Jump to content
Dogomania

Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)


Recommended Posts

  • Replies 1.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted

tak, chcialam zrobic kojec, tylko mam na dzialce zero mozliwosci,bo dzialka rozkopana od plotu do plotu i gdzieniegdzie kupy ziemi, klada kanalizacje na wsi i u mnie tez, trzymaja u mnie swoj sprzet i ciezarowki w zamian za obietnice przyszlego wyrownania dzialki, nawiezienia ziemi itd, ogolnie teraz mam koszmarne bloto i wykopy procz malego kawalka przed domem i do bramy wysypanego tluczniem, tez juz zniszczonego bo koparki naniosly na to bloto i wcisnely to w ziemie. Kazdy spacer z psami oznacza wynoszenie wielkiej miednicy, mycie wszystkich lap po kolei wszystkim psom, mycie moich i Juli butow.Potem wycieranie podlog bo mimo mycia lap nigdy nie jest w domu calkiem czysto. Psow na zewnatrz zostawiac nie moge bo utona w blocie i potem bede musiala codzien kapac je cale po uszy.
Kojca postawic sie nie da bo nie ma gdzie. W tym blocie odpada, a i tak trzeba by rozbierac bo beda niwelowac teren.
Koszmar z tym blotem, marze zeby mroz chwycil...:shake:
Rece mam od tego zniszczone jak robotnik budowlany. Kregoslup w kawalkach. Zmeczona jestem...:-(

Posted

... a jemu razniej bo sam tam siedzi... na spacerki by se chodzil... :oops:
ale on jakos nie chce....:shake:
poza tym wieksza czesc dnia jest w pracy, no i w ogole, a to ja jestem "ta od psow", a nie moj biedny maz, sama sobie powinnam poradzic:-(

Posted

watpie zeby swiat odczul brak mojego serca, no ,moze te kilka psow, ale coz to jest wobec wiecznosci.
Mam kompletna padake, pol dnia ostatnio pracowalam nad uszczelnieniem plotu przy strumyku, stalowe prety, krata, drut kolczasty, istne zasieki, i co?
Ta ci... za przeproszeniem Hoska znalazla szczeline, wczolgala sie rozpychajac prety i przelazi tamtedy!!!
To kurrr ... co ja mam zrobic??? Bardziej uszczelni strumyka sie nie da!!! W dodatku pokazuje Bertowi droge!! Dzis znow zobaczylam przez okno jak oba w oddali hen napadaja na malutkiego pieska spacerujacego z sasiadem, ja nie mam sil! Hoska nie robi zwierzetom krzywdy ale pedzi jak strzala i przyciska do ziemi, wystarczajacy powod zeby pan i piesek (wielkosci russela) umarli na zawal! A na to wszystko nadlatuje rozpedzony Bert i wpada na psa podcinajac panu nogi.
Wstyd jak cholera, sasiad ma duzo cierpliwosci ze jeszcze nie przyszedl z policja, a ja naprawde trace cierpliwosc do cholery!!!!!
A nie ten jeden sasiad tu spaceruje, sa i tacy ktorzy mnie strasza konsekwencjami :-(

Posted

Oj odczuje odczuje... Dorothy bez serca to najbardziej kosmiczny widok jaki w myślach ujrzałam:crazyeye:

