Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.5k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Dzięki Bela. Zima to najcięższy okres. Ja dziś przejrzałam moje zapasy koców i kołder wyżebrane zawczasu. Teraz jak znalazł do bud i garażu. Daszce muszę nabyć paletę drewnianą, bo za żadne skarby świata nie chce się ruszyć spod swego stołu.

Posted

Wierze, ze zima to zły okres dla psow ,ktore mieszkaja w kojcach i budach .Na pewno wymaga wiecej pracy i kosztow ze strony opiekuna.
Szkoda, ze nie zyjemy w innym klimacie. Bo i ja nie lubie zimy.:evil_lol:

Posted

Wszystkie moje psy straszliwie linieją, szczególnie na doopskach, więc co kilka dni zczesuję te kłębki, żeby znów po kilku pojawiły się nowe. Jedynie Carmen linieje na grzbiecie, a bioderka i udzik gładki :D
Spacerek na łąkach. Dasz potrafi chodzić kilkanaście razy dziennie nad stawik.
Tu Daszka z Kają na polu z owsem chyba. Wszystkie psy przychodzą tu sobie witaminki poskubać.







Z Carmen



Skubiemy witaminki ;)

Posted

Leje już kolejny dzień, paskudnie, wilgotno, kałuże i błoto. Zaradna Dasz wychodzi z garażu tylko za potrzeba i szybciutko na kocyk, żeby nie zamoczyć łap i owego kocyka, co doopkę grzeje. A że mało z tego tytułu chodzi, to łapuchny sztywne i żal mi na nią patrzeć, kiedy się tak biedula rozchadza, żeby zacząć jako tako chodzić...Kocyk jej codzień trzepię, bo linieje jak lwica ;) Zamówiłam palety drewniane, żeby jej zbudować w garażu coś na podobieństwo budki, bo jak mniemam, to raczej swego miejsca pod stołem to Daszeńka za żadne skarby nie opuści, a zima idzie. Tak więc będzie miała drewnianą paletę, na niej dywanik i koc i z boku też zastawię, żeby było przytulniej. Na ciężkie mrozy mam przygotowane pomieszczenie z piecykiem w budynku gospodarczym. Tak więc staruszki tam sobie będą mogły leżakować.

Posted

A jak u Ciebie z wolnymi miesjcami? Nie pytam o Paris, bo chyba Zosia zaklepala miejsce po Simbie, ale znalazłam takie cudo na dogo i sen mi spedza z powiek,
A strachulec -Kora II -pojechał do domu.:lol:

Posted

Czarodziejka napisał(a):
Leje już kolejny dzień, paskudnie, wilgotno, kałuże i błoto. Zaradna Dasz wychodzi z garażu tylko za potrzeba i szybciutko na kocyk, żeby nie zamoczyć łap i owego kocyka, co doopkę grzeje. A że mało z tego tytułu chodzi, to łapuchny sztywne i żal mi na nią patrzeć, kiedy się tak biedula rozchadza, żeby zacząć jako tako chodzić...Kocyk jej codzień trzepię, bo linieje jak lwica ;) Zamówiłam palety drewniane, żeby jej zbudować w garażu coś na podobieństwo budki, bo jak mniemam, to raczej swego miejsca pod stołem to Daszeńka za żadne skarby nie opuści, a zima idzie. Tak więc będzie miała drewnianą paletę, na niej dywanik i koc i z boku też zastawię, żeby było przytulniej. Na ciężkie mrozy mam przygotowane pomieszczenie z piecykiem w budynku gospodarczym. Tak więc staruszki tam sobie będą mogły leżakować.


Czarodziejko, włąśnie, czy jest miejsce dla Paris???? Ja czekam na wizytę poadopcyjną u Simby tylko

Posted

Ostatnia przygoda Daszeńki. Otóż, jak niektórzy wiedzą parkują u mnie dwa dziki. W budynku gospodarczym stoją wory ze śrutą dla nich i karmą suchą na zimę. Tuż obok wiadro z karmą awaryjną dla psów- w razie, gdybym nie zdążyła ugotować, albo czegoś brakło. Podczas krzątaniny właściciela owych dzików, oraz lekko zamroczonego alkoholem murarza, który u mnie czasem pracuje, bo jestem w stadium wiecznego remontu drzwi od pomieszczenia były otwarte. Potem panowie sobie wyszli i zostały zamknięte. Minęły może ze dwie godziny i murarz znów poszedł do gospodarczego. Otwiera, a stamtąd proszę ja was kwadratura beczki wychodzi parskając i otrząsając z pyska resztki śruty....Daszka. Weszła, a że głucha, to nie słyszała wołania i odgłosów zamykania drzwi. Z natury ciekawską będąc i czas mając do zagospodarowania zrobiła research i dorwała się do wora ze śrutą. Pojadła jak na smakoszkę przystało.Potem zauważyła lube sercom psów wszytkich wiadro z zawartością sobie znaną, więc otworzyła nosem - był obtarty i ponownie pojadła sobie dowoli. Wyszła ledwo stawiając łapy. Myślałam, że do kolacji nie wstanie, ale cóż...Kiedy tylko nadeszła pora, Dasz z zaciekawieniem wypatrywała swojej małej dietetycznej miseczki tak wdzięcznie i tak ufnie, że cóż...a niech se poje raz jeszcze - nałożyłam jej szczerze. Na drugi dzień Daszka galopowała po polach gubiąc kilogramy, a dziś asystowała przy odgarnianiu śniegu idąc za łopatą między moimi nogami ;)A chyba półtorej godziny odgrniałam, cud, że wciąż dycham jeszcze.

Posted

Czarodziejko.mysle ,ze powinnas wydac ksiazke z przygodami Twoich psow. Uwielbiam je czytac, i mysle ze sprzedalaby sie znakomicie.:lol:
A to zarłoki z tych naszych suniek:evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...