Divi Posted October 26, 2009 Posted October 26, 2009 Jak by co to ucz psine, że tak nie wolno robić nagradzaj za dobre zachowanie. Quote
karjo2 Posted October 26, 2009 Posted October 26, 2009 Na juz poczytaj: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=145277 i druga odslona tego tematu ( na razie z dobrym skutkiem): http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=144801 http://pies.onet.pl/13,12509,42,zaufanie_psa_ze_schroniska,ekspert_artykul.html http://pies.onet.pl/1472,20,28,niewdzieczny_pies,artykul.html http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=144408 Zuulaaa, skad jestes, moze uda sie podpowiedziec dobrego szkoleniowca, by nie pogorszyl sytuacji. Quote
Delph Posted October 26, 2009 Posted October 26, 2009 Zaznaczę sobie temat, bo mnie interesuje ;) Moim zdaniem podstawą jest określenie w jakich sytuacjach pies reaguje w ten sposób. Jest olbrzymia różnica między psem, który w ogóle nie wpuszcza gości (jest spięty już jak ktoś przychodzi) a psem, który reaguje nerwowo w określonych sytuacjach. Po pierwsze, nawiązując do pierwszego postu Zulaa, pies nigdy nie atakuje bezpodstawnie. Kluczem do sukcesu jest znalezienie z jakiego powodu atakuje. Dla przykładu u moich rodziców mieszka sunia, którą adoptowaliśmy ze schroniska. Pies jest po makabrycznych przejściach, o czym świadczą ślady na jej ciele. Gości wpuszczała zawsze bez problemu, jest miłą, uległą sunią, z którą każdy może zrobić co chce. Tak więc z tym nie było kłopotu, ludzie wchodzili, bawili się z nią, częstowali smakami, pies się nie spinał. Schody zaczynają się podczas spotkań "okazyjnych". Sunia ma uraz do facetów po alkoholu, wystarczyło, że jakiś wujek czy dziadek wypił symboliczny kieliszek wina i koniec. W momencie, gdy taki mężczyzna chciał np. wstać do toalety, albo wykonał gwałtowny gest czy podniósł głos w żartach gestykulując następował "atak", czyli doskoczenie do nogawek z wrzaskiem. Wszyscy inni mogą skakać, krzyczeć, śmiać się, zaczepiać psa. Ma uraz do konkretnych sytuacji i koniec (to nie jedyny jej uraz, tak samo reaguje też np. na ulicy na gwałtowne gesty facetów wobec osób słabszych, np. dzieci, często się "myli" i broni dzieci grających w piłkę z ojcem, bo jej się wydaje, że mężczyzna kopie w dzieciaka). My jej odpuściliśmy, zaakceptowałam to, że ma bardzo nieprzyjemne wspomnienia. Przewiduję, kiedy może zareagować nerwowo i zapobiegam, odwracając jej uwagę, podchodząc do niej i uspokajając (wtedy czuje się pewniej, bo jej wyskoki wynikają raczej ze strachu). Proponuję dokładnie przeanalizować sytuacje, w jakich dochodzi do "ataków". Jeżeli pies jest pewny siebie i atakuje, bo uważa, że on tu rządzi, to trzeba mu pokazać, że to my decydujemy, kto nas odwiedza i co robi. Natomiast jeżeli podłożem są jakieś lęki i wspomnienia, jak u mojej suni, to sprawa jest cięższa i trzeba psa "odczulić" na stresowe sytuacje. W obu przypadkach proponuję spotkanie z dobrym szkoleniowcem, opowiedzenie mu wszystkich sytuacji z najmniejszymi szczegółami i pracę z psem według jego zaleceń. Quote
zulaaa Posted October 27, 2009 Author Posted October 27, 2009 Ja wlasnei juz spotkalam sie 2 razy ze szkoleniowcem i to u mnie w domu zeby pokazac jak dokladnie pies sie zachowuje , oczywiscie pan szybko zobaczyl o co mi chodzi wystarczy ze wstac gwaltownie lub reka machnal i oczywiscie wszedl do tego pomieszczenia zamkbnal drzwi zaraz wyszedl a pies sie rzucil , on ma ogrona schize na to pomieszczenia ale nigdy nic mu sie tam zlego nie przydarzylo wiec nie wiem czemu to tak zle mu sie kojarzy. postanowialm tu napisac bo widze ze te spotkania ze szkoleniowcen jesli beda mialy jakis skutek to bardzo powolny oczywiscie licze sie z tym tylko piesek ostatnio to tak nasil , zaczal sie juz rzucac na kolezanki ktore do tej pory lubil a teraz