ANETTTA Posted July 20, 2011 Posted July 20, 2011 prosze o pomoc o danie inf na miau kto jest tam zalogowany bo ja nie jestem kot z Dabrowy górniczej pilnie potrzebuje ds piekny domowy i kastrowany http://www.dogomania.pl/threads/2114...2#post17288842 Quote
Perełka1 Posted July 21, 2011 Posted July 21, 2011 Oto opis reszty "ofiar wróżkowych" po roku wolności Reszta gromadki ma "niewielkie" dolegliwości zdrowotne (w porównaniu z Perełką), Migotka ma zapchany kanalik łzowy, ma częste zapalenia spojówki, na razie dostaje krople do oczu ale według wet. na razie nie powinno się narażać psa na narkozę, bo zabieg czyszczenia wykonuje się tylko pod narkozą, i może się też okazać, że doszło do zmian nieodwracalnych. Oprócz tego dwa trzy razy się przewróciła i zemdlała, leżała sztywna przez 2 minuty, potem była senna jakby pijana. Działo się to pod wpływem emocji i ruchu. W sytuacjach stresowych momentalnie obsypuje się łupieżem i jest cała biała. Psychicznie jest bardzo silna, mimo wcześniejszego wycofania. Na spacerze jest bardzo ciekawa świata, chętnie wychodzi na spacery i długo chodzi, mimo swoich krótkich i krzywych łapek. Lubi jeździć samochodem. Za suchą karmą nie przepada, za to uwielbia mięso, najlepiej ociekające krwią. Stan uzębienia podobnie jak u pozostałych. Zakochana od początku w Perełce, całkowicie jej poddana, uległa do granic możliwości, za to wróg nr 1 Laluna. Na linii Lalun-Migota dochodzi do rwania włosów i pisków i gryzienia po "dupce". Jest bardzo mądra, reaguje na wszystkie komendy. Na spacerze chodzi bez smyczy, ale trzeba uważać, bo w przypadku zagrożenia ucieka pod klatkę, albo czeka pod windą. Wie, gdzie mieszka, mimo że klatek jest pięć. Co do charakteru - patrząc z boku wydaje się, że chodzi własnymi ścieżkami, ale to tylko pozory. U Migotki wszystko jest na poważnie, przyjażń na śmierć i życie. Reaguje bardzo emocjonalnie. Samcom wszystkim szczerzy kły. Na dworze zachowuje się jak samiec, sika jak samiec, może to wynikać faktu, iż na początku wychodzila na spacery tylko z samcami. Uwielbia wszystko. co naturalne- zżera buty, zeżarła już drzwii wyjściowe, przegryzła kable. Ogólnie mówiąc w domu jest mnóstwo zabezpieczeń. Co do Laluna to dolega jej nietrzymanie moczu, sika cały czas i wszędzie (może to po porodzie albo sterylizacji, nerki ma raczej w porządku). Stałam się specjalistą od podkładów nieprzemakalnych, pieluchomajtek i itp. Ostatnią bronią na laluna jest koc piknikowy tzn. podszyty ceratą, super wynalazek, który uchroni wersalkę. Lalun w przeciwieństwie Migoty uwielbia jeść bułeczki, zajrzy do każdego śmietnika, i cały czas je. Nawet śpiąc robi dziury w worku z karmą, śpi przy worku z karmą i wszystko kręci się wokół jedzenia. Kończąc swój referat o "wróżkowych dziewczynach" są to kochane psy, ale trzeba bardzo kochać psy i nauczyć się ich inności w codziennym życiu z nimi. Quote
Irvette Posted July 21, 2011 Posted July 21, 2011 Katarzyna Starkiewicz napisał(a):Ze strony wet. było powiedziane, że przetaczamy krew tylko raz. Jeżeli się nie przyjmie, to znaczy, że dalsze leczenie nie ma sensu. Właściwie Perełka miała dostać koncentrat czerwonych krwinek, ponieważ cała krew, mogła u niej wywołać wstrząs. Na ówczas nie było owego koncentratu w banku krwi w Mikołowie, więc kupiliśmy krew, bo liczył się każdy dzień. Nim załatwiliśmy właściwe lekarstwa dostaliśmy w prezencie od Pani, która leczyła swojego kota na niewydolność nerek, kilka milimetrów lekarstwa. Niestety te warunki odbiły się również na psychice. Najszczęśliwsza jest w domu, na spacery nie lubi wychodzić. Najbardziej lubi spać na swoim legowisku przykryta nawet teraz latem dwoma kocami (słabe krążenie). Będąc na spacerze cały czas ciągnie do domu. Bawi się tylko z psami od wróżki Migotką i Lalą, zresztą one tworzą swoiste małe hermetyczne stadko i nie dopuszczają innych psów. Wprost nie było mowy o uśpieniu tylko sugestia, iż nie podjęto by leczenia. Ja jestem osobiście zmęczona tą całą skomplikowaną sytuacją, atakami na moją osobę i niesłusznymi oskarżeniami. Nieświadoma adoptowałam chorego psa, prosiłam o pomoc i spotkałam się z niewytłumaczalną dla mnie niechęcią do mnie, do dnia dzisiejszego nie usłyszałam choćby słowa przepraszam i dziękuję, bo przecież to mój pies. Świadomie nie adoptowałabym chorego psa, nawet bałam się wprowadzić innego psa do domu, bo na ówczas miałam jeszcze 14 letniego owczarka, który po dysplazji i porażeniu przestał chodzić na tylnie łapy i przez cztery lata był przez nas podnoszony, noszony. Niestety opieka nad tak dużym psem, który leżał na specjalnych nieprzemakalnych podkładach a zużywał ich dziennie 10, była ogromnym obciążeniem psychicznym i finansowym. Dla Perełki została stworzona z jednego pokoju izolatka, w którym siedziałam z nią do momentu, aż minie zagrożenie zakażenia nosówką. rozumiem zmęczenie spowodowane ciągłą walką o sunię i tą sytuacją. Wydaje mi sie ze ta sytuacja została juz wyjaśniona.... tak pisało na wątku ja nic więcej poza tym co jest tu napisane nie wiem. , nie było mnie wtedy w fundacji .... mysle ze nikt by Pani świadomie nie wciskał chorego psa mowiac ze jest zdrowy ........ wygada na to ze zawalił dt a to allegro zostało zrobione? tak z ciekawości pytam....... podziwiam Pania za walkę o te wszystkie psy Quote
