naka Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Ja mojego Aska puszczam w lesie ma 7 miesięcy. Mieszkam w Gdańsku i na mojej dzielnicy żyje sobie stadko dzików, które raz na jakiś czas "udaje" nam sie spotkać czasami w lesie albo na polanie, chociaż zdarza się że spotykamy je pod klatką lub na ulicy :) Ostatnio własnie spotkaliśmy je w lesie mój pies do nich pobiegł i szczerze mówiąc byłam przerażona moj "mały" piesek i 14 dzików ale po chwili się opamiętał i wrócił :) Quote
efra-husky Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 [quote name='Margolcia 123']od niedawna jestem uczestnikiem tego forum i dziwi mnie ta wypowiedź.Jeśli miałabym kupić psa po to aby więzić go przez całe życie nie pozwalając mu na to aby mógł swobodnie się wybiegać musiałabym być bezduszną sadystką. ja tylko w ramach wyjaśnienia, bo widzę że mnie źle zrozumiałyście - pisząc, ...dlatego nie wiem kto mógłby wpaść na "genialny" pomysł puszczania pieska luzem w lesie :shake: nie miałam na myśli więzienia psa przez całe życie na smyczy. Moja sunia ma skończony rok i przez ten rok jej życia poznałam co to znaczy instynkt łowiecki. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, żeby ją puścić w lesie gdzie jest tyle ciekawych tropów bo na 1000% bym musiała jej szukać (oby tylko nie w jakiś wnykach czy zaatakowanej przez większe zwierzę). Margolciu 123 jestem za puszczaniem psiaków, ale w kontrolowanych i bezpiecznych dla psiaków miejscach. Quote
NigdyNigdy Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Mnie interesuje jedno.... Jak to jest, że Margolcia123 nie jest "bezduszną sadystką", ale nie ma nic przeciwko zranieniu lub nawet śmierci dzikiej zwierzyny, która w wyniku pogryzienia konałaby w mękach. Jakąś krótkowzroczność tu widzę :angryy: Quote
danek Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Ja tez jestem całym sercem za puszczaniem psów, co robie, tylko uważam że nigdzie nie ma do końca przewidywalnych warunków. Chyba że na np. boisku piłkarskim, ale tam też się może poślizgnąc i huknąć w bramkę:lol:! Rozumiem doskonale wszystkie za i przeciw. Między innymi: ZA: pies ma niesamowitą radochę, moim zdaniem porównywalną tylko z zaprzęgiem, tylko że biegnie gdzie chce, więc ma dowolność.:multi: PRZECIW: pies bardzo łatwo może się pokaleczyć o różne świństwa, które ludzie tak bestrosko wywalają gdzie popadnie:mad:. Niestety w tym momencie mój Chinook siedzi w domu, ja z nim, zamiast pędzic gdzieś przez zaspy:cry:. Niestety w nocy z 23 na 24 grudnia podczas spaceru (biegał luzem) przeciął lewą przednią łapę. Efekt 3 szwy , które niestety szybko usunął, na szczęście troche załapało, ale po kolejnych 2 dniach lipa-rana sie rozeszła. Obecnie pies jest pod stałą kontrolą weta. Gwoli wyjaśnienia byłem z psem na znanym sobie i jemu terenie - na polach. Po prostu pod śniegiem nie widac przeszkód więc pies nie ma możliwości jakkolwiek zareagować i ominąc ryzykowne miejsce. PRECIW to tez zwierzyna, ludzie z innymi psami, ruch uliczny i etc. Myslę że kazdy musi sobie zecydowac czy puści psa, czy nie. Po prostu. PROSZE JEDYNIE BYSCIE MIELI NA UWADZE LOS MOJEGO PSIURA I WYCIAGNELI WNIOSKI. ZIMA TO NIE NAJLEPSZY CZAS NA PUSZCZANIE PSA LUZEM. Jednak widok zaprzegowca w zimowym futrze biegnącego po dziewiczym, głębokim i kopnym śniegu to jedna z najpiękniejszych rzeczy.... Quote