one nie moga spokojnie wstac , nigdy nie ugryzl ale wscielke sie rzucza i szceka-jest to przerazajace. nie wiem czy akurat ten szkoleniowiec pomoze wiec dlatego tu pisze-moze macie jakies rady:) w jego rpzypadku u mnie w domu najlepiej nie ruszac rekami , nie chodzisz szybko a i tak w sumie nie ma reguly , bo kilka dni temu np sasiadka pomogla ni wtaszczyc dywan czyli cos duzego a ten juz na nia sie rzucil , do tej pory ja trawil , nie wiem co mus ie w glowie przestawia i to jest coraz gozej. Wiem ze zadne krzyki , zamykania go nie pomagaja wiec nie ma pojecia jak to w nim wytepic Quote
ana Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 zgadzam się z Tobą mała czarna - to stwierdzenie też zwróciło moją uwagę ... Quote
Delph Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 Stwierdzenie świadczy o braku cierpliwości do psa i jego zachowania, tym bardziej, że dziewczyna nie wie jak postępować. Ważne, że szuka pomocy i chce się czegoś dowiedzieć, prawda? Cierpliwość i powstrzymanie emocji są tu najważniejsze, jak sama napisałaś skutek będzie powolny i będziesz musiała w to włożyć dużo pracy. To nie jest tak, że przychodzi szkoleniowiec i jak za dotknięciem magicznej różdżki pies się zmienia. Szkoleniowiec powinien powiedzieć Ci, jak masz na co dzień pracować z psem i dalej to już Ty sama musisz ułożyć sobie z psiakiem relacje. Pamiętaj, że krzykami, utratą cierpliwości niczego nie osiągniesz, tylko systematycznymi, konsekwentnymi ćwiczeniami. Zwierzęta doskonale wyczuwają nasze emocje, żaden pies nie będzie słuchał przewodnika, który traci nad sobą panowanie. Jeżeli masz gorszy dzień, albo coś nie idzie tak jak powinno, zróbcie sobie przerwę, ochłoń i wróć do tego jak Ci przejdzie ;) Co poradził szkoleniowiec, jakie dał wskazówki? Nie możesz dłużej czekać i nic nie robić, skoro sytuacja się pogarsza. W ten sposób tylko utrwalasz takie zachowania. Jeżeli szkoleniowiec powiedział tylko tyle, że goście mają nie chodzić po domu i nie wymachiwać rękami czas zmienić szkoleniowca, agresja do ludzi jest problemem, przy którym nie ma miejsca na błędy w szkoleniu. Tak "na już" to proponuję zacząć uczyć psa podstawowych komend. Przydadzą się podczas wizyt gości, nawiążesz z psem głębszą więź, nauczysz się go "czytać", przewidywać reakcje no i pies będzie posłuszniejszy. Tak jak ktoś napisał, podaj z jakiej jesteś miejscowości, poradzą Ci tutaj dobrego szkoleniowca i skorzystaj z niego jak najszybciej. Do tej pory ja na Twoim miejscu (nie musisz z tego korzystać, nie jestem szkoleniowcem) zrobiłabym tak: Podczas wizyt gości pies powinien być na długiej smyczy (żeby zapobiec tragedii, w końcu może kogoś pogryźć). Daj mu przywitać się z gościem, powąchać, wprowadź gościa do domu. Nagradzaj cały czas najmniejsze nawet dobre zachowanie smakołykami, pochwałami głosem (przywitał ładnie gościa-smakołyk, weszliście do pokoju spokojnie-smakołyk, gość usiadł-smakołyk itd.). Jeżeli pies się nie spina próbujcie dalej, gość np. wstaje, albo podnosi rękę, jeżeli pies jest spokojny-smakołyk. Gość kręci się po pokoju, wymachuje rękami, jeżeli pies nie zareaguje-smakołyk, olbrzymia pochwała. I tak dalej, maleńkimi kroczkami, pies na smyczy pod kontrolą, wszystko stopniowo. Psiak powinien zacząć kojarzyć przychodzenie gości z czymś fajnym i przyjemnym, a nie z przykrym obowiązkiem pilnowania "intruza". Tak więc bez krzyków, nerwów, karcenia, zamykania. Ja bym tak ćwiczyła do znudzenia, aż psiakowi obrzydnie wreszcie to pilnowanie i zrozumie, że to nie ma sensu i jest nieopłacalne :p To oczywiście tylko dopóki jakiś dobry szkoleniowiec nie zobaczy Ciebie i psa na żywo i nie ustali dokładnych wytycznych, bo pamiętaj, że nieodpowiednim postępowaniem możesz więcej zepsuć niż naprawić. Nurtuje mnie to wchodzenie do małego pomieszczenia, czy pies tam śpi? Albo jest karmiony, albo przechowujesz tam jedzenie? Możliwe, że on po prostu broni tego pomieszczenia, spróbuj się nad tym zastanowić. Whoaa, ale posta wypociłam ;) czekam na wskazówki, jeżeli coś jest niezrozumiałe, albo ktoś się z moim myśleniem nie zgadza ;) Quote