Perełka1 Posted July 21, 2011 Posted July 21, 2011 Nie podejrzewam, że "wciśnięto" mi świadomie chorego psa. Nikt nie wiedział, że jest chory. Moim zdaniem, przy tak dużej akcji nie udało się wszystkiego rzetelnie dopilnować. Sprawa winny dt też jest sporna. Na pewno zbagatelizował objawy choroby, być może Perełka zjadła jakąś trutkę w dt a najprawdopodobniej była już wcześniej chora u wróżki. Niewydolność nerek IV stopnia nie powstaje z dnia na dzień. Ale, moim zdaniem, zabrakło też kontroli nad dt, tym bardziej iż był to początkujący dt - ja musiałam o wszystko dt "wypytywać" (kwestie żywienia, zachowania). Z opinii osoby postronnej (specjalisty weterynarza) Perełka chorowała od dłuższego czasu, do mnie trafiła już w stanie agonalnym. Wykonana sterylka - a dokładniej narkoza- prawdopodobnie przyczyniła się do lawinowego rozwoju choroby. Wet. określił to słowami 'wtedy wszystko ruszyło". Z tego powodu nie może być szczepiona bo "bo znowu wszystko ruszy". Wystarczy spojrzeć na jej oczy - wcześniej miała mętne zamknięte - część osób na wątku zwróciło na to uwagę, dt twierdził, iż to od słońca - teraz ma normalne szeroko otwarte oczy. Jej uszły kruszyły się w rękach. Wyglądało to jakby grzybica. Po wyleczeniu ma normalne uszy, może to kwestia ukrwienia. Jeżeli chodzi o "winę" czy może "zaniedbanie" na pewno leżało zarówno po stronie Fundacji jak i dt. Nie wszystko zostało jednak wyjaśnione...... Nie zrobiono allegro dla Perełki. P.S. Zabrakło w tym przypadku zwykłej ludzkiej uczciwości. Może trzeba się tego nauczyć od psów? Mnie najbardziej zabolał fakt, iż usłyszałam właśnie od Fundacji, że walka o Perełkę i jej przetrwanie to ekstrawagancja. Quote
inga.mm Posted July 21, 2011 Posted July 21, 2011 na razie zapiszę, bo czytania jest bardzo dużo Quote
Irvette Posted July 22, 2011 Posted July 22, 2011 Katarzyna Starkiewicz napisał(a):Nie podejrzewam, że "wciśnięto" mi świadomie chorego psa. Nikt nie wiedział, że jest chory. Moim zdaniem, przy tak dużej akcji nie udało się wszystkiego rzetelnie dopilnować. Sprawa winny dt też jest sporna. Na pewno zbagatelizował objawy choroby, być może Perełka zjadła jakąś trutkę w dt a najprawdopodobniej była już wcześniej chora u wróżki. Niewydolność nerek IV stopnia nie powstaje z dnia na dzień. Ale, moim zdaniem, zabrakło też kontroli nad dt, tym bardziej iż był to początkujący dt - ja musiałam o wszystko dt "wypytywać" (kwestie żywienia, zachowania). Z opinii osoby postronnej (specjalisty weterynarza) Perełka chorowała od dłuższego czasu, do mnie trafiła już w stanie agonalnym. Wykonana sterylka - a dokładniej narkoza- prawdopodobnie przyczyniła się do lawinowego rozwoju choroby. Wet. określił to słowami 'wtedy wszystko ruszyło". Z tego powodu nie może być szczepiona bo "bo znowu wszystko ruszy". Wystarczy spojrzeć na jej oczy - wcześniej miała mętne zamknięte - część osób na wątku zwróciło na to uwagę, dt twierdził, iż to od słońca - teraz ma normalne szeroko otwarte oczy. Jej uszły kruszyły się w rękach. Wyglądało to jakby grzybica. Po wyleczeniu ma normalne uszy, może to kwestia ukrwienia. Jeżeli chodzi o "winę" czy może "zaniedbanie" na pewno leżało zarówno po stronie Fundacji jak i dt. Nie wszystko zostało jednak wyjaśnione...... Nie zrobiono allegro dla Perełki. P.S. Zabrakło w tym przypadku zwykłej ludzkiej uczciwości. Może trzeba się tego nauczyć od psów? Mnie najbardziej zabolał fakt, iż usłyszałam właśnie od Fundacji, że walka o Perełkę i jej przetrwanie to ekstrawagancja. Faktycznie rzadko błąd tkrwi tylko po 1 stronie ......... zwykle jest to kombinacja kilku czynników, które Pani opisała, kilku zaniedbanych spraw (słaba komunikacja pomiędzy dt a fundacją ,itd) Quote
Ada-jeje Posted July 22, 2011 Posted July 22, 2011 kuba123 napisał(a):można się było tego spodziewać... Gdyby Fundacja skladala sie z co najmniej 20 osob odpowiedzialnych na ktorych mozna polegac, do tego jeszcze klka lub kilkanascie zwierzat i zadnych zgloszzen dopoki nie upora sie czlowiek z tymi co sa pod opieka Fundacji, byloby cacy. Ale coz o takiej sytuacji mozna tylko pomarzyc. Nigdy nie zrozumiem ludzi na dogo ktorzy maja pretensje do osob z org. pro zwierzecych, ktorzy nie maja zadnego obowiazku, wyreczania urzedasow ktorzy sa za los bezdomnych zwierzat odpowiedzialni jak to wynika z ustawy a maja to w glebokim powazaniu. Na nich jakos nikt nie wylewa pomyj, od nich niczego sie nie oczekuje, nie egzekwuje, bo przeciez sa org. pro zwierzece to mozna od org. zadac naprawienia swiata. Nikt nie docenia wysilku, czasu jaki poswiecaja kosztem wlasnego zdrowia, kosztem poswiecenia zycia rodzinnego oddajc czesc swojego majatku na charytatywna prace, na nich mozna jeszcze dac upust swojej flustracji, swojego niezadowolenia.:-( Quote
Perełka1 Posted July 22, 2011 Posted July 22, 2011 To nie jest tak do końca, jak Pani opisała. Ci "urzędasy" też są rozliczani. Ale oni zostali wybrani przez społeczeństwo, czyli przez nas. Skoro na wybory idzie 20% uprawnionych do głosowania to można mieć pretensje tylko do siebie. Nie wiem, czy zna Pani radnych w swoim mieście, czy czytała Pani ich programy wyborcze, czy zna Pani miejsce i godziny ich urzędowania. To my wybieramy konkretne osoby, dzięki którym i poprzez których możemy pózniej domagać się swoich praw na wyższym szczeblu. To oni rządzą w mieście i to od ich głosów wiele zależy. W Niemczech problem bezdomności psów prawie nie istnieje. Restrykcyjne prawo i skuteczne egzekwowanie go zlikwidowały całkowicie problem, mimo społeczeństwa "multi kulti", które jednak w ostatniej ocenie Angeli Merkel nie przyjęło się. Quote
