PaulinaT Posted May 23, 2006 Posted May 23, 2006 Już jutro jedziesz?? Ależ ten czas leci... :shake: Ale się nie martw - zrobiłaś z Luśką kawał dobrej roboty! TZ stanie na wysokości zadania a jak wrócisz - to już będzie z górki! :p Miłego wyjazdu! Tysiąca przeżyć i mnóstwo natchnienia! Quote
joaaa Posted May 26, 2006 Posted May 26, 2006 Swan, nie martw się, najwyżej zaczniesz od początku! :diabloti: Żartowałam!!! Swan, a jakbyś dawała jej jedzenie tak, żeby musiała włożyć pysk w pętlę obrozy?! To znaczy jedzenie-obroża -jej głowa. Ja tak nauczyłam Feniksa, który uciekał lub startował z zębami jak tylko widział obrożę w moich rękach. To znaczy najpierw wkładałam rękę z jedzeniem do obroży, kolejne kawałki były coraz głębiej, to znaczy coraz dalej musiał wyciągnąć łeb. Trwało to chyba ponad tydzień. Quote
swan Posted May 28, 2006 Posted May 28, 2006 hej, ja tu dosłownie na minutkę, bo dopiero wróciłam i zaraz idę do góry zobaczyć jak się ma Lusia i idę spać Joaa, ja nie odrzucam żadnych pomysłów, ale powiem tylko, że Lusię starałam się uczyć podejścia do mnie po jedzenie w momencie, kiedy miała przerzucony przez grzbiet sznurek i mimo tygodnia prób nie udało się, nie ruszyła z miejsca. Poza tym po jakimś czasie przestała do mnie podchodzić nie tylko jak miałam linkę w ręce, ale nawet jak siadałam pół metra od linki leżącejj na podłodze. Dlatego widzę marne szanse na to , żeby babiszon samowolnie włożyła łepek w pętlę. Ale nie wykluczam, bo dzięki nowym ćwiczeniom coś się mogło w jej łepetynce pozmieniać. Jutro zobaczymy, jaki jest rezultat kilkudniowej ze mną rozłąki.:cool3: Quote
Kathleen Posted May 30, 2006 Posted May 30, 2006 Oj, chyba to co swan zobaczyła, powaliło ją na glebę... Mam nadzieję, że nic się nie stało i wszystko w porządku. Quote
Guest Mrzewinska Posted May 30, 2006 Posted May 30, 2006 Nie kazde dzikie zwierzatko da sie oswoic, moze sie nieco przyzwyczaic do opiekuna, ale nie pojdzie dalej ani o krok. Sa krytyczne okresy w zyciu kazdego zwierzecia - jesli do konca takiego okresu nie nawiaze zadnych kontaktow - nie jest w stanie uruchomic w przyszlosci takiej mozliwosci. Nie wiemy nic o przeszlosci Lusi. Pies koczujacy w Krakowie poszedl za opiekunka po ponad pol roku przynoszenia mu jedzenia, przez ponad pol roku nie zawiazal z nia cienia kontaktu. Wlasciwie tez nic o nim nie bylo wiadome. Byly tylko sugestie rozne. Wiec i tu jest nadzieja. Pewne jest jedno, ze Swan robi wszystko co mozliwe. Zofia Quote
zielony Posted May 30, 2006 Posted May 30, 2006 Witam.Mysle, że to kwesja czasu.Ale zgadzam sie z Tobą droga Mrzewińska,że są takie krytyczne chwile w życiu psów.Przy nie prawidlowej socjalizacji mogą wystaspić zaburzenia w komunikacji.Mysle,że Lusia jest na dobrej drodze, aby zacząć prawidlowo reagować.I czekamy. Quote
