swan Posted April 23, 2006 Posted April 23, 2006 No , właśnie u niej byłam po raz kolejny. Ona ma takie zwroty, raz je z ręki z ochotą i nawet dłoń wyliże i nie ucieka przed łaskotaniem bródki w czasie karmienia, a potem ma przerwę i ze stresu nawet w drugim końcu pokoju nic nie zje w mojej obecności. Już kilka razy tak było. Ale przed chwilą się znowu przekonała, że warto podejść do ręki z jedzonkiem. Podejrzewam, że ona tak panicznie uciekała przez ostatnie dwa dni z tego swojego kącika, bo kojarzy go ze stresem ze sznurkiem , a w kąciku była niemal osaczona i nie było przed tym sznurkiem ucieczki. Teraz unika tego kącika, ale z dużej odległości podeszła do mnie na środek pokoju po jedzenie. To teraz będziemy przerabiać tą samą lekcję ze sznurkiem, tylko Lusia już nie będzie "przyparta do muru" i wtedy może się mniej bać, ale za to dłużej pewnie to potrwa... Będzie trwało tyle, ile musi...:p pozdrawiam serdecznie audytorium:loveu: Quote
swan Posted April 23, 2006 Posted April 23, 2006 no i mam w tej chwili kłopot z kojcem, bo wszyscy pracownicy nagle wybyli do pracy poza gospodarstwem (wiosna, więc zlecenie za zleceniem) i nie ma komu zbudować..... ale nie wygląda na szczęście na zdziczałą ani dziczejącą nie uwstecznia się w ten sposób ona jest bardzo wystraszona,te próby ze sznurkiem były dla niej bardzo trudne ona się boi smyczy itp , natychmiast próbuje przegryźć, dziewczyny, które miały z nią do czynienia po azylu, wiedzą o czym mówię jeszcze nie widziałam takiego tempa pracy zebów przy przegryzaniu smyczy:crazyeye: więc te nasze ćwiczenia nie były długie, widziałam,jak Lusia dosłownie przebiera łapkami i prawie ze skóry wyskakuje, starając się z całych sił nie uciec:cool1: dzielna była:cool3: a po takim stresie potrzebuje odpoczynku ale teraz nawet jak ją zestresuję podejściem za blisko, albo zaniepokoję chodzeniem za nią, to już nie warczy, tylko piszczy. I zaczęła od kilku dni stosować nowe sygnały, oblizuje się po nosku jak coś od niej chcę. Zaczynamy się dogadywać po psiemu. To ogromny postęp, bo do niedawna jej jedyną reakcją na cokolwiek bym nie zrobiła była paniczna ucieczka albo zastygnięcie w bezruchu... a teraz przy sznurku i braniu go w zęby zrozumiała, że nie ma go brać i wypuszczała po słowie "nie":crazyeye: jak na "dziką Lusię" to rewelacja:multi: Quote
malawaszka Posted April 23, 2006 Posted April 23, 2006 Swan - rewelacja!!! każdy maluteńki nawet kroczek w przód to ogromny sukces!!!! :multi: Quote
zielony Posted April 24, 2006 Posted April 24, 2006 :happy1: Witam serdecznie. Swan Bardzo dobrze.Tylko jak zaczełaś to nie rób jej przerw.Powoli systematycznie i konsekfentnie do przodu!!! .Ja wiem ,że bardzo się starasz aby nie zrobic jej kszywdy.Jeżeli próbuje przegryżć linkeTo lekko szarpnij.To nie sprawi jej bólu.Nie gryzie linka luz gryzie szarpnięcie Lekko.I zobaczysz co wybierze .Kiedy przestanie łapać zębami za linke w pozycji siedzącej lekko powoli zacznij ja przyciągać do siebie .Tak jak opisywałem . I ten pracujący język! Quote
