Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

asl - dziękuję za nr konta. Pieniążki (55zł) poszło.
Z pewnością będę nadal obserwować losy Daszy i będziemy kombinować nad jej finansami, oby piesiowi nie zabrakło do końca jej dni (mam taką cichą nadzieję)

  • Replies 1.5k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='feliksik']asl - dziękuję za nr konta. Pieniążki (55zł) poszło.
Z pewnością będę nadal obserwować losy Daszy i będziemy kombinować nad jej finansami, oby piesiowi nie zabrakło do końca jej dni (mam taką cichą nadzieję)

Przeogromne dzięki !

Posted

Jasza napisał(a):
Poprosimy o numer konta.
Czytam wątek od jakiegoś czasu, jestem pod wrażeniem Twoich opowieści Czarodziejko, pod wrażeniem Waszego dziewczyny zaangażowania, pod wrażeniem tego, jak Daszka jest dzielna i mądra.
Poprosimy o PW z numerem konta ( PW do Feliksik..).
Daszeńka - wszystkiego co najlepsze. Uściski.


Dzięki Kochana !

Posted

Dasz walczy ze swoim ciałem, a mnie do rozpaczy doprowadza jej bezradność i jakieś takie zdumienie w oczach. Nie może czasem wstać z boku, bo guz odsunął staw i łapa jest jakby nienaturalnym wytworem. Kość powinna być zamocowana w stawie, a tymczasem mogę ją dokładnie wyczuć, bo jest obok guza. On jej tę łapkę wyrywa. Daszeńka ostatnie dnie mniej wychodzi. Może to burzowe duchoty, ale dziś jest po deszczu, a ona biedulka walczy z podniesieniem się. Kiedy się uda, a staramy się ją stymulować, żeby jednak sama wstała, to ogonek macha i już gotowa na spacer. Oczy ma takie zdumione, bezradne, bo żyć bardzo chce, a tu ciało nie pozwala. Podałam dziś 1 cm Amigdaliny i będę podawać codziennie. Rozmawiałam dziś z Ewą i dr Ostaszewskim, który być może nas odwiedzi. Siedzę czasem przy Daszy i płaczę, a ona liże mnie po rękach. Siedzę tak, kiedy Julka nie widzi, bo przecież, gdy sunia opuści schorowane ciało, to będzie szczęśliwym i wolnym światełkiem i jej dusza przyleci do niej jako ćma. Tej przypowieści się trzyma i dzięki temu chyba moje dziecko daje radę. Zagryziona kociczka przyleciała jako biała ćma, babcia jako duża ćma. Już teraz rozmawia z Daszą i uzgadnia, jaki będzie miała kolor w nowym zdrowym i młodym ciele. Ze skrzydełkami...Daszeńka ją liże po rękach i bardzo jest wdzięczna za te rozmowy.
Apetyt ma wciąż bardzo dobry. Zjada, podwarkuje, jeżeli ktoś jej do miski zagląda i jest to cudne patrzeć, kiedy ze smakiem je. Wetki wywnioskowały, że guz nie jest zbyt bolesny sam w sobie, a jedynie zdeformowana łapka może boleć. Traumeel jest więc błogosławieństwem.
Patrzę na tę wyjątkową sunię i jestem pewna, że gdyby nie nowotwór, to żyłaby sobie wdzięcznie i radośnie powolutku jeszcze z kilka latek. Może dwa tylko, ale pełne życia. Nikt tak jak ona nie cieszy się każdym nowym dniem, każdą zwróconą na nią uwagą, każdym wyjściem na spacerek...Gasłaby sobie powoli tracąc siły i zapadając się w siebie aż zasnęłaby na zawsze. Tymczasem życie jej dobiega gwałtownie końca, a ona wciąż jeszcze chce żyć. Tak żałośnie piszczy, kiedy stara się podnieść i ten strach w oczach, że coś nie tak, że nie panuje nad ciałem....

Posted

Czarodziejko, siedzę i płaczę..... A zarazem się cieszę, że Daszeńka jest u Ciebie.
Chciałabym kiedś się znaleźć w Twoim Onkowym Raju.
Dziękuję za Daszeńkę ....

