Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Aniu, moje wet. w niedziele przyjmują od 10-14, tel. 012-638-63-24 (na oś. Widok). Oby nie były potrzebne. Trzymamy za was razem z maleńką Tusią, która nie ma wątku ale jest u nas bardzo kochana. Tak dobrze was rozumiemy!

  • Replies 894
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Nie mam siły. Siedzę i ryczę...:placz: :-( .
Z pigwunią jest znowu gorzej. Byłam z nią tym razem w Krakvecie. Pani jak usłyszała o jej wszystkich chorobach, zobaczyła zdjęcia i wyniki, to się za głowę złapała, jaka ona jest bardzo chora. Serce jest dwa razy większe niż być powinno, guz na śledzione większy od śledziony, płuca też ma nie takie jak być powinny. Wszystko nie tak. Dała Pigwuni jeszcze leki wzmacniające, glukoze i rozkurczające. Nic więcej nie mogła poradzić. Strasznie jej żal Pigwuni było. Szczególnie jak Pigwa tymi swoimi oczkami popatrzyła na nią i noskiem poprosiła o głaskanie:-( . Ja też nie mogłam powstrzymać łez.
Pytałam się co mamy jeszcze zrobić. Mówi, że to nie jest jeszcze pies, któremu można tylko ulżyć w cierpieniu, ale mówi, że najprawdopodobniej taki moment nadejdzie. Tylko trudno przewidzieć czy to będzie za kilka godzin, czy dni, czy tygodni. Mówi, że jest bardzo źle i pozostaje leczenie tylko paliatywne...:-(
Boję się czy zauważe właściwy moment, nie wyobrażam sobie, żeby Pigwunia mogła jeszcze cierpieć. To byłoby straszne :-( :placz:
Ja już sama nie wiem, jestem załamana. Choć przy Pigwie staram się trzymać, ciągle siedzę i ją głaszczę. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić.
Mam jeszcze malutką nadzieję, na kolejny cud.
Na szczęście Pigwy nic nie boli, dostaje leki przeciwbólowe i rozkurczające, w zasadzie leży cały czas i jeszcze czasem noskiem prosi o głaskanie :-(

Posted

Ania trzeba miec nadzieje do konca.
Pigwunia nie jest przypadkiem zwyczajnym.
W nia juz przeciez nie raz weterynaria zwatpila
A najwazniejsze jest to ze ma Ciebie - jest kochana i głaskana.
Jak prosi o głaskanie to nie jest jeszcze tak źle...

Posted

.Aniu.
Głaszcz Ją i pieść, całuj i dotykaj, szeptaj Jej słowa otuchy i miłości.Jesli ma to być paliatyw :-( to oprócz zwalczania dolegliwości fizycznych daj Jej siłe psychiczną.To tak jak u ludzi.Tak samo.Pigwunia Cię zrozumie.Każde Twoje spojrzenie , każdy gest i mimikę.Ona wie , że nieustannie o Nia walczysz,czuje to.
Wierze jednak w to,że maleńka się podniesie, że się nie podda.Bo to nie Jej czas.Jeszcze nie.Tak bardzo w to wierzę.
Ciągle o was myślę i trzymam kciuki za każdy oddech Pigwusi, za każdą godzine i minutę Jej życia.
.Aniu.
Jestem pełna podziwu dla Ciebie.Nie każdy z nas byłby na każdą-na każdą niedomogę u weta.
Jeszcze dobrze, że masz takie możliwości.Ja np. nie miałabym ze względu na brak wetów i możliwości natychmiastowego dojazdu do innego miasta.
Trzymajcie się dziewczynki!!

Posted

Aniu , to co robisz jest niesamowite .
Mówiłas mi , ze Twoja mama jest lekarzem , wyobraziłam sobie , że jest podobna do Ciebie a własciwie Ty do niej , lekarz z powołania , to chyba u Was rodzinne , Ty bedziesz wiedziec kiedy nadejdzie ten moment ( oby jeszcze długo , długo nie) .
Ściskam Cię mocno ...

Posted

Dopiero teraz piszę, bo już rano nie miałam siły. Z Pigwunią niestety nadal jest bardzo źle :-(. Rano znowu był taki moment, kiedy myślałam, że już nic się nie da zrobić :-(. Dałam jej szybciutko leki nasercowe i troszkę się polepszyło.
Zaraz pojechałam z nią do weterynarza, dostała kolejne porcje leków, na szczęście część zamieniono na zastrzyki, bo w tej chwili mamy ogromny problem z podawaniem jej leków doustnie. Dostała jeszcze dodakowe leki nasercowe, bo z sercem od wczoraj było bardzo dużo problemów i została jej zwiększona dawka leków przeciwkrwotocznych, ze względu na tego guza.
Ogólnie rokowanie jest niepomyślne. Pigwa jest mniej więcej w takim stanie jak była w najgorszym momencie z tymi swoimi nerkami, kiedy miała kłopoty z krążeniem i oddychaniem. Nie wiem ile jeszcze jej organizm wytrzyma.

