wiedzy i umiejętnościom.I tak mnie ta kuratela psia i sądowa odstrasza.Wycenić psa po kosztach leczenia i nikt nie będzie taki chętny na branie pieska ot tak.


Matko Zuzka2 ależ taka kontrola nie ma kompletnie nic wspólnego z sądem, kuratorem , prawem karnym . Sama przeprowadzam takie wizyty, jest to dla mnie olbrzymi stres bo muszę zadecydować czy ktoś się nadaje wg mnie czy nie na posiadanie psa ale zwykle na miejscu okazuje się że przeprowadzamy sobie miła , luźną rozmowę, ludzie często dopytują o szczegóły dotyczące i konkretnego psa i o problemy wychowawcze, zdrowotne psów, pytają o wszystko i staram się w miarę swojej wiedzy im pomóc, odpowiedzieć i najczęściej obie strony są zadowolone z takiej rozmowy i myślę że nie mają poczucia ze wchodzę w ich życie z butami , bo ich prywatne życie w zakresie nie dotyczącym psa nic a nic mnie nie interesuje .
Nie czuję się jak kurator ( a z racji zawodu wiem o co chodzi niestety ) , najczęściej ludzie nie mają nic przeciwko takiej wizycie, ja sama nie spotkałam się nigdy z tym żeby osoba której wydawałam psa, lub dla kogoś robiłam wizytę nie zgodziła się na nią .
Raz tylko chłopak nie wpuścił mnie do domu , rozmawialiśmy na podwórku i ok , akurat co do niego miałam więcej wątpliwości które przekazałam tymczasowemu opiekunowi i to on zadecydował że ten człowiek nie nadaje się na właściciela psa .
Oczywiście że można się pomylić, jesteśmy tylko ludźmi ale dzięki takiej rozmowie jest szansa na to że i tak skrzywdzony już pies nie zostanie skrzywdzony po raz drugi .

Sama też nie miałabym nic przeciwko takiej wizycie , ba nawet po adopcji można mnie sprawdzać bo nie mam nic do ukrycia ( no może bałagan w domu ale to wszyscy wiedzą żem bałaganiara ;)

erka napisał(a):
Eliza_sk, dzięki za zdjęcia:), a przede wszystkim za kontakt do tych państwa, bo to przecież spadek po Waszym ON-ku:loveu:.

Zuzka2, nie wiem, skąd masz takie przekonanie o działaniach wg przedstawionego przez Ciebie schematu, byc może ktos na dogo działa wg niego, nie wiem.
Ja moge mówic za siebie, nigdy nie trzymam sie żadnych sztywnych reguł. Wszystko uzależniam od rozmowy telefonicznej, również intuicji. Jeżeli nie mam żadnych wątpliwości, to nawet nie wspominam o żadnej wizycie przedaadopcyjnej, nie mówiąc juz o jakichs kontrolach poadopcyjnych .
Tak właśnie było w przypadku domu dla Nory, było kilka ofert domów dla niej, ale co do pozostałych miałam jakieś ale, a w przypadku wybranego żadnych wątpliwości .
Nawet nie trzeba było prosić nowych właścicieli o jakieś fotki z domu, bo sami powiedzieli,że będą zdawać relacje.
Nigdy tez nie mówię,że zdjęcia , to jakis wymóg, ale ,że miło bam bedzie , jezeli będziemy mogły zobaczyc szczęśliwego psa w nowym domu.

Jeżeli dom wydaje sie nie najgorszy, ale pozostaje jakiś cień wątpliwości wtedy mówię , o wizycie przedadopcyjnej, tylko nie nazywam tego żadna kontrolą, tylko rozmową przedadopcyjna.

Natomiast jeżeli kandydat wogóle wg mnie odpada, to mówię o kontroli przedaopcyjnej, potem poadopcyjnych, ale to tylko po to,żeby odstraszyc delikwenta i tak się zazwyczaj dzieje.


