Jump to content
Dogomania

DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!


Recommended Posts

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

A ja mysle, ze w tym nie ma nic dziwnego.
Juz wczesniej zastanawialam sie jak to bedzie kiedy ona wyjdzie z budynku.
Przeciez ona u Ciebie byla kompletnie wyizolowana.
Nawet tak przestraszony pies zeby nabierac pewnosci musi poznawac nowe rzwczy, zapachy, dzwieki, inne zwierzeta, innych ludzi.....
Tylko stykajac sie z tym moze to sobie " oswajac", sortowac, uodparniac sie na to- czyz nie dlatego nazywa sie to oswajaniem.
Tamten " swiat" juz sobie uporzadkowala, a to nowe to dla niej rzut na gleboka wode- znowu nowe, znowu obce, i tyle tego naraz.
Znow potrzeba czasu. Jedyne stale co zostalo to Ty, a to strasznie duzo.
Bedzie dobrze- inaczej byc nie moze.
Ciesze sie, ze ona trafila do kogos takiego jak Ty- bo mimo wszystko nie mowisz nie dasz rady, ani co gorsza- zrobcie to za mnie( bo tego nikt by sie chyba juz nie podjal)
A napewno BEDZIE DODRZE!!!!
Chcialbym ogromnie pomoc Ci inaczej......

Posted

z myślą, że mogę nie dać rady, już się oswoiłam:p

to nie jest fajna perspektywa, że ona do końca swojego pewnie jeszcze długiego życia, będzie żyła w kojcu, bez fajnego kontaktu ze mną ani z innymi ludźmi i zwierzakami, ale wiem, że taka wersja tej historii też jest możliwa

W pierwsze dni w kojcu wyglądała ciekawie na świat i szybko do mnie przychodziła, po kilku dniach dopiero się tak wycofała. Jakby się na mnie obraziła;)

Ale nie ma innej opcji. Myślicie, że mi ludzie nie mówią, pukając się (na szczęście wirtualnie) w czoło, po co ja trzymam takiego psa/nie psa? Radzą, żeby wypuścić i będzie spokój. No ale przecież to to samo, co dać w łeb łopatą:angryy: tylko może jeszcze okrutniejsze, bo najpierw by była sponiewierana przez świat.....

Jeśli ktoś mądry i doświadczony, jakiś fachowiec, wie co robić i uważa, że mając ją u siebie, jest w stanie zrobić coś w miarę szybko,albo przynajmniej spróbować, bo przecież szkoda kolejnych zmarnowanych miesięcy jej życia, to sama Lusię tam zawiozę. A potem odbiorę, jak będzie trzeba. Bo ja nic więcej ponad to co robię, nie umiem i nie mam pomysłu. Zawiozę żeby Lusia mogła żyć normalnie.

Ale zdaje się nie ma takiej osoby, więc jadę dalej swoją ścieżką i zobaczę, co nam się uda osiągnąć.:p

Wiecie, w dniu przeprowadzki Lusia dostała środek na uspokojenie. Który świetnie działał przed i po łapaniu, a w trakcie łapania nie widać było, żeby cokolwiek miała w krwiobiegu:evil_lol:

Ale jak już była w kojcu i adrenalina trochę opadła znowu chemia doszła do głosu i Lusia się uspokoiła. Podchodziła spokojnie, a nie nerwowo, do ręki z jedzeniem. Ba , podchodziła do mojej ręki bez jedzenia:crazyeye: Mogłam do niej gadać do uszka, głaskać normalnie po głowie, iskać za uszkiem, a ona się wszystkiemu poddawała, nie uciekała, nie robiła uników. Wyglądała i zachowywała się jak normalny domowy pies, któremu jest błogo z powodu pieszczot i głaskania i obecności człowieka. ech, serce bolało, bo wiedziałam, że to wyłącznie zasługa lekarstwa. I ona nie wie , że to głaskanie i wskoczenia na kolanka jest przyjemne. Normalnie się tam wtedy rozkleiłam nad nią:placz:

no nic, na razie kudłata potargana paskuda siedzi w swojej budzie i nie bardzo chce się zapoznać ze światem zewnętrznym.

