Jump to content
Dogomania

Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)


Recommended Posts

  • Replies 1.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted

Hoska szybko nadrobi. Dorothy nie szalej z nerwow.
Mloda zdrowa. Tylkosie nie daj kupic na te piekne bursztynowe oczka...i nie dawaj luzow po operacji;). niech dojdzie do siebie biez...np. wyciagania sama sobie szwow.

Posted

Dorothy- spokojnie. nie martw sie.
Mam nadzieje ze 'Jasia' nie dostala na twoich oczach...Robi wrazenie...nie ma co....

po 6 operacjach na koncie...hmmm- podchodze do tego tak samo jak przy pierwszym...a pozniej sama sie z siebie smieje...ze taka'nerwowa' jestem...

Posted

Ech, wiecie jak to jest ze zwierzakami po narkozie:cool3: ja za moją kotką po sterylce biegałam po całym mieszkaniu i amortyzowałam uderzenia o meble:cool1: , w końcu złapałam, zakutałam w kocyk i położyłam na łóżku, żeby sobie krzywdy nie zrobiła. A Hoska jest takich rozmiarów, że to może być bardzo męczące:razz: a może Dorotkę gdzieś przygniotła i się biedna do komputera doczołgać nie może?:p

Posted

rozmawiałam z Dorotą:

Hoska żyje:lol:
ale ledwo zywa po narkozie

Dorota też zyje:lol:
ale też ledwo zywa z powodu Hoski

ja tak sobie cichutko myślę: grunt, ze obie przezyły :p
jak jeszcze tę nockę przezyją obie, to już będzie dobrze ;)

Posted

:loveu: Ufffff
Ide drinka sobie zrobic. bardzo zadko...ale czasem zasluguje:diabloti:

Hmmmm:cool1: . czy mi sie wydaje czy serial Hosowy stanal na 1/25 ulamku 1-ego odcinku a zapowiedziana dalsza czesc sie nie pojawila ze wzgledu na wyjazd aktualnie ledwo zywej pary????

ps. Dorothy- Hihihi Gratuluje ...teraz juz z gorki...nastepne wzniesienie za jakies...pare dni jak Hoska sie lepiej poczuje...a jeszcze przed calkowita rekonwalescencja:p

Posted

Brawa dla Hoski i oczywiście dla Dorotki że tak dzielnie wytrwała.
Czytam ten wątek zawsze - nie zawsze moge odpisać, mam po uszy tych psiaków w necie, które nie miały dotąd tyle szczęścia co Hoska, ale musze przecież wiedzieć, co u Was.
Co do zachowania - to powiem tak: moja suka dotąd zżera wszystko ze stołów (ostatnio moja mama w święta w kuchni pieczołowicie przygotowała sobie sliczna kanapkę i na chwile wyszła po lekarstwo - jak wróciła był tylko zadowolony pies.
Talerze w zlewie - norma, nie potrzeba zmywać, wylizane do czysta.
Witam w klubie.

Posted

kinga napisał(a):
Hoska żyje:lol: ....Dorota też zyje:lol: ..........ja tak sobie cichutko myślę: grunt, ze obie przezyły :p


dzień dobrych wadomości! :multi::multi::multi::multi:

Posted

Hosia spi, cala noc plakala, a ja ja tulilam. Musialo bolec:-(
To dla mnie traumatyczny widok, pies po operacji, z powodu osobistych wspomnien. Dlatego zle to znioslam. Tez nie spalam, czuwalam nad Hoska, pocieszalam ja. Rano zobila czerwonawe siku, ale ponoc sie zdarza (zaraz dzwonilam do lecznicy, goraca linia). Potem napila wody, potem ja cala wyrzygala, tez ponoc sie zdarza. Lezy sobie. Jest osowiala, ale chodzi sama, wstaje. W oczach widac bol i smutek, a moje serce pokrojone w paski. Narazie nie interesuje sie rana, ale majtasy i kolnierz czekaja.
Jest troche niespokojna, spoglada na swoj brzuch co chwila z zastanowieniem i niepokojem. A ja ledwo zyje, Bunia miala dzis miec wycinane guzy, ale odwolalam, ja nie wydole sama z dwoma pocietymi suczami. Moze w poniedzialek, teraz wole skupic sie na Hosi, zwlaszcza ze wyniki Buni sa dobre w miare.
Mam dzis jechac na trening skokowy i nie wiem, jestem kompletnie rozwalona, najchetniej czuwalabym stale przy Hosi.
Nos ma zimny, mokry, wiec wierze ze wszystko bedzie ok. Jutro, poniedzialek i sroda wizyty kontrolne mamy. Jesli cos to nawet dzis, bo dzis przestanie wieczorem dzialac srodek przeciwbolowy. Zobaczymy.
Kinga dzieki za telefon, duzo lepiej mi bylo potem, naprawde.
Usciski dla wszystkich cioteczek.
D

