Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Witam.

Mam 16 letnia suczke, kundelek, 8kg. Zawsze byla bardzo spokojna i opanowana. W tym roku byla az nadto spokojna. Od 9 do 17-18 zwykle jest sama w domu, gdyz wszyscy sa w pracy a drugi pies zdechl w zeszlym roku z powodu niewydolnosci serca. Od roku nie zalatwila sie w domu. Z racji wieku jest juz mocno glucha i troche niedowidzi. Byla wesola, chetnie jadla. Od ponad pol roku bierze fortekor, na krazenie. Ale od miesiaca cos sie z nia dzieje. Zaczelo sie od nocnego dyszenia i lazenia bez celu miedzy pokojami zagladajac do pokoju, obrot i spowrotem do innego. I tak przez 2h. Najpierw myslalem ze to nawrot ropomacicza, na ktore byla leczona w lutym, ale suka sie nie lizala i nie miala wyciekow, ale objawy niepokoju byly takie same, tez dyszala i lazila. Wtedy rowniez stwierdzono obecnosc kamieni nerkowych czy moczowych, juz nie pamietam. Weterynarz dal jej jakies zastrzyki na krazenie i uspokojenie i przez 3 dni bylo Ok. Pozniej niepokoj wrocil. Ponownie poszla do weterynarza i znow dostala jakies zastrzyki oraz listek karsivalu, znow bylo lepiej 3 dni a potem gorzej. Ponownie po 3 dniach, jakies zastrzyki, znow chwilowo lepiej a potem gorzej. Wreszcie jednego wieczoru suka wpadla w panike. Trzesla sie, dyszala, biegala. Przypominalo to strach jaki ja dopadal, gdy slyszala strzaly na dworze w sylwestra ale teraz z racji swojej gluchoty wiem ze strzal musi byc glosny by go uslyszala, a wtedy nie strzelano. O 1 w nocy bylismy u weterynarza gdzie dostala cos na uspokojenie o przedluzonym dzialaniu co, jak pozniej sie okazalo, dzialalo 1h. Cala noc nie spala i sie trzesla. Rano dalem jej tabletke na odrobaczenie oraz hydroxyzine. Miala ona ja uspokoic, ale dzialala doslownie 1h, po czym suka wybiegla jakby ktos odpalil w domu peterade. W koncu pojechala do lekarza i dostala zastrzyk czegos co ja wylaczylo na 18h. Miala pobrana krew i wlasciwie nic nie wynika. Wskazniki obnizone to leukocyty (norma 9-10, wynik 6,9) oraz limfocyty(norma 12-30, wynik 10), ale to podobno wynik lekow jakie dostaje. Jedyny wskaznik podniesiony to AP ( norma 20-155, wynik 760). Wskazuje on podobno na nowotwor, ale wyniki krwinek tego nie potwierdzaja, lub na silny stres, co by sie zgadzalo. Teraz suka ma takie napady leku. Chodzi za mna i niby jest ok, a za chwile zaczyna sie trzasc i sapac, chce by ja wziac na rece. Wezme na rece, poloze na lozku i spi, ale gdy sie rusze i ona sie obudzi to od razu zaczyna sie od nowa. Najczesciej dzieje sie to wieczorem i w nocy, nie chce sie polozyc, drepcze miedzy pokojami, wskakuje na lozko i zaraz zeskakuje. Uszy caly czas postawione jakby nasluciwala. Do tego gdy wychodze z nia na dwor to ona idzie wszedzie ale nie chce wrocic do domu, do klatki i po schodach trzeba ja wpychac. Wczesniej nie chciala isc dalej jak wokol bloku i nie dluzej jak 10 minut, a teraz idzie na godziny spacer po okolicach jakie nie odwiedzalismy od kilku lat. Do tego wyglada jakby sie uspokajala na takiej wycieczce.
Obecnie dostaje: karsivan(2x1/2), hydroxyzine(2x1), fortekor (1x1/2), hepatil(1x1).

