kamilqax95x Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 jeśli powiedzieli że go leczą to go leczą na pewno.... oni nie kłamią znam ich dobrze i robią co w ich mocy by pomóc tym zwierzakom.... nie są w stanie opiekować się nim 24h bo są też inne psy w potrzebie.... i jeszcze psy z nocy których wczoraj było chyba 8 .... :( Quote
agnieszka32 Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Kamilqa - leczą, ale chyba na swój sposób. To że mówią,, że leczą, nie znaczy że leczą - proszę Cię, mniej naiwności, a więcej zasady ograniczonego zaufania... Pies leczony powinien wykazywać poprawę, a z opisu Fergilki wynika, że jego stan się pogarsza. Więc na co czekać? Dla psa jest miejsce w Szczecinku, gdzie będzie naprawdę leczony, gdzie będzie miał całodobową opiekę, gdzie nie będzie jedynie numerem w zeszyciku... Quote
kamilqax95x Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 lecz on może nie przeżyć tej trasy a po za tym oni nie wiedzą o tym że dla niego jest miejsce w Szczecinku Quote
kamilqax95x Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 powiem wam tak porozmawiajcie z kierowniczką bo to do niej należy ostatnie słowo już kilka razy było tak ze wydała psa bez zgody weta ... Quote
kamilqax95x Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 nie no w schronisku jest leczony tam są 2 wetki Quote
blacky. Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Tak myślałam, nie wiem jak ta lecznica wygląda, ale mam nadzieje że pies ma tam dobrą opiekę. A jest jakaś poprawa ? Szansa, że kiedyś jeszcze stanie na nogi ? Quote
kamilqax95x Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 blacky764 napisał(a):Tak myślałam, nie wiem jak ta lecznica wygląda, ale mam nadzieje że pies ma tam dobrą opiekę. A jest jakaś poprawa ? Szansa, że kiedyś jeszcze stanie na nogi ? nie wiem czy jeszcze stanie na nogi .... Quote
katlis Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 fergilka napisał(a):Moim zdaniem pies jest w fatalnym stanie...napiszę wręcz, że umiera...od ostatniego razu jak go widziałam, pogorszyło mu się, dostał drgawek, jest apatyczny, wcześniej chociaz reagował na człowieka, teraz kulił się chowając głowę, tak jakby chciał być niewidoczny... Jak do boksu dostarczono mu miske z wodą, poruszył się, jednak nie mógł do niej dosięgnać, poprosiłam pracownika schronu, aby mu przybliżył miche do pyszczka, na co usłyszałam, że sobie wstanie.....on się nie rusza w ogóle...udało mi się dostać do niego, podałam mu michę, wypił połowe, dał się pogłaskać :-( Pracownicy mówią, że jest leczony...nie wiem na czym to leczenie polega, ja osobiście nie widziałam nigdy aby ktoś go leczył, podawał kroplówke... Jeść nie chciał, dostał lepszą puszkę czyli pedigree...nie zjadł. Leży biedny wśród starego jedzenia, fatalnie to wygląda..do tego siusia pod siebie...masakra...on przebywa w boksach na kwarantannie, gdzie wolontariusze nie mogą wchodzić (tam sa też duże psy), chyba, że pomagają karmić, dlatego wczoraj udało mi się podać mu wodę... jak mi się uda podjadę dziś wypytać o niego, w poniedziałek będzie Pani od wolontariuszy, bardziej przychylna i chętna do rozmowy...może ona mi wreszcie coś powie... Czy to są normalne warunki leczenia psa? Nie wydaje mi się, dziewczyny zróbcie wszystko. żeby gą stamtąd wyciągnąć. Quote
