Jump to content
Dogomania

Historia "NERO" ma wreszcie swój HAPPY END !!! :-))))


Recommended Posts

  • Replies 892
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Jomar - też mam nadzieję - czekam! :)

Tym bardziej, że wczoraj Neruś mnie po raz kolejny zachwycił - jest coraz piękniejszy i coraz bardziej ujmujący. Jestem u niego tylko raz na tydzień a już Nero mnie rozpoznaje, widzę, że cieszy się, że do niego przyszłam, rodzi się jakaś więź.
To młody psiak - i z nowym właścicielem na pewno bardzo szybko by się zżył - jestem przekonana!
Tylko nikt nie chce spróbować... :sad:

Nie wiem - chyba zbyt odstraszająco dla ludzi brzmi informacja w ogłoszeniu, że pies wymaga pracy w wychowaniu - ale z drugiej strony - czy coś takiego odstraszy prawdziwego psiarza?

Dla mnie w posiadaniu psa najfajniejsze jest właśnie to, że dzikie z pozoru, czy obce zwierzątko można sobie wedle własnych aspiracji ułożyć. Tresura czy inne wspólne zajęcia, nawet zabawa - wyjątkowo zbliżają do siebie właściciela i psa - tworzy się więź o wiele silniejsza, niż taka z psem, który tylko leży grzecznie na kanapie!

Co sądzicie? Jak szukać tego domu dla Nero?



* * * * * * * *
Rozliczenie:
ostatni stan konta Nero to 3551,81 pln
wczoraj za kolejny tydzień pobytu Nero w lecznicy zapłaciłam 155 pln,
więc bieżący stan konta to: 3396,81 pln

Posted

psiarza nie odstraszy ale możesz napisac w ogloszeniu zamist tego, że potrzebuje odpowiedzialnej osoby, która chodzilaby z nim do szkoleniowca i uczyla go pod okiem kogos wykwalifikowanego...brzmi chyba mniej zrażajaco...?:roll:

Posted

Ja niestety będę brutalna - sądzę, że przy obecnym zachowaniu Nero, domu dla niego nie znajdziecie.
Uważam, że potrzebna jest albo osoba, która podejmie się regularnej pracy z Nero - pracy nie skomplikowanej - ale nauki normalnego cywilizowanego choć trochę życia.
Od ponad miesiąca jestem na SGGW w zasadzie codziennie - znam wszystkie psiaki z niezakaźnego i ze wszystkimi wychodzę na spacery - choć z Nero najrzadziej. Nero potrzebuje osoby, która poświeci mu czas - nie 10 minut dziennie ( a tyle ja mu mogę dac).
W innej sytuacji sądzę, że nawet jeśli znajdziecie mu dom - bardzo szybko ludzie, którzy go wezmą zrezygnują z niego.
Tyle czasu poszło trochę na marne, jesli chodzi o zachowanie i cywilizowanie Nero - sądzę, że czas coś zmienić. To ładny, młody pies - już w zasadzie wyleczony - na pewno mógłby być czyimś psem - ale trzeba włożyć w niego trochę pracy.
Jesli ktokolwiek jest w stanie podjąć się codziennej ( lub prawie codziennej) pracy z tym psem może oczywiście sam za pewne zaoferować swoją pomoc na SGGW lub skontaktować się ze mną - jestem na SGGW w zasadzie codziennie od 8 rano. Jesli nikt taki się nie znajdzie - uważam, że powinniście zdecydować, posiadając środki finansowe o np. skierowaniu go na szkolenie stacjonarne - bo lecznicę zaraz będzie mógł opuścić a jego siedzenie tam nadal - bez pracy nad nim jest stratą i pieniążków i czasu.
Jesli znajdzie się ktoś chętny do pracy z Nero - jak napisałam wcześniej może zadzwonić do mnie i jako wolontariusz pracować z psem w ustalonych dniach i o ustalonych porach. ( tel (022) 446 99 16)

Posted

Będąc wczoraj na sggw miałam wolne 20 min i wyszłam z Nero na spacer. Nie było żadnych problemów , pies do wyjścia szedła spokojnie a na spacerze trochę ciągnał chwilami ale jet to normalne dla psa niespuszczanego.
Ogólnie pies wymaga pracy ale nie przesadzajmy , ze psiarz temu nie podoła. Patrząc na inne psy , które są duzo gorsze w wychowaniu bo np. sa agresywne albo strachliwe ten to bułka z masłem.

