Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Blood - nie kop mnie więcej bo oddam !!! Co do Taty, z chęcią zapytam go jaki to ma problemy psychiczne o których córka pisze .
Co do pracy - prosiłaś o staż w schronisku bo nie pracowałaś. Pracujesz od niedawna a tel nie odbierasz nigdy (przynajmniej moich). Psy trafiły do Ciebie odpchlone, odrobaczone. Mam dość dyskusji z Tobą o niczym. Kto raz skłamał, będzie kłamał zawsze bo wiesz z każdym kłamstwem coraz łatwiej prawda? Kto Ci udowodni jaka jest prawda????? Manipulujesz ludźmi, swoimi wypowiedziami.

Co do czasu trwania wizyt - ja nie mam czasu żeby siedzieć i oplatać o niczym bo pracuję zawodowo, mam 2 dzieci w szkoła średnich, remontujemy Maciejkowi ce a stan zwierząt jest od 12 - 46 (zmienny). DO tego postępowania sądowe, policja itd. A swoja drogą ile czasu spędzają u Ciebie dziewczyny które powierzyły Ci tą płową sunie? Powiem Ci - wcale bo są z daleka, a ty wciskasz im kit o spacerkach itd. Zrobiłaś serię zdjęć w parku i myślisz ze to załatwi sprawę? Mam nadzieję ze nie załatwi!
Powtarzam znajdź sobie inną ofiarę do kopania

Posted

A teraz informacja dotycząca wątku:

[B]Rozprawa w sprawie wróżki - 27 lipca 2010 godzina 9:10 w sądzie ul. Sączewskiego 23 w Będzinie , sala 105.

Mam nadzieję ze uda nam się odebrać pozostałe psy.[/B]

Posted

Jestes zalosna nie boje sie ciebie bo mam czyste sumienie zegnam bo nie jest to warte moich nerwow
[URL="http://picasaweb.google.pl/116201132107560011120/Bella"]Wkleje[/URL] w domu likn do zdjec niech kazdy sam oceni.
A ty jestes specjalistka od wtracania sie w sprawy rodzinne i radze tego nie robic bo dotego nie masz zadnego prawa....

Posted

Ja też Cię bardzo szanuje i powodzenia! Gdybyś nie była tchórzem byłabyś wczoraj w domu . Wiedziałaś że przyjedziemy. W sprawy rodzinne wplątałaś mnie sama dorosła kobieto . Życzę Ci powodzenia.

Posted

[url]http://www.dogomania.pl/threads/184036-Pogryziona-sunia-ze-schronu-w-dt[/url]