Guest Mrzewinska
Posted

Moja wetka nie dawala srodkow przeciwbolowych, fakt, ze robila to bocznym cieciem, wiec rana byla minimalna. Nie dawala przeciwbolowcow, bo bol najskuteczniej powstrzymuje psa od raptownych ruchow, zachowan dla niego niebezpiecznych.
Lepiej , aby bolalo przez kilka dni, choc cierpimy razem z psem, niz gwaltowny, nieupilnowany ruch przy przeciwbolowcach.
Suka wybudzila sie z narkozy, jest przytomna - wszystko bedzie OK.

Zofia

Posted

Ale ja widze ze Hosia cierpi. Zgodzilam sie przyjechac wieczorem do lecznicy zeby dali Hosi zastzyk na noc, zeby przespala. Ona tez jest zmeczona, nie spala i nie spi, oczy wciaz polotwarte, drzemie. Przeklada sie z boku na bok, odwraca, zmienia pozycje. Napewno potrzebuje snu a nie zasypia. Wetow mam naprawde fajnych, moj lekarz sam zadzwonil przed godzina jak ona sie czuje i zebym przyszla.

Posted

Dorothy ja dwom suczkom ktore bardzo cierpialy w pierwsza dobe po operacji (wieczorem) podawalam jednokrotnie przeciwbolowy- jedna wyzliczka plakala, druga kundliczka z bolu nie trzymala siusiu- i sie tym strasznie stresowala(ot nauczyc psa czystosci w domu i wez mu wytlumacz ze sa sytuacje ze mozna:roll: ). Ale tak jak Zofia napisala- przestawalo bolec- i bylam na wyrzszych obrotach pilnujac sunki- bo one owszem szly spac- ale jak sie wybudzaly to sie zaczynaly interesowac brzuszkiem. Stad zakladalam kolnierze.I w tych kolnierzach chodzily z malutkimi przerwami przez cale 10 dni az do zdjecia szwow. Nie preferuje kubraczkow- bo uwazam ze rana musi oddychac. A na poslanku mialy biale przescieradla (zmieniane codziennie)-zeby bylo widac czy lub co sie saczy.

Wode podawalam w bardzo malych ilosciach zeby uniknac wymiotow- przez pierwsza dobe. jak pozniej sie poprawialo to juz sunka pila ile chciala. jedzenie po pierwszej dobie tez najpierw w bardzo malej ilosci...od 2-3 dnia juz wracalo do normy.

Mocno trzymam kciuki Dorotko. Dacie we dwie rade.
Najmniej problematyczna byla chyba nasza Alfusia...Choc niechecia do zrobienia czegokolwiek na spacerze przyprawila mnie...o pasy siwizny;).

A najbardziej urocze w tym wszystkim chyba jest jak rekonwalescentka po pierwszych oporach sama przychodzi dostac...antybiotyk do pysia;););)Nie mowiac o rozpuszczanym Lakcidzie i w pierwszych dobach malutko olej parafinowy...

Posted

Przepraszam za mój wczorajszy wielki entuzjazm bo widzę że tu jeszcze nie jest tak cacycacy.
Ja póki co mam tytlko drobniejsze zabiegi na koncie (tfutfutfu!!!) typu czyszczona opuszka czy kastracja kotowego, nie ma porównania z rozciętym Hoskowym brzusiem... i jak tak czytam to mi się włosy na głowie jeżą i nie wiem czy się zdecyduję na sterylki u moich panienek... to ja już wolę je pilnowąc chyba...

Dorothy - biedaku ty, wyściskaj czarnulkę od cioci Paulinki, wycałuj w mokry nosek. Jutro będzie o niebo lepiej, pojetrze o następone niebo a za następny tydzień Hoska będzie biegać i skakać jakby nigdy nic!

