ageralion Posted July 2, 2012 Author Posted July 2, 2012 mira_c napisał(a):Znów czekacie :( A u mnie nadmiar zajęć i mobilizacji brak :( Wysłałam fotki, a jakże. Tylko ... nie tej Marcie. No to sprawiłaś, że mój poniedziałek zaczął się uśmiechem :evil_lol: Gratuluje średniej i niestety współczuję kiepskiego gustu baseno-kolorystycznego :diabloti: Quote
mira_c Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 Granatowy to nie jest ulubiony kolor Lakiego, tylko skąd ja miałam to wiedzieć? W ub. roku mieliśmy niebieski basen i było ok. A może on daje mi znać, że za mały basen (mniejszy niż poprzedni, który psy postanowiły unicestwić), a nie że kolor mu się nie podoba ? W nocy nie pomyślałam, ale teraz napiszę. Bałam się, że Laki na szosę będzie biegał. Tym bardziej, że brama jest do naprawy (nie da się jej zamknąć :( ). Ale chłopak widać lubi własne podwórze i pole za nim :) Mądry :) Wie, że na drogę wychodzić nie wolno. I mam nadzieję, że tak zostanie. Że "za chwilę" nie poczuje się zbyt pewnie i nie pobiegnie poznawać psów sąsiadów. Quote
mira_c Posted July 8, 2012 Posted July 8, 2012 U nas pogoda zmienna jak w kalejdoskopie. Pół dnia śliczne (i za mocne) słońce, pół burza i deszcz. Dla Laiki to bardzo niefajna pogoda :( Wczoraj miała kilka ataków. Dzięki czemu musimy wejść na pełną dawkę leku p/padaczkowego. Dziś cisza... oby nie przed burzą. Laki zmęczony upałami. I wiecznie wymieniana woda niewiele daje. I przecierania mokrą tetrą też nie. Quote
ageralion Posted July 8, 2012 Author Posted July 8, 2012 A ja wciaz nie wstawlam zdjec! Nie mam jak ich zgrac w domu, bo mi sie telefon zbuntowal :( W pracy jutro sprobuje, ok? (jak znow nie zapomne, bo zaczynam nowa robote i mam stresa na maxa...) Quote
mira_c Posted July 8, 2012 Posted July 8, 2012 Marta pogoń stres :) Ze wszystkim sobie znakomicie poradzisz :) Ja to wiem, a Ty nie? Więcej wiary w siebie :) Quote
mira_c Posted July 23, 2012 Posted July 23, 2012 Pogoda - niestety - znów dała się nam we znaki, ale osiągnęłyśmy z Laiką prostą :) I oby już tak zostało :) Tzn. zdarzają jej się ataki, ale takie normalne, do przejscia bez konieczności jechania do weta. Laki wiecznie niezadowolony, bo podwórze zamknięte, a w koło tyle psów słychać :P Ale ogólnie nie ma powodu do narzekania :) Pozdrowionka serdeczne. Marta jak samopoczucie? Odezwij się :) Quote
ageralion Posted July 23, 2012 Author Posted July 23, 2012 Jestem, zyje :) Ostatni tydzien mnie chorobsko zozlozylo, a o sklerozie nie wspomne. Obiecane zdjecia, przepraszam, ze tak dlugo :oops: Quote
mira_c Posted August 12, 2012 Posted August 12, 2012 A u nas cisza ... po burzy. Wreszcie :) Laika nadrabia ;) ciała, zabawy, przytulania ... W końcu na kilka dni wyłączyła się z codzienności. Laki stęskniony; normalnie widać po nim, że brakuje już dzieciaków, głównych towarzyszy zabaw. Ale są wakacje, więc i chłopaki wybyli z domu na prawie trzy tygodnie. Pozdrowionka serdeczne. Quote
ageralion Posted August 12, 2012 Author Posted August 12, 2012 A ja dostalam od Ciebie ostatnio jakies zdjecie, tylko mi sie zbuntowala komorka i przestala odbierac MMSy :placz: Quote
marta0731 Posted August 13, 2012 Posted August 13, 2012 Hihi, Laika mogłaby zostać modelowym pokazem, jak powinien układać się każdy pies (tyłkiem do otwartego wyjścia), jak ma "ciężkie rewolucje bąkowe" :evil_lol: Dobrze, że u Was też w miarę ok (no bo zawsze przecież może być lepiej, i oby tak było!) ;) Pozdrowionka i mizianki :D Quote
