PaulinaT Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Katcherine - no nie wiem z tym uczeniem, kto szybciej się uczy. Ja bym jednak stawiała na młode psy i szczeniaki niż dorosłe, z przeszlością. Dorothy - poczytaj Fishera i Fennel, znajdziesz tam sporo podpowiedzi jak traktować psy i rozmawiać z nimi w ich języku. Natomiast co do relacji w twoim domowym stadku - w tego co piszesz to problem tkwi w Suni a nie w Hosce. Dziwne sa jej zachowania... i przez internet to można tylko zgadywać. Moim zdaniem przydałaby ci się konsultacja z behawiorystą, który poprzebywa z wami, zobaczy jak Sunia & company reagują i porozmawia i wyciągnie wnioski. Podpowie co i jak robić, jak postępować. U mojej mamy też pojawił się nowy pies (dzień po tym jak była u ans Hosia mam zaadoptowała Bariego) i Bari ma też jedno nieciekawe zachowanie, którego ja nie do konca umiem rozszyfrować: po posiłku sika do misek :-o Do swojej, Milki, Mikiego a jak byłam z suniami kiedyś na weekend - nasikał też do miski Biśce. Kurcze no - Sunia jest rzeczywiście rozhisteryzowana. Ty ją masz od szczeniaka?? Czy ma jakies traumatyczne doświadczenia? A moze ona ma jakąś odmiane kennelozy? Quote
Dorothy Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Paulina my z mezem dwa lata stosowalismy Fishera i Fennel. W wypadku suni - kompletnie bez rezultatow, procz potegujacego sie strachu. Zofia natomiast uwaza ze te dwie ksiazki to najwieksi wrogowie wychowywania psa,i ze pies traktowany w ten sposob, jesli jest miekki to bedzie zastraszony, jesli twardy - to sie zatnie w sobie. Nie wiem, ale moge jedno stwierdzic - NA SUNIE TE METODY NIE DZIALAJA. Wrecz pogarszaja sprawe. Sunie dwa lata temu wyciagnelam z "pseudohodowli". Albo i gorzej. Suki byly z papierami, bylo ich piec, w porywach ponoc i osiem. Zadanie - rodzic. I nagle niespodziewanie wlascicielka umarla, a byla samotna osoba. NIe miala dzieci ani rodziny. Sad przez rok prowadzil sprawe spadkowa. NA czas trwania sprawy wyznaczyl opiekuna czasowego do psow - jako ze zostaly potraktowane jak majatek, nie jak istoty zywe. Opiekun czasowy zamknal je w piwnicy opuszczonego domu, w ktorym przedtem mieszkaly. Bylam tam. 80metrow kw betonu. U sufitu male okienko. Przez to okienko chlop raz na tydzien spuszczal dwa wiadra suchej karmy i dwa wiadra wody. Raz na tydzien wypuszczal je do ogrodu. Ale kiedy zaczely smierdziec juz tak, ze nie dalo sie wytrzymac, przestal je wypuszczac. Po roku (sic!!!) ludzie z okolicznych domow zadzwonili po weta urzedowego, i to tylko dlatego ze "bardzo juz smierdzialo". Psy (te co przezyly..) ogolono do lysa, zaszczepiono, odrobaczono, i ogloszono ze szukaja domow. Dom odkazala i czyscila straz pozarna, pompujac do srodka wode i wypompowujac... :shake: Nikt jednak nie chcial takich psow. Po trzech tygodniach dwie z nich znalazly dom, potem ja pojechalam wzielam Sunie. Czemu akurat ja? Bo podczas strzyzenia wet pocial ja straszliwie maszynka, wycinajac cale platy skory na lapach, ogonie, piersi. Zywe rany przerosniete juz dzikim miesem. Nie chcieli mi jej dac, powiedzieli - ta i tak chyba juz do uspienia....No i kogo Dorotka wziela?? Wiadomo.Ten facet musial je lac, te psice, bo koszmarnie bala sie facetow, do dzis zreszta, no w ogole ludzi, ale facetow- trauma. Gorna szczeke ma po zlamaniu - krzywo sie zrosla, zeby sterczaly w dziwne strony wbijajac sie i zlobiac dziury w dolnym podniebieniu. Prawdopodobnie ktos kopnal ja w pysk lub przywalil czyms ciezkim. Na oku ma krzywo zrosnieta powieke - tez pourazowe, jak mowi wet. Ten pies nie mial lekko, wiec nie jest normalny. Choc i tak- jest juz o wiele normalniejszy niz byl wtedy.... Quote
