Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

No to jeszcze jedno oszukaństwo :eviltong: VIKUSIA malusia - dużo by o niej pisać, długa i ciężka walka o jej życie, zdrowie, nadal nie zakończona, ale jest duużo lepiej! Dokładnie dzisiaj minął rok odkąd Viki jest z nami

Skrót jej historii można poczytać tu:
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.598912140140398.1073741947.106101606088123&type=3

takie zdjęcia zobaczyłam kiedyś na facebooku - miał to być samiec, staruszek, niewidomy, półtorej miesiąca tak zyła u ludzi, ktorzy ją znaleźli, nie wzięli do weta, nie zobaczyli, ze ma ropiejącą dziurę zamiast oka...






mnóstwo leków, operacje, rezonans, padaczka, brak kontaktu z psem... bla bla bla a teraz jest tak:


Posted

To może ja zbiorowo pzredstawię metamorfozy moich adoptowanych futerek (az 6 sztuk:evil_lol:) Po lewej -przed, po prawej -obecnie:

Pierwsza (2008 r) była Lisia ze schroniska w Uciechowie. Malutka, wystraszona do granic możliwości kruszynka. Teraz jest to pies bojowy, łapiący rowerzystow za portki:diabloti:



Rok 2010. Porzucony, stary i całkowicie ślepy Misio błąkający się po wsi, atakowany pzrez psy i ludzi. Zabrałam go rannego do domu... i tak Misiaczek juz został z nami. Jest Szefem gospodarstwa, jako jedyny (oprócz koguta) facet. Świenie sobie radzi bez oczków, zna każdy zakamarek podwórka i ogrodu:razz::



Rok 2011 -adoptowałam 2 kotunie, siostrzyczki-mutanty. urodziły sie bez ogonków i nikt nie chciał ich zabrać (że myszy łowić nie będą przez ten brak ogonków:shake: A kocice są tak łowne, że mam problemy z ratowaniem wszystkiego, co przynoszą do domu. Kiedy je zabierałam -były dzikie, wystraszone, nieufne (po lewej -w domku z pudła. Po prawej -teraz, na "swoim" (czyli naszym;) )łóżku:



Rok 2013 -przybyla Nana ze schroniska w Korabiewicach.Sunia niezmiernie wrażliwa i kochająca całym , ogromnym serduszkiem mnie i swój nowy domek wraz ze wszystkimi domownikami -psami, kotami, kozami, kurami, gołębiami, a także kotami i psami sąsiadów:lol:; Fizycznie nie widać różnicy - ale teraz zrobila się nareszcie spokojna i zrelaksowana -bo wie, ze ma swój domek i kochającą rodzinę na stałe:



2013 rok -i nowy domownik: Kota (to imię!:diabloti:) , którą znalazłam zagłodzoną w naszym kurniku (fotka po lewej), kiedy to wcinała kurze ziemniaki z kukurydzą i pszenicą. Teraz daje się skusić na fileta z kurczaka i czasami na kotleta schabowego:mad:;

Posted

Rzepek - nie dość, że mieszkasz w pięknym miejscu (nieustannie "zazdraszczam", bo góry to mój żywioł), to jeszcze masz piękne serce i stworzyłaś piękny świat dla tylu bezradnych biedaków - chapeau bas!

Posted

Oj, to jeszcze nie wszystko:lol: Są też konie... co prawda, nie adoptowane -ale wykupione z baaardzo nieciekawych warunków.
Dora -pracowała ciężko w polu i przy wyciąganiu drzewa z lasu, zaczęła w wieku...1,5 roku (dla nieświadomych przypominam, ze konie zaczyna sie wdrażać do pracy po skończeniu 3-4 lat!). Miała gospodarza-górala, który nadużywał alkoholu i bata, za to oszczędzał na paszy. Sąsiedzi ze wsi przychodzili do mnie i prosili o interwencję w TOZ lub o wykupienie konia, żeby nie cierpiał. Ale gazda sprzedać nie chciał, do czasu, aż Dora sie wreszcie sprzeciwiła przy pomocy kopyt i zębów. No i tylko dlatego udało mi sie ją wykupić...bo właściciel zaczął sie jej bać;)
Po lewej -Dora kilka minut po przywiezieniu do mnie, po prawej -pół roku u mnie;



