Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

IVV napisał(a):
a moze by zostal z wami na zawsze:cool3:


chciałabym...wszyscy byśmy chcieli...kochamy go bardzo...ale jeśli zostanie z nami,co będzie z innymi biedami?tyle ich czeka na swoją szansę :( na razie nie mamy warunków do większej liczby psiów.czekamy na większe mieszkanie,ale wszyscy chyba wiemy,że możemy czekać jeszcze klika lat :/

Akrum napisał(a):
jejciu, dota - gdzie jest tamten Welsh, którego widziałam na zdjęciu ze schronu i u Jamora?
podmieniłaś go? to nie ten sam Welsh?

a tak na poważnie - to nie spodziewałam się, że on aż tak wypiękniał i w oczach już nie widać tego strachu, tylko zadowolenie i radośc :) i ten uśmiechnięty pycholek - normalnie nawet nie wiesz jaką radość nam sprawiłaś tak cudownymi zdjęciami radosnego i pełnego życia Welsha :)
mówiłam ci, że ten wypad na działkę to będzie dobry pomysł - odżył na łonie natury :) teraz będzie jeszcze szczęśliwszy :)


ja,kiedy widzę go takiego odmienionego,jestem najszczęśliwszym stworzeniem na ziemi :) wiedząc,jaką drogę przebył ten pies,jak był wycofany a jak teraz szuka sam kontaktu z nami a w jego ślepkach już prawie nigdy nie widać strachu,mam ogromną satysfakcję nie do opisania :)

wyjazdy na działki rzeczywiście bardzo mu pomogły.nam też,bo odkąd Welsh zużywa nadmiar energii na zwiedzanie,wąchanie i inne ciekawe sprawy,nie ma chłopak ochoty demolować a my mamy mniej sprzątania w domu :evil_lol:
lizanie po rękach to najcudowniejszy sposób w jaki Welsh okazał mi uczucie :) miłe jest także to,że co jakiś czas podchodzi do mnie i obwąchuje czy aby ja to na pewno ja.nie boi się nawet zbliżyć pyszczka do mojej twarzy-już mało mu brakuje do rozdawania całusów :) mnie udało się cmoknąć go w nos.
on do tego stopnia chce być ciągle blisko nas,że nawet w samochodzie pakuje się na przednie siedzenie i jeździ w marcina nogach.a marcin musi jeździć z kolanami pod brodą :evil_lol: Welsh za żadne skarby nie chce jeździć z tyłu,choć wymościłam mu takie fajne mięciutkie posłanko,usunęliśmy wszystko co mogłoby mu przeszkadzać.woli jeździć z przodu.jestesmu atrakcją dla inych kierowców:z tyłu troje dzieci+biała kluska a z przodu marcin zwinięty w kulkę+łepetyna Welsha z jęzorem przyklejonym do szyby

  • Replies 2.3k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

łeee to ja widze ze tu drugi Yogi jest :D
dota nie zostawiaj go! :) na pewno znajdzie dom! tak jak Yogi nagle niespodziewanie. i to az na mazuyrach :)
Chlopak sie odmienil, teraz szukajcie mu super domu. Mowie, na pewno sie znajdzie! Zostawiajac psa w dt nie daje sie szansy innym takim bidom...

Posted

właśnie o to chodzi...my go strasznie kochamy i trochę żal będzie go oddawać do nowego domu,wiedząc ile miłości,pracy i cierpliwości kosztowało doprowadzenie psiura do stanu normalności.ale ściany nie są z gumy,a my dalej chcemy pomagać.

