Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

u nas dzis okolo 53-55 dnia.
Apetyt dopisuje tzn zjada 3 miski dziennie bez grymaszenia (gdyby tak zawsze bylo :p ).
Jęczy coraz głośniej i coraz więcej ;) Najwygodniejsza pozycja do leżenie to brzuchem do góry- chociaż trudno jej się potem podnieść.
Jutro rozkładamy porodówkę i czekamy! :)

Powtorze jeszcze raz moje pytanie:
na jakiej suchej karmie odchowujecie maluchy?

Posted

Powtorze jeszcze raz moje pytanie:
na jakiej suchej karmie odchowujecie maluchy?


Swoj pierwszy miot odchowalam na karmie Bosh (Junior Bigger), bardzo sobie chwale, szczeniaki rozwijaly sie bardzo dobrze :)

Posted

u nas jutro połowinki :) sunia wybrzydza z żarcziem, najchętniej nocą patroluje małpa stoły w poszukiwaniu doznań smakowych, miseczka z gotowanym indykiem z warzywami nie tknięta.

Posted

Tak jeszcze myślę o tym wszystkim...
Piszecie, że jeżeli suka nie akceptuje szczeniaka (nie akceptuje, a nie - nie wie co z nim zrobić, np. po szoku poporodowym), to znaczy, że coś z nim jest nie tak. Niestety u nas się ta teoria potwierdziła, ale powiedzcie..
Co zrobić w takiej sytuacji? Przecież, tak mi się tylko wydaje, każdy człowiek, bez względu na to, czy byłby to szczeniak po Interach i zw. świata, czy zwykły mały kundelek, nie dałby zabić suce szczeniaka....
Co robić? Nie walczyć?
Bo u mnie to był taki jakby instynkt. Ktoś umiera - komuś się pomaga, a nei dobija....

Ja osobiście nie potrafiłabym np. utopić szczenięcia.
A wiem, że niestety tacy hodowcy się zdarzają, że jak widzą, że suka nie akceptuje, to topią i mają to gdzieś... To co? Zostawić szczeniaka u suki i niech go zagryzie i zje?

No i tak się nad tym właśnie zastanawiam..

Posted

Ja bym nigdy nie zabiła - walczyłabym do końca, ale....trzeba sobie zdawać sprawę, że taki "wywalczony" szczeniaczek może mieć jakieś wady.
Jak byłam jeszcze dzieckiem mieliśmy w domu pudlicę, mała urodziła 3 szczeniaczki i też jednego nie akceptowała. Dosłownie nie dawała go sobie przystawiać do cyca, a jak nikt nie widział to wynosiła go z gniazda i zostawiała gdzieś w kącie.
Szczeniaczka odchowała moja ciocia (mieszkała z nami) - karmiła go, masowała, ogrzewała.....naprawdę nie wiem jak jej się to udało, ale odchowała.
Tylko.... po pewnym czasie okazało się że piesek miał jakąś wadę serca i coś z nerkami.

Posted

panienkabubu napisał(a):
Tak jeszcze myślę o tym wszystkim...
Piszecie, że jeżeli suka nie akceptuje szczeniaka (nie akceptuje, a nie - nie wie co z nim zrobić, np. po szoku poporodowym), to znaczy, że coś z nim jest nie tak. Niestety u nas się ta teoria potwierdziła, ale powiedzcie..
Co zrobić w takiej sytuacji? Przecież, tak mi się tylko wydaje, każdy człowiek, bez względu na to, czy byłby to szczeniak po Interach i zw. świata, czy zwykły mały kundelek, nie dałby zabić suce szczeniaka....
Co robić? Nie walczyć?
Bo u mnie to był taki jakby instynkt. Ktoś umiera - komuś się pomaga, a nei dobija....

Ja osobiście nie potrafiłabym np. utopić szczenięcia.
A wiem, że niestety tacy hodowcy się zdarzają, że jak widzą, że suka nie akceptuje, to topią i mają to gdzieś... To co? Zostawić szczeniaka u suki i niech go zagryzie i zje?

No i tak się nad tym właśnie zastanawiam..

W naturze albo umierał pozostawiony przez matkę, zagryziony przez inne zwierzęta, albo suka sama zagryzała go i zjadała...

Pzdr.

Posted

Asiaczek napisał(a):
W naturze albo umierał pozostawiony przez matkę, zagryziony przez inne zwierzęta, albo suka sama zagryzała go i zjadała...

Pzdr.


czyli kierując się prawami natury powinnam zostawić ją przy Halszce, żeby ją zabiła i zjadła?
Albo zostawić gdzieś w kącie i słyszeć piski i stękania i czekać na śmierć?