mira_c Posted August 14, 2012 Posted August 14, 2012 Laika nie jest "bąkowa" :D , bo to przecież dama :D (za to Laki nadrabia za nią). Ale doopke lubi wygrzewać. Na podwórzu ma rozłożony dywan (bo brak mu przeznaczenia) na którym się opala ;) Co prawda ma wyciągnięte legowisko, ale dywan lepszy :D W ogóle tu gdzie teraz mieszkamy uchodzimy za dziwaków :D Nie dość, że mają cztery psy (pani, a na co pani te psy?Przecież to żre, a ile to kosztuje. A wszystkie pani szczepi, bo wystarczy jednego żeby mieć podkładkę - jak nie złapać się za głowę ?) to jeszcze na spacerki na smyczy wyprowadzane (a po co one na smyczy, wiejskie psy nie znają smyczy - za to doskonale znają łańcuch :( ). Na tyle to w oczy kole, że jakiś uprzejmy sąsiad zadzwonił kilka razy na policję, że Songo nie jest uwiązany i mieliśmy wizytę dzielnicowego. Który zagroził mi, że jeśli pies nie będzie uwiązany to każda kolejna jego wizyta będzie kosztowała mnie 250 zł. Nie ważne, że podwórze ogrodzone i pies biega na nim, ma być uwiązany !Bo podbiega do płotu i ATAKUJE ludzi ! - większej bzdury nie słyszałam. Pies MA PRAWO szczekać i to też robi. Ale ciężko zaatakować człowieka mając przed sobą 2 m płot. I z konieczności musieliśmy kupić łańcuch i przytwierdzić go w okolicach budy i jak tylko widzę za dużo ludzi na szosie koło domu przypinam go :( Kojec się nie sprawdził - Songo wychodził z bramką :D Bo nie jest przyzwyczajony do takiego ograniczenia. Przy okazji dowiedziałam się, że mam sforę 8 (!!!) psów - nie wiem czy ludzie liczyć nie potrafią, czy mają problem z oczami. Dzielnicowy automatycznie sprawdził szczepienia psów (nie wiem czy ma do tego prawo skoro nic się nie stało, ale dla świętego spokoju pokazałam książeczki) i kwitki od opłaty za psa. No i chłopina był mocno zdziwiony, bo "przecież to kosztuje, jeden pies by pani wystarczył". Ech, uwielbiam jak mi ktoś życie chce układać :( Quote
marta0731 Posted August 16, 2012 Posted August 16, 2012 No masakra jakaś:crazyeye: Szlag mnie trafia:angryy: Nie dość, że ludzie stwarzają straszne warunki psom na wsi, to jak któryś ma lepsze, to źle!??? Mircia, stalowych nerwów życzę, bo ja nie wiem, co bym zrobiła......................... :angryy: Quote
mira_c Posted August 17, 2012 Posted August 17, 2012 Odnoszę wrażenie, ża mam nie tylko stalowe, ale odpowiednio zahartowane ;) Nie wiem co Ty byś zrobiła, ale napiszę co ja robię :) Wychodzę na spacerek z pieskiem na smyczy (a jakże :D ), podchodzę do płotu sąsiadów i pytam "czy ten łańcuch na pewno ma 3 metry? A kiedy pies był z niego spuszczany? Ustawa nakazuje spuszczać na 12 godzin, a ja nie widziałam tego psa biegającego - to jest niezgodne z prawem. A wodę ten pies ma świeżą?". Wiem, że sąsiedzi mają mnie dość. A mam ich tu sporo, bo to dość duża wioska. Efekt moich spacerków taki, że częściej widzę psy biegające przy płocie, a więc jednak spuszczane zaczęły być :) Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że "pan X zadzwonił", więc i "ona" w odwecie może zadzwonić i dostaną kosztowny "dyplom uznania" do zapłacenia ;) A jak widzę wychodząc, że okoliczne kumochy biegną do domu nalewać wodę psom to śmiech mnie ogarnia :D Bo przecież tak niewiele trzeba, by było psu ok. Mój dzień zaczyna się od porannej kawy z M. chwilę po 6, on jedzie do pracy, a ja wychodzę na podwórze - daję psom jeść i nalewam świeżą wodę, zamykam za M. bramę. Wracam do domu i daję jeść i świeżą wodę Laice i Lakiemu - to już taki stały element dnia :) Zaczynam robić obiad i wymieniam wodę psom, bo taka "ustana" na dworzu nie jest fajna do picia. Później jeszcze uzupełniam i znów daję jeść. Czy źle, że jakiś pies ma lepiej? Każda odmienność kłuje w oczy :( Bo może ta druga strona ma rację? Tak więc - profilaktycznie - lepiej ich zwalczyć w zarodku. Uodporniłam się. Naprawdę. Nigdy nie miałam potrzeby posiadania sąsiadek-kumoszek, które pół dnia u mnie w domu spędzają, rozsiewając okoliczne plotki, więc i teraz jakoś nie odczuwam braku codziennego towarzystwa :) Nie mam też zwyczaju "nie posiadania potrzebnych rzeczy", więc nie muszę biec do sąsiadki po szklankę cukru ;) Poza tym mam towarzystwa pod dostatkiem: M., trójka dzieci dwunogich, czwórka dzieci czworonożnych - w zupełności mi wystarczają :) Ale prawdę mowiąc wizyta policji mocno mnie zaskoczyła. Uświadomiłam dzielnicowego, że "pan x" nie miał racji mówiąć, że Songo atakuje ludzi. Dlaczego w takim razie "pan x" nie przyszedł do nas - ach tak, bał się psa. Mógł zadzwonić do M. - z racji wykonywanego zawodu jego numer telefonu jest oficjalnie podawany i znany wielu osobom. Ale co miałby powiedzieć? Że przez płot pies go atakuje ??? No nie wypadało, ale trzeba było ukrócić swawolę psa i pokazać nam, że to wioska decyduje. Trochę mało skutecznie :D Okno z kuchni wychodzi na podwórze i niech teraz dzwonią; przecież wystarczy, że wyjdę przed dom jak ktoś przyjedzie - co mi zrobią ??? Pies na przywołanie przychodzi, właściciel kręci się w pobliżu, więc jest w stanie zareagować odpowiednio. Quote
wykrywka Posted September 6, 2012 Posted September 6, 2012 Jak to możliwe, że mam takie zaległości na wątku, że nie widziałam nowych wpisów :niewiem: Bardzo smutne jest to, co opisujesz Miro. Wielu z nas marzy, przede wszystkim ze względu na zwierzaki, by opuścić bloki, miasto, by przenieść się za jego granice, ale ... nie na wieś :shake:. Mentalność ludzi i standard życia wiejskich psów nie pozwalałyby na normalne życie. Z ludźmi można się nie zadawać, mnie również nie jest niezbędne ich towarzystwo, ale krzywdy zwierząt i zaniedbania nie sposób nie widzieć. Wyobrażam sobie przez co przechodzisz mając to na co dzień. Najważniejsze, że są efekty Twojej, może i niechcianej, obecności oraz uwag w postaci luźno biegających psów i misek ze świeżą wodą. To zawsze coś i byle tak dalej. Może Twoje "dziwactwa" udzielą się innym. Pod tym kątem miasto jednak lepsze, nawet blokowisko. Zwierzaki żyją lepiej. Nie widuję niepokojących zachowań u siebie pomijając ... kolczatki na punkcie których jestem przewrażliwiona. Były przypadki psów, które uwielbiam i ludzi, których lubię w których kolczatki miały zastosowanie. Na pytanie dlaczego pies w kolczatce padały odpowiedzi: - bo taki duży i ciągnie, poza tym to kosztuje, po co wydawać pieniądze. Zawsze mam w zapasie jakieś obróżki kupione na bazarkach u Taks i te półzaciskowe świetnie się sprawdzają więc obdarowuję nimi psy. I jaką mam przyjemność, gdy na spacerach widuję psy w moich obrożach zamiast w kolczatkach. Najstarsza służy już ponad dwa lata, widać, że solidna robota :lol:. Miro, może coś przeoczyłam, nie doczytałam :oops:, ale ... wydawało mi się, że masz dwa psy a teraz czytam, że cztery. Kto to jest Songo i ten drugi co mieszka na podwórzu ? Quote