kamilqax95x Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 katlis napisał(a):Czy to są normalne warunki leczenia psa? Nie wydaje mi się, dziewczyny zróbcie wszystko. żeby gą stamtąd wyciągnąć. pierwszy raz się z tobą zgadzam:diabloti: ale to najlepsze co by dla niego mogło teraz być :sadCyber::cry: Quote
LAZY Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Agnieszka daj znać jutro jak poszła rozmowa z TOZ. Quote
fergilka Posted February 14, 2010 Author Posted February 14, 2010 Właśnie wróciłam. Udało mi się pogadać z wetką, on nie dostaje żadnych kroplówek!, mam mu nie kupować, jak chcę to mogę kupić mu lepszą puszkę, czy ugotować jedzonko i dbać żeby miał wymienione posłanie (które wczoraj miał obsrane itp itd i mu nie wymienili do dziś). Nie wiem dalej jak on jest leczony! Jestem zbywana i nikt nie chce do końca mi odpowiedzieć... Byłam u niego, dolałam mu wody, podstawiłam pod mordkę - napił się, jedzenie miał w misce, jeść chciał tylko z ręki, trochę go nakarmiłam. Wydawało mi się, że dziś trochę lepiej...przekręcili go, był w innej pozycji (mogli od razu wymienić kołderkę...) On jest mega fajnym Miśkiem :-( Zaoferowałam, że wezme go do siebie na DT, ale on nie może się ruszać, nie można go transportować.... Jedyne co mogę zrobić to ugotuje mu jedzonko i zawiozę, kupie arthroscan, ale to dopiero w sobotę..W tygodniu prace kończę o 15:30, nie zdążę dojechać do 16.... Agnieszko, nie wiem czy to dobry pomysł, żeby nagłaśniać sprawę do TOZ'u. Jak w schronie dojdą, że to ja tu nadaję, to więcej do niego nie wejdę.... A skoro TOZ już próbował i nie dali, to pewnie nie wydadzą, a tylko wokół Mietka sie szum zrobi.. Quote
LAZY Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Skoro nie można go ruszać to chyba trzeba tą miednicę operować! Przeciez to sie chyba samo nie zrośnie? To jest załamujące...ręce opadają! Dzisiaj miałam akcję z zagubionym labradorem, którego zgarnęłam z centrum miasta. Właścicielka dość szybko sie znalazła...a wiecie dlaczego pies sie w ogole zbubił Bo Pani bez smyczy zostawiła go pod sklepem! To 12 letnia labradorka, która poczłapała sobie na spacer...wystraszyłam się, ze cos jej sie moze stac (plac Grunwaldzki w środku dnia to mało bezpieczne miejsce), wiec ja zagarnełam do domu i zaczełam szukac własciciela. Glupota ludzka nie zna granic. Na dziś mam dość emocji! Quote
ageralion Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 fergilka napisał(a):Właśnie wróciłam. Udało mi się pogadać z wetką, on nie dostaje żadnych kroplówek!, mam mu nie kupować, jak chcę to mogę kupić mu lepszą puszkę, czy ugotować jedzonko i dbać żeby miał wymienione posłanie (które wczoraj miał obsrane itp itd i mu nie wymienili do dziś). Nie wiem dalej jak on jest leczony! Jestem zbywana i nikt nie chce do końca mi odpowiedzieć... Nie dowiesz sie niczego konkretnego niestety. Kazdy bedzi emial inna wersje itp itd :shake: fergilka napisał(a): Byłam u niego, dolałam mu wody, podstawiłam pod mordkę - napił się, jedzenie miał w misce, jeść chciał tylko z ręki, trochę go nakarmiłam. Wydawało mi się, że dziś trochę lepiej...przekręcili go, był w innej pozycji (mogli od razu wymienić kołderkę...) Z kolderkami to jak si enie upomnisz to zapomnij :( Sama truj dupsko o nowe koldry i zmieniaj. POtem juz nawet eda cie sama puszczac po koldry na tyly, bo oni jak zwykle czasu za malo. fergilka napisał(a): On jest mega fajnym Miśkiem :-( Zaoferowałam, że wezme go do siebie na DT, ale on nie może się ruszać, nie można go transportować.... Jedyne co mogę zrobić to ugotuje mu jedzonko i zawiozę, kupie arthroscan, ale to dopiero