Agata,Sonia Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Cały czas śledzę wątek i myślę o Mukim...:loveu: Jestem bardzo szczęśliwa,że maluszek wraca do zdrowia...Powoli,ale najwazniejsze,że wraca:multi: Quote
aka_nina Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 kaczadupka napisał(a):W goole wiecie co? Jak czytam na tym kundelku polskim, to ten Pan Janusz w ogole jest neisamowity! co za oddany wet! po prostu super. ja tez sie mniej martwie, jak wiem, ze pod dobra opieka i dochodzi do siebie. muki kochany psiaczek. ja też poczytałam inne wątki na Kundlu i też tak wnioskuje. Quote
milcia17 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 To dobrze, źe jest coraz lepiej... Bedzie OK :D [quote name='kaczadupka']W goole wiecie co? Jak czytam na tym kundelku polskim, to ten Pan Janusz w ogole jest neisamowity! co za oddany wet! po prostu super. ja tez sie mniej martwie, jak wiem, ze pod dobra opieka i dochodzi do siebie. muki kochany psiaczek. DOKLADNIE ! ! ! Quote
kicius Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Bardzo dziękuję za odpowiedz. Zdaję sobie sprawę z tego,że przed Mukim jest jeszcze bardzo długa droga,ale tak jak piszecie-najważniejsze,że jest w najlepszych rękach. A Pan Janusz,uważam że jest to dusza człowiek. Mukuniu kochany całuję Cię bardzo mocno w ten Twój słodki pyszczek:) Quote
kicius Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Chciałabym jeszcze Wam coś opowiedzieć.... Gdybym wtedy słyszała o Panu Januszu,może teraz by żył.... Mieszkam w Warszawie od dwóch lat,jeszcze w tamty roku z mężem i teściową mieliśmy sklep w gm.Wiązowna.Sklep przy trasie.Któregoś dnia podjeżdzamy rano do sklepu,a tam przy ogrodzeniu leży pies.Na początku myślałam,że jest to pies jakiegoś mieszkańca.Później zobaczyłam,że go nie ma.Więc się uspokoiłam.Ale za dwa dni przyszła dziewczyna do sklepu i zapytała,czy nie wiem czyj pies leży w dość wysokiej trawie.Zostawiłam męża i pobiegłam,leżał biedny w tej trawie,zobaczyłam go z bliska,widok był okropny!!!Wpadłam w panikę nie wiedziała co mam zrobić,do kogo zadzwonić,aby mu pomóc.Tak jak pisałam nie byłam stąd,więc nie wiedziała gdzie mam się udać-u siebie to co innego.Zaczęłam dzwonić do straży miejskiej-nie chcieli mi pomóc,dzwoniłam do gazety FAKTU oraz SUPER EXPRESU-również dostałam odpowiedz odmowną.Znalazłam nr.tel.do weterynarza do Wiązownej-NIECH NIGDY ŻADEN ZWIERZE NIE TRWFI W JEGO RĘCE!!!!Nie chciał przyjechać,zadzwoniłam do gminy-gmina kazałą do weterynarza.Poprosiłam wreszcie aby przyjechał,a my z mężem zapłacimy za wszystko.Zgodził się.Kiedy przyjechał od razu się z nim pokłóciłam,bo podejście do tego ledwo żyjącego psa było OKROPNE.Najpierw nogą zobaczył czy on w ogóle żyje.Błagałam go aby mu pomógł,wreszcie mój mąż op....olił go na czy świat stoi.Dał mu jakis zastrzyk i powiedział,że z niego nic nie będzie,ale zabrał go dopytując się,czy napewno pokryjemy koszty operacji.Słuchajcie płakałam jak dziecko jak go zabierał,bo nie wiem dlaczego czułam,że mu nie pomoże. Nie pomyliłam się za godzinę dzwoniąc do niego powiedział,że go uśpił.Boję się pomyśleć jaki koniec miał ten pies. Do tej pory mogę sobie sama tego wybaczyć,że nie potrafiłam mu pomóc,że trafił na takiego sadystę. Teraz jak przeczytałam o Panu Januszu,to wiem jedno,że ten pies mógł żyć........ Dziękuję,że mnie wysłuchałyście. Kocham zwierzęta najbardziej na świecie.................................................... Quote
ana80 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 kaczadupka napisał(a):W goole wiecie co? Jak czytam na tym kundelku polskim, to ten Pan Janusz w ogole jest neisamowity! co za oddany wet! po prostu super. ja tez sie mniej martwie, jak wiem, ze pod dobra opieka i dochodzi do siebie. muki kochany psiaczek. Pan Janusz to nie weterynarz, tylko założyciel Ambuvetu. Jeśli chodzi o odzew na temat Miśka baaardzo dziękuję za chęć pomocy :) Quote
Tallulah Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 i 40 zł na Mukiego. serce pęka po prostu. Quote
Monika z Katowic Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 [FONT=Verdana][/FONT] [FONT=Verdana]MUKI wygrał walkę o zycie, teraz walczy o zdrowie. Pomóżmy MUKIEMU![/FONT] Quote
Vlk Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 taki słodki maluszek, jak to można takie niewinne dziecię pokrzywdzić. Hm a czy on ma jakąś szansę na obrośnięcie w futro w poparzonych miejscach? Czy też skóra za bardzo została zniszczona? Trzymaj się malutki! Ja wpłacę na niego jakoś koło 29 ;) Wtedy dostanę przelew na konto :) Quote
Monika z Katowic Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Ja też wpłacę. Tylko po pierwszym grudnia. Quote