Posted

temperature ma nadal obniżoną, więc dogrzewam ją termoforem, daję butelki z ciepłą wodą i zawijam w kołderkę. Wynosimy ją na siku i zaraz zabieramy, bo Pigwunia nawet jak trochę dłużej postoi, to od razu zaczyna okropnie oddychać.
Nasz dom wygląda jak szpital, wszędzie strzykawki, igły, masa tabletek, kropelek i syropków. Wiele bym dała, żeby Pigwunia mogła się jeszcze cieszyć życiem jak dawniej. A tu taka paskudne choróbska się przyplątują.

Najgorsze, że po niej widać, że to jest pies który się poddał, który nie ma siły już walczyć. Ona jak tylko ma siłę, śledzi za nami wzrokiem, co robimy, machnie ogonkiem, a nawet czasem łapkę jeszcze podniesie prosząc o głaskanie. A oczy Pigwa niesamowite...wszystkich jej spojrzenie zwala z nóg. Co jestem z nią w lecznicy, to ludzie od razu mówią o Pigwuni, jakie ona ma cudne oczy, jakie mądre...:-(

Ja niespałam całą noc, siedziałam przy niej i ją głaskałam. Przez oststnie 3 tygodnie w ogóle nie dosypiam, także jakbym mówiła jakieś bzdury, to piszcie ;-)

Posted

Najfajniejsze jest to, że jak idę z nią do lecznicy i są jacyś nowi lekarze, czy praktykanci i chcą wiedzieć co jej jest. To zaraz jak zaczynam opowiadać o niej, to mi przerywają, że przecież oni już o niej wiedzą, bo doktor im opowiadał, o takim niezwykłym psie :-)

Posted

ŻYCIE.
Życie to czas narodzin i czas śmierci. Nie ma od tego żadnego odstępstwa.Kto już się urodził musi odejść.I na nic się zdadzą modlitwy i błagania,nic tu nie wskóramy :-( .
Byłam przy śmierci 3 nabjbliższych mi istot.I dziś jestem szczęśliwa, że mogłam je przeprowadzić za bramy niebios.
Najpierw umierała mi na rękch ciocia.Byłam z nią do samego końca.Mówiłam i szeptałam,prosiłam żeby sie nie bała, ża jestem z nią do samego końca a może i początku innego życia. Trzymałam za rekę.Patrzyłam kiedy oddaje ostatni oddech,wiedziałam , że jest to magiczna chwila kiedy Ona przechodzi z jednego świata do drugiego.Mimo rozpaczy i smutku była to chwila mistyczna, niezwykła.
Druga śmierć to gdy odchodził na moich rękach Ogryzek.Moje kocurzysko przygarniete z hoteliku w którym mieszkałam.Z nim też przeszłam przez barmy Tęczowego Mostu.I też szeptałam, mówiłam że jestem, żeby się nie bał, że już nie będzie cierpiał...Zalewałam sie łzami kiedy Go pieściłam,kiedy oddychał ziemskim powietrzem po raz ostatni.
Najgorsza Śmierć to śmierć mojej najcudowniejszej suczki Meli.Ona najbardziej bolała.Ale Ją tez odprowadziłam do nieba będąc stale przy niej....Płaczę znów.Trudno mi o tym pisać...
.Aniu.
Gdyby kiedykolwiek Pigwunia odeszła to po prostu bądź przy niej.Gdyby to miało nastąpić to przeprowadź Ja za bramy Tęczowego Mostu w miłości i uwielbieniu.
.Aniu.
Przepraszam za te napisane w tej chwili słowa o śmierci.Nie chcę żeby Pigwunia odeszła.Chcę żeby ZYŁA i była zdrwa jak najdłużej.Wiesz, że tego wam życzę z całego serca i bardzo się modle o wyzdrowienie Pigwuni.

Posted

Właśnie skończyłam karmić Pigwunie. Niestety nie chce sama nic jeść (ewentualnie kawałek szyneczki, ale tylko troszkę, bo mogłoby zaszkodzić). Dostaje w tej chwili proszek dla reconwalescentów i puszeczke intestinala z siemieniem i bulionem. Do tego niestety mnóstwo leków, kilka razy dziennie. Sporo pije, ale to po sterydach. I w zasadzie cały czas śpi - to nawet dobrze, bo sobie odpoczywa.
Do popołudnia oddychała na szczęście w miarę równo, bo wczoraj i dzisiaj rano to była istna huśtawka, ale teraz znowu oddycha trochę gorzej. Pojawił się jeszcze natomiast dzisiaj rano dosyć nieprzyjemny zapach z pyszczka, podobno to charakterystyczny zapach hemolizy krwi. Dostała dzisiaj dlatego sporą dawkę leków przeciwkrwotocznych.