Czy to jakas choroba psychiczna? Krazenie podobno ma OK. Inny weterynarz zaproponowal jakas chorobe metabolizmu, co podtruwa mozg. Inny podejrzewa ze gluchota tak na nia dziala, zaczyna zmyslac. Moze kamienie chca wyjsc? Zastanawia mnie tempo rozwoju, w sumie 3 tygodnie od pierszych oznak do paniki. Teraz mam wolne wiec moge ja na rekach trzymac, ale w koncu trzeba wrocic do pracy i zostanie w domu sama.

Posted

Przeczytalem te tematy i zwykle cos mi sie nie zadza. Nigdzie nie jest opisane dokladne to samo. Mozliwe ze to kwestia opisu, ludzie roznie widza zachowanie psa. Problem jest tez taki ze objawy sa dosc skape. Suka jest po prostu w ciaglej panice, uszy postawione jakby nasluchiwala. Kladzie sie spac i spi, ale upadnie dlugopis i juz jest zdenerwowana. Nie wyglada by cos ja bolalo, bo nie pokazuje tego. Nie ma problemow ze zdrowiem, bo wczoraj byla na 4,5km spacerze po okolicach jakich w zyciu nie odwiedzala i nie miala problemow by nadarzyc. Problem jest ja wziac na typowy spacer sprzed poczatku choroby. Wtedy chodzila wokol bloku i jak chcialem troche zmienic trase, np isc prosto zamiast skrecic do domu, to stawala na rozejsciu z pytajacym wyrazem "czemu nie idziemy do domu?". Teraz w ogole nie chce isc po starej trasie, w kazda strone ale nie jak zawsze. Chyba po prostu mozg jej sie popsul.

Posted

Według mnie ona cierpi.Napisałeś,że jest podejrzenie o nowotwór.Ma ataki i bardzo się boi.Przy tobie jest wyciszona i śpi,ona czuje się bezpieczna i odpoczywa.Może to okrutne co napiszę,ale ja skróciła bym jej męczarnię.Miałam kilka lat temu taką sytuację i bardzo żałuję,że nie pomogłam odejść mojej Sarze.Zachowywała się identycznie jak Twoja.Latałam po wetach,nawet operację wycięcia macicy jej zrobili i nic nie pomogło.Nacierpiała się tylko,a my w domu wraz z nią.Dwa miesiące umierała,męczyła się,my ją ratowaliśmy i wszystko i tak na nic.Nie każdy wet powie,że nie ma szans.Będzie "ratował',a według mnie nie warto.Zrobisz jak uważasz,ale pomyśl tylko o tym,że ona cierpi,i jeśli to rak,to jeszcze najgorsze przed Wami.Być może się mylę i oby tak było,ale pomyśl i o tym.A jeśli to jest coś z psychiką,to też nie warto jej męczyć.Po wielu doświadczeniach wiem,że w takich przypadkach nie warto męczyć się samemu i patrzeć,jak najlepszy przyjaciel cierpi.Życzę Ci wytrwałości i zdrowego rozsądku.Bardzo współczuję.Przepraszam za to co napisałam,ale prosisz o radę,więc. . . . .

Posted

Tez obstawiałabym zmiany starcze w mózgu. To również prawda, że utrata słuchu może spowodować podobne objawy, lęki, itp.
Co do ropomacicza - nie zawsze musi być wyciek, może to być tzw. ropomacicze zamknięte, kiedy ropa gromadzi się w macicy i nie wypływa na zewnątrz, ale to powinno być wyraźnie widoczne na badaniu krwi.
Jezeli to kwestia psychiki trzeba by poszukać weterynarza, który zna się dobrze na lekach psychotropowych, czy nawet skonsultować się dodatkowo z behawiorystą, a jeszcze lepiuej psychologiem zwierzęcym (jest cały jeden w Polsce ;)), i dobrać coś do stałego podawania, co pozwoli jej normalnie funkcjonować (leki trzeba by było w tym przypadku podawać codziennie, na stałe, bo każda przerwa powoduje nawrót lęków). Ze względu na wiek suczki jest to po prostu odwlekanie końca i pomoc jej w normalnym funkcjonowaniu możliwie jak najdłużej. Bo faktycznie, jeżeli nie znajdziecie przyczyny, pies będzie cierpiał, cierpi już w tej chwili i ja bym nie przeciągała jej męczarni, jeśli leki okażą się nieskuteczne.
Pamietajcie, że na pełny efekt terapeutyczny wielu leków psychotropowych trzeba poczekać nawet przez 3-4 tygodnie stałego podawania; to nie jest tak, że coś się jej poda i momentalnie piesek zdrowy...