PaulinaT Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Oj ja p*** :crazyeye::crazyeye: Dorothy - jeśli Sunia przeszła takie piekło to jest wyjatkowo zrównoważoną i spokojną suką. A wy - geniuszami w postępowaniu z psami. Ot co. To po prostu szok jakiś i obłęd kompletny!!!! Co do opini Zofii na temat Fennel i Fishera - jestem kompletnie zaskoczona. Bo powiem szczerze - ja stosuje mieszaninę tych dwóch, plus jakieś tam własne doświadczenie i szkolenia w szkole i: 1/ żyłam w centrum miasta z psem z syndromem kennelowym (b.silnym początkowo) i zauważałam cały czs sukcesywną poprawę [nie wiem jak by było dalej bo niestety mój najukochańszy Dieselek zginął w wypadku w wieku niecałych 2lat...] 2/ radze sobie z 2 sukami nienajłatwiejszych ras, z czego jedna ma diabelski charakterek :diabloti: 3/ nie ma problemów z psami moja mama (ma psiaki schroniskowe) która - po częsci - stosuje się do moich rad Do tego mam wielu znajomych którzy stosują te zasady z b.dobrymi rezultatami... Chętnie bym jednak poznała konkretne argumenty "dlaczego nie". Quote
Guest Mrzewinska Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Prosze bardzo. Pani Fennel swoje teorie wysnula obserwujac zachowania wilkow w ogrodzie zoologicznym - gdzie nie ma wspolpracy, jest tylko rywalizacja. To tak, jakby do normalnej rodziny stosowac reguly subkultury wieziennej. Powitania sa niebywale waznym rytualem psowatych - vide obserwacje Goodall zyjacych na wolnosci szakali i dzikich psow. Powitanie cementuje rodzine i stado, jest rytualem przed kazdym wspolnym polowaniem. Ignorowanie szczeniaka przy powitaniu oznacza dla niego wyrok smierci. Bo nie dostanie jesc i umrze z glodu. Jesli ktos nakazuje ignorowac powitanie - popelnia straszliwy blad. Dla szczeniaka brak powitania oznacza odtracenie. Dorosle likaony odstepuja pierwszenstwa przy zarciu dorastajacym szczeniakom, nie dyscyplinuja ich - powod jak wyzej. Fisher nie radzi, jak z psem wspolpracowac. Oczywiscie, ze podaje wiele prawd, ale recepta jest czesto - sterylka. A nie ma ani razu podkreslenia roli wspolnej pracy!!!! P. Fennelowa obserwuje psy w Anglii, czesto calkowicie wyprane z jakichkolwiek juz popedow, popedow wspolpracy takze. Psy wysterylizowane w szczeniectwie. P. Fisher podaje przyklady psow trudnych, juz zepsutych. Najbardziej jadowita recenzje p. Fennelowej mozna znalezc na stronie AKI. http://www.aki.pl/RECENZJE_JanFennell_ZapomnianyJezykPsow.htm Najpiekniejsze opisy zachowan wilkow http://dogobserver.com/A_TO_MY_WILKI/refuge.htm Sa psy, ktorym metody pani Fennel bardzo nie zaszkodza. Jesli nie sa stosowane zbyt czesto, i jesli psy oprocz tego maja szkolenie. Dla psa, ktory jest systematycznie i dobrze szkolony, nagradzany najlepiej zrytualizowanym polowaniem, tak aby czynnosci abstrakcyjne byly wplecione w lancuch zachowan lowieckich, czlowiek jest super alfa i pies wcale nie chce go dominowac, nawet nie pomysli o tym - bo po co??? Przeciez my i tak ustawicznie mamy postawe groznie wyprostowana... Jakiekolwiek by nie byly modne teorie i prady - zaden pasterz, zaden mysliwy, zaden trener nie ma problemow ze swoim psem, jesli z nim pracuje. A spanie w jednym lozku niczego nie psuje samo z siebie. Potrzebna jest rownowaga milosci i dyscypliny - i danie psu nagradzanych zachowan zgodnych z jego wlasnymi popedami. Zofia Quote
Katcherine Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Z posikiwaniem do miski spotkalam sie u malego. Maly w wieku 2,5 miesiaca probowal Gryfka 10 letniego wypchnac z jego pozycji psa wazniejszego. Na szczescie udalo nam sie to opanowac- i gdy maluch zrozumial ze Grysiek narazie wazniejszy-i ze trzeba mu ustepowac uspokoilo sie i sikanie do misek- szczegolnie Gryfkowej.Grysiek po takim ustaleniu tez sie wyluzowal i zaczela sie powoli nawiazywac wspolpraca miedzy nimi. Dodam tylko ze Gryf pokojowo oddal przywodctwo malemu po prawie dwoch latach czyli jakies pol roku temu. I jeszcze jedna sytuacja. Gryfek kladzie sie na kazde dodatkowe nowe poslanko bo po tylu 'gosciach' wie doskonale ze jak drugie poslanko pzyszykowane to i bedzie...drugi pies.Zostawia swoj zapach. On sie czuje troche zagrozony takimi wizytami i z tym wiaze te wedrowki poslaniowe. Bardzo czesto w tracie obecnosci drugiego psa sa wymiany poslankowe naogol inicjowane przez Gryfka. Czyli na haslo na miejsce pierwszy sie usadawia na miejscu, zostawiajac swoje do dyspozycji spoznialskiego. Quote