tutaj link do watku plowej suni imieniem Bella, ktora ja wydalam Blood na dt, pytajac wczesniej o rekomendacje kogos wlasnie z przytaczanej Fundacji.
Poczatek watku jest nieco zawily, bo nie moga byc tam pewne sprawy powiedziane z tej racji, ze moje watki sa czytane przez moje schronisko, ktore jest przeciwne dawaniu ich psom dt, uwazaja za zbedne, itp. Dlatego watk zakladala Blood, by schron sie nie doszukal swojego psa na dt.
Ogolnie ja sie czuje glownie dpowiedzialna za sunie Belle i jej losy.
Dziekuje za powiadomienia mnie o tym,co sie teraz dzieje u Blood.
Kilka wyjasnien- pierwotnie na dt do blood za zwrot kosztow wyzywienia, czyli ogolnie zaokraglajac kwote do 100zl miesiecznie mial trafic inny pies, jednak tamten znikl, oddalysmy wiec do Blood wlasnie Belle. Bez osobistej wizyty, po zareczeniu od Was, ze jest ok.
Wszelkie sprawy finansowe nadwyzkowe, leczenie, itp mialam zbierac kase na dogo, by oddac blood. Ale jak widac tam na watku, za odpchlenie blood kasy nie wziela. do weta dolozyla 10zl, bo 20zl dalam ja z deklaracji, taki byl koszt badania suni, a ze blood zrobila u swojego weta jednak inne badanie to nadwyzke sama dolozyla. tak, zrobila inne badanie, niz ja mialam na mysli. mialo byc badanie krwi, a zrobila usg. stwierdzilam,ze pod wplywem namowy weta, u jakiego ona byla. Blood odpchlila moja sunie bez zapowiedzi, ale zwrotu kosztow nie chciala.
100zl miesiecznie to dla mnie nie hotelowanie psa, a zwrot kosztow wyzywienia. choc raz dostalam rozliczenie, ile kupila, jakiej karmy, ile kosztowalo, wszystko tak na oko i mi nie pasowalo, ale przeciez 100zl za dt to nie 350zl za hotel, wiec i tak sie ciesze,ze Bella ma taki tani "hotel, dt".
ciezko mnie osobiscie sie z blood dogadac i wolalabym, by zwiazane z tym sprawy wygladaly inaczej, ale na to wplywu nie mam, obwinialam za to nas obu charaktery. ludzkie.
ja kupilam z deklaracji pakiet ogloszen dla suni i na siebie dalam kontakt, by sama chetnych sprawdzac
blood niedawno zdeklarowala ogloszenia w jakis portalach dla belli, nie wiem,czy zrobila.
Bella u Blood miala miec- wydzielony kawalek ogrodu, tylko dla psow, domek, w ktorym kazdy ma swoje legowisko, kazdy ma swoja miske. Gdy nie rozumialam jej opowiesci i pytalam o wyjasnienia, Blood denerwowala sie,ze nie bedzie sie powtarzac, ze nieuwaznie czytam, itp. pomyslalam- taki czlowiek, taki charakter, nie dogadam sie z nia, ciezka osoba.
Blood od razu puszczala Belle na spacerach bez smyczy, o co sie klocilysmy nie raz, miala to przestac robic. Mowila,ze to nie jej pierwszy pies i widzi po psie, czy ma sklonnosc do ucieczek, czy sie trzyma czlowieka.
podsumowujac, sunia z mojego schronu trafila na malo platny dt ogrodowy, bez mozliwosci wchodzenia do domu, ale to i tak lepsze, niz schron, bez czlowieka, spacerow, itp. z Blood ciezko mi sie dogadac,ale to nie znaczy,ze dla psow jest zla. Choc, ja jej osobiscie nie znam, ani nikt z moich znajomych. Nie wiem tak naprawde, ile jest prawdy w slowach, a tu czytam teraz inne slowa, niz do tej pory na temat tego dt.
Moze za duzo sie rozpisalam, moze nie powinnam. Nie chcialam tu wyciagac sprawy suki ode mnie, bo to nie ten watek. Moze teraz burza sie zrobi, moze nie.Moze mojej suni to zaszkodzi, moze nie. Chcialam tylko tutaj opisac kilka spraw, jakie wyzej byly przytaczane odnosnie mojej suni.
Zobacze, co bedzie.
Ja czytam i mysle nad tematem.

Posted

W czasie akcji SCC Perełka była już u nas w domu od kilku dni. Wpadliśmy do Was na akcję tylko na chwilę (Robert pracuje również w soboty i niedzielę) a wyszło z tego ponad godzinę. Rozmawialiśmy z Waszymi wolontariuszami o waszych psach i o Fundacji. O Perełce również rozmawialiśmy. Pani wolontariusz (drobna blondynka) opowiadała nam o całej akcji. Oglądaliśmy również foldery z MI (pokazała nam je chyba Pani Glutofia - tu się przypominam). Wtedy na akcji był również Pinokio i interesowaliśmy sie jego stanem zdrowia. Z Grazyną widzieliśmy się w przelocie. Do adopcji były przeznaczone również dwie młode suki (rude), chyba Aramiska bądź któraś/y z tej Trójcy. Pamiętam to zdarzenie, gdyż Robert był gotowy zabrać do domu którąś z tych suk. Od dawne sledził ich losy. Do dziś pyta się, co dzieje się z jego sukami. Perełka nie toleruje mężczyzn i gdy Robert cos do niej mówi to obraca głowę w bok i patrzy na mnie. Wtedy odgraża się, że jeszcze je przyprowadzi

Posted

kora78
dziękuję,że tu zawitałaś
mamy świadomość,że ogród lepszy niż schron, chodziło bardziej o to, by przedstawić wam obecną sytuację i byście mogły zorientować się jaka jest sytuacja faktyczna
w naszym wypadku psy wyciągaliśmy z piwnicy i do piwnicy trafiły i to jest najgorsze
co do dodatkowych wydatków poniesionych przez DT- oby były prawdą, życzę wam tego z całego serca

do Blood
sama na wątku Belli pisałaś,że goni koty i że twoją małą czarną tymczasowiczkę goni jak kota
[quote name='Blood'] koty tylko goni i to jest juz nowosc;) [/QUOTE] no to goni czy nie goni
[quote name='Blood'] Najsmieszniejsze ona chyba moja 2 tymczasowiczke-maly czarny piesek-ma za kota bo ja gania jak kotke moja;p Ale krzywdy nie zrobi;)[/QUOTE]
a może ty jakieś rozdwojenie jaźni masz, bo u Belli piszesz tak, a tu inaczej.
Proponuje, żebyś sobie te kłamstwa zapisywała, bo jak widać sama się w nich pogubiłaś