Posted

Dziś rano uradowana Julka znalazła Daszeńkę leżącą przy garnku z wodą obok budki Beja. Każde samodzielne wyjście Daszy to dla nas powód do radości, ale ona nigdy nie sypiała, ani nie leżała na zewnątrz. Zawsze na swoim posłanku w garażu. Wychodziła tylko za potrzebą i na spacerek, a potem umywszy dokładnie łapki odpoczywała sobie pod stołem na swoim posłanku...Dziś leżała pod murem. Kiedy do niej poszłam, ledwo się podniosła, ogonek machał, pyszczek zdziwiony patrzył na mnie przepraszająco...Musiało biedactwo pójść na spacerek, załatwić się i może, kiedy napiła się wody, chociaż ma własną obok kocyka, nie miała siły wrócić, stąd to dziwne miejsce. Podniosła się sama, ale tak ciężko szła. Druga łapka dostaje w kość i jest opuchnięta od dźwigania ciała...Ma ból w zdrowej pachwinie, więc może nadwyrężyła sobie tę łapkę porządnie. Dwa dni temu, kiedy nadeszła straszna burza, Daszka, która się boi grzmotów i błyskawic biegała w panice po całym podwórku szukając miejsca, żeby się schować. Odprowadziłam ją na kocyk i przeleżała wszystko grzecznie, ale co wybiegała, to się odbiło na jej łapce...

Posted

Boże jak ryczę, ta przypowieść o ćmach - coś pięknego. Trzymaj się piesku i TY Czarodziejko. wyobrażam sobie jak cierpisz, jeżeli jak przed kompem płaczę, to ty dopiero

Posted

Boże, jak dobrze, że jesteście..że Daszka ma szansę nacieszyć się życiem i zapomniec to co złe.
Jak dobrze, że są ludzie, którzy nie znają słowa " nie opłaca się" , jak dobrze, że są dzieci, które zamiast Mangi i MCDonalda, wierzą w przypowieści o ćmach i że są rodzice, którzy o tych ćmach im opowiadają...
Daszeńko...

Posted

[quote name='feliksik']asl - dziękuję za nr konta. Pieniążki (55zł) poszło.
Z pewnością będę nadal obserwować losy Daszy i będziemy kombinować nad jej finansami, oby piesiowi nie zabrakło do końca jej dni (mam taką cichą nadzieję)

A ja dziękuję za wpłatę dla Daszki:Rose: Została przelana do mnie tytułem: " od Lisy..." ale to ta kwota 55,00 zł, o której wspomniałaś więc wiem, że od Ciebie :). Wpisałam również 20,00 zł od Iwna5702 :) oraz 35 zł z bazarku od Bela51 :)
Również dziękuję :)

Po przelaniu w dniu dzisiejszym 300,00 zł na Daszkę za miesiąc czerwiec i po dodaniu ww. kwot na koncie Daszy jest 133,57 zł :)

Mam dla niej też 15 zł w gotówce od mojego męża. Miałam 30 zł dla innego pieska, który znalazł dom :) Zofija zaproponowała więc abym podzieliła te pieniądze między Carmen i Daszę na pół. W niedzielę przeleję na Carmen 15,00 i Daszce również dopiszę 15,00.

Posted

Czarodziejka napisał(a):
Dziś rano uradowana Julka znalazła Daszeńkę leżącą przy garnku z wodą obok budki Beja. Każde samodzielne wyjście Daszy to dla nas powód do radości, ale ona nigdy nie sypiała, ani nie leżała na zewnątrz. Zawsze na swoim posłanku w garażu. Wychodziła tylko za potrzebą i na spacerek, a potem umywszy dokładnie łapki odpoczywała sobie pod stołem na swoim posłanku...Dziś leżała pod murem. Kiedy do niej poszłam, ledwo się podniosła, ogonek machał, pyszczek zdziwiony patrzył na mnie przepraszająco...Musiało biedactwo pójść na spacerek, załatwić się i może, kiedy napiła się wody, chociaż ma własną obok kocyka, nie miała siły wrócić, stąd to dziwne miejsce. Podniosła się sama, ale tak ciężko szła. Druga łapka dostaje w kość i jest opuchnięta od dźwigania ciała...Ma ból w zdrowej pachwinie, więc może nadwyrężyła sobie tę łapkę porządnie. Dwa dni temu, kiedy nadeszła straszna burza, Daszka, która się boi grzmotów i błyskawic biegała w panice po całym podwórku szukając miejsca, żeby się schować. Odprowadziłam ją na kocyk i przeleżała wszystko grzecznie, ale co wybiegała, to się odbiło na jej łapce...