  • 2 weeks later...
Posted

Mój pies kiedy skończył 16 lat dostał ataku padaczki . Po nim miał taką ilość adrenaliny że potrafił jak w transie chodzić w dom tam i z powrotem przez kilka godzin . Myślę że u twojej suki strach powoduje wydzielanie takiej ilości adrenaliny że piesek potrafi nakręcić się na długie godziny . To jest bardzo niebezpieczne u starszych piesków . My naszemu z racji wieku oprucz luminalu nic nie mogliśmy podać . Musisz porozmawiać z jakimś specialistą i jak najszybciej wprowadzić leczenie uspokajające psa bo jak tego nie zrobisz to piesek padnie z wycięczenia.

Posted

[quote name='kpa']
Obecnie dostaje: hydroxyzine(2x1)



[quote name='ewa11211'] Musisz porozmawiać z jakimś specialistą i jak najszybciej wprowadzić leczenie uspokajające
:no-no-no:

Posted

Pisałeś, że sunia dostaje Fortekor- to zdaje się na serce?Mój ś.p staruszek też to brał.
Powiem Ci tak, nasz Dżekuś dożył ponad 18 lat pod naszym dachem, ok.16 roku życia stwierdzono u niego chorobę serca. Po ok roku miał atak padaczki i od tej pory dostawał Relanium. To był koszmarny okres. Relanium działało na niego jak narkotyk, choć ataki padaczki już się nie powtórzyły, czyli lek spełniał swoje działanie. Ostatnie pół roku życia, Dżek praktycznie wegetował. Fakt, miał wilczy apetyt i ogromną chęć życia, ale niestety praktycznie pół dnia musiał spędzać zamknięty w pokoju, gdyż "kołował" jak w amoku. Chodził bez sensu, wciskał się głową np. w szparę między szafą a ścianą i wył gdyż nie potrafił wyjść. Wyraźnie odczuwał jakiś wewnętrzny niepokój- być może spowodowany chorobą serca. Dla swojego bezpieczeństwa zamykaliśmy go w pokoju wychodząc z domu.
Były okresy, kiedy był "normalniejszy", bywało też gorzej. Często leżał, popiskiwał, wzdychał, ale było w nim widać ogromną chęć życia. Bardzo starał się dorównać młodszym psom.
Uśpiliśmy go tydzień po 18 urodzinach, w zasadzie bez przekonania- znów lepiej jadł, ale nie miał kompletnie sił aby utrzymać się na łapkach. Wiesz, teraz z perspektywy kilku lat wiem, że zwlekaliśmy zbyt długo z tą decyzją. To po prostu było niehumanitarne z naszej strony. Pies się ewidentnie męczył. Zwierzak nie powie Ci co mu doskwiera, być może bardzo cierpi, ale nie pokazuje Tobie tego- taki był właśnie Dżek. Gdy dostawał ostatni w swoim życiu zastrzyk zaszczekał w taki sposób, że nie zapomnę tego do końca życia.
Przepraszam, że tak sie rozpisałam bo naprawdę rzadko rozmawiam z kimkolwiek o śmierci swoich psów.
Postaraj się spojrzeć obiektywnie na swoją sunię i oceń czy jest to godne życie.