Posted

Ta czesc Twojej wypowiedzi co inni pokazuja, radza lub sobie mysla-
pomijam. Nie warto tym sobie glowy zaprzatac.
Ja po prostu chyle przed Toba czola- robisz wiecej niz mozna, bo nikt inny sie tego trudu nie podjal!!
A ciagle i nieustannie bede powazala- BEDZIE DODRZE, bo wierze w przyjazn czlowieka i psa. Ta przyjazn to przywiazanie, troska i bezpieczenstwo- wzajemne. Ta moze byc uwarunkowana, bo ociazona przeszloscia, ale przyjdzie. I moze byc troche inna niz z kazdym innym psem.
Ale przeciez i my chcemy byc akceptowani takimi jakimi jestesmy i nie do konca mamy ochote sie zmieniac.

Z opowiesci pozytywnych-
na Mallorce w organizacji z ktora wspolpracowalam, byl pointer, okrutna bieda. Kiedy tam trafil mial ok. 2 lat. Ludzie skrzywdzili go bardzo- obcieto mu brutalnie przednia lape. To okrucienstwo mozna bylo zobaczyc reszty sie domyslec. Nie pozwolil do siebie podejsc ani sie dotknac. W pozie wiecznie skulonej- nie bij- chowal sie po ciemnych katach. Zal im go bylo, chcieli go co nieco zscjalizowac, i przeniesli go do budynku, do psow pod specjalna opieka.
Wyskoczyl przez okno, pokaleczyl sie i biegal w panice.
Wiec zostawili go w spokoju. Po prostu tam byl przez ponad 3 lata. A z czasem zaczal okazywac coraz wieksze zainteresowanie czlowiekiem i w tym roku znalazl swojego czlowieka, a jego opiekunowie uznali, ze mozna im obojgu zaufac. Ta historia ma swoj happy end.
Ludzie na Mallorce mieli latwiej niz Ty nie musieli codziennie stawiac sobie pytania czy Trias robi postepy. Ich uwage odwracala dziesiatki innych potrzebujacych, a on byl bezpieczny.
Ty masz 3-4? normalne psy i Lusie, ktora do nich porownujesz. Nie warto. Ona juz chyba zawsze bedzie ta normalna inaczej, ale nie gorsza.
I bedzie dobrze!!!

Co do srodkow uspokajajaych, przypomnialo mi sie, ze moje kolezanki, ktore tez mialy doczynienia z takimi strachulami, wspomagaly sie jakimis srodkami homeopatycznymi. Sprobuje dojsc do tego co to jest.

Posted

mam swoich 4 psy i trzy koty, moje koty się bardziej zachwują po "psiemu" niż Luśka:p

ja nie wymagam, żeby ona była przylepą i psem "kolankowym"

ale żal serce ściska, jak widzę, że ona się ciągle boi, zamiast uspokoić, i że musi siedzieć w tym kojcu na dworze, a nie może być blisko ludzi w ciepełku

mogłaby po prostu tutaj mieszkać, dostawać jedzonko i wychodzić na spacerki

taka kruszynka ani miejsca nie zajmuje ani dużo nie zje

a tak to siedzi w tej budzie, sama

i to mnie najbardziej męczy

pozostaje jeszcze pytanie, czy dogada się z resztą zwierzaków w domu

to jest pytanie baaaardzo wybiegające w przyszłość, ale akurat tak się składa, że mam w domu dwie suki, z czego jedna jest po bardzo długim pobycie w schronisku, nie jest młodziakiem i jest bardzo humorzasta i zazdrosna, choć nie agresywna do stopnia gryzienia, to lubi postraszyć i pokazać, że ja jestem tylko i wyłącznie jej

a Lusia to też nie mięczak, więc tutaj obawiam się kłopotów

ale zobaczymy co czas przyniesie:p

Posted

Swan, Tundra ma rację, to co inni mówią, to ich sprawa.
I chrzań ich!!!! :eviltong:
Robisz co możesz.
I dajesz z siebie wszystko.

Pewnie lepiej byłoby, zeby Luśka była w domu, z psami, kotami, ludźmi.
Wrzucenie na głeboką wodę daje dobre efekty.
Szczególnie jak są inne osobniki tego samego gatunku.
Wtedy trzeba w jakiś sposób wymusić np. wychodzenie na dwór.
A, poza wymuszaniem uczą się od siebie.
Ale nie zawsze warunki na to pozwalają.

