Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 447
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

do swojego domu, będą obie, nie w budzie i nie na łańcuchu, ale, jak mój pako, rudy husky luzem i szczęśliwie. jestem z miasta, od niedawna mieszkam na wsi, jeśli chodzi o zwierzęta, mam miastowe nawyki :) wiesz, w domu, luzem, regularnie właściwe papu,a nie resztki ze stołu, a pilnować się umiem sama :) i mimo wielkiej działki, chodzę z psem na spacery po polach, potwierdzając tym samym opinię tutejszych o miastowych i o tym, że nie mam co robić :)
uśmiechy na dobry dzień

Posted

jak nasza wieś jest zaściankowa;) a psicom nie mogło trafić się lepiej. Uważnie śledziłam ten wątek i o takim domu dla nich marzyłam, z dużą przestrzenią, ale nie przepuszczałam, że taki dom się znajdzie.:loveu:
Na dogo potrafią działać cuda.

Posted

to, że wyjazd do weterynarza jest tu wydarzeniem, to nic. uderza coś innego. jak już mówiłam, jestem z dużego miasta, dom kuupiliśmy jakiś czas temu, podobnie, jak dziewczyna, którą tu poznałam. u mnie zostawały 2 koty, u niej suka na drucie. obie usłyszałyśmy to samo: zostawić to pani? bo jak nie, to utopimy/zabijemy. to były poważne pytania, ci ludzie tak załatwiają nadmiar zwierząt w okolicy, tak traktują zwierzęta domowe. z uczuciem sąsiad opowiadał mi, jak własnoręcznie skrócił męki swego ulubionego psa.... oczywiście zapałałam natychmiastową miłością do kotów, moja berneńka kochała je zawsze, a tamta kobieta zamarzyła o trzecim psie... wy szukacie domów dla skrzywdzonych, a tu sie dzieja rzeczy straszne, a najgorsze jest to, że nie oznacza to okrucieństwa u tych ludzi. oni inaczej nie potrafią.... i dużo daje to, że nasze psy są inne, dzieci przychodzą często nie do mnie, ale do paka: możemy się z nim pobawić? one będą pamiętały, że są psy, które uśmiechnięte przybiegały, żeby się pieścić...obiecuję wam, ze będzie im tutaj dobrze, zrobię wszystko, żeby się te pysie cały czas śmiały

Posted

Grajko, nawet nie wiesz, jak ja się ciesze.
Doświadczenie mówi wprawdzie, żeby nie świętować, zanim pies nie trafi do nowego domu, nie spędzi tam chwili, a nowy właściciel nie powie na 100%, że nadal chce zostać nowym właścicielem.
Ale tu jest inna sytuacja. Wszystko się dobrze układa. Jesteś z nami, tak samo czekasz na spotkanie:-)

A ja przy okazji - wieści od dziewczyn. Nadja dostaje codziennie antybiotyki i rana się goi. Obie tęsknie wyglądają za człowiekiem.

Posted

grajka napisał(a):
do swojego domu, będą obie, nie w budzie i nie na łańcuchu, ale, jak mój pako, rudy husky luzem i szczęśliwie. jestem z miasta, od niedawna mieszkam na wsi, jeśli chodzi o zwierzęta, mam miastowe nawyki :) wiesz, w domu, luzem, regularnie właściwe papu,a nie resztki ze stołu, a pilnować się umiem sama :) i mimo wielkiej działki, chodzę z psem na spacery po polach, potwierdzając tym samym opinię tutejszych o miastowych i o tym, że nie mam co robić :)
uśmiechy na dobry dzień


Właśnie wróciłam z kilkudniowego pobytu we Włoszech - piękny kraj, wydawałoby się cywilizowany. A na tamtejszej wsi... zaniedbane psy na łańcuchach, bez porządnych bud... Nie spuszczane nigdy, bo... kury mordują i trzeba potem za takie kury zwracać pieniądze. Po co więc są?... Przecież na łańcuchu i tak niczego nie upilnują?... No jak to - wieś bez psa?!? Ech... cywilizacja to nie wszystko :(

Posted

mieszkam 25km na poludniowy zachód od raciborza, przy samych czechach. wioska jest poniemiecka, zamieszkana przez ludność z kresów. ale całe lata jeździłam na wieś, w różnych regionach i zawsze widziałam jedno - malutki psiak, albo wielkie bydlę, na zbyt krótkim łańcuchu,albo drucie, powywracane miski, brak wody i ujadanie całą dobę, bo to nieszczęśce bało się wszystkiego...
tak jest w wielu wsiach - uwiązany mały grochówczak (opis rasy: niskie zawieszenie, krzywe nóżki, poczciwy pysio, ślad wieeelu ras wśród przodków, ogonek skręcony, ideałem podwójny skręt, żywiony grochówką i innymi resztkami ze stołu), za schronienie służy mu płyta z niewiadomo czego, oparta o ścianę.
nie będę chodzić, jak nawiedzona, po chałupach i tłumaczyć i prosić. datego pokazuję dzieciakom, że można inaczej, że pies jest przyjacielem, że przybiega na pieszczochy, że w cieniu stoi zawsze miska ze świeżą wodą, a w domu druga
że śpi się w domu, na legowisku, a jak ma kaprys zostać na dworze, bo ciepło, ma materac w jednym z pomieszczeń. nie na ziemi, bo przerabiałam kiedyś psa z reumatyzmem i nigdy więcej nie chcę czegoś takiego. nie wymadrzam się i nie staram się być the best, to mnie boli, bo zwierzaki są dla mnie bardzo ważne. nie wiem, czy słusznie, ale pomyślałam, że może dzieciaki łatwiej zmienią ich los, bo tu namacalnie mają dowód, że można inaczej.
a serce rośnie, jak po kilku latach, sąsiadki zaczynają wychodzić z tymi swoimi grochówczakami na niedzielne spacery, a i rasowych psów jest więcej i luzem :)
uśmiechy
docha, krokusików, narcyzików i tulipanków pęk :)