HUSKYTEAM Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Witaj! Efekt 3 szwy , które niestety szybko usunął, na szczęście troche załapało, ale po kolejnych 2 dniach lipa-rana sie rozeszła. Obecnie pies jest pod stałą kontrolą weta A wet nie zaproponował bucika? Jak się całość odpowiednio zabandażuje i sprytnie zabezpieczy plastrem + bucik (taki zaprzegowy) na spacery to masz święty spokój i szybko zasklepioną ranę. A jak się poducha zrasta bez szwów, to trwa to strasznie długo - i nieprawdą jest, że to dobrze jak pies sam sobie ranę wylizuje: w warunach miejsich wprowadza do niej więcej syfu niż korzyści. A co do tego, czy pies się katuje chodząc na smyczy... husky jest taką rasą, która robi to, do czego jest przyzwyczajona. Jak psa biegającego w zaprzęgu zapinasz na smycz, to przez pierwszą godzinę masz totalną jazdę. Z drugiej strony pamiętaj, że robiąc długie spacery bez smyczy w końcu sama nie dasz rady uszczęśliwić haszczaka: w miarę czasu i biegania będzie mu wzrastała kondycja, więc będzie Ci odbiegał coraz dalej i dalej. Pies ma doskonałą orientację, lepszą od człowieka, więc będzie przekonany, że wróci. Ale niestety nie przewidzi ulicy, wnyków, chycla ze schoniska lub nawalonego leśniczego... Quote
Miśka Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 danek napisał(a):Efekt 3 szwy , które niestety szybko usunął, na szczęście troche załapało, ale po kolejnych 2 dniach lipa-rana sie rozeszła. wiaderko.... tfuu tzn. plastikowy albo kartonowy kolnierz na glowe. A do ran, od jakiegos czasu na polskim rynku weterynaryjnym jest dostepny Vetbond - n-butylocyjanoakrylowy klej tkankowy chirurgiczny dla zwierzat. Nie wszystkie rany lap da sie tym "posklejac" ale warto wiedziec ze jest cos takiego. Producent ma swoja siedzibe bodajze w Nadarzynie, dystrybucja zajmuje sie... zaraz sprawdze. Quote
danek Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 HUSKYTEAM napisał(a):Witaj! A wet nie zaproponował bucika? Jak się całość odpowiednio zabandażuje i sprytnie zabezpieczy plastrem + bucik (taki zaprzegowy) na spacery to masz święty spokój i szybko zasklepioną ranę. A jak się poducha zrasta bez szwów, to trwa to strasznie długo - i nieprawdą jest, że to dobrze jak pies sam sobie ranę wylizuje: w warunach miejsich wprowadza do niej więcej syfu niż korzyści. Nie zaproponowal, bo rana nie jest na poduszce, tylko z przodu na 1/3 wysokości licząc od dołu. Teraz jest to zabezpieczone oprócz banadaza i opatrunku bandażem elastyczno-samoprzylepnym. Taki dla koni:roll:, na stawy. Na dwórek dodatkowo zabezpieczam folią żeby nie zamokło. I czekam z niecierpliwością, szykując się na niezłą zabawę, bo zima przyszła! Tylko niech nie odchodzi zanim sie nie naciesze! Bo coś odwilż. Quote
Miśka Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 danek napisał(a):Na dwórek dodatkowo zabezpieczam folią żeby nie zamokło. :shake: grzybka zapuscic w ranie to minuta dziesiec. lepiej ogranicz spacery zanim sie nie zasklepi w miare, osusz delikatnie po kazdym wyjsciu, ale nie zakladaj foli bo zaparzasz rane. Quote
danek Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Miśka napisał(a)::shake: grzybka zapuscic w ranie to minuta dziesiec. lepiej ogranicz spacery zanim sie nie zasklepi w miare, osusz delikatnie po kazdym wyjsciu, ale nie zakladaj foli bo zaparzasz rane. Spacery trwaja 5 minut. Siku, kupka i do domu, dzieki Miska za wiesc o tym kleju. Zapytam weta o to i się zobaczy. Quote
rOOn7 Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Pies to pies ma robic co PAN chce - nie pasuje mu cale zycie na smyczy jego problem. Buciki ?? jak ma przezyc to przezyje zgodnie z natura:evil_lol: Quote
Miśka Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 rOOn7 napisał(a):Pies to pies ma robic co PAN chce - nie pasuje mu cale zycie na smyczy jego problem jakby Drako i Tikka faktycznie mialyby prikaz zeby sie stosowac do polecen wlasciciela.... :lol!: kogo Ty chcesz oszukac??!! :lol: Quote
jolka11 Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 rOOn7 napisał(a):ja tam niby rasista nie jestem - ale nie podoba mi sie burzenie naturalnych ustalen natury - Psu nie pasuje - pies nie ma co jesc - proste. Pies ma szanowac i bac sie PANA - jak by to wszyscy rozumieli nie bylo by tyle problemow z jakimis burkami Nie wiedziałam rOOn7,że masz aż tak drakońskie zasady:razz: Kto by pomyślał ,że drakulec się Ciebie boi? Quote
