Jump to content
Dogomania

DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!


Recommended Posts

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Tundra napisał(a):
Ja i szkoleniem i filmem jestem zainteresowana.


zaraz kolejka dłuuuga się ustawi,coś czuję -

...a ja w schronisku zaczynam brac się za brata mojej Tajgi - który od urodzenia siedzi w małym boksie - już 3,5 roku - bez normalnego kontaktu z człowiekiem i jest właściwie nieadoptowalny :-(
( dla przypomnienia: Tajga siedziała "tylko" 1,5 roku, a i tak ma lekkiego świra, mimo, ze u nas jest od 2 lat)

Posted

Zauważyłam, że nie napisałam, jak przedwczoraj przebiegało karmienie. Bo mnie mała zaskoczyła. Jak przyszłam, to nie siedziała w bezpiecznym punkcie, tylko w innym kącie pokoju, za stołem. Tam, gdzie przez dogomajówką codziennie mnie "wiatała" i skąd za skarby świata nie chciała do mnie podejść po jedzenie.

No to się spodziewałam powtórki z rozrywki. Jeśli nawet wyjdzie z kąta, to podejdzie pod stół i się spod niego nie wychyli. Jak Lusia się gdzieś "zamelinuje" to potem często trudno wyrwać się jej z tego miejsca. Dosłownie widać, jakby czasem nawet chciała, ale jest jakaś niewidzialna bariera, pole siłowe otaczające kącik, krzesło, drewnianą belkę czy choćby oparte o ścianę leżaki. Cokolwiek, co daje jakiś bodaj cień schronienia. I nie może się stamtąd odkleić...

No to sobie usiadłam na podłodze na środku pokoju i wyciągnęłam rękę z jedzeniem i zawołałam.

A Lusia ... wyszła z kącika:crazyeye: weszła pod stół, nawet się pod nim nie zatrzymała:crazyeye: tylko przeszła pod nim i przyszła po jedzenie:crazyeye: :crazyeye: :crazyeye:

normalnie jakby wszelkie pola siłowe zniknęły:multi: ale się ucieszyłam:multi: :loveu:

Posted

a teraz odcinek kolejny, czyli dzień wczorajszy

nie miałam serca wczoraj do Lusi, jeszcze zanim tam poszłam, wiedziałam, że to nie będzie dobra praca, bo czułam niechęć do linki, szarpania, gryzienia, sapania i wszystkich tych okropności, których nie chcemy widzieć w relacjach z naszym podopiecznym:shake:

więc po telefonicznych konsultacjach z Zielonym poszłam do góry się najeść

usiadłam sobie na środku pokoju i wcinałam pączka:evil_lol:

i tak sobie siedzę, wyglądam przez okno, odpoczywam i wcinam:cool3:

a Lusia siedzi i się gapi:eviltong:

jak zjadłam, to wyciągnęłam jedzonko dla Lusi, i wyciągnęłam do niej rękę i zawołałam

a Lusia tym razem siedziała sobie w swoim wyjątkowym bezpiecznym punkcie

i tutaj jeszcze pole siłowe nie puściło

trochę musiałam się naczekać na panienkę

ale tutaj były dodatkowe bariery

Żeby do mnie dojść , Lusia musiała się "odkleić" od załomu muru, minąć ściankę wymurowaną, takie podium, a potem zejść stopień w dół. Same przeszkody. Ale dzielna dziewczynka sobie poradziła:multi: pokonała wszelkie przeszkody psychiczne i przyszła po jedzonko

i nawet zjadła z dłoni opartej na mojej nodze, co do tej pory było nie do pomyślenia:p


Zielony popracuje nad filmikiem. Ale troszkę pracy w to trzeba włożyć, bo nie słychać praktycznie co na filmie mówi Zielony, za to dobrze słychać nasze komentarze PaulinaT:oops: więc trzeba zrobić nowy podkład dźwiękowy z komentarzami

tak sobie myślę, może udałoby mi się dzisiaj zrobić Lusi parę zdjęć....

dziewczyny, które wyekspediowałyście Lusię do mnie, chciałybyście zobaczyć psinkę idącą na "smyczy"??:razz:

Posted

[quote name='swan']Żeby do mnie dojść , Lusia musiała się "odkleić" od załomu muru, minąć ściankę wymurowaną, takie podium, a potem zejść stopień w dół. Same przeszkody. Ale dzielna dziewczynka sobie poradziła:multi: pokonała wszelkie przeszkody psychiczne i przyszła po jedzonko

i nawet zjadła z dłoni opartej na mojej nodze, co do tej pory było nie do pomyślenia:p

