Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dominika, sprobuj z pastuchem elektrycznym , umieszczonym poza kojcem ale bardzo blisko , tak aby w momencie ucieczki po przejsciu przez siatke po kilku krokach natknela sie na niego .
Moze drastyczne ale skuteczne dopoki tam nie mieszkacie. Tych psow nigdy nikt nie wychowywał i nie poswiecał im czasu wiec to bedzie chwile trwało.

  • Replies 528
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Tez pomyslalam o pastuchu ale jakos tego nie widze logistycznie. Raz zreszta widzialam, jak pies chcial przelezc i wpadl w pastuch i dostal takiego wyleku, ze uciekl i nie dal sie juz zlapac:(
Lepiej pomyslec o zrobieniu murowanego kojca, troche wiekszego niz teraz, wiem, ze nie planowaliscie takiej "budowli" na dzialce :roll:
Jest jeszcze jedno wyjscie, gdybyscie nie dawali rady, mozna sunie odwiezc do dawnego domu.
Przykro mi bardzo, ze tak wyszło. Tego własnie sie balam, ze beda chcialy uciekac, ale kurcze nie wiedzialam, ze siatka da sie przegryzc :shake:

Posted

Lulka, jezeli maja ogrodzone z kazdej strony to nie uciekna " na wprost" tylko do kojca. Wiem o czym piszesz ale tamten pies miał wolna przestrzen.
Myslę, ze jedzenie w kojcu przekona je do pozostania , jak rownież wydaje mi sie, z eone nie tyle tesknia do starego domu co do kontaktu z człowiekiem. Tu może pomóc tylko czas , cierpliwość i konsekwencja tej Dominice nie brakuje a i TZ stwierdził, ze się przyzwyczaja :)

Posted

:calus:
Dominiko, dopiero teraz mam troche czasu i po zajrzeniu na dogo dostalam info od Lulki, ze psiaki juz sa u ciebie i pojawil sie problem.

Co do ucieczek to faktycznie, ze pies jest bardzo spragniony kontaktu z czlowiekiem dlatego ucieka. Wymaga to duzej cierpliwosci, napewno sie nauczy, ze zawsze wracacie.
A jak juz zamieszkancie to bedzie w siodmym niebie.
Nigdy nie wolno przed wyjsciem zegnac sie z psami. To jest bardzo wazne.

Moja Tara tez na poczatku uciekala (naszczescie tylko do sasiada) strasznie chciala, zeby ja glaskac i sie nia interesowac.
Nie pomogl nawet porzadny kojec (tak mi sie wydawalo, ze jest bardzo solidny).

Kojec jest na podmorowce, na 1 metr w ziemie fundament, a mimo to okazalo sie, ze odpychala siatke i pomiedzy siatka a podmurowka sie wyslizgiwala. Teraz wiem, ze linka, ktora byla naciagnieta na dole siaki byla za luzna. Zostalo to poprawione i juz nie masz szans na ucieczke.
Choc juz wcale nie ma na to ochoty.

Powtorze sie ale to z czasem sie ulozy, tylko cierpliwosc jest potrzebna.

Przysmakami mozna tez zachecic psa w przebywaniu w kojcu, jesli nie beda chcialy tego jesc to znaczy, ze nie sa glodne i nalezy zmniejszyc racje zywnosciowe.

Pastuch elektryczny jest bardzo dobrym pomyslem, brzmi to strasznie ale po pierwszej stycznosci psa z "pastuchem" juz nie zaryzykuje drugi raz.

Poki co trzeba pieski zabezpieczyc w adresowniki.

Czas, czas i jeszcze raz czas, a wszystko sie ulozy. :multi: :multi: :multi: :multi:
Jak bedziesz miala czas to napisz mi maila, bo tylu stron nie dam rady przeczytac z braku czasu.