Posted

jestem na sggw codziennie. I jeśli marka jako glówna ciotka nera wyrazilaby cheć to ja bardzo chętnie przychodzilabym do niego i pracowala z nim, po wczesniejszej konsultacji ze szkoleniowcem oczywiście

Posted

Beato to już pewnie mnie kojarzysz - bo to ja wczoraj powiedziałam, że jak Nero wyszedł na spacer i zrobił nawet siku to nalezy to zapisać na tablicy wielkimi literamki ( pewnie to z tobą wymieniłam te kilka zdań).
Ja jestem codziennie - z Nero wychodziłam kilka razy i zawsze jest to samo - jak tylko uda nam się dotrzeć na trawę ( jest dużo lepiej gdy Nero wychodzi w asyście innego psa - wtedy idzie chętniej) to Nero zdezorientowny stoi kilka chwil - bardziej lub mniej spokojnie ( raczej mniej spokojnie) po czym za chwilę wyraża nieodpartą chęc powrotu do szpitala - zaciągająć tam drugi koniec smyczy niezaleznie od intencji tego drugiego końca smyczy.
Ciężko jest go skoncentrować na czymkolwiek - próbowałam wychodzić z nim z zabawką w ręku, ze smakołykami w ręku itd. i niestety efekty są mizerne. Nero nie boi się mnie kompletnie i obgryza mnie oraz obskakuje pod warunkiem, że jesteśmy w boksie lub w szpitalnym korytarzu - tam zachowuje się - no może nie poprawnie, ale zywiołowo i kompletnie nie strachliwie - sytuacja zmienia się diametralnie po wyjściu na zewnątrz. Nie można go skupić na sobie, za wszelką cenę usiłuje wrócić do szpitala i boksu. Przyznaję, że nie jestem mu w stanie poświęcić wiele czasu - a myślę, że tego by potrzebował. Sądzę, że jego trzeba wręcz na siłe zabierać na spacery i być z nim na dworze na tyle długo, żeby stres związany z tym, ze wyszedł troszkę opadł i żeby pies znalazł przyjemność w spacerowaniu. Zeby jego jedyną myslą przestał być powrót do boksu i żeby można było choć odrobinę skoncentrować go na sobie. Lepiej szły mu spacery kiedy wychodził w towarzystwie Znajdka, ale Znajdek poszedł do domu. Teraz jest nowa młoda sunia - która być może byłaby dobrym towarzyszem spacerów - ale Nera trzeba zacząć zabierać na dłuższe spacery i pokazać mu, ze świat zewnętrzny jest dużo fajniejszy niż boks w szpitalu.
W zasadzie spacer nie służy mu do załatwiania potrzeb fizjologicznych - załatwia się niestety głównie z boksie. Bywa, że kupą obsmarowane jest wszystko - łacznie ze ścianami do wysokości metra.
Nero jest generalnie żywiołowy, ale właśnie ma kłopot z koncentracją ( jakąkolwiek) - pewnie łatwiej byłoby mu się koncentrować gdyby był troszkę choć "wyspacerowany" , ale wyspacerować go nie sposób bo on nie chcę spacerować i tak koło się zamyka.
Ustalcie coś - bo go szkoda naprawdę, a bez pracy ja niestety nie jestem optymistką co do jego przyszłości - bo choć nie jest agresywny, stary i brzydki - nie uważam, że jest psem prostym do adopcji (może dlatego, ze także ja sprzątam po nim, karmię go, czasem pomagam zrobić cokolwiek przy nim no i niestety bez efektu próbuję dotrzeć do tego psa) - jakby co podałam telefon i jestem do dyspozycji.