zulaaa Posted October 27, 2009 Author Posted October 27, 2009 Piekny długi post dzieki wielkie:) Ja jestem z poznania no i jak mowilam spotkalam sie juz z jednym szkoleniowcem i chwilowo mam wlasnie mu wydawac proste komendy i nagradzac i tak robie od tygodnia:) on mowi ze jest to do wytepienia bo ataki jego zdaniem sa powodem jakiegos leku a nie checi bezsensownego pogryzienia. jesli chodzi o ta mala klitke ( tam sa ciuchy, kurtki itp on tam nie bywa czesto , nie zamykam go tam nie je ani nie spi )to ja nie mam pojecia czemu sie na nia uwzial bo normalnie jest tak ze drzwiami wejsciowymi ktos obcy moze wejsc i spoko tylko potem juz w domu wlasnie on sie rzuca jak cos ten czlowiek krzyknie, czy machnie. jednak nikt nie moze wyjsc pokojowo z tej wlasnie klitki, moze w przeszlosci byl on w czyms podobnym zamykany, nie wiem. W sumie ma takie same jazdy jak ja np leze w lozku i ktos do mnie wejdzie ale to raczej obronne i powiedzmy nie tak notoryczne. Najgorsze dla mnie jest to ze zamiast moj piesek uczyc sie kultury i zycia wsrod ludzi staje sie coraz gorszy (mam go jakies 10 miesiecy) , jestem lekko przerazona gdyz upierdliwe takie zycie , a teraz to juz jest tak ze ja wole nikogo nie zapraszac zeby miec spokoj i sie nie stresowac a wymarzylam sobie wdzieczna przytulanke :) i sie nie udalo No i rzeczywiscienie nie jestem specjalista od wychowania psow i cierpliwosc mam slaba , niektorzy niepotrzebnie sie doszukuja mojej bezdusznosci:). Dzieki w ogole za rady w tym tyg mam spotkanie ze szkoleniowcem juz ktorys raz, zobaczymy moze cos wymysli , przycisne go i powiem ze to sie bardzo nasila choc wiem wiem cierpliwosc i praca praca:) Quote
M@d Posted October 31, 2009 Posted October 31, 2009 Zły podział : schroniskowiec/nie schroniskowiec... Zależy od psa i ... właścicieli ... Miałem psa od szczeniaka, rozpieszczaliśmy go i (wg. behawiorystki - bo i tam dotarł...) właśnie dlatego zachowywał się podobnie do opisywanych (pomogło zmniejszenie "rozpieszczania" i koncentrowania na nim uwagi...). Mam teraz 2 schroniskowce i żaden nie przejawia takich zachowań... Nie generalizujmy. Schroniskowce, nawet po przejściach, to nie demony, ani bomby z opóźnionym zapłonem czyhające na błąd aby wybuchnąć... Quote
Delph Posted November 1, 2009 Posted November 1, 2009 [quote name='M@d']Schroniskowce, nawet po przejściach, to nie demony, ani bomby z opóźnionym zapłonem czyhające na błąd aby wybuchnąć...[/QUOTE] Racja, sama mam najbardziej zrównoważonego psa, jakiego znam, ufny do ludzi i absolutnie łagodny i komunikatywny do wszystkich zwierząt. A siedział jakieś 5 lat w przytulisku na łańcuchu i był kilkakrotnie dotkliwie pogryziony (trafił do mnie bardzo poraniony). Więc nie ma reguły. Jedyne co, to przy psie po przejściach trzeba się trochę wysilić i znaleźć powód jego niepożądanych zachowań. A i tak może się okazać, że to wina złego prowadzenia przez właściciela, tak jak w przypadku psów wychowywanych "od szczeniaka" w domu. Co pies to inny przypadek :p Quote
M@d Posted November 2, 2009 Posted November 2, 2009 Uwaga ogólna, a nie do tego konkretnego przypadku: Obawiam się, że CZĘŚĆ problemów ze schroniskowcami może wynikać ze współczucia i dobrego serca... Piesek taki biedny, ze schroniska ... no to mu się "popuszcza"... A jak już "przesadzi" rozpuszczony pozwalaniem na zbyt wiele, to mu się zaczyna "przykręcać śrubę" i konflikt gotowy ... Oczywiście część to wynik przejść z ludźmi, część to wynik "charakterku" (czasem może właśnie dlatego "charakterku" pies trafia do schroniska...), część to wynik przejść z innymi psami w schronisku itd ... Rożnie bywa... Quote