Posted

Ja mam za sobą kastrację kocura, co nie wywarło na Kacperku większego wrażenia. No i sterylkę, a właściwie też kastrację, kotki. Tutaj już gorzej było, bo widać że Pusię bolało i człowiek miała kaca moralnego, to prawda. Ale z kotami inna sprawa , nie upilnujesz, a już raz wolałam to przejść niż usypiać miot za miotem, prawda?:cool3:

tak się droczę oczywiście,bo tu nie o to chodzi

nad kotką się żaliłam, bo widziałam ból i wyglądało na to ,że spory

ale przynajmniej nie wariowała za bardzo , oszczędzała się i po paru dniach było wszystko ok

Natomiast mój kocur pół roku temu miał poważną operację usuwania guza, po perforacji jelita, i był cerowany jak najbardziej wymyślna koronka. Potem siedział w domu chyba z 2 tygodnie. Biegał w kołnierzu, a ponieważ miał środki przeciwbólowe, to "nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji". Jemu nie wolno było podskoczyć na niskie łóżko, a on próbował skakać na parapety, biurka i regały:diabloti: w kołnierzu, więc zwykła zwinność nawalała i czasem "nie trafiał" w miejsca docelowe lub kołnierz jak zderzak go odpychał od mebli i spadał. Nie pamiętam, ile razy go w locie złapałam już spadającego, a spadał na to dupsko pocerowane właśnie:crazyeye: :shake:

udało mi się i nic sobie nie rozpruł z tego cerowania, ale przeszłam dwie wersje i chyba bym wolała, żeby zwierzak wiedział, że coś jest z nim nie tak i uważał na siebie. Wiem,że boli patrzeć jak boli, ale zwierzakowi nie wytłumaczysz, że musi spokojnie poleżec albo chodzić powoli, żeby nic się złego nie stało:p

Posted

kastracja samca rzeczywiscie...jest Hmmm...epizodzikiem?
Grysiek jak tylko sie wybudzil z narkozy- przetrawil glupiego jasia...mniej wiecej tak...w pol dnia- byl jak nowy.
:cool1: pilnowanie 10 dni do zdjecia szwow zakrawalo na wojne ze zdrowym psem zeby nie zdejmowal kolnierza....Tylu patentow na dotarcie do zakazanego miejsca- zeby sobie swedzace miejsce polizac...To zadna sunia nie wymyslila...

a obijanie sie kolnierzem po rogach mieszkania przyprawialo mnie w stan permanentnego poddenerwowania.Ale bez kolnierza dzialal podstepnie i blyskawicznie.Wiec 10 dni lazil z ''korona''.

Nie wiem dziewuszki jak to jest- ale jakos kobiety i sunki tego swiata to maja...tak jakos ciezej na tym swiecie:shake: .

Posted

Oj, to po tym co piszecie to moje dziewczyny, albo i ja, mialy chyba troszke szczescia. Suczka caly czas bez kolnierza i mimo srodkow przeciwbolowych, ktore dostala drugiego dnia nie probowala raczej meczyc szwow. Wystarczylo zwracac uwage i czasem upomniec. Tylko przy samej narkozie napedzila mi stracha:mad: bo chwilowo zapomniala oddychac:cool1:
A z kotka jak to z kotka, wiecej nerwow bo nie wytlumaczysz zeby nie skakala na sofe czy lozko.
A po kilku dniach dziewczyny byly jak nowe;) wiec Dorotko nie stresuj sie tak bardzo:happy1:

Posted

tuxman napisał(a):
A o przewrotnym i czarnym (smoliście) charakterze wybudzonej z narkozy - już dzisiaj c.d. :eviltong: :p



Tuxman, naprawdę???:crazyeye: :multi: :multi: to naprawdę już dzisiaj??:cool3:

Posted

No patrz swan - dziś pytanie - dziś odpowiedź... Al przejdźmy do merituma...

Bunia ruszyła w te pędy - kilkakrotnie trykając łebkiem po drodze we wszystko co natarczywie jej sie napatoczyło - rozpoczynając tym samym Wielkie Śledztwo... "Towarzyszący" jej pilnie glinarz starał się nazbyt głośno nie chrapać, żeby samego siebie nie zdenuncjować Szefowej...