fika-foka Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Witam, Ja z moim AM jezdzę na spacery konno, a pies lata w koło mnie. Ale właściwie wszyscy mówią o ZWIERZYNIE w lesie. Od 18 lat mieszkam 10 metrów od lasu na totalnym zadupiu (najbliższy sąsiad 4 km), i niestety muszę powiedzieć, że te tabuny zajęcy i stada jeleni skończyły się dawno temu! :roll: Jedyne co teraz można spotkać to 3 sarenki i to chyba koniec, dziki, albo przychodzą do ogródka wykopywać irysy :placz: albo siedzą w tak trudno dostępnych miejscach, ze nawet mój ojciec, ktory jest niestety myśliwym :shake: od bardzo długiego czasu żadnego nie widział. :p Od 6 miesiecy jeżdzę z Nanookiem w tereny i szczerze moge powiedzieć, że spotkań z dziką zwierzyną miał miał dosłownie 4.:look3: Drugą równie ważna sprawą są pijani myśliwi (oczywiscie oprócz mojego tatusia ;) ). Czasami słyszę jak walą na polu do jakiejś marnej sarny 100 m od mojego domu!!!:angryy: Częst też boję się jak mam konie na wybiegu, że któremuś się coś pomyli i buchnie do nich. :-( Jednak znalazłam coś co może zabezpieczyć pieska w lesie. na stronie www.togo.com.pl można zakupić odzież ochronną dla psów, koni i jeżdzców i myśliwych :multi:. Kupiłam kapotkę dla Nanooka i niedość, że wygląda jak pies ratowniczy :razz: to jest super widoczny i może da to troche do myślenia myśliwym ;) . Pozdrawiam!! Quote
Miśka Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 jolka11 napisał(a):Nie wiedziałam rOOn7,że masz aż tak drakońskie zasady:razz: Kto by pomyślał ,że drakulec się Ciebie boi? iii tam, to taka radosna tworczosc z nudow tego ktory jak Drako zrobil sobie rane wielkosci, uwaga - 2mm - to lecial na sygnale do weta dostarczajac weterynarzom powodow do zrywania bokow przez conajmniej pol miesiaca :lol::lol::lol: Quote
Margolcia 123 Posted January 4, 2006 Author Posted January 4, 2006 Dziękuję za wszystkie rady.Teraz sama już niewiem czy puszczać go luzem czy nie.Taki był szczęśliwy biegając wsród drzew-to jego ulubiony teren.Wcześniej chodziliśmy po plaży ale już poznał ją dość dobrze i woli las.Piszecie o bezpieczeństwie psa i macie rację.Wychodzi na to ,że najbezpieczniejsze jest własne podwórko ,ale takiemu SH to przecież za mało.Naprawdę niewiem co robić... Quote
danek Posted January 4, 2006 Posted January 4, 2006 Czyli zamiast pomóc namieszaliśmy jeszcze bardziej.... Ale wiesz przynajmniej jak podchodzą do tego inni. :evil_lol: Quote
dachenoceras Posted January 4, 2006 Posted January 4, 2006 Bo psu trza nie ufać - no dobra niech będzie ufać w ograniczonym stopniu - i porzucić raczej hasło - a jakoś tam będzie - chociaż podobno najlepiej uczyć się na błędach - ale chyba lepiej tych błędów unikać. Quote
danek Posted January 5, 2006 Posted January 5, 2006 dachenoceras napisał(a):chociaż podobno najlepiej uczyć się na błędach - ale chyba lepiej tych błędów unikać. I to najlepiej cudzych, bo czasem jakis błąd może byc błędem ostatnim... Quote
naka Posted January 10, 2006 Posted January 10, 2006 A ja prawie codziennie spotykam na spacerze dziki... Nawet do lasu nie musze isc, przed blokiem mam polane i tam czesto sa dziki. Ostatnio hasior zobaczyl je pierwszy i nie zdazylam go zlapac. Wiec ganial sie po polu z wielkim dzikiem i mysle ze calkiem dobrze sie bawil, niestety dla mnie to nie zabawa, a ogromny stres o psa... ale co mam zrobic nie spuszczac go wcale? Quote