swan Posted April 25, 2006 Posted April 25, 2006 oj zielony, żebyś Ty widział, co ona robi jak się pociągnie linkę, którą ona ma w zębach:-o to jest wtedy walka o przetrwanie nie myślałam,że to małe ciałko ma tyle siły zapieka się w tej walce do tego stopnia, że raz nawet nie zauważyła, że linka wcale nie jest na niej, tylko jej końcówkę trzyma w rękach. Gdyby puściła zębami, linka wróciłaby do mnie. A ona walczyła jakby chciano ją zaraz wciągnąć do jakiejś maszynki do mielenia:crazyeye: :shake: ciągnie jak parowóz, próbuje się wyswobodzić czując jeszcze resztki kontroli przez to trzymanie zębami widać szał przerażenia w oczach:-( próbuję tego lassa, ale nie da się tak, jak opisywałeś na początku wątku , chyba że ma to polegać na zamęczeniu jej do tego stopnia, że nie będzie miała siły się wyrywać ale ona już wie, że jak się do mnie zbliży, to nie morduję, więc tego jej tłumaczyć nie muszę wie też, że linka przerzucona przez jej kark nie morduje, nawet jeśli jej drugi koniec trzymam w rękach i nawet jeśli ją lekko naprężę, nawet jeśli się przesuwa przez jej kark, też nie morduje. Wie też, że nie ma jej trzymać w zębach, na początku był odruch za każdym razem, potem tylko czasem, a teraz jak wzięła nawet linkę w zęby, to jak powiedziałam stanowczym ale cichym głosem (cichym, bo podniesienie głosu to dla Lusi hasło do ucieczki po życie:cool1: ) od razu wypuszcza linkę z zębów:lol: więc jest duuużo lepiej wczoraj już przychodziła do ręki po jedzenie znowu, a wieczorem pozwoliła znowu mi do siebie podejść bliżej i usiąść niedaleko i już tak bardzo się w kąt nie chowała ja już zauważyłam, że najpierw jest krok po kroczku mały postęp, ja się zaczynam cieszyć, bo już myślę, teraz już pójdzie dobrze wtedy Lusia się cofa, uwstecznia, wraca niemal do punktu wyjścia, trwa to dzień dwa po czym wracamy do etapu sprzed kryzysu, jest jakiś duży krok który mi "nagradza zawód";) i znowu kroczki do przodu, takich faz było już z 3-4 jeśli dobrze pamiętam, musiałabym przejrzeć notatki:p Quote
zielony Posted April 25, 2006 Posted April 25, 2006 Witam serdecznie.Ja wiem co robią psy które maja problemy z resocjalizacją. Oto kilka z nich:gryzą linke do tego stopnia ,że ranią sobie dziąsła,zapierają się wszyskimi czteroma łapami , kładą się na plecach,skaczą,powarkują,piszczą, skomląją,zrywają się do ucieczki,wchodzą w każdą napotkaną dziure, zaplatują się,i w takich momentach trzeba byc spokojnym, opanowanym bacznie obserwować każdy jej ruch .To ja jestem jego wyrocznią a zarazem Arką. Ale kiedy to wszysko przerobią i uspokoją się, zobaczą, że to nic grożnego i wtulą sie w Ciebie to nic sie nie liczy.Ten długi czas pracy ,godziny,nerwy i zwątpienia. Podoba mi sie ,że robisz notatki.Zaglądaj do nich często, może coś znajdziesz. Jak ciągnie to idz za nia nawet pogoń i powoli zwalniaj tęmpo i naprężenie linki.To Ty dyktujesz warunki .Pokazuj jej swoje nie zadowolenie wtedy gdy zrobi cos nie tak ,stań do niej tyłem.Wiem jak to jest. Nie rób Lusi przerw, realizuj swoje założenia.Pozdrawiam . Quote