w sobotę..W tygodniu prace kończę o 15:30, nie zdążę dojechać do 16.... Wiele razy mozna sie dogadac, zeby po godzinach wpuszczali do schroniska. Szczegolnie w takiej sytuacji, gdzie od Ciebie moze zaklezec zycie tego psiaka. Niektorzy z obslugi beda na poczatku krecic nosem ale postaraj sie o pozwolenie od wetek a i nawet kierowniczki. Nie daj sie tak latwo splawiac, oni tez maja sumienie. fergilka napisał(a): Agnieszko, nie wiem czy to dobry pomysł, żeby nagłaśniać sprawę do TOZ'u. Jak w schronie dojdą, że to ja tu nadaję, to więcej do niego nie wejdę.... A skoro TOZ już próbował i nie dali, to pewnie nie wydadzą, a tylko wokół Mietka sie szum zrobi.. Niestety z ym tez sie musze zgodzic. Duzy szum wokol tej sprawy teraz i drzwi schronu zamkna jej na amen. Tak malo jest ludzi, ktorzy moga cos zdzialac wewnatrz... Juz nie jedni probowali i poniesli kleske :-( Quote
agnieszka32 Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Fergilka, ja na razie spróbuję porozmawiać z TOZem nieoficjalnie, zobaczę co mi powiedzą. Poproszę, aby chociaż spróbować go wyciągnąć. A skoro schronisko nie wie, że jest dla psiaka miejsce w Szczecinku, to się dowie. I nie rozumiem, dlaczego nie można go transportować. Będzie unieruchomiony, w transporterze, myślę, że przez 3 godziny drogi do Szczecinka raczej mu się nie pogorszy. Ja też niestety długo pracuję, po 10-12 godzin dziennie, minimum do 18.00, więc nie mam możliwości fizycznej (o psychicznych predyspozycjach już nie wspomnę), aby w tygodniu osobiście rozmawiać w schronisku w sprawie psa. Na razie siedzę cicho, ale jeśli stan psa nadal będzie się pogarszał, to przestanę. Bo co mamy do stracenia? Przecież jeśli nic nie zrobi, ten pies umrze i to w męczarniach, bo z pewnością cierpi ogromnie... W sobotę podjadę do schroniska i porozmawiam w sprawie psiaka, jeśli przez ten tydzień nie nastąpi poprawa jego stanu zdrowia. Poza tym, nie rozumiem też tego ciągłego chodzenia na paluszkach wokół szczecińskiego schroniska. Właśnie dlatego, że nikt się nie odezwie, nie powie co myśli, nie nagłośni sprawy, los tych zwierzaków jest jaki jest. Jak tak ciągle się będziemy wszystkiego bać, to nigdy tym zwierzętom warunki się nie poprawią. Czasem szum więcej pomoże, niż potulne milczenie. Przykład schroniska w Szczecinku pokazuje, że można, tylko trzeba chcieć! Ale pewnie jestem głupią naiwną idealistką :shake: P.S. Kamilqa - możesz zmienić w tytule SCZECIN na SZCZECIN? Proooooszę :p Quote
Charly Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 straszne straszne straszne. wczoraj wydalismy do domu naszego psiaka, który wpadł pod samochód kilka tygodni temu, mial połamaną miednice i żebra. wlasciciele zrzekli się psiaka. on sam nie chciał życ. dostawal kroplowki codziennie- nie jadl sam przez tydzien. przez następny tydzien nie załatwiał się i pani wet. wyciskala mu mocz oraz kał. 2 tygodnie temu zaczął przemieszczać się na pupce, a tydzien temu chwiejnie chodzic na trzech nózkach. Od momentu kiedy zaczął jeść samodzielnie stał się bardzo wesołym i radosnym cudownym pieskiem. Ale on od samego początku przebywał u nas w biurze. Byl wynoszony 3 razy na dzien na dwór i od razu się zalatwial. Utrzymywal czystość. No i stał się cud- wczoraj poszedł do domu. Ten piesek tez ma szansę wydobrzeć- ale nie w takich warunkach:( Quote
LAZY Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 Charly...czyli ten psiak od Was nie był operowany? Ja się kompletnie nie znam na weterynarii, złamania kojarzą mi się z koniecznością poskładania kości, ale może się mylę? Quote
