shantara Posted July 16, 2006 Posted July 16, 2006 Szejk te problemy miał zawsze od kiedy go znam. Kiedy chodziłam z nim na spacery często nie tylko siebie ale i mnie brudził. Z tego co mówili wtedy jego opiekunowie wynikało, że reaguje tak na każdy pokarm inny niż karma, którą tolerował. Wystarczyło, że zjadł kawałek suchego chleba dla ptaków podczas spaceru... Ja myślę, chociaż nie jestem weterynarzem, że jego problemy z sikaniem i kupkaniem bez kontroli wynikają z tego, że ma osłabione czucie w tylnej części ciała. Nie wiem jak teraz jest z jego tylnymi nogami, ale jak go widywałam wcześniej to czasami też nimi tarł, tak jakby nie były do końca sprawne. Chociaż potrafił też wybijać się na nich i skakać jak akrobata. Poza tym zawsze, gdy miał rozwolnienie i wypadała mu kupka to uciekał właśnie tak jakby się bał. Ja zawsze go zatrzymywałam i głaskałam, żeby się uspokoił, mówiąc do niego... Czasami pomagało. Co do rady to może powinniście zapytać dziewczyny tu z forum, które mają pieski z paraliżem. Podobno są jakieś podkłady, podobne do pieluszek. Może na zimę to byłoby jakieś rozwiązanie? Quote
mpolkowski Posted July 17, 2006 Posted July 17, 2006 Co do jego tylnych nóg teraz jest podobnie. Potrafi wysoko skakać w zabawie, ale czasami tak jakby ciągnął je za sobą. Kiedy chce się położyć też je najpierw układa a dopiero potem resztę ciała. Szkoda że taki fajny pies był tak skrzywdzony. Co do podkładów - chyba nie czuję się na siłach - po prostu mam dużo pracy przy swoim niepełnosprawnym dziecku. Teraz latem kiedy jest ciepło dużo czasu spędzamy na podwórku ale zimą jest szkoła, nauka, rehabilitacja. Także pieluszkowanie Szejka odpada. Quote
Aga_Mazury Posted July 17, 2006 Posted July 17, 2006 Tylko czy pieluszkowanie zimą nie zajmie jednak mniej czasu niż mycie Szejka i suszenie (ze względu na temperaturę) tym bardziej, że on podatny na infekcje....hmmmmmmm Quote
Aga_Mazury Posted September 21, 2006 Posted September 21, 2006 od dwóch miesięcy żadnych informacji od naszego ulubieńca...:shake: Quote
Ludek Posted September 21, 2006 Posted September 21, 2006 Ja też jestem ciekawa co u niego słychać. Quote
Aga_Mazury Posted December 16, 2006 Posted December 16, 2006 choć słówko co u naszego ulubieńca....plissssss:oops: :oops: Quote
mpolkowski Posted December 26, 2006 Posted December 26, 2006 Niestety ale Szejk jest nieuleczalnie chory. Nigdy nie będzie zdrowym psem i mimo jego silnego, młodego organizmu pełnego chęci do zabawy, nie wiemy jak się to skończy. Po wizycie u neurologa (we wrześniu lub początek pażdziernika) wiemy tylko, że apel o tym że Szejk jest już zdrowy, był dużo przedwczesny. Szejk ma porażenie nerwów około ogonowych. Nie pamiętam dokładnie jak się to fachowo nazywa, ale jest to odpowiedzialne za cały układ wydalniczy. Dostał serię zastrzyków, które musiałam mu podawać 2 razy na dzień. Od pewnego czasu ma wilczy apetyt i zastanawia nas to, czy to aby normalne. Zjadał każdą ilość jedzenia tak jakby wcześniej nic nie jadł. No i oczywiście całe podwórko zasłane minami, że ciężko przejść nie trafiając na nic (sprząta się regularnie co kilka dni). Miał otrzymać jeszcze jakieś leki sprowadzone z Francji. Ale po telefonie chyba jeszcze w pażdzierniku, że lek jest już w Polsce do dzisiejszego dnia nikt się do nas w tej sprawie nie odezwał. Szejk od dwóch dni żle się czuje tzn. nadal ma dobry apetyt ale wymiotuje i chudnie. Ponieważ ostatnio padało więc jest wymazany w błocie, bo nie chce leżeć w budzie. Dziś złapał mrozek więc też pewnie zmarzł. Obawiam się o jego nerki czy pęcherz. Nie możemy się dodzwonić do P. Rafała, bo nie odbiera nikt telefonu. A może go zmienił. Jak wcześniej sugerowałam, powinien mieszkać w obejściu z oborą i zmienianą słomą, gdzie jest ciepło, tutaj nie wiem co dalej będzie. Quote