swan Posted May 30, 2006 Posted May 30, 2006 już myślałam , że dzisiejszy mój post to tylko :wallbash: :wallbash: :wallbash: i nic więcej, ale los mnie oszczędził faktycznie jak zobaczyłam pokój Lusi po przyjeździe, to mi kopara opadła, była sama 5 dni, a kup było ze 20:crazyeye: Jedno pewne, TZ dobrze ją karmił:lol: Dzisiaj próbowałam od początku lassa jakby nigdy nic, naiwna jedna .Myślałam,że Lusia sobie przemyślała przez te dni to i owo....:eviltong: Uciekała po całym pokoju, warczała na mnie, bawiła się w berka naokoło stołu, szczekała na mnie. Dobrze, ze nie rozumiem języka psów, bo pewnie by mi uszy zwiędły:cool1: Jedno mi się udało, nie dałam jej wrócić z dołu schodów. W ten prosty sposób, że nie dałam jej w ogóle uciec z pokoju. Nie mam z nią szans, ona naprawdę idzie "na wydrę" i dzisiaj parę razy miałam wrażenie, że jest bliska skoczyć mi do nogawek z zębami.... No więc te drzwi bez skrzydeł drzwiowych zastawiłam podwójnym materacem, mała nie miała szans:p Zdenerwowana była chyba tym razem bardziej ode mnie. Przed ćwieczeniem uprzątnęłam to "pole minowe" a podczas ucieczek i pościgów narobiła na samym początku z kilkanaście bobków w biegu:shake: stresuje się kobieta:cool1: No nic, scenariusz był mniej więcej jak ostatnio. Nie dała mi podejsć za blisko bezpiecznego punktu, uciekała do kątów, przymierzała się do ucieczki na schody, ale zobaczyła, ze się nie da, wyglądała przez okna jakby chciała wyskoczyć , uciekając warczała na mnie wściekle albo szczekała , jak decydowała się wracać do bezpiecznego punktu, to najczęściej przestawała warczeć,tylko popiskiwała. Po kilku minutach nauczyłam się jej "rutyny" bo już sobie styl nawiewania wyrobiła, i udawało mi się ją zaskakiwać, co nie pomoglo mi i tak jej zatrzymać w jednym miejscu, najwyżej się wkurzała, że pomieszałam jej plany. Ja przyspieszyłam tempa kroku ale ciągle ona była bardziej zasapana niż ja. Zobaczyła, że jestem szybsza niż myślała. Potem zobaczyłam, że nie mam szans podejść jej na spokojnie na tyle ,żeby dobrze założyć pętlę. Zrobiłam więc długie lasso i w biegu celowałam. Nie myślcie sobie, nie miałam złudzeń, że ją złapię w ten sposób:eviltong: Po prostu chciałam jej pokazać, ze w ten sposób jak się zachowuje od linki nie ucieknie. Poza tym jak byłam 2 metry od niej, a ona akurat przez chwilę siedziała w kącie bez ruchu, to machając tą linką w jej kierunku i nawet bezsensownie zarzucając na nią ona skupiała się na lince i coraz mniej mnie obserwowała a ja krok po kroku się zbliżałam. W końcu udało mi się kilka razy zajść jej drogę jak chciała uciec z bezpiecznego punktu i zbiłam ją z pantałyku. To się teraz fajnie opisuje i śmiesznie pewnie czyta, ale naprawdę mogłam obserwować, jak się robi coraz mniej pewna siebie i coraz mniej zdeterminowana. W każdym razie po 15 minutach (rekord świata:multi: ) udało mi się założyć pętlę na szyję, częściowo fuksem, przypadkiem Lusia mi pomogła, bo zaczęła uciekać w odpowiednim kierunku, żeby pętla się zacisnęła.... I tutaj zaskoczenie, dwa razy próbowała gryźć linkę. 