Dorothy Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Zofia cos chcialam zapytac, mianowicie czy dorosle psy/wilki w stadzie tez sie witaja? Bo tu pisze i witanych szczenietach. Znaczy jak my przychodzimy to witamy nasze psy traktujac je jak szczenieta?? Nie jak dorosle?? Quote
Katcherine Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 wydaje mi sie ze sunka czuje sie zagrozona hoska , posikuje za bunia bo bunia ma cieczke. Jako ze jest strachliwa i po przejsciach ona ma teraz problem jak sie odnalezc w nowej sytuacji. Dorothy ty musisz jej pokazac ze pomimo zmian nadal jest 'bezpieczna'. To jest ciezkie- Gwozdzis z palucha tak mial. wymaga duzo wyczucia. jak za duzo wsparcia dasz sunce- bedzie probowac klocic sie z hoska- i tutaj musisz jej udowodnic ze to ze ja wspierasz nie rowna sie ze wsparciem psich awantur. Awantury sa zakazane. Z drugiej strony innym psiakom tez musisz dac dowod ze to ze glaszczesz sunke to jest twoja wola- i nic im do tego. kazdy ma swoj czas na przytulaski z pancia. musisz to delikatnie zrobic- bo sunka delikatna. Po prostu pomoz jej poczuc sie komfortowo. Quote
Camara Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Ja się zastrzelę… Napisałam taki długaśny wywód i mi go zeżarto :angryy: To teraz już w skrócie… Jak poczytałam o Suni, to jakbym o swoim Borysie czytała. Lęki, natręctwa i obsesje. Ten pies trochę w swoim świecie żyje. Kompletnie nie nadaje się do szkolenia. I to wcale nie dlatego, że jest głupi. On ze strachu ma trudności w koncentracji. A strach wywołują u niego drobiazgi… do niego nie wolno mówić nakazująco. Jak „ćwierkolę” to potrafi skoncentrować się na… parę minut. Tym sposobem po 1,5 roku potrafi już wykonać „siad”. „Zostań” jest absolutnie niewykonalne – on wie o co chodzi, ale nie potrafi wytrwać. Nagródki jedzeniowe nie pomagają w szkoleniu, wręcz przeciwnie. Jak zobaczy żarcie to NIC się nie liczy. Za to całkiem dobrze „nakręcił mi się” na piszczące zabawki. Tym sposobem odwracam jego uwagę od „rzeczy niepożądanych”. Bo skarcić go absolutnie nie można. Zauważyłam jedną sprawę. Borysa niepokoi każda zmiana rytmu życia. Przybycie gości, nowy pies „na tymczasówce” – np.: po Gali było z nim kiepsko… Dlatego od momentu jak Gala poszła do domu zaczęłam życie z zegarkiem. O jednej porze karmienie, spacery, zabawa.. itdp, itd. Są pierwsze efekty – od 2 tygodni Borys nie „tańczy” przy misce z jedzeniem, nie robi rundek, nie przybiega do mnie, żeby go nakarmić. Wychodzi do ogródka po zmroku. Niestety tak było jeszcze 3 dni temu… bo na czas malowania pokoju wyniosłam legowisko Borysa w inne miejsce. I mamy kryzys. Ten incydent utwierdza mnie, że chyba znalazłam drogę do „oswojenia” Borycha. Ja Borysa porównuję do autystycznego dziecka… troszkę poczytałam o metodzie pracy z autystykami i staram się (pewnie nieudolnie) przełożyć to na psi język. Wiem, że psa z niego nie zrobię… ale mam nadzieję że jakoś pomogę mu poukładać „świat”. I od wielu miesięcy wreszcie widze jakieś światełko w tunelu… Rozpisałam się tak o Borysie, bo tak mi się nasunęło… przybycie Hoski i Buni całkowicie rozsypało z takim trudem poukładany ‘swiat” Suni. Ona się denerwuje, bo nie potrafi się odnaleźć … może wprowadzenie dużej systematyczności do jej otoczenia wyciszy ją??? Ten incydent z jej posłaniem… no zachowała się podobnie jak Borys po „przeprowadzce” – no oprócz sikania. Ech.... czasem tęsknię z "wychowywaniem" agresora w typie mojego Czarka- Killera. Tam przynajmniej wiedziałam co robić... a tu motam się od 1,5 roku i dopiero niedawno wpadłam na jakąkolwiek sensowną metode pracy z Borysem... Fisher, Fennel - absolutnie zgadzam się z Zofią. Jak głupia zaczęłam stosować ową metodę u Czarka to... o mało co by nas zeżarł na dobre. Po roku stosowania własnych metod (łącznie ze spaniem z psem - choć w określonych porach :cool3:) doszliśmy do całkiem zadawalających efektów... choć aniołkiem to nigdy się nie zrobił :diabloti: Quote