I druga klacz-arabeczka Dziunia, tez od górala. Ta miała więcej szczęścia, bo ponosiła i zrzucała jeźdźców, więc została odstawiona od jazd i ...rodziła. Ale, ze nie pracował ciężko -to jedzenia też nie dostawała za dużo, a źrebaki w wieku 3 miesięcy trzeba było sprzedawać, bo brakowało jej mleka. Najpierw udało mi się ją wydzierżawić, potem -wykupić. Teraz mogą jeździć na niej małe dzieci, na samym kantarze, bez wędzidła. Na zdjęciu:po lewej -niedługo po przyjeździe do mnie (widać żebra i chuda), w wieku 6 lat. Po prawej -Dziunia teraz, w wieku 23 lata!! - "pracuje" głownie jako dama do towarzystwa pozostałym zwierzakom i nam:cool3:

Posted (edited)

[quote name='rzepek']To może ja zbiorowo pzredstawię metamorfozy moich adoptowanych futerek (az 6 sztuk:evil_lol:)

Rok 2013 -przybyla Nana ze schroniska w Korabiewicach.Sunia niezmiernie wrażliwa i kochająca całym , ogromnym serduszkiem mnie i swój nowy domek wraz ze wszystkimi domownikami -psami, kotami, kozami, kurami, gołębiami, a także kotami i psami sąsiadów:lol:; Fizycznie nie widać różnicy - ale teraz zrobila się nareszcie spokojna i zrelaksowana -bo wie, ze ma swój domek i kochającą rodzinę na stałe:



[QUOTE]

Rzepek - Twoja adopcja Nany z Korabiewic była jedną z najbardziej pierwszych (najbardziej najbardzie,najbardziej,) jak tylko ruszyłysmy z Martą z ogłoszeniemi po przejęciu schroniska przez Vivę :) Dokładnie pamiętam ten słoneczny , ciepły dzień :)
Jestem zaszczycona, że Nana jest u Ciebie! Jej towarzysz z boksu jest w DT....
Dziękujemy za Nanę !

Edited by Abrakadabra
Posted

rzepek... jesteś niesamowita :multi:
a przemiany u sznupowatych są jednymi z najbardziej spektakularnych wg. mnie, bo spod dredów i kupy kołtunów wyłaniają się figury i w końcu widać, że to pies a nie mop... fantastyczne :multi:

Posted

Pani Profesor napisał(a):
rzepek... jesteś niesamowita :multi:
a przemiany u sznupowatych są jednymi z najbardziej spektakularnych wg. mnie, bo spod dredów i kupy kołtunów wyłaniają się figury i w końcu widać, że to pies a nie mop... fantastyczne :multi:


to prawda cudo a nie przemiana ;-)

Posted (edited)

Abrakadabra - Nanunia to przekochana sunia, mądra, wierna, wrażliwa -rozumie kazde słowo, ktore się do niej mówi.Nawet więcej -wyczuwa intuicyjnie, co chciałabym jej przekazać, np kiedy mam zamiar zabrać psiaki na codzienny spacerek -ona juz WIE i czeka, chociaż chodzimy zawsze o innej porze. Tak, jakby podłączała się do myśli człowieka:cool3:
Jola-li -zapraszam do mnie (mam malutką agroturystykę, mozna ze zwierzem:lol:)
Niestety, tutaj w górach są trochę inne zasady, jeżeli chodzi o zwierzęta. Wszyscy byli zdziwieni -po co adoptowałam starego i jeszcze ślepego psa -Misia! Natomiast pozytywne jest to, ze powolutku... sąsiedzi też adoptowali psa ze schroniska, a sąsiadka wysterylizowała swoją kotkę...może, z czasem...:multi: (ja tu jestem dyrkiem w szkole, to mam większą siłę oddziaływania, bo sie boją:mad:;))

Pora obiadowa -"klienci" czekają, a nuż trafi się coś smacznego:

Edited by rzepek
Posted

Cudo! A jako szefowa takiej placówki, masz wpływ i dajesz przykład młodemu pokoleniu - to jest dopiero szansa na ich normalność. Na to, by z domu nie wynieśli wzorców takich "górali" jak ci od koni. Brawo! :)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...