shantara Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Jak idzie szukanie transportu? Na mapie dogo znalazłam coś takiego ( chociaż kiepsko sie w niej poruszam ): Jo37 mail: j_krzyzanowska[małpa]yahoo.com AUTO NET U/KRAW WARSZAWA – Powiśle ania14p kom 501 338 312 mail ania14p@o2.pl Konisia kom. 501-093-687 gg 8328292 mail: karo03[małpa]gmail.cm AUTO (rzadko-jak uda się uprosić TZa) iza_g kom. 501 555 134 gg 2834252 mail: i.grochola[małpa]wp.pl AUTO – dyspozycyjność zależna od TZa. Aligator kom. 0-660 496 882 e-mail: w.35[małpa]wp.pl AUTO – transportowy T-4 oraz Jeep WET –możliwość zorganizowania szybkiej pomocy medycznej dyspozycyjność 24h WARSZAWA - Gocław, Grochów miumiu mail: gosiasojka@poczta.onet.pl tel: na pw lub do wiadomości moda AUTOlecz 2malutkich dzieci, wiec transport awaryjnie Radek tel. 608 40 24 25 (od godz. 15 do 17 raczej nie będę w stanie odebrać, później i wcześniej bez problemu gemini (at) enter.net.pl+ mail z profilu NET AUTO FOTO - na razie AUTO i FOTO wczesniejszy kontakt mail Warszawa ZOLIBORZ Lulka / Aleksandra/ tel. 503-143-355 GG 6168174 viva21@wp.pl NET staly dostep DT gryzonie DTA 1-2 doby AUTO FOTO WARSZAWA Kacka /agnieszka tel. 0-22 815-32-02 NET non stop AUTO - pomoc w przewiezieniu psiaka POMOC FINANSOWA w miare mozliwosci STARE BABICE - Warszawa zachodnia czesc Warszawy /przedluzenie Gorczewskiej Vectra / Ewa tel 503-818-136 NET staly dostep AUTO FOTO CZAS W CIAGU DNIA USLUGI/KRAWIECKIE Może ktoś z nich by mógł pomóc? A może już ktoś pisał do tych osób? Quote
Aga_Mazury Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 pisałam do konisi...jako że bywała na wątku... ale nie pisałam o co chodzi... Quote
Ludek Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Słuchajcie, a czy to musi być SGGW? Słyszałam dobre opinie o całodobowej lecznicy na Śreniawitów (Tarchomin). Chyba jakieś dogomaniaczki leczą tam bezdomne bidy i nie zdzierają z nich za bardzo. Cyba, że się mylę. A do tego jest znacznie bliżej Zacisza niż SGGW. Quote
Aga_Mazury Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Ludek napisał(a):Słuchajcie, a czy to musi być SGGW? Słyszałam dobre opinie o całodobowej lecznicy na Śreniawitów (Tarchomin). Chyba jakieś dogomaniaczki leczą tam bezdomne bidy i nie zdzierają z nich za bardzo. Cyba, że się mylę. A do tego jest znacznie bliżej Zacisza niż SGGW. Nie jestem pewna, ale chyba chodzi o to, że on był tam dośc długo leczony ...i że dogomaniaczka, która go zabiera na SGGW tam się nim zajmowała i pewnie będzie mogła to robić i tym razem...jak coś pochrzaniłam to ze zdenerwowania...historia Szejka jak wiele osób wie jest mi najbliższa bo ona mnie "ściągnęła" na dogo...i dlatego tak mną targają nerwy, że temu psu wiecznie się nie udaje...:(... Quote
jnk Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Z SGGW masz absolutną rację, Aga - tam Szejk był leczony, miał opiekę zarówno lekarską jak i wolontaryjną i zapewne stąd pomysł, żeby ponownie zwrócić się z prośbą o pomoc do lekarzy z SGGW. Nie mogę pomóc dając Szejkowi dom, ale jeśli tylko będą potrzebne jakieś pieniądze - na leczenie, transport, karmę, na cokolwiek - służę pomocą i proszę o priv w tej sprawie. Quote
Lilithian Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Jutro jedziemy na sggw z szejkiem - trasport załatwiony. bede informować na bierząco. Quote
shantara Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 No to trzymamy mocno kciuki. Oby się okazało, że to coś do wyleczenia... Quote
Ludek Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Trzymam kciuki za jak najbardziej pomyślne wyniki badań. Quote