kiwi Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 dzisiaj mialam gosci z polrocznym pinczerkiem tez chlopakiem koszmar, na szczescie zostali tylko na poltorej godziny,bo moj pies dostawal rozstroju nerwowego - ciagle co chcial gonic, biegac, szalec, tracal go lapami, podrucal jego zadek, z innymi psami sie potrafi bawic bez konca, ale co rusz chcial kopulowac i nie zeby raz, tylko co chwila cale szczscie nie trwalo to dlugo bo skonczylo sie ciaglym karceniem Demona ze strachu ze gnojeczka polamie - i doepiro jak mu dalam kosc o sie uspokoil ale byl wyraznie obrazony :( wydawalos ei ze zapomnial wsyztskiego czego zostal wczesniej nauczony, nieistotne byloz e ja wolam ze siad, ze waruj, zupelnie nic nie wiem dlaczego to tak :( czy dlatego ze to na jego terenie? on jest bardzo natarczywy do psow, nie ma w nim cienia agresji, pinczer na niego warczal, wyjadal mu z miski a ten tylko za nim biegal i chcial kopulowac ech, nie wyobrazam sobie drugiego psa w domu w tym momencie nawet tymczaosowo, przeciez demon byl tak pobudzony, ze az mu jezor wisial po sama ziemie skonczylo sie na trymaniu obu na rekach, tylko pinczer siedzial grzecznie a demon rozpaczal :( az mam wyrzuty sumienia ze mu takie atrakcje dzisiaj sprawilam :( wiec dorothy- przy 4 to ja sobie wgole juz nie wyobrazam :( chocoaz moze po jakim czasie zaczynaja tworzyc stado... Quote
Dorothy Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 No, innego wyjscia nie maja :-( Camara to co mowisz z Borysem ma sens. Musze to przemyslec i sprobowac niektorze rzeczy zastosowac. Niestety z szkoleniem Suni ta sama historia, ona nie jest zainteresowana praca, i koniec. Katcherine - Ty masz duzo racji. To tez musze przemyslec i zastosowac. D Quote
Alaa Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Tak Was czytam - i widze, ze sama nie jestem z moja zamknieta w sobie Wandzia - ona nawet na swoje imie nie reaguje.... Stanowilaby z Borysem Camary niezla pare, obydwa przestraszone - przy czym moja zupelnie bez kontaktu. Quote
Katcherine Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Dorothy uwierz ze sie uda. Glowa do gory. Jak zes Baziowego pokonala...takiego wielkiegokonia z problemami:cool3: :cool3: :cool3: . Nie kazdy pies musi byc orlem. Wrobleki tez potrzebne:cool3: .Ale za to jakie urocze. A Hoske zatrenuj zamecz...to jej dreczenie sunki z glowy wywietrzeje.Na zazdrosci i humorki i plany najlepsze jest zmeczenie. I mozesz hoske tez postawic przed trudnoscia. Daj ja tez Tuxmanowi do pomeczenia.Za jakis czas i Tuxman bedzie w laskach Hoski. Grysiek w ten sposob zaakceptowal TZ. A na poczatku go separowal ode mnie...jak nie powiem owieczke;).Tz nadal nie kuma ze wychodzenie z psem bylo terapia..i ciagle mam wypominane ze z MOIM psem musial wychodzic.EHHHHHHHH. Quote
PaulinaT Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Mam nadzieję Zofio, ze mogę ten temat dalej podrążyć?? Absolutnie nie chcę podważać twojego zdania - brak mi na to kompetencji ;) Mrzewinska napisał(a): Ignorowanie szczeniaka przy powitaniu oznacza dla niego wyrok smierci. Bo nie dostanie jesc i umrze z glodu. Czy to samo tyczy sie psów dorosłych? Wracając do domu i witając się z psem na jego zasadach - nie za bardzo windujemy go w jego oczach? Że przyszliśmy do niego a nie do siebie? Ja nie stosuję ślepo tych metod - robię tak zęby i mnie było wygodnie. Ja się witam z dziewczynami - po prostu z moim charakterem nie udała mi się ignoracja. Ale na ,oich zasadach. Tzn. jak wchodzę to do nich mówię, one się kręcą koło mnie ale bez kontaktu. Odstawiam zakupy, torbę czy z czym tam przyszłam - i dopiero wtedy wołam na powitalne mizianko. Mrzewinska napisał(a): Fisher