Posted

Dziękuje za wysłanie dokumentów. Baunty jak tylko będzie mogła to zrobi aukcję dla Perełki.
Kora 78 - tak jak pisałam kilkanaście tygodni temu polecałam Blood jako dom tymczasowy opierając sie na swoich zimowych wizytach i krótkim doświadczaniu. Nie miałam pojecia ze w ocenie sie pomyliłam. Z tego powodu zaprosiłam CIena ten wątek.
Blood napisała że każdy czyta i ocenia wnioski sam. To świeta prawda

Posted

Dziękuje Pani Kasiu! jak trafią dokumenty, odpowiednio je obrobie i zakończe istniejące allegra, to zajmę sie Perełką!
[U][COLOR=Red][B]Ponawiam apel: KTO POPIOTUJE JEJ WĄTEK!?[/B][/COLOR][/U]

Posted

[FONT=&quot][SIZE=4]Może ja również nie powinnam brać udziału w tej dyskusji jako osoba nie znająca dokładnie sprawy Perełki. Ale chyba mogę jako wolontariusz fundacji. [/SIZE][/FONT][SIZE=4]
[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]
Przede wszystkim - [B]wielkie, serdeczne pozdrowienia dla Państwa, którzy dali dom Perełce[/B] i mimo tylu wynikłych problemów nie zamierzają "pozbyć się niewygodnego psa", w zamian robiąc wszystko, by poczuł się jak najlepiej. Nie mogę tu - ze względu na inne psy pod opieką, wiele pomóc finansowo. Ale bardzo proszę o PW od Pani Starkiewicz z numerem konta - to, co mogę, jakieś 50 zł z najlepszymi życzeniami chętnie przeleję. Nawet, jeśli wystarczy to tylko na kilka czy jedną tabletkę lub zastrzyk.

Ale nie o tym chciałam pisać. Tylko [B]o domach tymczasowych. Wydaje mi się, że kluczem do ich dobrego funkcjonowania jest przede wszystkim odpowiedzialność, ogromna odpowiedzialność ludzi, którzy się tego podejmują. Nieważne - za pieniądze czy bezpłatnie - to kwestia umowy, na którą zgadzają się obie strony. [/B]Może to zabrzmi zniechęcająco, czyli że lepiej nie pomagać. Ale tak właśnie myślę - lepiej nie podejmować się pomocy, niż robić to źle (czasem mimo dobrych chęci).
Blood - nie bierz tego do siebie, bo ja Ciebie ani sytuacji nie znam (tyle, co z wątku), więc nie zamierzam się personalnie wypowiadać.
Amikat - masz rację - bez względu na to, jak bardzo brakuje czasu (a wiem, ile macie na głowie spraw) - powinna być podpisana jasna, klarowna, konkretna umowa. Zawsze. Tylko, że jak coś ma nie zadziałać dobrze, to czy z umową, czy bez.... Tyle, że wtedy sprawa jest jasna i nie ma takich przepychanek, jak tu.

Dlaczego w ogóle piszę o tym? Bo od kilku tygodni jestem (tzn. moja siostra, którą namówiłam, ale robimy to wspólnie) domem tymczasowym dla chorego psa z katowickiego schroniska.
I jak to wygląda? To znaczy, [B]jak - moim zdaniem - powinien wyglądać tymczas[/B]?