No i właśnie też jestem przypadkiem który dostał Bianę bez wizyty, ale nie miałam nic przeciwko niej . Nie zapłaciłam też za Bianę ani złotówki, ba erka dowiozła mi ją do samiuśkiego domu bo akurat miałam tak popapraną sytuację życiową ze nie miałabym możliwości jechać po nią do Kielc , nikt o relacje ode mnie się nie upominał, nie warunkował wydania mi psa od zgody na informacje o Bianie, zdjęcia itp . Więc nie ma reguły .

Posted

Ja też robię podobnie, jak Erka. Podchodzę bardziej intuicyjnie do ludzi. Kazdy potencjalny dom konsultuje własnie z Ewą, jesli mam jakies wątpliwości. Ludzie sami utrzymuja kontakt, przysyłaja zdjęcia czy przyjeżdżają. Oczywiście nie wszyscy, ale to nie znaczy, że tamci sa gorsi. jesli mam watpliwości, to psa nie daję. Wychodze z założenia, że zawsze znajdzie się ten właściwy, bez zastrzeżeń.

Posted

Natomiast, co do opłat za psa, to wiadomo,że pieniądze to sprawa śliska. Ja nie chciałbym ,żeby ktos nas posądzał o handel psami. Jeżeli, ktoś sam pyta, to wtedy mówię,że ewentualnie zwrot kosztów szczepienia jeżeli takie było, żeby było na nastepne bezdomniaki, a sterylka np. jest za darmo .

Czasami zdarza mi się , jak widzę ,ze kogos stać, zapytac o tym czy mógłby partycypowac w kosztach np. transportu. Tak było np. z panią z Krakowa , która jakis czas temu była chetna na adopcję Barego. Pani bardzo miła, mailowała i telefonowała, była w Barym zakochana i juz sie nie mogła doczekac na niego. Poniewaz nie miała podobno jak sama przyjechać, mielismy go zawieźc z Katowic. Poniewaz Bary był szczepiony, kastrowany, miał byc przywiwziony na miejsce, zapytałam pani, czy chociaz nie pokryłaby kosztów transportu, cisza w słuchawce, panią zatkało, więc pytam czy chociaz nie pokryłaby połowy kosztów, zgodziła sie lecz czułam,ze niechetnie. W mailu podałam orientacyjny koszt autostradą, więc równiez koszt bramek/ ale była to sumie nieduża kwota/, na co dostałam odpowiedź,ze podałam jej zawyżony koszt i ,że to jest nieuczciwe,ze w takim razie ona sama po niego przyjedzie.
Oczywiscie nic mnie tak nie ruszyło, jak uwaga o nieuczciwości, kiedy my takim wysiłkiem, równiez finansowym ratujemy te psiaki. Odpisałam więc pani, przybliżając jej troche to , na jakich zasadach działamy i ze niestety psa nie dostanie, bo jej postawa źle rokuje.
O tym , jaką dostałam odpowiedź nawet nie chce mi sie pisac, w każdym razie okazałam sie osobą okrutną, oceniającą ludzi powierzchownie.

Potem jak przez bardzo długi czas nikt więcej sie Barym nie interesował , rozmawiałyśmy z Jaagą,ze może nie trzeba było tej kobiety przekreślac.
Dom się dla Barego w koncu znalazł,a trwało to troche.

Opisuje tą historię, jako przykład . Bo niestety Zuzka2, to nie jest tak,jak może sobie wyobrażasz,ze chętni na psy czekaja w kolejce, a my sobie przebieramy w domach, a potem żądamy zwrotu poniesionych koszów.
To jest utopia. Realia sa takie, że jak się znajdzie po miesiącach, a czasami latach/ tak tez bywało/w miare przyzwoity dom, to chetny dostaje psa zawiezionego pod drzwi,psa odrobaczonego, zaszczepionego, wysterylizowanego i jeszcze z obrożą i smyczą .A my jesteśmy szczęśliwe,że w końcu sie udało.