Charly Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 on mial robione RTG i weci miejscy sugerowali uśpienie. nasza wetka i kierowniczka nie zgodzily się. On nie był operowany.Miednicy i zeber się nie operuje- też się na tym nie znam, ale to trzeci taki nasz piesek i nic nie było operowane. ( u ludzi zdaje się tez tak jest, gipsu tez chyba się nie zaklada). to sie samo musi zrosnąc. ale piesek potrzebuje m. in. srodków przeciwbólowych szczególnie w pierwszej fazie. a reszta to kwestia czasu uważam ze dobrze byloby wiedzieć (dla mozliwego przyszlego DT/DS) czy piesek potrafi trzymać kał- tzn. czy nie zostal uszkodzony kręgosłup np i zwieracze działają. takie dwa psy tez mamy- dostają leki i chyba jset lepiej- ale czy naprawdę pokaże czas. nasz polamaniec 2 tyg. robił pod siebie. potem zaczął się zsuwać z kołderki i robił na podłogę, apotem czekał, aż go wyniesiemy. tydzien temu nawet sam wyszedł/ wyczołgał się z budynku i samodzielnie zrobił siku:) Quote
agaga21 Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 JEŚLI ON JEST LECZONY TO NA CO??? bo z tego co czytam to nie był diagnozowaqny więc pytam się na co pies jest leczony??? bo w takim stanie to on się nadaje chyba tylko do kliniki! co za beznadzieja! aga, masz rację. może jak się zrobi szum, może się w końcu coś zmieni. Quote
ageralion Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 agaga21 napisał(a):JEŚLI ON JEST LECZONY TO NA CO??? bo z tego co czytam to nie był diagnozowaqny więc pytam się na co pies jest leczony??? bo w takim stanie to on się nadaje chyba tylko do kliniki! co za beznadzieja! Nie wiemy co z nim bylo robone, bo nikt nie chce udzielic zadnych konkretnych informacji :( napewno w takim stanie nie nadaje sie na warunki schroniskowe. Tym bardziej w naszym, w ktorym nie ma wolontariuszy, a pracownicy nie wiedza w co rece wlozyc ehhh PS mysle tak wlasnie, ze jaby pies mial male szanse na wyzdrowienie, to poprostu by go uspili... chyba, ze cos zle mysle. Quote
gonia66 Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 fergilka napisał(a):Właśnie wróciłam. Udało mi się pogadać z wetką, on nie dostaje żadnych kroplówek!, mam mu nie kupować, jak chcę to mogę kupić mu lepszą puszkę, czy ugotować jedzonko i dbać żeby miał wymienione posłanie (które wczoraj miał obsrane itp itd i mu nie wymienili do dziś). Nie wiem dalej jak on jest leczony! Jestem zbywana i nikt nie chce do końca mi odpowiedzieć... Byłam u niego, dolałam mu wody, podstawiłam pod mordkę - napił się, jedzenie miał w misce, jeść chciał tylko z ręki, trochę go nakarmiłam. Wydawało mi się, że dziś trochę lepiej...przekręcili go, był w innej pozycji (mogli od razu wymienić kołderkę...) On jest mega fajnym Miśkiem :-( Zaoferowałam, że wezme go do siebie na DT, ale on nie może się ruszać, nie można go transportować.... Jedyne co mogę zrobić to ugotuje mu jedzonko i zawiozę, kupie arthroscan, ale to dopiero w sobotę..W tygodniu prace kończę o 15:30, nie zdążę dojechać do 16.... Agnieszko, nie wiem czy to dobry pomysł, żeby nagłaśniać sprawę do TOZ'u. Jak w schronie dojdą, że to ja tu nadaję, to więcej do niego nie wejdę.... A skoro TOZ już próbował i nie dali, to pewnie nie wydadzą, a tylko wokół Mietka sie szum zrobi.. Dostałam wątek od znajomej...jestem wstrząsnięta, ale widzę też wile cudownych serc, ktore naparwde chca