Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Spróbuję. Al eprzeciez musze mówic nie wolno, kiedy się ciagnie na smyczy (bo mi ree ze stawu wyrywa) i wyjmować smieci z pyska (bo przeciez albo sie udławi, albo bedzie miec niestrawności, albo zdechnie psinka) :shake:

Taaak Martynka jest fajna :placz: kori, ty materialistko, co sie smiejesz schowaj pyska i mnie słuchaj wilczyco. ;)

  • Replies 67
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Kori napisał(a):
Spróbuję. Al eprzeciez musze mówic nie wolno, kiedy się ciagnie na smyczy (bo mi ree ze stawu wyrywa) i wyjmować smieci z pyska (bo przeciez albo sie udławi, albo bedzie miec niestrawności, albo zdechnie psinka) :shake:


Jeśli chodzi o ciągnięcie - lepszym od "nie wolno" sposobem jest nauczenie jej chodzenia na "luźnej smyczy" - jest kilka sposobów na to.
Natomiast jeśli chodzi o zjadanie śmieci - tutaj dobrym sposobem jest zapobieganie. Może noś ze sobą trochę smakołyków (ale takich ekstra na przykład mięsko), którymi będziesz "obdarzać" sukę gdy zaniecha śmieci.
Poza tym musisz dużo z nią pracować - organizuj jej czas i w domu i na spacerach - ucz ją czegokolwiek ale niech zacznie zwracać na Ciebie uwagę, śledzić Twoje ruchy i reagować na to co robisz...

Posted

Hmm... no dobrze, ale co to znaczy na luxnej smyczy? I najwazniejsze, jak ja tego nauczyć? :mad: W marcu ma roczek a ciagnie jak idiotka zwłaszcza przez pierwsze 15 minut spaceru...... :roll:

Posted

Kori napisał(a):
Hmm... no dobrze, ale co to znaczy na luxnej smyczy? I najwazniejsze, jak ja tego nauczyć? :mad: W marcu ma roczek a ciagnie jak idiotka zwłaszcza przez pierwsze 15 minut spaceru...... :roll:


Pewnie ciągnie bo chce jej się siusiu :)
Ale na poważnie - "na luźnej smyczy" oznacza, że ma nie ciągnąć i nie napinać smyczy, ale nie musi iść tuż przy Tobie (w odróżnieniu od chodzenia "przy nodze").
Po pierwsze musisz wiedzieć, że pies ciągnie dlatego, że chce do czegoś dojść (nieważne gdzie konkretnie). Jak Cię tam dociągnie, to otrzymuje nagrodę (doszedł gdzie chciał) i co więcej ta "nagroda" jest tym większa (dla psa) im większy opór pokonywał (im trudniej coś zdobyć tym większa "satysfakcja" ze zdobycia celu!). Ty musisz to "przerwać" - jak napina smycz stajesz w miejscu i koniec - pies w ten sposób uczy się, że ciągnięciem nic nie wskóra. Stój i czekaj aż pomyśli :) a na pewno domyśli się na czym polega "zabawa". Ale pamiętaj - psy dość "wolno" myślą i trochę potrwa aż załapie - ale musisz być konsekwentna - ani jednego kroku na napiętej smyczy.
To początek - później proponuję taką metodę - stajesz przodem do suni, mówisz np. "chodź" i cofasz się. Jak sunia ruszy i będzie obok Ciebie odwracasz się (wtedy sunia będzie przy Twojej nodze) i chwalisz sunię (ale jeszcze lepiej daj jej smakołyk - dobrze na początku ćwiczyć w porze jej obiadu - jak będzie głodna to będzie miała większą motywację do pracy). Jeśli Cię wyprzedzi, to się zatrzymaj - poczekaj aż się odwróci i spojrzy na Ciebie i powtórka - "chodź" cofasz się, odwracasz i nagradzasz psa. Po kilku ćwiczeniach załapie, że nagrodę otrzymuje jak jest przy Tobie i o to nam chodzi :) Wtedy zaczynasz powoli - nagroda za dwa-trzy kroki obok Ciebie. Powoli zwiększasz dystans.
Ale pamiętaj zawsze o pierwszej zasadzie - na napiętej smyczy pies nie ma prawa zrobić nawet jednego kroku!