shantara Posted December 26, 2006 Posted December 26, 2006 Jeśli się nie mylę to Szejk "należał" do schroniska w Korabiewicach. Jego reprezentantką, z którą ja się kontaktowałam jest Viktorija Radulović - jej telefon jest chyba podany w pierwszym poście wątku ( ewentualnie telefon do schroniska na stronie www.dajmudom.pl są namiary na osoby ze schroniska ( pewnie też na umowie adopcyjnej jeśli była podpisana ). Może oni mogliby pomóc w sprawie Szejka, lub ewentualnie zabrać go ponownie do schroniska i znaleźć mu dom z właściwymi warunkami dla jego bytowania... Z tego co pamiętam to Szejk przebywa gdzieś na Zaciszu w Warszawie? Osobiście polecić mogę klinikę na Malborskiej ( w tym nowym wieżowcu koło ratusza ), gdzie "gościnnie" w razie potrzeby przyjmuje ortopeda, który w październiku wyciągnął mojego psa ( kolegę ze szpitala Szejka adoptowanego przeze mnie w mniej więcej tym samym czasie ) z zapalenia rdzenia kręgowego ( także choroba neurologiczna o nieznanym pochodzeniu). Quote
Ludek Posted December 27, 2006 Posted December 27, 2006 Smutne wieści. Niestety nie jestem w stanie pomóc, ale trzymam kciuki za Szejka. Quote
Viktorija Posted December 27, 2006 Author Posted December 27, 2006 hej Smucą mnie te wieści. Do schroniska, to nie ma co psa zabierac, bo tam mu nikt już nie pomoże. My od wrzesnia nie jeździmy do Korabiewic, więc żadnych trudnych adopcji nie ma co zostawiac na ich głowie. Nikt sie odpowiedzialnie tym nie zajmie. Nie wiem co z Rafałem. jakiś m-c temu rozmawiałam z nim przez tel, to mówił, ze załatwia jakieś leki dla Szejka. Ale potem już się nie odezwał, mówił też, że nie potrzebna mu pomoc. jeśli juz szukać mu domu, to bezpośrednio od Państwa moznaby go zabrać. Przekazywanie go z rak do rąk nie jest na pewno dorbym rozwiązaniem. Czy jego widuje jakis weterynarz? NIe je od kilku dni i wymietuje, ale czy juz wiadomo dlaczego? Proszę jasno napisac, czy Pani chce go gdzieś oddać, czy ma zostać. Ja musze wiedzieć jasno i na tej podtsawie mogę podejmowac dalsze działania. Od lipca nikt od Państwa nic nie pisał, a tu nagle takie okropne wieści... W raie czego podaje tu mój nr tel, bo wcześniej mógł być inny, fundacyjny, już nieaktualny. teraz nr to 0-698 66 33 04. Prosze wszystko przemyśleć i dać znać. Quote
mpolkowski Posted December 27, 2006 Posted December 27, 2006 Przez lato obserwowaliśmy Szejka. Nie mogliśmy się cieszyć jego postępami bo ich nie było. Wstyd było przyjmować gości na podwórku bo potrafił się załatwić wielokrotnie na rzadko np. podczas obiadu w ogrodzie. Obserwowaliśmy tylko, że nie było żadnej poprawy. Ale brzuszek mu się zaokrąglił. W lipcu skoczył na !2 letnią dziewczynkę sąsiadki bo chciał zabrać jej coś z ręki, przewrócił, posiniaczył, dobrze,że byłam w domu. W zabawie poturbował też 7 letniego syna sąsiadów bo ten biegał a Szejk zaczął go gonić. Na szczęście też byłam w pobliżu. Po prostu poczuł się panem na podwórku i chciał dominować. Moją córkę wypuszczam na podwórko tylko wtedy kiedy jestem w domu. Ciężko go odzwyczaić od pewnych nawyków, choć udało nam się mu wpoić, że naszego kota nie wolno ruszyć. Oczywiście nie dałabym sobie uciąć paznokcia, że nic mu nie zrobi jak nie widzimy. W lipcu widzieliśmy się z P. Rafałem i mówiłam mu o jego dolegliwościach żołądkowych po karmie, którą przywiózł dla Szejka więc mu worek zwróciłam. Miał zabrać wtedy Szejka do lecznicy w której Szejk był wcześniej leczony. Wizyta odbyła się na jesieni. Dolegliwości żołądkowe trochę ustąpiły ale od czasu do czasu nawracały. Teraz apetyt ma cały czas. Potrafi zjeść bardzo dużo ale od jakiegoś tygodnia wymiotuje i chudnie - ale jje. Widać mu żebra. Jesteśmy przerażeni, bo wygląda tak jakby nic nie jadł. Ja do lecznicy nie podejmuję się z nim jechać. Ostatnio tak się z nim wyszarpałam, że na drugi dzień bolały mnie wszystkie mięśnie. Byłam cała spocona i cały czas mi się wyrywał. Natomiast dzwoniłam do weterynarza pytałam o wizytę domową i niestety ale nie stać mnie na leczenie Szejka. Co do zwrócenia czy zostawienia: Szejka nie myjemy bo jest za zimno. Jeśli przyjdzie mróz to obawiam się o jego nerki czy pęcherz. Sika tak jak sikał po sobie. Ja go nie wyrzucę z podwórka ale do domu go nie zabiorę. Niestety nie mam warunków dla tak chorego psa. Prawdę mówiąc liczyłam się z tym ,że zdrowieje i trzeba będzie się nim opiekować, ale nie przyszło mi przez myśl, że będę miała na zimę zwierzę, które będzie wymagać więcej opieki niż moje niepełnosprawne dziecko. P. Rafał umawiał się w sprawie Szejka z neurologiem, kiedy będą już sprowadzone leki. Quote