pomoc... Zacytowalam fergilke..bo widzialam , ze jest gotowa dac tymczas i moim zdaniem, to byloby najcudowniejsze wyjscie na swiecie- bo po pierwsze- nie musialaby jechac 3 godz (skoro sa obiekcje co do transportu), a kilkanascie pewnie minut(i tu nie uwierze, ze nie mozna tego przeskoczyc- nawet, jesli to mogloby byc cierpieniem- to "chwilowym" w porownaniu z tym , co czuje teraz)...poza tym, sa na watku osoby, ktore proponowaly deklaracje, bezarki, jedna cioteczka nawet chce zaplacic za miesiac pobytu...gdyby domek u fergilka byl darmowy- bylyby pieniazki wtedy na leczenie...mysle, ze cioteczka, ktora mnie tu "przyslala", tez by się dołożyła do pomocy finansowej... Jedyny i wielki lus hoteliku u mariamc jest to, ze tam leczenie jest na miejscu i to bardzo dobre(slyszalam juz nie raz)...Blagam- wyciagnijcie go..albo do cioteczki, albo do mariamc...Fergilka moze dopiero jechac w sobote...zeby go napoic, nakarmic, "prezewinąc"...a do tego czasu...to caly tydzień:(:(:(...nie chcę nawet myślec... Quote
magdola Posted February 14, 2010 Posted February 14, 2010 maly na pewno ma cos z oczkami... sadze po zdjeciu...... Quote
fergilka Posted February 15, 2010 Author Posted February 15, 2010 magdola napisał(a):maly na pewno ma cos z oczkami... sadze po zdjeciu...... Wczoraj też to zauważyłam..jak do niego cmokam i mówię to zwraca na mnie uwagę ale patrzy tak jakby w inną stronę, jakby nie mógł mnie zlokalizować.... Ageralion, skoro mówisz, że można się dogadać i wejść po godzinach, to dziś ugotuję mu jedzionko, jutro po pracy zawiozę, nie mam daleko do schronu, będę na miejscu 15:45, to jak mi się trochę opieka przedłuży to chyba mnie nie wyrzucą. Będę tak jeździć codziennie... Agnieszko co do rozdmuchania sprawy...ja też nie lubię siedzieć cicho, szczególnie gdy waży się los zwierząt. Wiem jednak, że gdy sprawa Mietka zostanie rozdmuchana stracę możliwość wejścia do schronu na zawsze...miałoby to sens jeżeli coś to zmieni...w końcu pomagać mogę też w inny sposób..jednak wiem, że pewnie tylko na aferze się skończy. Goniu66, pies miałby u mnie DT, jednak pracuje po 8h dziennie, mam swoje psy, i Mietek nie miałby u mnie spokoju...nie mniej jednak lepiej niż w schronie... Najlepszym wyjściem dla niego byłby pobyt u mariamc - całodobowa opieka, leczenie na miejscu...To ja zadeklarowałam opłatę za pierwszy miesiąc, i jeżeli go wyciągniemy to to zrobię. Wystawię bazarek, pozbieramy deklarację, będzie z górki.. Jego leczenie polega na tym, że czekają na to iż jego miednica się zrośnie...może dostał jakieś leki na początku, jednak odkąd tam chodzę ani razu nie widziałam aby ktoś mu coś podawał (w zeszły weekend byłam od 8-14 w schronie!)..nie wiem czy będzie chodził, z biegiem czasu będę starać dowiadywać się jak najwięcej. Wczorja pojadł trochę, widać też że się załatwia (koopka i siczku jest), nie wiem jednak czy panuje nad tym czy ma uszkodzony kręgosłup. Mam nadzieję, że odpowiedziałam na wszystkie Wasze pytania, jestem pracy, będę na dogo z doskoku. Póki mi informatycy nie zablokują stonki:diabloti: Quote
magdola Posted February 15, 2010 Posted February 15, 2010 on jest na stronie do adopci, a jakbym zadzwonila jako potencjlny dom i zazadala wydania? po co jest do aopcji jak go nie moga wydac? Quote
Charly Posted February 15, 2010 Posted February 15, 2010 ostatecznie można się zglosić jako właściciel psa....z książeczką (jakąs tam) np. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.