  • 3 weeks later...
Posted

Sukces! MUsze się pochwalic! AN wieczornym spacerku Kori wypatrzyła psa po drugiej stronie ulicy i wiecie co? Zamarła jak zwykle i zaczeła się wpatrywać, ale ja zawołałam i wybrała mnie niż biegnięcie do kolegi! Hurrra! :multi: Ale nie wiem czy poleciała za samkołykiem czy do mnie? ;)

Hmm... JAk wytłumaczyć psu, że nagroda nie jest tylko jedzenie,a le samo słowo dobrze czy pogłaskanie? BO ona nie lubi, jak ja głaskam na spacerze

Ale i tak sie cieszę, Kori jest kochana i coraz bardziej rozumna:lol:

Posted

Kori, nagrodą jest tylko i wyłącznie to, co pies uważa za nagrodę, czyli to, co pies lubi. Jeśli Twoja sunia nie lubi głaskania, to nigdy głaskanie nie będzie dla niej nagrodą.

Posted

Kori napisał(a):

Hmm... JAk wytłumaczyć psu, że nagroda nie jest tylko jedzenie,a le samo słowo dobrze czy pogłaskanie? BO ona nie lubi, jak ja głaskam na spacerze

Ale i tak sie cieszę, Kori jest kochana i coraz bardziej rozumna:lol:


nie wytlumaczysz, co najwyzej mozesz przed podaniem smakolyku poglskac ja, po jakims czasie poglskanie zacznie jej sie kojarzyc milo, ze zaraz bedzie nagroda, i bedzie sie cieszyc podczas glaskania, tak jak my cieszymy sie przed czyms spodziewanym, ze zaraz to nastapi, np. moment czekania na rozpakowanie prezentow jest bardzo przyjemny i pelny napiecia-czyli to kojarzy sie z czyms przyjemnym co za chwile ma nastapic.

  • 2 weeks later...
Posted

NIeswiadomie wprowadziłam Kori komende bieg: dowiedziałm sie o tym na dzisiejszym spacerze, który miał byc ostatecznym testem co to dla psa oznacza :p i się dowiedziłam :angryy:. Otóż kiedy kori była malutka przed rozpoczeciem biegu mówiłam: bieg. I wtedy biegłyśmy, kori zawsze była szybsza, ale nieduzo. Komenda została zapomniana, używam jej od niedawna znowu. ehe. Disiaj Kori jest z 10 x szybsza ode mnie. i Jak mnie pociągnęło to....... :mad: O matko........, co ja arobiłam

Ale miałam pisać o czym innym. Komenda noga = u mnie ma oznaczać chodzenie przy nodze 9bieg przy nodze, bez szarpania i wyprzedzania). MAm ja nagradzać jak siedzi przy mojej nodze, idzie przy mojej nodze, czy za co? Aha zanaczam, ze noga ma być komenda do odwołania, aktaualną dopóki kori nie zwolnie z niej. Sama w to nie wierze, ze moj pies coś takiego bedzie robił :shake:

Chce jeszcze dopracować siad. Tzn. kori jest przede mną i mówie jej siad, z myślą o tym, ze pieknie usiądzie naprzeciwko mnie. A guzik :roll: , zanim usiądzie zdazy przejsc kilka kroków, powyc, czasem poszczekać i w efekcie dopiero po kilkunastu sekundach siada machając ogonkiem ale nie przedemną tylko czasem laduje za mna albo odwrócona do mnie tyłem :p

Bestia nie pies... Matko, jakie fajne były rybki w akwarium <żart> :cool3:

  • 7 months later...
Posted

efra-husky napisał(a):
ja u mojej suńki wyeliminowałam ciągnięcie na smyczy; w prawdzie trochę to trwało, ale teraz to ja wychodzę na spacer z psem a nie na odwrót ;)

nasz treser podpowiedział mi, że jak psiak ciągnie najlepiej jest się zatrzymać w miejscu, po chwili kontynuować spacer; i tak za każdym razem gdy suńka próbowała ciągnąć zatrzymywałam się, aż to ciągnięcie jej się znudziło.