Posted

Witam serdecznie. Nie poddawaj kurna!!!(wiśta wio łatwo powiedzić) Swan,Paulina T pamietacie nasze spotkanie? Mam to całe nagranie. Pamietacie jak intensywność gryzienia moich rąk a właściwie próba gryzienia z minuty na minute malała. Nawet mnie nie zraniła no troszke w jednym miejscu zdarła naskurek i to wszystko. Na tyle prób jakie poczyniła w kierunku mojej ręki. Ale była na lince. I co potem sie działo? Weszła mi na nogi w pozycji siedzącej wtulona w moje uda. Po zdjeciu linki za drugim razem (bo za pierwszym razem uciekła po chwili) siedziała zdecydowanie dłużej. I zabrakło 1 dnia aby zaczeła chodzic na lince za mna baz szarpania. To pozwoliło by socjalizować ją wśród innych psów. (naśladowonie zachowań) Szkoda, że mieszkamy tak daleko od siebie. Swan Musiała bys robic dokładnie tak jak ten specjalista, może nawet do końca jej dni. Atego niestety trzeba sie nauczyć. TRZYMAM NADAL KCIUKI. Pozdrawiam Marek. http://www.schronisko.infocomp.pl

Posted

ha, przyłapałam ją

poszłam sobie do łazienki, a tam jest okno wychodzące na jej kojec

i co widzę? Lusia chodzi sobie po kojcu i ciekawie wygląda na podwórko:crazyeye:

no to ja galopem po lornetkę i patrzę co ona tam kombinuje

a ona najpierw próbowała się podkopać pod kratami - szybko się poddała, bo tam jest betonowa podłoga:diabloti:

no to próbowała otworzyć bramkę, ale chłopaki zrobili mocną zasuwkę i kratka jest na tyle dopasowana, że nie uda się jej tamtędy wyjść:eviltong:

próbowała przez chwilę przegryźć kraty:razz:

a potem poszła na tył kojca i próbowała się przecisnąć między kratami a ścianą:cool1:

jak mi się wydawało,że zaczyna mi znikać z oczu, to rzuciłam lornetkę, wskoczyłam w płaszcz i buty na piżamę i poleciałam ją łapać

sierota ze mnie, ale ja już mam schizę na punkcie uciekających psów:oops:

Przecież nawet mała Lusia nie jest w stanie przecisnąć się przez szparę szerokości 2 cm:oops:

jak mnie zobaczyła, to spojrzała, odwróciła się tyłem i weszła do budy:shake:

ech, będziem próbować dalej oswajać dzikusa

Zielony, ja się nie poddaję, ja mam doła, bo jestem chora:eviltong: ;)

Posted

" Trafila kosa na kamien"
albo
" wart pac palaca"
czyli ona sprytna, a Ty upart.
Ale jak dziewczyna mysli to warto dla niej.
I widze, ze zabawa sie zaczyna.

Posted

No i racja z tą chorobą była, joaa, a właściwie Lusia nie jest chora, tylko "uszkodzona":-(

Od kilku dni było lepiej, zaczęła do mnie przychodzić, częściej ją widziałam na zewnątrz, widziałam,że długo polegiwała na legowisku, które jej przygotowałam na zewnątrz budy. W miejscu zacisznym i osłoniętym od deszczu, ale z którego widać podwórko, położyłam jej starą puchową kurtkę. i ostatnio dużo ją tam widzę jak leży i ogląda podwórko.

Wczoraj wieczorkiem poszłam do niej z jedzonkiem. Jak wcinała to zobaczyłam, że łańcuszek, który przyczepiłam jej do obroży, jest mocno zaplątany, jest dwa razy krótszy niż powinien i na końcu ma kłąb splątany. No to jak ona jadła, to ja delikatnie wzięłam końcówkę i udało mi się prawie cały rozplątać, zanim zjadła:multi:

jasne , była trochę zaniepokojona, ale ponieważ nie ciągnęłam, nie uciekła

sama się zdziwiłam:roll:

dzisiaj zrobiłam podobnie, postawiłam miskę tak, że musiała stać bokiem do mnie, ona sobie jadła, a ja ją dotykałam po głowie

i wiecie co, pierwszy raz udało mi się dotknąć jej grzbietu:multi:

no dobra, teraz te gorsze wieści

trochę już się uspokoiłam, więc mogę opisać po kolei

przy dotykaniu głowy i karku zauważyłam, że coś nie tak z jej obrożą

jest dość mocno przesunięta do tyłu

wcześniej myślałam,że to dlatego, że ciągnie za sobą ten łańcuszek , a obroża jest dosyć luźna

