Behemot Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Pracuję w domu, więc z Sonią jestem prawie non-stop, a i to wydaje się za mało! :cool3: Nie wyobrażam sobie, jak radzą sobie z wychowaniem szczeniaka ludzie, którzy pracują poza domem i nie ma ich codziennie przez np. 8 godzin :crazyeye: Toż to robota jak przy dziecku! A może to tylko Snia jest aż tak bardzo absorbująca...? Jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie? Quote
an3czka Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Ja też siedzę z Basco non stop. Też uważam, że to mało. Jak muszę wyjść to tak mi przykro, ze sam zostaje...:-( Uwielbiam się na niego gapić jak je, pije, śpi, bawi się. Nigdy mi się to nie nudzi. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała go codziennie zostawiać samego. To takie kochane, kontaktowe stworzenie... Quote
Behemot Posted January 27, 2006 Author Posted January 27, 2006 Ja bym Sońkę najchętniej wszędzie zabierała za sobą, ale nie zawsze się da... :shake: Na przykład jutro idziemy na domówkę. Właściciele mają kota, więc obecność Sońki odpada... Ona do tej pory chyba raz w życiu widziała kota i nie jestem pewna, jakby zareagowała, a wolę nie ryzykować. No i szczeniar posiedzi sam w domu parę godzin :-( Może kupię jej yorka do towarzystwa? Miałaby czym rzucać po calym mieszkaniu :cool3: Quote
an3czka Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Jeśli Basco zostaje sam, to zawsze wcześniej musi pobiegać i to sporo. Niech biedactwo śpi, gdy nas nie ma. Lepsze to niż czekanie i tęsknota... Raz czy dwa w jego życiu zdarzyło się, że niewybiegany został na chwilę, ale to były wyjątkowe sytuacje. Nie lubimy go zostawiać. Jeśli tylko się da, to bierzemy ze soba. Bagażnik to dla niego buda, więc sobie tam śpi grzecznie.:loveu: Quote
Behemot Posted January 27, 2006 Author Posted January 27, 2006 an3czka napisał(a):Jeśli Basco zostaje sam, to zawsze wcześniej musi pobiegać i to sporo. Niech biedactwo śpi, gdy nas nie ma. Lepsze to niż czekanie i tęsknota... A może my trochę nadopiekuńcze jesteśmy? :confused: Quote
an3czka Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 A czy to źle wpływa na Sońkę? Bo na Basco nie. Dużo osób choćby tu, na Dogo pisze, ze ich pies, niezależnie czy wybiegany czy nie demoluje dom, gdy zostaje sam. Ja takich jazd nie mam, więc najwyraźniej wszystko jest w porządku. Basco podczas naszej nieobecnosci śpi. Nie wyje, nie szczeka tylko śpi, więc wszystko ok.:lol: Quote
Behemot Posted January 27, 2006 Author Posted January 27, 2006 an3czka napisał(a):A czy to źle wpływa na Sońkę? Nie, oczywiście, że nie, ale tak sobie myślę: może ja ją za bardzo rozpieszczam swoją stałą obecnością? Może przez to zabraknie jej samodzielności? Podczas naszych nieobecności Sońka też nie demoluje domu, więc chyba jednak aż tak strasznie nie przeżywa tych rozstań ;) Quote
an3czka Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Jakiej samodzielności?:icon_roc: Samodzielności pozbawia się psa biorąc go ciągle na rączki "bo coś mu się stanie" (np. źle stanie łapką, poślizgnie się, upadnie, przestraszy liścia, itp.), nie pozwalajac na kontakty z innymi psami ("bo przecież wszystkie psy chcą mojego zjeść!"), a nie przebywając z nim non stop. Pies jest stworzeniem towarzyskim i potrzebuje kontaktu z człowiekiem. Należy się tylko cieszyć, ze nie musimy z bólem serca zostawiać naszych kundli codziennie rano i wio! do pracy!:cool3: W razie wątpliwości czy wszystko gra sprawdzasz, jak Ci pies reaguje na pozostawienie go samego. Jak reaguje? Jak najbardziej prawidłowo!:eviltong: Quote