Posted

Masz rację Dota. Jeśli zostawisz Welsha, to inny psiak nie dostanie szansy na normalne życie. Na pewno ciężko będzie Wam się z nim rozstać, ale może znajdzie domek gdzieś blisko Was...:razz:
A gdzie to tak mniej-więcej Welshyk grasuje na działeczkach jeśli można wiedzieć? Może bliżej mnie? :razz:
Dota co to za czarny stwór tam grasuje z naszym modelem? Kolega-działkowicz?
Muszę Ci powiedzieć że odwaliłaś kawał dobrej roboty. Psiak zmienił się nie do poznania. Uśmiechnięty, w miłym towarzystwie, normalnie sama słodycz :p

Posted

Welsh, pokaż się nam dzisiaj, bo coś cichutko u ciebie się zrobiło, żadna ciotka nie przyszła wczoraj w odwiedziny, ani dzisiaj...
więc ja cię na spacerek zabieram :)

Posted

witajcie :)
mam straszną wiadmość.Welsh wczoraj przeżył horror.a ja malo nie dostałam ataku serca.
wyszłam z dziećmi ok 10.30 na zakupy.psy zostały w domu.ze względu na samobójcze zapędy Welsha (wdrapywanie się na parapet) jak zwykle pozamykałam wszystkie okna...
po ok pół godzinie dzwoni do mnie sąsiadka z dramatyczną wiadomością:wracaj szybko do domu bo twój pies wyskoczył przez okno!!
zamarłam.zdrętwiałam.trzęsłam się jak galareta i wogóle wszystko naraz.biegiem do domu.nie pamietam jak tam dotarłam.Welsh był u sąsiadki na 4 piętrze.sam tam wbiegł w szoku.obejrzałam go,czy nie krwawi i zdecydowłam że zawiozę go do kliniki którą znam i wiem że napewno zajmą się Welshem najlepiej jak potrafią.tu u nas nie ma tak dobrej kliniki,najbliżej sggw na nowoursynowskiej.pieso był w takim stanie,że nikt by mi nie uwierzył co się stało i nie przebadałby go dokładnie.tak mi się wtedy wydawało.
wpakowałam psa w samochód,wzięłam ze sobą nastoletnią córkę sąsiadki żeby zagadywała mnie po drodze.w przeciwnym razie wątpię,żebym z Welshem dojechała cała na miejsce.
całą drogę Welsh skakał z kanapy na podłogę i spowrotem,a ja umierałam ze strachu.
dojechałam na miejsce w ok pół godziny.nigdy wcześniej nie udało mi się tak szybko tam dotrzeć.
w Łazach pracują naprawdę cudowne Panie.wszystkie z Panią Magdą na czele rzuciły wszystko i zajęły się nami.Welsh został przebadany,Pani Magda dotykała każdą kosteczkę po kolei.stwierdziła,że wygląda na to,że nic mu się nie stało.aby przekonać się,że w brzuszku nie dzieją się złe rzeczy (robotnicy na podwórku powiedzieli że spadł na bok) zrobione zostało badanie krwi-od upadku minęła ponad godzina i gdyby czerwone ciałka miały niską wratośc,znaczyłoby że jest krwotok wewnętrzny.czekałam na wyniki z duszą na ramieniu.kiedy Pani wet przyszła do nas z dobrą nowiną,strasznie sę ucieszyliśmy że możemy wracać do domu.
ogromny głaz spadł mi z serca.do końca zycia nie darowałabym sobie gdyby Welshowi coś się stało.
zrobiłyśy jeszcze zdjęcie rtg łapki-okazało się że nie pogarsza się jej stan,a to znaczy że jest ok :)
gwożdziowanie nie będzie potrzebne.opatrunek został zdjęty i łapka Welsha wreszcie może oddychać :)
ze względu na wczorajszy wypadek,mam na razie nie nadwyrężać chłopaka,ale raz w tyg mogę zabierać go na działkę.
aha,prawie najważniejsza sprawa:mam podtuczyć Welsha.najwyraźniej karma mu nie smakuje,a je ją tylko wtedy kiedy bardzo zgłodnioeje i przekona się ze nic innego nie dostanie,a jest zdecydowanie za szczupły.
wczoraj na noc dostał pyszną kolację,ale zjadł tylko połowę miski.
obserwuję go cały czas,nic niepokojącego się nie dzieje.siusiu rano było ładne,ani śladu krwi.
jest jeden mały plusik całej tej sytuacji-Welshowi przeszła ochota na amory wobec Koki.a bywało już całkiem wesoło.
Welsh jest wyjatkowy.był kiedyś pies który jeździł koleją,a my mamy psa który chciał latać...

