Jump to content
Dogomania

DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!


Recommended Posts

  • 2 weeks later...
  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Uwaga uwaga, odbyła się przeprowadzka
ponieważ Lusia musiała opuścić dotychczas zajmowaną przyszłą salę konferencyjną, a niedługo salę weselną mojego szwagra, zatem odbyła się eksmisja :cool3: i teraz Lusia mieszka w indywidualnej "klatce":evil_lol: tak to muszę nazwać, bo to bardziej zabezpieczone niż kojec:cool3:

w ostatniej chwili dorobiliśmy dach z siatki , żeby gdyby się okazało, że jest Lusią alpinistką, nie zwiała w głuszę lasu naokoło nas:razz:

Tak więc Lusia została nafaszerowana (delikatnie, bez przesady) środkiem uspokajającym używanym na sylwestra. Miałam nadzieję, że zaśnie, ale nie dała mi tej satysfakcji:eviltong:

Jednak zostały jej ruchy i reakcje mocno spowolnione, co pozwoliło mi nie wypluć płuc przy łapaniu jej w tym wielkim pustym pokoju:evil_lol:

W każdym razie po paru próbach z różnymi sposobami bez strat zębach Lusi oraz palcach i naskórku moim Lusia bezpiecznie została przetransportowana do nowego lokalu , doniosłam jej cały dobytek (kocyk, starą puchową kurtkę do leżenia, miskę z wodą) i teraz się oswaja


oto nowy dom Lusi


wiem wiem, może robić wrażenie obskurnego, ale wykorzystałam starą stodołę bez jednej ściany, którą kiedyś tam będziemy rozbierać, ale jszcze nie

póki co zależało mi na posadzce, żeby Lusia się nie podkopała, no i wykorzystaliśmy już istniejący mur i dach, do osłony przed deszczem i wiatrem. W tym wszystkim jest zespawana klatka z furtką, tak więc ja mogę swobodnie wchodzić i wychodzić, Lusia nie:eviltong:

na podłodze palety, na nich płyty pilśniowe, żeby łapy w szpary nie wchodziły, na to słoma, jest buda ze świeżą słomą, w każdym kącie (no bo przecież Lusia uwielbia kąciki:razz: ) ułożyłam jej kocyki albo słomę.

no i gdzie Lusia znalazła swoje bezpieczne miejsce ?? :razz:

o tutaj



jedyny kawałek podłogi, gdzie pod tyłkiem ma beton

już jej tam nawtykałam drwa, tak więc nie wejdzie tam, będzie musiała odkryć , ze ma własną prywatną bezpieczną jednopsiową budę:p

aha, i co bardzo bardzo ważne

zaraz po przeprowadzce wlazłam tam do niej i dosyć długo siedziałam
i.... od razu wzięła mi chrupka z ręki

co więcej, po chwili od zrobienia zdjęcia wyszła nawet do połowy zza tej budy podeszła do mnie i zajadała dalej:multi:

czyli traumatyczne przeżycia przeprowadzkowe nie zaprzepaściły ośmiu miesięcy pracy:roll:

a tutaj Lusia jak wcina pierwszego chrupka



Aha, naprawiłam to co zmarnowałam pierwszego dnia jak miałam Lusię. Odpięłam jej wtedy łańcuszek, który dziewczyny jej przypięły do obroży. Oj to nie był mądry pomysł, zeby odpinać,
korzystając z okazji, że Lusia była dzisiaj wyjątkowo spokojna i nie protestująca zbytnio :cool1: przypięłam jej nowy specjlanie dla niej kupiony łańcuszek:p

i to tyle, zaraz idę zobaczyć, czy już znalazła budę:razz:

Posted

swan napisał(a):

zaraz po przeprowadzce wlazłam tam do niej i dosyć długo siedziałam
i.... od razu wzięła mi chrupka z ręki

co więcej, po chwili od zrobienia zdjęcia wyszła nawet do połowy zza tej budy podeszła do mnie i zajadała dalej:multi:

czyli traumatyczne przeżycia przeprowadzkowe nie zaprzepaściły ośmiu miesięcy pracy:roll:



:klacz::klacz::klacz::klacz::klacz::klacz::klacz:
Jeszcze coś przyszło mi do głowy.
Staraj się ustawiać do niej bokiem, a nie przodem.