[B]Po pierwsze: biorę pełną odpowiedzialność za psa.[/B] I koniec. I z tym się liczę, kiedy zgłaszam się do takiego działania.
Zdaję sobie sprawę, że to pies po przejsciach i z różnymi niespodziankami, w tym zdrowotnymi. I dopasowuję dom do jego potrzeb. [B]Jeśli nie mogę - nie biorę psa.
[/B]
[B]Po drugie: oczekuję od oddającego zwierzątko wszelkich znanych mu informacji na temat stanu psychicznego i fizycznego psa. Resztę mam zaobserwować sama i w odpowiednim kierunku działać.[/B] Uważam się za osobę myślącą i jeśli widzę, że coś psu dolega, badam go jak najszybciej u weterynarza, w miarę sprawdzonego, by nie wyrzucać pieniędzy i nie przedłużać czasu uzyskania dobrej diagnozy i podjęcia właściwego leczenia.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[B][FONT=&quot]Po trzecie: na to są potrzebne pieniądze. O czasie nie wspomnę. Skąd je brać? To zależy. [/FONT][/B][/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Zwykle można oczekiwać pomocy od tego, kto oddaje psa. Inna sprawa, że najpierw zastanawiam się, co zrobię, jeśli ta osoba/organizacja takiej pomocy nie będzie mogła/chciała udzielić. Nawet mimo umowy? To co, pies ma czekać, umrzeć, chorować coraz bardziej? Tu są potrzebne bardzo konkretne zobowiązania. Ja wiem, że muszę liczyć się z tym, że może nie być pieniędzy (choć, jeśli dokładnie ustalę wszystko i na bieżąco będę załatwiać co trzeba – zwykle ustaloną pomoc otrzymam, a na pewno mam prawo o nią wystąpić). [/SIZE][/FONT][SIZE=4]
[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Tylko, że pies to żywe stworzenie, na którym mi zależy. Więc zawsze biorę pod uwagę fakt, że jeśli pomocy znikąd, sama MUSZĘ wszystko załatwić i zapłacić. Trudno. A potem mogę interweniować w sprawie kosztów (jako tymczas, oczywiście).[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]W przypadku fundacji – wiem, że gdyby były pieniądze, to nawet na obcięcie pazurków bym sobie zażyczyła i dostała. Ale skąd oni mają brać? Dadzą, ile mogą – a przede wszystkim na ile się umawialiśmy – czyli każdy krok i wydatek należy od razu konsultować. By uniknąć przykrych niespodzianek.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Że trudno się dodzwonić? To prawda. Ale jak człowiekowi zależy, to się dodzwoni czy wyśle PW czy coś. Zawsze mi się jakoś udawało w końcu[/SIZE][/FONT][SIZE=4].

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Inna sprawa, że ja mam na DT psa ze schroniska, więc poza fundacją. W sprawie innego – pomoc i kontakt otrzymuję.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]No i skąd pieniądze na leczenie chorej psinki? Bo nasz tymczas jest bezpłatny, dobre jedzenie jakoś z siostrą dzielimy między siebie. Kto ma na to dawać? Moim zdaniem powinno państwo ( w sensie urząd miasta), ale nie chcę Was rozśmieszać…[/SIZE][/FONT][SIZE=4]
[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]No, to, skoro się podjęłam – dajemy same. [/SIZE][/FONT][SIZE=4]
[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Gdybym miała płatny hotelik czy DT – byłoby ustalone w [B]UMOWIE[/B].[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Ale na wizyty w klinice i weta już nas naprawdę nie stać. Więc po prostu szukamy – piesek ma wątek, swój własny (co może i Państwu Starkiewicz bym polecała, tylko, że oni są domem stałym, a to inna historia; przy okazji – [B]może Pani sama spróbuje założyć wątek, o którym pisały tu dziewczyny? [/B]– tak jest chyba najprościej, najwygodniej i wszystko z pierwszej ręki; proszę się nie obawiać, że to skomplikowane – ja jeszcze niedawno nie wiedziałam, co to wątek na Dogo, a proszę.. jakoś sobie radzę[/SIZE][/FONT][FONT=&quot][SIZE=4] ).[/SIZE][/FONT][SIZE=4]
[B][FONT=&quot]Zbieramy pieniądze na leczenie[/FONT][/B] [/SIZE][FONT=&quot][SIZE=4], są już nawet jakieś wpłaty. Mamy pomoc z konta katowickiego schroniska (też od darczyńców). Ale mamy ją. [/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[B][FONT=&quot]Żeby wrócić do tematu tymczasów: [/FONT][/B]
[B][FONT=&quot]po to, uważam, są, by dać opiekę, ale też socjalizować i czujnie obserwować psa.[/FONT][/B]
[B][FONT=&quot]Gdyby pojawił się ktoś, kto chciałby dać DS naszemu Zulusowi (czy Uziemu, który jest w hoteliku), dostałby pełną informację o zachowaniu, plusach i minusach psa, dostałby aktualne wyniki wszystkich potrzebnych badań, dane o chorobie itp. Także o tym, czy może liczyć na jakąś (jeśli tak, to na jaką) pomoc w zakresie opieki nad pieskiem.[/FONT][/B]
[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Ja tego nie otrzymałam ze schroniska (choć naprawdę pomogli ile dali radę). [/SIZE][/FONT][SIZE=4]
[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Dla mnie było oczywiste, że jako DT powinniśmy to sami zrobić.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]W końcu właśnie po to psa wzięłyśmy do siebie! A nie po to, by gdzieś sobie z nami żył jak bądź, póki nie znajdzie się chętny i niech on sobie sam kombinuje.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Przepraszam, że tak się rozpisałam. Zanim wyślę wiadomość, postaram się zaznaczyć zdania na temat[/SIZE][/FONT].[SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]Generalnie – chodziło mi o to, że pies w DT powinien być „monitorowany” 3 razy bardziej niż własny, stały. I niedopuszczalne, moim zdaniem, są sytuacje, gdy widzę, że ma drgawki i sobie to interpretuję na własną modłę. SPRAWDZAM, skąd się biorą.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]A co do pomocy fundacji, która wydała psa na DT – gdyby to było u mnie, mieliby po 10 tel. i 5 wiadomości co dzień, że trzeba psa leczyć. I nawet nie mieliby szans mnie spławić.. gdyby, oczywiście, ktoś próbował. I DS byłby wtedy od początku doinformowany o wszystkim, o czym by się dało. Bo, biorąc psa na stałe, trzeba się liczyć z tym, że i koszty leczenia się poniesie, w końcu to już własny pies (co nie znaczy, że nie można prosić o pomoc). Więc trzeba wiedzieć jak najwięcej.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]I do Amikat – wiem, że czas nie jest z gumy…[/SIZE][/FONT][FONT=&quot][SIZE=4] i że go już wcale nie masz…. Ale jednak umowy i sprawdzanie są konieczne. Przede wszystkim ze względu na zwierzęta – jak sama pisałaś, czas dla tych piesków był stracony. Po drugie – ze względu na dobre imię Twoje i fundacji.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]I do DT – pełen szacunek, ale ludzie - myślcie, co, jak i po co robicie. Pomaganie też musi być z sensem, nawet jeśli jest kosztowne, czasochłonne i trudne. Tak właśnie wygląda prawdziwa pomoc. I odpowiedzialność.[/SIZE][/FONT][SIZE=4]