BRAWO :laola:


dziewczyny, które wyekspediowałyście Lusię do mnie, chciałybyście zobaczyć psinkę idącą na "smyczy"??:razz:


noo jasne, a jeszcze bardzie chciałabym zobaczyć Lusię wyluzowaną i uśmiechniętą :loveu: ;)

Posted

o właśnie Tundra, dobrze że jesteś:lol:

powiedz, jak długo pracowałaś z Castro, zanim poszedł do domu docelowego?

wiem, że przypadek przypadkowi nierówny i nawet nie wiadomo , czy Lusia nawiąże z kimkolwiek innym niż ja kontakt i czy jest szansa na adopcję dla niej, ale jestem ciekawa, jak to było z Castro?

Posted

Super, super, super!!!!!!!!!!!!!!!
Ja jestem zwolenniczką metody jedzeniowej i nagrodowej.
Ale z jasnym wytyczeniem granicy tak i nie.
Trzymam dalej kciuki!!!!!!!!!!

Posted

Castro przylecial (to Hiszpan) do mnie we wrzesniu 2004. O tym, ze nie moglam sobie pozwolic na sikanie po katach ( nie mam warunkow do pracy powolnej i wyizolowania psa) wspominalam juz wczesniej. Dlatego tez zastosowalam od poczatku inna forme "przymusu" Od pierwszego dnia musial wychodzic na spacery.Oczywiscie czulam sie w pierwszym tygodniu tez fatalnie-gwalciciel, wrog psiej natury. Ale sadze, ze to wlasnie przyspieszylo postepy. W pazdzierniku trafili mi sie pierwsi powaznie nim zainteresowani, ktorzy wydawali sie do niego pasowac. Starsze malzenstwo, ktore zawsze mialo psa i nie przerazalo ich to, ze jest bardzo strachliwy. Zawiozlam go tam zakochali sie w nim od razu i trudnosci ich nie zniechecaly. Zostal. Nastepnego ranka zadzwonilam, zeby zapytac jak sie sprawy maja. Pani byla zrozpaczona. Castro skryl sie w najciemniejszy kat pod lawa i nie ruszyl sie stamtad cala noc. Nie pil, nie jadl i co najbardziej martwilo kobiete nie zalatwil sie- chociazby na srodku kuchni.
Pan, ok.70lat, poruszajacy sie o kuli, przelezal przed psem, na podlodze
2 godz. probujac go do siebie przekonac. oczywiscie bez skutku. Ja natomiast juz cala noc bilam sie z myslami, czy dobrze zrobilam oddajac go juz starszym ludziom, tzn. czy oni sa na tyle sprawni, zeby w przypadku ataku paniki psa odpowiednio szybko zareagowac. Watpliwosci mialam wiele, dlatego nie powiedzialam kobiecie- Jutro bedzie lepiej, napewno zrobi w kuchni kupke i siku. Tylko powiedzialam, ze to chyba za wczesnie dla niego i pojechalam go natychmiast odebrac.
Tego samego dnia (!!!!) zadzwonili do mnie ludzie mieszkajacy w sasiedniej wsi, 3 km. Przyjechali, zobaczyli i powiedzieli, ze sa zainteresowani, ale.... moga go wziasc dopiero w grudniu, przed swietami, wtedy kobieta mogla dopiero dostac urlop i poswiecic mu wiecej czasu. Mial to byc ich pierwszy pies. Oczywiscie objasnilam ich o rodzaju trudnosci z nim i mogli sie o tym naocznie przekonac. Castro darzyl mnie juz wtedy pewnym zaufaniem, wiec moglam ich przekonywac, ze przy odpowiednim traktowaniu u nich bedzie tak samo. Umowilismy sie, ze moga go odwiedzac jak czesto chca, brac na spacery, a nawet do siebie do domu. I tak to sie odbywalo. Przychodzila 1-2 x w tygodniu. Na poczatku w moim towarzystwie, a z czasem sama chodzila na spacerki. Oczywiscie dalekie to bylo od przyjemnosci. Castro krazyl wokol nas zaplatujac nas trzykrotnie linka, robil skoki w bok, lub blokowal kompletnie. Nie zniechecala sie, malenkie postepy potrafila zauwazac. Czy wiecie jaka radosc potrafi sprawic czlowiekowi kupka psa na spacerze! Pies pozwala sobie na rozluznienie.
W miedzyczasie bylam tydzien w Polsce, i Catro nie mial wyboru, musial zaakceptowac mojego meza, jako " przewodnika". I tu lody tez szybko stopnialy, nabral zaufania do kolejnego czlowieka. Do konca natomiast nie przekonal sie do mojego syna(20-tolatek), chociaz ten bardzo sie staral i rowniez z "sukcesami" wyprowadzal go na spacery- byl zawsze obszczekiwany. Do konca tez nie pokonalismy jego bezpodstawnego strachu przed linka. Wyglalo to tak, ze na widok smyczy pojawialo sie u niego podniecenie i moim zdaniem radosc, ale przy probie zapiecia wpadal w panike i zapedzal sie w tzw. kozi rog, gdzie w koncu moglam ja zapiac i wtedy wszystko bylo juz w porzadku, i znow pojawiala sie radosc.
Wzieli go krotko przed Bozym Narodzeniem 2004. Zupelnie swiadomi tego co to za pies i ze czeka ich wiele pracy. W pierwszym miesiacu na spacerze, z zupelnie nie zrozumialych powodow przestraszyl sie, i choc to maly piesek omotal ja tak linka, wywrocil i wyrwal sie z taka wyciagana smycza pedzac w poplochu przed siebie. Byla przerazona, dzwonila do mnie na komorke. Dwie godziny obszukiwala okolice, wypytywala ludzi...
I gdzei go w koncu znalazla.....pod drzwiami domu. Kompletnie przerazonego. Pokonal dwie bardzo ruchliwe drogi- ten pies czesciej mial juz szczescie w zyciu. Widujemy sie czasami. Castro okazuje mnie i moim psom zawsze wiele sympatii. Typ retrivera - takie jak moj Aro - odbiera zawsze bardzo sympatycznie, nie lubi natomiast psow czarnych, pewni jakies slady z przeszlosci. Ostatnie odwiedziny mialy miejsce tydzien temu. Kobieta urodzila ( pierwsze) dziecko, 4 miesiace. Jest bardzo dojrzala matka, ma ok. 40 i Castro zdaje sie bardzo tego dziecka pilnowac- tak przynajmniej interpretowane sa niektore jego zachowania. Poniewaz spacery z nim i wozkiem sa co nieco utrudnione jezdzi czesto z panciem do pracy- ulubione miejsce w aucie jest obok kierowcy - stad mozna tyle widziec!
Pan jest kierownikiem domu spokojnej starosci, i tam Castro wg. relacji pancia, jest prawie psem terapeuta. Tylko poprzez swa obecnosc, ktora wielu pensjonariuszom sprawia po prostu radosc. Bo glaskac ani przytulac to on sie nie daje, ale jest lasy na smakolyki.
Przez ta strasznie dluga opowiesc chcialam wlasciwie tylko uwiarygodnic stare polskie, moze nie najpiekniejsze, ale prawdziwe powiedzenie:
Kazda potwora znajdzie swego amatora.
Lusia trafila na Ciebie, szczescie juz sie do niej usmiechnelo i dalej inaczej byc nie moze.
Moje znajome majace podobne strachuly, trzymaly je po pol do roku czasu u siebie, ale zawsze w koncu przychodzili ci wlasciwi ludzi, oni gdzies tam sa. Przy tych psach jest sie od poczatku do konca optymista.