mira_c Posted September 7, 2012 Posted September 7, 2012 [FONT=Tahoma]Songo jest z nami od 5 lat :) Chłopaka znalazł M. mroźną zimą w lesie :( Jest oazą spokoju i cierpliwości :) Przeszedł ocenę predyspozycji i kurs, którego nie ukończył (ze względu na własne lenistwo w kwestii wykonywania poleceń ;P ), ale dla mnie jest najlepszym dogoterapeutą z jakim mój syn miał do czynienia :)[/FONT] [FONT=Tahoma]Szczęściara (nazwana tak przez moją córkę, zwana przeze mnie Szczylką) wlazła nam na podwórze w listopadzie 2011 roku. Mały szkielet z mocno poobijaną psychiką :( Do dnia dzisiejszego panicznie boi się mężczyzn :( Ale przestała bać otwieranych drzwi w samochodzie; jak wracamy do domu sama podbiega by się przywitać (do mnie i do dzieciaków).[/FONT] [FONT=Tahoma]Songo pojawia się na fotkach; taki duży biało-siwy kudłacz :D [/FONT] [FONT=Tahoma]Szczęściary chyba nie ma na zdjęciach. Pisałam o niej w kwietniu, że z cieczką walczyła i miałam wszystkie okoliczne psiaki pod płotem ;P[/FONT] Quote
mira_c Posted September 7, 2012 Posted September 7, 2012 [FONT=Tahoma]U nas dalszy ciąg przepraw z sąsiadami.[/FONT] [FONT=Tahoma]Ech, życie …[/FONT] [FONT=Tahoma]Nie przyjęłam mandatu, skończy się to dla mnie wizytą w Sądzie Grodzkim. Nigdy nie miałam okazji odwiedzić tego miejsca, więc chyba czas najwyższy ;P A dlaczego nie przyjęłam? Bo okazało się, że mam zapłacić za to, że moje psy biegają PO SZOSIE !!! No i oczywiście atakują ludzi. Po jakiej cholera szosie ? Uparłam się, że skoro jakiś anonimowy człowiek zgłasza to niech udowodni, że te moje psy faktycznie po tej szosie ganiają ! W dobie telefonów komórkowych z aparatami to przecież nie jest trudne zrobić fotkę psu, prawda ?[/FONT] [FONT=Tahoma]I tak przy okazji zostałam zapytana (! – na szczęście zapytana, bo chyba bym zagryzła :D ) czy nie znęcam się nad psami – właśnie tak ! Bo sąsiedzi słyszeli jak mój pies ujadał i skowyczał ! Faktycznie, pogoda do bani, więc Laika miała gorszy dzień i zdarzyło jej się przez 5 minut walczyć ze sobą i ze mną :( Na szczęście mam niezbędne zaświadczenia od weterynarza, łącznie z opisem napadu bólu spowodowanego migreną / zmianą ciśnienia + własne notatki (z datą, godziną, czasem trwania napadu, podjętymi działaniami – potrzebne mi to na wizyty u weta, bo łatwiej leki dobrać) i panowie w niebieskich ubrankach przyjęli do wiadomości, że to nie z powodu maltretowania psa takie odgłosy. Cholera krew mnie zalała :( Nagle wielcy obrońcy zwierzaków się znaleźli, o swoje nie potrafiąc zadbać :([/FONT] [FONT=Tahoma] [/FONT] [FONT=Tahoma]Stan psów – zadowalający. Jak wyżej napisałam – pogoda do bani, więc pewne sytuacje należy zaliczyć do codzienności i nie rozpaczać z powodu ich zaistnienia. Bo tak łatwiej. Przytulić, starać się wyciszyć, podać leki … Nic więcej zrobić nie mogę.[/FONT] [FONT=Tahoma]Laki jest bardziej polegujący niż aktywny, ale wiek w połączeniu z pogodą ma swoje prawa. Chłopak ma trochę problem z trzymaniem moczu, ale przy pomocy weta i prania kocyków (włożonych do legowiska) opanowujemy problem (badanie moczu + posiew ok. /mogłoby być lepsze, ale nie jest złe/, na usg widać zwapnienia). Widać, że niefajnie się z tym czuje. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta przypadłość mu się nie cofnie, więc też nie będę rozpaczała z tego powodu. Pozdrowionka serdeczne z zimnego, pochmurnego O.[/FONT] Quote
ageralion Posted September 7, 2012 Author Posted September 7, 2012 Ehhh jesień zapowiada się dla Was dość ciekawie, szkoda że nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przynajmniej Wam nudno nie będzie i na wątku będzie co wpisywać ;) Buziaki dla Was (PS a nie mówiłam, że mała u Was zostanie? ;)) Quote