I tak strasznie dzielna z niej dziewczynka. To naprawdę niesamowity piesio. Strasznie ujmująca...

Posted

asl, tak napisałam od Lisy, bo to moja tymczasowiczka była i po niej nam pieniążki zostały, dlatego to prezencik od Lisy, bo ona ma już domek. niech Daszce się przydadzą

Posted

Dasza jest bardziej ludzka niż niejeden człowiek ......
I taka wdzięczna za kazdy dzień, tak bardzo doceniająca życie i opiekę.
Dotknieta cięzką chorobą a tak pełna woli przetrwania i optymizmu.
Jestem wdzięczna Opatrzności, że nam ją dał, że możemy uczyć się od tego stworzenia, jak doceniać to co mamy.
Jej cierpienie i odchodzenie boli, ale to też jest bogactwo.
Daszka jest wyjątkowa - bez watpienia

Posted

Daszka z taką pogoda znosi ból, tak bardzo cieszy się słońcem i trawą.
Bierzmy z niej przykład, bo postawa tego stworzonka to wielki kapitał - dla tych, którzy chcą tą naukę dostrzec i przyjąć.
Daszka jest światełkiem już za życia

Posted

Zdrowa łapka opuchnięta nadal, ale Dasz się przemieszcza, bo co jakiś czas zmienia sobie kocyki w garażu.
Po tym incydencie, kiedy to znalazłam ją rano pod murem Daszeńka przez dwa dni leżała tylko na boku...Chciała inaczej, ale przewracała się z siadu leżącego i tak na wznak, nie mogąc złapać równowagi, żeby się podnieść popiskiwała sobie cichutko ponawiając swoje nieudolne próby. W dodatku za zaleceniem dr Ostaszewskiego podawałam jej Amigdalinę codziennie. Była podtruta, nieobecna, skołowana i miała zaciśnięty w grymasie pyszczek. Myślałam, że to koniec naszej Daszy. Guz ogromny, łapka odstaje, druga opuchnięta i jeszcze to leżenie w pozycji bezradności. A ona walczyła, podnosiła się piszcząc i patrzyła mi ufnie w oczy, a tych oczach determinacja i zapewnienie, że jest w porządku. Po kolacji nie dała rady wyjść się załatwić i zrobiła kupę - o ile to ona, bo zazwyczaj s*ają panowie. Kiedy przyszłam po jej miseczkę Dasz leżała na innej kołderce, a na poprzedniej gift ;) Kolejny dzień również przeleżała na wznak nie mogąc się podnieść, bo zdrowa łapka bolała, a ta z guzem zbyt daleko, by ją postawić i normalnie wstać. Machała do nas ogonkiem leżąc tak bezradnie...W oczkach iskierki gasnące, bo codzienna dawka Amigdaliny powoduje, że Dasz traci kontakt z rzeczywistością i leży nieobecna ze skrzywionym zaciśniętym pyszczkiem. Gasnąca gwiazdka do końca świeci i roztacza swój blask....Trzy dni temu nie podałam jej Amigdaliny, bo wydała mi się zbyt podtruta i osłabiona, nie dostała też jeść, żeby organizm się oczyścił. Wodę miała tuż przy posłanku, a ja dochodziłam i podstawiałam jej garnek, żeby nie musiała wysilać łapki. Na drugi dzień Daszeńka już siedziała i rezolutnie oczekiwała porannego powitania. Ot tamtej chwili nie kładzie się na bok, co mnie bardzo cieszy. Trzyma łepek wysoko. Wczoraj było wyjątkowo parno, a Dasz po głodówce, więc spodziewałam się, że zje wszystko, co przygotuję. A ona tylko mięso, i troszkę makaronu z warzywami. Zostawiła sporą część, więc doniosłam jej mleka. Wypiła wdzięcznie wszystko i rzuciła się z warczącym zmarszczonym pyskiem na wszędobylską Hercię, bo jej skakała nad głową ;) Rano Dasz leżała na innej kołderce, a pod stołem na jej posłanku rzadka kupa...Tym razem na pewno jej, po mleku. Myślę, że zdrowa nadwyrężona łapka ją po prostu boli i nie może się na czas wyrobić z wyjściem. Mamy wciąż upały, więc Daszeńka mądrze leży sobie w chłodnym garażu. Zmienia tylko koce.