No to się Tobie Hosia rozbisurmaniła:mad: , a taki słodziak był z niuni, że klękajcie narody!!!!:loveu: Powiem tak troszkę w tajemnicy, że nam się też Hossa spodobała jak diabli, ale nas ubiegłaś nieco... bo za późno wlazłam w wątek - szukałam psiaka dla rodziny po stracie poprzedniej suni (mixa ON-ka z nowofundlandem)... no i kurcze do tej pory już się niestety zepsieli... Czytam i naprawdę nie wierzę własnym oczom... Nie bardzo niestety mogę pomóc.... i myślę co sama mogłabym poradzić w takiej sytuacji... może jednak pomysł z zamknięciem jej gdziekolwiek na czas kiedy nie możesz się nią zająć rozwiązałby choć na moment problem, a ty mogłabyś po prostu ciut odetchnąć i spokojnie pomyśleć... Bałagan rozkopowy i remontowy na posesji przecież kiedyś się skończy i będziesz mogła w końcu zrobić dla niej porządny kojec...A może i suni takie chwilowe ograniczenie całkowitej wolności da do myślenia, że Pani nie jest z niej zadowolona... Wiem, że sąsiedzi nie za bardzo są wyrozumiali na te Hosie eskapady, zwłaszcza że wlecze małpiszon ze sobą wiecznie jakiegoś drugiego ogona i pewnie guzik da jakakolwiek z nimi rozmowa.... no chociaż jesteś jak mniemam ślicznej urody kobitką i może chociaż sąsiady psi męskiej patrzą na Ciebie nieco przyjażniej:evil_lol: , jak widzą jak taka zdesperowana kruszynka walczy z psimi diablakami:mad:
A łańcuch? no cóż, nie sądzę, żeby dała Ci odetchnąć bo na pewno rozhasana Hossa pokaże przeróżne zdolności wokalne, że i święty nie wytrzyma a i TOZ może się tym zainteresować:evil_lol: :mad:
Uważam, że i tak masz anielską cierpliwość i jak czytam o tym ile dobrego robisz dla tych zwierzaków to wstyd mi, że sama panikuję z dwiema tylko i to w dodatku bardzo spokojnymi suniami:oops:
Dorothy proszę nie poddawaj się, bo jak Ty to zrobisz to chyba ja padnę trupem i w spadku zapiszę Ci jeszcze moje dwie samojedki do kompletu:lol:
Mam nadzieję, że z pomocą przyjaciół, których na pewno Ci nie brakuje pokonasz i to... i wiedz jedno: człowiek to nie jest studnia bez dna i czasem musi przystopować, żeby samemu do niej nie wpaść... Cieszę się bardzo, że tu jesteś... Trzymaj się kochana cieplutko:loveu: i życzę Ci dużo, dużo cierpliwości do Hosiuni i całego Twojego uroczego stadka:lol:
GLOWA DO GÓRY:lol: Dasz radę i ja w to naprawdę wierzę, tak jak i w to, ze nie jesteś z tym sama... Wielkie buziale

Posted

szkoda ze sie owi panswto zapsili, oddalabym im Hoske z pocalowaniem reki.
Bylam trzy dni na zawodach, moja mama zostala z Jula i psami.
Na moment wczoraj Hoske zamknela z Filipem w garazu, i Hoska zdemolowala brame garazowa. Panele pokrywajace brame od wenatrz sa nadjedzone z jednej strony a dalej poodrywane, styropian pod nimi zerwany i rozdrobniony fruwa po garazu. Nie przegryzla tylko blachy zewnetrznej.
Tak skonczylo sie zamkniecie Hoski, znaczy odizolowanie, o ktorym Stokrotko wspominasz. Dodatkowo caly ten czas Hoska wyla i szczekala. Mama siedziala na pietrze i cos robila i myslala ze ona tylko wyje i szczeka....
Hoski zamknac sie nie da, bo demoluje i wyje. Nocami proba zostawienia jej w garazu (cieply, z innym psem, poslania leza, kocyki, itd) konczy sie strasznym szczekaniem cala noc. Trzeba zejsc i spuscic jej lomot gazeta pare razy zeby sie zamknela. I tak kazdej nocy, probowalam.
Kojec na dworze spowoduje ze bedzie wyla na cala wies.
Szczerze mowiac to jest poczatek konca mojej cierpliwosci.
Mam dosc, dosc, dosc.
Oddam ja pierwszej osobie ktora sie nawinie, ja tez mam prawo do odrobiny normalnego zycia....:-(

Posted

na moich oczach (krzyczalam z balkonu-wracaj!) przelazla wlasnie pomiedzy pretami w strumyku. Rozstaw pretow- 20 cm. Ciasniej nie mozna bo sie tama robi.
To co ja mam zrobic??
Dobrze, zrobie jej bude i lancuch. I wytne struny glosowe zeby nie szczekala cala noc.:angryy:
mam jej naprawde dosc. Wdzieczy sie i lasi a za plecami jest samowolna i wciaz przynosi klopoty. Ile ja moge to wytrzymac? Mojego meza sie przynajmniej bala. Mnie olewa i robi co chce.

Posted

Dorothy,, ale przecież chyba wiesz, że taki krzyk z balkonu praktycznie nie miał szansy zadziałać??