Posted

odwracanie się bokiem weszło mi tak w nawyk, że niedługo będę chodzić bokiem po chodniku:evil_lol:

tak więc nic nie przeoczyłaś joaaa:cool3:

byłam wieczorkiem u Lusi, nie siedzi za budą, bo już nie może, ale tez nie siedzi w kącie kojca. Siedziała sobie na słomie u wejścia do budy. Na środku kojca, z budą za plecami. Całkiem zdrowe miejsce jak dla takiego wystraszonego pieska. :multi: Mogę mieć nadzieję, że jak jej będzie zimno, to się schroni w tej budzie:p

Posted

Lusia odkryła że ma budę:multi:

poszłam do niej z jedzonkiem jak byłam na spacerze z Darmą i Werą

najpierw siedziała wystraszona, ale jak dwie czarne spore suki podbiegły się przywitać przez kraty, to spanikowała

pobiegła w jeden kącik, potem w drugi kącik, a potem zrobiła HOP do budy:lol:

tak więc uznała, że ma bezpieczne miejsce:multi: i przynajmniej wiem, że zimą jakby przyszły mrozy, nie zamarznie:lol:

no i wcale nie była taka wystraszona, jak wyglądała

suki zostawiłam oczywiście na zewnątrz, sama weszłam do kojca, wyciągnęłam jej jedzenie na dłoni w stronę drzwi budy i wyciągnęła mordkę i zjadła bez problemu

tak więc panika, jaka była kiedyś, już nie ma miejsca i to baaaaardzo dobrze:lol:

poza tym jak rozmawiałam z pracownikami na podwórku jakiś czas później dość daleko od kojca, to zobaczyłam,że podeszła z tylnego kącika kojca do frontowej ściany i wyciągała łepek jak żyrafa żeby zobaczyć, gdzie albo czy tam jestem

normalnie się z niej zaczyna robić kontaktowy pies:evil_lol:

a tak serio to jest rewelacja, że widać,że ona się interesuje otoczeniem

a nie pamiętam czy pisałam, ale kilka dni przed przeprowadzką jak szłam do niej na górę i słyszała moje kroki i głos na schodach, to wybiegała naprzeciw drzwi na środek pokoju, czyli miałam jakieś działanie z jej inicjatywy, pierwszy raz, dotychczas to ja musiałam ją namawiać, kusić i wabić, żeby coś zrobiła, podeszła, spojrzała itp no i wygląda, że jej inicjatywa się nie skończyła tylko podchodzi, wypatruje itp, tak więc jakiś kontakt wreszcie jest:cool3:

Posted

Boksik wyglada całkiem zacnie ,przemyslany w kazdym calu.:klacz:
Mysle,ze sunia bedzie w nim szczesliwsza niz w pokoju.
a moze okaze sie,ze krata da jej poczucie bezpieczenstwa?tzn za krata bedzie smielsza.Mamy takiego psa-Sułka,kamnieje ,gdy jest sie przy nim bezposrednio,wyłacza sie,straszne to uczucie.Ale zza krat pozera radośnie granulki i daje sie dotknac.

jestem pod Twoim nieustajacym wrazeniem,Swan.

Posted

:loveu: :klacz: :lilangel: :klacz: :lilangel: :klacz: :lilangel: :klacz: :lilangel: :klacz: :lilangel: :cool2: :cool2:
Ale się odważny pies zrobił z tej Lusi, normalnie jestem w szoku. BRAWO SWAN

Posted

no w punkcie wyjścia to nie jesteśmy, ale jednak jest trochę spłoszona

musi spokojnie oswoić swój nowy domek

Jak do niej idę przez podwórko i nawołuję, to wygląda z budy (z racji wiatrów i deszczów ostatnich odwrócona tyłem do podwórka) ale zaraz się chowa...