Tymczasem Hoska postanowiła działać:

- Pani! Pani! A ja chyba Suńkę tam wtedy widziałam jak KRADNIE tą babkę! Naprawdę! Ona łapkami była o kuchnię oparta - właśnie tam na lewo od czajnika elektrycznego! Tam przy chlebaku - co na nim zawsze jakieś pyszne.. eee tego - ciasta co kładziecie i takie tam - pączki!
- Taaak? Co ty powiesz!
- Naprawdę Pańciu - Suńkę tam raz widziałam... A potem - bo ja spałam - to słyszałam tylko takie ciamkanie jakby... Ale przecież nie było pory na chrupki - więc spałam dalej...
- Hosiu - a dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?
- Bo wcześniej myślałam tylko, że mi sie to śniło...
- Hmmmm... No - z tego co wiem to Buńka zaczęła już śledztwo w tej sprawie... Powtórzę jej to co mi powiedziałaś...


"Hihi... Idzie jak z płatka..."
- Psze Pani, psze Panća! Suńkę tymczasem bym jakoś no nie wiem... bo jeszcze ucieknie...
- A cóż ty się tak nagle Suńką zajmujesz? Hos?
- Oj bo później jest wszystko na mnie Pańciu... A ja naprawdę!
- Nooo... Masz rację... Suńka chodź no tutaj!
- Ja psze Pani?
- Chodź, chodź... Zachodzą podejrzenia - ale co ja tam - to rola Buńki... Muszę cię czasowo przypiąć tutaj, żeby mieć pewność ok?
- Acha... Dobrze psze Pańci...


- A ja długo tutaj muszę?
- Aż będziemy wracać do domku Sunieczko... Wiesz - tak na wszelkie gdyby...
- Acha... Tak na w szelce ryby... Acha! W szelkach znaczy...


- Słyszałeś?
- Co niby maleńka?
- Suńkę mają sądzić...
- Acha... A kto?
- No prokurator Buńka...
- Ihhhahahaha... Ślepa sprawiedliwość?! Ihhhhahahaha....
- No wiesz co? Ty wałaszy szowinisto!
- Tak, tak maleńka...


Cóż... Sprawa wydawała się, jakby to określić... Nazbyt pochopnie przedsięwzięta?
Nawet w przypadku skazania Suńki - więzienie terenowe nie było jeszcze wszak gotowe...
Tzn...
Jak twierdziły czynniki lokalne - BRAMA WJAZDOWA była już gotowa...


"Hmmmm... Muszę to jeszcze przemyśleć... Więzienia jak na lekarstwo... Chyba, że w domu w tej klatce co przyszła niedawno? No cóż Suńka już wkopana na całego... Teraz parę słów Buńce na uszko... Potem konfrontacja Pańci z Buńką... I??? Hihihihi..."


"A jak się zorientują, że to nieprawda? I że to byłam ja?"


"No jeśli to naprawdę dobrze rozegram - to chyba się nie kapną... W końcu z powodzią wyszło... Myślą do dziś, że woda pociekła, bo kurek odkręcił się sam... Szkoda, że grawitacja działa w przeciwną strone do wajchy w kranie... Hihihi..."


"W sumie Buńka jest ślepa i przygłuchawa - Proukrator z Sedziną w jednym... To takie typowe nad Wisłą... 2 w 1... Hihihi..."


- Hosa... Widziałaś lub słyszałąś coś jeszcze wtedy?
_ Eeeee... Ja? Nienienie... Nic więcej...
- OK - myślę, że i tak Bunia będzie miała kilka pytań do ciebie...
- Zawsze chętnie jej pomogę z Suń... eee - tzn. odpowiem jej zawsze chętnie...


"No nieźle się zanosi... Tylko czy po tym wszystkim Hossa będzie jeszcze w stanie ludziom na ulicy spojrzeć prosto w oczy?" (cytat z Olszewskiego CAŁKOWICIE PRZYPADKOWY)...

c.d.n. :diabloti:

Posted

:loveu: Rewelacja
:-( biedna suncia...
Hmmmmm- jedno malutkie pytanko offowe
CO TO ZA SCHODKI jak JASNY GWINT??????????????????????????????Przy Bramce do nieogrodzonego wiezienia???????????????????????????
:diabloti: :diabloti: :diabloti: :diabloti: :diabloti: :diabloti: nie mowicie ze to do tego co ja mysle...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...