[/SIZE] [FONT=&quot][SIZE=4]A pies nie może zrobić nic.[/SIZE][/FONT]

Posted

[quote name='leonarda']Tylko [B]o domach tymczasowych. Wydaje mi się, że kluczem do ich dobrego funkcjonowania jest przede wszystkim odpowiedzialność, ogromna odpowiedzialność ludzi, którzy się tego podejmują. [/QUOTE]
...oraz tych, którzy te psy im powierzają. Zrzucanie wszystkich obowiązków na jedna osobę, szczególnie niedoświadczoną jest nieodpowiedzialne. W przypadku wydajacych też powinno obowiązywać stwierdzenie, że lepiej nie pomagać niż robić to po łebkach. Co innego jesli wyciągam sobie psa na własny rachunek ze schronu, wówczas co łaska na leczenie i wszystko na mojej głowie. Ale jesli ktoś szuka dla psa DT, ja mu daje opiekę za darmo, to kwestia ustalenia, które obowiązki do kogo należą. Natomiast jeśli ja komuś przekazuję zwierzę na DT, to pytam na ile ma doswiadczenie i jakiej pomocy oczekuje, to ja dowiaduję się czy czegoś mu nie potrzeba.
Miałam już wątpliwą przyjemność mieć psa wydanego mi przez pewną fundację i nigdy więcej z tymi ludźmi nie będę współpracowała. Kompletnie nie interesowali się swoim psem, którym przecież ja się tylko opiekowałam. To nie na mnie był wydany ze schroniska, nie ja byłam jego prawnym opiekunem.
Nie chcę tu nikogo oskarżać czy bronic, bo nie wiem jaka była sytuacja w tym przypadku. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że ten kija ma dwa końce.

Posted

nie było mi ciężko jechać z Mysłowic do Chorzowa, z Chorzowa na Brynów i z Brynowa z powrotem do Chorzowa żeby wyciągnąć suniom szwy
Blood jechała ze mną i przysięgam, ani słówkiem nie wspomniała,że z psem jest coś nie tak, cokolwiek
w tym przypadku ten jeden koniec kija jest chyba rozdwojony

Posted

[quote name='kuba123']
Blood jechała ze mną i przysięgam, ani słówkiem nie wspomniała,że z psem jest coś nie tak, cokolwiek
[/QUOTE]
Niestety, ja się będę upierała, że wydający psa do początkującego DT powinien sam pytać. Nie twierdzę, ze Ty, ale jednak nie widzę tu 100% winy Blood. Doświadczenie, wiedza, pozycja zobowiązuje.

Posted

zerduszko ja jak dzwoniłam pytałam o samopoczucie suczek, sunie te miały wątek - też tam były pytania o ich samopoczucie...
Ja POWINNAM być o tym poinformowana jako, że pilotuje ogłoszenia fundacyjne, które muszą być rzetelne! I
I interesowałam się psem! Blood zawsze mogła dzwonić, zawsze mogla pisać - mówi, że nikt jej umowy do wydania suczek nie wysłał to skąd ją miała [wcale nie ode mnie, prawda Blood?]?