Posted

Póki co dzisiaj - bez ucieczek. Biegają luzem, bo kojec się na razie nie nadaje do użytku. Byliśmy w Castoramie, pan Władek kupił zawiasy i skobel, ale jeszcze trzeba wzmocnić cały tył. Zresztą myślę, że i tak bedą próbować, np podkopywaniem. Pan Wiesiek z ekipy mówił, że miał taką sukę, która potrafiła podkopać się pod metrowym fundamentem :crazyeye:, więc dla desperata naprawdę nie ma przeszkody. Czy myślicie, że jeśli zabetonuje się taki pas dookoła (środek nie), to to coś da? Tak mi się wydaje, że pies próbuje kopać zaraz przy brzegu, nie od środka. Wołałabym, żeby miały tam trochę ziemi, bo tak na betonie to niefajnie :shake:

Hmmm... pastuch - skąd to się bierze? Jak to wygląda? W którym miejscu ten drut? I czy tam trzeba pociągnąć przedłużaz, czy to jest na jakieś akumulatory? Jeśli to przyczepię do siatki (a musiałoby być z tyłu), to czy prąd nie popłynie na całej długości siatki? Też się dziwię, że tak rozwaliła tę siatkę, bo to przecież siatka ocynkowana, nie jakaś taka powlekana.

Oddania Soni na razie nie bierzemy pod uwagę. Chyba, że rzeczywiście nie będzie na nią sposobu. Zobaczymy, jak będzie się sprawować w ciągu najbliższych kilku dni. Boże, naprawdę liczę na to, że się przyzwyczai. Na razie zachowuje się zupełnie nieprzytomnie.
Lulka, czy ona w starym domu tez tak leciała do wszystkich ludzi podchodzacych do bramy? (chodzi mi o przymilanie się), bo tutaj tak robi. Viki trochę bardziej z dystansem.

Ewa, napiszę do ciebie wieczorem.

Posted

Dominiko, tak jak napisała Ewa , czas, czas i cierpliwość. Pastuch to ostatecznosc , zreszta pisze sie tylko o tym strasznie a tak na prawde to nie jest on taki zły.
Niech sie przyzwyczaja, niech wiedzą , ze tam jest jedzenie, ze tam przychodza ludzie i je glaszcza itd. Powinno byc dobrze.

ps. z tego co ja pamietam to sie przymilaja bo nikt im czasu z domownikow nie poswiecal wiec szukały zastepstwa.

Posted

Ewo - dzieki ze zajrzałaś ;)

ja niestety bede kilka dni bez netu:(
ale myslami jestem z Wami, jakbym mogla jakoś pomóc to jestem pod komórką. Trzymam kciuki, zeby udało sie spacyfikować Sońkę.

Posted

Bylam przez kilka dni odcieta od swiata i teraz przeczytalam jednym haustem wszystkie wiesci. Mocno wierze w to, ze problemy sa tylko przejsciowe, dziewczyny musza sie przekonac, ze jedzenie jest zawsze i Wy zawsze do nich wracacie.
Dominiko! Zycze Ci cierpliwosci i zeby wszystko raz-dwa-pięć sie ulozylo.

Posted

ŚWIATOWE NOWOŚCI ROZWIĄZUJĄCE WSZYSTKIE PROBLEMY ZWIĄZANE Z UTRZYMANIEM I TRESURĄ PSÓW.

*Ogrodzenie elektryczne jest w 100% skuteczne i całkowicie bezpieczne dla życia i zdrowia zwierząt.
*Montaż ogrodzenia jest wyjątkowo łatwy.


Tu znalazlam info na temat pastucha, mozna zrobic tez wycene takiego urzadzenia.
http://www.pastuchelektryczny.com.pl/index1.html




Moi znajomi tez maja takie urzadzenie, to naprawde nic strasznego.



Po jakims czasie mozna go zdjac jak pies sie nauczy, ze to jest jego dom i nie ma sensu zwiewac. Ale to z czasem.