Hmm a jesli to nie pomaga? :shake: Jak ona tylkoe mnie pociagnei to staje, ona wtedy siada i idziemy dalej-ale to nie skutkuje nawet troche :-( Moja sunka wogole nie zwraca na to uwagi... Chodzi na obrozy i woli sie dusic niz isc na luznej smyczy :cool1: Probuje tez caly czas szarpniecia i jednoczesnie moiwe ni ewolno ale tez jak narazie slabo jej idzie. Ogolnei jest bardzo pojetna ale jesli chodzi o chodzenie na smyczy to tragedia... Bardzo chcialabym isc na szkolenie puki jest mloda (ma 7 miesiecy) ale narazie brak funduszy :-(
Niestety to nie jest nasz jedyny problem... >przywolywanie to prawdziwe wyzwanie<

Guest Mrzewinska
Posted

Zamiast oduczac ciagniecia, trzeba psa uczyc prawidlowego chodzenia - od najmlodszego. Ale najpierw idziemy tam gdzie chce isc szczeniaczek - no niech sie zalatwi wreszcie, potem idziemy tam gdzie chce isc mlody pies - no niech sie przywita z kumplem, a potem rece mamy wyciągane z płuckami...
Nie ma innego wyjscia jak szkolenie psa podczas spaceru - kazdego.
Uczenie, ze trzymanie sie blisko jest nagrodzone.
Jesli pies zle reaguje na jakies haslo, to trzeba zaczac od nowa - zmieniajac haslo. Bo dotychczasowe jest zle zauczone. Latwiej psu czynnosc skojarzyc z nowym slowem niz zmieniac zachowanie zauczone nieprawidlowo,a skojarzone z poprzednim haslem.
I my mamy byc tak aktywni - biegajac, zmieniajac kierunek i tempo, dajac psu nagle siad, do mnie, cos do poniesienia - to zwlaszcza dla wszystkich goldenow i labkow, bo sile ciagnac maja nie gorsza od haszczakow i malamutow - zeby pies nie wybieral innej drogi, zeby warto byloby mu byc blisko. Po prostu musimy cos z psem robic caly czas.

Zofia

Posted

Nic dodać, nic ująć ;)


Co do metody "zatrzymywania się" o której pisała efra-husky - wydaje mi się, że jest potocznie nazywana "metodą drzewka" (od tego, że stajemy jak wrośnięci w ziemię, jak sądzę:p) Wg. mnie i moich obserwaji ta metoda nie jest jakoś szczególnie skuteczna. Nie mówię, że się nie zdarzy psiak, na którego to zadziała. Do tego metoda ta jest dosyć męcząca - wiem, bo pamiętam moją sąsiadkę, która bezskutecznie przerabiała ją ze swoim husky'm.
Mam wrażenie, że ta metoda w przypadku psa, który ma już utrwalony nawyk ciągnięcia jest kompletnie niewłaściwa i niezbyt skuteczna.

Ja swoją sukę uczyłam od pierwszych spacerów. Zaczęłam z metodą zmiany kierunku marszu i tak jak pisze Zofia - od nagradzania trzymania się blisko, potem była nauka chodzenia na luźnej smyczy, bez wyprzedzania, a na samym końcu bez smyczy w coraz bardziej rozpraszających uwagę warunkach. Dzięki temu moja suka nie ma pojęcia co znaczy "ciągnąć na smyczy" i całe szczęście :p
Uważam, że dobrze jest uczyć psa, że nie tylko my decydujemy, gdzie idziemy i w jakim tempie, ale też, że my decydujemy kiedy można wąchać trawkę albo krzaczki i kiedy powinien iść przy nodze.
- wg. mnie, nauka chodzenia na smyczy, to absolutnie najważniejsza, podstawowa rzecz, jakiej powinno się uczyć psa od maleńkości - a często odnoszę wrażenie, że niektórzy zwlekają z tym strasznie długo pilnując tylko, żeby pies umiał przede wszystkim "siad", czy "waruj"...

Posted

Delay napisał(a):

- wg. mnie, nauka chodzenia na smyczy, to absolutnie najważniejsza, podstawowa rzecz, jakiej powinno się uczyć psa od maleńkości - a często odnoszę wrażenie, że niektórzy zwlekają z tym strasznie długo pilnując tylko, żeby pies umiał przede wszystkim "siad", czy "waruj"...


Zgadzam się. Ja to zaniedbałam i teraz muszę dużo energii poświęcić na walkę z nawykiem (niezbyt utrwalonym, ale jednak jakiś nawyk jest). A zaniedbałam dlatego, że często gdzieś się spieszyłam z maluchem i dawałam się ciągnąć, bo nie miałam czasu na drzewka - a w takiej sytuacji należało psu po prostu nałożyć szelki.