Perełka1 Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 kuba123 napisał(a):można się było tego spodziewać... Skoro się Pani tego spodziewała, to znaczy że coś jest jednak nie w porządku. Bo gdyby wszystko było tak jak być powinno, to czego tu się spodziewać. Quote
Drzagodha Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Ada-jeje napisał(a):Gdyby Fundacja skladala sie z co najmniej 20 osob odpowiedzialnych na ktorych mozna polegac, do tego jeszcze klka lub kilkanascie zwierzat i zadnych zgloszzen dopoki nie upora sie czlowiek z tymi co sa pod opieka Fundacji, byloby cacy. Ale coz o takiej sytuacji mozna tylko pomarzyc. Nigdy nie zrozumiem ludzi na dogo ktorzy maja pretensje do osob z org. pro zwierzecych, ktorzy nie maja zadnego obowiazku, wyreczania urzedasow ktorzy sa za los bezdomnych zwierzat odpowiedzialni jak to wynika z ustawy a maja to w glebokim powazaniu. Na nich jakos nikt nie wylewa pomyj, od nich niczego sie nie oczekuje, nie egzekwuje, bo przeciez sa org. pro zwierzece to mozna od org. zadac naprawienia swiata. Nikt nie docenia wysilku, czasu jaki poswiecaja kosztem wlasnego zdrowia, kosztem poswiecenia zycia rodzinnego oddajc czesc swojego majatku na charytatywna prace, na nich mozna jeszcze dac upust swojej flustracji, swojego niezadowolenia.:-( Tutaj się zgodzę. Wszyscy uważają, że organizacja ma obowiązek zająć się każdym zwierzakiem w potrzebie. Nie mówię tutaj akurat o tym przykładzie, tylko ogólnie. Ludzie nie biorą pod uwagę, że organizacje też mają ograniczone możliwości. Mamy pod swoją opieką aktualnie ok. 150 zwierząt, wczoraj facet chciał nam wcisnąć jeszcze dodatkowego szczeniaka (to nic, że z innego województwa, mamy się tym zająć i koniec) i stwierdził, że skoro mamy tyle zwierząt, to jeden nie zrobi nam różnicy. Tłumaczę mu, że nie jesteśmy w stanie ściągać odpowiedzialności z każdej gminy, bo to fizycznie niemożliwe i żeby zgłosił psa do urzędu (akurat ten urząd ma podpisaną umowę ze schroniskiem i nie robi problemów), to mi mówi, że w dupie ma urząd my się mamy tym zająć. Jeszcze mnie mediami straszył... Albo mieszkając na Dolnym Śląsku odbieram o godzinie 2 w nocy nasz alarmowy telefon od pani, że przybłąkał się do sklepu monopolowego pies i żebyśmy go zabrali. A pies gdzie? W Łodzi... Ludziom czasem kompletnie brak wyobraźni. Quote
Perełka1 Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Drzagodha napisał(a):Tutaj się zgodzę. Wszyscy uważają, że organizacja ma obowiązek zająć się każdym zwierzakiem w potrzebie. Nie mówię tutaj akurat o tym przykładzie, tylko ogólnie. Ludzie nie biorą pod uwagę, że organizacje też mają ograniczone możliwości. Mamy pod swoją opieką aktualnie ok. 150 zwierząt, wczoraj facet chciał nam wcisnąć jeszcze dodatkowego szczeniaka (to nic, że z innego województwa, mamy się tym zająć i koniec) i stwierdził, że skoro mamy tyle zwierząt, to jeden nie zrobi nam różnicy. Tłumaczę mu, że nie jesteśmy w stanie ściągać odpowiedzialności z każdej gminy, bo to fizycznie niemożliwe i żeby zgłosił psa do urzędu (akurat ten urząd ma podpisaną umowę ze schroniskiem i nie robi problemów), to mi mówi, że w dupie ma urząd my się mamy tym zająć. Jeszcze mnie mediami straszył... Albo mieszkając na Dolnym Śląsku odbieram o godzinie 2 w nocy nasz alarmowy telefon od pani, że przybłąkał się do sklepu monopolowego pies i żebyśmy go zabrali. A pies gdzie? W Łodzi... Ludziom czasem kompletnie brak wyobraźni. Oczywiście, że fundacja jakakolwiek by to nie była nie może zająć się każdym zwierzakiem w potrzebie. To nie podlega w ogóle dyskusji. Jasnym jest też, że nie może reagować na każde wezwanie pijaka czy innego marginesu. Tutaj sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej. Myślę, że nie doczytała Pani wątku. Aby oszczędzić czasu osobom zainteresowanym wątkiem przygotowałam takie maxi-streszczenie dotyczące Perełki kilka postów wcześniej. Quote
Irvette Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 z jednej strony coś poszło nie tak i już nie dojdziemy kto i co to było. myślę ze wszyscy mają trochę racji, Fundacja wyręczyła miasto, ale też nie ma środków by zająć sie kompleksowo wszystkimin potrzebującymi zwierzakami i pilnować wszystkich dt na przykład ale jakbym ja miała takiego psa na dt ( wygląda na to że jakieś niepokojące sygnału były już w dt) to osoby z funacji miałyby 1000 telefonów/ mejli dziennie i raczej nie tłumaczyłabym zachowania psa upałem/ stresem i czym tam jeszcze. Myślę ze takich sygnałow jakie były (tzn to co się działo z psem) nie powiniem lekceważyć żaden opiekun, przecież nawet ktoś kto nigdy nie miał psa a potrafi rozsądnie myslec domyślił by się ze lepiej skonsultować objawy z kimś bardziej siedzącym w temacie / i lub wetem - sam nie po wypytywaniu przez kogoś ( ktoś pisał coś takiego już wcześniej) i toże dt był początkujący to nie jest dla mnie usprawiedliwienie............. czasami trzeba samemulączyć fakty i informować o czymś co wzbudza niepokój , jest inne niż być powinno Quote