kicius Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Piątek 27 listopada 2009 r. – godz. 16.20 Kolejny dzień z życia Mukiego: stałe procedury: kąpiel, zmiana opatrunku i awantury przy zakładaniu ubranka. Rozpoczyna się dla nas próba cierpliwości. Gojenie się poparzeń będzie trwało bardzo długo, pierwsze efekty leczenia, dadzą się zauważyć za tydzień albo dwa. Mniej więcej za dwa tygodnie będziemy mogli ocenić, czy leczenie Mukiego skończy się tylko długim (ok. 2 m-cy) leczeniem zachowawczym, czy też Muki będzie miał przeszczep skóry. Jak Państwo mogą zauważyć, szczeniak ma też tzw. „niedźwiedzią łapę”, wynika ona z niedoborów witaminowo-mineralnych, choroba ta jest pogłębiana przez poparzenia opuszek łap. Na tym etapie jest to proces potencjalnie odwracalny. Postaramy się temu zaradzić. Jednak wszystko zależy od tego, jak szybko Muki zacznie się poruszać w sposób fizjologiczny. Następny komunikat dotyczący stanu zdrowia Mukiego zamieścimy dopiero za kilka dni, ponieważ poprawa stanu zdrowia szczeniaka nie nastąpi „z dnia na dzień”. Jaki ten Mukus jest cierpliwy:) Słodziak kochany:) Quote
Monika z Katowic Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Robi awantury przy zakładaniu ubranka? :) Kochany MUKI chyba czuje się ciut lepiej! :) Quote
Monika z Katowic Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 [FONT=Verdana][/FONT] [FONT=Verdana]No komu ja się nie spodobam? :)[/FONT] Quote
rita60 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Ale spojrzenie......słodkie malenstwo,jestes taki dzielny. Quote
Energy Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Mały jest cudny:loveu:, tak się cieszę, że zdrowieje.Pozostaje bardzo mocno trzymać kciuki, żeby nie były potrzebne przeszczepy skóry:p http://psilos.pl/images/stories/Ambuwet/Listopad2009/muki.27.xi.e.jpg Quote
milcia17 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 I jakie on ma oczy, zakochać się można ! ! ! :loveu: A tak btw. co z pieniędzmi? Wystarczają czy jeszcze ich brak? Quote
HuSkYy-Paulina-94 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 matko masakra ... :angryy: dobrze ze juz jest lepiej ;) Quote
Ewelina.w38 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 Szczenior będzie pięknym psem i po czymś takim z pewnością szybko kochany domke znajdzie! Ale z etez musialo go to spotkać! Zresztą kogo by to nie spotkało to ból ogromny i żal. żeby te babe dorwać i jej to samo zrobić! Quote
anna10025 Posted November 27, 2009 Posted November 27, 2009 kicius napisał(a):Chciałabym jeszcze Wam coś opowiedzieć.... Gdybym wtedy słyszała o Panu Januszu,może teraz by żył.... Mieszkam w Warszawie od dwóch lat,jeszcze w tamty roku z mężem i teściową mieliśmy sklep w gm.Wiązowna.Sklep przy trasie.Któregoś dnia podjeżdzamy rano do sklepu,a tam przy ogrodzeniu leży pies.Na początku myślałam,że jest to pies jakiegoś mieszkańca.Później zobaczyłam,że go nie ma.Więc się uspokoiłam.Ale za dwa dni przyszła dziewczyna do sklepu i zapytała,czy nie wiem czyj pies leży w dość wysokiej trawie.Zostawiłam męża i pobiegłam,leżał biedny w tej trawie,zobaczyłam go z bliska,widok był okropny!!!Wpadłam w panikę nie wiedziała co mam zrobić,do kogo zadzwonić,aby mu pomóc.Tak jak pisałam nie byłam stąd,więc nie wiedziała gdzie mam się udać-u siebie to co innego.Zaczęłam dzwonić do straży miejskiej-nie chcieli mi pomóc,dzwoniłam do gazety FAKTU oraz SUPER EXPRESU-również dostałam odpowiedz odmowną.Znalazłam nr.tel.do weterynarza do Wiązownej-NIECH NIGDY ŻADEN ZWIERZE NIE TRWFI W JEGO RĘCE!!!!Nie chciał przyjechać,zadzwoniłam do gminy-gmina kazałą do weterynarza.Poprosiłam wreszcie aby przyjechał,a my z mężem zapłacimy za wszystko.Zgodził się.Kiedy przyjechał od razu się z nim pokłóciłam,bo podejście do tego ledwo żyjącego psa było OKROPNE.Najpierw nogą zobaczył czy on w ogóle żyje.Błagałam go aby mu pomógł,wreszcie mój mąż op....olił go na czy świat stoi.Dał mu jakis zastrzyk i powiedział,że z niego nic nie będzie,ale zabrał go dopytując się,czy napewno pokryjemy koszty operacji.Słuchajcie płakałam jak dziecko jak go zabierał,bo nie wiem dlaczego czułam,że mu nie pomoże. Nie pomyliłam się za godzinę dzwoniąc do niego powiedział,że go uśpił.Boję się pomyśleć jaki koniec miał ten pies. Do tej pory mogę sobie sama tego wybaczyć,że nie potrafiłam mu pomóc,że trafił na takiego sadystę. Teraz jak przeczytałam o Panu Januszu,to wiem jedno,że ten pies mógł żyć........ Dziękuję,że mnie wysłuchałyście. Kocham zwierzęta najbardziej na świecie.................................................... Nie potrafiłaś pomóc?... starałaś się , a to bardzo ważne, to nie Twoja wina , że weterynarze tak traktują zwierzęta. Gdy przywiozłam takiemu doktorkowi psa po wypadku, stwierdził , że jeżeli to nie mój , to co mnie to obchodzi...Pan Janusz to lekarz z powołania. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.