mira_c Posted September 7, 2012 Posted September 7, 2012 ageralion napisał(a): PS a nie mówiłam, że mała u Was zostanie? ;) No mówiłaś, a ja upierałam się, że psów nam już wystarczy :D Widziałaś jaka to kupka nieszczęścia była jak do nas dotarła, a teraz to fajna panna :) I sierść ładna się zrobiła, nie skołtuniona (trochę musiałam powycinać). I pychol słodki. A te uchole teraz wyglądają bosko po proostu - dla tych co nie widziały - szczylka jest miniaturką on-ka, ale uszy to ma typowo on-kowe i wygląda z nimi jak nietoperz szykujący się do startu :D Bardzo czujna. No nudno nam nie będzie, choć prawdę mówiąc po ostatnim bardzo emocjonalnych miesiącach wolałabym teraz mieć błogi spokój. Degradacja M. w pracy, mniejsza pensja, zmiana domu na chałupę, zmiana szkół chłopakom + przedszkole młodej, moja obrona, remont, kurs prawa azdy, oblanie egzaminu p.j. (przede mną kolejna próba, jeszcze nie wiem kiedy bo się nie zapisałam), psiaki ... i jeszcze cholerni sąsiedzi. Nie sądzisz, że trochę wypadałoby odpocząć ? Quote
wykrywka Posted September 7, 2012 Posted September 7, 2012 Dzięki Miro za wyjaśnienie stanu posiadanego zwierzyńca, rzeczywiście dosyć znaczny :lol:. Niesamowita jest prężność działania stróżów prawa w Twojej okolicy, może podobnie zareagują, gdy to Ty zgłosisz łamanie przepisów Ustawy o Ochronie Praw Zwierząt. Z drugiej strony jeżeli donos, że maltretujesz zwierzęta nie był tylko chęcią zrobienia Ci na złość, to można przyjąć go jako pozytyw. Ludzie nie znają Ciebie ani Twoich zwierząt, nie każdy też wie, jak zachowuje się pies w czasie ataku padaczkowego więc chyba dobrze, że nie wszyscy okazali się głusi. I gdyby okazali sie jeszcze życzliwi, szczerzy ..., pomarzyć dobra rzecz :oops: Pozdrawiam serdecznie oraz przesyłam czułości dla wszystkich czworonogów. Życzę błogiego, zasłużonego spokoju. Tym co przeszłaś z rodziną w ostatnich miesiącach można by obdzielić wiele ludzi a i tak nie wiem czy poradzili by sobie. Quote
mira_c Posted September 8, 2012 Posted September 8, 2012 Wykrywko - przykre jest to, że ja zdaję sobie sprawę, że sąsiedzi nie zgłosili "mojego znęcania się" z powodu troski o psa :shake: Tylko jako odwet za moje zainteresowanie ich psami. A naprawdę ciężko nie słyszeć skowytu czy ujadania przez 5 - 10 minut. Dwa dni po wizycie znalazłam w skrzynce adres "weta"*, który usypia psy. Bo widać dzielnicowy musiał gdzieś powiedzieć, że jeden z psów jest chory. Podobnie tłumaczyłam się z zachowania mojego syna :shake: Bo też - jak na autika przystało - potrafi zachować się nietypowo, krzyczeć ... Pomimo, że na co dzień nikt by chyba nie powiedział, że młody jest tak zaburzony. I w sklepie zdarzyło mi się usłyszeć, że "ta nowa ma niewychowanego bachora co mordę drze" - nie było to powiedziane bezpośrednio do mnie. Życie po prostu. Mnie nauczyło przede wszystkim pokory i szacunku dla tego co mam i dla innych. Wiem, że ludzie mają inną hierarchię wartości, że dla wielu "istoty chore" powinno się eliminować ze społeczeństwa, umieszczać z zakładach czy zabijać :( I - wiem jak to podle brzmi - chciałabym, by taki człowiek zaniemógł na jakiś czas i miał okazję się przekonać, że chory, niedołężny, niepełnosprawny też chce i ma prawo żyć. I powinien móc liczyć na pomoc, a nie szykany czy wyalienowanie. * ciężko nazwać tego pana wetem, bo on usypia każdego psa wystarczy by ten znudził się opiekunom. Kiedyś nawet z nim rozmawiałam i powiedział, że lepiej uśpić niż ma zwierzak latać po okolicznych lasach i dziczeć albo pozwolić, by ludzi widłami czy łopatą zabili - tu ciężko się z nim nie zgodzić, bo okoliczni ludzie nie oddają psów do schronów, nie szukają nowego domu tylko "pozbywają się" :( Quote