Posted

No dobrze: to jeszcze raz...
Rzeczywiscie "metoda drzewkowa"nie pomaga ani troche
Prosze o dokladna instrukce to mam robic... Powiem ze mi zalezy tylko na nie ciagnieciu nie musi isc przynodze a juz o chodzeniu przy nodze bez smyczy moge pomarzyc :shake: To nagradanie zeby szla kolo mnie chyba nie zabardzo sie uda bo ona zawsze idzie przede mna i sobie weszy :razz:
PS:Ucze ja klikerem

Posted

To potrzebujesz klikerowca - ja klikerem generalnie swojej suki nie szkolę.
Mogę ci podać dwa sposoby, bez klikera. Jeden mojego, bardzo zaufanego szkoleniowca a drugi behaviorysty z USA. Oba przeze mnie wypróbowane i skonsultowane z fachowcem. Uważam, że to są bardzo dobre metody.

Pierwsza: - (naprowadzanie smakołykiem, czy zabawką - z tym zawsze warto spróbować)
Potem dochodzi nauka chodzenia na luźnej smyczy - pies ma iść obok nas, nie przed nami- generalna zasada i o to wszystkim chodzi. Ma podążać za nami - ponieważ to my pełnimy rolę przewodnika. Metoda którą mam na myśli polega na korygowaniu - poprzez blokowanie wyprzedzania psa np. ręką (absolutnie nie polega to na użyciu wobec psa przemocy). Domyślam się, że to jest odpowiednio trudniejsze w zależności od stopnia nasilenia rozwydrzenia naszego psa :p Ja widziałam, że po kilku takich "korekcjach" psy załapują o co nam chodzi. Smycz ma być luźna (ale takiej długości, żebyśmy nadal mogli kontrolować psa)
Ważne jest też, żeby nie pozwolić psu na odchodzenie na boki w celu wąchania sobie krzaczków - to my mamy decydować o "czasie wolnym".
Oczywiście idziemy swobodnie, trzymając się prosto i nie zerkamy nieustannie i nerwowo na psa.

Druga: - jak nauczyć psa chodzenia przy nodze, jeśli nie ma o tym zielonego pojęcia?
Przede wszystkim najlepiej jest zacząć już pod drzwiami wyjściowymi. Pies ma podążyć za nami - nie przed nami - to znowu oczywiste. Obrożę psu dobrze jest założyć nieco wyżej - jak zakładają ringówki na wystawach psów. (ja mam collie i im się generalnie inaczej założyć nie da ;) ) Spacer zaczynamy od naprowadzenia psa na to o co nam chodzi - czyli podążania obok nas. Pies przyzwyczajony do ciągnięcia oczywiście będzie protestował usiłując nas wyprzedzić - korygujemy to naprowadzaniem na pozycję przy nodze krótkimi, przerywanymi pociągnięciami smyczą (pociągnięciami - to nie znaczy szarpaniem, jest to raczej blokowanie psa) Generalnie psa ciągnąć jednostajnie nie można - powstają wtedy dwie odpychające się negatywne energie, natomiast inaczej dzieje się, jeśli pociągnięcia będą krótkie i przerywane - wtedy wg. niektórych teorii mózg psa się odblokowuje i wtedy żaden dalszy "nacisk" nie jest potrzebny.Psa który odstawia się od nas spowrotem przyciągamy spokojnie do boku. Ruszamy przed siebie pewnie i swobodnie. Najważniejsze to nie garbić się i nie patrzeć na psa a starać się po prostu iść nie pozwalając mu na wyprzedzenie nas wspomnianymi wcześniej krótkimi pociągnięciami w razie potrzeby.
Widziałam, także na żywo - jak działa ta metoda. Wygląda to tak, że pies w pewnym momencie "puszcza" - czyli kapituluje, uznając nas za przewodnika. Potem podążą obok nas zupełnie swobodnie, a smycz może być zupełnie nie napięta.
Jeśli chcemy pozwolić psu na powąchanie trawki, czy załatwienie się - dajemy mu przestrzeń luzując smycz.



Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam.
Mnie te metody odpowiadają. Widziałam ich działanie, widzę w nich pewną logikę, uważam je za skuteczne i w żadnym wypadku nie krzywdzące psa - natomiast wytaczają psu pewne granice.
W obu przypadkach musimy zachować spokój i asertywność. Zaskakujące nieraz jak szybko psy się do tych granic adaptują.
Uważam, że psa chodzenia przy nodze po prostu należy uczyć taką czy inną metodą (byle nie polegającą na zadawaniu bólu) - zwłaszcza w mieście. Niezbędna jest kontrola nad zachowaniem psa,a już zwłaszcza dużego na spacerach.
Nie twierdzę, że jest to łatwe - na pewno, jeśli jesteśmy asertywni i konsekwentni - nie ma zmiłuj, psy jak zauważyłam wtedy dosyć szybko przyjmują nowe warunki, pod warunkiem, że one bezwzględnie obowiązują.

