Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 192
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='Isadora7']zdjęcia możesz podesłać do mnie nie ma problemu
Problem był taki, że wszystko co większe niż wiadomość tekstowa szło tyle czasu, że serwer zrywał połączenie :(

No ale dziś działa - dziwne to bo było (-17) w nocy. Może Raxel (to mój usługodawca) uznał, że koniec lenistwa i pognał "body" do roboty.

Działka pracownicza (boks) dla Pontona

Na razie buda wielorodzinna w środku - jeszcze nie ocieplona i zresztą raczej nie dla niego (za duża = nie nagrzeje).


Zwiedzanie:







Wcale nie jestem zachwycony i nie uśmiecha mi się tu zostać :(



Na łączeniu siatki z gruntem raczej nie mam szans nic zdziałać


Ściągnąć po słupkach czy jakoś zluzować też raczej odpada


Eee - tego zamknięcia furtki to chyba nie dopracowali - jest szansa !



Jednak tak dobrze nie będzie :( W środku dojdzie jeszcze wewnętrzne przegrodzenie (otwierane) - i na czas naszych wyjazdów Ponton będzie musiał dzielić "działkę" również z innymi. Jednak temperatura nas pokonała i dalsze roboty ruszą dopiero jak świat troszkę rozmarznie.
Jednak już teraz w czasie największego zagrożenia ze strony "miłośników przyrody" (polowania przedświąteczne) - jest chłopaka gdzie zamknąć.
Noce spędza jednak nadal na fotelu w garażu (nie dość, że cholernie zimno to nawet wstawienie do boksu drugiego starego fotela nic nie daje - On sobie wybrał swój :(
Poczekamy do minus kilku i wstawimy małą ciepłą budę - może się jednak przekona - a chociaż nie zamarznie.

Ps. wiem, że wygląda jak "obóz koncentracyjny" i Twoje "estetyczne słupki" znikły bezpowrotnie :) O ile Pontona pewnie by wytrzymały to "gości" już raczej nie. Ale dzięki nim w środku tych betonków niżej ciężarówki nic nie naruszy. Zostało malowanie furtki (bo zrobiona ze starego żelastwa) i prętów blokujących siatkę ale to też jak temperatura trochę podrośnie - teraz to technicznie niemożliwe :(

Ps.2 :)
[quote name='Tosa_Inu&Husky']..Jeśli nie, to skleciłam...
Dzięki - bardzo fajne :)

Posted

Próbowałem puszczać je razem jak już Onki miały dość własnych zabaw (czyt. zziajane, pokładały się tylko). Ponton oczywiście rzucił się radośnie oblizywać je w miarę możliwości całe. No i znalazło się jeszcze trochę energii żeby wstać - a jak już wstać to i pobiegać - a jak pobiegać to znów rzucić się na brata. A że Pontonek gdzieś tam zdeptany po drodze to kto by tam zobaczył.
Ja zobaczyłem - strachu się najadłem. Nie wiem - może z dorosłym, statecznym (mimo, że dużym) psiakiem takie małe parówy można trzymać ale podrośnięte szczeniaki dużych ras to wypadek pozostaje jedynie kwestią czasu. :(

Posted

... u mnie tylko małe kojce.

W sumie zrobić takie coś to nie żadne aj waj - z jednego worka cementu wychodzą trzy słupki, piasek zawsze gdzieś jest - razem w ~100zł się zmieści - potrzebna jedynie betoniarka i parę desek na formy do słupków. Dopiero jak przyjdzie do kupna siatki zaczynają się schody :(
Na moją "działkę" poszło prawie 50 metrów a to nawet jak po 10 zeta liczyć (a chyba już sporo droższa) zaczyna być bolesne.
Gdyby nie "DOBRA DUSZA" - taki wydatek i to o tej porze "sezonu" byłby nie realny - a tak JEST i to na długie lata (i jeszcze doping do roboty był) :)

Posted

No nie?! - pamiętam jak za dawniejszych czasów ludzie w zakładach żarli się o przydział działek pracowniczych - a to były kawałki mniej więcej takiej wielkości. Ciekaw jestem ich min jakby wtedy pokazać, że psiaki dostały takie coś jako wybieg :)

Posted

Miała być edycja a wyszedł jeden pod drugim - znów mi coś świruje :(

No - Pontonek mrozy przetrwał w całości - nie ma nawet "kichania". Teraz jak cały świat płynie to naprawdę Ponton do niego pasuje.
Jak dzisiaj "galopował" przez pastwisko to śmialiśmy się, że kilwater zostawia.

Wczoraj w nocy mi gówniarz stracha napędził a przy okazji cała rodzinka miała ze mnie ubaw.

Wychodzę wieczorem dziewczyny spac zaprowadzić, bez latarki bo śnieg i widać jako tako - coś leży przed garażem - spore - wielkości człowieka.

Okazało się, że Pontonek wywlókł sobie z garażu do zabawy wielki worek, pełen innych pustych, które już częściowo wysunął.
Ale najlepiej wyszła moja opowieść o zdarzeniu po powrocie do domu.

"...Wychodzę, patrzę, przed garażem leżą jakieś zwłoki - podszedłem ostrożnie, kopnąłem żeby sprawdzić czy nie żyje ..."
Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie co mówię - a reszta domowników już rżała ze mnie bez litości :)

Jak wsiąknie trochę to błoto - zaczynamy zamykanie w boksie.

Posted

urwisek napisał(a):
"...Wychodzę, patrzę, przed garażem leżą jakieś zwłoki - podszedłem ostrożnie, kopnąłem żeby sprawdzić czy nie żyje ..."