Rauni Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Mądrzy ludzie mówią, że liczy się nie tyle ilość (oczywiście w rozsądnych granicach), ale jakość. Moje psy spędzają codziennie same w domu około 5-6 godzin, cały ten czas przesypiając (zostawiałam dyktafon aktywowany głosem i nagrywał moje zamknęcie drzwi oraz potem ich otwarcie po powrocie :lol:). Takiego pełnowartościowego czasu poświęcam moim psom około 3-4 godzin dziennie - w takim sensie, że rzeczywiście wtedy coś z nimi robię, a nie tylko po prostu jestem w domu. Na spacerach cały czas wynajduję im zajęcia - aportowanie, szukanie przedmiotów, trening posłuszeństwa, ćwiczymy też agility, w domu też się bawimy w różne głupoty. Mam dwa bardzo aktywne psy, ale wygląda na to, że taka ilość czasu w zupełności im wystarcza, bo resztę albo przesypiają albo zajmują się same sobą. Oczywiście jeśli jest taka możliwość, to zabieramy je ze sobą w różne miejsca, na wycieczki, do znajomych etc - wtedy psy mają dodatkowy bonus spędzenia ze swoim państwem całego dnia, ale to się na ogół zdarza w weekendy. Quote
an3czka Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 No tak. Jeśli ktoś jest zmuszony zostawiać psa samego lepiej jeśli czas, ktory mu poświęca jest świetnie zagospodarowany. Ja mam taki komfort, ze moge sobie "pracę" z psem rozbić na cały dzień. Quote
BORA Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Ja ze swoją Torą spędzam każdą wolną chwilę :lol: Kilka razy w tygodniu muszę wyjść na uczelnię na parę godzin, ale wtedy nie zostaje sama. Nie wyobrażam sobie teraz, żeby miała sama zostać, chyba byśmy dywanów nie mieli, bo ona lubi je gryźć. A najlepsze jest to, że od dzisiaj zaczynam 3 tygodniowe ferie, bo moja uczelnia jest wyjątkowa i nie mamy sesji zimowej :multi: Będę miała czas, żeby ją nauczyć załatwiania się na podwórku, bo od dzisiaj zaczynamy, w końcu mrozy puściły :lol: Quote
SuperGosia Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Behemot napisał(a): Nie wyobrażam sobie, jak radzą sobie z wychowaniem szczeniaka ludzie, którzy pracują poza domem i nie ma ich codziennie przez np. 8 godzin :crazyeye: Dlatego, kiedy moje male byly szczeniakami, bralam urlopy przy pierwszym psiaku tygodniowy, przy drugim starczyla 3-dniowka. Psa starszego stazem zdarzalo mi sie brac na poczatku do pracy, ale nie jest to dobry pomysl i raczej go odradzam osobom, ktore maja taka mozliwosc. Moj pies np. gdy musial zostac w koncu sam w domu wprawdzie niczego nie zdemolowal, ale posikiwal (nie siusial, bo nie wytrzymywal - bylo to raczej kilka sikniec w roznych miejscach, to samo przydarzalo sie, gdy musialm wyjsc do sklepu na pol godziny) i ciezko mu sie bylo przyzwyczaic do nowej sytuacji. Obecnie mam dwa psy; w tygodniu siedza same po te 8 godzin i podejrzewam, ze wiekszosc czasu przesypiaja (0 demolki, siusiania i kupek :lol: ). Piec dni w tygodniu poswiecam psom (indywidualnie - godzina z jednym, potem z drugim - i oprocz spacerkow oraz pielegnacji) ok. godziny czasu - wtedy sa zabawy, trening wystawiania (by leniuchy nie zapomnialy jak sie ladnie prezentowac). Weekendy praktycznie cale poswiecam psom, zabieram je w odwiedziny do "babci", lazimy na 6-7 godzin do parku (od razu tam spozywam obiadek ;) ). Najgorzej jest teraz, zima :shake: Ale tez nauczylam sobie z tym radzic; zamiast trenowac na dworzu bawimy sie w podziemnych garazach pod blokiem, gdzie jest duzo miejsca, malo samochodow, a ochrona patrzy na to przychylnym okiem (psy biegaja, aportuja, cwicza wykonywanie polecen na powierzchni 10x wiekszej od mojego "eM"). Dodam, ze ma tu znaczenie fakt, ze psy tam sie nigdy nie zalatwiaja. To tymczasowe rozwiazanie ma 1 defekt - musze tam z nimi lazic o 2-giej w nocy, kiedy wszyscy mieszkancy wstawia juz swoje samochody. Ale czego sie nie robi z milosci ;) Quote
Behemot Posted January 27, 2006 Author Posted January 27, 2006 SuperGosia napisał(a):Obecnie mam dwa psy; w tygodniu siedza same po te 8 godzin i podejrzewam, ze wiekszosc czasu przesypiaja (0 demolki, siusiania i kupek :lol: ). Sonia właśnie spędziła prawie 3 godziny sama w domu i po powrocie też zastałam idealny porządek :lol: Myśle, że i ona przesypia czas naszej nieobecności. Nawet gazetki były niezasiusiane, co jest dla mnie ogromnym sukcesem - 3 godziny wstrzymywania się w ciągu dnia to dla niej bardzo dużo! Quote