Próbowałaś elektrycznego pastucha na ogrodzeniu? To jest dobra szkoła, zeby pies przestał chcieć forsować ogrodzenie, wypróbowałam. Agę zabolało parę razy, przykro było na to patrzeć, fakt, ale to lepsze niż łańcuch. Przestała się nawet zbliżać do ogrodzenia.

fakt , ze wykombinowała , że nie trzeba dotykać ogrodzenia, żeby je przeskoczyć:angryy: :mad: , no ale Aga jest dwa razy większa od Hoski

Poza tym na to też poradziliśmy, bo ogrodzenie do każdego słupka dostało listewkę przybitą ukosem do wewnątrz i na tym mamy dwa druty, to Agę musi zatrzymać. Na razie nie próbowaliśmy, bo Aga ma cieczkę i jest w izolatce, ale myślę, że to jest to.

Poza tym na szczekanie non stop bardzo dobrze robi sprawienie za to przykrości. I lanie gazetą przez Ciebie nie da rady. Nie będzie szczekała jak wejdziesz, to wszystko. Trzeba znienacka i żeby nie kojarzyła tego z tobą.

Moja Aga jak ją przywiozłam szczekała non stop 19 godzin chyba, kilkanaście na pewno. Nawet nie robiła przerwy na złapanie oddechu. W dzień trochę przerwy i od kolejnego popołudnia kolejne kilkanaście godzin. Znienacka uderzałam czymś w drzwi jej pomieszczenia albo okno, nagły bodziec ją straszył, jak pojawiał się hałas w momencie jak ona szczekała, skojarzyła, Że jak siedzi cicho, to ją nic nie straszy. Po tygodniu nawet przez 10 minut się już nie darła.

Teraz ma cieczkę i nawołuje psy. Zamknięta jest w kojcu w budynku gospodarczym, żeby nie uciekła i żaden pies z zewnątrz jej nie dorwał. A ona siedziała w środku w nocy i nawoływała samców. Dwie nocki miałam z głowy. Uderzanie w drzwi i okna już nie działało. Zadziałało rzucenie kamieniem w dach, jedno bum, a potem kamień turlał się po dachu i jeszcze hałasował. Pierwszy raz musiałam powtórzyć po 10 minutach, bo znowu zaczęła, po drugim rzucie była cicho całą noc.

Kolejnej nocy znowu zaczłęa o 5 rano. Wyleciałam od tyłu (żeby nie słyszała otwierania drzwi frontowych żeby nie kojarzyła hałasu z moją osobą) i rzuciłam kolejny kamień w dach. Cisza. Dodam, że cała wieś za lasem wyła o tej piątej rano nawołując Agi, a ona cisza..... i tak do dzisiaj czyli kolejne 5 dni.

Posted

Dorothy napisał(a):
Mojego meza sie przynajmniej bala. Mnie olewa i robi co chce.


ona nie musi się ciebie bać, ma skojarzyć, że tak samo jeślil zrobi coś dobrze, to będzie nagroda, to jeśli zrobi coś źle, to będzie kara, niekoniecznie od właściciela, dobrze nawet, jeśli nie od właściciela

Posted

nie wiem, jak mam ja ukarac za to ze uciekla? zanim zdaze ja zlapac, wroci, ta sama albo inna droga, wszak strumyk ma dwa konce, a ja jestem sama i sie nie rozdwoje... ukarac po powrocie nie moge przeciez. :-(
Wraca rozplaszcza sie na plecacg/brzuchu i niewinnie patrzy.
Nie mam kasy na elektrycznego pasterza, to wydatek kilkaset zlotych. W tej chwili moja kasa ma juz ktores tam kolejne puste dno.
Nie mam tez pomieszczen gospodarczych... garaz to jedyna izolacja. Jak tam cos stuka (probowalam walic w brame, kiedt szczekala, metalowy odglos okropny) rozszczekuje sie jeszcze bardziej. Musialoby jej chyba wiadro wody na leb chlusnac, ale nie wyobrazam sobie tego jak mialabym zrealizowac to technicznie.
Kiedy cwiczymy wykonuje polecenia, jest radosna i grzeczna na spacerze z wyjatkiem gdy zobaczy innego psa (nie do odwolania:-( )
ogolnie milutka i kochana jak jestem w zasiegu wzroku. Lezy niczym wzor psa. Jak znikam - poluje na kota, kradnie, wojuje, ucieka....
Czuje sie przez nia wystrychnieta na dudka, robiona w konia, normalnie wala ze mnie robi, bo przy mnie nic jej nie mozna zarzucic. Ale niech no zamkna sie drzwi..... zaczyna rzadzic. Absolutnie i nieodwolanie.WTEDY NIE MA DLA NIEJ ZADNYCH ZASAD.
Jak dziecko. Niech no tylko rodzice wyjda z domu....