mpolkowski Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Pies był z nami na codzień, obserwowaliśmy go i przewidywaliśmy, że zima może być dla niego tragiczna. 16.07 zgłosiłam problem. Dostałam radę- kupić pieluszki - oczywiście że nie kupię bo żyję z zasiłku, 26.12 prosiłam o pomoc- polecono mi lekarzy specjalistów za których nie mogłam zapłacić ze swojego zasiłku, 27.12 - rada - "wszystko przemyśleć", a dobrymi radami (z których ze względów finansowych nie mogłam skorzystać) podobno jest piekło wybrukowane. 08.02 znowu poprosiłam - dowiedziałam się, że zagłodziłam psa. Od kilku dni nie je, wymiotował, poza tym jego zad jest chudszy od pozostałego ciała ze względu na zanik mięśni i nerwów (to wiem od profesora). Rafał bywał czasami u nas więc wie jak dobrze wyglądał, kiedy nic się nie działo. Nie życzę sobie aby ktoś mnie obrażał, że zagłodziłam psa. Jedzenie leży na podwórku wyrzucane, bo codziennie miał szykowane świeże i ciepłe. Przez tyle miesięcy go karmiliśmy, myliśmy, wytrzymywaliśmy jego biegunki pod stołem i pod wejściowymi drzwiami. Teraz usłyszałam takie słowa mimo, że nikt nam nie pomogł w problemach wcześniej zgłaszanych. Biorąc Szejka nie wiedziałam, że jest on tak ciężko nieodwracalnie chory, inaczej bym się nie zgodziła. Wiedzieliśmy,że jest po trudnym leczeniu i dochodzi do zdrowia. Ale od 16.07.06r. nikt nie znalazł mu ciepłego schronienia na zimę. My nie potrzebowaliśmy rad - my potrzebowaliśmy pomocy. Quote
shantara Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Nie wiem na ile byli Państwo poinformowani o stanie zdrowia Szejka, więc trudno mi ferować wyroki. Faktem jest, że Szejk nie był do końca zdrowy jeśli chodzi o załatwianie potrzeb fizjologicznych. Z tego co mówiono na SGGW powodem tego może być nadwrażliwy układ pokarmowy, który podobno zdarza się u Owczarków Niemieckich. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest konieczność kupowania drogiej karmy, która nie powoduje podrażnień ( nie wiem czy później Rafał ustalił coś innego na SGGW, na moment, w którym ja tam bywałam diagnoza była właśnie taka ). To poważne obciążenie finansowe, z którego nie wiem czy zdawali sobie Państwo sprawę biorąc Szejka. Rozumiem doskonale, że bywają w życiu ciężkie sytuacjie. Nie każdego stać na utrzymanie psa ( szczególnie chorego ). Jednak biorąc psa ( jakiegokolwiek ) należy się liczyć z tym, iż może się coś stać i będzie on wymagał leczenia. Chociażby tak niewinne wydarzenie, jak atak kleszcza, może pociągać za sobą leczenie, które jest bardzo kosztowne. W przypadku psa po przejściach takich jak Szejka, ryzyko problemów zdrowotnych jest znacznie większe. Nie wiem czy byli Państwo tego świadomi. Ja osobiście, podczas dyskusji na forum z zainteresowanym Szejkiem panem, napisałam, że utrzymanie Szejka będzie się wiązało z kosztami. Doskonale rozumiem rozgorycznie związane z zaistniałą sytuacją. Rozumiem również, iż zawiedli się Państwo w swoim oczekiwaniu na pomoc, która, jak wynika z wypowiedzi Państwa, została Wam obiecana. To są naturalne emocje. Wierzę też, że chcieli Państwo jak najlepiej. Jednak być może należało jasno postawić sytuację w schronisku bądź w rozmowie z osobami zainteresowanymi. Nigdzie nie znajduje konkretnej informacji o tym jakiej pomocy państwo oczekują, czy chcieli Państwo aby poszukiwać Szejkowi nowego domu itp. Nie wiem co było ustalane i mówione w rozmawach ze schroniskiem. Na tym forum jednak takowych informacji nie ma. W moim odczuciu, w przedstawionej przez Państwa sytuacji materialnej, należało także dokładniej przemyśleć decyzję o adopcji psa ( bo jak rozumiem, jest to sytuacja stała, a nie nagłe pogorszenie ). Nie mówię tu o stałym czy poważnym leczeniu, ale chociażby o możliwości doraźnej pomocy w nagłej chorobie ( co podkreślam, może mieć miejsce także w przypadku zdrowego psa ). Koszt kroplówki to