kuba123 Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Irvette- dla twojej wiadomości kilkakrotnie osoby z Fundacji były w tym DT i nie zostało nam nic zgłoszone do wiadomości ogólnej Fundacja, po tym jak okazało się,że Perełka jest chora zobowiązała się przekazywać pomoc wysokości 300 zł miesięcznie- ale nie do końca życia psa pieniądze były przekazywane, dwukrotnie zakupiona została specjalistyczna karma(2x15 kg) dostałam zgodę na napisanie tu na wątku sms-a wysłanego w sprawie kolejnej partii karmy dla Perełki ''CZEĆ TU JAREK ROBERT PRZYKRO MIALE NIE MOŻEMY NIC ZROBIĆ CO DO KARMY ANI ZARZĄD ANI RADA FUNDACJI NIE ZGADZA SIĘ NA TAKĄ EKSTRAWAGANCJĘ MOŻEMY POMAGAĆ ZWIERZĘTOM PORZUCONYM OKALECZANYM PO WYPADKACH ITP NIE BĘDĘ ROBIĆ COŚ WBREW UCHWAŁOM ZA DUŻO JEST KONTROLI W FUNDACJACH PRZYKRO MI'' w zacytowanym tekście jest o ekstrawagancji( i nie jest to użyte odnośnie ratowania życia Perełki) fundacja mając na utrzymaniu 28 psów, nie zliczoną wciąż ilość kotów, kozy i konie nie utrzymuje psów mających dom poza tym ciągle mamy przypadki, gdzie musimy ratować psy z sosnowieckiego schronu( operacje, diagnostyka, sterylki aborcyjne itd) nie stac nas na karmienie psów mających właścicieli Quote
ANETTTA Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 [quote name='Katarzyna Starkiewicz']To nie jest tak do końca, jak Pani opisała. Ci "urzędasy" też są rozliczani. Ale oni zostali wybrani przez społeczeństwo, czyli przez nas. Skoro na wybory idzie 20% uprawnionych do głosowania to można mieć pretensje tylko do siebie. Nie wiem, czy zna Pani radnych w swoim mieście, czy czytała Pani ich programy wyborcze, czy zna Pani miejsce i godziny ich urzędowania. To my wybieramy konkretne osoby, dzięki którym i poprzez których możemy pózniej domagać się swoich praw na wyższym szczeblu. To oni rządzą w mieście i to od ich głosów wiele zależy. W Niemczech problem bezdomności psów prawie nie istnieje. Restrykcyjne prawo i skuteczne egzekwowanie go zlikwidowały całkowicie problem, mimo społeczeństwa "multi kulti", które jednak w ostatniej ocenie Angeli Merkel nie przyjęło się. z tymi niemcami to tak do końca nie ejst sa przepełnione schroniska niestety !!!!! tu akurat koty nie psy ale sytuacja .. http://www.koty.pl/sos/art203,adopcje-kotow-do-niemiec-.html Quote
Perełka1 Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 [quote name='Irvette']z jednej strony coś poszło nie tak i już nie dojdziemy kto i co to było. myślę ze wszyscy mają trochę racji, Fundacja wyręczyła miasto, ale też nie ma środków by zająć sie kompleksowo wszystkimin potrzebującymi zwierzakami i pilnować wszystkich dt na przykład ale jakbym ja miała takiego psa na dt ( wygląda na to że jakieś niepokojące sygnału były już w dt) to osoby z funacji miałyby 1000 telefonów/ mejli dziennie i raczej nie tłumaczyłabym zachowania psa upałem/ stresem i czym tam jeszcze. Myślę ze takich sygnałow jakie były (tzn to co się działo z psem) nie powiniem lekceważyć żaden opiekun, przecież nawet ktoś kto nigdy nie miał psa a potrafi rozsądnie myslec domyślił by się ze lepiej skonsultować objawy z kimś bardziej siedzącym w temacie / i lub wetem - sam nie po wypytywaniu przez kogoś ( ktoś pisał coś takiego już wcześniej) i toże dt był początkujący to nie jest dla mnie usprawiedliwienie............. czasami trzeba samemulączyć fakty i informować o czymś co wzbudza niepokój , jest inne niż być powinno Chciałam raz do końca wytłumaczyć zaistniałą sytuację wszystkim osobom, które interesują się sprawą i losem Perełki. Mój mąż kiedy zobaczył Perełkę stwierdził, że coś jest z nią nie tak i prawdopodobnie jest chora. Oglądał jej oczy i fafle, które miała bladoróżowe. Dt zapewniał mnie, że pies był u wet. i wszystko jest ok. Stopniowo zaczęły pojawiać się kolejne niepokojące dolegliwości, które cały czas konsultowałam z dt. Dzwoniłam bardzo często do dt, chcą uzyskać jak najwięcej informacji. Myślałam, że dt powiadomi Fundację o całej sprawie. Kiedy sytuacja stała się bardzo poważna sama zadzwoniłam do Fundacji i poinformowałam o całej sprawie. Informowałam na bieżąco o stanie Perełki i wydatkach (dodzwonić się jest trudno, na maila nie było odpowiedzi, pozostały sms, które trzeba było wysyłać kilkakrtotnie, aby uzyskać odpowiedz) a które zostały odczytane niestety jako nachalne roszczenia finansowe, Całe leczenie Perełki pochłonęło ok. 6.000 tys, konsultacje lekarskie były darmowe, najdroższy i trudny do zdobycia był lek Eprex, stosowany między innymi w celu leczenia niedokrwistości związanej z niewydolnością nerek. W przypadku niewydolności tego narządu wytwarzanie erytropoetyny koniecznej do powstawania krwinek czerwonych nie jest wystarczające i wet może zalecić zastosowanie leku Eprex. Po przyjęciu leku zwiększa się nie tylko liczba krwinek czerwonych, ale też stężenie hemoglobiny, liczba retikulocytów (komórek, z których powstają krwinki czerwone) oraz wbudowywanie żelaza do krwinki czerwonej. Część lekarstw (antybiotyki) dostaliśmy w prezencie od wet. Koszty leczenia są udokumentowane. Chciałam jeszcze raz podkreślić, iż nigdy nie żądaliśmy zwrotów kosztów leczenia. Żeby pokryć leczenia psa wzięliśmy dwie pożyczki: jedną 3 tys. w lipcu 2010, drugą we wrześniu 3 tys., które spłacamy po 400 zł miesięcznie do dzisiaj. Nigdy nie chcieliśmy oddać psa, choć nam to kilkakrotnie proponowano. Pokrywamy we własnym zakresie koszty badań i lekarstw. poprosiliśmy jedynie Fundację o pomoc w miarę możliwości w zakupie specjalistycznej karmy dla Perełki, którą musi jeść do końca życia a której koszt jest bardzo wysoki, prawie 300 zł. Niestety nie może jeść nic innego. Quote