Posted

Tak wyglądała Dasz po w/w incydencie. Nieobecna i skrzywiona po Amigdalinie. Leży na zdrowej łapce - teraz jest już mniej opuchnięta. Guz w pachwinie łapki zewnątrznej.



Tak się patrzy gdzieś nieprzytomnie....



A tu udało się podnieść i odrobinka przytomności. Po chwili znów upadła na bok.



Posted

Biedactwo kochane ......
Zaraz wychodzi do Was paczusza z lekami, pogoda niedobra i dla ludzi, i dla stworzonek.
Ja bym jej może jednak co drugi dzień amigdalinę aplikowała ?
Daszeńko ........

Posted

Właśnie chyba tak, co drugi dziń. Ja wczoraj nie podałam, bo nie mogę patrzeć, jak ona się po niej zachowuje. Nie może się podnieść z boku, dodatkowo upały osłabiają, ciężko wtedy oddycha. Już tylko krok, by zaczęła robić pod siebie w tej sytuacji.
Podam dziś wieczorem 1cm. Jest upał 30 stopni w cieniu :-? Dasz w garażu, tam chłoidniej. Wczoraj zjadła troszkę suchej karmy i dałam chłodnego mleczka z jajkiem. Niech ma więcej białka. Mniej chodzi, więc martwię się o mięśnie, żeby nie zanikały. Wszystko ze smakiem wypiła, jajo zjadła, miseczkę wylizała. Kochana mordeczka.

Posted

Na zdrowej, opuchniętej łapce na wysokości ramienia zrobiła się przetoka...Ciecz wypływa na zewnątrz. Z jednej strony to dobrze, bo znika napięcie, ale rana...upał...Przemywam OcteniSeptem - nie szczypie, a służy do chirurgicznego odkażania ran i zabezpieczam wyjałowioną gazą. Trzeba często zmieniać, bo szybko nasiąka. Nie cuchnie i nie ma ropy. Kupiłam jej specjalny jedwabny plasterek w rolce, bo poprzedni, mimo iż dla dzieci boleśnie wyrywał sierść przy odrywaniu, a muszę jej dobrze umocować opatrunek. Daszeńka wychodzi sama, żeby się załatwić i zmienia sobie kocyki, czyli troszkę ruchu jest. Dziś rzuciła się z zębami na Beja, który tupał naokoło, kiedy ją opatrywałam. Jest bardzo cierpliwa i wciąż liże mnie po rękach. Układam jej podgłówki, zagłówki i wałki, żeby odciążyć miejsce z przetoką, bo leżąc uciska na nie...:-? Apetyt wciąż dopisuje pomimo upału. Zanoszę jej zawsze jakąś odrobinkę na smak, bo przecież nie może teraz utyć...Ze smakiem zjadła kawałeczek ciasta drożdżowego z truskawką. Okruszki wylizane i dziabnięty podstawiony ryjek Beja przy okazji ;) Zagrzmiało też dziś okrótnie, ale Dasz się nie ruszyła, więc może nie spanikuje. Na wszelki wypadek wkropiłam do mordki Rescue Remedy - kwiatowe esencje dra Bacha, które mam na takie okazje. Obniżają poziom stresu. Kiedyś dostałam takie od Anett dla Groma i troszkę się uspokajał po podaniu.
Na kolację ugotowałam Daszce wątróbki drobiowe z odrobiną płatków ryżowych i zaraz wetrę jabłko. Co więcej mogę zrobić...Ewa już wysłała kolejne ampułki przeciwbólowe i wzmacniające. Dzięki niej Dasz wogóle jeszcze żyje i jest w świetnej formie psychicznej.Oby tylko nadwyrężona łapka doszła do siebie. Jeżeli jutro nie będzie poprawy to wezwę wetki, żeby mi poradziły, jak suni pomóc. Bo wciąż jeszcze chce żyć.

Dokupiłam dziś strzykawki, gazę jałową w kompresach mniejszych i większych, plaster jedwabny i bandaże. Zapłaciłam z pieniędzy, które mam od was.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...