Posted

Ewo - OK, wydałaś wyrok - pies nie znajdzie domu. Uważasz, że codziennie powinien pracować z nim specjalista - ja też tak uważam - ale znasz takiego? Ja wysłałam maile do 6-ciu psich szkół, które dysponują także hotelami, z prośbą o pomoc - NIKT nawet słowem nie odpowiedział. Jedynie P. Małgosia - treserka ZK zaoferowała kurs dla Nero, ale nie stacjonarny- bo na trzymanie psa nie ma warunków.
Ja osobiście uważam, że dla Nero zabawiennym byłaby po prostu zmiana otoczenia - więc po zdjęciu szwów z oczu będziemy szukać mu zwykłego hotelu, nawet bez tresera.
A czy Ty masz jakieś pomysły do zrealizowania? Bo jak na razie Twoje posty nikogo nie zachęcają - wręcz przeciwnie, brzmią trochę tak, jakby ten pies był chory psychicznie - a przecież tak nie jest! To tylko młode, dzikie zwierzątko, które trzeba nauczyć życia - ale najlepiej zrobi to jego przyszły właściciel. będąc z nim.
Ale wypisując takie teksty - na pewno go nie znajdziemy - tu się zgodzę :cool3:

Posted

To jeszcze raz ja. Zbuntowałam się czytając posty Ewy, ale tak naprawdę to "niech sobie kraczą wrony" - ja wierzę, że się uda i Nero będzie miał swój dom - bo dlaczego nie, skoro udało mi się już raz znaleźć dom suce, która była w dużo gorszym stanie psychicznym?

Czy ktoś pamięta sochaczewską Bójkę? Suka wychowana od małego w schronisku, przerażona na sam widok człowieka, bojąca się WSZYSTKIEGO, z zapaleniem uszu.
http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=14922&highlight=B%F3jka
Teraz Bójka, a właściwie Laura, mieszka w Warszawie, w bloku na 7. piętrze, chodzi na spacery, jeździ windą, zaprzyjaźniła się z kilkoma psami z osiedla, z którymi szaleje, wciąż boi się obcych, ale "swoich" kocha, po pół roku nawet próbuje się bawić - choć gdy była szczenięciem nigdy tego nie robiła...
Jej po prostu dano szansę - wystarczył jeden człowiek, który ją pokochał.

Wierzę, że z Nero też tak będzie!

Posted

Ja również, wbrew opinii Ewy, uważam, że taki psiarz się znajdzie. To chyba jedna z największych przyjemności obserwować, jak psiak się zmienia, uczy, przyswaja nowe komendy i zwyczaje.
Fakt, Nero jest trochę "szalony", ale on ma 10 miesięcy, to jeszcze młodzieniec, którego rozpiera energia. A do tego przez większosć dnia siedzi w szpitalnym boksie, gdzie nie ma jak rozładować tej energii, i jak tylko uda mu się wymknąć na szpitalny korytarz, to szaleje ze szczęścia, na wszystkich skacze, zaczepia itp. Co w tym dziwnego?? :-o Bo według mnie zupełnie NIC! On - w przeciwieństwie do Bójki wspomnianej przez Markę - doskonale wie, że ludzie = coś przyjemnego i jak tylko ich widzi, to się bardzo cieszy :multi:
Byłoby fantastycznie, gdyby ktoś codziennie (czy 5 razy w tygodniu) mógłby mu poświęcić chociaż 15 minut, oswajać ze światem zewnętrznym, próbować czegoś nauczyć, nawet zabawy - bo on do końca nie wie, do czego zabawki służą... Dlatego uważam propozycję _beatka_ za całkiem ciekawą, tylko czy ktoś mógłby jej udzielic fachowych wskazówek jak postępować z Nero?

I tak szczerze: myślę, że od Nero ludzi bardziej odstrasza to, że był chory na coś, co może "przejść" na ludzi - mimo, że jest wyleczony, niż to, że ma bardzo dużo energii i nie umie się zachować. Ktoś pamięta Polara-Pokera? Też był taki "dziki", nic nie umiał, ale znaleźli się świetni ludzie i odpowiednio go ukierunkowali! Nero też znajdzie takich ludzi!