Posted

panienkabubu napisał(a):
czyli kierując się prawami natury powinnam zostawić ją przy Halszce, żeby ją zabiła i zjadła?
Albo zostawić gdzieś w kącie i słyszeć piski i stękania i czekać na śmierć?

Niby prawa natury, niby natura wie lepiej, ale ja bym nie umiała zostawic tak szczeniaka i czekać na śmierć. Jestem przekonana, że walczyłabym do końca. Gdybym tak siedziała, to chybaby sumienie mnie potem zagryzło.

panienkabubu tym niejedzeniem suczki narazie bym się specjalnie nie przejmowała. Nasza tez początkowo nie chciała jeść, a że była po cesarce, to martwiliśmy się, żeby to wszystko (zabieg i niejedzenie) nie doprowadziły do zaniku mleka. Ale nic takiego się nie stało. Podobno suka sobie potrafi sama regulować zapotrzebowanie na jedzenie, zależnie od ilości szczeniąt do wykarmienia. Przypuszczam, że gdyby tych szczeniaków było więcej i bardziej ją "wyciągały" to i ona jadłaby więcej.
Nasza na początku jadła tylko z ręki, a teraz kiedy w zasadzie już nie musi karmić zrobiła się takim żarłokiem że chyba nas niedługo zje.
Mam nadzieję, że jej to minie :p.

Posted

panienkabubu napisał(a):
czyli kierując się prawami natury powinnam zostawić ją przy Halszce, żeby ją zabiła i zjadła?
Albo zostawić gdzieś w kącie i słyszeć piski i stękania i czekać na śmierć?

Ja tylko napisałam, jak to jest w naturze. A decyzję juz podjęłaś i nie ma co rozpatrywac - dobra czy zła. Zostawiłaś, ratowałaś, nie udało się. Trzeba się z tym pogodzić. Tak to właśnie jest w naturze i ... w hodowli.

A przypominasz sobie, jaki miałam problem w tegorocznym miocie z Gunią_Pręgunią? Jak ją dokarmiałam Mixolem potem Starterem? Udało się, wyzyła, jest z nami. Ale cały czas liczyłam się z tym, że mogę ją stracić...

Mała rozrabia,dokazuje, apetyt ma, że hej!, choć na wystawy, mimo pięknego umaszczenia (cudne, mocne pręgi!) raczej się nie nadaje. W naturze już by jej nie było...Ale cały czas liczyłam się z tym, że mogę ją stracić...

Poza tym, każdy SAM musi taką decyzję podjąć...Lekarze, znajomi, fora dyskusyjne - to tylko dyskusja, ale na pewno NIE podjęcie decyzji, niestety...

A jakby się urodziła z rozszczepem podniebienia, to co? Zostawiłabyś ją, ratowała?

Panienko, tutaj nikt nikogo nie namawia na usypianie, zostawianie w kącie, zagryzanie itp. Po prostu piszemy tak, jak oceniamy daną sytuację, bez emocji. Ty do całej tej sytuacji masz inne podejście, bo u Ciebie dodatkowo dochodzą do głosu emocje, stres... Więc nie drąż już tej sprawy, pogudź się z tym, co się stało i skup się na Norku:lol::loveu:, na Halszce. I sama zobaczysz, następnym razem będzie inaczej!
Pomyśl o Frani i Nufce - jakie cudne wyniki osiągnęły w Olomuńcu!:multi:

Pzdr.

Posted

teraz bedzie tak "teoretycznie"
Suka nie ma RTG w oczach ani w nosie wiec nei umie ocenic tak naprawde zdrowia szczeniecia.
Ma za to termoreceptory - ocenia wiec temperature szczeniat. Suka nie akceptuje szczeniecia z obnizona temperatura ciala. Czasem wystarczy szczenie zabrac i ogrzac aby potem zostalo zaakceptowane. Czasem konieczne jest podanie szczenieciu glukozy ( no ale tu przydalby sie wet znajacy sie na noworodkach albo dobry hodowca )

Szczenieta slabe, a wiec potencjalnie chore sa slabsze, wolniej sie ruszaja no i chlodniejsze. Tak samo moze zachowywac sie szczenie zdrowe ale "zmeczone" porodem wiec czasem instynkt suki zawodzi.
Tak zachowuja sie zazwyczaj WSZYSTKIE szczenieta ras olbrzymich i czasem zdarza sie tak ze suka wogole nie chce akceptowac miotu

Szczeniaki ras malych ( nie biorac pod uwage wielkoglowych ) sa zazwyczaj zywotniejsze ( niz ich koledzy "molosy" )