Delph Posted November 2, 2009 Posted November 2, 2009 Rozpuścić można każdego psa i nawet z najłagodniejszego, uległego psiaka zrobić uciążliwego potwora. Poza tym dla mnie ciekawym zjawiskiem są sytuacje, w których w jednym domu pies jest nie do zniesienia, agresywny itd. a w innym aniołek nie do poznania. To wyraźny znak, jak wiele zależy od podejścia właściciela i powinno być nadzieją dla tych, którzy zmagają się z problemami wychowawczymi. Trochę pracy, zmiana myślenia i większość problemów da się przezwyciężyc :p Łatwo powiedzieć, nie? ;) Quote
gość123456 Posted November 3, 2009 Posted November 3, 2009 Tak z mojego doświadczenia, wiedzy, obserwacji, czytania: dodam, że jeśli szkolisz psa, ćwiczysz to zawsze na neutralnym gruncie, w którym pies czuje się najlepiej i nic go nie rozprasza. Jak poczujesz, że pies Cię słucha i jest w Ciebie zapatrzony to w pomieszczeniu, w którego drzwiach pies dostaje szału. Na początek proste komendy, które już bardzo dobrze rozumie (oczywiście cały czas nagradzanie. (kliker też może się przydać, poczytaj w internecie) Kiedy pies przyzwyczai się do szkolenia w tym pomieszczeniu to zatrudnij rozpraszaczy (pies na smyczy), niech kręcą się wokół wejścia, upewnij się, że pies jest spokojny, gdy to robią i nagradzaj, ćwicz. Dlaczego polecam kliker? Bo podawanie smakołyków przez gości może być uciążliwe. Gdy pies przyzwyczai się do klikera to na wejściu podasz je gościom i gdy pies będzie spokojny, a oni będą czuli się bezpiecznie będą mogli kliknąć. Kiedy goście będą chcieli wyjść, wstać to wtedy (gdy pies będzie się kręcił wokoło) wydajesz prostą komendę np. siad, zostań, dajesz smakołyk, a gość klika. Gdy pies pozostaje w miejscu gość wstając klika - ćwicz na miłych osobach, drobnych, nie przytłaczających dla psa. Gdy zamierzasz zaprosić więcej osób, idź z psem wcześniej na długi spacer - pies będzie zmęczony to się uspokoi - budujesz również pozytywne skojarzenie - długi spacer przed wizytą. Quote
zulaaa Posted November 3, 2009 Author Posted November 3, 2009 wielkie dzieki , musze sobie to poukladac i zaczac dzialac zeby byly rezultaty w koncu jakies Quote
M@d Posted November 4, 2009 Posted November 4, 2009 [quote name='Delph']Rozpuścić można każdego psa i nawet z najłagodniejszego, uległego psiaka zrobić uciążliwego potwora. Poza tym dla mnie ciekawym zjawiskiem są sytuacje, w których w jednym domu pies jest nie do zniesienia, agresywny itd. a w innym aniołek nie do poznania. To wyraźny znak, jak wiele zależy od podejścia właściciela i powinno być nadzieją dla tych, którzy zmagają się z problemami wychowawczymi. Trochę pracy, zmiana myślenia i większość problemów da się przezwyciężyc :p Łatwo powiedzieć, nie? ;)[/QUOTE] Czasem odrobienie błędów jest prawie niemożliwe dla laika. Pies już zna właścicieli i się ich nie boi. Natomiast gdy np. trafi do innych ludzi, którzy od początku wezmą go w karby, może się zmienić nie do poznania. Myśmy rozpuścili naszego pierwszego psa i miał nas głęboko w (_!_) :diabloti: Jak postanowił, że jakiegoś psa trzeba obszczekać, to ani prośba ani groźba nie skutkowała ... Treserka na dzień dobry (jak zaczął na nią szczekać) walnęła łańcuchem pod łapy psa i chodził na tresurze jak w zegarku! Ale TYLKO na tresurze!! :cool1: Nawet koty rozumieją zmianę zasad ... U matki koty wracają kiedy chcą, a ona czeka na nie choćby do 3 nad ranem, żeby kotka wpuścić... Jak wyjechali na kilka dni i koty o 22 zastały drzwi zamknięte (żona poszła spać) a ja wróciłem z brydża o 2 w nocy i dopiero je wpuściłem, to następnego dnia o 21.30 oba koty na wyścigi wróciły do domu, zjadły i grzecznie poszły spać. :diabloti: I tak trwało aż wrócili rodzice... Pierwszego dnia matka była zdziwiona, (aż mi o tym opowiedziała) że oba koty wróciły przed 22! Ale tak był tylko 1 dzień, bo wróciły te ciołki, co czekają żeby wpuścić kotki i balety do późna w nocy rozpoczęły się od nowa ... :evil_lol: Quote