PaulinaT Posted April 26, 2006 Posted April 26, 2006 swan - przeczytałam wątek, jest niezwykle interesujący. Ja wydasz kiedys książkę pt. "Oswajanie dzikiej Lusi" kupię na bank! :p Podziwiam twoją cierpliwość. Aż mi się w głowie nie chce zmieścić, ze oswajanie psa az tak trudno może przebiegać. Ja mam dziką kotkę w garażu - taką z tych, co to mieszkaja normalnie w piwnicach blokowych ale ona znalazła malutkie okienko do mojego garażu i tam zamieszkała. Czasem ją troszke podkarmiam - i już po kilku dniach wzięła mi z ręki kawałek kiełbaski i w sumie nie ucieka z garażu jak tam jestem czy jak do niej mówię - ucieka dopiero jak podejdę zupełnie blisko. Moim zdaniem Lusia albo kompletnie nie miała kontaktu z człowiekiem - bo ta kotka jednak widzi sporo ludzi codziennie i są panie-kociary osiedlowe które dokarmiaja koty więc wie że człowiek=jedzenie, ale bardziej prawdopodobne wydaje mi się, ze miała sporadyczny bardzo nieprzyjemny kontakt z ludźmi. Bo gdyby nie miała w ogóle nie było by złych skojarzeń - a jeśli ona się panicznie boi to ktoś musiał ją poważnie skrzywdzić. Trzymam kciuki za was. ps. Ona jest prześliczna :loveu: Quote
Guest Mrzewinska Posted April 26, 2006 Posted April 26, 2006 Bardzo byloby dobrze, aby notatki Swan byly kiedys w calosci bodaj zawieszone na Dogo - moga sie komus przydac. Zofia Quote
swan Posted April 27, 2006 Posted April 27, 2006 no i miałam rodeo:cool1: chciałam zobaczyć czy się mała przełamie ewentualnie jak długo to potrwa nie udało mi się - linka nie wytrzymała jej zębów:shake: udało mi się w kąciku zarzucić jej pętlę na szyję na początku nie było tak źle, próbowała chwytać linkę w zęby i gryźć, jak szarpałam linkę, wtedy puszczała, ale po dłuższej chwili puściły jej nerwy i już tylko gryzła gryzła gryzła linkę , do krwi, nie bacząc na ból dziąseł, robiła wszystko żeby pozbyć się tej przebrzydłej linki na karku aż jej się w końcu udało.... w między czasie powarkiwała, szarpała się, chowała po kątach albo pod meblami, zapierała wszystkimi czterema, próbowała uciekać, szarpała i gryzła gryzła gryzła linkę.... do skutku zostałam z drugim końcem linki w ręce z lekkim strachem, nie wiem czemu ona nie zaczęła gryźć mnie po nogach, to by było najlogiczniejsze, dobrze, że psy nie myślą w ten sposób... stałam tam z tą linką, z końcówką zakrwawioną i nie wiedziałam co ze sobą zrobić klęska totalna? chciałam spróbować czy na pewno nie mam siły dzisiaj na drugą próbę, psychicznej siły ale Lusia podeszła do swojego kąta, podeszłam tam gdzie zwykle do karmienia nie uciekła resztkę jedzenia wzięłam na rękę (szczerze mówiąc nie bez obaw, założyłam rękawice) Lusia biedna z obolałymi dziąsłami:-( podsunęłam jedzenie pod mordkę zjadła:crazyeye: jak można w jednej chwili lizać rękę i wybierać z niej jedzenie a chwilę wcześniej z niesamowitym przerażeniem w oczach walczyć o przetrwanie i robić w przerażeniu wszystko, byle do tej ręki się nie zbliżyć?????:crazyeye: nie rozumiem, nie rozumiem psów, a bardzo szybko muszę zacząć je rozumieć, żeby pomóc Lusi na razie czuję się jak jakiś kat i do jutra muszę wyleczyć kaca moralnego i co, jutro mam próbować to samo? ciekawe ile linek na to zużyjemy:shake: i nie, nie mam odwagi żeby ręką zdjąć jej pętlę z szyi:shake: boję się o swoje palce Quote
PaulinaT Posted April 27, 2006 Posted April 27, 2006 A czy jesteś pewna że ona kojarzy że linka pochodzi od ciebie i jest związana z RĘKĄ?? I że to ta sama ręką co jeść daje? Może na taka linkę ją hycel czy kto tam łapał i dlatego taka a nie inna jej reakcja... Biedna Lusia i biedna swan... ale się swan nie łam, robisz wszystko co możesz najlepszego dla małej. Więc uszy do góry - ta historia może się zakończyć tylko w jeden sposób: twoim zwycięstwem! Quote