nie radzi, jak z psem wspolpracowac. Oczywiscie, ze podaje wiele prawd, ale recepta jest czesto - sterylka. A nie ma ani razu podkreslenia roli wspolnej pracy!!!! Może to było dla niego ewidentne? Oczywiste? Ja porozumieć się z psem bez poświęcania mu czasu, uwagi - i bez szkolenia??? Czy sterylkę uważasz za złe rozwiązanie z punktu widzenia szkolenia trudnego psa? Mrzewinska napisał(a): P. Fennelowa obserwuje psy w Anglii, czesto calkowicie wyprane z jakichkolwiek juz popedow, popedow wspolpracy takze. ojojo... a jeśli mamy psa z Anglii sprowadzonego to czy wtedy jej obserwacje są adekwatne dla naszego ulubieńca?? Moja znajoma ma takiego psa - i jest wybitnym sportowcem. NIe generalizowałabym z tymi psami-anglikami ;) Mrzewinska napisał(a):Sa psy, ktorym metody pani Fennel bardzo nie zaszkodza. Jesli nie sa stosowane zbyt czesto, i jesli psy oprocz tego maja szkolenie. Znam psy traktowane non stop na wg. tych reguł z dobrymi wynikami... Mrzewinska napisał(a):Jakiekolwiek by nie byly modne teorie i prady - zaden pasterz, zaden mysliwy, zaden trener nie ma problemow ze swoim psem, jesli z nim pracuje. Pasterz, myśliwy czy trener ze swoim psem pracuje - zawodowo. Nawet się nad tym nie zastanawiając - jest to część jego codziennego z psem kontaktu. Mrzewinska napisał(a): A spanie w jednym lozku niczego nie psuje samo z siebie. Potrzebna jest rownowaga milosci i dyscypliny - i danie psu nagradzanych zachowan zgodnych z jego wlasnymi popedami. Ja wypracowałam sobie następujący schemat. Gdy trafia do mnie pies (szczeniak czy dorosły) najpierw zarządzam dość ścisły rygor. Np. łózko czy sofa zakazane. Potem w miarę upływu czasu - gdy nasze relacje układają się dobrze i bez zgrzytóW - daję delikwentowi coraz więcej przywilejów (sofa lub mizianko w łóżku - na moje zawołanie). A JAK ON (ONA) TO WTEDY DOCENIA! U Fennel czy Fishera zwróciłam uwagę na inne elementy i je stosuję: kolejność jedzenia (ale z pozorowanie jedzenia zrezygnowałam), ustępowanie miejsca, początek i koniec zabawy, przechodzenie przez dzwi, moja przestrzeń gdzie pies nie ma wstępu, siadanie na psim posłaniu (w formie zabawy ale jednak), uspokajanie poprzez kładzenie ręki na karku. Z powitania czy ignorowania zrezygnowałam - bo nie jest to zgodne ze mną a jako ze nie potrzebuję - nie staram się zmienić. Quote
tuxman Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Zgadzam się z Pauliną, z Zofią oraz z Katherine i z wszystkimi wami, któe podjęłyście trud posiadania/wychowywania czy też szkolenia psów. Ja znam jednak jedną - SUPER i najlepszą teorię - w myśl której ZAWSZE i WSZĘDZIE radzę sobie z pupilami... :diabloti: Zasadę - "złotego środka tuxmana"... Skoro Zofia pisze, że człowiek jest nie tyle alfą co SUPER-ALFĄ - no to ja przepraszam - ale jako super-alfa mogę chcieć nauczyć swojego pupila stania na głowie i żąglowania tylnymi łapami trzema marchewkami o 2-giej w nocy - ale w taki spsoób, żeby ani jedno ździebełko z natki się nie urwało... Mogę? Mogę! JESTEM SUPER_ALFĄ! Jak starczy mi czasu i ochoty - to doprowadzę psa do takiego stanu! Tylko po co? Podobnie - gdy wchodzę do swojego domu, z koszem pełnym zakupów - który pragnę dotachać do kuchni i rzucić wreszcie na blat (bo w koszu jest np. 12 litrów mleka + cała masa innych dodatków, a jeszcze przez prawe ramię zwisa mi 25kg karmy dla tych dzwońców) - no to sorry - mam prawo jako SUPERALFA - olać psy, wymagać od nich żeby na mnie nieskakały tudzież żeby nie "smyrgnęły" mi między nogami na klatkę schodową - bo tam może być coś ciekaweszego (np. Dorothy :diabloti: )... Z drugiej strony - kiedy wracam do domu z pustymi rękami, mogę mieć inny kaprys - np. "zwymiotowania" pożywienia (zawsze mam w po kieszeniach pełno przysmaków - kumple z pracy się czasami nabijają, że zamiast jeść lunch to czasami przegryzam psim żarciem... :p ) i serdecznego natychmiastowego przywitania się z nimi... Jak będziecie chciały - to zdradzę wam parę tajników metody "złotego środka tuxmana" - chyba książkę nawet kiedyś napiszę... :razz: Pozdrawiam (idę spać bo sie późno zrobiło...) Quote