ale dzisiaj udało mi się dotknąć jej obroży i okazało się, że jest naprężona

patrzę i patrzę i próbuję coś zobaczyć w jej włoskach (akurat ma dłuższe w okolilcach karku) i....:crazyeye: wreszcie zrozumiałam, ona przełożyła jedną łapę przez obrożę i ma ją na sobie jak szarfę przełożoną przez jedno ramie:crazyeye: a przecież obroża nie była aż tak luźna:shake:


nie widziałam nic więcej, bo mała ciągle ostatnio uciekała

wczoraj zauważyłam,że jak zjada i staje przede mną, to podnosi prawą przednią łapkę

już się bałam,że sobie coś zrobiła, nawet udało mi się ją dotknąć i nie zauważyłam reakcji bólu

poza tym jak chodziła to stawała na tą łapkę

nie widziałam opuchlizny, krwi, nic z tych rzeczy

a to dlatego, że ją uwiera pod pachą:angryy:

no i co więcej, jak już widziałam gdzie patrzeć i czego szukać, to patrzyłam i szukałam i ten straszny wiatr mi pomógł - wiatr rozwiał włosy i zobaczyłam,ze łapkę ma pod pachą mokrą, raczej głównie osocze, troszkę krwi....:shake:

poznałam wreszcie ten zapach, który od paru dni do mnie dochodził, ale nie skojarzyłam go wcześniej z Lusią, myślałam, że to z kotłowni sąsiada, która jest tuż obok:oops: tak pachniała kiedyś zgorzel , jak byłam u dentysty:shake:

niestety wygląda na to , że ona już może sporo dni tak tą obrożę mieć, bo już się tam coś paprze:-( :mad: :shake:


ech, człowiek bezsilny, bo się paskuda ani obejrzeć, ani dotknąć porządnie, ani obmacać nie da

próbowałam coś dzisiaj sama zrobić z tą obrożą, ale po kolejnym podejściu, próbie odpięcia obroży , nawet przecięcia obroży w czasie, jak ona je, w końcu się wkurzyła na mnie, że tak ciągle kombinuję, i poszła do budy i już nie wyszła:shake:

dzisiaj już było ciemno, po pierwsze przy świetle latarki nic nie zrobię, po drugie sama nic nie mogłam zrobić, brakuje mi rąk

jutro rano będzie światło dzienne i będzie TZ

mam pomysł, żeby odciąć jej drogę ucieczki do budy (zastawić czymś wejście), wejść do kojca z TZem, nakryć ją starym prześcieradłem, skrępować jak mumijkę, TZ przytrzyma (duży jest, powinien dać radę) a ja przetnę tą paskudną obrożę....

zobaczymy co dalej, pojadę do weta, może mi coś da w tabletkach, jakiś antybiotyk nie w zastrzyku...:p

Wiecie co, ręce mi opadają, mam psa, który nawet jak sobie zrobi krzywdę, to po pierwsze bardzo trudno to zobaczyć, a jak już zobaczę, to nie mogę jej leczyć albo szybko pomóc:mad: :cool1:

taka bezsilność budzi normalnie wściekłość we mnie:angryy:

Posted

no właśnie, z tym że ja jestem przyzwyczajona, że radzę sobie sama z moimi obowiązkami

a w tej sytuacji do Lusi potrzeba więcej niż dwie ręce, dwie ręce trzymają psa, dwie uwalniają z obroży....

nie ma siły, musi poczekać do jutra....

Posted

A może podać jej jakiegoś ogłupiacza(np.sedalin) i zrobić wtedy porządek i dokładnie obejrzeć?
Jak się paskudzi, to trzeba będzie pewnie codziennie przesuszać.

Posted

jak ją łapałam poprzednio, bo przenosiłam do kojca, to dostałam od weta tabletkę. Nie wiem co to było, bo dostałam tylko wycinek listka, taka maleńka okrągła niebieska tabletka. To się stosuje do uspokojenia psa np na sylwestra. Wet mi powiedział, że nic innego na wynos mi nie może dać. Nie wiem, jak silny jest ten sedalin, może tego właśnie nie może mi dać....

W każdym razie po tej tabletce, którą Lusia dostała, była ogłupiona do czasu, aż czegoś od niej nie chciałam. Jak zaczęłam kombinować z łapaniem itd to nie było widać żadnego ale to żadnego ogłupienia......