Behemot Posted January 27, 2006 Author Posted January 27, 2006 Mam jeszcze taką sprawę. Sonia - jak każde dziecko - chciałaby, żeby caly czas się nią zajmować: pobawić się albo chociaż posiedzieć koło niej i popatrzeć jak gryzie kość ;) Pracuję, więc nie zawsze mam na to czas. A ona co chwila mi przynosi: a to piłeczkę, a to sznurek do przeciągania. Kiedy próbuję ją ignorować, protestuje, szczekając lub skamląc albo wskakuje przednimi łapkami na biurko i depcze mi klawiaturę ;) Albo próbuje zwrócić na siebie uwagę, "demolując" kosz, w którym są jej zabawki. Już nie wspomnę o tym, że co 2 godziny (a czasami i częściej) prosi o wyprowadzenie jej na spacer. Co robić? :roll: Jak jej "wytłumaczyć", że czasami musi zająć się sama sobą? Bywa, że na dłuższy czas skupi się na kości czy suszonym ścięgnie, ale są takie dni, kiedy prawie ani przez chwilę nie daje mi spokoju. Dodam, że wiele razy w ciągu dnia wychodzę z nią na dwór. Kilka razy dziennie biega bez smyczy, ma dużo ruchu, zabawy poza domem. Ach, te dzieci, te dzieci...! :cool3: Quote
BORA Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Wyrośnie z tego, ale kiedy to ciężko powiedzieć. Mój pies, który ma 4 lata woli sobie poleżeć w spokoju niż kogoś zaczepiać, a jest taki już od 2 lat, może trochę więcej, wiem, że nie pocieszyłam :evil_lol: Jak Sonia będzie już taka leniwa to pewnie będziesz tęskniła za tą jej szaloną naturą :lol: Behemot fajnie masz, pracować w domu to moje marzenie, które się pewnie nie spełni. A można wiedzieć co robisz? Quote
SuperGosia Posted January 27, 2006 Posted January 27, 2006 Behemot napisał(a): Co robić? :roll: Jak jej "wytłumaczyć", że czasami musi zająć się sama sobą? Bywa, że na dłuższy czas skupi się na kości czy suszonym ścięgnie, ale są takie dni, kiedy prawie ani przez chwilę nie daje mi spokoju. Dodam, że wiele razy w ciągu dnia wychodzę z nią na dwór. Kilka razy dziennie biega bez smyczy, ma dużo ruchu, zabawy poza domem. Ach, te dzieci, te dzieci...! :cool3: Twardo ignorowac, a jak rozrabia zwrocic jej uwage, ze nie wolno. Ja np. nauczylam swoje maluchy reagowania na slowo "NIE" - jest to bardzo przydatne, bo nie paletaja mi sie pod nogami kiedy np. robie cos w kuchni. NIE znaczy: nie bede sie bawic, nie dostaniecie czegos-tam, pani chce miec troche spokoju, itd. A teraz cos smiesznego ;) , co zpapugowala po mnie kolezanka :lol: . Zbliza sie czas spaceru, a ja musze np. porozmawiac przez tel lub mam mokre wlosy. Wtedy mowie JESZCZE NIE. I obydwa psy kumaja, ze zaraz wyjada na spacer, ale JESZCZE NIE w tej chwili. "Komende" ta wprowadzilam od razu jak u mnie zamieszkaly. Quote
an3czka Posted January 28, 2006 Posted January 28, 2006 SuperGosia u mnie jest podobnie. Choć mojemu psu pozwalam na wiele i czasami daję się bardzo męczyć, to jak mowie stanowczo "NIE!" lub kompletnie go ignoruję, uspokaja się. Idzie wtedy spać lub zajmuje się sobą. Basco jest psem, który szybko się rozkręca, ale równie szybko uspokaja. Behamot trudno stwierdzić z czego pies wyrośnie a z czego nie. Choć zawsze słyszałam teorię, że psa powinno się nauczyć tego i tego, lub oduczyć tego i tego, bo potem będą problemy. Okazuje się, że nie zawsze (przynajmniej w naszym przypadku). Basco jako mały chłopczyk zawsze chciał wchodzić za mną do każdego pomieszczenia. Mi to nie przeszkadzało. Obecnie jeśli drzwi np. od łazienki są przymknięte, to wchodzi, lub je otwiera (sprawdza co ja tam robię). Jeśli są zamknięte to kładzie się obok i czeka, aż ludź wyjdzie:lol: . To samo z chodzeniem na smyczy. Nie udało nam się oduczyć małego Baniutka ciągnięcia. Obecnie nie idzie tak ładnie przy nodze (choć na "równaj" równa), ale nie szarpie się, nie ciągnie. Myślę, że w wielu kwestiach pies z czlowiekiem się dociera, to przychodzi z czasem. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.