Posted

Dorothy, ja osobiscie widze bardzo malutkie szanse, ze Hoska moze trafic do jakiegos dobrego domu :(

Malo kto bedzie tak walczyl jak Ty aby sie jakos ulozylo... przypuszczam, ze predzej czy pozniej wyladuje w schronisku albo w lesie przy drzewie bo przeciez nawet na lancuch sie nie nadaje. Ewentualnie moze zmieniac wlascicieli co miesiac bo nikt nie bedzie sobie z nia radzil a z kazdym takim przypadkiem bedzie z nia jeszcze gorzej.
Nie poddawaj sie prosze...

Wiem... latwo sie pisze, nigdy nie mialam takich problemow ze swoimi psami. Nie moge wiec nawet nic doradzic. Inteligencja wrecz bije od tego psa, wie na co i kiedy moze moze sobie pozwolic.

Moze sprobowalabys pozyczyc od kogos pastucha? Zdaje sie, ze Irma oferowala kiedys komus pozyczke. Albo z jakiejs stajni gdzie lezy nieuzywany. Mysle, ze jakies dwa tygodnie spokojnie by wystarczylo zeby jej sie wycieczek odechcialo. W razie czego mozna nawet pozniej w strategicznych miejscach typu strumyk zostawic sama tasme dla strachu.

Posted

masz calkowita racje, z tym ze ja tez chcialabym zaznac w zyciu odrobiny spokoju, i myslalam ze stanie sie to wlasnie we wlasnym domu....:-(

Nie wiem czy pastuch pomoze bo ona znajduje inne rozwiazania, wczoraj poniewaz pilnowalam strumyka, ujrzalam jak w drugim koncu ogrodu przeciska sie pod plotem pod drutem kolczastym!!!:-o Przez szpare 20 cm. Uwalona blotem i radosna zostawiwszy kepy siersci na drucie biegnie sobie na spacer.
Trudno jest rozciagnac pastucha na takiej wysokosci nad woda zeby nie bylo spiecia i szlag go nie trafil a zeby Hoska nie przeszla.:-(

Dzis budowlancy rano otwarli brame kiedy psy byly na dworze, i Hoska pooooszla, prowadzac za soba Berta. Poszly na wies, daleko, na ulice gdzie jezdza autobusy, a ja wolalam, bieglam, a przeciez Jula czeka, bo dzis jechali do teatru i nie moglysmy sie spoznic, a psow nie ma!
W koncu pojechalam zostawiwszy otwarta brame.
Wrocilam i w koncu na wolanie (darlam sie na cala wies) wrocily, radosne, szczesliwe, wesole, szczegolnie Hoska.
Za nimi mniej szczesliwa draca morde sasiadka wrzeszczaca o biegajacych luzem psach, wojcie, gminie i policji.

Kiedy mylam Bertwi lapy Hoska ujrzala na horyzoncie majaczacego sasiada z pieskiem w polach. Jeden skok - i juz byla za brama i pedzila pokonac wroga. A ja weszlam do domu z Bertem, i ona w polowie drogi zorientowala sie ze biegnie sama. Jakies bylo jej zaskoczenie gdy sie obejrzala i ujrzala Berta i mnie znikajacych w domu. Nasz wzrok sie spotkal, zawrocila, biega teraz wokol domu, a ja nie zamierzam jej wpuscic. Narazam tym samym moj tynk na liczne uszkodzenia, bo wspina sie na okna z kazdej strony domu i drapie, o drzwiach juz nie wspomne bo podrapala je juz dawno temu.

I powiedzcie mi, przy calej milosci do Hoski, i trosce ze lepszego domu nie znajdzie, nie mam prawa do odrobiny zmeczenia? Moze o mnie tez ktos by zadbal, bo jak narazie ja dbam o wszystkie stworzenia duze male cztero i dwunozne w tym domu. A o mnie nikt. A ja powoli wysiadam.:-(


ps.zapomnialam dodac, ze wczoraj Hosia podczas mojego 10 minutowego pobytu w toalecie sciagnela z pieca rondelek z przykrywka i zjadla moj obiad, pare kawalkow uduszonej poledwicy w sosie.
Zastalam wylizany garnuszek na podlodze.
Ale wlasciwie po co ja mam jesc...