2-3 sekundy szarpania wystarczyły, zeby przestała:crazyeye: :lol: Szok, nigdy to nie trwało tak krótko. Szła przyklejona do mojej prawej nogawki . Jak się zatrzymałam na chwilę, to okrążyła moją prawą nogę i dosłownie przywiązawszy się do mojej nogi położyła się na mojej stopie. Troche mi zajęło uwolnienie się i poszłyśmy dalej. Chodziłyśmy z 10 minut. Poszłyśmy razem do bezpiecznego kącika. Tam Lusia dała się ręką podrapać pod bródką! Jak się dłoń zbliża albo rusza blisko jej głowy, to się oblizuje nerwowo, ale nawet zamachu zębami ani głową nie zrobiła:lol: Poszłyśmy znowu na spacerek i potem usiadłam na podłogę i wlazła na kolanka ale dość daleko ode mnie, gdzieś bliżej łydek. Puściłam linkę i siedziała tylko chwilkę. Szybko zdecydowała się sobie pójść, a wtedy linka się zaplątała jej pod łapką, a ponieważ chciałam ją przyciągnąć do siebie, to znowu zaczęła się walka. Znowu krew na lince i przekrwione przerażone oczy, dobrze że to trwało może z pół minutki i się uspokoiła, przestała się szarpać i gryźć i mogłam jej (patykiem a nie ręką:oops: jednak była dość zdenerwowana) wyjąć linkę spod pachy i Lusia podreptała znowu grzecznie za mną. Cywilizuje się kobietka:p Znowu po chwili chodzenia spróbowałyśmy siedzenia na kolankach, musiałam ją delikatnie pociągnąć na lince, żeby weszła. Posiedziała sobie. Mogłam ją pod bródką i za uszkiem posmyrać. Ale była bardzo spięta. Podskakiwała przy pierwszym dotyku , jak na rozpalonych węglach... Posiedziałyśmy chwilę razem, pogłaskałam ja po grzbiecie, po bródce jeszcze i za uszkiem, mogłam nie przytrzymując jej głowy ramieniem, normalnie ręką zdjąc pętlę z głowy. Obserwowała rękę, ale nawet nerwowych ruchów nie wykonywała. Posiedziała jezscze chwilkę, ale dość szybko wstała i poszła sobie. Myślę, że to niezależna kobietka. Jak się jej daje wybór, to wybiera wolność. Przynajmniej na razie. Dlatego tak uciekała . I dlatego szybko schodzi z kolan. Zobaczymy, co przyniesie jutro:cool1: Quote
GreenEvil Posted May 30, 2006 Posted May 30, 2006 :multi::multi::multi: Uwielbiam ten watek :) Swan, rozumiem, ze po oswojeniu Lusi wydasz ksiazke? :cool3: Pozdrawiam GreenEvil Quote
swan Posted May 30, 2006 Posted May 30, 2006 GreenEvil napisał(a)::multi::multi::multi: Uwielbiam ten watek :) Swan, rozumiem, ze po oswojeniu Lusi wydasz ksiazke? :cool3: Pozdrawiam GreenEvil a to jest myśl:lol: może by się zwróciła za wymianę wykładziny w pokoju Lusi, dziwię się, że TZ jeszcze mi nic na temat tych zniszczeń nie powiedział, ani słowa:oops: Quote
zielony Posted May 30, 2006 Posted May 30, 2006 Witam serdecznie. Swietnie Swan zaczynasz kumac o co w tym wszystkim chodzi i z jaką istotą masz do czynienia.Tak właśnie to wygląda.Będzie teraz łatwiej to wszystko przychodzić.Bardzo dobrze ,że nie odpuściłaś. Lusia zareagowała tak jak pies, który chodził na smyczy i sprawdza z kim ma do czynienia.Czy z nim można iść.Tak właśnie zachowuja się takie psiaki.Spróbuj nie sciągac tak szybko linki. Głąszcz powoli i spokojnie z krótkimi przerwami to pozwoli sie jej uspokoić i odprężyć.Ale pokażesz jej , że nie taki diabeł straszny jak go malują oraz ,że są na tym świecie miłe chwile i przyjemności.:lol: Quote