Posted

Ja tez jestem optymistką w tej sprawie. Czy wiadomo kiedy zostaną mu zdjęte szwy?? Jesli już będzie gotów do opuszczenia kliniki to ja głosuję za "domowym" hotelem, gdzie opiekun będzie mu w stanie pościwięcić dużo wiecej czasu niż 15 min dziennie. Ja taki hotel znam (dom z ogrodem) i głosuję za nim!! POnegocjujemy cenę i jestem pewna, że Nero wyjdzie na prostą.!! Jeśłi nie od razu na "salony", to niech mieszka na zewnątrz i powoli należy mu pokazywać co to jest dom i co ma można, a czego nie można robić.:lol:

Posted

Szwy pewnie już niedługo będę zdejmowane, bo Nero nosi je już ponad 10 dni i jak to określiła Bodziulka - "one mu już same wychodzą" ;)

Tati - załatwiaj mu ten hotel o którym rozmawiałyśmy! (do końca kwietnia, a potem jeśli nie będzie jeszcze domu - to przeniesiemy go do tego koło mnie, o ile ta treserka faktycznie wróci już z zagranicy)

Posted

Niech mu zdejmą choćby jutro te szwy, bo rzeczywiścei szkoda czasu. Jutro zadzwonię do tej wetki i ustalam że do końca kwietnia będzie NERO u niej w hotelu:lol: . Zobaczymy jak tam sobie będzie radził i będziemy wiedziały w którą stronę iść z nim dalej.

Posted

Dokładnie! :D Załatwiaj, kochana!

_beatka_ napisał(a):
dziewczyny jakby co jestem do dyspozycji ;-)

Dzięki Beatka :calus: ale Nera musimy po prostu jak najszybciej z SGGW zabrać (tym bardziej, że to właśnie tam nabawił się tego lęku przed wychodzeniem - przez pierwsze tygodnie wszystko było OK, ale prawdopodobnie któryś "wyprowadzacz" dopuścił do sytuacji, w której pies bardzo się czegoś przestraszył - tak przypuszczam, bo na początku spacery dla Nero były pasjonujące...
Trzeba mu szybko zmienić otoczenie - w nowych warunkach ma szansę zapomnieć o tym, czego się bał.

Posted

Ewo, jeżeli to Ty szłaś w piątek póznym wieczorem po schodach i natknelaś sie na Nero ze mna to byłam ja . Powiem tak - niedługo zapiszemy tę tablice o ktorej piszesz bo dzis p. Maciek , ktory juz jest , osiagnał taki sam sukces - pies zrobił siku na dworze czyli nie jest tak zle.
Jezeli Ewo to Ty to powiem tak - ja z psami mam conajmniej 15 lat wiecej do czynienia i tu nie mam żadnych watpliwości to nie jest trudny przypadek a nikt ani pies ani czlowiek nie jest w stanie skoncentrowac sie kiedy jego zwykle potrzeby nie sa spelnione. Ten pies siedzi ciagle w klatce to jak ma sie zachowywac ? I w dodotku nie ma 10 lat tylko 10 miesiecy wiec ...

Posted

Wiecie tak czytam i czytam i te czarne posty Ewy jakoś tak na mnie źle podziałały. Przeciez Nero to dzieciak, do tego bez włąsnego domu i pana. To jaki ma być. Nie ma w nim szału agresji, nie kuli się na sam widok człowieka, ma troche swoich problemów, ale nie są one jakieś takie potworne, aby nie znalazł sie dom. Nie takim psom udawało się w zyciu. Moja suka, u mnie od maleństwa - lała w domu do 10 m-ca zycia i to robiąc tak, abym widziała co robi. Czy to znaczy, że powinnam była skazać ją na stratę. Teraz ma 3 lata i oddzielając sprawe jej chorób , jest wspaniałym psem. Więc i Nero znajdzie swego człowieka, tylko chyba opisy trzeba trochę złagodzić, aby nie zniechęcać. I tak wywiad szczegółowy będzie.

Posted

Beata_Dorobczyńska napisał(a):
Jezeli Ewo to Ty to powiem tak - ja z psami mam conajmniej 15 lat wiecej do czynienia i tu nie mam żadnych watpliwości to nie jest trudny przypadek a nikt ani pies ani czlowiek nie jest w stanie skoncentrowac sie kiedy jego zwykle potrzeby nie sa spelnione.