Perełka1 Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 [quote name='Irvette']z jednej strony coś poszło nie tak i już nie dojdziemy kto i co to było. myślę ze wszyscy mają trochę racji, Fundacja wyręczyła miasto, ale też nie ma środków by zająć sie kompleksowo wszystkimin potrzebującymi zwierzakami i pilnować wszystkich dt na przykład ale jakbym ja miała takiego psa na dt ( wygląda na to że jakieś niepokojące sygnału były już w dt) to osoby z funacji miałyby 1000 telefonów/ mejli dziennie i raczej nie tłumaczyłabym zachowania psa upałem/ stresem i czym tam jeszcze. Myślę ze takich sygnałow jakie były (tzn to co się działo z psem) nie powiniem lekceważyć żaden opiekun, przecież nawet ktoś kto nigdy nie miał psa a potrafi rozsądnie myslec domyślił by się ze lepiej skonsultować objawy z kimś bardziej siedzącym w temacie / i lub wetem - sam nie po wypytywaniu przez kogoś ( ktoś pisał coś takiego już wcześniej) i toże dt był początkujący to nie jest dla mnie usprawiedliwienie............. czasami trzeba samemulączyć fakty i informować o czymś co wzbudza niepokój , jest inne niż być powinno Chciałam raz do końca wytłumaczyć zaistniałą sytuację wszystkim osobom, które interesują się sprawą i losem Perełki. Mój mąż kiedy zobaczył Perełkę stwierdził, że coś jest z nią nie tak i prawdopodobnie jest chora. Oglądał jej oczy i fafle, które miała bladoróżowe. Dt zapewniał mnie, że pies był u wet. i wszystko jest ok. Stopniowo zaczęły pojawiać się kolejne niepokojące dolegliwości, które cały czas konsultowałam z dt. Dzwoniłam bardzo często do dt, chcą uzyskać jak najwięcej informacji. Myślałam, że dt powiadomi Fundację o całej sprawie. Kiedy sytuacja stała się bardzo poważna sama zadzwoniłam do Fundacji i poinformowałam o całej sprawie. Informowałam na bieżąco o stanie Perełki i wydatkach (dodzwonić się jest trudno, na maila nie było odpowiedzi, pozostały sms, które trzeba było wysyłać kilkakrtotnie, aby uzyskać odpowiedz) a które zostały odczytane niestety jako nachalne roszczenia finansowe, Całe leczenie Perełki pochłonęło ok. 6.000 tys, konsultacje lekarskie były darmowe, najdroższy i trudny do zdobycia był lek Eprex, stosowany między innymi w celu leczenia niedokrwistości związanej z niewydolnością nerek. W przypadku niewydolności tego narządu wytwarzanie erytropoetyny koniecznej do powstawania krwinek czerwonych nie jest wystarczające i wet może zalecić zastosowanie leku Eprex. Po przyjęciu leku zwiększa się nie tylko liczba krwinek czerwonych, ale też stężenie hemoglobiny, liczba retikulocytów (komórek, z których powstają krwinki czerwone) oraz wbudowywanie żelaza do krwinki czerwonej. Część lekarstw (antybiotyki) dostaliśmy w prezencie od wet. Koszty leczenia są udokumentowane. Chciałam jeszcze raz podkreślić, iż nigdy nie żądaliśmy zwrotów kosztów leczenia. Żeby pokryć leczenia psa wzięliśmy dwie pożyczki: jedną 3 tys. w lipcu 2010, drugą we wrześniu 3 tys., które spłacamy po 400 zł miesięcznie do dzisiaj. Nigdy nie chcieliśmy oddać psa, choć nam to kilkakrotnie proponowano. Pokrywamy we własnym zakresie koszty badań i lekarstw. poprosiliśmy jedynie Fundację o pomoc w miarę możliwości w zakupie specjalistycznej karmy dla Perełki, którą musi jeść do końca życia a której koszt jest bardzo wysoki, prawie 300 zł. Niestety nie może jeść nic innego. Quote
Perełka1 Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 kuba123 napisał(a):Irvette- dla twojej wiadomości kilkakrotnie osoby z Fundacji były w tym DT i nie zostało nam nic zgłoszone do wiadomości ogólnej Fundacja, po tym jak okazało się,że Perełka jest chora zobowiązała się przekazywać pomoc wysokości 300 zł miesięcznie- ale nie do końca życia psa pieniądze były przekazywane, dwukrotnie zakupiona została specjalistyczna karma(2x15 kg) dostałam zgodę na napisanie tu na wątku sms-a wysłanego w sprawie kolejnej partii karmy dla Perełki ''CZEĆ TU JAREK ROBERT PRZYKRO MIALE NIE MOŻEMY NIC ZROBIĆ CO DO KARMY ANI ZARZĄD ANI RADA FUNDACJI NIE ZGADZA SIĘ NA TAKĄ EKSTRAWAGANCJĘ MOŻEMY POMAGAĆ ZWIERZĘTOM PORZUCONYM OKALECZANYM PO WYPADKACH ITP NIE BĘDĘ ROBIĆ COŚ WBREW UCHWAŁOM ZA DUŻO JEST KONTROLI W FUNDACJACH PRZYKRO MI'' w zacytowanym tekście jest o ekstrawagancji( i nie jest to użyte odnośnie ratowania życia Perełki) fundacja mając na utrzymaniu 28 psów, nie zliczoną wciąż ilość kotów, kozy i konie nie utrzymuje psów mających dom poza tym ciągle mamy przypadki, gdzie musimy ratować psy z sosnowieckiego schronu( operacje, diagnostyka, sterylki aborcyjne itd) nie stac nas na karmienie psów mających właścicieli Pierwsza transza faktur wystawionych na Fundację za leczenie Perełki została przekazana Fundacji w 2010 roku i opiewała na kwotę 1904 zł. Kolejne faktury wystawione na Fundację za lekarstwa, karmę i itp. były przekazywane sukcesywnie do pierwszego kwartału 2011. O ile dobrze pamiętam w sumie było tego około 3000 zł. Z tej zaksięgowanej kwoty Fundacja rozliczyła na nasza korzyść ok. 1500 zł (wliczając w to dwa worki 14 kg specjalistycznej karmy Renal). Resztę kosztów leczenia i karmy to jest około 4.500 zł pokryliśmy z własnych pieniędzy. Nikt nie prosił o wsparcie do końca życia Perełki. Z reszta nikt też nie ustalił jakiegokolwiek okresu czasu wsparcia. Na początku roku 2011 Zarząd Fundacji poinformował nas, iż nie będzie w stanie nam pomóc aż do czerwca 2011.