Posted

Zajrzyj do książki Dodmana "Pies który kochał zbyt mocno". W jednym z rodziałów opisana jest wiekowa suczka, której przypadek jest niemal identyczny z Twoim - niedługo po pojawieniu się opisanych objawów zdiagnozowano u niej nowotwór; w momencie pojawienia się objawów które opisujesz był jeszcze niewykrywalny w badaniach krwi ale już na pewno się rozwijał.

Posted

No tak tylko to mogą być i objawy wielu innych schorzeń tym bardziej, że wiele z postu Kpa prosi się o wyjaśnienie. Chocby sprawa stwierdzonej (?) kamicy i co dalej...
Nocny niepokój to też objaw przewlekłego bólu- noc zawsze nasila objawy
Leczenie wydaje mi się z opisu dość chaotyczne...
Leki też mozna by zmodyfikować
No nie wiem , ja bym pomyślała o dobrym wecie

  • 1 month later...
Posted

Nie pisalem dlugo, bo chcialem sie przyjec jej zachowaniu nieco dluzej. Bylo tak, ze sie bardzo denerwowala i nagle spokoj. Kilka dni spokoju i znow sie zaczelo. Jednego dnia pojechalem z nia do weterynarza gdzie dostala Kalmaid. Bylo lepiej 3 dnia a trzeciego jak mnie nie bylo w domu wskoczyla do wanny i pogryzla waz od prysznicu (taka metalowa spirala) Po tym wydarzeniu przez dwa tygodnie byla spokojna. Wydawalo sie ze jest wszystko Ok. Jedyne co to widac bylo ze nagle stracila sluch. Moglem wejsc do domu gdy ona siedziala 2 metry od drzwi tylem i mnie nie slyszala. Jeszcze miesiac wczesniej to by sie nie udalo. Caly czas dostawala Fortekor, 2 tabletki hydroksyzyny (maksymalna dawka na jej wage), podwojna dawke KalmAid, carsiva. Tak sam myslalem ze to moze bylo jakies zapalenie ucha, co by potwierdzalo ta gluchote, niepokoj jakby cos slyszala i podniesione wskazniki zapaleniowe we krwi (ale nie jestem weterynarzem). Zaczalem dawac jej mniej hydroksyzyny (bo to mial byc lek na chwile, a mijal juz miesiac), po 5 dniach zszedlem do jednej tabletki. Chcialem sie z wiadomosca o mozliwym zapaleniu ucha przejechac do weterynarza ale stalo sie. Tego dnia po powrocie do domu mieszkanie bylo zniszczone. Suka pogryzla kable zasilajace od komputera, wiezy i tylko szczescie, ze najpierw wyszarpala wyrwala gniazdko ze sciany sprawilo ze ja na miejscu nie zabilo. Sciagnela monitor komputera, przeciagnela przez sciane kabel telewizora, co bylo osiagnieciem bo latwe to nie bylo. Mogla jeszcze sciagnac nowy telewizor, ale widac ten kabel ja znudzil zanim do tego doszlo. Byla na stole, pogryzla kwiaty, pozrzucala je, byla w lazience, pogryzla proszek do prania. Byla nawet na stole w kuchni i na mikrofalowce stojacej na tymze stole. Do tego na oknie byly slady wskazujace ze lazila po parapecie dosc dlugo, bo szyba byla posliniona w poziome pasy. Byly tez slady po ktorych mozna bylo wnioskowac, ze stala na tylnych lapach oparta o szybe. Pogryzla metalowe sitko. Wywalila wszystko spod wanny, widac chciala sie tam ukryc. Cos jeszcze bylo ale juz nie pamietam. Nigdy w zyciu czegos takiego nie zrobila (oprocz tego prysznicu 2 tygodnie wczesniej) wiec zastanawiajace jest co sprawilo, ze taki pies z zaparciem zul kable zailajace. Ile bolu miusialo jej sprawiac gryzienie metalowego sitka. Co ja pchalo do pogryzienia torebki z proszkiem do prania, ktorego sie pewnie tez niezle najadla. Co ja pogonilo na szybe w kuchni i jak wpadla na pomysl pogryzienia kwiatkow na stole. Matka jak to zobaczyla byla przerazona. Duzo w domu nie mamy, podlogi na drewnianej nie mozna bylo nigdy zalozyc bo psy zasikaja i specznieje, wiec stara wykladzina. Dywany to stara zaraza bo i tak wiadomo bylo ze zasikaja. A teraz pies zaczal niszczyc reszte domu. Gdyby nie ten przypadek ze slabym gniazdkiem w scianie to psa by na miejscu zabilo. Nadgryziony kabel mogl spowodowac pozar. Przed oczami byla tez wizja, ze nastepnym razem moze znow pogryzc kable zasilajace a nawet przewody do wody bo sa w latwo dostepnym miejscu a doswiadczenie w gryzieniu metalowych rurek juz ma. Kupowac kolejnych lekow uspokajajacych i trzymac warzywo w domu tez nie chcialem. Mialem juz jednego psa, zyl 16 lat, rozsypalo mu sie serce i zalowalem potem ze go nie uspilem. Koncowy etap trwal miesiac. Ledwo oddychal, ledwo chodzil. Sikal pod siebie. I ciagle wydawalo sie ze juz jest lepiej, ze swobodniej chodzi, leki lepiej dzialaja ( teraz wiem ze sam sie oszukiwalem, pies robil 10 a nie 9 krokow na minute a ja widzialem poprawe). W koncu serce przestalo dzialac, spuchly mu lapki a dzien pozniej zdechl. Nie chcialem jeszcze raz tego samego. W zwiazku z tym Dasza zostala uspiona.