karolajn Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 witam, mam podobny problem, jakiś czas temu pisałam w tym dziale w zupełnie innej sprawie - pogodzenia suczki i kastrata. oczywiście, psiaki się już uspokoiły, w miare zaprzyjaźniły, chociaż na parę rzeczy trzeba uważać.Demon jest u nas od trochę ponad miesiąca i okazał się bardzo miłym psiakiem, chociaż, właśnie, z rezerwą do obcych. mój problem jest taki, że Demon nie chce wpuszczać obcych. PIerwszy obcy przybył do nas mniej więcej tydzień po tym jak go adoptowaliśmy i był to znajomy rodziców. Tata otworzył furtkę, i Demonik stanął w niej w postawie obronnej, powarkując. Elza oczywiście skorzystała z otwartej furtki i zamiast powitać gościa, radośnie wybiegła na zewnątrz. On też, ale po to, żeby postraszyć gościa. Tata dla bezpieczeństwa wziął go za obrożę, i tak Demon i Tata odprowadzili gościa do samych drzwi i wszystko skończyło sie dobrze. mojego chłopaka Demon poznał na spacerze i nie było żadnych problemów. Na moich znajomych trochę się zajerzył, ale jeszcze nie czuł się tak pewnie i dałam radę go odwołać od drzwi. Później dostał od nich smaczka, i też było w porządku, chociaż chłopak koleżanki złośliwie stwierdził, że "niezłe odszkodowanie by dostał, jakby taki wielki pies go ugryzł":/ teraz jest już od ponad miesiąca i mniej więcej tydzień temu otworzył sobie kolczatkę na spacerze, przy samej furtce i zaczął się ścigać z psem sąsiadów przy płocie, nie zdołałam go odwołać, a akurat szedł robotnik jakiś do sąsiadów i zaczęła sie jazda - facet podszedł do furtki sąsiadów i stanął jak wryty z przerażeniem w oczach. Bo Demon stanął przed nim i się zajerzył znów, a to duży pies. Facet się nawet nie odezwał, w końcu Demonka złapałam, bąknęłam tylko przepraszam, a facet się schował czym prędzej na posesję. Złapałam za zwykłą obrożę, i kroczek po kroczku, smakołykami wprowadziłam go do nas. Dziś przyjechał do nas dziadek, i było bardzo nieciekawie. Przy wejściu złapałam Demona, ale zaczął się rzucać, wyprowadziłam do drugiego pokoju, i dałam dziadkowi spokojnie się rozebrać. A Demon wciąż się rzucał, na siad zareagował i usiadł na pół sekundy. Chwilę trwała taka walka, aż się uspokoił, przestał szczekać... podeszliśmy do dziadka, i zaczął na niego skakać,i próbował złapać za rękę. Wiem, że zrobiłam źle przytrzymując go tyle czasu i w sumie sama nakręcając, ale on jest ogromny, silny i strasznie zwinny, także mogłabym go później nie złapać, a dziadek o starszy człowiek i wiadomo. Wyprowadziłam go na dwór, żeby trochę ochłonął, wyszłam założyłam kaganiec i weszliśmy powoli z powrotem. Akurat ciasto było grane w kuchni, więc Dziadek wcisnął mu kawałek przez ten kaganiec i jest ok, chociaż kaganiec został zdjęty, dopiero za kilka godzin. Takie sytuacje zdarzają się za każdym razem, gdy chce wejść ktoś obcy. Jak jest kurier, listonosz i muszę wyjść i coś podpisać, to zawsze zamykam psiaka w domu, dla bezpieczeństwa. Nie jest też jakoś strasznie szczekliwy, nie rzuca się jak debil na ogrodzenie jak ktoś przechodzi, chociaż odprowadza każdego do końca płotu, i szczeka zaznaczając swoją obecność. Na spacerach jest bardzi prztyjazny do ludzi, chodzi bez kagańca i jest wszystko w porządku.Na posesji broni po prostu swojego stada. CHociaż po tym incydencie z zerwaniem obroży zaprzestaliśmy spacerów, organizuje mu czas na posesji, ale już leci do nas pocztą kantarek halti. Tylko nie wiem czy to dobry pomysł, żeby psa właśnie, gdy wchodzą goście zabezpieczać halterem, czytałam o uszkodzeniach kręgosłupa, i zastanawiam się czy jak on jest tak nakręcony nie wyrwie się któregoś