Katcherine Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 tuxman napisał(a):Ja znam jednak jedną - SUPER i najlepszą teorię - w myśl której ZAWSZE i WSZĘDZIE radzę sobie z pupilami... :diabloti: Zasadę - "złotego środka tuxmana"... OOOOOO Tuxman nareszcie:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: .Tylko powiedz czemu Dorotka taka biedna przylamana jak juz macie ZLOTY SRODEK na potfory? ps.i gdzies ten srodek zapodzial jak w przyspieszonym tempie wracaliscie z Hoska ze spaceru?TAk potrzebna rzecz trzeba trzymac na podoredziu! Quote
PaulinaT Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Tak tak - zasada złotego środka (tuxmana czy nie-tuxmana wsjo ryba) jest najlepsza :p Żadna przesada w żadną stronę nie jest dobra. Quote
tuxman Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 Katcherine napisał(a):OOOOOO Tuxman nareszcie:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: .Tylko powiedz czemu Dorotka taka biedna przylamana jak juz macie ZLOTY SRODEK na potfory? No cóż - myślę, że to pytanie bardziej do Dorothy niż do mnie... :eviltong: Ponadto - ktoś ma tutaj taki fajny podpis: "nic mnie już nie dziwi... ale wciąż coś zaskakuje" - myślę, że to wyjaśnia wiele Kathy? I nie - nie niejestem profesorem omnibusem chodowcą -weterynarzem i saperem Armii Czerwnoej - w skrócie zwanym: EXPERTEM... nie jestem i być nie zamierzam - tymniemniej swój "złoty środek" mam... ps.i gdzies ten srodek zapodzial jak w przyspieszonym tempie wracaliscie z Hoska ze spaceru?TAk potrzebna rzecz trzeba trzymac na podoredziu! Nawiązujesz do pierwszego mojego nocnego spaceru z Hsoką i Bobkami? Naprawdę mam tłumaczyć - dlaczego Hoska zrobiła co zrobiła - i dlaczego ja pognałem za nią? Pognałem z anią - bo wydaje mi się że tak by postąpił odpowiedzialny za czworonoga człowiek - po to żeby JĄ uchronić, bądź KOGOŚ przed nią uchronić - Hosa była tydzień u nas? Wiesz co może do łba strzelić takiemu psu ze schronu? Bo ja nie wiem... pwenie w innym przypadku - psa bym olał i spokojnie kontynuował spacer z Bobkami, licząc na zegarku czas dyskomfortu jakiego by doznawała pod domem samotna Hoska (wszak nikt by jej do domu nie wpuścił - bo niby skąd mógł wiedzieć że siedzi pod drzwami? Kto wie - może dałoby to lepszy rezultat niż pognanie za nią? Noc, cisza, zamknięte drzwi - zero znanych już od 7-iu dni faceta z 2-ma innymi psami i samotność przez np. 15 minut? A potem usmiechnięte Boby i facet wracający ze spaceru z pytaniem - "i co fajnie się siedziało pod drzwiami?". Co do Hoski - zaaklimatyzuje się... Przyzwyczaji się - w tej chwili nie jest az tak źle - jak było z Suńką na początku... Co prawda wyczynia takie numery, że siąść i niewiadomo co - płakac czy się śmiać, ale nie leje w domu np. co jest niestety większą bolączką niż utrata zeżartej babki piaskowej (hihi... wciąż z podziwu wyjść nie mogę - aniołek:diabloti: ) czy też nawet zalanie "wodoodpornej" kuchni... Zwłaszcza, że mieszkamy w wynajętym mieszkaniu - i spokojnie do kosztów wyprowadzki będę musiał wrzucić wymianę wykładzin... Zresztą Kathy - wydaje mi się, że dobrze znasz tzw.: "land lordów"... ;) Pozdrawiam Quote
Katcherine Posted April 15, 2006 Posted April 15, 2006 jeszcze nie do konca znam...ale chyba sie strasznie staram zeby poznac. narazie czekam na papierek z podpisem...zebysmy mogli rozpoczac przygode...po naszej stronie Kanalu. Na Gryska nie mam co liczyc..ale na Buffi.:cool3: Nie mowiac o TZ. Jak ja pusci tak jak Gryska na pierwszym spacerze....:cool1: To Dorothy bedzie miala mnostwo roboty:diabloti: z podnoszeniem vice versa... Pociesz Dortke. My tu caly dzien staramy sie zeby uwierzyla ze bedzie lepiej. Hmmm co do tego co moze psu strzelic ze schronu- to chyba to samo co psu z hodowli? Albo takiemu Gryskowi po 8-miu latach z nami....Bieg na przelaj przez tory, cztery skrzyzowania, na drodze paru kumpli do zjedzenia i...kotki. Ja nie mysle wtedy- ja startuje do maratonu bo i tak on ma 2* wieksze fory .A sygnalem do startu byla...PETARDA. Quote