Tundra Posted April 27, 2006 Posted April 27, 2006 Z linka mam podobne skojarzenia jak Paulina- hycel. Ogladalam niedawno program o stacji w Holandii, ktora zajmuje sie pomaganiem fokom, zranionym, slabym ... Sa to dzikie zwierzeta i dzikimi maja pozostac. Trzeba na nich dokonywac pewnych zabiegow medycznych. Wrzuca im sie do boksow reczniki i pozwala przyzwyczaic sie do tego zapachu, a potem tylko poprzez ten wlasnie recznik dotyka sie te zwierzeta, nie jest to dla nich calkiem obce. Kiedy pokonywalam strach Castro, tez otulalam go w kocyk i przez chwile mocno przytrzymywalam pokonujac jego protesty i opory. Mocno, konsekwentnie i w miare spokojnie. Moze to niemadre, ale to z koleji przypominalo mi metode jaka stosuje sie czesto w stosunku do dzieci nadpobudliwych o sklonnosciach do autoagresji- tez mocno otulic i przytrzymyc, az opadnie w nich sila=zlosc, a moze tylko bezradnosc. Te istoty sa w swych dzialaniach tak naprawde bardzo bezbronne i dlatego tak okrutnie przerazone.Dzialaja na oslep, tam nie ma zadnej logiki. Quote
swan Posted April 27, 2006 Posted April 27, 2006 ufff w tej chwili skończyłam sprzątać mieszkanie to jest jednak czynność męcząca, przez co terapeutyczna:razz: podłogi schną a ja jestem uziemiona przed komputerem.... chyba zobaczę co jutro będzie robić czy będzie jakakolwiek inna reakcja Tundra, jedno mi nie daje spokoju, jeśli dobrze pamiętam, pisałaś, że Castro też gryzł, jak już nie miał gdzie uciekać jak Ty gryzącego psa otulałaś kocykiem i przytrzymywałaś? Gryzł a Ty nic? Czy raz hapnął, a potem przestał? Ja może taki tchórz jestem, ale Lusi zębów się boję:oops: Quote
Tundra Posted April 27, 2006 Posted April 27, 2006 Castro jest malym pieskiem 30 cm. Ja narzucalam mu ten kocyk na grzbiet i robilam z niego taki maly kokonik, moj syn 20 lat temu w szpitalu po urodzeniu tez tak byl otulany. Wystaje tylko glowa. Oczywiscie wspieral mnie w tych dzialaniach poczatkowo moj maz. Taka wystajaca glowka i odpowiednio przytrzymany kokonik niewiele moga zrobic. Wole nie slyszec co mysla o mnie eksperci :-o ale dla Castro pozostalam przyjacielem, ciagle jeszcze najserdeczniej witanym. Quote
Tundra Posted April 27, 2006 Posted April 27, 2006 Teraz jeszcze sobie pomyslalm, ze Castro to mezczyzna, a Lusia jest jednak delikatna kobitka a te potrafia byc bardziej histeryczne. Moze moj Castro nie byl taki dziki jak Twoja dzika Lusia. Juz raz napisalam, ze uwazam iz nie powinnas sie sugrrowac mafrymi radami na odleglosc. Co by nie robila napewno robisz to dobrze, bo w sluszej intencji , a sukces w koncu przyjdzie ,a ja pierwsza bede sei z niego cieszyla i zazdroscila piknych przezyc. Quote
swan Posted April 27, 2006 Posted April 27, 2006 jasne że przekalkować się recepty nie da, ale taka "burza mózgów" pomaga i przychodzą mi różne pomysły do głowy do zastosowania dla Lusi, wg mnie najodpowiedniejsze do jej zachowania i reakcji... Lusia też jest nieduża, ale choinka boję się jej zębów:shake: no nic, jakiś grubszy kubraczek sobie skombinuję i zobaczę kiedyś w niedługiej przyszłości co będzie chciała mi zrobić:p na razie poćwiczę z lassem, przyzwyczaiła się dosyć szybko do sznurka na szyi, dość szybko zaczęła reagować na "nie" wypuszczaniem sznurka z zębów, może jak się przyzwyczai do lassa to przestanie baba panikować i zacznie patrzeć o co chodzi, może się wtedy znowu z nią dogadam:p Quote