swan Posted May 31, 2006 Posted May 31, 2006 Nie sądzę, żebym napisała książkę. Tyle się na tym forum o tej dzikiej upartej babie napiszę, że na książkę to już na pewno by mi cierpliwości nie starczyło:mad: A ja myślałam, że wczoraj Lusia uciekała:cool1: trzeba było ją zobaczyć dzisiaj biegała tak szybko, że nie wyrabiała zakrętów i z całym impetem bokiem wpadała na ściany mam na ścianie mokrą plamę bo Lusia się posikała ze strachu, a akurat była w pełnym biegu i robiła wiraż:crazyeye: :cool1: może się to i śmiesznie czyta, ale to smutne i mi coraz smutniej jak patrzę, jak ona walczy o tą swoją niepodległość Znowu trochę trwało zanim się poddała i udało mi się ją zastać w jednym miejscu. Aha, jak tak się ze mną goniła naokoło stołu, obszczekiwała, zjeżona groźnie warczała uciekając przede mną itp i do tego atakowała linkę,którą chciałam na nią zarzucić przez stół, to ogon jej chodziła jak oszalały. Gdybym nie znała sytuacji, mogłabym pomyśleć, że ona się świetnie bawi:roll: Tak w ogóle to ona jest bardzo bardzo zaskakująca. Jak już się uspokoiła i dała zarzucać na siebie pętlę, to mi z 15 minut zajęło założenie jej i zaciśnięcie. Ona jest coraz lepsza w uwalnianiu się nawet jak już pętla jest założona i już niemal całkiem zaciśnięta. I to wszystko nie ruszając dupska z miejsca. Wreszcie udało mi się założyć i zacisnąć pętlę. Lusia siedziała w bezpiecznym punkcie bez ruchu, ja stałam też. Jeszcze zanim zdążyłam się odwrócić i ruszyć w drogę, zgadnijcie, co Lusia zrobiła??? Zanim pociągnęłam linkę sama ruszyła z miejsca i przyszła do moich nóg. Mając w pamięci co robiła minutę temu żeby się do mnie nie zbliżyć, to wyglądałam mniej więcej tak::crazyeye: Grzecznie chodziła na spacerku po pokoju. Ale ze dwa razy znowu spróbowała zawalczyć i było to bardziej zaciekłe niż wczoraj i dłużej trwało. Jak tylko się uspokoiła, otrzepała się i szła dalej za mną. No właśnie, ona niby taka przerażona itp ale jak idzie za mną to potrafi się otrząsnąć, albo po drodze obwąchać własne bobki, które wcześniej gubiła w panice uciekając przede mną. Zachowuje się niemal jak pies na spacerku w parku.... Na koniec chciałam usiąść i wziąć ją na kolana. Nie jest łatwo w tym pokoju znaleźć czyste miejsce na podłodze. Znalazłam jedno i usiadłam, ale chyba bylo to za blisko ściany. Lusia nie chciała podejść, przytuliła się za to do ściany. Lekko chciałam ją przyciągnąć to znowu zaatakowała linkę. Trochę trwało, zanim puściła linkę, znowu trochę pochodziłam,żeby uspokoić sytuację i usiadłam w innym miejscu. Sama Lusia nie weszła na kolana. Musiałam ją wciągnąć na lince. Usiadła i siedziała jak na rozrzażonych węglach, podskakując niemal przy każdym nawet najdelikatniejszym dotyku. Jak przestawałam głaskać, to próbowała wstać i odejść, sprawdzała czy linka się napina. Widać było, że tylko czeka na moment, jak będzie mogła sobie pójść. W pewnym momencie przy głaskaniu mimo że nie zmieniłam ani ruchów, tempa ani miejsca głaskania, capnęła mnie za dłoń. Ale zaraz głaskałam dalej i już tego nie powtórzyła. Jak zaczęłam kombinować przy lince to już była cała zwarta i gotowa, żeby sobie pójść, no i oczywiście