coś koło 20zł ( plus pewnie jakiś koszt samej wizyty - czyli z 10zł). Kompleksowego leczenia Szejka, chyba nikt z forumowiczów nie mógłby samodzielnie finansować. Jednak nawet tutaj na Dogomanii bywało wiele zbiórek na psy w potrzebie i jeśli tylko byłaby od Państwa informacja, iż taka zbiórka jest potrzebna i ile mniej więcej potrzeba, to na pewno odbyłaby się ona. Tak jak ma to miejsce w tej chwili. Podobnie z innymi kwestiami. Także w tej chwili nie ma jasności, czy Szejk jest już psem szukającym domu, czy oczekują Państwo, że po leczeniu do Państwa powróci. Chociaż być może osoby, które Szejka zabrały posiadają takie informacje, które podadzą później. Quote
Viktorija Posted February 9, 2007 Author Posted February 9, 2007 Słuchajcie. Jestem zdruzgotana... To Rafał załatwiał ten dom, ja przyznaję, ze go nie sprawdziłam, bo Szejkiem zajmował sie Rafał, a mnie na wszytsko oczywiscie nie starcza czasu. PIes jest w bardzo złym stanie. Zobaczymy, czy będzie mozna mu jeszcze pomóc. Na razie został wykapany, dostaje leki na brzuch, przeciwymiotne no i kroplówkę, bo jest potężnie odwodniony. Wymiotuje nawet po wodzie....Ma też bardzo napięty brzuszek, wiec z pewnoscią go boli...Najgorsze, ze jest szkieletem! Lilithian, ktora duza nie jest spokojnie podniosła go sama i włożyła do auta.... Dzwoniła do mnie przed chwilą i powiedziałą, zę pobrano krew do badania i zobaczymy co potem. Nie wiemy jeszcze kompetnie czy są szanse na przeżycie, czy też nie. Do tego są potrzebne badania i ich wyniki. Czekamy... Pies zasnął sobie w ciepełku, a Lilithian czuwa na miejscu nad wszystkim. Co do domu, w którym był, to ja wiele mogę zrozumieć. Wiem, zę Rafał obiecywał pomoc i do pewnego momentu sie z tego wywiązywał, ale od miesiecy nie odbiera komórki, a ja nie mam z nim innego kontaktu, ale jak napisała Shantara, nigdy nie było żadnego jasnego sygnału od opeikunów, ze chcą go oddsąc albo coś tam. NIeprawdą jest to, zę kontaktowali sie ze schrosnikeim. ktokowielk miał cos ze schroniskiem wspólnego, dzownił do mnie. Mój nr był na stronie KOrabiewic. Do p. magdy ne spoósb sie dodzownić. Teraz jej numer jest na stronie pod każdym pdem. mozecie spórbowac. Życzę powodzenia. Więc nie wierzę w żadne kontakty. jedyne kontakty, to to forum. kazxdy moze przeczytać... Nawet jak był sygnał o pomoc, to po chwili była cisza i nikt wiecej z opiekunów nie pisał. Czy jest na forum choc jeden moment, ze zwrócili sie państwo z jakimś pytaniem i nikt nie odpisał? NIe ma. Zawsze my wszyscy z forum sie dopominaliśmy kontaktu,a z panstwa str. była cisza. Ja nie potrafiłabym doprowadzic psa do takiego stanu i sobie spokojnie siedzieć w ciepłym domku obok. moze sobie Pani życzyć, badź nie takiego pisania na forum, ale fakty są faktami i jak widać nic Pani na nie nie poradziła...Za każdy swoj czyn trzeba wziąć odpowiedzialność i już. Jak widać, jak tylko jakoś jano pani napisała, ze potrzebna jest pomoc, to od razu sie znalazła. Dziękuje pani takze za napisanie, ze nie mogę pomóc, bo pies jest na moje nazwisko na sggw i powiedziałam, zę biore na sibei koszty jego leczenia. POwieziałam pani przez tel, ze nie wiem skąd, ale kasę wytrzasnę i juz i ze państwo nie bedą mieli nic wspólnego z finansami oraz że kasia kombinuje transport. No rzeczywiscie, to ewidentany brak pomocy i olania sprawy. Jak zawsze zostali państwo sami.... Quote
shantara Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Jak już pisałam, wymioty to poważna sprawa. Ja doskonale wiem, jak wyglądał mój pies po napadach 4 dniowych wymiotów ( które nawet zastrzyk z lekiem przeciwwymiotnym nie zawsze zatrzymywał ). Mimo, że codziennie dostawał kroplówki to słaniał się na nogach i przysiadał co 50 metrów ( dodam, że ja też nie mam samochodu i do lecznicy transportowałam go sama ). Niestety przy niektórych schorzeniach wymioty nawet po wodzie są normalne. Dlatego kroplówka jest absolutną koniecznością. Cała nasza czwórka trzyma mocno kciuki za Szejka. Quote