Posted

właśnie wróciłam od Luśki, po godzinie prób nie udało mi się założyć jej lassa:oops: :shake:

musiałam przestać, bo bym za chwilę zaczęła strasznie bluzgać:angryy:

nowe zachowania się pojawiły
Nie wiem, czy Lusia się pewniej poczuła czy to kolejny etap paniki, ale teraz mnie obszczekuje jak nie przymierzając podwórkowy burek.

Jak przyszłam, siedziała w bezpiecznym punkcie, pochodziłam trochę po pokoju, popatrzyłam w podłogę, obejrzałam sobie całą bardzo dokładnie:evil_lol: i spróbowałam się zbliżyć do Lusi. Uciekła ze schronienia, i tak kilka razy.

Ucieka po kątach, zbliża się do okien i wygląda nimi, jakby sprawdzała, czy szyby przypadkiem nie zniknęły i nie można nimi nawiać.

Uciekała z warczeniem, będąc za stołem zaganiana do kąta obszczekiwała mnie. Po czym po moim zaganianiu, z piszczeniem i takim mruczeniem wracała do bezpiecznego punktu.

Po iluś, już nie wiem nawet ilu próbach, wracając do schronienia ciągle warczała. Kilka razy kiedy wróciła w bezpieczny punkt, wyciszałam sytuację, kucałam bokiem albo tyłem do niej ze spuszczoną głową, potem podchodziłam powoli, i kilka razy obwarczała mnie siedząc w schronieniu, ponieważ nie przestawałam się zbliżać, ciągle warcząc a czasem również szczekając , uciekała stamtąd..