Guest Mrzewinska Posted April 16, 2006 Posted April 16, 2006 Jest zasadnicza roznica miedzy prowadzeniem psa po przejsciach, a prowadzeniem od szczeniaka. Ja szczeniakowi pozwalam wlazic do lozka. Bo pozwolilby na to kazdy dorosly pies. Doroslemu nowemu w domu psu na pewno na dzien dobry nie pozwolilabym na to. Szczeniakowi bardzo wiele wolno. Ale nigdy nie bawie sie ze szczeniakiem jak drugi szczeniak - zawsze jak dorosly pies. I na jedno slowo ma z lozka szczeniak spadac. Natychmiast. Sterylizacja jest wskazanym rozwiazaniem, jesli nieporozumienia na linii czlowiek-pies wynikaja na tle psiej nadpobudliwosci hormonalnej, gdy pies traktuje czlowieka jak kogos zagrazajacego, konkurujacego wrecz, lub kiedy chcemy miec spokoj od psiego reagowania na cieczki, gdy charakter pracy psa jest taki, ze sterylka cos ulatwia, dla zdrowia tez czasem trzeba. Ale przez sam fakt sterylki pies nie bedzie wracal na zawolanie ani aportowal. Pasterze, trenerzy - szkola zawodowo i nie maja problemow. I o to chodzi. Jesli pies ma co robic - nie ma z nim problemow. O to chodzi, by na dzien dobry kazdy kupujacy szczeniaka wiedzial, ze dostarczenie nagradzanej pracy jest wazniejsze niz siadanie na psim legowisku. Bedac super alfa wiem, jaka praca daje psu radosc, wiec wymagam aby w kazdej sekundzie pies wyruszal ze mna na polowanie. Na piecdziesiat groszy "zgubione" w trawie, na aport, na zabawke schowana w pokoju, gdy pies waruje w kuchni. Pies po przejsciach, pies izolowany przez schronisko czy hodowle, od malego pozbawiony prawidlowych kontaktow - moze byc niereformowalny. Sa okresy krytyczne, w ktorych pies moze zaczac wspolprace, jesli te okresy sa zmarnowane - nic sie zrobic nie da, mozna tylko oswajac dajac opieke i liczyc na cud. Sonia przeszla przez pieklo i nie mogla z tego wyjsc aniolem. Jesli nikt nie uczyl jej zadnej wspolpracy, zanim minal okres krytyczny - nie ma fizycznej mozliwosci otworzenia sie na wspolprace. Ale jesli okaze bodaj raz radosc, gdy bedzie pochwalona za przyjscie na zawolanie, to z takiej iskierki mozna rozdmuchac plomyczek, odrobine ciepelka dla niej, dobre i to. Zofia Quote
Camara Posted April 16, 2006 Posted April 16, 2006 Alaa napisał(a):Tak Was czytam - i widze, ze sama nie jestem z moja zamknieta w sobie Wandzia - ona nawet na swoje imie nie reaguje.... Stanowilaby z Borysem Camary niezla pare, obydwa przestraszone - przy czym moja zupelnie bez kontaktu. nie Alaa... nie jestes sama :roll: Czy ja dobrze kojarzę, Wandzia to duży biały miś? Quote
Dorothy Posted April 16, 2006 Posted April 16, 2006 Mrzewinska napisał(a):Pies po przejsciach, pies izolowany przez schronisko czy hodowle, od malego pozbawiony prawidlowych kontaktow - moze byc niereformowalny. Sa okresy krytyczne, w ktorych pies moze zaczac wspolprace, jesli te okresy sa zmarnowane - nic sie zrobic nie da, mozna tylko oswajac dajac opieke i liczyc na cud. Sonia przeszla przez pieklo i nie mogla z tego wyjsc aniolem. Jesli nikt nie uczyl jej zadnej wspolpracy, zanim minal okres krytyczny - nie ma fizycznej mozliwosci otworzenia sie na wspolprace. Ale jesli okaze bodaj raz radosc, gdy bedzie pochwalona za przyjscie na zawolanie, to z takiej iskierki mozna rozdmuchac plomyczek, odrobine ciepelka dla niej, dobre i to. Zofia Dlatego tez nie daje skutku proba szkolenia Suni. Dla niej jakiekolwiek wymagania stawiane jej, jakiekolwiek zadania - wcale nie sa praca, ktora chetnie wykona, one wywoluja jej stres, strach, zaburzaja poczucie bezpieczenstwa "bo ktos cos nagle chce". Ostatnimi czasy ten pies najlepiej czuje sie w kennelu lub u mych stop, gdzie nikt sie nie czepia i mozna sie bezpiecznie wtulic. Mysle ze dla kazdego psa po przejsciach