To się nazywa empatia!
A może od razu reanimować chciałeś - jak ten weterynarz, co kopnął krowę, a ona ożyła :D

Posted

urwisek napisał(a):
"...Wychodzę, patrzę, przed garażem leżą jakieś zwłoki - podszedłem ostrożnie, kopnąłem żeby sprawdzić czy nie żyje ..."

Ty to jesteś po prostu BOSKI:jumpie:

Posted

Greven napisał(a):
... empatia!...
...jak ten weterynarz...


- no ba!
- naszykowałaś już tą listę dla niego? :)

Estrella napisał(a):
... po prostu BOSKI


zwłoki/ nie zwłoki - mogłyby być innego zdania :)


No dobra - wyraziłem się nieprecyzyjnie i teraz wszyscy mają ze mnie zwałę.
Już zaczęły się teksty "zobacz co się Iwciowi w łapę stało - tylko go nie kopnij !!!"

SZTURCHNĄŁEM LEKKO BUTEM TO COŚ!!!

A tak poważnie - żyjąc jeszcze nie tak dawno w mojej "koffanej" warszawce, widząc leżącego człowieka - w zależności od "scenerii" miało się różne wyjścia:
- jeżeli leżał w ruchliwym (ludnym) miejscu - oczywiście podejść i sprawdzić co się stało. Tyle, że wtedy zazwyczaj i tak już było zbiegowisko.
- jeżeli w ustronnym (jakiś park np.) to już w zależności od "predyspozycji" - jak jesteś dobrym samarytaninem z lekką domieszką kamikaze - to oczywiście leć do niego - jak nie to lepiej rozejrzyj się za kimś kto podejdzie razem z Tobą
- jak w ciemnym zaułku, bramie itp. - to zpie.. uciekaj i to szybko bo nieraz i czarny pas (np.) nie pomoże.

Moja Pani miała taką przygodę (więcej szczęścia niż ...) - idziemy sobie ulicą Lwowską (stare śródmieście) w ciemnej bramie leży na wznak zakrwawiony facet w nawet przyzwoitym ubraniu.
Ta oczywiście (serce na dłoni) rwie się, będzie sprawdzać. Trzymam, nie puszczam - tłumaczę - e tam - wie lepiej a ja jestem .....!
Puściłem w końcu - wchodzę razem z nią czujny jakby co (jak by co żeby też oberwać).
Iza - "co się panu stało?" - gościu uchyla jedno oko "spier..., bo jak cie... to ... a żesz ty..."
Nie wyglądaliśmy na ludzi, którzy mają przy sobie dość (nie mieliśmy).

Jakie wyjście w podobnej sytuacji na własnym terenie? Przecież nie ominiesz i nie pójdziesz dalej. MUSISZ sprawdzić.
A że ostrożnie - najpierw nogą.... cóż to bardziej tragiczne niż śmieszne, że w takich czasach przyszło nam żyć.

A z weselszych tematów:

Świat trochę obsycha - Pontonek dziś w boksie - zaciekle dziury koło ogrodzenia kopie (na zdrowie jest podmurówka wystarczająco głęboka).

A dla Was wszystkich mam życzenia Wszystkiego co dobre i miłe w te Święta i w całym nadchodzącym roku.

Oczywiście dla Tych co tu zaglądają = ze szczególnym wyróżnieniem :)

Posted

Ja mieszkałem Piękna ród Poznańskiej a w hali "na koszykach" robiłem w nocnym zakupy bo po robocie wracałem ok.23.
To jeszcze była inna Warszawa - wszystkie dyżurne lumpy pod sklepem mnie znały (to ten co z wilkiem po nocach spaceruje) - a ja ich (z widzenia). Czasem w przypływie nastroju dorzuciłem im na flaszkę a czasem (testowo) prosiłem o dokładkę do fajek (dawali :)

To był inny świat

Posted

Oho! Warszawianka - czuje bluesa :)
Gibolak przy Pigolaku sie chowa;P

Ale wiesz? - wspomina się czasem smętnie - ale teraz za żadne pieniądze ze swojej wsi bym tam nie wrócił. Po dwóch godzinach w Warszawie tylko patrzę jak zwiewać - jakoś mi za ciasno, za duszno - nie umiał bym już tam żyć i nie wiem jakim cudem tyle przeżyłem.

A Supeł zaczyna mnie łamać - tak cierpliwie jak znosi moje fochy, czeka aż raczę zwrócić na niego uwagę - już nawet ustępuje z kotami (a one z nim) widząc moją dezaprobatę.
Zaczęliśmy dziś z TZ-ką rozmawiać o jego przyszłości - że jakby się umiał nie sadzić do Onków, - zaczął nam się tak uważnie przyglądać - aż mi się głupio zrobiło - pomyślałem, że może już kiedyś (przed schroniskiem) słyszał tego typu rozmowy.
Niby to takie małe jak nie pies - a takie rozumne spojrzenie ma ...

Posted

Ależ Gibalak i Pigalak to dwa różne światy. Gibalak charakterny jest, jeszcze nadal warsiawski (koniecznie sznapsbarytonem wypowiadane). Śladowe wręcz ilości "warszawiaków" co po kryjomu do rodzin jeżdżą bo on warszawiacy. Ci co mieszkają nie wstydzą się swoich rodziców jak "zieloni warszawiacy". Mało takich enklaw w stolYcY. I powiem, ze niejednokrotnie wolę pogadać z pijaczkiem ze swojej bramy, niż z wyżelowanym palancikiem w banku.

A Pigalak to Pigalak. Czym innym słynie :):):).

A co do Supła.. i nie tylko... one doskonale wiedzą, ze o nich mówimy i co mówimy. Nieraz się przekonałam.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...