Posted

Dorotko, śledzę ten wątek. I rozumię, że masz wszystkiego dosć, każdy by miał. Ale trzeba coś zrobić. Bo odkąd czytam to sytuacja wygląda tak samo. I tylko dowiadujemy sie o nowych wyjściach jakie Hoska wynajduje. Nie panujesz nad nią, to widać. Wyżalanie sie moze i pomaga chwilowo ale trzeba po prostu zmienić tą sytuację abyś wreszcie poczuła, że Ty panujesz nad psami bo na razie to one u Was rządzą.
Ja nadal sugeruję kojec dla niej. Wiem, że masz rozkopane podwórko. Trudno. W takiej sytuacji przygotuj kawałek w miare równego gruntu i załinstaluj tymczasowo kojec. Wyłóż go nawet płytami chodnikowymi zeby było łatwo zdemontować jak będziesz planowała podwórko po zakończeniu wszelkich prac.
To pewno kosztuje. Zorientuj sie ile a dogomaniacy juz nie raz pomagali.;)

Posted

zasadniczo masz racje. Problem w tym, ze nigdy nie mialam psa w kojcu przy budzie, i nigdy sie na takie trzymanie psa nie godzilam.
A teraz mam to zrobic? I do konca zycia trzymac Hoske w kojcu?
czuje sie z ta mysla bardzo zle i dlatego Hoska wciaz wchodzi mi na glowe latajac luzem.

Posted

Dorota- ja wiem- ze jestes rozgoryczona. Ale szczerze wowiac...znudzony pies zawsze bedzie kreatywny.
Gryf bywal na wakacjach na wsiach- i po pierwszej wyprawie na podworko sasiada zakonczyl samotne przebywanie na podworku.
Zasada 3 spacerow- pomimo ze myslalam ze tam nie bede musiala od razu powrocila. Pies przestal sie szlajac wiedzac ze na spacerze to nie tylko toaleta ale przede wszytkim czas wspolnie spedzony ze mna.Wspolna zabawa, zwiedzanie roznych miejsc itd.

Pare razy probowal oczywiscie pojsc na wlasna lape- ale go mialam na oku.Obserwujac z okna widzialam jak plan wycieczki zakwital juz po 5 minutach samemu.

Tz nadal mysli ze jak wreszcie bedzie dom z ogrodem...to psy tam beda spedzac wiekszosc czasu. A ja wrecz sie nastawiam przeciwnie.

Moze po prostu powroc do wychodzenia z Hosska na spacery- nie zostawianie jej na posesji samej. I dwa razy w tygodniu dlugi treningowy spacer.

A co do obiadu w garnku...Gryf wolal poczekac az zostanie nalozone na talerz.I wtedy sie czestowal.Nauka babci nie poszla w las.

ps. czy nie mozna zamknac kuchni jak idziesz hmmm- w inne miejsce tak zeby Hosska nie mogla krasc ci obiadu?

Posted

Dobra - ponieważ Dori nie potrafi (mięciuśko - oj mięciuśko po lewej stronie) w takim razie ja.
Oficjalnie.
Proszę szukajcie jej fajnego domu w PL - z setką hektarów minimum, gdzie można ścigać zające, dzikie gęsi i bażanty - tudzież co najwyżej listonosza na komarku...
Przyjeżdżam na Święta Bożego Narodzenia do "swojego" domku - gdzie będę musial powalczyć z psami o miejsce przy Wigilijnym stole, ale mam nadzieję, że jakoś pójdzie ośle, jakoś pójdzie...
Potem, zabieram Hoskę do siebie do DE - co prawda będzie siedzieć przez 9 godzin w malym pokoiku, czekając na mój powrót z pracy, ale cóż. Takich psów są przecież SETKI jeśli nie TYSIĄCE - dlaczego akurat ona mialaby się mieć lepiej? :diabloti:
Oprócz tego - zobowiązalem Dori o szukanie jej domu w DE - myślę, żę z tego się wywiąże...

Pozdrawiam

Posted

a moze teletakt...?albo jakis alarm dzwiekowy - ktoryby Hosske zawrocil w nieodpowiednim momencie z duzej odleglosci do domu?
Tylko wiesz Dorotka ze to bedzie nadal na tobie spoczywalo wyszkolenie Hosski.Nie samym kijem ale tez i marchewka.

Posted

Dorotko, ja nie mówię żebyś ją zamknęła na zawsze w kojcu i na cały czas. Bo to jest chore. Kilka godzin, żebyś Ty była spokojna, miała czas dla siebie. A dla Hoski to też jest ukrócenie jej samowolki,
Katcherine, co do spacerów masz rację. Po prostu w ciagu dnia wyznaczas czas dla psów, dajesz im możliwość wybiegania się.I może jest szansa, że są spokojniejsze później.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...