Posted

to, to.. Welsh, co ci odbiło?? mogłeś się przecież zabić głuptasie...
ale dota, napisałaś że pozamykałaś wszystkie okna, to... jak on tak, przez szybę?
a na którym Wy piętrze mieszkacie??
bozzzzsze... ale musiałaś przeżyć nerwy... matko, ja to bym chyba na miejscu zawału dostała...

Posted

Jesssu... ja bym dostała zawału w chwili gdy dostałabym taki telefon :oops:
Jak sąsiadka dzwoniła to chyba czwarte piętro? :crazyeye:
Mojej koleżanki pies kiedyś wyskoczył z balkonu drugiego piętra i też nic mu się nie stało.

Posted

on bardzo chciał wyjść za nami...dlatego znowu wlazł na parapet.zawsze w porę ktoś nas go stamtąd ściągał.tym razem nikogo nie było w domu zeby go uratować.zresztą on już od dłuzszego czasu nie wspinał sie na ten przeklęty parapet,dlatego wczoraj zostawiłam go z czystym sumieniem samego w domu.mój błąd polegał na tym,ze nie bardzo dokładnie zamknełam okno,nie do końca przesunełam dźwigienkę i kiedy on wlazł na parapet,ciałem pchnął to okno i się otworzyło.ono jest starszego typu,w kuchni już nie wymienialiśmy bo czekamy na mieszkanie i bez sensu jest wkładać pieniadze tutaj,skoro zaraz nas tu ma nie być.
zbieram się zeby zadzwonić do Ani i Karoliny.nie wiem czy Ania już wróciła z wypoczynku,nie chciałabym jej psuć miłych chwil.boję się też zdenerwować Karolinę,ale muszę :(
nie lubię pełnić roli posłańca złych wiadomości..

Posted

Welsh wypadł z 1 piętra.Pani Magda powiedziała,że nie dziwi jej za bardzo dobry stan chłopaka,bo wiee z autopsji,że czasem zdarza się że pomimo groźnie wyglądającej sytuacji,pies wychodzi z tego bez szwanku.
ja teraz też już wiem i wierzę w cuda..
nerwy miałam straszne,nawet nie chcę pamiętać jak się czułam.moja wina,że źle zabezpieczyłam okno wiedząc jakie Welsh ma pomysły :(

Posted

dotka, ale najważniejsze że się nic nie stało poważnego, że Welsh'owa łapka na tym nie ucierpiała, że sobie nic nie złamał, w brzusio nic nie zrobił...

Posted

Dota, stało się, to faktycznie horror. Ale już poza wami. Jestem pewna, ze teraz okna na pewno zabezpieczysz. A Welsh, hmm, cudak kochany. Najważniejsze, ze nic sie nie stalo :)

Posted

Welsh fizycznie nie ucierpiał.dla mnie to jest cud.
chłopak zachowuje się normalnie,trochę więcej śpi,ale myślę że odreagowywuje wczorajsze przeżycia.na śniadanie zjadł pół miski papu,teraz zjadł całą michę :)
jeśli apetyt mu dopisuje,chyba nie cierpi?dał się trochę poczesać (ciągle wyłazi z niego puch) i nie zauważyłam żeby bardziej się kręcił niż zwykle,więc myślę że nic go znacznie nie boli.mam nadzieję że tak jest...
im dłużej myślę o wczorajszym wypadku,tym bardziej zastanawiam się czy dla dobra Welsha,nie trzeba zmienić mu dt.dałam ciała,naraziłam psa i to bardzo.przez niedopatrzenie,przez roztrzepanie pies mało nie stracił życia.zawsze przekręcałam dla pewności tą dźwigienkę,czemu wczoraj tego nie zrobiłam?swoją drogą,Welsh ostatnio nie pchał się na ten parapet i to uspiło moą czujnośc.źle się z tym wszystkim czuję.
rozmawiałam z Karolinką,biedna mało zawału nie dostała.uzgodniłyśmy,że skoro Welshowi nic nie jest,nie będziemy Ani psuć urlopu.