(spływ środków z 1% od podatków) Postanowiliśmy zatem poprosić ponownie Fundację o wsparcie w lipcu. A tu nieoczekiwanie przyszła odpowiedź jak w cytacie powyżej. Uważamy , że jako właściciele, co Pani tak bardzo podkreśla w swojej wypowiedzi, wywiązaliśmy się z obowiązku i uratowaliśmy jedno psie życie. Fundacja ratuje ich wiele i chwała jej za to. Dalej tylko nie rozumiemy o co chodzi w tej całej korespondencji na forum. Bo po prawie rocznej ciszy rozpoczęto odgrzewanie wątku Perełki , jakieś 2 dni po otrzymaniu przez nas zacytowanego sms-a. Zapewne to przypadek:) Czy aż takich narzędzi trzeba było użyć, zamiast spotkać się ( a spotykaliśmy się przecież u nas w domu - w końcu mamy jeszcze dwie inne "wróżkowe" suczki LALĘ i MIGOTKĘ), nawet zadzwonić jak nie było czasu i powiedzieć , że chyba już Fundacja nie pomoże. A może dało by się wyszukać sposób na normalne cywilizowane rozwiązanie problemu. Spróbujemy napisać prośbę do Rady Fundacji o udzielenie dalszego wsparcia bo sytuacja jest niecodzienna i nie wiem czy gdyby nie nasza adopcja ........ i czy w ogóle dom tymczasowy by tego psa wyleczył. Nie należymy do ludzi zamożnych ale jak już się człowiek zaangażował to nie sposób było pozwolić tej bidulce umrzeć. P.S. Nie wiem, jak się ma litera prawa do upubliczniania prywatnej korespondencji i czemu miało to służyć, bo nie widzę nic zdrożnego w naszym zapytaniu, prośbie o jakiekolwiek wsparcie w żywieniu Perełki. Z resztą nigdy nie prosiliśmy o pieniądze tylko o pomoc w karmie specjalistycznej. ( Nie będziemy publicznie pisać o ustaleniach jaki były poczynione przy adopcji) !!! My też mamy telefon pełen korespondencji sms-owej ale bynajmniej dla własnego użytku i "na pamiątke"całej tej historii :) Quote
Ada-jeje Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Pani Katarzyno, wielkie uklony w Panstwa strone za opieke nad takim psem jakim jest Perelka. Mysle ze gdybysmy dysponowali takim zapleczem jaki ogladamy na Animal Planet, napewno zauwazono by pod okiem wetow chrobe Perelki. Prosze zrozumiec ze org. w Polsce dzialaja jak partyzantka a marzy nam sie tez zaplecze z wetami i szpitalikami. Moze kiedys to marzenie sie spelni :lol: Quote
Glutofia Posted July 24, 2011 Posted July 24, 2011 Mam w domu cztery psy. Jeden kupiony dwa adopcyjne i czwarty - tymczasowicz. Nie mam pracy żyję z męża pensji wszystkie psy łącznie w tymczasowiczem utrzymuję za własne, do głowy by mi nie przyszło żeby mieć jakiekolwiek roszczenia w stosunku do Fundacji po wyadoptowaniu psa. Po podjęciu decyzji o adopcji obowiązek utrzymywania psów przechodzi na nas- nawet jeśli zachorują. I co ciekawe nie spodziewam się z tego powodu wieńca laurowego na głowę...ani nie snuję teorii spiskowych. Wątek odzył ponieważ otrzymaliśmy wyrok z Sądu nie odżył z powodu TWOJEJ Perełki...o mój boże. O ile pamięć mnie nie myli Perełka ma swój wątek :) Mam pytanie: ile je piesek ważący 4 kg? Może nie powinnaś jej przekarmiać. Dość szybko maleńka suczka uporała się z 30 (sic!) kg karmy, skoro upominasz się o kolejny.. W dodatku otrzymaliście również karmę bytową dla psów która została nam zwrócona- bo niedobra. Cóż ..nasze psy jedzą co co mamy. Nie stać nas na więcej. To tak a propos ekstrawagancji.. Jestem zdania że Fundacja nie powinna ponosić kosztów utrzymania wyadoptowanych psów. Jesli ktoś cieńko przędzie nie powinien też brak kolejnych psów- np ze schroniska bądź innych źródeł a potem oczekiwać że to inni będą te psy utrzymywali. Fundacja pomogła na tyle ile to możliwe. To nie studnia bez dna. Twoje roszczenia uważam za bezzasadne, a formę tych roszczeń za tyleż bezczelną co żenującą. bez odbioru. Quote
Irvette Posted July 24, 2011 Posted July 24, 2011 [quote name='kuba123']Irvette- dla twojej wiadomości kilkakrotnie osoby z Fundacji były w tym DT i nie zostało nam nic zgłoszone do wiadomości ogólnej Fundacja, po tym jak okazało się,że Perełka jest chora zobowiązała się przekazywać pomoc wysokości 300 zł miesięcznie- ale nie do końca życia psa pieniądze były przekazywane, dwukrotnie zakupiona została specjalistyczna karma(2x15 kg) dostałam zgodę na napisanie tu na wątku sms-a wysłanego w sprawie kolejnej partii karmy dla Perełki ''CZEĆ TU JAREK ROBERT PRZYKRO MIALE NIE MOŻEMY NIC ZROBIĆ CO DO KARMY ANI ZARZĄD ANI RADA FUNDACJI NIE ZGADZA SIĘ NA TAKĄ EKSTRAWAGANCJĘ MOŻEMY POMAGAĆ ZWIERZĘTOM PORZUCONYM OKALECZANYM PO WYPADKACH ITP NIE BĘDĘ ROBIĆ COŚ WBREW UCHWAŁOM ZA DUŻO JEST KONTROLI W FUNDACJACH PRZYKRO MI'' w zacytowanym tekście jest o ekstrawagancji( i nie jest to użyte odnośnie ratowania życia Perełki) fundacja mając na utrzymaniu 28 psów, nie zliczoną wciąż ilość kotów, kozy i konie nie utrzymuje psów mających dom poza tym ciągle mamy przypadki, gdzie musimy ratować psy z sosnowieckiego schronu( operacje, diagnostyka, sterylki aborcyjne itd) nie stac nas na karmienie psów mających właścicieli powtórzę: no właśnie wg mnie dt sam z siebie powinien (nawet początkujący, nawet ktoś kto nigdy nie miał psa) zgłaszać niepokojące sytuacje , zachowanie ,objawy i nie tłumaczyć tego "pies zdrowy- to stres/ upał" po prostu coś nie tak- telefon , wolałabym osobiście fałszywy alarm niż przeoczenie choroby - z wytłuszczonego wynika ze tu był błąd dt , wiadomo że osoby z fundacji nie mają czasu dzwonić co 5 min i pytać "wszystko ok?"- dt powinien sam powiedzieć czy wszystko ok pisałam wcześniej- wiadomo że fundacja nie ma środków na pomoc wszyskim potrzebującym psom Quote