No właśnie, Beatko -szkoda tylko, że w tej SGGW jest tak mało osób, które wiedzą coś także o psychice zwierząt - jak niedawno miałyśmy z Korą okazję poobserwowania studentów, którzy przyszli do szpitala badać siedzące tam psy w ramch ćwiczeń, to nóż się w kieszeni otwierał, jak się widziało, że niektórzy nawet nie próbują zrozumieć, co czuje taki schroniskowy, zestresowany pies, jak 6 rozmawiających głośno osób wparowuje mu naraz do boksu i idą na niego, obsiadają go ze wszystkich stron, po czym obmacują bez prób nawiązania jakiegokolwiek kontaktu z tym psem...
Nic dziwnego, że w takich warunkach Nero nie normalnieje - tylko raczej przeciwnie...

Mam nadzieję, że uda się szybko załatwić Tanitce ten hotel, w którym pies będzie miał substyt domu.

Od tej pory powinno być tylko lepiej.

Posted

supergoga napisał(a):
Przeciez Nero to dzieciak, do tego bez włąsnego domu i pana. To jaki ma być. Nie ma w nim szału agresji, nie kuli się na sam widok człowieka, ma troche swoich problemów, ale nie są one jakieś takie potworne, aby nie znalazł sie dom.

Supergoga - masz rację. My kiedyś przywieźliśmy z wakacji psa znalezionego w lesie (był wcześniej przywiązany do drzewa - udało mu się przegryźć sznur, ale nie odchodził od miejsca, w którym go przywiązano - widać czekał na "pana"). Pies miał zaledwie 7 miesięcy, nie wiem ile czasu spędził w lesie - był potwornie wychudzony - na pewno nigdy wcześniej nie był w mieszkaniu. I nie wiadomo kiedy nauczył się i czystości, chodzenia na smyczy, zachowania w mieście (na początku przeraźliwie bał się samochodów). Miał wprawdzie z kogo brać przykład, bo mieliśmy już wtedy jednego psa, ale jestem przekonana, że równie szybko nauczyłby się tego wszystkiego nawet gdyby był sam. Wyrósł na wspaniałego psa, bardzo posłusznego, zakochanego w nas i w swojej pani (poszedł w bardzo dobre ręce - do sąsiadki, cudownej kobiety). I na pewno Neruś również - jeśli tylko trafi do swojego domu - bardzo szybko pojmie o co chodzi i będzie wspaniałym towarzyszem. Jestem o tym przekonana w 100%. Psy to naprawdę bardzo mądre zwierzęta.:roll: :lol: :lol:

Posted

Ważne!!!! Chciałabym cos doradzić!!! :painting: :painting:
Wydaje mnie się, ze Nero zachowuje się jak szczeniaczek. Jest szczęśliwy w „domu”. Wyjście na dwór kojarzy mu się z czymś strasznym. Jest to dla niego świat nieznany i boi się czy wróci (trafi) do „domu” tym bardziej, że pamięta koszmar poprzedniego miejsca.
Dlatego proponuję włożenie kaloszy, zabranie smyczy kilkumetrowej + nagrody (malutkie smakołyki). Nagrody wkładamy do lewej kieszeni.
Na spacerze chodzimy w pobliżu drzwi wyjściowych, oddalamy się na tyle na ile on chce oddalić się. Gdy nie chce iść tę stronę idziemy w drugą. I nic na siłę! Powoli spacerujemy i pozwalamy mu obwąchiwać okolicę. Powoli będzie czuł się coraz bezpieczniejszy i pozna okolicę. Będziemy spacerować coraz dalej, dojdziemy za róg domu, ale początkowo na krótko i wracamy. Teren będzie stopniowo coraz mniej obcy dla niego.
Spacerując często spokojnym głosem mówimy do niego np. „teraz idziemy tu”, „pójdziemy tam”, „idziemy teraz tam”… Gdy idzie to chwalimy mówiąc „grzeczny piesek”, „śliczny piesek”, „dobry piesek” i drapiemy za uchem lub głaszczemy. Co pewien czas dajemy nagrodę mówiąc „nagroda dla pieska” i dobrze aby widział, że wyjmujemy nagrodę z lewej kieszeni. Początkowo może nie chcieć nagrody, ale kiedy minie stres sam będzie dopominał się o nagrodę trącając lewą rękę lub lewą kieszeń.
Już na drugim spacerze będzie lepiej. Ja to dobrze wiem!!!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...