HUSKYTEAM Posted January 10, 2006 Posted January 10, 2006 Naka, nie wiem co Ci poradzić z puszczaniem psa, ale może rozwiązaniem byłoby niespuszczanie dzików? no dobra niech będzie ufać w ograniczonym stopniu "Ufam, więc sprawdzam" jak mawiał towarzysz lenin ;-) Pamiętam, jak podczas podpinania do treningu w ogólnym zamieszaniu zerwał się nasz Joker. Wyciął długą w takim tempie, że nawet nie liczyłem, że go kiedykolwiek zobaczę (nigdy nie był puszczany luzem), ale po 5 minutach w takim samym tempie wrócił - wyraźnie przekonany, że zapomniał o reszcie stada :-), po czym... ustawił się do podpięcia niczym psiaki z filmu Śnieżne Psy, jak gdyby nigdy nic. I weź tu rozgryź psychikę haszczaka! Quote
SH Posted January 11, 2006 Posted January 11, 2006 Każde puszczenie haszczaka luzem, nawet to w setki razy sprawdzonym, bezpiecznym terenie, jest ryzykiem! Z mniej zabawnych faktów -> zdarzają się przypadki zaginięcia lub przedwczesnej, tragicznej śmierci nawet tych psiaków, które nigdy nie biegały luzem :-( Po prostu ryzykowne jest już samo posiadanie husky ;) Quote
Szamanka Posted January 11, 2006 Posted January 11, 2006 SH napisał(a):Każde puszczenie haszczaka luzem, nawet to w setki razy sprawdzonym, bezpiecznym terenie, jest ryzykiem! Z mniej zabawnych faktów -> zdarzają się przypadki zaginięcia lub przedwczesnej, tragicznej śmierci nawet tych psiaków, które nigdy nie biegały luzem :-( Po prostu ryzykowne jest już samo posiadanie husky ;) Podpisuję się pod tym rękami i nogami... ;) Mnie ostatnio Szaman zwiał w miejscu gdzie zawsze go spuszczam, czyli na skraju lasu..Cały czas się z nim bawiłam, po prostu w pewnym momencie nachyliłam się po śnieg by mu rzucić i gdy podniosłam głowę - jego nie było. Nie wiedziałam nawet w którą stronę pobiegł..:p No i postałam sobie tak jakieś 10-15 min (czekanie na psa zawsze wydaje się wiecznością :p ) gwiżdżąc na wszelkie sposoby i drąc się wniebogłosy :P W końcu się zjawił..szczęsliwy, zziajany, i z zamarzniętymi wąsami ;) Przypuszczam, że coś zobaczył i pognał za tym.. Ale zniknął w przeciągu kilku sekund i cały czas się zastanawiam jak mu się to udało.. Quote
NigdyNigdy Posted January 11, 2006 Posted January 11, 2006 [quote name='HUSKYTEAM']Pamiętam, jak podczas podpinania do treningu w ogólnym zamieszaniu zerwał się nasz Joker. Wyciął długą w takim tempie, że nawet nie liczyłem, że go kiedykolwiek zobaczę (nigdy nie był puszczany luzem), ale po 5 minutach w takim samym tempie wrócił - wyraźnie przekonany, że zapomniał o reszcie stada :-), po czym... ustawił się do podpięcia niczym psiaki z filmu Śnieżne Psy, jak gdyby nigdy nic. I weź tu rozgryź psychikę haszczaka! A to, Jacku, bardzo proste, wbrew pozorom jest :p Husky, zapinany do zaprzęgu jest podniecony nie tylko tym, że będzie biec, ale również (a może nawet przede wszystkim- kto ich tam wie? ;) )że będzie się ścigać z innymi. W takie sytuacji, zaraz po zerwaniu się, dogina ile fabryka dała, aż do momentu, kiedy.... widzi, że nie ma się z kim ścigać :cool1: Te zerwane pojedynczo sztuki zwykle wracają, jak bumerang. A spróbuj, niech Ci w identyczny sposób uciekną dwa lub więcej psów.... Wiem świnia jestem :diabloti: - tylko tak czysto hipotetycznie piszę :razz: Podpowiem, bo znam to (niestety) z autopsji- wtedy gonisz takie stadko tak długo, aż im emocje choć trochę nie opadną. No mój tata jechał za takim zaprzęgiem samochodem, bo na nogach nie dałby rady :evil_lol: Quote
sh_maniak Posted January 11, 2006 Posted January 11, 2006 wiem Kasiu o czym mówisz i ja tez wpadłam, że auto tu tylko da rade bo ja juz dawno ducha wyzionełam :angryy: ( 3 psy mi sie zerwały :shake: ) Quote
naka Posted January 11, 2006 Posted January 11, 2006 Nie spuszczać dzików to jest plan :razz: Szkoda tylko ze nie do wykonania :( Gadałam nawet kiedyś z sąsiadem, który jest myśliwym o tych dzikusach i powiedział, że nic z nimi nie można zrobić bo są jak to ujął "niczyje". I jego zdaniem puki nie stanie się komuś krzywda dziki będą nawiedzać moje osiedle, ryć pod oknami i spacerować po chodnikach... Mam tylko nadzieje że mój pies nie bedzie pierwszą ofiarą. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.