Posted

[quote name='zerduszko']Niestety, ja się będę upierała, że wydający psa do początkującego DT powinien sam pytać. Nie twierdzę, ze Ty, ale jednak nie widzę tu 100% winy Blood. Doświadczenie, wiedza, pozycja zobowiązuje.[/QUOTE]


Tzn. ja uważam, że nawet amator, kociarz, czy ktoś kto nigdy nie widział psa, jak zobaczy, że psiak ma drgawki to powinien o tym poinformować fundację sam.
Wiadomo, że do dogomaniaków, którzy mają inne tymczasy i swoje co ważne psy, ma się większe zaufanie.
Z tym, że rodzice Blood z tego co czytam twierdzą, że suczka byłą zdrowa.
Więc ja już nic nie rozumiem.

Posted

erełka wyglądała jak okropna bida. Dostałam od DT do podpisania umowę, w której było napisane, iż pies był odpchlony, odrobaczony i zaszczepiony. Ponieważ sama chciałam przebadać ją u weterynarza poprosiłam o informacje jakie przeszła szczepienia (nie chcę tu poruszać wątku, czy pies miał czy nie miał być szczepiony, po prostu w umowie było napisane,że jest zaszczepiona). DT nie posiadał takich informacji. Ale od razu skontaktował się z Fundacją (ja nie miałam problemów z DT jeśli chodzi o kontakt i chęć współpracy). DT przekazał mi informację,że Perełka nie była szczepiona. Więc wykreśliłam z DT tę informację z umowy. Poprosiłam również o książeczkę zdrowia Perełki. DT też nie posiadał. Kontaktował się z Fundacją, i przekazał mi informację, że Perełka nie ma książeczki zdrowia, bo nie było czasu na założenie, natomiast druga czarna suka taką posiada. W pewnym momencie miałam już wątpliwości, co właściwie robiono Perełce. Wiem, że była sterylizowana, ale tez nie mam żadnych dokumentów. Pierwszego dnia na brzuchu Perełki wyczuliśmy dużej wielkości ruchomy guz, więc też od razu pytalismy czy coś z tym robiono i czy ktoś to zauważył. Nikt niczego nie zauważył. Perełka miała postrzępione uszy, które przy nawet przy delikatnym dotyku, kruszyły się w rękach. O to też pytaliśmy DT. Otrzymaliśmy informację, iż nie są to zmiany grzybiczne. Zadawaliśmy bardzo dużo pytań, ponieważ mam w domu jeszcze inne dwa psy, i bałam się wprowadzić do domu chorego psa.
Stan Perełki poprawił się. Wczoraj byliśmy u wet. Wzrosła hemoglobina. Ilość oddechów prawidłowa, oskrzela czyste. Następna wizyta znowu w piątek.

Posted

Generalnie wszyscy po części mają rację ja jednak zgadzam się z Leonardą, [B]biorę sobie na głowę zwierzę - dbam o nie najlepiej jak potrafię - sama[/B]. Sama też szukam pomocy jak mi czegoś brak albo czegoś nie wiem, coś mnie niepokoi albo najzwyklej brakuje mi kasy.

Musimy pamiętać, że Fundacja to wolontariusze. Nie ma wśród nas osób w 100% poświęcających czas Fundacji. Wszyscy pracujemy, uczymy się, mamy swoje zwierzęta - o rodzinie już nie wspomnę. Jasne czasem potrzebujemy pomocy, wsparcia ale przynajmniej dla mnie jest to ostateczność - wiem jak sama walczę z czasem żeby go na wszystko starczyło.

Całe życie byłam psiarą ale od kilku miesięcy tymczasuję koty - stałam się właścicielką jasnej i ciepłej zimą piwnicy - wiem, Amikat jest szefową, wie dużo ale też ma najwięcej obowiązków, więc nawet nie chciałam jej zamęczać jeszcze "swoimi" - fundacyjnymi kotami - jestem Fundacyjnym Domem Tymczasowym. Ale wierzcie mi wiele osób z dogo i z miau miało mnie już dosyć jak sto razy wydzwaniałam z tysiącem pytań. To mnie bardzo zależało aby jak najszybciej się wszystkiego dowiedzieć - nigdy wcześniej nie miałam kota ani nikt z mojej najbliższej rodziny - zupełny laik - no może trochę teoretyk bo lubię poczytać ale zero praktyki. Nie przyszło mi do głowy żeby mieć do kogoś pretensje, że się nie interesuje "moimi" - fundacyjnymi kotami.