Posted

No niestety - pastuch bedzie potrzebny jak nic. Sonia skacze przez bramę. Sytuacja w tej chwili podbramkowa, bo nie możemy tam cały czas siedzieć. A jak tylko odchodzę od bramy, to przeskakuje. Niestety, została przywiązana do słupka. I to drutem:placz:. Nic innego nie udało nam się na szybko wykombinować. Jedna smycz już przegryziona. Pan Wiesio przywiązał ją w takim miejscu, żeby ją widzieli, ale nie sądzę, żeby musieli interweniować. Jak pan Wiesio ją przywiązywał, to tak jakoś stanęła, że drut miała pod przednią łapą - podniosła ją i się cofnęła, tak że już jej nie przeszkadzał. Obroża zapięta na ostatnią dziurkę, bo z przedostatniej ściągała. Wierzcie mi dziewczyny - nie miałam wyboru :shake:. Jest absolutnie nie do opanowania - próbuje wszelkich sposobów. A ja nie mogę pozwolić, żeby latała tu po osiedlu, bo sa zakazy wyprowadzania psów luzem., nie mówiąc już o psach bez opieki. Dużo matek z małymi dziećmi.

Rozmawiałam już z panią z tej firmy, co Ewuniu, podałaś. Myślę, że wydzieliłabym miejsce z tyłu działki na takie miejsce dla nich.

Muszę zamówić ten "osprzęt". Tylko chcę wymierzyć ile potrzeba tej linki i innych dodatków.

Posted

Sam elektryzator chyba 234 zł. plus koszt słupków (zrobimy z drewnianych stempli), linki (kabla - puścimy linkę na 3 poziomach prawdopodobnie), izolatory i jakiś dłuuuugi przedłużacz.

Dobra wiadomość jest taka, że dziewczyny coraz bardziej sie słuchają - tzn jak się je woła (zwłaszcza Viki). Natomiast w ogóle jakoś nie dociera do nich, kiedy je karcę ("głosem") - np. nie chcę, żeby wchodziły do domku ekipy. Widać, ze nikt z nimi nie pracował.

Ile czasu myślicie minie, zanim nabiorą kształtów? Bo na razie są nadal chudzinki. Na razie dostają tak: rano suche po 250 g na łeb, i po południu/wieczorem gęste jedzenie (ryż, mięcho, warzywa) - zważyłam - wczoraj i dziś ważyło to ok. kilograma - jedna porcja, wcześniej dostawały mniej (pierwszego dnia pewnie z połowę, bo brałam tylko jeden pojemnik, teraz już dwa). Co myślicie o tych porcjach? Jedzenie znika w ciągu sekund (może z pół minuty) :shake:.

Posted

Dominika, skoro dotychczas, u poprzednich "wlascicieli" suki nie uciekaly (a mialy powody), mysle tu tez wkrotce przestana. John po przywiezieniu tez przez pierwsze tydzien-dwa zwiewal od Azzie, przeskakiwal przez plot, podkopywal sie, zawsze kiedy znikala mu z oczu. Lek przed utrata wybawiciela. Teraz juz siedzi jak krol na dupce i tylko ze dwa razy mial jeszcze zryw, tez kiedy widzial, ze sie gdzies wybiera.

Posted

Fona, ja jestem pewna na 100%, że Sonia ucieka nie dla samego faktu uciekania i z chęci pobiegania sobie. Jest to zupełnie jasne - ucieka tylko, kiedy mnie nie ma. I biegnie prosto na nasze osiedle - czeka (tak sadzę), aż ktoś będzie wchodził lub wyjężdżał samochodem (i otworzy się furtka lub brama), wbiega do naszego bloku i czeka na górze pod drzwiami. Nie biega po okolicy.

Więc naprawdę mam nadzieję, że przestanie.

A to, że tak leci do mnie i tęskni - rozwala mnie zupełnie :oops: ;)

A jak sobie radzili z Johnem? Mogłabyś sprawdzić? (chodzi mi o ten okres, zanim się przyzwyczaił), bo chyba nie pozwalali mu tak biegać?

Dziewczyny - dzięki za pomoc!

