.Ania. Posted February 28, 2006 Author Posted February 28, 2006 Wielkie dzięki Aga. Mam nadzieję, że kierownik się zgodzi. Quote
bonika Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 U mojej suni wszystkie guzki były "przyrośnięte", nieruchome - także u Pigwusi on może być "operowalny" - zawsze można przecież odciąć ile się da i może podawanie preparatów takich jak Scanomune zatrzyma jego rozwój. Jeśli tylko Pigwusi nic by się nie stało w czasie operacji to NA PEWNO będzie dłużej po niej żyła, nawet może osiągnąć wiek normalnej szczęśliwej starości :lol: Moja suńka była z ras miniaturek, które dożywają przeważnie 16 lat to 14 lat jest chyba też długo. Mnie u Pigwusi najbardziej martwi, że ten guz już taki duży - może stracić dużo krwi tak jak moja sunia i było zagrożenia jej utraty, teraz chyba jednak jest możliwa transfuzja krwi u pieska ? No i domek dla niej znaleźć.. Quote
supergoga Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 http://www.allegro.pl/item89561603_pigwa_zobacz_ona_tak_bardzo_potrzebuje_czlowieka.html PIgwa na allegro. Mam nadzieje, że ktoś się zlituje nad tą sunią i pomoże jej. Quote
bonika Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 Jejku aż mi się płakać zachciało.. If I were a rich man.. Quote
anielica Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 Pigwa musi być na 1 stronie! :-( Ja też mogę dorzucić parę groszy, jeżeli będzie potrzebowała. Quote
.Ania. Posted February 28, 2006 Author Posted February 28, 2006 Mam nadzieję bonika, że masz rację i podobnie będzie u Pigwuni. W piątek będzie więcej wiadomo... Guz jest rzeczywiście duży, wielkości dużej pięści, znajduje się w okolicach tylnej prawej łapy. Quote
jnk Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 Różowy nosek nie może spadać! Musi być na 1. stronie! Quote
minia82 Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 Pigwanie moze byc sama !!!!!!!!!!!!!!!!!szuka domku! Quote
AgaG Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 gdyby się dało leona wyadoptowac, to może na parę dni kochana wetka małgosia mogłaby na nia przez paręd ni zerknąć? No zapytam, dom dla leona potrzebny, aby móc następne ratować!!!! Quote
supergoga Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 A mnie właśnie trafił szlag. Oto email, który dostałam: Witam! Kocham zwierzęta, staram się im pomagać, pomagam schroniskom, ale powiem szczerze, że takie anonsy jak Twój są dlas mnie nie do przyjęcia. Zwierzęta trzeba kochać mądrze, tzn oszczędzić im cierpienia, póki jeszcze jest czas. Nie należy czekać, aż zacznie cierpieć. Wiem, że jest to trudne. Ale konieczne pozdrawiam jermak-warszawa Pozwólcie, że nie napiszę mojej odpowiedzi, choc starałam sie bardzo być grzeczna i spokojna. Jakim prawem ktoś wydaje wyrok śmierci nie znając psa, jej choroby i jej szans.:-( Quote
anielica Posted February 28, 2006 Posted February 28, 2006 Ja też dostawałam takie maile, kiedy wystawiałam kalekie psy...:angryy: Quote
.Ania. Posted March 1, 2006 Author Posted March 1, 2006 Szkoda słów, czyli według tego kogoś trzeba uśpić psa, który jeszcze cieszy się życiem, macha ogonem do wszystkiego i nie widac po nim choroby, bo kiedyś zacznie cierpieć - szok :angryy: To może powinno się też zacząć usypiać psy zdrowe, bo może kiedyś zachorują i też będą cierpieć :shake: Quote
Patia Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 A ja myślę , że osoba , która napisała do Supergogi nie przeczytała dokładnie lub nie zrozumiała tekstu. Przecież nam chodzi dokładnie o to , żeby Pigwa nie cierpiała. Chcemy znaleźć domek , w którym , jeśli Pigwy nie da się już leczyć, odejdzie zanim zacznie cierpieć. Quote
jnk Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 To ja pisałam tekst, który Supergoga umieściła na allegro i wiem dobrze, co napisałam oraz co chciałam przekazać ewentualnym czytelnikom. W tekście wyraźnie jest informacja o tym, że w pewnym momencie dzięki opiece weterynarza będzie można pomóc Pigwie w sposób ostateczny (oby nie było takiej potrzeby :shake: ) - tak, aby przestała cierpieć i odczuwać ból. Odnoszę wrażenie (podobnie jak Patia), że osoba, która napisała do Supergogi nie opanowała sztuki czytania ze zrozumieniem. A szkoda, bo to cenna umiejętność. ;) Quote
Patia Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 Jnk Tekst jest świetny , moim zdaniem , wyraża dokładnie to , co myślę (i chyba inni też) o sprawie Pigwy. Quote
rebellia Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 Wydaje mi się, że za nim ktoś wyda osąd, to powinno się przeprowadzić dokładne badania, aby stwierdzić, czy guz jest nieoperowalny na 100% Z jedenj strony rozumiem ludzi, którzy myślą, że na siłe chce się "reanimować zwłoki" (nie piszę, że tak jest), z drugiej jednak strony "póki życia, póty nadziei", czyż nie? Quote