skorzystała z pierwszej nadarzającej się okazji, kiedy pętli już nie było na szyi. Pocieszające jest to, że nie uciekła na drugi koniec pokoju, tylko usiadła przy najbliższej drewnianej belce podporowej czyli niecały metr od moich nóg. Aha, przy tej panicznej ucieczce połamała sobie pazury. Jeden jest nadłamany, inny palec ma zakrwawiony. Nie kuleje, ale jak usiadłam obok niej to zobaczyłam krew na frędzelkach na łapkach. I co ja mam z taką dziskuską zrobić, co się nawet obejrzeć nie da, nie mówiąc o obcięciu za długich pazurów?:shake: Quote
zielony Posted May 31, 2006 Posted May 31, 2006 Witam serdecznie. Nie wiem czy zauwazyłas, że Lusia przy każdej sesji zachowuje się inaczej.Sa oczywiscie zachowania te same lub podobne, ale nie które zupełnie nowe.Nie wiem czy zgodzisz sie ze mną. Moim zdaniem ona cały czas sprawdza Twoje reakcje.Upewnia się czy przy Tobie można czuć sie bezpiecznie. Nie składaj broni. Cały czas rób to samo. Pisałem o furtce z Werą.Jeszcze 1 lub 2 sesje i spróbujesz wprowadzic Were tak jak ostatnio.Czyli na smyczy a potem luz i zabawa.Tak jakby Lusi nie było w pokoju.Dyskretnie ja obserwując.A co dalej to zobaczymy Quote
swan Posted May 31, 2006 Posted May 31, 2006 Dokładnie o to chodzi, dlatego pisałam , że Lusia ciągle mnie zaskakuje. Znajduje coraz to nowe sposoby reakcji, a najczęsciej akcji sprawdzając moje reakcje. Na razie wygrywam. Ale coraz niespokojniej wyglądam dnia, kiedy wymyśli coś, czego nie pokonam...:cool1: no nic,life is full of zasadzkas:razz: Nie wiem czy z Werą wypali, Wera ma cieczkę:-o to nowość dla mnie i dopiero się uczę, jak się zachwują suki w takim stanie. Wera próbuje mi dać co chwila buzi i wchodzić na kolanka,a Darma jest na nią jeszcze bardziej cięta niż zwykle. A wczoraj ta duża biała suka Werę zaatakowała. Więc wprowadzać Werę do Lusi czy lepiej dopiero po cieczce? Aha, jeszcze jedno pytanie. Dlaczego nie dawać Lusi smakołyków za siedzenie na kolanach? Quote
zielony Posted May 31, 2006 Posted May 31, 2006 Smakołyki można powoli wprowadzać na kolanach.Ale demonstracyjnie sie z nimi obchodz,posmakuj, smakołyk, głaskanie, najlepiej głaskanie -smakołyk.Ta cieczka nie przeszkadza.A ta biała od sąsiada, to troche narwane a pozatym broniła swego terenu.Jeżeli coś wymyśli zachowaj zimną krew i rób dalej swoje.1-2 sesje jeszcze i zobaczymy co dalej.Ale mysle ,że bedzie dobrze. http://www.schronisko.infocomp.pl Quote
PaulinaT Posted May 31, 2006 Posted May 31, 2006 A ja tak tylko na marginesie dodam, że machanie ogoem u psów to nie tylko radość ale w zależności od tego, czy ogon jest opuszczony luzno czy nie - świadczy o agresji. Moje peirwsze corso bardzo merdało ogonkiem jak obszczekiwało intruza... :roll: Quote