Posted

Zuzka - nie wiem dlaczego podciągasz wizyty przed i poadopcyjne pod "kuratele sądową" -żeby miec kuratora to niekoniecznie trzeba porządnie narozrabiać - wiem cos o tym z racji profesji.
Jedno jest pewne nie należy ufać ludziom aż za nadto Ratujemy psiaki, wypruwamy sobie żyły żeby znalazły w końcu ten jeden jedyny dom.
Przykład jamnika Feliksa ze schronu w Łodzi - kobieta zadzowniła do mnie, ze przyjedzie po niego aż Wrocławia - rozmowa ok /przez telefon/ kontakt ze schronem/ przyjazd odebrała jamniczka / po czym po kilku dniach Feliks ląduje w schronie we Wrocławiu!!!!!!! - tym bardziej było to dla mnie oburzające, ze baba dawała gwarancję, a jamniczek był świeżutko po kastracji. Dzięki czujności osób z dogo dowiedziałam się o Feliksie. Jakbym nie mieszkała tak daleko od baby to ...........
UWAŻAM ŻE TAKIE "KONTROLE" POADOPCYJNE I PRZEDADOPCYJNE JAK NAJBARDZIEJ POWINNY STANOWIĆ ELEMENTARNY "SKŁADNIK" ADOPCJI
Dzisiaj wyadoptowałam swoją tymczasowiczkę Żelkę - bez wizyty przedadopcyjnej - ale dlaczego? a dlatego, że
- Państwo przyjechali ponad 200 km
- rozmawiałam z Państwem przez kilka dni, przysłali mi zdjęcia poprzedniej suni,
- przywieźli album ze zdjęciami poprzedniej suni i z ich podróży
- przywieźli wszystko dla psiaka - miskę, wodę, smyczkę, smakołyczki, kołderkę
- przyjechała cała rodzinka
- zrobili zdjęcia i ja także
- zaprosili do domu - o każdej porze
- zapytali o to jaką kwotę przekazać za psiaczka - zwrot kosztów /NIE WZIĘŁAM, BO LUDZIE PRZECUDOWNI- zainteresowali się szczepieniami, odrobaczeniem, sterylką - po prostu takich ludzi jak najwięcej
- mieli suczkę ponad 14 lat - Państwo robili jej zdjęcia non stop, nawet z ostatnich chwil życia, a odeszła 18 maja - bo jak twierdzą, żeby mieć ją jak najdłużej przy sobie, bo ona była członkiem ich rodziny
- Pani z wyprzedzeniem stwierdziła, że jak Żelusia będzie juz stara, to będzie ją w stanie znieśc po schodach - bo jest mniejsza niż ich poprzednia sunia



O TAKICH WŁAŚNIE ADOPCJACH MARZĘ!!!
NIECH WSZYSTKIE PSIAKI TRAFIA NA TAK KOCHAJĄCYCH LUDZI I TAK ODPOWIEDZILANYCH JAK TRAFIŁA MOJA ŻELUSIA

jesli ktoś wzbrania się od wizyty poadopcyjnej, to niestety ja bym psa nie wydała
nieraz jest tak, że nawet nie robię poadopcyjnej, a po prostu dzwonię, rozmawiam, pytam


A oto Żelusia ze swoja nową rodzinką

:loveu::loveu:

Posted

Basia1968 napisał(a):
ogłaszam wszem i wobec, że Kudłatka zostaje w Tarnobrzegu. Ma dom u babci mojej koleżanki /tej koleżanki, którą widziała Divia_gg/ która ją wiozła. Babcia zakochana na zabój. Kudłatka ma kolegę - nie pamiętam imienia malutki piesek w wieku około 13 lat - babcia wczoraj była już dwa razy w sklepie nakupować smakołyczków dla suni. W poniedziałek niuśka idzie do weta i do fryzjera. Poddana zostanie sterylce.
Ja wiedziałam, że tak będzie. Jak sunieczka przejdzie metamorfozę wstawię je zdjęcia.


Basiu, ogromnie sie cieszę i dziękuję jeszcze raz za tak błyskawiczny odzew i pomoc:loveu::loveu::loveu:.
Czekamy na fotki odmnienionej niuni z ciekawością:).

Posted

erka napisał(a):
A my jesteśmy szczęśliwe,że w końcu sie udało.


Amen.

A to mój wkład w dyskusję. Maila dostałam 11 czerwca. Dotyczy Tekili - córci Koni. Poznajecie ją. Suczynka była zawieziona na Śląsk "w ciemno" tylko na podstawie kilku rozmów telefonicznych. Ale to nie znaczy, że zostałaby tam, gdybym miała jakieś wątpliwości.