inga.mm Posted July 24, 2011 Posted July 24, 2011 zajrzyjcie, proszę. Potrzebujemy pomocy Sama skóra i Kości do tego 50 centymetrowy łańcuch! 20 kilogramowy WIELKOPIES. Quote
Perełka1 Posted July 24, 2011 Posted July 24, 2011 Glutofia napisał(a):Mam w domu cztery psy. Jeden kupiony dwa adopcyjne i czwarty - tymczasowicz. Nie mam pracy żyję z męża pensji wszystkie psy łącznie w tymczasowiczem utrzymuję za własne, do głowy by mi nie przyszło żeby mieć jakiekolwiek roszczenia w stosunku do Fundacji po wyadoptowaniu psa. Po podjęciu decyzji o adopcji obowiązek utrzymywania psów przechodzi na nas- nawet jeśli zachorują. I co ciekawe nie spodziewam się z tego powodu wieńca laurowego na głowę...ani nie snuję teorii spiskowych. Wątek odzył ponieważ otrzymaliśmy wyrok z Sądu nie odżył z powodu TWOJEJ Perełki...o mój boże. O ile pamięć mnie nie myli Perełka ma swój wątek :) Mam pytanie: ile je piesek ważący 4 kg? Może nie powinnaś jej przekarmiać. Dość szybko maleńka suczka uporała się z 30 (sic!) kg karmy, skoro upominasz się o kolejny.. W dodatku otrzymaliście również karmę bytową dla psów która została nam zwrócona- bo niedobra. Cóż ..nasze psy jedzą co co mamy. Nie stać nas na więcej. To tak a propos ekstrawagancji.. Jestem zdania że Fundacja nie powinna ponosić kosztów utrzymania wyadoptowanych psów. Jesli ktoś cieńko przędzie nie powinien też brak kolejnych psów- np ze schroniska bądź innych źródeł a potem oczekiwać że to inni będą te psy utrzymywali. Fundacja pomogła na tyle ile to możliwe. To nie studnia bez dna. Twoje roszczenia uważam za bezzasadne, a formę tych roszczeń za tyleż bezczelną co żenującą. bez odbioru. Widzę, że zbrojne ramię Fundacji przyjęło strategię ataku - ciekawe - nadal nie rozumiem w jakim celu ??? kolejne osoby próbują nas dyskredytować na forum dogomanii. Po przeczytaniu Twojego posta zastanawiałem się czy go nie zlekceważyć i nic nie pisać ..... No ale skoro atakują to trzeba się bronić! Droga Glutofio! My również nie należymy do osób zamożnych. Ale nie przywykłem do publicznych wynurzeń - każdy jest kowalem swojego losu - tak mi się przynajmniej wydaje. Perełka nie jest przekarmiana. Miesięcznie zjada ok.8 kg co daje przez 15 miesięcy około 120 kg Renala !!!. (W tym 31 kg przekazanych przez Fundację). Niestety codziennie wymiotuje, pluje jedzeniem i przy tym bardzo dużo się marnuje. Dokupujemy jej jeszcze saszetki Renala dla kotów - bo są bezpieczne i chętnie je zjada. Jak już dokładnie chcesz pisać i "liczyć kuleczki" to w sumie przez rok dostaliśmy 2X14 kg + 1 X 3kg Renala + ok.12 kg. Eucanuby którą zjadły Migotka i Lalun w ramach rozliczenia faktur na Fundację. Przepraszam ale to chyba nie jest zabójcze tempo pochłaniania karmy. Poza tym nigdy się nie zdarzyło, by karmy dla Perełki zabrakło - bo po prostu ją sami kupujemy - inaczej pies umrze. Zauważ proszę, podkreślam , że zaczynasz odwracać kota ogonem / Było tak : 1 - przy adopcji ze względu na chorobę Perełki była umowa, że będzie wsparcie (pies mógł nie przeżyć i dobrze o tym wiedzieliście bo wyniki były porażające, no cóż na swoje szczęście przeżył ) 2- później , że od stycznia nie dacie rady i dopiero w czerwcu będzie pomoc 3- a jak zapytałem w lipcu to dostałem cytowanego wcześniej sms-a i ruszyła nowa kampania na dogomanii w naszym kierunku. PO CO TO WSZYSTKO ??? - pytam ponownie bo wystarczyło odpowiedzieć, że może jakoś inaczej sprawę załatwimy, spotkać się, porozmawiać i znaleźć rozwiązanie. Potwierdzam, iż dostaliśmy dwa worki 3kg włoskiej karmy bytowej. Niestety jedna z nich była już znacznie przeterminowana. Dlatego oddaliśmy ją nienaruszoną. Druga karma oparta wyłącznie na zbożach podrażniała jelita Migoty - dokładnie miała odchody z krwią- Lalun nie chciał jej jeść. A Sznapsowi nie wolno. Karma jest do odebrania. No ale wyszło na to ,że to my narobiliśmy sobie wstydu zwracając darowaną karmę. Może trzeba było zawieźć do schroniska. Z podejściem do psów , że jedzą to co mają daleko nie zajdziesz. Bo możesz po prostu produkować kolejne psy do leczenia. Ale to już wewnętrzna sprawa Twojego sumienia. Nas stać na utrzymanie naszych psów i nigdy publicznie się nie domagaliśmy dla nich wsparcia. Skupmy się więc wyłącznie na Perełce. U nas każdy pies ma osobną karmę, dostosowaną do jego potrzeb i zdrowia, Perełka je Renla, Sznaps je Intestinal, Migota i Lalun boscha a Pimpuś Royala mini. Co do Twojego ostatniego zdania pozostawiam je czytelnikom do oceny Twojej kultury osobistej-(nigdy nie domagaliśmy się publicznie wsparcia) - rok temu na dogomanii nazwałaś nas "naciągaczami i wyłudzaczami" !!! ze względu na wielkość kosztów leczenia Perełki. A po przekazaniu faktur dla Fundacji - sprawa szybko ucichła. Niestety dyskusja staje się niesmaczna - za co przepraszam niewtajemniczonych. No ale jak napisałam na początku - jak atakują to trzeba się bronić. Z całym szacunkiem Robert Quote