zielony Posted April 28, 2006 Posted April 28, 2006 Witam sedecznie.Swan gratuluje JESTEŚ DZIELNA.Przypomniałem sobie jak to było ze mną na początku.AZ mam uszy czerwone. Zapomniałem dodać, że przegryzają linke.Rozumiesz dlaczego ludzie przywiązują psy do drzew na drutach. Takie zachowanie to naturalna obrona przed tym co ma naszyji. to miejsca najczęściej atakowane przez inne psy .Szyja ,kark.Nie może być to kojażone z HYCLEM.Jeśli jest to fobia to trzeba ją zwalczyć , wyleczyć. Koń jak ma lasso naszyji też walczy,kot,jakiekolwiek zwierze czy człowiek bez jego zgody.A zgoda znaczy akceptacja. Zjadła z ręki po takiej akcji:multi: To jest więc sukces.Więcej wiary w to co robisz.Spokojnie SPOKOJNIE SPOKOJNIE .Analizuj to na spokojnie. Mi teraz tez przyprowadzili 5 latka który żle reaguje na smycz.Kiedy go zapytałem czy nie dostawał smycza lania? Odparł , że pracuje za granicą i niewie bo to żona sie opiekowała.I ruszył z kopyta.Też były kłopoty z zarzuceniem linki na jego szyje, Wogule gdziekolwiek.Ale w końcu udało się ,chwila przerwy i na przód.Weszliśmy do kojca wciągnąłem go na kolana bardzo powoli odpiołem smycz i zdjołem linke.Tak został przez chwile i powoli zszedł.Teraz obserwuje mnie bardzo uważnie a ja go ignoruje, narazie .Gdyby chciała Cie ugryż to dawno by to zrobiła.Trzymam kciuki. Tundra a Twój psiak potrafił chodzić na smyczy jak łapałaś go w kocyk czy bał się dotyku??. Pozdrawiam Marek. Quote
Tundra Posted April 28, 2006 Posted April 28, 2006 Castro nie umial chodzic na smyczy. Wynosilam go przed dom, a on sie najpierw na niej miotal, przylegal do czegos, najczesciej do plotu, zeby miec gdzies oparcie tak jak w domu w swoim kacie i stal..stal.. stal...sztywny. Wczesniej napisalam juz, ze przez dwa pierwsze dni sie wogole nie wyproznial. Ceremonial wychodzenia powtarzalismy bardzo czesto. A z kocykiem to bylo tak: zapedzalam psiaka w jakis kat- co nie bylo trudne-i staralam sie go tak uchwycic na klatce, zeby nie mial moich dloni w zasiegu swoich zebow. Maz stal obok i szybko owijal go kocykiem.Miotal sie oczywiscie i klapal zebami. Raz czy dwa nawet mnie przygryzl, ale naprawde, teraz wydaje mi sie to nawet nie grozne. Szybko sie poddawal ale jeszcze szybciej i dlugo uciekal do swojego kacika. Potem cykle owinietego psa zaczely sie wydluzac, az w koncu skorzystal z mojej oferty pozostania na kanapie. Dlugo jeszcze z duza doza rezerwy. Quote
Tundra Posted April 28, 2006 Posted April 28, 2006 Mam znajoma, ktora prowadzi u siebie w domu cos w rodzaju prywatnego schroniska. Ma zawsze ok. 30 psow swobodnie poruszajacych sie po calym domu i ogrodzie. Ile razy przyjmuje nowa biede stawia ja zawsze na jakims powyzszeniu, aby dac jej poczucie bezpieczenstwa i mozliwosc "kontroli "nad trund dla niego sytuacja. I moze jeszcze jedno moje spostrzezenie- ja nie uzywam przy psach ciezko przestraszonych odrozy. Szelki uwazam za o wiele lepsze. Obroza jest oczywiscie, ale tylko na wszelki wypadek. Czesto psy, ktore nie potrafia chodzic na smyczy dostawaly u mnie w obrozy kaszlu, podobnego do tzw.kannelowego(?). Szelki rozkladaja sily inaczej i wydaje mi sie, ze nawet zapinanie, dotykanie psa jest dla niego w tym momencie mniej nieprzyjemne. Oczywiscie musialam regularnie je kontrolowac i ciagle kupowac nowe. Quote