Aha, wczoraj po południu jak przyszłam, wypuściłam je bez smyczy (wieziały, że przyniosłam jedzenie, więc przypuszczałam, że raczej nie zwieją) - Viki w ogóle latała ostatnio bez smyczy, bo zostaliśmy tylko z jedną smyczą, jak pisałam, a ona się pilnuje i jak zawołam - przychodzi. Z Sonią trochę gorzej.
No więc wylatały się jak wściekłe :lol:, biegały (pierwszy raz wypuściłam je obie luzem) długo, trochę poleciały w pole, ale jak wołałam to w końcu przyszły (najpierw oczywiście Viki). Tak bedę teraz robić, bo muszą się wybiegać. Zaraz idę.

Posted

Dominika poczekaj jeszcze chwile z pastuchem , to dosc droga inwestycja wiec w ostatecznosci. One powinny się uspokoic ale daj im jeszcze chwile. I jezeli mozesz to popracuj troche nad karnością bo one niestety są kompletnie niewychowane.

Ok dwa miesiące zajmie Tobie dobrowadzenie ich do stanu dobrego .

Posted

Z Johnem bylo latwiej, bo on uciekal z wydzielonej czesci ogrodu i przybiegal pod dom albo wybiegal na droge przed domem i szczekal. Wszystko dzialo sie w jednym miejscu, wiec jak tylko przeskoczyl czy sie podkopal, od razu byl zgarniany i prowadzony na swoje miejsce. Natychmiast tez byl podwyzszany plot w miejscu, w ktorym przeskoczyl, lub likidowany podkop. Tata Azzie caly czas ulepszal ogrodzenie :)
Raz John po spacerze postanowil dolaczyc, kiedy Azzie odprowadzala mnie na pociag, i przebiegl do nas spory kawalek. Oczywiscie nie odprowadzili mnie oboje, tylko Azzie wrocila z Jojnem.

Nie pozwalaj suni wchodzic do mieszkania. Musi od razu wrocic, zeby wiedziala, gdzie jest jej miejsce i zeby umieszczanie na balkonie nie zakodowalo sie jej jako nagroda.

Posted

jestem na sekunde, dorwalam kompa u znajomych, troche glupio tak w gosciach :oops: , ale musze wiedziec co u was.

U moich znajomych jest tez kojec z pastucha. Ale zamiast linek maja siatke. Od dolu nie maja szans, gorzej jak ona skacze przez siatke jak kangur, nie dotykajac jej. :shake: Bo pastuch jest niewysoki w sumie.
Zapytam ich, gdzie kupowali. Wydaje mi sie, ze w lomiankach jest tez taki sklep. Jak sie czegos dowiem to dam znac.

Jakby co to jestem pod telefonem. Jakbym mogla jakos pomoc to dzwońcie. Moge przyjechac prawie w kazdej chwili.
pozdrawiam

Posted

A tego jedzenia to jest dla nich, moim zdaniem, zbyt dużo. Ja wiem, że one są chude i chciałabyś żeby jak najszybciej przybrały na wadze, ale na to potrzeba czasu...
Ja nie wiem, ile powinno się podawać gotowanego, ale sprawdzę w książce jak tylko jakąś znajdę, bo wydaje mi się, że kilogram to strasznie dużo,

Posted

Lulka, ale objętościowo to wcale nie jest dużo, przecież jest tam sporo wody (dlatego takie ciężkie). Na dwa dni wychodzi mi ponad 0,5 kg ryżu (może 0,7), mięcho (tak jak ryż) i warzywa. Czyli to cztery porcje. Tak to porównuję z moją terierką rosyjską i wydaje mi się, że też tyle dostawała (objętościowo więcej, ale rzadsze).

Do mieszkania Soni nie wpuszczam. Ostatnio zostawiłam ją przed drzwiami. A wczoraj panowie zgarnęli ją po drodze (wracali ze sklepu - na szczęście samochodem).
Dziś bede szukać takiej stalowej linki do przypinania, ale poważnie się zastanawiam nad pastuchem. Tak myślę, że bym wydzieliła im taki wybieg z tyłu, słupki 1,5 m (docelowa wysokość pewnie z 1,2 bo trzeba je wkopać). Pani od pastucha twierdzi, że pies nie bedzie próbował przeskakiwać (mówiła, ż z metr wystarczy), bo bedzie się bał, że nie przeskoczy z odpowiednim zapasem - Sonia jak przskakuje nad bramą, to właśnie najpierw wskakuje na nią, podciąga się i dopiero przelatuje na druga stronę).

