Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Przegladając kiedys strony adopcyjne (nie wiem po co, bo nie zamierzałam adoptowac kolejnego psa) na stronie Fundacji Pro Animals znalazłam Gucia.
To pies wyadoptowany przeze mnie w 2003r jako dwumiesięczny szczeniak.
Nie miał chłopak szczęścia. Najpierw zmarł jego właścicel, później dzieci wyjechały za chlebem do Angli. Psem zaopiekowała się teściowa, sama chora i z racji wieku coraz bardziej niedołężna.
W zeszłym roku odmówiła oddania psa. Był to jej jedyny przyjaciel.
Teraz sama zgłosiła się do Fundacji, żeby Gucio nie wylądował w azylu.
Twierdziła, że pies jest wyjątkowo przyjaźnie nastawiony do ludzi i zwierząt i lubi dzieci.

Ogłosiłam psa na wielu stronach adopcyjnych. Minął ponad miesiąc i... nikt nie zadzwonil.
I dobrze, bo pies w tej chwili nie nadaje sie do adopcji. Nie wiadomo, czy wogóle znajdzie dom. To pies uciekinier, wiejski, pospolity, łańcuchowy kundel, nie znający podstawowych komend. W dodatku dość zaniedbany.

Dziś przywiozłam go z Jaworzna do Krakowa. Nie miałam sumienia go tam zostawić. Babcia popłakała się z żalu i radości, że zabieram Gucia.
Na drogę wyposażyła mnie w worek chrupek, kurze nózki i korpusy.
Ale on niczego nie tknął.
Trzasł się jak galareta.
Zamknęłam go w chwilowo wolnym kojcu. Jak ochłonął po podróży skupił się wyłącznie na skakaniu po siatce. Jest w tym dobry, powiem świetny. Jeszcze czegoś takiego w życiu nie widziałam. Wkładał łapy w oczka siatki i właził na górę jak kot. Na szczęście kojec od góry jest zabezpieczony.

To nieduży pies, taki do kolana, ok 25 kg

Jutro chcę go wykąpać, bo po drodze mi uciekł i wytarzał się w krowim łajnie. W przyszłym tygodniu go wykastruję.
Ale co zrobić z tymi ucieczkami, nie mam pomysłu.







Posted

Jak brałam Gucia miał na sobie parcianą obrożę. Wydawała mi się mało bezpieczna, więć ubrałam go w szelki. Nie wiem w którym momencie z tych szelek wylazł i jak, bo nie zauważyłam. Pognał w dól ogrodu i przez otwartą bramę wybiegł na ulice. Ja za nim. Co się zbliżyłam ,to on dawał dyla, nie sposób było go złapać. Wróciłam więc z niczym. Gucio zjawił sie po pół godzinie sam i bez problemu dał sobie założyć obrożę.

Na smyczy chodzi ale ciągnie. Nie jest zbyt silny więc da się go utrzymać. Jak mu sie coś nie podoba, to ma odruch ściągania sobie obroży z głowy. Musiałam ją więc zapiąć na ostatnią dziurkę.

Gucio już po kąpieli



Jestem zauroczona jego brakiem agresji. Bez problemu dał się włożyc do brodzika i wykąpać.
Zostawił w wodzie kg sierści

Miły pies i przyjaźnie nastawiony do ludzi. Lata łancucha nie zwichrowały mu charakteru. Włazi na kolana i liże po twarzy.



Przy okazji wizyty na cmentarzu byliśmy na Błoniach. Zero agresji do innych psów



W domu psy przyjęły go dość przyjaźnie. Oczywiście nie mam mowy, żeby je zostawić bez nadzoru, bo są trochę wysztywnione, ale stosunki są poprawne.
Kota powąchał i tyle.
Jest trochę zmęczony wrażeniami dnia dzisiejszego, więc usiłuje spać.
No i marnie je, wybiera mięso i krzywi się na ryż.
No i sika po ścianach, ale to normalka, wszystkie lały przez pare dni.

Posted

Umówiłam sie na jutro w Skawinie na kastrację Gucia. Trochę się boję. Zawsze sie boję i mam opory.
W nocy przywiązałam go smyczą do łóżka w sypialni, żeby nie uciekł przez psie drzwiczki. Oczywiście wlazł do łóżka, ale go wywaliłam.
Rano zabrałam go do Krakowa. Wsiadł sam do samochodu. Uczy się chłopak.
Zanosi się, że będę go tak wozić dopóki nie przestanie uciekać. Przypuszczam, że nic by mu się nie stało jakby uciekł. Połaziłby po wsi i wrócił. Ale jak go mam od tego oduczać, to nie mogę na to pozwolić.
Jak raz wylezie, to będzie wychodził ciągle.
Co chwilę chodzę z nim na spacer prowadząc go na smyczy we własnym ogrodzie, bo wszędzie leje.
Trochę nam ciasno w domu. Psy sa wszędzie no i chcąc nie chcąc dochodzi do małych awantur.
Najgorsze, że on nic nie chce jeść. Dlatego taki szczupły. Myślę, że po kastracji wróci mu apetyt.
Cieszę się, że go wzięłam. To uroczy pies. Mogłam to już zrobić wcześniej, tylko nie mogłam sobie wyobrazić w domu takiej ilości psów. Ale da sie wytrzymać.
Do kotów dalej ok. Koty go sie wogóle nie boją, bo jest identyczny jak Joguś.

Posted

Dzis Gucia wykastrowałam. Jest jeszcze troche oszołomiony, po tym zabiegu, ale juz nie daje mi spokoju. Pisze jedna reką, bo drugą cały czas muszę go głaskać. Jak tylko przestaję, to mi podrzuca rękę do góry i włazi na kolana. Lekarz kazał założyc mu kołnierz, ale na razie nie ma potrzeby. Cięcie jest malutkie więc może nie zauważył, że mu coś brakuje. Na noc włożę mu majtki.

Posted

I stało się. Zakochałam się w Guciu. Ale jak tu go nie kochać?



Odszczekuję wszysto co napisałam, że jest łańcuchowym, brzydkim kundlem i że nie znajdzie domu.
Właśnie go znalazł. Zostaje u mnie.
Jest ślicznym, mądrym, zrównoważonym, miłym psem. Umie wszystko, co porządny pies musi umieć: śpi w łóżku, żebra przy stole, włazi na kolana, liże po twarzy i podrzuca rękę do góry tak że herbatę wylewam sobie na głowe.
Kocha koty, kocha dzieci, kocha psy. To skarb nie pies.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...