Posted

Kpa,uważam,że dobrze zrobiłeś.Wiem co czujesz,ale dla Daszy,należała się pomoc w przejściu na drugą stronę.Biedna,musiała bardzo cierpieć,jeśli zrobiła taki sajgon w domu.Nie wiemy,na ile pies potrafi myśleć,gdzie jest granica,ale ona najwidoczniej chciała umrzeć i w ten sposób szukała ulgi.Chciała wyjść,szukać pomocy.Może chciała,żeby ją prąd zabił.Psy mają instynkt i może czuła ten prąd,czuła,że to zabija.Nie wiem,ale myślę,że ja też bym tak postąpiła jak Ty.awaidziałam kiedyś,jak byłam dzieckiem,jak pies walił głową o własną budę.Zuszu leciała mu krew,a on nie przestawał.W końcu padł.Nie można było mu pomóc,bo nie pozwolił do siebie podejść,był w takim szale.Trwało to kilka godzin.Potem,po latach znowu widziałam podobną sytuację.Jeden i drugi pies nigdy nie byli puszczani z łańcucha.Ten pierwszy miał prawie 20 lat,nigdy nie chorował.Jego właściciel nie puszczał go na wolność,bo wszyscy go się bali i podsuwali mu jedzenie kijem.A ja mając 5 lat weszłam mu do budy i in siedział ze mną i mnie lizał,a ja go całowałam.Rodzice i babcia opowiadali,że byli pewni,że ja z tej budy żywa nie wyjdę.Nic mi nie zrobił i zawsze babcia dawała mi kostki,a ja mu zanosiłam do budy.Tylko mnie kochał i tylko na mnie nie warczał.Nigdy go nie zapomnę,choć byłam małą dziewczynką,pamiętam go całe życie.Miał na imę Tex.Jeśli człowiek widzi,że nie ma już ratunku i wie,że jego zwierzątko cierpi,powinien mu pomóc.Ja uważam,że dobrze zrobiłeś.


Czy masz nowego przyjaciela?Mogłabym Ci w tym pomóc,jeśli nie masz,a myślisz o tym,żeby w Twoim domu mieć nowego pieska.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...