wykrywka Posted September 8, 2012 Posted September 8, 2012 Czytając Twój post poczułam napływające łzy, nie wiem, żalu, bezsilności czy ... wstydu :-( Quote
marta0731 Posted September 9, 2012 Posted September 9, 2012 Jak tak czytam... No ręce i cycki opadają... Aż mi się coś w środku robi:angryy: Najgorsze, że ten policjant pewnie z tymi wszystkimi wiochmenami się zna od lat, i wiadomo czyją stronę trzyma. Oczywiście prawa go jakoś ograniczają, ale może inaczej reagować na zgłoszenia tych chłopków, a inaczej podejdzie do Ciebie. Wiecie, jak to jest na takich wiochach, zamknięta klika, nie tak jak na osiedlach w miastach, gdzie mało kto się zna w dużym skupisku ludzi Ehhhhhhhh............... Mircia, a Laki to tylko tak podsikuje, czy też duuuuużo wody pije? Bo wiesz co ja mam z Montim... Quote
mira_c Posted September 9, 2012 Posted September 9, 2012 Wykrywko nie ma powodu Ci być wstyd. OT na temat mojego / naszego życia. Żyję z niepełnosprawnością / innością mojego syna prawie 14 lat. I zdążyłam przyzwyczaić się do różnych reakcji ludzi. I tego typu teksty - wierz mi - nie robią już na mnie wrażenia. Odkryłam - niestety - pewną zależność w mentalności ludzi (bardzo uogólniam - jeśli kogoś urażę - PRZEPRASZAM ); jeśli dasz z siebie zrobić męczennicę, będziesz tylko i wyłącznie narzekać jak Ci ciężko ludzi będą klepać po pleckach, litować się, biadolić nad Twoim losem aż w końcu odsuną się, bo ileż można słuchać? Jeżeli będziesz szła z wysoko podniesioną głową i starała się walczyć z przeciwnościami, walczyć o lepszy byt będą Cię szkalować, obgadywać, wyszydzać ... Taka ciekawostka - nadal istnieją grupy społeczne, które twierdzą, że choroba dziecka to kara Boska :D No to musiałam mocno grzeszyć będąc dzieckiem i nastolatką :D Bo urodziłam Mateusza mając 19 lat. Jako "skażona niepełnosprawnością" powinnam zamknąć się w czterech ścianach i płakać nad losem :D No ja - stety - uparłam się, że mój syn będzie chodził do normalnej, miejscowej szkoły, bo nie ma deficytu intelektu, więc dlaczego miałby iśc do innej szkoły? Po to nie pracuję zawodowo, by w razie potrzeby odebrać go w każdej chwili z tej szkoły gdy konieczne jest odsunięcie go od źródła stresu / przerwanie zachowań niepożądanych / przeciwdziałanie atakowi epi ... Kiedyś w przypływie - chyba gorszych - dni zapisałam się do stowarzyszenia rodziców dzieci autystycznych, gdzie - w myśl statutu - rodzice mieli się spotykać, a dzieci w tym czasie miały mieć zapewnioną terapię. I byłam na takim spotkaniu kilka razy. By od razu nie przekreślać. Bo może źle odbieram atmosferę tam panującą i "brak terapii / pozostawienie grupki autików praktycznie samym sobie" to tylko moje dziwne wyobrażenie, bo może oczekuję czegoś więcej. I gdyby to było realne chciałabym Wam pokazać jakiego mam wspaniałego syna ! Inteligentnego, oczytanego, mówiącego (co prawda ma ubogi słownik, tylko o wybranych tematach opowiada wyczerpująco), cieszącego się "całym sobą" ... A gdy jest gorzej mam też syna agresywnego i autoagresywnego, podpalającego (bo fascynuje go dym), tnącego co się da ( i co się nie da też) ... którym trzeba opiekować się 24 godziny na dobę (dosłownie pilnować go, chodzić wnet krok w krok, spać w jednym łóżku /albo lepiej nie spać /) z obawy o jego (i nasze) bezpieczeństwo. Ale tych złych chwil jest zdecydowanie mniej niż tych dobrych :) I wierzcie są ludzie, którzy nie widzą, że Mati ma jakieś odchylenia od normy :) Oceniają go jako bardzo nieśmiałe, zamknięte w sobie dziecko. I tyle :) Quote