[FONT=Arial]Witamy:)
[/FONT]
[FONT=Arial]Przesyłamy Pani zdjęcia Tekili. Troche długo to trwało, ale nadal nie mamy w domu internetu i musimy jezdzic do znajomych:)[/FONT][FONT=Arial]
Tekilka nam wspaniale rośnie, waży już około 22 kg. Jest bardzo łagodnym pieskiem, posłusznym:) lubi się bawić:) też z dziećmi. Nasza mądralinka potrafi zrobić siad, dać łapke i leżeć:) Bardzo szybko sie uczy:) Ładnie chodzi na smyczy. Możemy ją puścić, żeby się wybiegała, bo zawsze ładnie wraca. Bardzo lubi się taplać w wodzie:) jak widzi jakiś staw albo jeziorko to od razu wskakuje:) Jest naszą kochaną przytulanką:)[/FONT]
[FONT=Arial] Na chwile obecną wszystkie podstawowe szczepienia ma porobione, na wścieklizne również:)[/FONT][FONT=Arial] Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni i bardzo z nią szczęśliwi, mamy nadzieje, że ona z nami też:)[/FONT][FONT=Arial] Wiele osób mówi, że podobna jest do wyżła.. albo, że jest psem myśliwskim:) Nasza malutka chyba się do tego nie nadaje, ostatnio na spacerze nadepnęła na zająca i nawet go nie zauważyła heh:) Ona woli gonić muchy i motylki:P Prawdziwa kobietka:P[/FONT][FONT=Arial]
Za jakiś czas znów poślemy fotki:)[/FONT]
[FONT=Arial]

Pozdrawiamy serdecznie:)[/FONT]
[FONT=Arial]
Kasia i Rafał
[/FONT]
[FONT=Arial]
ps. Jeszcze raz dziękujemy za tak cudowne stworzenie:) Jest naszym [/FONT]
[FONT=Arial]kochanym maleństwem, które czasami zachowuje się jak człowiek:)[/FONT]



Dziś też miałam telefon od Pana Rafała. Tekilka waży już 25 kg, ma trochę alergii na pyłki, niedługo będzie sterylizowana. Ci Państwo bardzo się cieszą i chcą się tą radością podzielić.

Posted

Czyli, jak najbadziej się potwierdza fakt, że nie ma reguł na udaną adopcję. Czasami jest tak, jak akurat w tych trzech opisanych szczęśliwych przypadkach , a wizyt przedadopcyjnych nie było.
A czasami są nieudane adopcje po pozytywnych wizytach przedadopcyjnych.
Uważam, że wizyta przeadopcyjna w przypadkach, kiedy ktos nas chce świadomie oszukać na nic sie zda, ludzie potrafia tak grać, zdarzało się nawet tak,że umawiano się w innych mieszkaniach.

Po prostu , tak jak we wszystkim w życiu, jest element ryzyka.


Ależ z Tekili piekna pannica wyrosła:lol:, czy to była ta sunia o beniowatym wyglądzie?

Posted

A u mnie nie było wizyty poadopcyjnej ( przed też ) i ja jestem tym faktem oburzona :) Bo niby za daleko ? Nawet bym Ciapke wyczesała na tę okazję !! i Mam dwa zwierza (bo jeszcze kicie od Jaagi) i NIC !! Pozdrawiam i zapraszam J

Posted

agasz napisał(a):
co nowego z króliczkiem? znalazł się właściciel? jeśli nie to ja go chętnie przygarnę. miałam już króliczka, a teraz mam kotkę i 2psy w tym jednego z adopcji.na więcej niestety nie mam miejsca,ale króliczka jeszcze dałabym radę. pozdrawiam.


Króliczek jeszcze u mnie, ale jutro powinien już wrócić do właściela. Gdyby jednak coś było nie tak to dam znać. :lol:

Zuzka czyli uważasz, że osoba adoptująca powinna zapłacić za psa, a potem kontakt może się urwać? Bo skoro zwróciła np. 50 zł za szczepienia to ma psa na własność i osobie wyadoptowującej potem nic do tego jak się pies ma?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...