Trzymamy się jakoś. Monia, cieszę się, że zaglądasz. Niestety praktycznie non stop siedzę przy Pigwie i nawet boję się odchodzić, żeby przypadkiem coś się nie wydarzyło. Ja też już niestety straciłam kilka swoich zwierzaków :-(. Ostatni rok szczególnie obfitował w dla mnie dosyć trudne wydarzenia.
I bardzo ciężko to przeżywałam, szczególnie śmierć szczeniaczka z Ol, który umierał mi na rękach.

Ja jeszcze jednak wciąż mam malutkę nadzieję, że to jednak nie czas Pigwuni. Pigwunia jest takim wyjątkowym psiakiem... :-(

Posted

Pigwunia wreszcie usnęła. Dostała dzisiaj nowy lek na serce Vetmedin i on chyba działa najlepiej ze wszystkich. Pigwunia oddycha teraz bardzo spokojnie, nic nie świszczy.
Dzisiaj Pigwuni zdarzyło się, że pare razy po jedzonku troszkę zwymiotowała. Pigwunia jest tak czysciutkim psiakiem, że od razu próbuje noskiem zakopywać, szuka w pobliżu jakiejś szmatki, kawałka materiału, czegokolwiek i od razu przepycha. Niesamowite.
Chociaż teraz wolałabym żeby ona już nawet w domu sie załatwiła niż jakby miała się męczyć wychodzeniem. A dzisiaj bidusia jak akurat gorzej oddychała, ciągle patrzyła się w okno. Nie miała siły akurat wtedy wstać i wyjść, ale główkę bez przerwy podnosiła i widziałam że coś jej się chce. Gdy oddech się uspokoił, to było godzinę później wzięłam ją i wyniosłam, a ona bidusia okazało się ma na dodatek biegunkę... i tyle wytrzymała.
To pewnie po tylu lekach.... Na szczęście dużo pije, dałam jej też leki na jelita, więc powinno być lepiej.

Posted

Właśnie wstałam. Położyłam się o 8.00 i wtedy role opieki nad Pigwą przejęła moja mama. Pigwunia w nocy ładnie spała. Nad ranem znowu pogorszył jej się oddech, dałam jej troszkę wcześniej leki nasercowe i w tej chwili oddech się już unormował.
Pigwunia zdecydwoanie na ten nowy lek na serce lepiej reaguje. Dodatkowo dostaje jeszcze sporo leków homeopatycznych.
Nie chce jeść, więc dzisiaj zmiksowałam jej puszeczke intestinala, z bulionem, mięskiem i siemieniem lnianym i daję łyżeczką do pyszczka taką papkę. Wtedy pigwunia nawet ładnie przełyka. Od wczoraj nie wymiotowała, nie ma też biegunki.
Przez cały wczorajszy dzień miała strasznie powiększony brzuch. Jak kończą się żebra, to ten jej brzuch bardzo odstawał na boki. Widać było, że sprawia jej to dyskomfort. Na szczęście dzisiaj ten brzuszek jest już bardziej wklęsły.
Pigwunia jest bardzo dzielna, ale widać po oczach, że jest bardzo, bardzo chora. Jak będę dzisiaj po południu u weterynarza, to spytam się co ewentualnie dalej robić. Czy w ogóle są jeszcze jakieś szanse, na to by Pigwuni się polepszyło... :-(. Strasznie się boję...:-(

Posted

Tak, dzisiaj troszeczkę wstaje. Dzisiaj w ogóle jest jakby ciut lepiej. Chyba dlatego, że jest mniej problemów z oddychaniem.
Pigwunia ma legowisko koło kaloryfera, obkładamy ją jeszcze termoforem i przykrywamy kołederką, bo ciągle ma za niską tempereture. Ale jak już jej się znudzi takie leżenie, to przejdzie parę kroków i położy się na podłodze. Przed chwilą niewiarygodne dla mnie było to że przyszła do mnie do kuchni, żeby ją pogłaskać i zamachała ogonkiem :-).
Natomiast sprawia jej to ogromną trudność. Jak wyniesie sie ją na zewnątrz, to przejdzie troche chwiejnie kilka kroków i się załatwi. Wygląda to trochę jakby była pijana. Choć może i trochę jest, bo dostała od doktora krople homeopatyczne na serduszko na bazie alkoholu ;-). No a potem szybciutko na rączki i spowrotem do łóżeczka.
Udało mi się dzisiaj na chwilę pojechać na uczelnie i szybko spowrotem do domu, bo Pigwunia przecież czeka. Za niedługo będę z nią jechać do weterynarza.

Posted

Oj Aniu, jestes taka kochana.Tak wiele serca i miłości dajesz Pigwuni.
Dzisiaj całą noc w pracy zagladałam do Pigwusi.Miałam cięzki dyzur.Umierała 49 letnia kobieta:-( Była przy niej córka.Obie przeprowadziłyśmy Ją na drugą stronę życia.....
Pigwuniu,nie poddawaj się skarbie.Każde Twoje polepszenie stanu daje mi taką radość,tak bardzo wierze , że bedzie dobrze!!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...