razu i sobie nie zrobi jakiejś krzywdy. Tak jak pisałam , najgorszy moment to ten, kiedy "obcy" wchodzą, później jest trochę lepiej, chociaż powiem szczerze, że nie każdy nasz gość chce się z nim "zaprzyjaźniać". Akurat dziadek bardzo lubi psy, i wie o co chodzi, sam miał w latach 60-tych foksteriera, który potrafił się rzucić człowiekowi do gardła i wie, że droga do seca psiaka wiedzie przez żołądek. A my po tym incydencie, dzisiejszym, jestem trochę przerażona. Dodatkowo Elza ma jeszcze cieczkę, i co dziwnego, żaden kundelek się w okolicy nie kręci, a jak już jest to Demon szaleje. A Elza jest taka, że kocha wszystko i wszystkich, wszystkich wpuści, jak siedziałam z Demonem w drugim pokoju to raz po raz wchodziła podzielić się z Demonkiem radością, że ktoś przyszedł tutaj, a Demon, odwrotnie, szału dostawał. Quote
Martens Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 Ciężka sprawa, pies jak widać jest bardzo terytorialny. Długa praca przed Wami, a ja chyba nie podejmuję się rozwiązać problemu przez internet. Przyda się Wam dobry szkoleniowiec lub behawiorysta, który nie boi się problemów z agresją. Obawiam się tylko, że zaprzestanie spacerów i izolacja psa od świata zewnętrzenego pogarsza ten stan, pogłębia tą obronę terytorium; spróbuj ubierać go podwójnie, obroża i szelki i dwie smycze przy tym; jeśli coś zerwie, będzie można go jeszcze utrzymać na tym drugim. Quote
katyen Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 mój Pako w pierwszych miesiącach w ogóle nie tolerował gości (zwłaszcza w moim pokoju) . Przy zwykłym przemieszczaniu się potrafił nieźle wytargać za nogę... mój chłopak i koleżanki już mają po nim blizny. Zwykle kiedy ktoś już się u mnie zjawia zamykam go na chwilę w drugim pokoju, żeby się uspokoił, bo dzwonek do drzwi działa na niego jak szok i popada w taką paranoję, że nie da się go doprowadzić do porządku. Po 5 minutach już przestaje szczekać i może wejść do pokoju, oczywiście marudzi strasznie, ale potrafi podejść i grzecznie powąchać. Z jego zachowaniem jest już coraz lepiej, przedtem potrafił solidnie ugryźć nawet przy machnięciu ręką, a teraz tylko "chwyci" delikatnie. Niestety przyzwyczaja się, ale tylko do moich stałych gości. Gdy przychodzi już ktoś nowy, nie jest tak uroczo... A najbardziej wkurza mnie zachowanie ludzi "co za durny pies weź go stąd! ja się go boje! ale masz głupiego psa!". Przecież pies to dokładnie wyczuwa taką agresję... i może się naprawdę dotkliwie odpłacić. Kiedys przyjechała moja ciocia, której Pako nigdy przedtem nie widział... Ona podeszła do niego bez żadnych oporów i zaczęła go głaskać, mówiąc przy tym jak do dziecka "o kizi mizi jaki ślicny pieseczek...". Jeszcze nigdy nie widziałam żeby Pako podszedł do kogoś nieznajomego z taką ufnością. Byłam w szoku. Jeśli się ma własciwe podejście, to pies to wyczuwa. Niestety po prostu niektórzy ludzie nie mają wyobraźni i nie potrafią zrozumieć, że pies to nie człowiek. On nie rozumie spraw, które są dla nas oczywiste. Quote
karolajn Posted December 6, 2009 Posted December 6, 2009 spacery oczywiście będą, jak tylko dotrze do nas halti, bo niestety to jest olbrzym i nie idzie go utrzymać na smyczy. a chociaż takie sytuacje zdarzajały się tylko na posesji, lub w pobliżu furtki, to wolę go nie puszczać samopas. zwłaszcza, że przywołanie wcale nie jest idealne, o czym już pisałam. na spacerach jest ok. jak go do nas przywieźli to okazało się, że ma zaawansowane zapalenie uszu i oczu, z braku transportu wsadziliśmy go z chłopakiem do pociągu i właściwie tylko tam siedział w kagańcu, bo w mieście nie było to potrzebne. owszem spotkałam kilka osób, które ominęły nas szerokim łukiem, ale to z racji jego postury nie zachowania. no, i jakiś pan się przestraszył, bo jak przechodził to Demon postanowił go obwąchać i pan