Cwaniara ani razu nie próbowała uciec w dół schodów.

Nie wiem co teraz robić? Przecież ja tej frygi nie jestem w stanie złapać. Ona nie boi się mojego "zastawiania ciałem", przebiega tuż koło nóg, śmiga jak odrzutowiec. Po godzinie była już całkiem zasapana, ale dalej nie dawała się zatrzymać.

Był taki moment chyba po trzech kwadransach, kiedy pozwoliła mi porzucać na nią lasso. Próbowałam kilka razy, parę razy pętla spadła na jej szyję, ale albo z niej wychodziła, albo przy zaciskaniu przyjmowała taką pozycję, że pętla się z niej ześlizgiwała. Po chyba 10 rzutach zniecieprliwiła się i znowu nawiała:angryy:

no przecież nie będę jej siecią łowiła:diabloti:

ch *************************:angryy: :angryy: :angryy: :angryy:

Posted

Witam serdecznie. To jest kolejna próba sprawdzenia.Tego niestety sie obawiałem,że tak sie stanie.Teraz nie mozesz dać jej ani razu uciec z dołu.To Malenstwo jest bardzo inteligentne.Wróce do domu to napisze wiecej. narazie.

Posted

zrobiłam jak radził Zielony smsami

wzięłam na górę młodą suczkę Werę, ona jest bardzo energiczna, zabawowa, przede wszystkim bardzo lubi zabawki i wie do czego służą, w przeciwieństwe do Darmy

poszłyśmy razem do Lusi

Najpierw weszłam z Werą na smyczy i pochodziłyśmy trochę razem po pokoju. Lusia siedziała w bezpiecznym punkcie, najpierw starała się obwąchać Werę na odległość tzn wyciągała szyję najdalej jak sie dało i węszyła

Jak chodziłyśmy z Werą na smyczy, czasem na nas patrzyła,a czasem odwracała wzrok i gapiła się gdzieś w bok.

Potem spuściłam Werę ze smyczy i zaczęłyśmy się bawic piszczącymi zabawkami. Rzucałam jej , Wera przynosiła, trochę nimi sama popiszczała, trochę nimi podrzucałam itd Lusia czasem łypała w naszą stronę , większość czasu gapiła się w przestrzeń przed siebie albo odwracała głowę w drugą stronę i patrzyła co się dzieje za oknem.

Mam wrażenie, że jak patrzyła w naszą stronę , to raczej patrzyła na mnie, a nie na Werę.

I to na razie tyle. I co dalej???

Posted

swan napisał(a):

tak sobie myślę, może udałoby mi się dzisiaj zrobić Lusi parę zdjęć....

dziewczyny, które wyekspediowałyście Lusię do mnie, chciałybyście zobaczyć psinkę idącą na "smyczy"??:razz:


no kiedy zobaczymy? :razz:

Posted

Wera na początku zignorowała zupełnie Lusię, bo chciała się bawić ze mną. Ale po chwili zabawy zaczęła obchodzić cały pokój i go obwąchiwac i tak dotarła do podestu, na którym siedziała Lusia.

Wera cała z rozmachanym ogonem, chcąca podejść obwąchać Lusię, Lusia pokazała zęby i zawarczała. Wera zbliżyła się tylko do skraju podestu, nie podeszła bliżej, zjeżyła się na grzbiecie, ale dalej merdała ogonem. Próbowała podejść do Lusi jeszcze raz z drugiej strony, Lusia bezgłośnie pokazała zęby i Wera odeszła zniechęcona, przyszła do mnie się bawić.

I to tyle

Posted

To narazie z linka trzeba popracować. Ale tak jak mówiłem krótko na początek i kolejne sesje coraz dłuzsze. Nie bój sie wrazie ucieczki zastawic jej droge i rozłożyc ramiona z otwartymi dłońmi, palce złączone.Te reakcje na Were Sa prawidlowe przy obecnej sytuacji.Ale widze tu furtke.Niech tylko zacznie Lusia chodzić za kazdym razem kiedy idziesz do niej.Jezeli tak będzie to napisze co dalej.A narazie to samo "linka".

Posted

zielony napisał(a):
To narazie z linka trzeba popracować. Ale tak jak mówiłem krótko na początek i kolejne sesje coraz dłuzsze. Nie bój sie wrazie ucieczki zastawic jej droge i rozłożyc ramiona z otwartymi dłońmi, palce złączone..