jest inny, osobny klucz, jedyny i niepowtarzalny, tak jak niepowtarzalne sa psie historie. Ja Suni odpuscilam. Ma cieplo, milo, pieszczoty, jedzenie, spokoj. Pojawienie sie dodatkowych suk oczywiscie zwalilo ten bezpieczny swiat, ale mysle ze z czasem go odbudujemy. Bedzie to trudne, bo jak pisala Camara, z psem autystycznym wszystko idzie sto razy wolniej i trudniej, a Sunia tez taka jest. Hoske poszkolimy, Hoska procz glodu i strachu schroniskowego nie ma urazow takich jak sunia to w miare normalna zdrowa psychicznie, silna suka. A Bertus, no Bertus :loveu: syneczek moj na cycku wykarmiony , wiosna sie zacznie, bedzie ze mna ganial w tereny za koniem i bedzie dobrze. Bertus pies pasterki, jeg aporty nie interesuja, ale dlugie spacery, bieganie po halach - jak najbardziej. Jakos to bedzie;) A tuxman nie odpowedzial w swych wywodach na najwazniejsze pytanie odnosnie spaceru z Hoska ;) mianowicie CZEMU mu nawiala, a nie co zrobil potem ;) Tak to jest z tymi metodami :evil_lol: Quote
Katcherine Posted April 16, 2006 Posted April 16, 2006 Dorothy napisał(a):A tuxman nie odpowedzial w swych wywodach na najwazniejsze pytanie odnosnie spaceru z Hoska ;) mianowicie CZEMU mu nawiala, a nie co zrobil potem ;) Tak to jest z tymi metodami :evil_lol: :diabloti: tak sie wlasnie w tych wywodach z lekka wyrolowana poczulam...ale nie draze...bo po co znowu Tuxman ma przy rybkach w glebie bieli sie wpatrywac:diabloti: Zosia ma racje- tutaj w Anglii pies dla anglikow PROBLEMOWY to najzwyklejszy pies...z popedami. Do zabawy wspolpracy... Az mnie zatkalo jak bylam w kennelu i posluchalam ...Bo moje sie by tutaj kwalifikowaly chyba tylko do uspienia:-( Pies starszy (sic!) 8-mio letni wpatrujacy sie z rezygnacja w sciane to jest wedlug nich pies szczesliwy...tylko spokojny:angryy: .A dla mnie ten pies jest w depresji, zrezygnowal juz ze wszystkiego...To co moj Gryf 12-sto letni latajacy po bieszczadach i nie zostajacy w tyle za 1,5-2 letnia konkurencja to ewenement? Godzilla? Oni do sunki niewytrenowanej itd, zwracanej co i rusz jako zepsuta zabawke...bioenergoterapeute wzywaja zeby ja wyciszal.A sunka kontaktowa, zywiolowa, bardzo inteligentna- tylko nikt jej nie pokazal ze mozna inaczej. ze jest czas na zabawe i czas odpoczynku.Dlatego robie co moge zeby ja wyciagnac stamtad. Bo ja zniszcza. Psy pobudliwe tutaj wysylaja 'na mus' z wlascicielami na agillity.Zeby sie wybiegaly. No nie wiem czy najlepszy pomysl psa pobudliwego jeszcze bardziej dokrecac. I klikier- wszedzie szkolenie klikierowe.Nic innego tylko KLIKIER....a ja chyba jednego na 100 widzialam psa poprawnie idacego na smyczy...anie cignacego ofiare wlasciciela za soba jak chce... Psy musza chodzic na smyczy...a koty zasowaja wszedzie gdzie sie da i poluja na co sie da.kolo domu juz takich lowcow wyganialam dziesiatki razy jak sie zasadzaly przy karmnikach dla ptakow. Quote
PaulinaT Posted April 16, 2006 Posted April 16, 2006 Katcherine - a czy z agility nie jest tak, ze ukierunkowuje energię psa o pozwala spożytkować a nie go podkręca?? Czy u nas jest lepiej - bo ja gdzie się nie obejrze to spuszczane sa luzem psy które nie umieją wrócić do właściciela na zawołanie, ciągną na smyczy, ujadają itp. Czy kliker uważasz za złą metofdę szkolenia??????? Na osiedlach willowych - tabuny puszczanych kotów - które dodatkowo intensywnie pracuja nad przedłużeniem gatunku. U nas pod tym względem wcale nie jest lepiej...:shake: Jedyny plus jaki widzę - w oparciu o twoje relacje i różne programy z Animal Planet (sama w Angli byłam "przelotem" na tydzień ;)) chyba mamy więcej umiaru i zdrowego rozsądku w podejściu do psów. Mówię tu oczywiście o "normalnych" właścicielach psów.... Dorothy - ciesze się ze już lepsze nastroje :multi: Jestem pewna, ze poradzisz sobie ze swoim stadkiem - bo więcej psów to więcej radości ale też i więcej wyzwań i problemów. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.