No to włażę do niej i z wyjątkiem dnia przeprowadzki twardo trzymam się zasady, że musi cała wyjść z budy, żeby dostać jedzonko. Boję się, żeby się nie zabunkrowała w tej budzie i nie bała otoczenia. Widać, że jest spłoszona, szybko ucieka do budy na ruch moją drugą ręką, więc w tej chwili jesteśmy kilka kroków do tyłu, ale i tak szybko podchodzi.

Poćwiczymy i uspokoi się, to przejdziemy do kolejnej lekcji czyli trzymanie za drugi koniec łańcuszka przy karmieniu:p

Posted

a właśnie joaaa, Ty "Cierpliwy Nosicielu Podpisu z Lusią":evil_lol:

Czytałam cały wątek Feniksa, ale powiedz mi, jak długo chodziłaś do niego do szpitala. Czy to zawsze było codziennie? I ile to trwało dziennie?

Posted

Swan, Feniks siedział na sggw 1,5 miesiąca, z czego 2 tygodnie
nie wychodził wcale z klatki.
W zasadzie chodziłam codziennie, po kilka godzin( min. była to godzina).
Ale godzina, to było bardzo mało czasu na ćwiczenia, więc zwykle trwało
to dłużej( do 4-5 godzin).
Oczywiście nie cały czas ćwiczyliśmy, robiłam przerwy i po prostu
z nim siedziałam, leżałam, jadłam, żeby przyzwyczajał się do mnie.
A ćwiczenia zróżnicowane.
I szybko zaczęłam z klikerem.


Cierpliwy Nosiciel Podpisu :p

Posted

no właśnie, tak właśnie myślałam, że to dużo więcej czasu trzeba poświęcać psince niż to, czym ja dysponuję:shake:

pewnie więc to wszystko mogłoby iść dużo większymi krokami

No ale nie przeskoczę faktu, że pracuję dużo (na miejscu mam biuro i szkółkę wprawdzie,, ale dużo), no i pod opieką w sumie 8 psów i kotów, no i dom "na głowie":-(

no ale krok po kroczku, chociaż tyle , że Lusia żyje i jest zdrowa i powolutku się czołgamu ku "normalności"

Bałam się, że się zamelinuje w swojej nowej budzie i będzie ją stamtąd ciężko wywabić, ale nie jest źle. Przychodzi dość szybko.

Przypomniałyśmy też sobie zabawę w dotykanie noskiem mojego kciuka, co wyzwala chrupka z zamkniętej dłoni:cool3: staram się na razie powoli robić to, co robiłyśmy na sali na piętrze, a dopiero potem zacznę ze smyczą

na razie chwycenie smyczy jest niemożliwe, bo jest za płochliwa, wyciągnąć jej za smycz z budy też się nie da, chciałam raz w jednej ręce trzymając jej przed nosem jedzonko drugą przyciągnąć ją delikatnie smyczą, ale nie ma mowy, zapiera się wszystkimi czterema, nie zwraca uwagi na jedzenie, stawia zaciekły opór

nie walczyłam z nią, bo nie o to chodziło, chciałam zobaczyć, czy się da, bo wcześniej jak jeszcze nie miała smyczy, mogłam ją czasem podczas karmienia chwyćić za odstającą końcówkę obroży i nawet lekko do siebie przyciągnąć, jakby ponaglić, gdy i tak szła do mnie po jedzenie, nie broniła się przed tym

ale teraz jest jeszcze za bardzo wystraszona

powolutku, dojdziemy z powrotem tam gdzie byliśmy wcześniej i pójdziemy dalej:painting:

Posted

Swan, byłoby dobrze, żeby z nią siedziec i robić jakąś
swoją pracę. Ale pewnie za zimno teraz na to.:cool1:

Ale i tak postępy są duże!!! Jest dobrze!
Za rok albo dwa nie poznamy Luśki! :eviltong:

Posted

na początku jak miałam Lusię, siedziałam u niej godzinami, brałam laptopa, dokumenty, co chwila próbowałam ją zwabić jedzonkiem, gadałam do niej, przyzwyczajałam do siebie

ale nie widziałam efektów

teraz pewnie byłoby lepiej

ale będzie widowisko

jak się zrobi cieplej, pójdę do Lusinej klatki z laptopem usiądę na pieńku i tak będę pracować:evil_lol:

  • 2 weeks later...
Posted

ja tez nie zdazylam,ale chociaz na jeden swiateczny dzien sie załapie z moimi zyczeniami1
Swan,kochana kobieto,kora wprowadziłas nowy typ adopcji do sopockiego schroniska! wszystkiego NAJLEPSZEGO w te Świeta dla Ciebie i Rodziny.

  • 2 weeks later...
Posted

aż się nie chce pisać, bo Lusia nie tylko nie idzie do przodu ale się cofa w rozwoju

podglądam ją przez okno i patrzę, czy ją widać, ale od tamtego dnia przenosin nie widziałam ani razu, żeby wyszła z budy i wyglądała na świat

jak do niej idę i wołam, nie wychodzi z budy
parę razy w ogóle nie przyszła po jedzenie

Jak była na sali, to jak nie podeszła po jedzenie, to nie dostała nic i szłam sobie. Teraz nie chcę tak robić, bo jest zimno a ona nie ma jakoś zapasu tłuszczyku, mimo,że starałam się go wytworzyć, i nie chcę, żeby była dodatkowo głodna.


zostawiam wtedy jedzenie i jak tylko usłyszy, że bramka się za mną zamyka, wychodzi z budy i idzie jeść

ostatnie parę dni były lepsze, to znaczy dość szybko przychodziła do mnie po jedzenie, ale nie dojadała nawet do końca i uciekała do budy i już nie chciała wyjść

obiecałam sobie , że będę z nią więcej siedziała (takie postanowienie noworoczne :p ) ale nie udaje mi się na razie tego zrealizować, bo jestem chora

mam czas tutaj wreszcie popisać, bo leżę w łóżku:cool1:

Poza tym przed przenosinami Lusi do kojca starałam się ją przygotować jak mogłam. Nie miała grzane w pokoju gdzie była, jak byly cieplejsze dni, miała otwarte okna. No i dawałam jej naprawdę dużo jedzenia, żeby się trochę "ociepliła" pod futerkiem.

Lusia zawsze miała śliczne błyszczące gładkie futerko.

A teraz wygląda jak matowy potargany kołtun. Zdaje się, że zmienia sierść w trybie ekspresowym i wygląda jak jakaś straszna schroniskowa bieda.:oops:

Mam nadzieję, że ona tam nie marznie. Ma słomę, ciepłą budę, nie ma praktycznie mrozów, jedzenie dostaje ciepłe.

No i tyle, następne wieści jak się trochę wykuruję

Posted

już mam kupione serca kurze, dokupię jeszcze szprotki, na te przysmaki zaczęła do mnie przychodzić za pierwszym razem

Jeśli chodzi o chorobę, to trudno na 100% stwierdzić, jako że ona się nawet nie da wziąć na ręce, a co dopiero zbadać:shake:

Natomiast jest regularnie odrobaczana, jest zaszczepiona na wściekliznę, raczej nie powinna złapać znikąd żadnej choroby, bo ma kontakt tylko z moimi zwierzakami, a te są wszystkie kompleksowo zaszczepione i zdrowe.

Poza tym siusiu widać że robi, kupki wyglądają normalnie, apetyt ma, bo z daleka obserwuję jak zjada to co zostawiam i szuka, czy gdzieś coś nie odpadło. Pić wodę też pije. Nie słyszę żadnego psikania ani kaszlenia, uszami nie widzę, żeby trzepała, oczka wyglądają normalnie, nosek też. Więc to raczej nie choroba.

Zdam relację po mojej chorobie jak to wygląda przy podawaniu ulubionych przysmaków.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...