Nie dajmy się zwariować - wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - a sami wiecie jak ciężko dzisiaj o DT - korzystamy z każdej okazji - zanim Blood dostała zwierzaki znało ją kilka osób z Fundacji, była na akcji w Silesii - zrobiła na mnie dobre wrażenie - nie była to tzw osoba z ulicy.

[B]I wydaje mi się, że problem jest inny - wiele osób myli pełnoletność z dorosłością - przepraszam jeśli kogoś uraziłam.[/B]

Posted

[quote name='JOMA']Nie dajmy się zwariować - wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - a sami wiecie jak ciężko dzisiaj o DT - korzystamy z każdej okazji - zanim Blood dostała zwierzaki znało ją kilka osób z Fundacji, była na akcji w Silesii - zrobiła na mnie dobre wrażenie - nie była to tzw osoba z ulicy.
[/QUOTE]
O DT ciężko, a kompletnie się ich nie szanuje. Te za kasę wręcz przeciwnie.

Posted

Ta sytuacja uczy jednego: z każdym dt koniecznie trzeba podpisac umowę domu tymczasowego (ogólną) i protokół przekazania zwierzecia pod opiekę, każdego z osobna. Tam jest napisane kto za co odpowiada i nie ma dywagacji na ten temat. ęk przed byciem posądzonym o nadmierną papierologię się mści, umowy są na złe, nie dobre czasy, ale chronią obydwie strony. I zgadzam się z Jomą, pełnoletni, nie znaczy dorosły, odpowiedzialny.
Myślę, że dalsze ciągnięcie tej sprawy jest już tylko biciem piany. Osoby bezpośrednio w nią zaangażowane wiedza jak jest, bo przeciez "na końcu siebie" kazdy wie jaka jest prawda.
Nie korzystamy z płatnych domów tymczasowych, nie dają faktur. Szanujemy każdy dt, do czasu negatywnej weryfikacji.

Posted

Perełka znowu chora. Do południa wszystko było ok. Po południu zaczęła znowu kaszleć. Na razie załatwiam antybiotyki. Koszt założenia allegro cegiełkowego pokryję z własnej kieszeni. część osób radziła mi, aby samemu poprowadzić watek Perełki. Nie za bardzo wiem , jak się to robi. Ale obawiam się, że po oskarżeniach skierowanych do mnie i mojego męża o próbę wyłudzenia pieniędzy z fundacji i wygórowanych kosztach leczenia chyba to nie za dobry pomysł. Wolałabym, aby fundacja ewentualnie wolonatriusze fundacji trzymali nad tym pieczę.

Posted

Alez proszę zrobić ten wątek będzie szybciej i sprawniej. My mamy na głowie kilkadzieścia psów pani pomaga jednemu w dodatku swojemu.
I bardzo proszę przestać mi się "przypominać" i bez przypominania nie daje Pani o sobie zapomnieć .
jak sądzę ta częśc mojej wypowiedzi tak bardzo pani nieodpowiada:
[QUOTE]Pies byl oglądany przez weta zaraz po odebraniu go wróżce. Potem była sterylizowana więc siłą rzeczy wet widzieć ją musiał, również później przy ściąganiu szwów. Sunia siedziała na maciejkach nie pamiętam jak długo ok miesiąca? Z opinii osób zajmujących się maciejkowickimi psami nie wynika jakoby zdradzała jakiekolwiek symptomy chorobowe. O chorobie Perełki dowiedziałam się kiedy zadzwoniła Pani Starkiewicz.
Pominę juz formę w jakiej to żąda od nas pieniedzy.Również fakt ze znała już sumę za jaką będzie leczony pies zanim został ostatecznie zdiagnozowany. Pierwotnie było to 600zł potem urosło do 3 tyś. Tez mam dwa adopcyjne psy, leczę je na własny koszt, ba! na własny koszt często leczymy(bo nie tylko ja) nieswoje psy.
Zdarzyło mi się wyadoptpowac przewlekle chorego doga o którego chorobie nie miałam pojęcia nowy dom również, i nowa właścicielka nic nie wiedziała o jego chorobie- ja również. Włąscicielka nie żądała od nas nawet złotówki a jest osobą samotną, leczenie doga jest nieporównywalnie bardziej kosztowne aniżeli psa wielkości ratlerka jak to jest w przypadku Perełki. [/QUOTE]

oczywiście najmniejszego zamiaru nie mam przepraszać za cokolwiek, uważam ze nie mam za co proszę moze dokładniej przeczytać swoje własne wypowiedzi. Natrętne domaganie się przez Panią środków na leczenie psa nie bacząc na to czy w ogóle je posiadamy jest faktem nie pomówieniem.
Faktem jest równiez to, ze to Fundację Pani oskarżała o całe zło tego świata i załatwiła to Pani komentarzem w stylu :" wyjaśniłyśmy sobie wszystko z panią prezes.."
BEZ SŁOWA PRZEPROSIN