shantara Posted December 28, 2006 Posted December 28, 2006 A jaką karmę Szejk dostawał? Mój pies po leczeniu zapalenia rdzenia też wymiotował. To mniej więcej wyglądało tak: trzy dni przerwy, cztery wymiotów i znowu. W ciągu 3 tygodni stracił 4 kg. Lekarze stwierdzili wrzód żołądka ( wcześniej podejrzewano uszkodzenie wątroby, ale wyniki badań krwi to welminowały - niestety miarodajne mogą być jedynie gdy pies przez jakiś czas nie bierze antybiotyków). Dostał karmę Royal Canin Intestinal po której wymioty natychmiast ustąpiły. Myślę, że skoro Szejk był długo na lekach możliwe są również u niego jakieś zmiany wrzodowe. To by tłumaczyło wymioty. Niestety jest to droga karma - 142zł za 7,5kg. Ponieważ Szejk jest podobnej wielkości więc opakowanie starcza niestety tylko na 3 tygodnie i pies nie może w tym czasie nic innego jeść. Jak wyglądają te wymioty? Podbija go nawet bez jedzenia czy tylko po posiłku? Quote
mpolkowski Posted December 28, 2006 Posted December 28, 2006 Od wczoraj nie widzę aby wymiotował, chyba że gdzieś po kątach. Jest zimno, nie szukałam, mało teraz przebywamy na podwórku. Co do karmy - to nie pamiętam jak się nazywała. Dostawał ją do lipca. Opakowanie było chyba fioletowe. Pamiętam, że pytałam wtedy w sklepie o cenę tej karmy to była droga. Na pocaątku dostawał jeszcze inną, ale może P. Rafał pamięta nazwę, ja nie pamiętam. Ale po tej pierwszej nic mu nie było. Od lipca nie jada karmy , Gotuję mu ryż z wkładką. Przez dłuższy czas dość dobrze tolerował gotowane. Quote
Aga_Mazury Posted February 5, 2007 Posted February 5, 2007 Napiszcie co u Szejka bo ........nie mogę przestać o tym myśleć... Quote
Lilithian Posted February 5, 2007 Posted February 5, 2007 Jeśli Szejk miałby przyjechać do kliniki Sggw (gdzie wcześniej był leczony) proszę o powiadomienie mnie. Opiekowałam się nim od początku gdy tam był a teraz nadal pracuję w klinice. Chętnie pomogę. Czekam niecierpliwie na wieści o zdrowiu Szejka. Jeśli byłaby potrzebna inna pomoc przy nim, również postaram się pomóc. tel do mnie: 501 160 515 Katarzyna Quote
mpolkowski Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Szejk jest w złym stanie. Po lepszym okresie znów nastąpił kryzys. Kilka dni temu wymiotował. Nie ma apetytu. Codziennie dostaje ciepłe jedzenie, ale nie chce jeść. Dzieci boją się o Szejka i cierpią patrząc jak z dnia na dzień chudnie. Pan Rafał obiecał,że jak będzie działo się coś z nim, jeśli będzie potrzeba wizyty lekarskiej, to nie będzie problemu. Okazało się, że zostawił nas samych z jego poważnymi problemami. Dzwoniliśmy w grudniu do schroniska. Niestety nikt się do nas nie odezwał więcej. Ja nie mam pieniędzy na jeżdżenie z Szejkiem po lekarzach, gdyż nie są to zwykłe wizyty na szczepienia lecz poważne leczenie. Nawet nie mam samochodu, żeby go odwieżć. Podejżewam, że Szejk nie przeżyje tej zimy. Quote
shantara Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Kontaktowali się Państwo ze schroniskiem czy też z bezpośrednio z Viktoriją Radulovic? Jej telefon jest podany w wiadomości powyżej: 0-698 66 33 04. Szejk powinien natychmiast trafić do weterynarza, bo te objawy brzmią bardzo poważnie. Z tego co wiem, osobiście zawsze mogłam liczyć na wsparcie Viktoriji i naprawdę wierzę, że jest to osoba, która zrobi wszystko żeby pomóc. Quote
paros Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Koniecznie trzeba ratować go :-( Ci państwo nie pojadą z nim do lekarza :cool3: Quote