Guest Mrzewinska Posted June 1, 2006 Posted June 1, 2006 Zielony, do jakich psow dotychczas stosowales taki sposob? Bo rozumiem, ze pies walczy z linka i czlowiek staje sie mniej straszny od linki. Pies w szoku przerazenia szuka u czlowieka ratunku przed linka. To dziala, bo czlowiek spokojny, a pies przerazony, bo linka natychmiast przestaje byc straszna gdy pies jest przy czlowieku, gdy rezygnuje z walki. Widziales Lusie, podjales decyzje na podstawie wlasnego doswiadczenia opanowania problematycznych czy agresywnych psow w schronisku. Ale interesuje mnie czy w taki sposob pracowales tez z sukami. Czy pracowales w taki sposob tez z psami zupelnie zdziczalymi, jakim prawdopodobnie jest Lusia? Czy z psami, ktore czlowieka znaja, ale nie chca sie czlowiekowi podporzadkowac? Pytam, nie zeby kwestionowac Twoja decyzje. Widziales psice i uznales, ze to da efekty, oby. To co ja proponowalam, czyli powolne cierpliwe oswajanie - proponowalam nie widzac suki, zakladajac, ze to pies domowy, nie zdziczaly, choc bardzo wystraszony - nie dalo efektu w dosc dlugim jednak czasie. Ile najdluzej trwalo w dotychczas prowadzonych przez Ciebie psach - od pierwszego wejscia z linka, do momentu uznania czlowieka za istote, przy ktorej bezpieczniej byc blisko? Swan, jak napisalam - nie kwestionuje decyzji Zielonego, nie widzialam suki, nie pracowalam z dzikimi zwierzetami, tylko - oprocz tych zupelnie normalnych - ze zwierzetami bardzo lekliwymi lub po prostu nieumiejetnie prowadzonymi, ktorych brak poporzadkowania czy wybuchy agresji wynikaly z nadczynnosci hormonalnej, choroby, nieprawidlowych relacji z ludzmi. Lub agresja wynikala naturalnie z zaborczosci, instynku terytorialnego itp. Lusia dopoki moze - ratuje sie ucieczka. Oczywiste, ze zwierze przerazone korzysta tylko i wylacznie z wrodzonych zachowan, ktore moga uwolnic je od strachu, inaczej fizycznie sie nie da. Przerazone dziecko tez moze odruchowo przylgnac do rodzica krzyczac - nie bij!!! Swan, czy mozesz ocenic, czy zrodlem strachu jestes Ty - jesli wchodzisz np z zarciem tylko - czy linka w Twojej rece? Nie ulega dla mnie kwestii, ze ona po zalozeniu linki podbiegla, bo Ty jestes mniej straszna niz linka, blisko Ciebie linka jej nie dreczy. Czy bez linki jestes mniej straszna niz dawniej? Bo moim zdaniem Lusia doskonale wie, czy zamierzasz ja na linke zlapac, kiedy wchodzisz, czy nie. Tu daje sie minimalne sygnaly zwierzeciu nieswiadomie. Wiec czy jej reakcje, kiedy jestes bez linki i nie zamierzasz jej zlapac. wskazuja, ze wreszcie Ty stajesz sie bezpiecznym punktem? Zofia Quote
zielony Posted June 1, 2006 Posted June 1, 2006 Witam serdecznie .Chyba mi nie ufasz? Nie ma podziałów na ty czy linka i człowiek to straszne rzeczy, czy tylko linka a może człowiek, a może jeszcze cos innego.Jeżeli pies mi nie ufa to robie wszystko aby mi zaufał.Tak jak pisałem wczesniej każdy pies to inna historia.Pracowałem z różnymi psami począwszy od dzikich,zastraszonych,lekliwych a skonczywszy na agresywnych.I nie ma to znaczenia czy to suczka czy samiec.Przepraszam bardzo chciałem pomóc dlatego pojechałem do Lusi.Ale jeżeli sa jakieś wątpliwości to można spróbować czeogoś innego.Wasza decyzja.Swam robi to pierwszy raz, więc to dla niej nowe przeżycia i doświadczenia.Napewno nie jest jej łatwo. Pozdrawiam Marek.Co u Lusi? Quote