Proszę wobec tego uznać ze ja również załatwiłam sobie wszystko ze swoim sumieniem i zapewniam ze mam je czyste.
Proszę mi nieodpisywać, ja naprawdę nie mam czasu by siedzieć na dogomaniii szkoda mi też energii by się z Panią przekomarzać. Może iść Pani do Sądu którym tak mnie straszyła za to ze użyłam Pani nazwiska w slad za Panią zresztą, proszę mnie pozwać, szkodzić nam dalej,oczerniać nas dalej, robić cokolwiek, ale proszę nie oczekiwac ze będę z Panią wchodzić tutaj w spór.

Perełce życzę powrotu do zdrowia, z całego serca i powtórzę raz jeszcze: jest mi bardzo przykro że zachorowała.

bez odbioru

Posted

Szanowni Forumowicze!
Od pewnego czasu przyglądam się z boku sytuacji rozwijającej się na tym wątku.
Pozwalam sobie skorzystać z konta mojej żony :loveu: by podzielić się z Państwem swoim zdaniem na ten temat.
Przyznam, że nigdy nie pociągały mnie takiego rodzaju sposoby komunikowania się jak to forum, min. ze względu na brak czasu. Taka forma komunikacji posiada także jedną aczkolwiek znaczącą wadę. W kontrowersyjnych tematach daje piszącemu możliwość "wyrzucenia " z siebie negatywnych emocji - niejako odreagowania
( pies musi coś złapać - ugryźć , człowiek może rzucić przekleństwo albo upuścić nadmiar emocji we wpisywanych postach na forum) - bez żadnych konsekwencji.

Kierując się emocjami nie zawsze piszemy obiektywnie, bez zweryfikowania zasłyszanych od kolegów czy koleżanek informacji, wówczas istnieje możliwość ,że nasza opinia może być niesprawiedliwa i krzywdząca.
Ponieważ taka sytuacja ma miejsce w tym wątku, chcę krótko podsumować temat.
Po adopcji Perełki jej zachowanie faktycznie wskazywało na psa jak tu piszecie "wycofanego" - nie pomyślałem jednak , że jej stan psychiczny może wynikać także z samopoczucia - przyznaję się - nie wpadłem na to od razu!
W końcu rozwijające się w ukryciu schorzenie dało znać o sobie z ogromną siłą. Gdyby nie szybkie przetoczenie krwi - pewno by zmarła. Leczenie okazało się kosztowne ale nie w tym problem.
Szefowa fundacji zadecydowała o wsparciu finansowym leczenia a nawet zakupu specjalistycznej karmy. Za co bardzo dziękujemy w imieniu Perełki !!!
Zgodnie z zaleceniem Pani Prezes na wszystko braliśmy faktury od lekarza, które Fundacja mogła w przyszłości wykorzystać do walki w procesie sądowym przeciwko "wróżce".
Niestety, zaszło nieporozumienie - systematycznie napływające od nas do Fundacji informacje o zebranych kolejnych fakturach zostały odebrane przez część z fundacyjnych wolentariuszy jako nasze roszczenia finansowe.
I zaczęło się właśnie to co opisałem powyżej - emocje wzięły górę nad weryfikacją informacji. Zasada "post za post" tylko napędziła skalę wzajemnych żalów.
Dopiero moja rozmowa telefoniczna z Panią Prezes dała sposobność do wzajemnego wyjaśnienia sobie tego nieszczęśliwego nieporozumienia - jeszcze raz dziękujemy za wsparcie leczenia Perełki.

Kuracja Perełki trwa nadal, wyniki badań są coraz lepsze i mam nadzieję ,że za jakiś czas w pełni będzie mogła korzystać z tego nowego dla niej świata - mimo ,że zdarzają się po drodze jakiś niechciane infekcje. Wraz z poprawą zdrowia, zanika "wycofanie" Perełki. Świetnie sobie daje radę z moimi dwoma kawalerami. Komunikuje się z nami, biega, szczeka, pilnuje swojej Pani i mieszkania, zaprasza do zabawy i wydaję się podwójnie nadrabiać zaległości w ekspresji uczuć.

Życzę wszystkim forumowiczom samych takich chwil radości, które możemy czerpać ze skutecznej pomocy dla skrzywdzonych zwierzaków i jak najmniej niedobrych emocji przy redagowaniu postów.
Serdecznie pozdrawiam !
Robert Starkiewicz

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...