Lulka, nie stresuj się, staramy się jak możemy. ;)

Posted

Sonia znów zwiała :shake: - ze wzmocnionego kojca. Rozmawiałam już z Lulką - po burzy mózgów z moim mężem zdecydowaliśmy, ze Sonia musi jednak wrócić do starego domu, dopóki nie przeniesiemy się na stałe :placz:. Dopiero wtedy ją weźmiemy.
Myśleliśmy o różnych rozwiązaniach, ale tak: ponieważ czeka nas wkrótce konieczność przeorania działki (traktorem), a potem różne prace ziemne, nie możemy jeszcze grodzić tamtej części. Nie możemy zrobić pastucha, bo trzeba by te słupki ciągle montować i demontować.
Pomysł z linką też jednak odpada, bo co to za rozwiązanie? Przecież nie może być ciągle przypięta. Niestety ona ciągle szuka nowych sposobów, więc jedyny sposób to taki, żeby zamykac ją w kojcu i to dodatkowo przypiętą :shake:. Ale to w ogóle nie wchodzi w grę - to może być rozwiązanie "chwilowe", ale nie na dłużej.
Jak Viki bedzie sama, to nawet nie bedziemy musieli używać kojca, bo jej nie trzeba pilnowac - no, poza przypadkami kiedy ktoś wychodzi (wtedy czasem wybiega, ale tez wraca, jak sie ją zawoła). Zresztą ona czasem wchodzi sobie do kojca (np przed deszczem się chowa). W tej chwili jest "poszkodowana", bo siedzi w kojcu razem z Sonią.

Dziewczyny, jesteśmy z mężem strasznie zestresowani tą sytuacją - to ciągłe wyglądanie, zastanawianie się, czy jeszcze tam jest, szukanie nowych sposobów, no i boimy się, czy nic jej się nie stanie podczas wymykania się i biegania luzem. Mamy ogromne wyrzuty sumienia, że musimy tak zrobić, ale niestety sprawy się coraz bardziej komplikują.

Posted

Sonia dziś pojechała :placz: , spędziliśmy pół dnia w domu prawie się nie odzywając do siebie, wszyscy myśleliśmy o niej.

Zosia płakała - pocieszyło ją dopiero, jak powiedziałam, że teraz będziemy mogli popracować nad Viki i pouczyć ją różnych rzeczy. Kupiliśmy dziś taki drewniany klocek do aportowania. Viki pięknie aportuje! Szybko załapała, o co chodzi. Właściwie bez problemów oddaje zabawkę i czeka, na jeszcze. Mówimy "siad" - siada i czeka. Bardzo się pilnuje na spacerach - ogląda się i wraca.
Przyjrzałam jej się dzisiaj i stwierdziłam, ze nabiera już kształtów :cool3:. Jak wychodziłam, nie pchała się tak szaleńczo - już chyba się przyzwyczaja.

Lulka, błagam, czuwaj nad Sonią, zeby miała co jeść. I daj znać, jak ona się czuje.

Posted

Mi tez bardzo smutno, szkoda mi psa (jest to pies wyjątek, bo wcale sie nie cieszyl w starym domu...), żal mi Was :-( Wczoraj to nawet nie umiałam się cieszyć jak wiozłam dwa psiaki do adopcji. Ale dziś wstał nowy dzień i myślę sobie, ze bedzie dobrze.
Rozumiem, ze chcecie nadal Sonie i nie mam szukać jej domu? Czy potrzebujecie jeszcze chwile, zeby sie zastanowic?
Dziekuję Dominiko za kase na jedzenie, bede jej wozic regularnie. Wczoraj dostalam tez od Chrupka worek karmy 15 kg.
Jak tylko sie uporam z porzadkami w domu to do niej pojade. ;)

Guest
This topic is now closed to further replies.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...