zaczął strasznie krzyczeć, że gdzie bez kagańca z taką bestią. u weta, co prawda, nie dał się dotknąć, ale tylko się wyrywał, mimo, że strasznie musiało go boleć - żadnej agresji. także agresja dotyczy tylko własnego podwórka, no i gości, po prostu broni posesji. ale złapać próbował dopiero dzisiaj, i moim zdaniem, to przez to, że jednak za długo z nim walczyłam, żeby go utrzymać, i się chłopak zciśnieniował. a dziadek dał mu kawałek ciasta i teraz leży u dziadka stóp, i zostali przyjaciółmi... najgorsze jest samo wejście gości. halterka z kolei nie mogłam dostać w kakadu właśnie w jego rozmiawach, dlatego zamówiliśmy przez net. kolczatke dostaliśmy za luźną, i boję się, że może się z niej wywinąć. a z kolei druga stara, z zamierzchłych jeszcze czasów sobie odpina. a szelki... nie wiem, czy mnie nie przewróci, bo na zwykłej obroży już 2 razy to zrobił. drugiego dnia, byłam z nim na próbę na spacerze, i chodzi nawet ładnie, chociaż jego lekkie pociągnięcie to jest mój wyrwany bark i dlatego halti. zresztą mieszkał jakiś czas w bloku, z tego co wiem, więc jakoś musiał wychodzić. wcześniej za to na wsi, i ktoś go oddał, bo się, oczywiście dziecko urodziło z uczuleniem:/ i został sprzedany. a z bloku do schroniska. mimo to jest karny, i chociaż komend dopiero się uczymy, to takie rzeczy jak do nogi, wyjdź, odejdź, nie wolno rozumie - bardzo pojętny pies. chociaż z tego co zauważyłam boi się krzyków, kuli głowę i wychodzi. to samo jak go głaskam po głowie, pierwsza reakcja to zawsze podkulenie głowy... dlatego zawsze uważam jak go karcę, i mówię nie, to uważam jakim tonem to mówię. jednak jest coraz lepiej, już chyba skumał, że nic mu nic nie grozi nic z naszej strony. babeczka z DT mówiła, że podobno jak się na niego krzyczy potrafi wykazać agresję, ale nic takiego nie zauważyłam. nigdy na nikogo z domowników, ani już będących w środku i zapoznanych gości nie warknął. tylko ostatnio czasem na Elzę, jak się zbliża do miski np. , ale wystarczy "nie wolno" i jest spokój. za to były ataki ze strony Elzy na samym początku, o czym pisałam w tym dziale na innym temacie, ale już się wzajemnie zaakceptowały i są kumplami, chociaż w hierarchii to Elza jest wyżej. a jeśli chodzi o chwytanie ręki to mnie czasami chwyta, tak zabawowo, ale jestem przyzwyczajona, Elza jest niufkiem i też często za rękę mnie właśnie prowadzi. dodatkowym problemem jest skakanie na domowników, właśnie przez Demona. najgorzej ma ktoś, kto przychodzi pierwszy do domu. mimo, że Demon robi to delikatnie, czyli wskakuje na ramiona i liże po nosie, to Elza też zaczęła sobie na to pozwalać, a 2 duże psy, oba ważące kilkadziesiąt kg to trochę jest, chociaż jeszcze nikogo nie przewróciły, ale za to przyprzeć do ściany czy płotu po wejściu to już potrafią. tak wygląda nasze wejście do domu, jest trochę lepiej, bo psiaki staramy się teraz ignorować. ogólnie to Demonik wykazuje radość, czyli machanie ogonkiem i witanie się za każdym razem jak się pojawię na horyzoncie, albo jak ktoś do niego coś powie. każde wyjście tak samo, jak przyjście, bo kojarzy to sobie ze szkoleniem albo właśnie z zabawą. dodam jeszcze, że zamykanie w pokoju czy gdziekolwiek nie wchodzi w grę. Demon umie otwierać sobie drzwi, wejściowe są już podrapane na maksa, od skakania. także czy przychodzimy czy wychodzimy, drzwi są zawsze zamknięte na zasuwę, bo w pierwszych dniach jego pobytu właśnie je sobie otwierał, ja szłam np na górę, i drzwi sobie stały otworem:) nie mam pojęcia jak go tego oduczyć. a goście na posesji to szaleństwo jest także by było po drzwiach chyba w całym domu. Quote