Posted

Też coś wiem o psach na wsi. Ja zamieszkałam tu 10 lat temu i też się cieszę, że sąsiedzi widzą, że psy można traktowac inaczej. Ręce tylko opadają, że w wyniku interwencji w Powiatowej Weterynarii pani inspektor stwierdza, że pies który przez dziurę może się schowac do pomieszczenia gospodarczego /komórka/ ma to co mu potrzeba - dach nad głową. Oczywiście pies na łańcuchu, drugi pies w kojcu metr na metr z rozpadającą się budą w odchodach po kostki i wszystko o.k. bo gospodyni oświadczyła, że chodzi z psami codziennie na spacer. Walka z wiatrakami. Pozostaje pokazywac, że można inaczej i pomalutku, ale działa. Śledzę wątek od początku i życzę samych szczęśliwych dni dla Ciebie i Twoich podopiecznych.

Posted

Myślę, że mądrzej robisz pokazując dzieciom, że można inaczej. To ma przyszłość. Walka z dorosłymi ludźmi ze wsi, to walka z wiatrakami. Właśnie dlatego też, że to nie są ludzie z natury okrutni, tylko tak po prostu myślą, tak zostali wychowani.

Część mojej rodziny pochodzi ze wsi. Maleńka wioska, też poniemiecka, tyle że na północy. Trzydzieści domów.
To dobrzy ludzie, kochający zwierzęta. Kochający = karmią, czasem pogłaszczą, jak pies jest chory, to poproszą weterynarza, żeby przyjechał. Ten przyjedzie i obejrzy, przy budzie i łańcuchu. I jak tu coś wytłumaczyć, skoro i tak oni wydają się dziwni na tle reszty wioski? Większość nie zadzwoniłaby do żadnego lekarza. Przecież pies to pies. Nie ten, to będzie następny.

Zresztą, z tą naszą nieżyciową i propsią filozofią przedzieram się teraz przez nie wieś przecież, tylko małe miasteczko, jakim jest Milanówek. Nasz dom rośnie na obrzeżach, które są już bardzo wiejskie. Ludzie tu (jak i pewnie wszędzie) nie przywiązują wagi do włóczęgostwa zwierząt. TŻ mój, odpowiednio nastawiony, ale też z charakteru wrażliwy do zwierząt, wyrobił w sobie wielką czujność na wszelkie psy w okolicy. I co przylezie do nas na budowę, to albo zbiera albo przynajmniej śledzi. Była już jedna husky, którą wywieźliśmy do Warszawy (potem właściciel się znalazł i musiał po nią przyjeżdżać). Były dwa miksy wilczura z husky, za którymi chodziliśmy. Dziś się okazalo, że sąsiad, który je "przygarnął" to tak naprawdę ich właściciel - a już był plan zabrania, w wypadku gdyby tylko chwilowo wzięli i szukali domu. Coś czuję, że będziemy za chwilę głównymi aktywistami... Zwłaszcza, że wszyscy nam proponują szczeniaki, skoro te psy nam się tak bardzo spodobały... :(

Grajko - weźcie już przyjedźcie, bo się doczekać nie mogę:-) Nie tylko ze względu na lale, ale też z wielkiej ochoty poznania Was na żywo:-)

Posted

gosia, maryś przyjazd po kilku miesiącach, na Święta, moje urodziny, planuje pod psice :) nie darowałby mi, jakbym sama przyjechała... bo u mnie najpierw mąż, potem reszta menażerii...jeszcze chwilka
ja też czekam na was trzy :)

Posted

logowanie_nie_dziala_gos napisał(a):
Coś czuję, że będziemy za chwilę głównymi aktywistami... Zwłaszcza, że wszyscy nam proponują szczeniaki, skoro te psy nam się tak bardzo spodobały... :(


To też jest błędne koło... Moja Mama mieszka na wsi, na odludziu pod lasem. We wsi rozeszła się wieś, że Pani Marta karmi, przygarnia... I co?... Ze wsi schodzą się wygłodniałe psy i koty, bo po co karmić, skoro zawsze coś do pyska od Mamy dostaną? Kotka sąsiadki jak się okociła u niej w stodole i nie dostawała jeść, przeniosła się do Mamy z całym majdanem! Mama poznajdowała domy kociakom, kotkę wysterylizowała. Teraz ktoś jej podrzucił domowego kocura... Albo utopią kociaki czy szczeniaki, albo podrzucą, niech się inni martwią. Tylko ile można przygarnąć zwierząt?... I skąd brać na ich utrzymanie?... A weterynarza to się woła do krowy lub świni, bo ich choroba = strata pieniędzy. A pies czy kot - tak jak już tu ktoś napisał - nie ten, to będzie następny - jak tylko się sąsiadowi suka oszczeni...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...