Jolanta_O Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Pomimo iż moja sunia nie żyje już od marca 2008 roku, chciałam napisać parę słów. Być może wyda Wam się to śmieszne, głupie... może ktoś pomyśli że przesada bo to w końcu "tylko pies", ale nie dla mnie. Może kiedy napiszę o tym będzie mi odrobinę lżej. Sara była z nami 13 lat wzięta była ze schroniska w Celestynowie. Nie przez nas ale jej losy były bardzo zawiłe. Kiedy trafiła do nas miałam 7 -8 lat. Wziął ja "mój wuj" ale w związku z tym że im się nie spodobała chciał ja odwieść do schronu. Na co my nie pozwoliliśmy. Namówiliśmy rodziców i tak sunia została u nas. To było cudownych 13 lat. Sunia dawała nam mnóstwo radości i ciepła. Az w końcu nas opuściła zostawiając straszliwą pustkę. Pustką którą zdecydowaliśmy się zapełnić pomagając kolejnemu psiakowi. Tak trafiła do nas Azunia. Sunia również z celestynowskiego schronu. Chuda,biegała luzem z innymi psami. Walczyła o każdy kęs, bala się ludzi. Ale od razu zawładnęła naszymi sercami. Była taka- nasza...Mięliśmy straszny dylemat bo najchętniej zabrałabym ze schronu wszystkie... Azunia była z nami zdecydowanie za krótko :-( Była wspaniałym psem, przyjacielem. Z wylęknionego chuderlaka który za mną chodził nie odstępując na krok, zamieniła sie w cudowna psię o wielkim kochającym sercu. Uwielbiała dzieci, kochała wszystkich którzy przychodzili do nas. Pocieszała nas w chwilach zwątpienia, witała kiedy wracaliśmy do domu, zapominając o swojej psiej masie:) wygłupiała się, udawała kota wchodząc na złożone kanapy kładła się na zagłówku i wylegiwała się na słoneczku, pomimo że jej waga kocia nie była:roll:, cierpiała na chorobę lokomocyjną. Ale żeby zachować czystość w aucie, kiedy było jej źle sama wkładała mordkę do woreczka. Dała nam z siebie to co dać mogła wielką psią miłość i oddanie... Tym wszystkim cieszyliśmy się tylko do marca 2008 roku. Kiedy moje szczęście zachorowało. Byłam przerażona kiedy ją zobaczyłam. Opuchnięta, osowiała...ale nadal tak bardzo pragnęła z nami być. Nie miała siły ale i tak starała się nie odstępować nas na krok, przynajmniej puki jeszcze była w stanie. Od razu był weterynarz, leczenie...walczyła. Podejrzenie- brak konkretnej diagnozy:angryy: Kazano nam czekać. W zwiazku z tym że jeden wet ją prowadził, nie chcieliśmy mieszać, a powinniśmy! Kazano nam czekać na operację: poniedzialek 3 marzec 2008r. W sobote było gorzej. Moje szczęście nic już nie jadło, nie chciało wstać,znów lekarz wizyta domowa, sterydy... W nocy z soboty na niedzielę szukaliśmy weta, ale niestety nikt nam nie chciał pomóc. Chciałam ulżyć jej w cierpieniu, moja psia byla juz prawie bez kontaktu. Nie wiedziałam co robić jak jej pomóc. Choć zrobiłabym wtedy wszystko. W niedziele rano kolejna wizyta domowa, wet dal jej jakieś leki i kazał czekać na poniedziałek. na wyznaczony termin operacji...ten termin wlókł się prawie tydzień( znów to cholerne czekanie). Nic nie dało się przyspieszyć bo mieszkaliśmy w miasteczku gdzie niestety nie ma fachowej pomocy- teraz to wiem:-( Azunia zaczęła wymiotować krwią, załamałam się totalnie. Siedziałam przy niej płakałam, dawałam jej pic strzykawką. Totalna bezradność i ból...czułam jak się to skończy:-( Głaskałam ja była już wyziębiona, pojękiwała. Siedziałam z nią do 3 w nocy. Dałam jej misia, przykryłam kocykiem. Musiałam się przespać. Wstałam a moja sunia ostatnimi siłami zerwała się z posłanka i starała się na chwiejnych łapkach pójść za mną:-( Zaniosłam ja na posłanko i powiedziałam jej"Słonko zaczekaj chwilkę, już niedługo nie będziesz tak cierpiała, nic nie będzie Cię już bolało, obiecuję Ci" , pogłaskalam i poszłam sie położyć. Pojękiwala nadal aż w końcu zasnęła, po 6 obudziła mnie ten straszliwy dźwięk. Obudziłam sie krzycząc"Aza" pobiegłam do niej przerażona a ona właśnie odeszła. Moje kochane maleństwo... śpij spokojnie!Teraz wiem że nic Cię nie boli, jest w końcu tak jak Ci obiecałam. Choć mnie boli serce i ogromne poczucie winy że nie zrobiłam wszystkiego, że może mogłam zrobić więcej niz wtedy mi sie wydawało. Strasznie za Tobą tęsknię do dziś! Brak Twojego psiego ciepła, merdającego ogonka, tak brak mi tego przytulenia się do Ciebie w chwilach zwątpienia kiedy odchodziły wszystkie smutki. Chciałabym dodać że niestety czas nie goi ran, nie zapomina się... ja kochałam moje psy, były częścią mojej rodziny. Każdy indywidualny i niezastapiony... Odejście Azy było dla całej mojej rodziny wielkim ciosem. Niestety do dziś u rodziców nie ma psa, a każde wspomnienie Azy kończy się łzami i to nam zostało po niej. Teraz biega z Sarą za TM... Całe piękno przyjaźni człowieczo- psiej oddaje wiersz p. B. Borzymowskiej "To tylko pies" "To tylko pies, tak mówisz tylko pies... a ja ci powiem że pies to często jest więcej niż człowiek on nie ma duszy, mówisz... popatrz jeszcze raz psia dusza większa jest od psa i kiedy się uśmiechasz do niej ona się huśta na ogonie a kiedy się pożegnać trzeba i psu czas iść do psiego nieba to niedaleko pies wyrusza przecież przy tobie jest psie niebo z tobą zostanie jego dusza" Sara Aza Moje psie szczęścia... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.