Posted

[LEFT]Chmmm, chmmm, a propos molosów :multi: pragniemy dołączyć do Szanownego Grona ;). Przestudiowałam przypadki tu zaistniałe, wniosek: większość rodzi się szczęśliwie. Trzymam kciuki za Wasze ciężarówki, maluchom- dużo szczęścia :loveu: A my... 62 dzień temp. od nocy 36,8. Bajka (oczekująca mamuśka) sapie, stęka, aż serce się kruszy :roll:. No więc czekamy...
[/LEFT]

Posted

Mnie nie chodzi o rozpamiętywanie, ale o to, jak się zachować.
W przypadku mojej małej, ona miała strasznie niską temperaturę. Po ogrzaniu do 37* suka nadal jej nie akceptowała. Może zapach?

No ale już nie piszę o tym, nie będę stresować nowo oczekujących na dziei :loveu:

Spokojnych porodów życzę :cool3:

Posted

Są suki, które nie akceptują nawet zdrowych dzieci...ech...no bywa różnie.
A jak się ma twój maluszek panienkabubu ? :) Wymiziaj go ode mnie.:loveu:

Moja mamuśka zaczęła sypiać w porodówce, wygląda na to że ją zaakceptowała, pytanie czy będzie chciała tam urodzić :p:cool3:
A maluchy urządzają sobie w brzuchu imprezki, brzuch bardzo intensywnie rośnie (ale nadal wydaje mi sie nieduży) a suka jakimś straszliwym apetytem nie grzeszy...co mnie trochę martwi...Jeszcze jakieś 10 dni...:loveu:

Posted

Delay - nasz maluszek bardzo dobrze (tfu tfu tfu).

Pije, tyje, marudzi, piszczy, spaceruje.
Kupki robi, siku też, Halszka go akceptuje, on ssie jej palce u stóp.
Ogólnie jest sympatycznie.
Dzisiaj zrobił sobie w nocy wędrówkę po całej porodówce. Myślałam, że dostanę zawału jak zobaczyłam, że nie ma go przy sutku.
Nosek mu ciemnieje już powolutku, łapcie różowiutkie.. Jutro mija tydzień :loveu:

Posted

Panienko, najważniejsze żeby robić to co Ty sama uważasz za słuszne, ja też ratowałabym szczeniaka jeżeli bym tylko mogła.
Cieszę się że malutki ma się dobrze :loveu:
A nawiązując do tematu jedzenia to moja sunia przed samym porodem też nie miała jakiegoś super apetytu, tydzień przed było jej nawet mocno niedobrze, miała sensacje żołądkowe i nic nie zjadła (chyba nawet o tym pisałam tutaj). W dzień samego porodu też głodówka, no ale jak tu jeść skoro się ciągle zipie i dyszy, poza tym takie wydarzenie się zbliża :razz: Powodzenia dla wszystkich co jeszcze przed. :cool3:

Posted

blondie napisał(a):
moja sunia przed samym porodem też nie miała jakiegoś super apetytu, tydzień przed było jej nawet mocno niedobrze, miała sensacje żołądkowe i nic nie zjadła (chyba nawet o tym pisałam tutaj).

No to mnie trochę pocieszyłaś :) moja Mattiuszka właśnie też coś przedwczoraj i wczoraj nie dość że bez apetytu, to jeszcze wymiotowała. Ale temepratura w normie i temperament radosny jak zwykle - a wieczorem apetyt nieco wrócił. Zauważyłam tylko że jakby więcej i częściej pije. Brzucho większe, ale i tak niewielkie, jak na ciężarną, za to jak się rusza...:crazyeye:
No ciekawe iloma wariatami mnie obdarzy :p
Rodzice i krewniacy bardzo temperamentne to nie da rady, dzieciaki coś czuje takie będą :lol:

Guest Agata_B
Posted

Dzidtka_Gl napisał(a):
moja sunia pokryła sie tylko raz tydzień temu... no nic zostało nam czekać i za jakieś 3-4tyg USG... trzymajcie kciuki !!!

Co tzn? :-o

Posted

Bubu, strasznie nam przykro z powodu dziewczynki. Trzymamy kciuki za chlopaka, na zdjeciach wyglada na super faceta!

U nas 61 dzien, temperatura normalna czyli spadki - wzrosty od 37,5 do 38 i na odwrot. Oszalejemy. Raisa ciezko oddycha, ale nadal je (dzis nawet z wieksza checia niz wczoraj), wierci, drapie.
Maluchy sie w brzuszku bardzo ruszaja, i widac ze jej to przeszkadza.

Juz sie nie mozemy doczekac :)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...