Co to znaczy, że sesje krótkie a potem coraz dłuższe? Za sesję uznajemy ćwiczenie z Lusią już na lince? czy samo łapanie i poddać się po 15 minutach,a następnego dnia próbować dłużej itd?

Nie wiem, czy ja się wystarczająco jasno wyraziłam,ale nie sądzę, abym była w stanie złapać Lusię jeśli ona sobie tego nie życzy, tak jak to opisywałam.

Ja próbuję jej zachodzić drogę, rozkładam ręce itp ale ona i tak mnie omija. Wiesz, ze ten pokój na górze jest duży.

Może by mi się udało częściej zachodzić jej drogę, gdymym podbiegała miejscami, ale nie chciałam robić takich gwałtownych ruchów? Czy mogę?

Myślałam, czy nie udoskonalić mojej linki i zrobić coś w rodzaju pętli do wyłapywania bezdomnych psów. To znaczym, myślałam, czy nie zamocować linki na patyku, żebym nie musiała tak blisko Lusi podchodzić,żeby założyć na nią pętlę. Może to jest rozwiązanie?

Posted

zapomniałam napisać o wczorajszym karmieniu, które miało miejsce po moich zabawach z Werą w pokoju Lusi

zostawiłam tam wtedy 2 zabawki - piszczącą piłeczkę i piszczącą kostkę

Jak poszłam tam później, piłka leżała nietknięta, a kostka leżała u stóp Lusi w jej bezpiecznym miejscu.

Lusia bardzo szybko wczoraj i tak niemal energicznie przybiegła po jedzenie. Normalnie zawsze mniej lub bardziej się czai, idzie na krótkich łapach i ma takie ostrożne ruchy. Już mniej niż na początku ale jednak. A wczoraj jak przyszłam, siedziała w bezpiecznym punkcie. Usiadłam na środku pokoju z miską, tak, żeby mnie widziała, żeby mównica nie zasłaniała. I brałam powoli po trochę jedzenia z miski do ręki. Lusi jeszcze nie zawołałam, a ona siedziała na baczność w swoim bezpiecznym punkcie cała wpatrzona w to jedzenie i nawet tak jakoś dziwnie zamruczała parę razy. Coś podobnego do warczenia, ale to nie warczenie. Takie burczenie pod nosem. Jakby zniecierpliwienie. I jak ją zawołałam, to biegusiem przyszła po jedzenie i niemal wrzucała je w siebie. Ja ostatnio dawałam jej trochę mniej jeść, bo chciałam, żeby nie przyszło jej do głowy nie przyjść do ręki nawet jak się zaczęła buntować na linkę. No i chyba to zadziałało.

Posted

Witam .Widze ,że masz dość łapania.Dobrze sprubójemy czegoś innego.Lusia podchodzi do Ciebie po jedzenie, ale masz ty tez coś jeść zanim ją nakarmisz. Nie dawaj jej tak odrazu . I w siadzie płaskim kiedy je lub siedzi przy Tobie dotykaj i głaszcz.I właśnie w tej pozycji można spróbowac założyc jej linke.Ona tak czy inaczej musi chodzić na smyczy i nie ma innej opcji .Jak długo ma tam siedzić? Jeżeli ten sposób zakładania linki sie powiedzie lub przypięcie smyczy się uda.To możemy przejść do następnej sesji.Co o tym sądzisz?Da sie to zrobić?

Posted

To nie chodzi o moje zniechęcenie, jeśli to może dać rezultat, to ja będę próbować ją łapać. Boję się tylko, że każda taka próba zakończona moim niepowodzeniem to jest sygnał dla Lusi, że ona decyduje a nie ja.:shake: Dlatego szukam czegoś innego.

Ale ja się tak łatwo nie poddaję, jak mam za nią chodzić, to będę. Do skutku.

Za to coś innego weszło w paradę. Przypominam, o czym juz mówiłam jakiś czas temu, że jutro wyjeżdżam na kilka dni. Termin nie jest dobry dla Lusi, ale tej wystawy nie mogę przełożyć pod żadnego psiaka, dlatego mój TZ będzie jej stawiał jedzenie i dolewał wodę, a ja wracam w niedzielę w nocy i od poniedziałku startujemy z ciągiem dalszym Lusinych tortur:evil_lol:

Posted

choinka, nie da się:shake:

psy na czas mojego wyjazdu musiałam rozparcelować po opiekunach, bo TZa praktycznie cały dzień nie ma w domu i Wera pojechała dzisiaj do pani, od której ją mam:cool1:

TZ musi wystarczyć, oby się tylko cicho zachowywał:cool1:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...