mpolkowski Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 P. Rafał będąc u nas kilkakrotnie był doskonale zorientowany w naszej sytuacji finansowej. A my wiedzieliśmy,że pies nie ma się gdzie podziać. Poza tym w lipcu po pierwszych niepokojących problemach z biegunkami kontaktowaliśmy się z nim i na forum też pisałam, że na zimę musi mieć ciepłe schronienie a nie podwórko. Normalne,że biorąc go nie wyrzucilibyśmy psa na ulicę. Proponowałam poszukanie mu miejsca w stajni albo tp. ale dowiedziałam się że to odpada bo szczeka na inne zwierzęta. Na ten temat też rozmawiałam z P. Rafałem. Nie nasza wina, że się nie mogliśmy do tej pory z nim skontaktować. Do tamtego schroniska też dzwoniłam. Pani z którą rozmawiałam do dziś dnia nie oddzwoniła do mnie.Co do jego problemów - lekarz na Sggw powiedział, że zanik tych nerwów powoduje zanik mięśni i jest odpowiedzialny za cały układ wydalniczy. Byłam przy tym. Wiem,że takie rzeczy się nie regenerują a o ile dobrze zrozumiałam miało prawo się pogorszyć więc nie obwiniajcie mnie o pogorszenie jego stanu. Może nie dawałam mu karmy na którą nie było mnie stać, ale dostawał codziennie ciepłe jedzenie. Quote
Viktorija Posted February 9, 2007 Author Posted February 9, 2007 szkoda, ze nie trafił do szpitala wczesniej, a swoja drogą ciekawe co z Rafałem. juz sie zaczynam o niego niepokoić, bo nie wiem czy jakby wszystko było ok, to mógłby się tak m-cami nie odzywać i nie kontaktowac w sprawie Szejka. NIe iwem co sie z nim dzieje, ale mam nadzieję, że nic poważnego. Ciekawe, czy Szejkowi można bedzie jeszcze pomóc, czy już nie... Quote
mpolkowski Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 A gdzie była chęć pomocy w grudniu, moje pismo było ostatnie aż do lutego. Po co mieliśmy pisac skoro pomoc kończyła się na radach, a ja z problemami zostałam sama. poza tym wrócił wtedy do normalności. Może byście zainteresowali się jego obsikanym i obsranym zamarzniętym ogonem i całym zadem. Nie pisałabym tak przykrych zdań gdyby nie to co dziś usłyszałam. Proszę mi powiedzieć w którym miejscu jest prośba o adres czy telefon do nas. Co się tyczy telefonu do schroniska to owszem dzwoniłam, nie wyssałam sobie tego z palca, tylko teraz trzeba zwalić na kogoś winę. Dzwoniłam 27 grudnia o godz 11.43 pod numer 503845563 czas rozmowy 5min40sek(mam biling mogę przesłać) Absolutnie nieprawda że Szejk był wnoszony do samochodu chyba że wynoszony bo do samochodu wprowadzony za obrożę wszedł sam Quote
shantara Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Viktorija: W zupełności się zgadzam, szkoda, że Szejk tak późno trafił do szpitala. Jednak nadal mam nadzieję, że uda mu się pomóc. Kiedy patrzę na mojego psa jak szeleje na śniegu i przypominam sobie jak czołgał się, niemogąc podnieść się na łapy, po podłodze w klinice w kierunku, który myślał, że jest wyjściem, to rodzi się we mnie nieśmiała wiara, że Szejkowi też się uda i kiedyś ( choć może nie tej zimy ) będzie tak szalał. Co do Rafała to mam pewne podstawy przypuszczać, że jednak nic mu nie jest i nie zmienił numeru telefonu. Nie wiem co się stało, że zamilkł w sprawie Szejka.... mpolkowski: Rozumiem, że decyzja przygarnięcia Szejka była podjęta z litości. Jak się już nie jeden raz okazało, to nie jest najlepszy motyw, bo często pomija się wówczas realne możliwości pomocy. Pies to poważny obowiązek i obciążenie. A im większy pies tym więcej kosztuje. Z filmów, zdjęć i wypowiedzi ( nie tylko Państwa ale i innych ) wydawało mi się, że