joaaa Posted June 1, 2006 Posted June 1, 2006 Zielony, nie denerwuj się. :lol: Ty widziałeś suczkę i to Ty podejmujesz decyzję o sposobie! Nie można pracować z psem i człowiekiem na odległość, kiedy zna sie ich tylko wirtualnie. A p.Zofia, która stosuje w swojej pracy zupełnie inne metody może mieć wątpliwości. Każdy ze szkoleniowców ma inne sposoby, także w zależności od zwierzęcia. I tak jak pisałam wcześniej, zwierzę można albo złamać, albo pójść dużo dłuższą drogą, małymi kroczkami, pozytywnym wzmocnieniem. Na pewno Twojego sposobu nie moga stosować osoby, które mają małe doswiadczenie albo wcale!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I bez ukierunkowania przez osobę znającą się na rzeczy. Quote
Guest Mrzewinska Posted June 1, 2006 Posted June 1, 2006 Napisalam dwukrotnie, ze w niczym nie kwestionuje Twoich rad, bo widziales suke, a ja nie. W niczym nie kwestionuje tez decyzji Swan, bo tylko ona moze decydowac. Wiec to nie jest sprawa, ze ja nie ufam Twoim metodom. Chcialam dokladniej je poznac, stad pytania. Zofia Quote
GreenEvil Posted June 1, 2006 Posted June 1, 2006 PaulinaT napisał(a):A ja tak tylko na marginesie dodam, że machanie ogoem u psów to nie tylko radość ale w zależności od tego, czy ogon jest opuszczony luzno czy nie - świadczy o agresji. :evil_lol: Powiedz to psiakom takim jak moj - z ogonem defaultowo zawinietym w precel :evil_lol: Pozdrawiam GreenEvil Quote
zielony Posted June 1, 2006 Posted June 1, 2006 Jak wspomiałem każdy pies to inna historia.I nie zawsze robie to co tu wypisuje.Też wzmacniam pozytywne zachowania .smakołyki, głaskanie.Prosze dokładnie czytać.Przy tak zachowującej sie psinie narazie tak trzeba z nia pracować.A póżniej można to zmienić na bardziej łagodne.Chocby Wera suczka Swam , która uważam może mieć pozytywny wpływ na Lusie ze względu na jej predyzpozycje.Dobrze Swam idzie to mądra dziewczyna.:lol: Tylko zastanawiam sie dlaczego teraz? Pewnych spraw nie da sie wyjaśnić przez komp.Jest ok.:lol: Quote
swan Posted June 2, 2006 Posted June 2, 2006 Zielony, nie bardzo rozumiem dlaczego się tak uniosłeś od razu:lol: Pani Zofia przecież parokrotnie zaznaczyła,że nie kwestionuje tylko pyta o doświadczenie, o uzadadnienie itp, jako osoba, do której też wiele osób zwraca się po pomóc i miłośnik psów zapewne chce się czegoś dowiedzieć z doświadczenia innych, tak to zrozumiałam przynajmniej. No bo ja też bym na przykład chciała wiedzieć, ile jeszcze?? Ja wiem, że każdy przypadek jest inny, i przyjmuję do wiadomości, że Lusia może być jakimś cudem przypadkiem najtrudniejszym z trudnych i pobijemy wszelkie rekordy:shake: ale lubię znać jakieś fakty, nawet statystykę, jeśli coś takiego da się wyciągnąć z Twojego doświadczenia. Ja z Lusią działam od początku marca. To już trzy miesiące. Przez pierwsze dwa miesiące zupełnie w innym stylu i jak pani Zofia słusznie napisała, z miernym efektem. Prawie przez 2 pierwsze tygodnie maja nie zdziałałam prawie nic, bo Lusia nawet przestała jeść w mojej obecności, nie wspomnę nawet o podejściu po jedzenie do mojej skromnej