inga.mm Posted July 24, 2011 Posted July 24, 2011 o rany, przeczytałam i jestem zniesmaczona. Zarówno blood - dt, fundacją i Panią Starkiewicz. Z tego co wyczytałam (od razu zaznaczam, że nie znam wątku Perełki), psina została odebrana wróżce zwanej wiedźmą w drodze interwencji i umieszczona u blood na dt. Dla mnie jest nie do przyjęcia, żeby dt nie było nadzorowane. Niektórzy może pamiętają aferę z Arktyką. Tam też wszyscy grzmieli oburzeniem, skądinąd słusznym, tyle że nikt nie sprawdził warunków i nie robił nalotów kontrolnych. Jak to możliwe, żeby dt nie zadbało o książeczkę zdrowia, podstawowe badania krwi u psa odebranego z takich warunków, diagnostykę, choćby wstępną. Jak to możliwe, żeby Fundacja, powierzając psa do dt nie nakazała wykonania takich badań i nie egzekwowała ich wykonania? Pani Katarzyna też powinna wiedzieć, że wyadoptowanie pieska pociąga za sobą konsekwencje finansowe CAŁKOWICIE spoczywające na domu adopcyjnym. Biorąc pieska z takich warunków, zawsze trzeba liczyć się z różnymi przypadłościami. Z tego co zrozumiałam, Perełka waży ok. 4 kg i jest wielkości większego ratlerka. Moja Tośka również jest ratlerkiem 4,5 kg. Jest żywiona hepaticiem 2x dziennie po 37 g, co daje ok. 80 g dziennie. 6kg hepaticu kosztuje u mojej dostawczyni niecałe 150 zł. Licząc z nadwyżkami worek 6 kg powinien starczyć na ponad 2 miesiące. Oczywiście dochodzą jeszcze smaczki, lekarstwa. Tośka ma 4 nowotwory i parę innych chorób, a w momencie adopcji miała "tylko" usuniętą listwę mleczną. Do głowy by mi nie przyszło żądać od fundacji, która ją wyciągnęła wcześniej ze schroniska, jakichkolwiek pieniędzy. Tośka jest u mnie od czerwca 2010 i jej leczenie, odżywianie i inne "ekscesy" kosztowały ok. 7 tys. Nie dość tego. Dając bezpłatny tymczas pięciu kotom, z czego tylko jeden jest w miarę zdrowy, a jeden umierający, pozostałe sa chore, ale na chodzie, do tej pory nie zbierałam pieniędzy na nie. Dopiero, gdy okazało się, że i syn i mąż wylądowali na bezrobociu, założyłam im wątek i będę robiła bazarki. Nic za darmo. I nie chcę tu żadnych komentarzy pozytywnych czy negatywnych, bo nie to jest przedmiotem tego tematu. Proszę się zastanowić, jak to wygląda w całości, poczynając od przekazania pieska do dt, pobytu w dt, postawy dt, braku nadzoru, braku porozumienia, roszczeniu do dotacji przez ds. To wszystko jest do bani. Nie tak powinno wyglądać zachęcanie ludzi do adopcji. Quote
polciuaa Posted July 24, 2011 Posted July 24, 2011 [quote name='inga.mm']o rany, przeczytałam i jestem zniesmaczona. Zarówno blood - dt, fundacją i Panią Starkiewicz. Z tego co wyczytałam (od razu zaznaczam, że nie znam wątku Perełki), psina została odebrana wróżce zwanej wiedźmą w drodze interwencji i umieszczona u blood na dt. Dla mnie jest nie do przyjęcia, żeby dt nie było nadzorowane. Niektórzy może pamiętają aferę z Arktyką. Tam też wszyscy grzmieli oburzeniem, skądinąd słusznym, tyle że nikt nie sprawdził warunków i nie robił nalotów kontrolnych. Jak to możliwe, żeby dt nie zadbało o książeczkę zdrowia, podstawowe badania krwi u psa odebranego z takich warunków, diagnostykę, choćby wstępną. Jak to możliwe, żeby Fundacja, powierzając psa do dt nie nakazała wykonania takich badań i nie egzekwowała ich wykonania? Pani Katarzyna też powinna wiedzieć, że wyadoptowanie pieska pociąga za sobą konsekwencje finansowe CAŁKOWICIE spoczywające na domu adopcyjnym. Biorąc pieska z takich warunków, zawsze trzeba liczyć się z różnymi przypadłościami. Z tego co zrozumiałam, Perełka waży ok. 4 kg i jest wielkości większego ratlerka. Moja Tośka również jest ratlerkiem 4,5 kg. Jest żywiona hepaticiem 2x dziennie po 37 g, co daje ok. 80 g dziennie. 6kg hepaticu kosztuje u mojej dostawczyni niecałe 150 zł. Licząc z nadwyżkami worek 6 kg powinien starczyć na ponad 2 miesiące. Oczywiście dochodzą jeszcze smaczki, lekarstwa. Tośka ma 4 nowotwory i parę innych chorób, a w momencie adopcji miała "tylko" usuniętą listwę mleczną. Do głowy by mi nie przyszło żądać od fundacji, która ją wyciągnęła wcześniej ze schroniska, jakichkolwiek pieniędzy. Tośka jest u mnie od czerwca 2010 i jej leczenie, odżywianie i inne "ekscesy" kosztowały ok. 7 tys. Nie dość tego. Dając bezpłatny tymczas pięciu kotom, z czego tylko jeden jest w miarę zdrowy, a jeden umierający, pozostałe sa chore, ale na chodzie, do tej pory nie zbierałam pieniędzy na nie. Dopiero, gdy okazało się, że i syn i mąż wylądowali na bezrobociu, założyłam im wątek i będę robiła bazarki. Nic za darmo. I nie chcę tu żadnych komentarzy pozytywnych czy negatywnych, bo nie to jest przedmiotem tego tematu. Proszę się zastanowić, jak to wygląda w całości, poczynając od przekazania pieska do dt, pobytu w dt, postawy dt, braku nadzoru, braku porozumienia, roszczeniu do dotacji przez ds. To wszystko jest do bani. Nie tak powinno wyglądać zachęcanie ludzi do adopcji. Bardzo mądre słowa ale niestety nie moge się zgodzić z wytłuszczonym tekstem . Z tego co rozumiem ( bo nie jestem na stałe w temacie Perełki) podczas adopcji było ustalone, że Fundacja w jakiś tam sposób wspomoże DS choćby własnie karmą więc to nie jest tak, że DS ma jakieś roszczenia do Fundacji tylko tak było ustalone przy adopcji. Jeśli się mylę proszę o poprawę. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.