Posted

Dotka nie obwiniaj sie ,przypadki chodza po ludziach .jestes cudownym Dt i nie widze powodu by zmieniac miejsce dla psa.
z dziecmi tez sie zdazaja rozne sytuacje i nikt nie mysli o oddawaniu dzieci do innej matki jak wydazy sie cos zlego.
najwazniejsze ,ze chlopak jest ok.obserwuj go w dalszym ciagu przez te nastepne 48godz, tak jak to robisz...

Posted

IVV napisał(a):
Dotka nie obwiniaj sie ,przypadki chodza po ludziach .jestes cudownym Dt i nie widze powodu by zmieniac miejsce dla psa.
z dziecmi tez sie zdazaja rozne sytuacje i nikt nie mysli o oddawaniu dzieci do innej matki jak wydazy sie cos zlego.
najwazniejsze ,ze chlopak jest ok.obserwuj go w dalszym ciagu przez te nastepne 48godz, tak jak to robisz...

Święta prawda. Dotka nie próbuj pozbywać się naszego cudaka-chłopaka :) Zobacz jak odżył przy tobie.

Posted

to był wypadek.ale taką sytuację mogłam przewidzieć.ze dwa razy marcin ściągał go w ostatniej chwili,zdarzyło się że i szfagier ratował Welsha.
ale od momentu wyjazdów z nim na działki,chłopak był spokojniejszy,nie psocił i przede wszystkim nie pakował się już na ten parapet.
mam przegromne wyrzuty sumienia.za każdym razem kiedy na niego spojrzę,włosy stają mi dęba.przepraszałam go już ze sto razy.a on na mnie patrzy tymi swoimi shrekowymi oczkami i jakby chciał mi powiedzieć "nie chciałem doprowadzić cię do łez"
kochany mój...
obserwujemy go non stop.z pracy dzwoniłam do marcina co chwilę,czy aby Welsh znowu nie próbował i czy dobrze sie czuje.
jak dla mnie trochę za dużo chłopak śpi.jeśli do jutra to się nie zmieni,będę konsultować się z Panią Magdą.
nawet jeśli Welsh będzie się czuł bardzo dobrze,i tak po niedzieli pojedziemy do kliniki na wszelki wypadek.oczywiście gdyby coś się działo (odpukać) pojedziemy od razu.
jestem Wam cioteczki wdzięczna za słowa otuchy,ale tak szczerze,nic nie jest w stanie mnie uspokoić czy pocieszyć.za każdym razem kiedy patrzę w shrekowe oczy,boli mnie serce.bo kocham to kudłate stworzenie jak własne dziecko.
a za każdym razem kiedy przechodzę podwórkiem,horror wraca.bo widzę ślady pazurków Welsha na elewacji pod naszym oknem,kiedy próbował się sam ratować.to jest straszne uczucie,naprawdę.wyobrażam sobie co on biedny musiał czuć :(

Posted

Dota jak Ty nam się tu nie uspokoisz z tymi wyrzutami sumienia, to sie chyba skrzykniemy i pojedziemy do Ciebie! Przełożę przez kolano i tyłek strzepie za te głupoty :mad:
Już Ci dziewczyny napisały że każdemu się to mogło zdarzyć. Ja kiedyś zostawiłam uchylny balkon, a kiedy wróciłam okazało się że mój kot próbował przez niego wyjść i zaklinował się w pasie (wiadomo. talia osy :roll:) Jak wróciłam darł się niemiłosiernie. I co? Oczywiście pierwszą reakcją były łzy, a potem radość że zamiast pasa nie było głowy. Tak więc szczęściem w nieszczęściu było to że Welshowi nic się nie stało.
Proszę mi tu nie panikować i wziąść się w garść! I to natychmiast! :mad:
Jak się denerwujesz to pies wyczuwa.
Aha...i a propos spania. W te upały moje psy (koty też) najchętniej nie opuszczałyby domu i też ciągle śpią. Jest gorąco. Szukają sobie ciemnych, zimnych kątów i śpią. Już nawet nie w przejściu co mnie bardzo cieszy :diabloti:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...