Moim największym bólem jest, żeby jej to jak najszybciej zdjąć,żeby więcej nie urażało. Potem pojadę pogadać do weta. Najwyżej będę ją łapać codziennie....:cool1:

Jeśli to skaleczenie jest pod łapą, z boku, to mam szansę dotknąć ją tam jakimś tamponem ze środkiem w czasie jedzenia, trochę to czasu zajmie, ale nie trzeba będzie łapać, taką mam nadzieję. Chyba że Lusia nagle odmówi zbliżania się do mnie.

Muszę coś szybko zjeść, bo mi ręce "latają" i idziemy do Lusi. Trzymajcie kciuki

Posted

ufffff, już po wszystkim:p

i wyobraźcie sobie - poradziłam sobie sama:multi: to znaczy, nie chodzi mi już o samodzielność :eviltong: tylko o to , że nie trzeba było jej łapać na siłę!!!!:multi: :multi: :multi:

miałam gotowy plan i tz stał w kotłowni za uchylonymi drzwiami i czekał, aż go zawołam do pomocy, a póki co się chował,żeby Luśki nie spłoszyć

a ja poszłam ze śmietnikiem domowym i łopatką do kociej kuwety niby że sprzątać:cool3: no i oczywiście sprzątałam i rzucałam jedzonko tak, żeby maleńka wyszła z budy i poszła jeść, a wtedy ja bym zastawiła wejście do budy koszem na śmieci. Potem już miałam łapać prześcieradłem, po złapaniu miałam wołać tza i on by trzymał, a ja bym cięła

ale jak zamknęłam wejście do budy a Lusia to zobaczyła, to się schowała w kącik kojca

i zrobiłam to, co pokazał mi Zielony jak był tutaj, a potem wiele razy z nią robiłam już sama, jak można do niej podejść w kąciku, usiąść koło niej, głaskać po głowie, a ona nie ucieka

i udało mi się, nie warczała, nie uciekała

dała się pogłaskać, rozgarnąć włoski na karku, dotknąć obrożę, pomacać obrożę, pociągnąć obrożę:crazyeye: :crazyeye: :crazyeye:

i siedzi, widać że wystraszona, ale nawet zębami nie kłapnęła:loveu:

chciałam przeciąć obrożę, ale była tak ciasno,że jak próbowałam ją podważyć, to Lusia aż się wzdrygnęła:shake:

no to próbowałam rozpiąć, musiałam do tego zdjąć rękawiczki, licząc na jej litość nad moimi dłońmi

ale tutaj znowu trzeba było mocno manipulować przy zapięciu, bo to jest mała ale jednak skórzana i sztywna obroża, i im bardziej manipulowałam, tym mnie bardziej bolała ta jej rana:oops:

a ta nic, siedzi dalej i nie ucieka ani nie kłapie:loveu:

w końcu poszłam jednak na cięcie, udało mi się podważyć delikatnie obrożę i przeciąć paskudztwo

jak tylko puściła, słuchajcie, jej wzrok, normalnie jak ja tam ulgi i wdzięczności nie widziałam, to jestem krasnoludek:loveu: :loveu: :loveu:

i dalej tam siedziała, dała się trochę pooglądać, poodchylać włoski, dałam jej jedzonko, normalnie prawie mi wchodziła na kolana, żeby więceji szybciej dostać:loveu: :loveu: :loveu:

i mogłam ją głaskać po całej głowie itd:loveu: :loveu: :loveu:

i ta rana, bo to bardzo ważne, nie jest wcale jakaś głęboka, do końca to ona sama sobie zdjęła tą obrożę, bo oczywiście była lekko przyklejona, ale przyklejona, nie wrośnięta

jest na pewno obtarcie, osocze i mocno podrażniona i przytarta skóra, nic więcej nie zobaczyłam

Lusia apetyt ma jak złoto:loveu: więc nic złego jej nie może być:multi:

na razie zostawiłam ten śmietnik przed budą, żeby mi się nie chowała, żebym mogła ją do końca dnia obserwować i jak trzeba, jakoś przemyć tą ranę

ale już wiem, że jak trzeba zasuszać, przemyć, to sobie powinnam dać radę:multi:

PS mam nadzieję, że nie przerobi mojego domowego plastikowego śmietnika na confetti:diabloti:

Posted

byłam już u weterynarza pogadać

przed wyjazdem do miasta poszłam do Lusi, chciała wziąć obrożę, żeby wet mógł ....powąchać ten zapach:evil_lol:


poszłam i obroży nie znalazłam, szukam i szukam i znalazłam to:



Lusia zeżarła obrożę:mad: dobrze, że widać, że wybredna była, wszystkie metalowe części zostawiła:evil_lol:

pogadałam z weterynarzem opisując całą sytuację

na razie poradził mi smarowanie rivanolem, jako że nie widać żadnej głębokiej rany
mam Luśkę obserwować, czy ma apetyt, twierdzi, że póki pies ma apetyt, to nie mam się czym martwić. A Lusia apetyt ma, oj ma:evil_lol: :cool3: :loveu: przedwczoraj, jak jeszcze miała na sobie tą nieszczęsną obrożę, to jak ją karmiłam i za wolno podawałam jedzonko, to podnosiła się na tylne łapy, żeby samej szybciej dosięgnąć ręki:loveu: ona wcześniej nigdy nie pozwoliła sobie na taką frywolność:crazyeye: :loveu:

No i teraz kwestia tej obroży. Missieek, to była naturalna skóra, prawda?:cool1:

bo jeśli tak, to nie powinno być kłopotu

będę sprawdzać, czy nie wyszła z Luśki przodem albo tyłem:razz: no i obserwować ten apetyt, bo jak zmaleje, to zwiążę babulca jak baleron i zawiozę do weta na siłę:diabloti:

Guest Mrzewinska
Posted

Metalowe czesci zostaly - czyli jadla spokojnie i wytrwale. To powinna poszatkowac na kawalki takie zeby wyszly. Widzialam borderka, ktory zezarl kawaly gabki z wlasnego materacyka, wyszly tylem... a wydawalo sie ze bedzie dramat. To byly oderwane kawaly gabki wieksze niz kurze jajko. Obroza nie byla przeciez bardzo szeroka, powinno by wyjsc.

A poza tym mysle, ze jednak nie jestes krasnoludkiem!!!!!
Moze juz najtrudniejsze dni za Wami.

Zofia

Posted

Witam serdecznie. Brawo. Jesteś tak daleko, ze nie powinnaś mieć juz :multi: :multi: :mad: żadnych obaw co do poprawienia Waszych relacji. Może warto pomysleć o pokazywaniu Lusi jak ma wygladac zabawa i kontakt z innymi psami z Twoim udziałem. Bez narazie kontaktu z Lusią. Niech pozostanie obserwatorką co jakis czas. No chyba ,że to robisz. A cała reszt tak jak do tej pory tylko odrobine odważniej. Pozdrawiam . http://www.schronisko.infocomp.pl

Posted

Swan, brawo!!!!
Ja też myslę, że teraz powinno pójść szybciej.
Pamiętam, że z Feniksem też kiedyś tak było przy szczepieniu,
jeszcze jak był na SGGW. To znaczy, że jak zobaczył, że nia ma
gdzie uciekać i nie może ugryźć(bo miał założony kaganiec),
to poddał się, jakby stwierdził "no dobra, róbcie, co macie zrobić!"
I jeszcze jak jak z nim ćwiczyłam na SGGW, jak już zaczął wychodzić
z klatki, to zawsze starałam się zamykać klatkę, wtedy ćwiczyło
nam się o wiele lepiej.

Guest Mrzewinska
Posted

Wychodzi ta obroza po kawalku????

Napisz, prosze, czy suka nie ma problemow z trawieniem.

Zofia

Posted

byłam u Lusi w południe, specjalnie przy świetle dziennym, żeby ją obejrzeć.

Załatwia się normalnie, śladów po wymiotach niet. Nie zobaczyłam śladów skórzanej obroży, ale jak do jutra nie zobaczę, to zbadam pozostałości po jej obiadkach dogłębnie:diabloti:

Póki co Luśka ma apetyt jak złoto, niemal biegiem do mnie przychodzi po jedzenie, zaraz widać, że chętniej chodzi. Nic dziwnego, przecież bardzo ją bolało wcześniej.

Pije też bardzo dużo. Przez ostatnie 5 dni wypija 1,5 litra wody dziennie. Co idę do niej, to miska sucha:crazyeye:

No i to na razie tyle. Pokombinuję z jakimiś może spuszczanymi drzwiczkami do budy, na sznurek, żebym mogła łatwo odciąć jej drogę ucieczki jak będę chciała coś z nią potrenować.

Póki zima, nie mogę jej budy zlikwidować. Na lato mogę wymyślić inne legowisko, wystarczającą ją chroniące, a nie będące taką dobrą kryjówką przede mną:diabloti:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...