filodendron Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 karolajn napisał(a): halterka z kolei nie mogłam dostać w kakadu właśnie w jego rozmiawach, dlatego zamówiliśmy przez net. kolczatke dostaliśmy za luźną, i boję się, że może się z niej wywinąć. Karolajn, z halti też pies potrafi się wydostać przy odpowiednim ułożeniu głowy i odrobinie samozaparcia - oprócz niego potrzebna jest zwykła obroża i najlepiej smycz z karabińczykami na obu końcach - jeden do halti, drugi do obroży. Quote
Martens Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 Dokładnie - polecałabym nawet dwie smycze, jedna do obroży, jedna do halti, na wypadek gdyby jedna poszla, skoro pies jest taki silny. No i tak jak pisałam - praca ze szkoleniowcem. Quote
Delph Posted December 7, 2009 Posted December 7, 2009 A ja jeszcze dodam, że warto pracę z psem zacząć jak najszybciej. Miesiąc pobytu w nowym domu to krótki okres, on dopiero się u Was zadamawia i niestety z czasem gdy poczuje się pewniej problem może się pogłębiać. Zresztą sama piszesz, że jest coraz gorzej. Też polecam poszukać dobrego szkoleniowca (z naciskiem na "dobrego" ;)). Napisz skąd jesteś, poszukaj na forum, na pewno ktoś obeznany w temacie doradzi Ci kogoś odpowiedniego. Czy Demon jest wykastrowany? Quote
karolajn Posted December 25, 2009 Posted December 25, 2009 tak, jest wykastrowany i chwilowo mamy taki sposób, że na smycz go biorę, i zamykam się z nim razem ze smakołykami w łazience, aż się uspokoi i wywącha trochę z daleka gości. zakładam kaganiec i wychodzimy się przywitać. w Wigilię nie było problemu, może dlatego, że goście przyszli z dziadkiem, ale przywitał się ładnie i zamerdał ogonem do brata i jego psa, który z kolei wystraszył się kagańca :) chociaż później było trochę problemów, bo pilnować stołu przed obcym psem, także bokserka siedziała na smyczy przy nodze od pianina na Wigilii, a moje psy z 2 strony stołu. było trochę warczenia, ale do opanowania, i dobrze, bo psiak brata ma ahdh i w ogóle nie reaguje na takie zaczepki - zachowuje się jakby nie wiedział o co chodzi, macha ogonem i cały czas chce się bawić. za to Demon, chyba naprawdę poczuł się zagrożony obcym psem, bo nawet nie chciał obok niego przejść, warczał, no i wstawał i pilnował mnie jak tylko się zbliżyłam do tego 2. martwi mnie to trochę, bo pies brata jest u nas częstym gościem, szczególnie w wakacje, jak brat wyjeżdża gdzieś. jeśli chodzi o szkoleniowca to jest mały problem, mieszkam w okolicach Żyrardowa i niestety w pobliżu nie ma nikogo zaufanego kto szkoli psy. jak się sprowadziliśmy to okazało się, że były szkoleniowiec rottków mojej cioci mieszka właśnie w mojej miejscowości. pytałam się wszystkich, ale nikt nie wiedział, gdzie dokładnie mieszka. aż któregoś razu spotkałam tego Pana na spacerze, z wnukiem chyba. Elza oczywiście zrobiła zryw, i ledwo mogłam ją utrzymać, bo chciała sie przywitać z dzieckiem. to akurat były czasy, kiedy uczy łam ją chodzić na zwykłej obroży(wcześniej niestety używaliśmy kolczatki). szanowny pan zagadnął mnie przed sklepem, że bardzo ładny piesek, ale powinnam używać kolczatki, bo on tez miał duże psy w swoim życiu, i szkolił, też, i wie bardzo dobrze, że psu na za dużo nie wolno pozwolić, bo on też swojego czasu chodził z powyrywanymi barkami i jak pies się nie słucha to smyczą przez łeb. na potwierdzenie swoich słów podał taki przykład, że jego znajoma miała suczkę, która non stop miała urojoną ciążę i przynosiła zabawki,znajoma wykorzystała wspaniałomyślną radę tego pana i przyłożyła jej smyczą pewnego razu i przestała. tak więc podziękowałam tego panu i zrezygnowałam ze szkolenia u niego. pytałam się też weterynarza, ale nie ma w okolicy żadnych ośrodków szkoleniowych. najbliższy jest 4 stacje od nas, ale po kontakcie ze szkoleniowcem ode mnie nie mam zaufania do nieznanych szkoleniowców. myślałam nawet o Warszawie, ale mam godzinę drogi i chwilowo nawet przy najlepszych chęciach nie wyrobię się z czasem. :shake: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.