osoby..... Metodą z linką pracuję od połowy maja, zaczął Zielony 13 maja, jutro miną trzy tygodnie. Wyłączywszy mój wyjazd do Londynu na 5 dni, codziennie pracuję z nią przynajmniej godzinę. I tak jak pierwsza sesja Zielonego mogła wyglądać na wielki przełom i niemal hokus pokus:cool3: a moje kolejne z Lusią utwierdzały mnie w przekonaniu, że Lusia się złamała i jeszcze tylko próbuje od czasu do czasu i coraz mniej i coraz słabiej, to teraz widzę, że te próby nie słabną, wzmocniły się po tym, jak oswoiła się z nową sytuacją i walczy zaciekle ze mną. Reakcje na zbliżanie się do niej są takie same nieważne, czy mam w ręce linkę czy nie. Jak próbuję zagonić ją do kąta i z daleka zarzucam jej linkę na głowę, łapie ją zębami i próbuje mi wyszarpnąć z ręki. Jest z dnia na dzień sprytniejsza jeśli chodzi o uwalnianie się z zaciskającej się pętli. Próbuje codziennie kilkakrotnie przegryźć linkę, próby są bardziej zaciekłe niż jakieś 2 tygodnie temu, kiedy sytuacja z linką była dla niej jeszcze nowa. Kiedy się zatrzymuję ok 1 m od ściany prowadząc Lusię na lince, Lusia zawsze wybiera ucieczkę pod ścianę lub słup, zależnie co jest bliżej. Czyli czuje się tam bezpieczniej niż przy mnie. Przy przyciąganiu z powrotem do mnie na lince prawie zawsze się szarpie i gryzie linkę. Jak siedzi na moich kolanach, jest cała rozedrgana, napięta, wystraszona. Może siedziec długo, mogę ją głaskać długo , a ona i tak co chwila podskakuje pod wpływem lekkiego dotyku dłoni. Zielony, czy miałeś przypadek, kiedy się z psem nie udało? Jak to długo może trwać? Czego według Ciebie mogę oczekiwać "w nagrodę" tej harówy psychicznej, bo że Lusia mnie trochę bardziej "posiwi" to pewne:cool1: Mówiłeś, że jakieś zachowania mogą jej pozostać. To jest bardziej oględnie powiedziane, możesz troszkę konkretniej? Ja lubię wiedzieć na czym stoję, nawet jeśli ta informacja brzmi: "z mojego doświadczenia bywa tak i tak, ale pamiętaj , że tutaj może być zupełnie inaczej." Zielony, pamiętaj, że ten wątek czyta wiele osób, jedni szkoleniowcy z doświadczeniem podobnym do Twojego, inni stosujący i znający inne metody, inni laicy , którzy czytają z ciekawości, i jeszcze tacy laicy jak ja, którzy teraz albo w przyszłości mogą potrzebować takiej wiedzy. Quote
zielony Posted June 2, 2006 Posted June 2, 2006 Wszystko zależy od Ciebie .Jak to zrobisz, co zrobisz.A zachowania i co zostanie w niej to też zależy od tego jak się z nia pracuje.Jak długo nie wiem.To też zalerzy od Ciebie.To trudno powiedziec ile to jeszcze potrwa,zwłaszcza,że dziewczyna robi to pierwszy raz.Czy to z linką czy inną metodą będzie próbowac, nie wiadomo jak długo to może potwać.Były są i będą różne psy z którymi można popracować i są efekty, ale i są takie które nie nadaja się do wspóżycia.Są jak rośliny.I wtedy zastanawiam sie czy warto, ale dopiero po podjęciu prób pracy z psem.Wiem bo schronisko to "śmietnik" różnych zachowań.Napisałem tu wiele informacji.Na koniec przypomne o Werze.Spróbuj.Pozdrawiam Marek. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.