swan Posted April 28, 2006 Posted April 28, 2006 Tundra, Twój opis Castro bardzo bardzo przypomina mi zachowanie Lusi. To zachowanie na smyczy, ucieczka w kąt, gryzienie przy próbie dotyku. Jak do niej podchodzę za blisko to ucieka, nie atakuje. Nie atakuje dłoni z jedzeniem, ani nie gryzie jak w czasie gdy z dłoni bierze jedzenie, iskam ją pod brodą. Natomiast nawarczy na mnie, jeśli jedzenie leżące przed nią na ziemi zabieram. Albo jeśli linkę zwisającą z jej szyi próbuję wziąć w rękę zbyt blisko niej. Oczywiście gdy na mnie warknie, zgodnie z radą p. Mrzewińskiej odwarkuję i moje jest zawsze na wierzchu. Na początku moje warknięcie wzbudzało jej kolejne i tak coraz głośniej aż reagowała ucieczką z pokoju. Potem reagowała ucieczką z popiskiwaniem na drugi koniec pokoju. Teraz jak się odwarknę, to zamyka paszczę i oblizuje nos, więc chyba wygrałam:cool1: ale jakbym chciała manipulowac przy jej obroży, to na 99,9 % dziabnie ugryzła jak odpinałam jej smycz w dniu jak przyjechała, na szczęście miałam grube rękawice wczoraj chciałam jej zdjąć resztkę odgryzionego lassa z szyi po "walce" ale się bałam, że może być jeszcze tak mocno spanikowana, że nie wytrzyma napięcia i się na mnie rzuci...:oops: (ja wiem, ona jest mała, ale chomik też boleśnie i głęboko gryzie, a musielibyście widzieć rękę mojego TZa po ugryzieniu przez kota ) a potem spróbowałam tego karmienia z ręki, wzięła, to może by jednak nie ugryzła.... myślę że spróbuję, jak się przygotuję psychicznie, bo nawet jeśli ugryzie, chcę być spokojna i nie reagować panicznie:p :oops: Quote
swan Posted April 29, 2006 Posted April 29, 2006 zielony, Ty masz trochę daleko, jesteś pewien? 13-14 maja najprawdopodobniej robimy u mnie zlot dogomaniacki łączący osoby z kilku wątków czarnych psiaków, może się przyłączysz? będzie nocleg wprawdzie na podłodze na materacach, ale zawsze:cool3: Quote
zielony Posted April 30, 2006 Posted April 30, 2006 Witam serdecznie.To nie jest daleko. 14 maja wypada mi dyżur w schronisku dlatego potrzebuje troche czasu aby ten problem rozwiązać. Ale chciałbym wiedzieć to na 100% , że to13-14 maja. Coś nowego u Lusi? Quote
joaaa Posted May 3, 2006 Posted May 3, 2006 Swan, zaniedbałam Lusię i Ciebie zajęta Feniksem ale teraz przebrnęłam przez wszystkie strony. Przede wszystkim wielkie wyrazy uznania!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Super sobie radzisz, chyba masz talent do psów!!!!!!!!!!!!:cool3: Moje wnioski na teraz,spróbowałabym na tym etapie z klikerem. Mi kliker bardzo pomógł przy zakładaniu obroży(i zdejmowaniu). Sam ruch ręki w kieruku szyjji-klik-nagroda. Stopniowo coraz dalej. I wychodzenie z klatki(w przypadku Fena): łapa 2 cm dalej-klik-nagroda. Feniks był bez kontaktu ok. 2-tyg., nie wychodził na dwór 1,5 miesiąca. Ja bym spróbowała teraz karmić ją tylko z ręki. Trzymam kciuki!!!!!!!!!!!! Zielony, masz wiele racji i doświadczenia, pozwolisz,że skorzystam! Pozdrawiam. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.