jnk Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 Tylko że my nie chcemy reanimować zwłok. Chcemy, i wydaje mi się, że to jest wyraźnie napisane, aby suczka miała szansę godnie odejść - bez bólu, cierpienia, zimna. Aby miała miłość i opiekę lekarza, który w porę poda środki p/bólowe i w porę da jej te dwa ostatnie zastrzyki. Tylko tyle i aż tyle. A zdiagnozować ten guz trzeba oczywiście jak najszybciej i jeśli jest tak, jak pisze Rybon - czyli niekoniecznie jest to nowotwór rozlany do tego stopnia, że nieoperacyjny - to operować trzeba za wszelką cenę. Quote
bonika Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 Wyczytałam, że będziemy coś wiedzieć w piątek. To jeszcze napiszę co mi się przypomniało w sprawie mojej suni. Przy operacji tego największego guza wet mówił najpierw, że wytnie wszystkie guzki i profilaktycznie też te sutki gdzie nie ma guzków. Po operacji powiedział jednak, że zostawił takie maleńkie dwa guzki - wielkości ziarna grochu tylko spłaszczone - zrobił tak jak poprzedni zresztą weterynarze bo tłumaczył, że guzy są "przyrośnięte" - nie da się więc wyciąć wszystkiego, są przerzuty do środka i guzy będą rosły i lepiej aby rosły te guzy na wierzchu - na brzuszku niż aby rozrastały się guzy w jamie brzusznej - po prostu jakby należy dać "upust" rakowi na zewnątrz bo łatwiej potem w razie czego też usunąć. No i chyba jest tak też lepiej bo po wycięciu tak dużego guza jest duża rana która może się ciężko goić a szczególnie w miejscu gdzie pozostanie "wrośnięta" część dużego guza - jak nowotwór znowu zacznie się rozwijać to jakby dobrze jest "odciążyć" miejsce gdzie znajdował się największy guz. Druga rzecz to sobie przypomniałam, że moja sunia po tej najpoważniejszej operacji miała potem jeszcze piątą, ale był to właściwie zabieg - przy znieczuleniu miejscowym były wycinane drobne guzki które wyrosły jej i zaczęły przeszkadzać przy załatwianiu się. Operacji z narkozą już nie miała z uwagi na jej wiek, słabe serduszko i też z uwagi na to, że miała za sobą tą właśnie b. ciężką operację. Ja myślę, że w przypadku Pigwusi można by się było zdecydować na operację, może, jak są, zostawić takie bardzo małe np. dwa guzeczki - bo sytuacja coś podobna jak u mojej suni (też są przerzuty do środka ) i KONIECZNIE zacząć podawać jej np. Scanomune bo guzki mogą rosnąć a operacje nie są bezpieczne - trzeba więc jakoś powstrzymywać jeszcze rozwój nowotwora. No i domku znajdź się !:-( Quote
rebellia Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 jnk napisał(a):Tylko że my nie chcemy reanimować zwłok. No właśnie dlatego zaznaczyłam w poście, że ja tak nie uważam. Tylko, że niektózy tak - niestety - myślą :shake: Quote
rybon36 Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 Dziewczyny, z tego co piszecie, guz jest umiejscowiony w 4 lub 5 pakiecie po prawej stronie. Usuwa sie guzy WSZYSTKIE! tz wszystkie znalezione po tej samej stronie bez względu na wielkośc i niczego nie zostawia się pod żadnym pozorem, chyba, że przy pomocy USG stwierdzono przeżuty nowotworu do narządów miąższowych lub na RTG wyszło, że pies ma przeżuty do płuc bardzo zaawansowane. Guzy w płucach u psa bardzo czesto rozwijaja się baaardzo powoli, więc wielokrotnie decydujemy się na zabieg pomimo ich obecności np wtedy, gdy guz sutka jest rozpadający się.Zdecydowanie jednak nie wolno niczego zostawiać i niczym tego tłumaczyć a jeśli guzki występują po drugiej stronie , to zabieg powtórny, dotyczący tej strony planuje się w około miesiąc od poprzedniego. Odstepstwa sa tylko wtedy, gdy badania laboratoryjne krwi sa bardzo złe, badź guz wielkością przypomina głowę kapusty i nie można go usunąć z powodu braku skóry na brzuchu. Źle, jeżeli chirurg postępuje inaczej Quote
swan Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 Jestem bardzo daleko, więc z tymczasowym u mnie krucho, poza tym mamy tutaj fatalne zaplecze weterynaryjne. Z ONkiem jechałam na operację do Wrocławia, bo tutaj to go chcieli tylko uśpić (wyleczony:multi: ) a z kocurem do Poznania. Pigwie nie można takich podróży ciągle fundować. Ale deklaruję się z pomocą finansową Pigwusi, kiedy ją już ktoś weźmie do siebie do ciepełka domowego Quote
kiwi Posted March 1, 2006 Posted March 1, 2006 rybonku ona ma ten uz tam gdzie psy maja z reguly siusiaka, ja nie wiem jak sie to fachowo okresla :oops: tak czy inaczej wiec dom potrzebny! najlepiej w warszawie zeby ciocia rybon sie nia zajela :oops: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.