chcieli Państwo Szejka, a nie tylko udzielili mu schronienia, bo nie miał się gdzie podziać. Gdyby od razu tak była sprawa postawiona, to chyba większość zainteresowanych potraktowałaby to jako dobry dom tymczasowy i Szejk nadal ogłaszany był by jako pies, który szuka docelowego domu, który podejmuje się kompleksowej opieki nad nim. Niestety internet ma to do siebie, że trudno często ze słów wyczytać intencje. Dlatego należy pisać jasno, czego się oczekuje. Czasem warto podnieść alarm, tak jak to stało się wczoraj. Szkoda, że nie kilka dni wcześniej. Prawdopodobnie w całej tej sytuacji poważnie zawiódł Rafał ( no chyba, że jest jakieś usprawiedliwienie, o którym nic mi nie wiadomo ). Quote
Viktorija Posted February 9, 2007 Author Posted February 9, 2007 Szejk za chwilę będzie uśpiony. Musialam podjąć tę decyzję, ponieważ jego stan powoduje, ze przeżywa straszne cierpienia i może, a właściwie raczej musi, umrzec, tylko nie wiadomo za ile czasu. Ma coś w jelitach. moze to byc ciało obce, moze być guz, moze być wiele innych rzeczy, natomaist ogólny jego stan powoduje, ze nie przeżyje narkozy i operacji. Poz atym nie mógłby juz wrócić w to samo miejsce, bo lekarze łapią sie za głowę nad jego ogołnym stanem wycieńczenia, w jakim trafił do schroniska. Pies jest w agonii i umiera. Pani doktor powiedziaął, ze oni wiedzą, keidy pies juz powolutku odchodzi i właśnie tak jest... Nic nie da się juz poradzić. gydby trafił do szpitala wcześniej, to moznaby próbować. Nie działaja na niego leki przeciwwymiotne. Cały czas ma odruchy wymiotne, mimo że nie ma czym wymiotować. Inne leki też nic nie pomagają. Jest już za późno...:-( Przeżywa koszmarne cierpienia i sam juz nie ma siły, zeby dłuzej walczyć... Oczywiscie okropna chwila, aby o tym mówić, ale dostał duzo leków, kroplówek, był własciwie reanimowany, zostanie uśpiony i trzeba zutylizować zwłoki (5 zł za kg). Trzeba bedzi epokryć koszty. jak tylko pani dr bedzie wiedziała ile pieniedzy, to do mnie zadzwoni. proszę wpłacajcie na skarpetę Szejka, z pamiecią nad jego walką i cierpieniem, bo musze uiscić ten rachunek, zebym mogla pomagac potem innym zwierzakom. jeśli czegos nie zapłacę, to nie przyjmą mi potem innych zwierząt, które bedą miały szanse. Aga Mazury, pisz ile sie nazbieralo w skarpecie... Quote
shantara Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Szejk! Tak trudno poskładać myśli. Pewnie usypiasz teraz cichutko, w cieple, głaskany po główce. Pamiętam pewno popołudnie, niecały rok temu. Siedziałam przed komputerem. Nagle przyszedł list ze schroniska, w którym mam wirtualną podopieczną. Był o Tobie Szejk. Od tamtej chwili co moment sprawdzałam wątek, zalogowałam się na dogomanię, aby śledzić Twój los. Kilka dni później biegałam i myślałam o Tobie. Podczas tamtego biegu zdecydowałam, że jeśli nie znajdzie się nikt, kto weźmie Cię na te dwa miesiące to mimo trudności zrobię to ja. Potem poznałam Cię w szpitalu. Bawiliśmy się piłką. Biegałeś. Zdjąłeś sobie kołnierz a ja bałam się, że ktoś nas skrzyczy. Tak było kilka razy. Bawiłeś się na śniegu. Trudno Cię było utrzymać. Potem znalazł się domek, z ogrodem, na stałe. Pojechałeś tam a mnie było smutno. Dopiero za jakiś czas dowiedziałam się, że będę Cię mogła odwiedzać. Wtedy Viktorija napisała do mnie, że może skoro nie Ciebie to wezmę innego pieska z jej schroniska, który jest na SGGW. Na początku myślałam, że to zły pomysł. Ale pojechałam odwiedzić te pieski. A kiedy spojrzałam w smutne oczy Casha to wiedziałam, że Viktorija miała racje. Kilka miesięcy później przyszło nam walczyć o jego życie. Lekarze powiedzieli wówczas, że gdyby on nie miał domu, to pewnie nie byłoby go już na świecie. Nie wiem czy mieli racje, ale jeśli tak, to także dzięki