  • 2 years later...
Posted

Kori napisał(a):


Bestia nie pies... Matko, jakie fajne były rybki w akwarium <żart> :cool3:



minęły ponad 2 lata a nigdzie nie widzę opisu jak to się skończyło Kori napisz jaki jest ciąg dalszy szkolenia psa lub zamiany na rybki ;) pozdrawiam

Posted

twa1001 napisał(a):
minęły ponad 2 lata a nigdzie nie widzę opisu jak to się skończyło Kori napisz jaki jest ciąg dalszy szkolenia psa lub zamiany na rybki ;) pozdrawiam



z tego co sie orientuje Kori nie ma juz psa? O ile sie nie myle i dobrze pamietam ;)

Posted

Ojejej, ja zupełnie zapomniałam o tym wątku :oops:

Minęły chyba trzy lata :roll:. Nie Zadaję już takich głupawych pytań, pracuje z klikerem, nie mam żadnych obiekcji co do mojego psa.

rok temu odeszła Kori, mój pierwszy pies, o którym założyłam był ten wątek. Kiedy to pisałam prawdopodobnie była w okresie "młodzieńczej głupawki", później samo przeszło jej ciągnięcie, nauczyłyśmy się współpracy. Nie spuszczałam jej ze smyczy an terenie nieogrodzonym, zniknęła konieczność przywoływania. Zbyt ją kochała, żeby ryzykować. Przyzwyczaiłam się, że taka jest specyfika rasy. Pojawiła się prawdziwa przyjaźń, której wystarczy, że jesteśmy, idziemy, siedzimy obok siebie. Razem, ale osobno.

tak jak już pisałam, Kori odeszła w listopadzie ubiegłego roku. Walczyliśmy 3 dni, ale nie udało się :-(

Pustka była za duża, zbyt czarna i wsysająca wszystko. Potrzebowałam psa.
W ten sposób pojawiła się u nas Aura. Byłam już starsza i mądrzejsza, a Aura ma zupełnie inny charakter od Kori. To pies żywioł, którego nie można być niczego pewnym (jest teraz w tym wieku, kiedy miałam problemy z Kori). Dzięki mojemu doświadczeniu, a pewnie tez swojej psychice jest o wiele bardziej kontaktowa, a kliker pomaga się nam porozumieć. Nie jestem tez już dzieckiem z syndromem "psa-cywila", husky to nie owczarek, nie wymagam cudów, wiem, ze trzeba dużo ćwiczyć. Wszystko co Aura robi źle wynika z moich błędów i zdaje sobie z tego sprawę.

Jak sobie poradziłam z ciągnięciem na smyczy? (wytłuszczam, bo wiele osób ma ten problem)
problem prawie zniknął, kiedy zaczęła biegać przy rowerze. Widziała, ze szelki są od biegania, smycz od spaceru.
z Aurą wiedziałam od małego jak pracować. Cały spacer w tempie żółwia dla psa jest przeżyciem fatalnym. Przeplatamy go nagłymi zrywami biegu (ja je inicjuje, pies tylko na to czeka), skakaniem przez ławki w parku, chodzeniem po nich, ćwiczeniem komend w parku, na chodniku, przed przejściem. Może nie jestem zawsze w centrum jej zainteresowań, ale na tyle się wysilam, że kiedy daję sygnał kiedy razem szalejemy, a pies nie szuka sam rozrywek ciagnąć do wszystkiego. Wystarczy garść smakołyków an godzinny spacer, pies nigdy nie wie, kiedy zostanie nagrodzony. Co jakiś czas zerka, zawsze wykonuje polecenia, chętnie wącha idzie powoli, wolno albo biegnie.
Żeby pies nie ciągnął, trzeba się nim zająć,a nie tylko oglądać obłoki. Aura potrafi wytrzymać 40 minut wolnego spaceru, kiedy rozmawiam z koleżanką, bo wie, ze jej to wynagrodzę - w drodze powrotnej będziemy biegać albo skakać, przeciągać się patykiem.

Dziękuję za odgrzebanie tego starocia ;) To uświadamia nam jak wiele zależy od doświadczenia i chęci, no i oczywiście czytania dogomanii.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...