mira_c Posted September 9, 2012 Posted September 9, 2012 marta0731 napisał(a): Najgorsze, że ten policjant pewnie z tymi wszystkimi wiochmenami się zna od lat, i wiadomo czyją stronę trzyma. Oczywiście prawa go jakoś ograniczają, ale może inaczej reagować na zgłoszenia tych chłopków, a inaczej podejdzie do Ciebie. Wiecie, jak to jest na takich wiochach, zamknięta klika, nie tak jak na osiedlach w miastach, gdzie mało kto się zna w dużym skupisku ludzi Ehhhhhhhh............... Mircia, a Laki to tylko tak podsikuje, czy też duuuuużo wody pije? Bo wiesz co ja mam z Montim... Niech sobie ma dzielnicowy podejście do mnie jakie chce. Mam to w czapce prawdę mówiąc :D Zrobić mi nic nie może, bo za posiadanie chorego psa czy chorego dziecka przecież mandatu mi nie wlepi :D i w żaden inny sposób nie ukarze. Zakazu sądowego odnośnie posiadania tychże też nikt nie wyda, więc pozostaje mi ... przyzwyczaić się do jego wizyt :D Dziwne jest to, że on zupełnie nie kojarzy mnie z GP. Ani mnie, ani psów, ani dzieci ! Pomimo, że był u nas nie raz - choćby kupić drewno czy na rozmowę tematyczną - bo dzielnicowy musi składać takie wizyty na wioskach, gdzie uświadamia ludzi / rodziców w kwestii przemocy, narkotyków, alkoholu i innych występujących zagrożeniach. Ale nastąpi taki moment już niebawem gdy sobie przypomni :) Bo M. zadzwonił do niego i go zaprosił :D Tak żeby sobie porozmawiać. I wiem, że jego wizyty służbowe u nas raczej w tym momencie się skończą. Właśnie z powodu tych zależności lokalnych, które Ci się Marto nie podobają (wszak inżynier leśniczy jest wyżej w lokalnym półświatku niż np. rolnik - nie wiem dlaczego, bo dla mnie i jeden i drugi to po prostu człowiek). A problem skończyłby się dawno gdybym przy pierwszej wizycie powiedziała, że psy są M. a nie moje. Laki nie pije więcej. Po prostu wiek u niego wychodzi i zwieracze już nie mają takiej siły do utrzymania wszystkiego na miejscu. Właśnie pamiętając, że z Montkiem masz takie problemy gdy laki po raz kolejny miał mokrawe legowisko (bo to nie jest tak, że on się "cały wysikuje", on popuszcza /?/) zrobiłam mu pierw badanie ogólne moczu + cukier, potem posiew, bo w poprzednich nic nie wyszło. No i w końcu usg + rtg (mordęga utrzymać go na zimnym stole). I wyszły nam zwapnienia + wet powiedział, że mięśnie mają prawo słabiej pracować = nietrzymanie moczu. Quote
joaaa Posted September 10, 2012 Posted September 10, 2012 Iguś, który był u mnie tak podsikiwał. To znaczy, właściwie wylewało się z niego, właśnie jak leżał, to był wtedy ucisk na pęcherz. Wylewało się z niego tez jak chodził, ale to opanowaliśmy jak zaczął dostawać propalin. Ale jak leżał, to nic nie dało się poradzić, wszystko było mokre i ciągle prałam. Muszę napisać, że u mnie na wsi jakoś normalniej. Trafiłam na sąsiadów, którzy lubią psy, jedni mają 5 małych zagryziaczków, a drudzy dwa, tak upasione, że mały ledwo chodzi. ;) I jedni, i drudzy lubia psy, to znaczy nie tak jak my, nie trzymają ich w domu, tylko na dworze, ale karmią porządnie i mają porządne budy, ciepłe. U innych zaglądam na podwórka, jak mogę, to psy na długich łańcuchach, najczęściej takich przesuwanych na powieszonym drucie. Albo luzem na podwórku, czy w kojcu. Podobno zdarza się, że ktoś coś zrobi psu, ale to bardzo rzadko. No, poza tym ja mieszkam trochę z boku i nie udzielam się towarzysko. ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.