Tobie on żyje. Nie mogłam Ci dać domu. Nie potrafiłam Ci pomóc. Przepraszam. Pewnie mogłam zrobić coś więcej, ale człowiek to tylko takie nieco bardziej zarozumiałe zwierzę i nie zawsze jest taki wspaniały jak chcieli by różni idealiści. Nie wiem czy istnieje życie pozagrobowe. Pewnie jak każdy mam nadzieję, że jakieś tak. Jeśli jest coś po tym życiu to tam się spotkamy. Chociaż pewnie trudno Cię będzie poznać, bo będziesz zdrowy, szczęśliwy i merdający ogonkiem. Wiem, poznam Cie po patyczku. Na pewno będziesz miał taki największy, ze wszystkich psów. Jeżeli tam coś jest i są tam wszystkie psie dusze, to pewnie też jest tam moja Sarunia. Ona też kochała patyczki. Razem będziecie się świetnie bawić. Tylko uważaj na takiego wielkiego białego psa o imieniu Iwan, bo może być zazdrosny. Wycierpiałeś tak wiele krzywdy w życiu, od wielu ludzi. Wielu Cię zawiodło, gdy ich potrzebowałeś. Przepraszam, za to wszystko. Przychodzą my na myśl słowa pewnej piosenki, jak zmienić jedno słowo to mogłoby być o Tobie i o wszystkich pieskach, które trafiają do schroniska: Who would have thought that you could hurt me the way you've done it so deliberate, so determined and since you have been gone I bite my nails for days and hours and question my own questions on and on... So tell me now, tell me now why you're so far away when I'm still so close... You don't even know the meaning of the words "I'm Sorry" you said you would love me until you die and as far as I know you're still alive, baby and you don't even know the meaning of the words "I'm Sorry" I'm starting to believe it should be illegal to deceive a dog's heart... I tried so hard to be attentive to all you wanted always supportive, always patient what did I do wrong? been wondering for days and hours it's clear is isn't here where you belong... Śpij spokojnie Szejk. Do widzenia. Quote
andzia69 Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 shantara - pięknie to napisałaś!:-( Żegnaj psiaku [*] [*] [*] Quote
Aga_Mazury Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Dla mnie jest to tragedia <*> Szejk piesku...dziękuję Ci za to, że pokazałeś mi dogomanię, że dzięki Tobie poznałam tylu wspaniałych ludzi, że dzięki Tobie mogę pomagać skuteczniej,...dzięki Tobie tak naprawdę istnieje AFN bo Ty mnie tu przyprowadziłeś...dla Ciebie tu przyszłam. Jesteś najbliższym mi psem tu na dogo.... a teraz odchodzisz...co ja bez Ciebie tu pocznę...:-( nie mogę w to uwierzyć... nigdy nie zrozumiem jak można żyć obojętnie obok cierpienia psa...swojego psa... to dla mnie za trudne... nie umiem się pożegnać...nie z Tobą.... Quote
Viktorija Posted February 9, 2007 Author Posted February 9, 2007 Dobrze, ze chociaż ma kogoś, kto go opłakuje... Nie wszytkie psy miały nawet tylko tyle... Quote
Evelin Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Dopiero wczoraj zobaczyłam Harce Szejka 1 i 2...Psinę znałam wczesniej ,ale byłam pewna,że wszystko jest dobrze...:sad::sad::sad::sad: Dziś cały dzień Szejk platał mi się po głowie..czy zdążycie mu pomóc???Wy zdążyliście,ale dla Niego było za późno..Gdyby trochę wcześniej...Nie moge sie pogodzić z jednym,dlaczego tyle wycierpiał zanim trafił do weterynarzy...To jest ponad moje moje zdolności pojmowania... Szejk odszedł za TM..... [*] [*] [*] Jest mu tam dobrze... Quote
Aga_Mazury Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 shantara mam nadzieję, że nie pogniewasz się jak posłuże się kartką, któą zrobiłaś na wątku psiaków za TM <*> Quote
shantara Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 Aga oczywiście, że się nie pogniewam. Szejk był wyjątkowy także dla mnie. Trudno mi sobie uzmysłowić, że już go nie ma... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.