Lilithian Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 sytuacja wygląda tak: potrzebuje najlepiej na JUTRO samochodu z kierowcą żeby przewieźć szejka na sggw. jeśli ktoś boi sie że nie da sobie z nim rady - ja pojade z nim i z psem sobie poradze. Trzeba go doprowadzić do ładu i zbadać - a potem postanowić co dalej. Proszę też żeby któraś z dziewczyn które wiedzą jak sie zakłada skarpety pieskom w alarmowym funduszu nadziei o kantakt ze mną. Brakuje nam pieniedzy na leczenie szejka. osobę skłonną przewieźć go na sggw też proszę o kantakt ze mną. SPRAWA JEST BARDZO PILNA - spadł śnieg. jeszcze raz mój telefon: 501 160 515. odpowiem na smsy, oddzwonie jeśli będzie trzeba. Na razie ja bede koordynować całą akcje żeby nie wykańczać Viktorji ale jestem z nią cały czas w kontakcie. Quote
Viktorija Posted February 8, 2007 Author Posted February 8, 2007 U mnie o tyle sytuacja sie zmianiła, ze nie jestem juz w żadnej fund., nie jeżdże do schroniska. nie mam wiec funduszy oprócz swoich prywatnych skromnych środkó. nie moge też zbierać takich kwot jako osoba prywatna. Dziwi mnei nieco podejście, bo jednak alarm był w grudniu i momo moich prób skontaktowania sie i pisania maili itp. państwo sie nie doezwali. któregos dnia przestali pisać... Coż. Wazne, zeby pies nie cierpiał i trafił teraz na sggw. jakoś ktoś kiedys za to zapałci... Bo ćóż innego mozemy zorbic. ja też sie chciałam skontaktowac z rafałem, ale nie odbiera tel od m-cy. moze zmienił. nie wiem. mieszkam poza w-wą. Mam w domu na tymczasie psa po operacji, a na sggw kota, za którego tez musze zapłacić. Nie dam juz rady fizycznie, ani finansowo. NIech ktoś pomoże go przewieźć na sggw. Na leczenie takie jak poprzednio nie nazbieramy kasy, bo to było pare tys. zł. Nietstety jeśli nic innego nie pozostanie, oczywiscie zależy to od diagnozy wetów, ale moze trzeba go bedzie uśpić. Jesli coś mu w srodku nie działa, a moze to byc powiązane z urazem, który kiedys miał, to moze nie poozstanie nic innego. to juz zobaczymy. Ważne, zeby miał teraz ciepło, kroplówki i lekarza. Kto moze pomóc go zawieźć na sggw? Quote
Viktorija Posted February 8, 2007 Author Posted February 8, 2007 lilithain, ja juz też nie wytrzymałam i po naszej rozmowie napisałam...:cool3: Pomocy, bo ja sama juz nie daje rady teraz... Quote
shantara Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Może należałoby zmienić tytuł wątku z zaznaczeniem, że poszukiwany transport, poprosić o przeniesienie go na pwp. Jest też mapa pomocy, może tam się znajdzie ktoś z samochodem. Niestety z tym zwykle bywają problemy. Co do wymiotów to pewnie może być zwiazane z długotrwałym przyjmowaniem leków. Szejk pewnie nie miał badań kontrolnych na wątrobę po skończeniu leczenia? Co do AFN, to Aga Mazury jest prezesem i jest żywo zainteresowana losem Szejka, więc o skarpetę nie trzeba się martwić. Quote
Aga_Mazury Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Ja ze swej strony też bardzo bym potrzebowała kilku zdjęć (oczywiście ze zgodą na umieszczenie ich na innych stronach i jakiegoś tekstu...kogoś trzeba by poprosić kto umie takowy napisac...krótki zwięzły a dający do szybkiego myślenia...i ruszamy z akcją...jak najszybciej... Quote
mpolkowski Posted February 8, 2007 Posted February 8, 2007 Dzwoniłam do Viktoriji wiem, że nie może mi pomóc. Dzwoniłam do Katarzyny ale nie odbiera. Co do tego, że przestaliśmy się odzywać na forum - niestety mamy bardzo stary komputer z uszkodzonym ramem i płytą główną i zdaża się ,że co jakiś czas wysiada wszystko i nie mamy możliwości dostać się do internetu. Szczególnie w ostatnich miesiącach. A od mojego ostatniego wpisu z 28 grudnia do tej pory nikt nie próbował się ze mną skontaktować. Poza tym polepszyło mu się i myśleliśmy, że alarm był niepotrzebny. Znów był wesoły i obszczekiwał szmochody. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.